Rocznica ewangelizacji Tajwanu

W sobotę 27 marca w Tajpej obchodzono 150 rocznicę ewangelizacji Tajwanu. Uroczyście powitano statuę Najświętszej Marii Panny z bazyliki w Wanchin (region Pintung na płd. Tajwanu) a następnie licami Tajpej przeszła procesja. Bazylika w Wanchin wybudowana została w XIX wieku przez hiszpańskich dominikanów i jest najważniejszym miejscem kultu maryjnego dla katolików na Tajwanie.Uroczystości związane z 150 rocznicą ewangelizacji potrwają do 22 listopada. Odbywają się one pod hasłem nowej ewangelizacji. Tajwański episkopat szczególną rolę przypisuje tu wiernym świeckim, którzy muszą stawić czoła nękającymi Tajwan problemami. Społeczeństwo tajwańskie odczuwa skutki globalnego kryzysu gospodarczego, ale problemem jest także korupcja. Do bolączek należą silna laicyzacja, rozwody i aborcja. „Brakuje rodzimych powołań. W dwóch seminariach wyższych i dwóch niższych jest tylko 80 kandydatów do kapłaństwa. Stąd szczególna rola wiernych świeckich w kościelnej oświacie, służbie zdrowia, pracy charytatywnej czy samym duszpasterstwie. Księża winni popierać ich inicjatywy” – napisali biskupi Tajwanu w liście pasterskim w styczniu tego roku.
Katolicka wspólnota na Tajwanie powstała w 1859 r. w mieście Kaohsiung. Katoliccy misjonarze trafiali na Tajwan wcześniej , bo już w XVI wieku, jednak często padali ofiarami prześladowań. Dziś Kościół na Tajwanie to siedem diecezji i 308 tys. wiernych, co stanowi 1,3 % ludności. Większość z 23 mln mieszkańców wyspy praktykuje buddyzm (35%), i taoizmu (33%). Katolicy są jednak aktywni na polu edukacji i działalności charytatywnej. Na wyspie istnieją 4 katolickie wyższe uczelnie. W zeszłym roku prezydentem Tajwanu został wybrany po raz pierwszy katolik.
Niezalezna.pl Nasz Dziennik

Wybory uzupełniające

Mieliśmy ostatnio wybory uzupełniające do parlamentu. Najpierw, w połowie marca w okręgu Miaoli (zach. Tajwan) zwyciężył niezależny kandydat Kang Shih-ju (康世儒). Kang zdobył 41.688 głosów, a jego kontrkandydatka Chen Luan-ying (陳鑾英) 40,099. Wybory w okręgu Miaoli musiały się odbyć ponownie, po tym jak w grudniu zwycięzca poprzednich, Lee E-tin (李乙廷), został oskarżony o kupowanie głosów wyborczych. W tej chwili toczy się postępowanie (Lee grożą przynajmniej 2 lata więzienia). Lee był kandydatem rządzącego na wyspie Kuomintangu (KMT), a ten w wyborach uzupełniających wystawił... jego żonę – Chen Luan-ying. Pani Chen prowadziła kampanie oczywiście pod hasłami walki z korupcją. Frekwencja wyborcza była w Miaoli dość niska wyniosła ok. 40% (na Tajwanie frekwencja wynosi z reguły ok. 70-80%)
Drugie wybory odbyły się wczoraj w centrum Tajpej – dzielnicy Da-an; to tu parlamentarzystka KMT Diane Lee (李慶安) została oskarżona o posiadanie podwójnego obywatelstwa: tajwańskiego i amerykańskiego. Na początku tego roku strona amerykańska powierdziła, że Diane Lee nie zrzekła się amerykańskiego obywatelstwa gdy otrzymała mandat poselski (właściwie powinna to zrobić gdy była radną Tajpej; w każdym razie utrzymywała Tajwańczyków w tej niewiedzy przez 14 lat; “biedna” będzie musiała zwrócić pensję radnej i posłanki czyli 100 mln TWD - ok 10.4 mln PLN) .
Tajpej zawsze był bastionionem KMT; nic więc dziwnego, że i w niedzielnych wyborach zwyciężył kandydat partii rządzącej Chiang Nai-shin (蔣乃辛); otrzymał on 46,065 głosów (49%). Jego rywal, kandydat DPP, Chou Po-ya (周柏雅) zdobył 36,465 głosów (39%). Tu też frekwencja była niska ok. 39%.
Oczywiście nie obyło się bez skandali; i tak na przykład urzędnicy Miejskiego Wydziału Spraw Obywatelskich (台北市政府民政局) roznosząc ulotki zachęcające mieszkańców dzielncy Da-an w Tajpej do udziału w wyborach, jednocześnie namawiali do głosowania na kandydata KMT. Całość zarejestrowały kamery: TUTAJ
Wydział Spraw Obywatelskich podlega burmistrzowi Tajpej, a tym jest członek KMT, Hau Lung-bin (郝龍斌), nota bene syn generała, byłego premiera Tajwanu i jednego z twardogłowych w KMT.
W komentarzach po wczorajszych wyborach w Tajpej podkreśla się, że mimo zwycięstwa KMT osiągneło wynik gorszy od tych jakie zdobywali w poprzednich latach w rejonie Da-an. To i porażka w Miaoli są ostrzeżeniem dla partii rządzącej przed wyborami samorządowymi.
Blogmedia24.pl Niezalezna.pl

Chiny nuklearne

Według opublikowanego w środę raportu Pentagonu Chiny rozwijają "niszczące" technologie wojskowe, w tym technologie nuklearne, kosmiczne i cybernetyczne.
Autorzy raportu zatytułowanego „Militarna potęga Chińskiej Republiki Ludowej” i przygotowanego dla amerykańskiego Kongresu dodają że jeśli chińskie siły zbrojne będą rozwijane w takim tempie jak obecnie, to dojdzie do zmiany układu sił nie tylko w regionie azjatyckim. Część raportu poświecona jest bazie morskiej na wyspie Hainan, gdzie znajdują się okręty podwodne, wyposażone w rakiety balistyczne.
To właśnie na wyspie Hainan brytyjska służba wywiadowcza MI6 odkryła w zeszłym roku nowoczesne chińskie łodzie podwodne o napędzie atomowym typu 094, na których można umieścić 12 głowic jądrowych JL-2. Rakiety JL-2 to pociski interkontynentalne o zasięgu 8000 km. Według brytyjskiego wywiadu Pekin wybudował całą sieć tuneli na wyspie Hainan, a konstrukcja ta wymagała „większych zdolności niź wybudowanie Wielkiego Muru”
"Powstanie portu, dysponującego podziemnym zapleczem, oznaczać będzie, iż siły chińskiej armii uzyskają bezpośredni dostęp do kluczowych światowych szlaków wodnych" – stwierdza raport przygotowany przez Pentagon.
Pentagon wyraził także zaniepokojenie wzrastającą ilością rakiet balistycznych krótkiego zasięgu rozmieszczonych na wybrzeżu Chin w odległości około 150 kilometrów od Tajwanu iwycelowanych w wyspę. Na początku ubiegłego roku było ich 1300, a w tej chwili 1500.
We wtorkowym wydaniu ukazującej się Hong Kongu gazety South China Morning Post emerytowany wysoko postawiony urzędnik chiński przyznał, że rząd zwiększył ostatnio pensje dla żołnierzy o 50%. Oficerowie otrzymali podwyżkę od 20 do 30 %. Ma to być wynagrodzenie dla wojskowych za ich prace w czasie Olimpiady, szybkie rozprawienie się z protestami w Tybecie i pomoc ofiarom trzęsienia ziemi w prowincji Sichuan w maju zeszłego roku. Władze pragną także podnieść morale w armii gdyż obawiają się zwiększonej ilości protestów społecznych w2009 roku w związku ze spadkiem eksportu i wzrostem bezrobocia w Państwie Środka.
Zwiększenie wynagrodzeń wojskowych jest realizacją ogłoszonego na początku marca budżetu wojskowego. Chiny zwiększą tegoroczne wydatki na armie prawie o 15 procent. Jak poinformował rzecznik chińskiego parlamentu Li Zhaoxing, budżet wojskowy wyniesie 480 mld juanów (261 mld zł). Wydatki te będą stanowiły 6,3 proc. budżetu państwa. Większość dodatkowych środków poza wydatkami na płace dla liczących 2,3 mln żołnierzy chińskich sił zbrojnych zostanie przeznaczona na modernizację uzbrojenia, walkę z terroryzmem i poprawę zdolności reagowania na klęski żywiołowe.
W raporcie Penatgon stwierdza iż wydatki Chin na cele wojskowe i są w znacznej części niejawne i niepełne.
W odpowiedzi na na treść raportu, rzecznik chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Qin Gang, stwierdził, iż dokument stanowi "poważne zniekształcenie rzeczywistości" , a tezę o „rzekomym chińskim zagrożeniu” nazwał fałszywą.
Raport Pentagonu ukazał się tuż po incydencie chińsko-amerykańskim w pobliżu wyspy Hainan. W połowie marca Chiny poinformowały, że załoga okrętu amerykańskiej marynarki wojennej prowadziła nielegalne pomiary chińskiej wyspy Hainan, a Pentagon oskarżył chińskie statki o otoczenie i "nękanie" amerykańskiej jednostki na międzynarodowych wodach.

Chińczycy ostrzegają przed Polską

Ministerstwo Handlu Chin zaapelowało do swoich obywateli, aby w najbliższym czasie nie jeździli do pracy do "Polski, Rumunii i innych państw środkowej i wschodniej Europy" z powodu panującego tam kryzysu gospodarczego. W oświadczeniu opublikowanym na internetowych stronach resortu stwierdza się, że wielu Chińczyków pracujących w państwach tego regionu Europy ma problemy z otrzymaniem wynagrodzeń. Pracodawcy odczuwają bowiem dotkliwe skutki dewaluacji lokalnych walut, trudnej sytuacji w sektorze budowlanym oraz zmniejszania się rynku. Chiński rząd wskazuje także na wzrastające bezrobocie w Polsce i Rumunii. Ministerstwo zaapelowało do chińskich firm, by wstrzymały wysyłanie pracowników do wyszczególnionych państw.

Marks wiecznie żywy

W Centrum Sztuki Dramatycznej w Szangahaju trwają przygotowania musicalu opartego na „Kapitale” Karola Marksa
Według producentów przedstawienie udowodni, że właśnie w okresie ekonomicznego kryzysu idee Marksa nie tracą na znaczeniu. – To widowisko rozrywkowo-teatralne pozwoli przeciętnym ludziom lepiej zrozumieć dlaczego mamy teraz kryzys finansowy – stwierdził Zhang Jun, profesor ekonomi na uniwersytecie Fudan w Szanghaju, a jednocześnie konsultant przy produkcji musicalu.Prace nad produkcją rozpoczęły się od wykładu profesora Juna dla całej ekipy realizującej przedstawicie na temat życia i twórczości Marksa.
Według chińskiej gazety „China Daily” musical będzie odwoływać się do współczesności i przedstawi losy grupy pracowników, którzy odkrywają, że są wykorzystywani przez właściciela firmy. – Sprawimy, iż idee Marksa będą ponownie żywe, modne i jednocześnie wszyscy będą się dobrze bawić – stwierdził reżyser musicalu He Nian.Premiera przedstawienia w Szanghaju zapowiedziana jest na początek przyszłego roku. W zeszłym roku w Japonii wydano komiksową historie opartą na „Kapitale” Marksa. Prawa do wydania komiksu zakupiło kilka wydawnictw europejskich. Ten sam wydawca pragnie wydać także komiksową wersję “Mein Kampf”.

Brutalne pobicie księdza

Na początku zeszłego tygodnia doszło do brutalnego pobicia katolickiego księdza Franciszka Gao Jianli z diecezji Fengxiang w Shaanxi, północno-środkowej prowincji Chin
Do ataku na duchownego doszło w biurze burmistrza miasta Xiangong. 39-letni ksiądz przebywa obecnie w szpitalu pod nadzorem policji. W mieście Xiangong toczył się spór pomiędzy lokalnymi władzami a przedstawicielami Kościoła Katolickiego o grunty, które przed Rewolucją Kulturalną (1966 – 76) należały do Kościoła. Według obowiazującego w tej chwili w Chinach prawa pierwotni właściciele mogą wystąpić o zwrot własności. W przypadku terenów w Xiangong burmistrz zablokowal wniosek przedstawicieli Kościoła, a w ostatnich tygodniach wydał zgodę na budowę parku w tym rejonie. Widząc iż na terenie pierwotnie należącym do Kościoła rozpoczynają pracę maszyny budowalne, ks. Gao wraz z grupą wiernych ropoczeli okupację placu. Wtedy to burmistrz zaprosił duchownego do swojego biura obiecując rozpoczęcie rozmów w sprawie prawa własności. Gdy ksiądz przybył do biura burmistrza został napadnięty przez dwóch mężczyzn ktorzy następnie uciekli samochodem policyjnym.
Na wiadomość o pobiciu księdza przed ratuszem zgromadził się tłum wiernych, którzy wystosowali petycję do władz prowincji z żądaniem aresztowania sprawców pobica księdza, pokrycia kosztów pobytu duchownego w szpitalu i jego leczenia, a także zwrotu gruntów Kościołowi. Władze obiecały odpowiedzieć na petycje 23 marca. Diezecja Fengxiang podlega biskupowi Lukaszowi Li, jedynemu biskupowi Kościoła podziemnego uznawanego przez rząd mimo iż nie jest on członkiem Patriotycznego Stowarzyszenie Katolików Chińskich.
Według Antoniego Lam z Ośrodka pod wezwaniem Ducha Świętego z Hong Kongu partia komunistyczna w Chinach zabrała Kościołowi majątek wartości przynajmniej 130 miliardów yuan (ok. 63 mld PLN)
Incydent w Xiangong przywodzi na pamięć wydarzenia z listopada 2005 rok, kiedy to w mieście Xian (stolicy prowincji Shaanxi) pobito 16 sióstr. Zakonnice probowały odzyskać budynek w którym prowadziły szkołę przed Rewolucją Kulturalną. Miesiąc pożniej 50 księży i zakonnic zotało brutalnie zaatakowanych gdy bronili własności Kościoła w mieście Tianjin.W Chinach, obok założonego w 1957 roku przez komunistyczne władze Patriotycznego Stowarzyszenie Katolików Chińskich.- uzależnionego od państwa i formalnie nieuznającego zwierzchnictwa Stolicy Apostolskiej - istnieje wielomilionowy Kościół podziemny.

Pałac Prezydencki w Tajpej

Jednym z budynków, który nie umknie uwadze zwiedzających Tajpej jest Pałac Prezydencki (總統府). Wybudowany w latach 1912-1919, a więc okresie gdy Tajwan był kolonią japońską, pałac był pierwotnie siedzibą namiestnika rządzącego w imieniu cesarza Japonii. Budynek zaprojektował japoński architekt Nagano Uheiji (長野宇平治), a drobnych poprawek dokonał Moriyama Matsunosuke (森山松之助). Obaj Uheiji i Matsunosuke to uczniowie Tatsuno Kingo (辰野金吾), zwanego ojcem współczesnej architektury japońskiej i twórcy min. głównej siedziby Banku Narodowego (1896) i Dworca (1914) w Tokio. Kingo studiował w Anglii i był wielkim propagatorem klasycznych stylów architektury europejskiej w Państwie Kwitnącej Wiśni. Pałac Prezydencki w Tajpej zbudowano z czerwonej cegły, materiału często stosowanego w architekturze brytyjskiej w XIX i na początku XX wieku (np. the Royal Albert Hall). Budynek widziany z lotu ptaka ma kształt chińskiego znaku „ri” (日); słowo „ri-ben” (日本) zarówno po chińsku jak i japońsku oznacza Japonię. W środkowej części pałacu znajduje się 60 metrowa wieża. Dziś mieszkańcom Tajpej, miasta w którym znajduje się Taipei 101, najwyższa ukończona budowla na świecie (509 m), trudno uwierzyć, że kiedyś to właśnie ta wieża była najwyższą konstrukcją na wyspie.
Od 1919 do połowy 1945 w pałacu rezydował przedstawiciel cesarza Japonii. W maju 1945 w wyniku amerykańskiego bombardowania pałac został zniszczony w 80% . Po wycofaniu sie Japończyków Tajwan zajeli Chińczycy, a gubernatorem wyspy został Chen Yi (陳儀). To właśnie on w 1947 roku podjął decyzję o odbudowie pałacu. Plany rekonstrukcji przygotował min. wykształcony w Japonii tajwański architekt Li Chong-yue (李重耀). Wspominając prace w tamtym okresie Li wskazuje na dwie trudności: zdobycie materiału (ten sam rodzaj czerwonej cegły jaki wykorzystano przy budowie pałacu w 1912 roku) i porozumiewanie się. Początkowo próbowano sprowadzić cegłę z Japonii; okazało się jednak, że fabryka, która pierwotnie dostarczała materiał już nie istnieje i dlatego w końcu zdecydowano się wyprodukować cegłę dokładnie takiej samej jakości na Tajwanie. A co z komunikacją? „ Japońscy architekci i budowlańcy zostali zastąpienie przez Chińczyków. Ci pochodzili z różnych prowincji i mówili różnymi dialektami. Musieliśmy na gwałt uczyć się dialektu mandaryńskiego (język urzędowy Chin) ” wspomiana Li Chong-yue. Przyzwyczajeni do architektonicznego żargonu japońskiego i tajwańskiego lokalni robotnicy także uczyli się terminologii w dialekcie mandaryńskim. Koszt całego przedsięwzięcia oszacowano na 400 mln dawnych yuanów. Gubernator Chen Yi zgodził się na 300 mln. i ostrzegł Li, że jeśli to nie starczy to go każe rozstrzelać. Projekt więc uproszczono rezygnując między innymi z pewnych motywów dekoracyjnych jakie były w pierwotnej konstrucji Japończyków. Ostatecznie budowę zakończono w 1949 roku, a rok później do budynku wprowadził się Prezydent Republiki Chińskiej Chiang Kai-shek.
Dla urodzonego w Hsinchu/新竹 (mieście, które dziś jest ośrodkiem przemysłu nowoczesnych technologii na Tajwanie) Li Chong-yue nie było to jednak ostatnie spotkanie z Pałacem Prezydenckim. Gdy w 2003 roku podjęto decyzje o renowacji pałacu, to właśnie założona przez Li firma, C.Y. Li Architects and Engineers (重耀建築師事務所), wygrała przetarg i zajeła się remontem. Ty razem nie było problemów w porozumiewaniu się; zagwarantowany był też dostęp do najlepszych technologii i materiałów (i tak na przykład wybrano rodzaj farby jaki wykorzystano w Białym Domu). Tym razem kłopoty sprawił główny użytkownik pałacu - ówczesny prezydent Tajwanu, Chen Shuibian. Prace renowacyjne mogły być prowadzone tylko wtedy gdy prezydent opuścił pałac a więc po 10-tej wieczorem (w Pałacu Prezydenckim mieści się tylko biuro prezydenta). Remont odbywał się więc w nocy. Dziś odrestaurowany pałac jest nadal siedzibą prezydenta; choć ostanio pojawiły się plany przeniesienia biura prezydenckiego w inne miejsce. Pałac stałby się muzuem. Orędownikiem tego pomysłu jest związany z budynkiem przez ponad 60 lat, dziś już 84 -letni tajwański architekt Li Chong-yue.

„Wysokiej klasy waishengren”

“Wai-shen-gren” (外省人) "urodzeni na zewnątrz" - tak określają się mieszkańcy Tajwanu, którzy sami bądź ich przodkowie, przybyli z Chin w latach 1945-50.
Ci urodzeni na wyspie to Tajwańczy (本省人). Za rządów Chiang Kai-szeka podział na „waishengren” i tubylców był rzeczywiście dość silny; ci pierwsi jako warstwa rządząca byli uprzywilejowani i mogli wspinać się po szczeblach kariery; ci drudzy jeśli się nie podporzadkowali to czekało ich więzienie. Ci pierwsi, przybyli z Chiang Kai-shekiem, byli "bardziej cywilizowani" i przynieśli na wyspę „prawdziwa kulturę chińską”. Gdy pierwszy raz przyjechałam na Tajwan w latach 90-tych, nauczycielka chińskiego („waishengren”) pouczała mnie: „na Tajwanie są dwa rodzaje ludzi: my z Chin i ci stąd (Tajwańczycy) – niecywilizowani”
Tajwańczycy do końca lat 80-tych nie mogli oficjalnie używać własnego języka (tajwański to dialekt minan). A jaka była prawda? Wielu z Tajwańczyków otrzymało dobre wykształcenie w okresie gdy Tajwan był kolonią japońską (w domach mówiono swobodnie po tajwańsku a edukacja odbywała się po japońsku); tymczasem przybyła z Chiangiem armia to niestety nie był kwiat inteligencji chińskiej( przedstawiciele chińskiej inteligencji, którzy podążyli za Chiangiem na Tajwan bardzo szybko popadli w niełaskę, jak choćby twórcy antykomunistycznego pisma „Wolne Chiny”/自由中國半月刊, uwięzieni lub trzymani w areszcie domowym). Przyzwyczajeni do surowego prawa japońskiego Tajwańczycy otwierali oczy ze zdumienia widząc jak za rządów Chiang Kai-sheka rosła korupcja. Doszło do protestów, a rząd odpowiedział czystkami (tzw. okres Białego Terroru dotknął przede wszystkim tajwańską inteligencję).
„Waishengren” zawsze widzieli się jako ci lepsi. W tej chwili określający się mianem „waishengren” stanowią ok. 12 % społeczeństwa na Tajwanie. Niektórym z nich nadal niestety nie są obce poglądy jakie ostatnio w swoich artykułach wyraził Kuo Kuan-ying (郭冠英).
Kuo określił siebie jako „wysokiej klasy waishengren: (高級外省人), a Tajwańczyków jako prostaków (台巴子) i japońskich piratów (倭寇).
Autor artykułów, które okazały się w internecie, ale także w tajwańskich wysokonakładowych prochińskich gazetach „China Times” i „United Daily” pisze między innymi: „wprowadzenie stanu wojennego na Tajwanie[h1] to był akt łaski ze strony rządu; Chiny po zajęciu Tajwanu powinny stosować latami opresję wobec Tajwańczków i nie gwarantować im żadnej wolności politycznej.”
W jednym z artykułów Kuo stwierdza: „Tajwan zmierza ku śmierci” (歹丸現在走的是死路). Użyte tu dwa znaki Tai wan歹丸 wymawiane są po tajwańsku tak samo jak słowo Tajwan, ale oznaczają zepsute rybne klopsiki. Jest to duża zniewaga.
Pikanterii dodaje fakt, że Kuo Kuan-ying jest wysoko postawionym urzędnikiem państwowym – dyrektorem sekcji informacji przy tajwańskiej placówce w Toronto; na szczęście rząd zareagował szybko. Biuro Informacyjne (GIO), które kieruje sekcjami informacyjnymi przy zagraniczych placówkach, wezwało Kuo do kraju; w ciągu miesiąca ma opuścić zajmowane stanowisko; czeka go także postępowanie dyscyplinarne. Nawet poseł rządzącego Kuomintangu John Chiang (蔣孝嚴), nota bene nieślubny syn byłego prezydenta Tajwanu Jiang Jing-guo i wnuk Chiang Kai-sheka, stwierdził ” jak to możliwe, że jeszcze dziś ludzi mogą opowiadać takie rzeczy...”; na szczęście nie wszyscy urodzeni na kontynecie Chińczycy gardzą Tajwanem. Wielu z urodzonych w Chinach, a znanych na Tajwanie publicystów np. Paul Lin, Jin Heng-wei, Cao Changqing czy Ruan-ming to prawdziwi adwokaci niepodległego Tajwanu.Wielu chińskich dysydentów znalazło na wyspie swój dom; po prześladowaniach w Chinach Ludowych czują się bezpiecznie w wolnym i demokratycznym Tajwanie. A jeśli chodzi o Kuo Kuan-ying'a to pewnie lepiej by się poczuł w ChRL-u.....

[h1]Stan wojenny wprowadził na Tajwanie Chiang Kai-shek w 1948, a zniósł go jego syn Jiang Jing-guo w1987
Blogmedia24 Niezalezna.pl

Tybet - Polski akcent

W weekendowym wydaniu „Naszego Dziennika” ukazał się bardzo ciekawy artykuł o polskich pilotach pomagającym Tybetańczykom w ich walce o niepodległość w latach 50-tych w ramach zorganizowanej przez CIA operacji noszącej kryptonim „St Circus.” Pierwsza część operacji, w której brali udział Polacy nazwano "St Barnum". W roku 195 Chińska Armia -Ludowo Wyzwoleńcza zajęła Tybet. W związku z narastającym uciskiem politycznym dochodziło do coraz częstszych wystąpień ze strony Tybetańczyków. W połowie lat 50-tych CIA postanowiło pomóc opozycyjonistom tybetańskim.
W ramach operacji "St Barnum" wytypowano grupę 6 skoczków tybetańskich, którzy mieli dostarczyć radiostację i włączyć się w działania prowadzone przez partyzantów.
Gdy Tybetańczy przechodzili 6-miesięczny trening na wyspie Saipan, Amerykanie szukali załogi zdolnej przerzucić skoczków ze sprzętem na terytorium ChRL-u.
Na Tajwanie Amerykanie dysponowali dobrze zorganizowanym lotnictem jednak nie chcieli korzystać z pomocy Chang Kaisheka. Republika Chińska na Tajwanie, tak samo jak ChRL, nie uznawała odrębności Tybetu. Obawiano się sabotażu ze strony Chińczków na Tajwanie. Wybrano więc cieszących się doskonałą opinią polskich pilotów, ktorzy w tym czasie w Wiesbaden brali udział w operacji Project Cherry (wykonywali loty szpiegowskie nad terytorium Polski, państw nadbałtyckich, Rosji, Ukrainy i Białorusi). Zastępca wydziału lotniczego dalekowschodniego oddziału CIA, Gar Thorsrud potrzebował dwóch załóg pięcioosobowych. Pierwszą dowodził kapitan Franciszek Czekalski, a drugą kapitan Jan Drobny. Do operacji wybrano samoloty B-17 Flying Fortress[h1] , z których korzystało lotnictwo Republiki Chińskiej na Tajwanie. Polacy wcześniej nie latami na B-17 więc przeszli szkolenie pod okiem zarządzającego oddziałem przy lotnictwie Republiki Chińskiej Roberta Kleya.
Operację rozpoczęto w październiku 1957 roku. W ramach pierwszego lotu planowano dwa zrzuty. Wykonano jednak tylko jeden; z drugiego rezygnowano z powodu złych warunków pogodowych; następny zrzut odbył się listopadzie. Polacy powrócili do Wiesbaden, ale akcje zrzutowe dla Tybetańczków były kontynuowane do maja 1960 roku.
Z czasem w obliczu konfliktu Chin Ludowych i ZSRR, Pekin stał się sprzymierzeńcem Zachodu i w 1968 Amerykanie zaprzestali pomocy partyzantom tybetańskim.
Tak jak Polacy Tybetańczycy poczuli smak zdrady.

Artykul w ND Tutaj
Warto przeczytać także „The CIA’s Secret War in Tibet” Tutaj

[h1]Do rozwoju konstrukcji B-17 przyczynili się Polacy wynalazcy Jerzy Rudlicki i Władysław Świątecki

O tajfunach

Tajfuny zdarzają na Tajwanie najczęściej pomiędzy kwietniem a październikem…czasem przynoszą duże szkody (głównie w rejonach górskich) z którymi dość szybko jednak mieszkańcy wyspy sobie radzą.
Polsce tymczasem też grozi tajfun..zwą go “tajfun Vincent”.
Dziś nawet ci, którzy niedawno mówili, że kryzysu nie będzie, nie kwestionują, że dotarł do Polski.
To dopiero początek zamieszania, nadchodzi tajfun Vincent.
Vincent?
Tak go nazwałem, bo Jan Vincent-Rostowski, obecny minister finansów, jest jednym z architektów pogłębiającego się kryzysu. To nasz Kaszpirowski od finansów – takie porównanie nasuwa mi się. To, co opowiada, woła o pomstę do nieba. Twierdzi niezmiennie, że nasz kraj ma mocne fundamenty ekonomiczne, stabilny system bankowy, że kryzys nas w znaczącym stopniu nie dotknie. Tymczasem większość zagranicznych banków komercyjnych w Polsce ma już straty za IV kwartał wynoszące średnio 40 proc., a jest dopiero początek marca. Rok 2009 będzie dla nich dramatycznie ciężki, a to oznacza brak kredytów, drogie usługi bankowe, wysokie marże, niskie oprocentowanie depozytów i lokat oraz wyciąganie ręki do NBP i rządu po nowe środki.”

Polecam wywiad z Januszem Szewczakiem, analitykiem ekonomicznym TUTAJ.

Chińczycy boją się buntu

Chiny nigdy nie zaakceptują systemu wielopartyjnej demokracji, w którym różne partie wymieniają się władzą” - stwierdził w przemówieniu wygłoszonym podczas sesji Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych (OZPL) przewodniczący zgromadzenia Wu Bangguo.
Wu dodał, że partia komunistyczna będzie nadal siłą wyznaczajacą "właściwą linię polityczną" i budującą „socjalistyczny system prawny o chińskiej specyfice”.Według komentatorów ostra wypowiedź Wu Bangguo, drugiej po prezydencie osoby w komunistycznym aparacie władzy, to zapowiedź twardej polityki w dość ciężkim dla władz komunistycznych okresie. Kryzys gospodarczy już spowodował utratę pracy przez miliony Chińczyków. Jeśli armia bezrobotnych zostanie wzmocniona przez kolejne miliony, to napięcie w kraju będzie narastało i dojdzie do protestów.Władze w Pekinie obawiają się roku 2009 także ze względu na przpadające w nim rocznice: masakry na Placu Niebiańskiego Spokoju w 1989 r. i 50. rocznicy antychińskiego powstania w Tybecie. Komuniści boją się, że oba te wydarzenia mogą doprowadzić do wzrostu niepokojów społecznych.Uważa się także, iż słowa Wu Bangguo, określanego jako lojalistę i poplecznika byłego prezydenta Chin Jiang Zemina, to odpowiedź na zagraniczne, ale i wewnętrzne apele o liberalizację chińskiego ustroju.
Kilka dni temu do zebranych na sesji OZPL delegatów list wysłał Bao Tong, asystent byłego premiera Zhao Ziyang. Bao i Zhang zostali odsunięci od władzy po tym, jak sprzeciwili się użyciu siły przeciwko zgromadzonych na Placu Niebiańskiego Spokoju studentów w czerwcu 1989. To właśnie po odsunięciu Zhao Ziyang’a do władzu doszełl Jiang Zemin.
W swoim liście Bao wezwał członków Komunistycznej Partii Chin Ludwych (KPChL) do reformy systemu politycznego Państwa Środka. „Nieograniczona władza KPChL zadusi społeczeństwo i gospodarkę chińską” - napisał w liście Bao, który od 1997 przebywa w areszcie domowym. Autor odezwy do delegatów OZPL ostrzegł także przed wzrastającą korupcją, która jest wynikiem nieograniczonej władzy komunistycznych aparatczyków. „Urzędnicy depczą prawa obywateli, a obecna władza monopilizuje bogactwo, zniekształca prawdę i utrzymuje niesprawiedliwość” - stwierdził Bao Tong.

Polecam

W zeszłym tygodniu w „Naszym Dzienniku” ukazał się bardzo ciekawy wywiad z prof. Marią Łoś, socjologiem i kryminologiem z Uniwersytetu w Ottawie. Prof. Łoś od lat prowadzi badania dot. udziału służb specjalnych PRL w transformacji systemu polityczno-gospodarczego w Polsce.
Wywiad z prof. Łoś TUTAJ

Wypowiedzi p. Prof. na temat przemian jakie nastąpiły w Polsce w latach 80-90 w znalazły się także programie „System 09”. Po emisji pierwszego odcinka TVP zdjeła program, ale zgodziła się na jego powrót w marcu. „System 09” to program Wojciecha Klaty i Andrzeja Horubały przedstawiający analizę nowego systemu jaki wytworzył się w Polsce w ciagu ostatnich 20 lat. Warto obejrzeć i posłuchać opinii dalekich od dominującej linii komentowania wydarzeń bo, jak mówi prof. Łoś, „o możliwości przeprowadzenia głębszych zmian społecznych będzie decydować stan świadomości i kultury społeczeństwa i jego rozumienie złożonych geopolitycznych aspektów przemian cywilizacyjnych we współczesnym, pozimnowojennym świecie.”
Dwa pierwsze odcinki Systemu 09 można obejrzeć TUTAJ

Chiny: Zjazd OZPL

Władze komunistycznych Chin przekonują, że choć ich kraj odczuwa już skutki światowego kryzysu gospodarczego w postaci bankructwa tysięcy firm i znacznego wzrostu bezrobocia, to jednak nic nie zagraża wzrostowi gospodarczemu, który ma sięgnąć planowane wcześniej 8 proc. PKB. Ekonomiści w to jednak wątpią.Gospodarka stała się jednym z głównych tematów dorocznej sesji Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych (OZPL). Premier Wen Jiabao przekonuje parlamentarzystów na każdym kroku, że co prawda gospodarkę Państwa Środka czeka "najtrudniejszy rok w tym stuleciu", ale rząd nie wycofał się z optymistycznych prognoz. Wen Jiabao zapowiedział, że wzrost gospodarczy na założonym wcześniej poziomie 8 proc. jest nadal możliwy. Te niezwykle optymistyczne prognozy są podtrzymywane, mimo że w ostatnich miesiącach w Chinach zamknięto tysiące fabryk i pracę straciło prawie 20 mln chłopów zatrudnionych dotąd w miastach. Kłopoty ze znalezieniem zatrudnienia mają też miliony absolwentów szkół i uczelni wyższych. Na kryzysie ucierpiał także chiński eksport, który spadł w styczniu tego roku o 17,5 proc. wobec stycznia 2008 roku - to najmocniejszy spadek od 13 lat.Na sesji parlamentu premier podtrzymał deklarację, że rząd przeznaczy 4 biliony yuanów (ponad 2 biliony złotych) na wsparcie gospodarki. Kwota ta nie została zwiększona, czego oczekiwali zagraniczni inwestorzy. Ale wobec kiepskich wyników eksportu Pekin ogłosił także, iż zamierza stopniowo zmniejszyć uzależnienie gospodarki od eksportu, zwiększając wydatki na inwestycje publiczne, które nakręciłyby koniunkturę w Chinach i zwiększyły konsumpcję.W komentarzach, jakie ukazały się po przemówieniu Wen Jiabao, eksperci twierdzą, iż deklaracje chińskiego rządu dotyczące 8-procentowego wzrostu gospodarczego są raczej niemożliwe do spełnienia. Ekonomiści przypominają, że w ostatnim kwartale 2008 r. tempo wzrostu gospodarki chińskiej spadło do poziomu niższego niż 7 procent. Eksperci przewidują, że w 2009 r. PKB w Chinach w najlepszym wypadku wzrośnie najwyżej o 7 procent. Władze chińskie bardzo obawiają się spadku PKB, gdyż to oznacza dodatkowe zwolnienia, a w rezultacie wzrost protestów społecznych. Tylko w 2008 r. liczba protestów podwoiła się w porównaniu z rokiem poprzednim i wyniosła w całym kraju 87 tysięcy. A jeśli armia bezrobotnych zostanie wzmocniona przez kolejne miliony robotników i klasy średniej, to napięcie w kraju będzie narastało. Jest to tym bardziej realne, że w ostatnich latach wiele milionów Chińczyków skorzystało z owoców wzrostu gospodarczego i ich stopa życiowa znacznie wzrosła. Teraz, gdy grozi im znowu niedostatek, mogą stać się "naturalnym zapleczem" różnych ruchów antyrządowych. Zwraca się także uwagę, iż zapewnienia chińskiego premiera, że rząd w Pekinie będzie bardziej otwarty na opinie wszystkich obywateli, okazały się płonne. Owa "otwartość" ograniczyła się jedynie do zorganizowania w trakcie zjazdu parlamentu pierwszego w historii Chin internetowego czatu na żywo z udziałem Wen Jiabao. Tymczasem na kilka dni przed tegoroczną sesją chińskiego parlamentu aresztowano lub umieszczono w areszcie domowym czołowych dysydentów. Według Human Rights Defenders, organizacji zajmującej się obroną praw człowieka, władze uniemożliwiły wjazd do Pekinu osobom z prowincji przybywającym m.in. z petycjami, które miały być przedstawione delegatom na zjazd.

Tajwan nieufny wobec pokojowych deklaracji

Gotowość zawarcia porozumienia pokojowego z Tajwanem zadeklarował premier Wen Jiabao podczas sesji inaugurującej posiedzenie chińskiego parlamentu. - Jesteśmy gotowi do rozpoczęcia rozmów dotyczących kwestii politycznych i wojskowych, a także stworzenia warunków, które pozwolą przezwyciężyć wrogość i doprowadzić do porozumienia pokojowego - stwierdził. W odpowiedzi na to wystąpienie rzecznik tajwańskiego prezydenta Ma Yingjiu oświadczył, iż wprawdzie porozumienie pokojowe "przyniesie korzyści obu stronom", jednak obecnie Tajwan chciałby skupić się na umowach gospodarczych. - Czas na polityczne deklaracje przyjdzie później - dodał.Deklaracja Pekinu zbiegła się z ogłoszeniem przez ChRL wydatków na armię na ten rok. Chiny zwiększą budżet wojskowy prawie o 15 procent. Jak poinformował rzecznik chińskiego parlamentu Li Zhaoxing, budżet wojskowy wyniesie 480 mld juanów (261 mld zł). Wydatki te będą stanowiły 6,3 proc. budżetu państwa. Większość dodatkowych środków zostanie przeznaczona na modernizację uzbrojenia, walkę z terroryzmem, poprawę zdolności reagowania na klęski żywiołowe i dodatki do płac dla liczących 2,3 mln żołnierzy chińskich sił zbrojnych. Rzecznik parlamentu nazwał te wydatki "skromnymi" i zapewnił, że mają one zagwarantować obronę suwerenności i terytorialnej integralności Chin. Według Pekinu, zwiększony budżet wojskowy nie stwarza zagrożenia dla innych krajów.Zdaniem niektórych ekspertów, faktyczne wydatki na armię Pekinu są prawdopodobnie nawet 3 lub 4 razy większe. Dyrektor narodowej agencji wywiadu USA Dennis Blair uważa, że zwiększone wydatki militarne ChRL to większe zagrożenie dla Tajwanu. Informacja o zwiększeniu budżetu wojskowego Chin została przyjęta na Tajwanie z zaniepokojeniem. Gazeta "Liberty Times" we wczorajszym komentarzu stwierdziła, że zwiększony budżet wojskowy Chin to zagrożenie, które rząd tajwański ignoruje, rozważając zmniejszenie liczebności armii tajwańskiej o jedną trzecią. Wcześniej Tajwan obniżył wydatki wojskowe na rok bieżący o 293 miliony dolarów. W połowie lutego br. tajwańscy analitycy alarmowali, że Chiny zwiększyły o 200 liczbę rakiet wycelowanych w ten kraj. Na początku ubiegłego roku było ich 1300, a w tej chwili 1500.Od zakończenia wojny domowej w 1949 roku Pekin uznaje Tajwan za "zbuntowaną prowincję" Chin. Ocieplenie stosunków nastąpiło w zeszłym roku, gdy wybory prezydenckie na Tajwanie wygrał Ma Yingjiu, głosząc między innymi program naprawy tajwańskiej gospodarki na bazie zbliżenia z Chinami.
Nasz Dziennik Niezalezna.pl Prawica.net

Herosi Państwa Środka

Dziś Chińczycy mają prawo wyboru spośród wielu rodzajów szamponów, ale nadal nie mogą powiedzieć, co naprawdę myślą. Czy możliwe, jak twierdzą niektórzy, że za tym prawem do wyboru szamponu przyjdzie np. wolność religijna? Między tymi dwoma sprawami jest przecież przepaść” – mówi Harry Wu, który spędził w chińskim obozie pracy 19 lat, ponieważ był katolikiem.
Konstytucja Chińskiej Republiki Ludowej gwarantuje wolność wyznania, jednak rząd aktywnie prześladuje grupy religijne, które uznaje za wrogie komunistycznemu państwu. Sytuację katolików w Państwie Środka najlepiej oddają słowa kard. Joseph Zen Ze-kiun, ordynariusza Hongkongu: „W Chinach katolicy nie cieszą się wolnością religijną. Podróżującym do Chin wydaje się, że jest wolność, bo widzą wiele otwartych kościołów. Ale nie ma wolności, bo Kościół nie może działać zgodnie ze swoimi prawami”.
Na początku lat 50. władze w Pekinie wygnały nuncjusza apostolskiego abp. Antonio Riberiego i zerwały oficjalne stosunki ze Stolicą Apostolską. W 1957 r. utworzyły Patriotyczne Stowarzyszenie Katolików Chińskich – „koncesjonowany” związek katolików, duchownych oraz świeckich pod ścisłą kontrolą Pekinu. Patrioci, około 5 mln chińskich świeckich oraz duchownych, nie mogą utrzymywać formalnie żadnych związków z Watykanem. Nauczanie społeczne Stowarzyszenia nie może być sprzeczne z programem społecznym Komunistycznej Partii Chin Ludowych, stąd patrioci nie występują np. przeciw aborcji, a duchowni muszą publicznie wyrażać poparcie dla decyzji władz.
Atak na wolną wolę
Kościół podziemny (katakumbowy), skupiający ponad 8 mln Chińczyków, to „nielegalna organizacja religijna”. Duchowni i zakonnice tego kościoła poddawani są licznym represjom. W celu reedukacji są np. osadzani w Laogai – chińskim gułagu. Siostra Catherine Ho, oskarżona o działalność antyrewolucjną, spędziła tam 21 lat. Zeznając przed Komisją ds. Stosunków Międzynarodowych w amerykańskiej Izbie Reprezentantów opisała swoje doświadczenia. „Jednym z celów obozów Laogai jest złamanie człowieka poprzez tortury. Ale duże gorszy od fizycznej przemocy jest nieustający atak na myśli i wolną wolę więźniów”.
W obozie pracy siostra Ho najpierw pracowała w gospodarstwie rolnym, gdzie wyrabiano herbatę, a następnie w fabryce odzieży. Dzień pracy wynosił 14 godzin. „Musiałam walczyć ze zmęczeniem, aby nie opaść na maszyny”, mówiła. Pracownice w fabryce odzieży były poddane ciągłej obserwacji, gdyż odzież przeznaczona na eksport miała być „najlepszej jakości”. Jakikolwiek błąd albo brak zapału do pracy były surowo karane np. uwięzieniem w karcerze. Oczywiście Biblia i modlitwa były zakazane. Przyłapana na modlitwie w celi siostra Ho usłyszała: „ Nawet na progu śmierci nie możesz wyzbyć się tych przesądów. To jest czyn antyrewolucyjny”. Siostra Catherine opisała także przypadek katoliczki, która odmówiła pracy w niedzielę. Została wywleczona na środek placu i pobita na śmierć. Pomimo takich represji jednej ze starszych sióstr udało się wykonać małe różańce, które więźniarki musiały przechowywać w ukryciu.
„Dziś, pijąc herbatę albo zakładając jedwabne ubrania, zastanawiam się, czy one nie pochodzą z Laogai i czy nie są wykonane przez tych, którzy nadal cierpią w Chinach, przez niewolników w obozach”, kończyła swoje zeznanie siostra.
Słuch po nim zaginął
Poza wyniszczająca pracą w obozach, narzędziem walki z katolikami w Chinach stały się krótkotrwałe, ale częste aresztowania. Spotyka to zwłaszcza wielu kapłanów kościoła podziemnego. Biskup Jia Zhiguo spędził w więzieniu łącznie 18 lat. Tylko od stycznia 2004 r. aresztowany był 12 razy. Ostatni raz 72-letni duchowny został zatrzymany w sierpniu tego roku. Co prawda wypuszczono go miesiąc później, ale całkowitej wolności nie odzyskał – przebywa w areszcie domowym pod ścisłą obserwacją policji.
Dobrze, gdy wiadomo, co dzieje się z zatrzymanymi duchownymi; o wielu jednak, tak jak o bp. Jamesie Su Zhimin, słuch ginie. Biskup Su spędził łącznie w więzieniu 28 lat. W czasie jednego z przesłuchań został tak pobity, że prawie całkowicie stracił słuch. Ostatni raz zatrzymano go w 2001 r.; nie wiadomo, gdzie jest przetrzymywany, ale widziano go w szpitalu w mieście Baoding (prowincja Hebei) w listopadzie 2003 r. pod eskortą policji. Duchowny miał problemy z sercem i oczami. Jak tylko władze zorientowały się, że wiadomość o pobycie księdza w szpitalu dociera do wiernych, bp Su zniknął. Od tej pory nikt nie wie, gdzie jest przebywa 74-letni obecnie duchowny.
Aresztowani, wypuszczani, a potem znów zatrzymywani dobrze poznają brutalną rzeczywistość chińskiego systemu penitencjarnego. Tu przetrzymywanie tygodniami w celi wypełnionej lodowatą wodą, bicie elektrycznymi pałkami albo bycie „kukłą” używaną do treningów przez chińskich komandosów jest na porządku dziennym.
Nie każdemu dane jest przeżyć tę gehennę. We wrześniu 2007 r. po ośmiu latach więzienia zmarł 68-letni bp John Han Dingxiang. Ani jego rodzina, ani księża nie byli informowani, że biskup ciężko chorował. Kilka godzin przed śmiercią duchownego władze zawiadomiły jego bliskich, ale nie podano im przyczyny zgonu. Krewni dobrze pamiętają ostatnie słowa konającego: prośbę skierowaną do wiernych o odmawianie różańca. Po śmierci biskupa wydano rozkaz, aby w ciągu kilku godzin ciało zmarłego poddano kremacji, a prochy pochowano na pobliskim cmentarzu komunalnym; przy pogrzebie nie mógł być obecny żaden duchowny.
„Czego obawiał się rząd chiński, że zmuszony był poddać kremacji ciało biskupa tylko sześć godzin po jego śmierci, o piątej nad ranem? Dlaczego księża diecezjalni nie mogli przybyć z ostatnią posługą, pomodlić się za ich heroicznego pasterza ani nawet zobaczyć zwłok? To nie tylko nieludzkie, przerażające, ale i bardzo podejrzane”, stwierdził na wieść o śmierci biskupa Joseph Kung, prezes amerykańskiej Fundacji im. Kardynała Kunga monitorującej sytuację katolików w Chinach.
Poza aresztowaniami aparat represji w ChRL izoluje księży od reszty społeczeństwa w okresie najważniejszych świąt, Bożego Narodzenia, Wielkanocy, a także w czasie wizyt zagranicznych oficjeli, tak, aby duchowni nie mogli odprawiać mszy w okresie świątecznym lub spotkać się z zagranicznymi gośćmi. Procedura w takich przypadkach jest prosta: ksiądz pojmany przez policję przewożony jest do hotelu. Tu pod ścisłym nadzorem mundurowych spędza kilka dni, płacąc za pobyt i wyżywienie swoje i „ochroniarzy”.
Wykaz rzeczy zakazanych
Wielu liczyło na to, że fakt przyznania Chinom prawa organizacji Igrzysk Olimpijskich doprowadzi tam do zwiększenia swobód, w tym także tych religijnych. Tak się jednak nie stało, a w wielu przypadkach zaostrzono represje.
Rok przed rozpoczęciem olimpiady władze w Pekinie ogłosiły listę przedmiotów, których przybywający do Pekinu sportowcy nie mogli wnosić do wioski olimpijskiej. Wśród nich znajdowały się „przedmioty natury religijnej”. Zakazano także wwożenia na terytorium Chin więcej niż jednego egzemplarza Pisma Świętego. Jak stwierdził Li Zhanjun, dyrektor centrum medialnego olimpiady w Pekinie, „posiadanie więcej niż jednego egzemplarza Biblii byłoby uprawianiem propagandy religijnej, co według prawa chińskiego podlega karze”.
Przed igrzyskami komunistom chińskim nie specjalnie też podobały się pielgrzymki. Katolicy w Państwie Środka mogą pielgrzymować tylko do jednego miejsca, zbudowanej w 1863 r. Bazyliki Matki Boskiej z Sheshan w Szanghaju. W tym roku Papież Benedykt XVI ustanowił 24 maja Dniem Modlitwy za Kościół w Chinach. Nie jest to data przypadkowa, gdyż wówczas w Chinach wypada dzień modlitwy do Matki Boskiej z Sheshan, a do jej świątyni licznie ściągają wierni. Jednak w tym roku władze chińskie w związku ze zbliżającą się olimpiadą zabroniły diecezjom organizowania pielgrzymek. Ci, którzy mimo zakazu próbowali zorganizować pielgrzymki do bazyliki, jak 45-letni ks. Zhangli i jeden z wiernych 42-letni Zhang Jianli, zostali zatrzymani i osadzeni w więzieniu w Xuanhua (prowincja Hebei).
Wzory duchowej wielkości
Mimo rosnącej w Chinach liczby katolików i wyraźnej od kilku lat tendencji zwyżkowej powołań kapłańskich i zakonnych, wciąż nie łatwo tam o nowy budynek kościelny. Według zeznania Josepha Kunga złożonego przed Komisją ds. Chin w amerykańskim Kongresie w listopadzie 2004 r., wiele z nowobudowanych świątyń dzieli los kościoła w wiosce Liu Gou (prowincja Hebei), który dwa tygodnie po wzniesieniu konstrukcji został zburzony. W latach 1999–2004 w tylko jednej prowincji Fujian z rozkazu władz zniszczono 27 świątyń katolickich.Gdy Ojciec Święty Jan Paweł II w 2000 r. ogłosił świętymi 87 chińskich męczenników i 33 misjonarzy zamordowanych za wiarę w ciągu ponad trzech wieków (do 1930 r.), Pekin był wściekły. Dzień po uroczystościach kanonizacyjnych papież spotkał się z chińskimi wiernym z całego świata i skierował wtedy do nich słowa: „Przede wszystkim z Wami, wierni pochodzenia chińskiego, pragnę podzielić się głęboką radością z powodu tych synów i córek narodu chińskiego, którzy po raz pierwszy zostają ukazani całemu Kościołowi i światu jako wzory heroicznej wierności Chrystusowi Panu i duchowej wielkości”Dziś, gdy na pierwszych stronach gazet pisze się o cudzie gospodarczym w Państwie Środka, współczesne męczeństwo broniących Krzyża Chrystusa w Chinach nadal oczekuje na ukazanie go światu. Warto pamiętać, że w kraju, z którego trafia do nas odzież, herbata czy szampon, wielu za swoją wierność Kościołowi i głoszenie zbawczego słowa cierpi, a często składa dar z życia.

„Matko Boża z Sheshan, wspieraj zaangażowanie tych, którzy w Chinach wśród codziennych zmagań trwają w wierze, w nadziei i miłości, aby nie lękali się mówić światu o Jezusie i Jezusowi o świecie. Figura, która wznosi się ponad Sanktuarium, przestawia Cię jak podnosisz w górę Swojego Syna, pokazując go światu z otwartymi w geście miłości ramionami, pomóż chińskim katolikom, by zawsze byli wiarygodnymi świadkami tej miłości i trwali w jedności ze Skałą Piotrową, na której zbudowany jest Kościół”
Fragment Modlitwy do Matki Bożej z Sheshan napisanej w tym roku przez Ojca Świętego Benedykta XVI
Artykuł ukazał się Niezależnej Gazecie Polskiej / psz.pl

Obrońca sabotuje proces

W procesie przywódców Czerwonych Khmerów, jaki toczy się przed Trybunałem ONZ ds. osądzenia zbrodni popełnionych przez Czerwonych Khmerów (ECCC), doszło do kolejnego odroczenia sprawy. Wszystko przez jednego z obrońców, który nie przyjechał na rozprawę.W piątek francuski prawnik Jacques Verges nie pojawił się przed trybunałem. Francuz reprezentuje Khieu Samphana, który w okresie reżimu Czerwonych Khmerów był prezydentem Demokratycznej Kampuczy. Verges wcześniej postulował, aby odroczyć rozprawę do czasu, gdy zostaną przetłumaczone na język francuski wszystkie dokumenty dotyczące sprawy Khieu Samphana. Trybunał odrzucił jednak ten wniosek. W piątek prawnik poinformował sąd, że nie mógł opuścić Francji, gdyż musi opiekować się chorym krewnym; później mówiono już nie o krewnym, ale chorym znajomym prawnika. Trybunał zdecydował się odroczyć rozprawę do kwietnia. Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej prawnicy reprezentujący ofiary przypomnieli, że Verges, który wcześniej reprezentował niemieckiego zbrodniarza Klausa Barbiego i terrorystę "Carlosa", słynie ze stosowania wybiegów zakłócających przebieg procesów. Sesja Trybunału w poniedziałek rozpoczęła się od wystąpienia sędziny Silvii Cartwright z Nowej Zelandii, która zapewniła, że międzynarodowi sędziowie "nie pozwolą, aby w wyniku korupcji naród kambodżański nie doczekał się sprawiedliwości". Pod koniec zeszłego tygodnia w mediach ponownie pojawiły się informacje, że kamodżańscy pracownicy trybunału są zmuszani do płacenia rządowi Kambodży w zamian za utrzymanie stanowisk w Trybunale. Krytykuje się także prokuratorów z Kambodży, którzy zablokowali starania międzynarodowych przedstawicieli Trybunału, aby powiększyć grono oskarżonych. Prokuratorzy twierdzili, że postawienie zarzutów 6 dodatkowym osobom "nie będzie służyło idei narodowego pojednania". Tymczasem w poniedziałek obrońcy jednego z oskarżonych Nuona Chea zwrócili się oficjalnie do Trybunału o zgodę na przesłuchanie czołowych polityków kambodżańskich, m.in. premiera Hun Sena, marszałka senatu Chea Sima i marszałka Zgromadzenia Narodowego Heng Samrina. Obrońcy Nuona Chea, głównego ideologa komunistycznego reżimu Czerwonych Khmerów, twierdzą, że przesłuchanie polityków kambodżańskich jest niezbędne, albowiem są oni w posiadaniu "informacji i dokumentów istotnych dla odbywającego się procesu". Wielu z obecnych liderów politycznych, np. premier Hun Sen, byli Czerwonymi Khmerami, ale wystąpili z organizacji i opuścili kraj przed upadkiem reżimu. Wszyscy zaprzeczają, aby brali udział w mordach popełnianych przez Pol Pota i jego współpracowników.Obroncy Chea pragną także, aby przesłuchany został 86-letni Norodom Sihanouk, były król Kambodży. Prawnicy twierdzą, że "król miał dostęp do poufnych informacji na temat przywódców Czerwonych Khmerów i ich strategii.Gdy w kwietniu 1970 r. do Kambodży wkroczyły oddziały amerykańskie i wojska południowowietnamskie, Sihanouk udał się na emigrację do Chin. Tam organizował siły zbrojne do odzyskania władzy w Kambodży. Wspierał w tym czasie Czerwonych Khmerów. Nazywano go nawet "czerwonym księciem". To właśnie Sihanouk wymyślił nazwę Czerwoni Khmerzy. W kwietniu 1975 roku Sihanouk stał się ponownie oficjalnie głową państwa, a faktyczną władzę sprawował Pol Pot. Został jednak usunięty ze stanowiska w 1976 roku. Cena, jaką przyszło mu zapłacić za zauroczenie ideologią Czerwonych Khmerów, to nie tylko areszt domowy w latach 1976-1979, ale także śmierć jego najbliższych. Czerwoni Khmerzy zamordowali 5 jego dzieci i 14 wnuków.
Nasz Dziennik

Nowa pozycja

W Polsce wydawnictwo Sonia Draga opublikowało właśnie książkę Rogera Faligota pt. „Tajne służby chińskie”.
„Roger Faligot, autor ponad czterdziestu książek poświęconych kulisom współczesnej historii i tajnym służbom, przedstawia wyniki kilkuletnich poszukiwań i prac nad funkcjonowaniem chińskiego wywiadu, obecnego wszędzie tam, gdzie dzieje się coś istotnego w sferze polityki, gospodarki, badań naukowych, czy edukacji.
By odpowiedzieć na pytanie, czy chińskie służby specjalne są rzeczywiście najpotężniejsze na świecie, przeprowadził setki rozmów z ekspertami od wywiadu, politykami, dyplomatami, uciekinierami i dysydentami, przeczesał archiwa chińskie, japońskie, rosyjskie i europejskie, docierając do wielu nieznanych i pilnie strzeżonych do tej pory dokumentów. W efekcie udało mu się stworzyć niezwykły dokument ujawniający historię oraz kulisy funkcjonowania chińskiego wywiadu od czasów Mao aż po dzień dzisiejszy, dokument, pełen szokujących historii, w których przewijają się słynne postacie z przełomu XX i XXI wieku, takie jak Clinton, Bush, Gorbaczow, Chirac czy Sarkozy.”

„Człowiek Pekinu". Szefowa Kuomintangu w USA

Szefowa Kuomintangu, Cheng Li-wun,  największej partii opozycyjnej w tajwańskim parlamencie, przebywa  z dwutygodniową wizytą w Stanach Zjed...