Setki Tajwańczyków okupowały parlament kraju w proteście przeciwko ratyfikacji umowy z Chinami o wolnym handlu. Zdaniem protestujących nowy dokument daje władzom w Pekinie, nieuznającym od dziesięcioleci niepodległości Tajwanu, zbyt wiele możliwości wpływania na tajwańską gospodarkę.
We wtorek po południu podczas posiedzenia tajwańskiego sejmu, podczas którego miała się odbyć ratyfikacja nowej umowy o wolnym handlu z Chinami, wdarła się grupa ok. 300 tajwańskich studentów i rozpoczęła okupację budynku.
Studenci żądają renegocjacji porozumienia i przeprosin ze strony tajwańskiego prezydenta Ma Yingjiu, który zgodził się na podpisanie umowy, a teraz żąda ratyfikacji bez żadnych konsultacji społecznych. W środę rano do gmachu parlamentu miała wejść policja i usunąć protestujących. Jednak przy wejściu do budynku stanęli posłowie i politycy tajwańskiej opozycji, którzy chcą bronić studentów. Przed siedzibą parlamentu gromadzą się cały czas ludzie i dochodzi do przepychanek z policją.
Podpisana 21 czerwca ub.r. w Pekinie umowa, dotycząca sektora usług, pozwala Chinom i Tajwanowi na inwestycje na rynku usług drugiej strony. Oznacza to na przykład, że ChRL będzie mogła otwierać na Tajwanie swoje banki, domy maklerskie, wydawnictwa, hotele, biura podróży czy szpitale. Zaraz po podpisaniu umowy na Tajwanie doszło do demonstracji i zamieszek zorganizowanych przez obywateli, którzy obawiają się, że otwierając się na kolejne chińskie inwestycje, wyspa staje się coraz bardziej zależna od komunistycznego rządu w Pekinie. Niezrozumiałe jest także to, że tajwański prezydent Ma Yingjiu zgodził się na podpisanie porozumienia bez jakichkolwiek konsultacji z przedstawicielami biznesu, których bezpośrednio dotyczy umowa.
Dokument powinien zostać ratyfikowany przez tajwański parlament. Jednak silny sprzeciw społeczny, a także ze strony partii opozycyjnych – Demokratycznej Partii Postępu (DPP) i Unii Solidarności Tajwanu (TSU) – doprowadził do zgody ze strony rządzącej wyspą partii Kuomintang na tzw. publiczne wysłuchania w parlamencie. Podczas nich przedstawiciele sektora usługowego mieliby wyrazić swoje opinie wobec treści zawartego z Chinami porozumienia i zaproponowaliby poprawki. Opozycja chciała nie tylko spojrzeć na umowę z punktu widzenia poziomu otwartości rynku i uczciwej konkurencji, lecz także wziąć pod uwagę aspekt bezpieczeństwa narodowego. Przeprowadzone w tajwańskim sejmie konsultacje miałyby stworzyć ramy do renegocjacji przepisów.
Kilka dni temu strona rządząca złamała jednak obietnicę i ogłosiła, że umowa podpisana z Chinami jest tak naprawdę zarządzeniem wykonawczym, nie wymaga żadnych konsultacji i ma być szybko poddana pod głosowanie.
Gazeta Polska Codziennie

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz