Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dyplomacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dyplomacja. Pokaż wszystkie posty

Tajwan omija presję Pekinu. Niespodziewana wizyta prezydenta w Eswatini wywołuje wściekłość Chin

Prezydent Tajwanu Lai Ching-te niespodziewanie ogłosił swoje
przybycie do Eswatini, zaskakując opinię publiczną i media. Wizyta została utrzymana w tajemnicy niemal do ostatniej chwili, a szczegóły podróży nie zostały wcześniej ujawnione.

Z ustaleń wynika, że Lai poleciał do Afryki na pokładzie specjalnego samolotu należącego do władz Eswatini. Lot odbył się nocą i trwał około 14 godzin, co wskazuje na starannie zaplanowaną operację mającą ograniczyć ryzyko zakłóceń.

Planowana wizyta, która została zablokowana

Pierwotnie wizyta miała się odbyć w kwietniu w bardziej standardowej formule. Jednak została w ostatniej chwili storpedowana przez działania Chin, które miały doprowadzić do cofnięcia zgód na przelot przez kilka państw regionu Oceanu Indyjskiego. To właśnie dlatego zdecydowano się na zmianę strategii: zamiast oficjalnej zapowiedzi – cisza, zamiast standardowej trasy – alternatywna logistyka i nagłe ogłoszenie dopiero po przylocie.

Pekin reaguje wściekle

Reakcja Chin była wyjątkowo ostra. W oficjalnym komunikacie Biura ds. Tajwanu w Pekinie prezydent został nazwany „szczurem”, który „przemknął” do Eswatini, a jego działania określono jako „podłe” i „kłamliwe”. To jedna z najbardziej agresywnych personalnych wypowiedzi Pekinu wobec urzędującego przywódcy Tajwanu, pokazująca rosnące napięcia wokół jego aktywności międzynarodowej.

Geopolityczny sygnał

Eswatini pozostaje jednym z ostatnich państw utrzymujących oficjalne relacje dyplomatyczne z Tajwanem, dlatego wizyta prezydenta Lai Ching-te ma znaczenie znacznie wykraczające poza gest symboliczny. To praktyczna demonstracja, że Tajwan nadal funkcjonuje w systemie międzynarodowym mimo rosnących prób izolacji ze strony Pekinu. Lai podkreślił na miejscu, że „żaden kraj nie ma prawa powstrzymywać Tajwanu przed kontaktami ze światem”, jasno stawiając sprawę w kategoriach suwerenności i prawa do obecności globalnej.

Cała sytuacja pokazuje, że nie chodzi już wyłącznie o dyplomację w tradycyjnym rozumieniu, lecz o zdolność do działania w warunkach presji i ograniczeń. Mimo prób blokowania wizyty, nacisków politycznych i agresywnej reakcji Chin, Tajwan nie tylko doprowadził ją do skutku, ale też przekształcił ją w czytelny sygnał polityczny: potrafi utrzymać relacje, działać poza narzuconymi ograniczeniami i skutecznie zaznaczać swoją obecność na arenie międzynarodowej, nawet gdy przestrzeń do działania jest coraz bardziej zawężana.

Co Komorowski załatwił w Chinach?

Chińscy dysydenci z rozczarowaniem przyjęli wizytę prezydenta Bronisława Komorowskiego w Chinach. Ich zdaniem, była ona sukcesem chińskich komunistów, którzy otwarcie mówią o tym, iż zyskali teraz "sojusznika na podwórku NATO".

Przede wszystkim zdumienie wśród antykomunistów wywołuje fakt, iż prezydent pochodzący z kraju, który pierwszy w 1989 roku obalił komunizm, ani razu na spotkaniu z władzami chińskimi nie wspomniał o problemie łamania praw człowieka w ChRL. W prasie polskiej pisano co prawda o spotkaniu Bronisława Komorowskiego z chińskimi dysydentami, ale ci na temat takiego spotkania nie mają żadnej wiedzy. Jeden z bardziej znanych opozycjonistów, Cao Changqing, chiński pisarz i publicysta, powiedział "Naszemu Dziennikowi", że może to oznaczać, iż polski prezydent ugiął się pod presją władz chińskich i zgodził się "na jakieś anonimowe spotkanie nie wiadomo z kim", być może tylko na potrzeby polskich mediów.
Według Cao, wizyta Komorowskiego jasno pokazała Chińczykom, ale przede wszystkim chińskim dysydentom, na czym polega różnica pomiędzy rządami braci Kaczyńskich a rządami liberałów. Kaczyńscy, ale także wcześniej Lech Wałęsa, nigdy nie wybrali się do komunistycznych Chin i spotykali się z Dalajlamą, pokazując w ten sposób Pekinowi, że dla Polaków godność ludzka to jedna z największych wartości.
Oczywiście Polska, kontynuuje Cao, powinna zabiegać o rozwój stosunków gospodarczych z Chinami (drugą gospodarką na świecie), zwłaszcza że wymiana handlowa pomiędzy krajami jest niezrównoważona. Polska importuje z Chin 10 razy więcej, niż eksportuje do Państwa Środka. Ale rozwiązanie tego problemu nie wymaga wizyty polskiego prezydenta. Nawet chińscy oficjele i ekonomiści otwarcie przyznają, że rozwiązanie jest tylko i wyłącznie po stronie polskiej. - Polska powinna produkować towary konkurencyjne na rynku chińskim, a z Chin sprowadzać półprodukty, które następnie będzie sprzedawać jako gotowe produkty do pozostałych krajów europejskich - radzi prof. Kong Tianping z Chińskiej Akademii Badań nad Europą Wschodnią, jednego z czołowych think tanków w ChRL.
Po co więc prezydent Komorowski przybył do Chin i podpisał deklarację dotyczącą nawiązania między Polską a Chinami stosunków strategicznego partnerstwa? Według Cao Changqinga, wizytę i deklarację komuniści chińscy chcieli po prostu wykorzystać propagandowo. Oto lider dużego europejskiego państwa przechadza się z małżonką po Wielkim Murze w ośmiostopniowym mrozie, twierdząc, że widok muru spowodował, iż nie czuje zimna. To, jak określił chiński dysydent, show, na który właśnie czekali aparatczycy w Pekinie i co chwila pokazywali go w komunistycznych mediach.
Chińczycy otrzymali jasny przekaz: skończyły się problemy z Polakami. Do tej pory dla chińskich dysydentów Polacy to jeden z najbardziej antykomunistycznych narodów w Europie. Ale teraz, co podkreślają chińskie oficjalne media, polskim przywódcą nie jest już prozachodni Lech Kaczyński; przy władzy są liberałowie i Komorowski, którzy są otwarci na Wschód: na Rosję i na Chiny. Podpisanie przez stronę polską deklaracji o strategicznym partnerstwie z Chinami to według Pekinu dobry znak, że Polska nie będzie np. przeszkodą przy zakupie zachodniej broni przez Chiny, czemu Warszawa do tej pory się konsekwentnie sprzeciwiała. Co więcej, w deklaracji znalazło się stwierdzenie, że Polska popiera proces integracji w rejonie Azji Wschodniej - a właśnie to pod pozorem owej "integracji" Chiny próbują osiągnąć hegemonię w tym regionie świata. Teraz będzie się to działo także za zgodą Polski. ChRL zdobyła sojusznika "na podwórku NATO", jak to określiły chińskie media. A dziennikarze mogą pisać o "wspaniałym sukcesie dyplomacji chińskiej".
Cao Changqing stwierdził, że ta wizyta to rzeczywiście wielki sukces chińskiej partii komunistycznej i jej propagandy. - W czasie swojej wizyty prezydent Komorowski przypomniał, że smok to chiński symbol szczęścia i sukcesu. Dla ludzi zachodu smok to potwór, który ma pazury i potrafi być wściekłym tyranem - przypomniał Cao. I podkreślił, że zachodni eksperci często opisują relacje pomiędzy Chinami a Tybetem za pomocą porównania dużego smoka - tyrana, i białego delfina.

Co robią dyplomaci RP na Tajwanie?

Odważny Polonus opisał swoje spotkanie z dyplomatą RP:

09/07/2010
Do Wsiewołod. Strażewski
Dyrektor Generalny, Warszawskie Biuro Handlowe w Tajpej
333, Keelung Rd. Sec. 1, TWTC, 16th Floor, Suites 1601-1602
110 Taipei, Taiwan
Tel. +886 (2) 7718-3300 +886 (2) 7718-3300
Fax +886 (2) 7718-3310
Szanowny Panie Strażewski
Na przyjęciu z okazji święta narodowego Austrii, które odbyło się w dniu 26/10/2009 w Grand Formosa w Tajpej, kiedy Pan mnie zobaczył, podszedł pan do mnie i powiedział mi „iż wdarłem się nielegalnie” (1)Ja powiedziałem że „To nie jest uroczystość organizowana przez Pana”Powiedział mi Pan iż „zaraz poinformuje Panią przedstawiciel Austrii o pańskiej niepożądanej obecności, ponieważ Pańska obecność tutaj to”shame”. „(2)Na to ja powiedziałem „że dostałem zaproszenie na tą uroczystość”Następnie Pan powiedział „ porozmawiam żeby na przyszłość sprawdzano, kto jest wpuszczany na uroczystości, wtedy nie będzie „shame”. „ (3)
Pana trzy wypowiedzi (1.2.3) to zniesławienie, zagrożenie swobód obywatelskich i groźby. Dziwie się, ze zamiast pomagać Polonii w rozwijaniu kontaktów na wyspie stosuje Pan metodę zastraszania.Spotkaniem z Panem zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Nawet dziś, kilka miesięcy po tym zdarzeniu odczuwam depresje z powodu Pana zachowania. Miało ono niewątpliwie negatywny wpływ na moja psychikę.
Zaraz po tym zdarzeniu wysłałem e-mail do Pana (26/10/2009) oraz póżniej do polskiego MSZ (26/04/2010) z oczekiwaniem że przeprosi mnie Pan. Do lipca 2010 nie dostałem żadnej odpowiedzi. Dlatego wysyłam ten list ponownie domagając sie przeprosin.W przypadku , kiedy nie otrzymam formalnych przeprosin na mój e-mail michal.k.rozanski@gmail.com, z pańskiej strony do 16 lipca 2010, podejmę odpowiednie kroki prawne.


Z wyrazami szacunku
Michał Różański, 盧明豪

Inna sytuację opisano w bardziej zamaskowany sposób TUTAJ
Niezalezna.pl

Szeroki front prac ideologicznych

17 maja w Nowym Jorku zorganizowano demonstrację wzywającą Chińczyków do złożenia legitymacji partyjnych (akcję od jakiegoś czasu już prowadzi min. ruch Falun Gong). W trakcie demonstracji doszło do potyczek. 21 maja przedstawiciel Ruchu Na Rzecz Prześladowania Falun Gong zadzwonił do konsulatu ChRL w Nowym Jorku; konsul, Peng Keyu przyznał, że to właśnie konsulat próbował zakłócić demonstracje
Rozmowę można wysłuchać tutaj:

http://www.youmaker.com/video/sa?id=6aecd5d29add42ef9a575ae1d28e9adb001
Dzwoniący (D): Czy to konsul Peng Keyu?
Peng (P): Kto mówi?.....
D: Tym razem udało się wam zorganizować całkiem niezłą akcję w trakcie demonstracji Falun Gong
P: Ha, ha..
D: Chciałbym wiedzieć, jak udało sie wam to zorganizować?
P: Falun Gong przygotował protest wymierzony w KPChL! Wybrałem się tam przedwczoraj, także 3 dni temu; musimy być bardzo ostrożni organizując tego rodzaju akcje. W przeciwnym razie powiedzą, ze chiński konsulat agituje ludzi. Z niektórymi z tłumu (grupa atakująca członków Falun Gong - przyp.) rozmawiałem, znam ich dobrze. Ale zachęcaliśmy ich potajemnie; pojawiłem się na miejscu; atmosfera była dość napięta. Pierwszego dnia gdy pojawili się członkowie Falun Gong otoczyła ich grupa kilkuset ludzi. Gdy ich otoczyli, to zaczęła się kłótnia. W końcu policja nakazała członkom Falun Gong rozejść się. Drugiego dnia było to samo tylko gwałtowniej i przedwczoraj i wczoraj taka samo...to już tak 4-5 dni.
D: Jak wam się udało zorganizować tyle osób? Czy macie jakieś doświadczenie w organizacji takich akcji?
P: Trudno nazwać to doświadczeniem. To wynik naszej pracy nad społecznością chińską (mieszkającą za granicą – przyp.). Od momentu wydarzeń w Tybecie i sztafety z ogniem olimpijskim wśród społeczności daje się odczuć pewnego rodzaju żarliwość . Dodatkowo sprawa trzęsienia ziemi...często spotykam się z członkami społeczności i dziękuje im; byłem tam także w poniedziałek (w trakcie protestu – przyp.) i zorganizowałem dwa spotkania. Byłem także w innych miejscach, około ośmiu. Wybrałem się do ich stowarzyszenia i osobiście im podziękowałem. Takiego rodzaju wizyty przynoszą pożądane efekty.
D: Czy przedstawiciele konsulatu pracowali nad członkami społeczności chińskiej ideologicznie?
P: Co masz na myśli?
D: No czy dawali im jakieś wskazówki, uwagi?
P: (Śmieje się – przyp.) Och, oczywiście, że tak. Będę szczery, robimy to; nie możemy się do tego przyznawać otwarcie, ale robimy to. Przekazujemy im pewne wskazówki. Rozmawiamy z kierującymi społecznościami. Tak, sam to robiłem , zwłaszcza tym razem. Często przekazuje, jak to nazwałeś, wskazówki. Tak agituję ich. Mówię im : „piszcie artykuły”. Dziś rozmawiałem z ludźmi z CCTV i powiedziałem im “ powinniście zrobić reportaż z tego rodzaju wydarzeń..ale o tym mówię ci w wielkiej tajemnicy.
Powiedziałbym, że utrzymuje z nimi dobre kontakty. Oni wykazują dużą żarliwość, więc musisz odwiedzać ich. To czy pokażesz się osobiście czy nie naprawdę odgrywa dużą rolę. To sprawia trochę kłopotu, ale trzeba iść. W ten sposób tworzą się między nami bliższe relacje. Na przykład po pobiciu członków Falun Gong przyszli do mnie, a ja uściskałem ich dłonie i podziękowałem. Powiedziałem parę miłych, dodających odwagi słów. To trzeba robić. Sprawy potoczyły się już tak daleko, że to trzeba robić, ale nie mogę tego robić na oczach Falun Gong. Zaparkowałem więc samochód daleko od samego wydarzenia ponieważ nie chciałem, aby mnie widzieli; trzeba być ostrożnym, inaczej zaczną cię oskarżać. To nie byłoby dobre. Kiedy więc przyszli do mnie i powiedzieli, że doprowadzili do rozejścia się demonstracji Falun Gong, uścisnąłem ich dłonie podziękowałem i dopingowałem. Poza tym zorganizowałem konferencję prasową i potępiłem członków Falun Gong. To było wczoraj.
D: Czy konferencja była zorganizowana pod auspicjami konsulatu?
P: Konsulatu generalnego. I potępiliśmy. To było w gazetach. Czytałem dziś Qiao Bao (The China Press) gdzie ukazało się bardzo dokładne sprawozdanie.

No i mamy skandal…

No i mamy skandal…zagineło 30 milionów USD, które tajwańskie MSZ miało wykorzystać w celu ustanowienia stosunków z Papuą Nową Gwineą (PNG); pieniądze przelano na konto banku w Singapurze; konto należało do tzw. pośredników, którzy mieli pomóc w nawiązaniu stosunków z PNG; Tajwanu prawie nikt nie uznaje jako niepodległe państwo; jeśli jakiś kraj chciałby to zrobić, to naraziłby się na gniew ChRL; biednym państwom, które do tej pory wytrwały przy Tajwanie, Pekin obiecuje dużą pomoc za zerwanie stosunków ..Tajwan, aby zaistnieć na arenie międzynarodowej (przetrwać) próbuje więc od czasu do czasu podbić ofertę Państwa Środka..jak widać nie zawsze kanały, którymi probują wpłynąć na decyzję danego Państwa oficjałowie tajwańscy okazują się trafne’; ale warto przyjrzeć się zamiesznym w skandal...nie wszystkich jeszcze znamy;na razie wiadomo, że byli pośrednicy: Ching Chi-ju (金紀玖), tajwański biznesman i bizmesman z Singapuru Wu Shih-tsai (吳思材). Ching został przedstawiony ówczesnemu sekretarzowi generalnemu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, a obecnie wicepremierowi Chiou I-jen (邱義仁) przez wiceministra obronny Ko Cheng-heng (柯承亨); Chiou przedstawił pośredników Ministrowi Spraw Zagranicznych (MOFA), Jamesowi Huang (黃志芳).
W sierpniu 2006 roku Ching i Wu otrzymali zlecenie ze strony MOFA , aby pomóc w nawiązniu stosunków dyplomatycznych z Papua Nowa Gwinea (która wcześniej miała zerwać relacje z Pekinem); według Jamesa Huanga pieniądze przelane na konto pośredników miały ‘zabiezpieczyć interesy’ rządu PNG i miały być mu przekazane przez pośredników po tym jak oba kraje oficjalnie ustanowią stosunki; jednak relacji nie nawiązano, a pieniędzy ani Wu ani Ching nie zwrócili.
Cała sprawa wyszła na jaw po tym jak Lianhe Zaobao (聯合早報), gazeta wydawana w Singapurze, opublikowała informację, iż rząd tajwański podjął środki prawne przeciwko Wu i Ching. Wczoraj Chiou I-ren złożył legitymację partyjną (jest członkiem rządzącej DPP), a prokurator wszczął postępowanie; jeden z pośredników Wu Shih-tsai przebywa na Tajwanie i jest przesłuchiwany przez prokuraturę; jego wspólnik Ching zaginął...podobno jest w Chinach;
Niewątpliwie cała sprawa to gwóźdź do trumny rządzącej DPP; 20 maja oddają władze po sromotnej przegranej wyborach parlametarnych i prezydenckich ...i co dalej; pod koniec maja mają się odbyć wybory nowego przewodniczącego DPP; i kto to będzie; podobno tajwański MSZ przygotował listę 10 czołowych polityków DPP zamieszanych w aferę z Papuą Nową Gwineą; listy nie znamy i nie wiemy, czy jest na niej na przykład nazwisko jednego z kandydatów na przewodniczącego DPP; wiadomo, że James Huang trafił do rządu DPP z poręczenia Tsai Ing-wen (蔡英文), mającej duże szanse stać się przyszłą przewodniczącą DPP.
A co na to opozycja? Prezydent-elekt Ma Yingjiu (馬英九) twierdzi, że Tajwan zamiast wydawać pieniądze na dyplomację powinien pomagać dzieciom w biednych krajach...

Pekin testuje nowy model represji i ma już na to ustawę

6 lipca w Taichungu, w hotelowym holu, został zaatakowany Yaita Akio (矢板明夫), japoński komentator polityczny, wieloletni szef tajpejskiego bi...