Porwania jako część polityki zagranicznej

W środę chińskie władze przyznały, że zatrzymały tajwańskiego działacza na rzecz praw człowieka Lee Ming-cheha. Lee zaginął 19 marca br. po przekroczeniu w Makao granicy chińskiej. Według mediów na Tajwanie mogą to być działania odwetowe Pekinu. Chodzi o ostatnie aresztowania przez tajwańskie władze chińskich szpiegów działających na wyspie.

42 -letni Lee Ming-cheh 19 marca, po przylocie z Tajwanu do Makao, przekroczył chińskie przejście graniczne i od tego czasu słuch o nim zaginął. Rządowa Rada ds. Chin Kontynentalnych (MAC) na Tajwanie składała kilka razy zapytanie u władz chińskich o los swojego obywatela. Uzyskała tylko potwierdzenie od chińskiej policji, że Lee przekroczył granicę Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL). Przez kilka dni nie odpowiadano na pytanie, czy Lee został aresztowany. Dopiero 29 marca Biuro ds. Tajwanu, instytucja w randze ministerstwa działająca przy chińskim rządzie, przyznała, że Tajwańczyk jest zatrzymany i podejrzany o działanie na szkodę bezpieczeństwa narodowego. Pekin odmawia jednak odpowiedzi na pytanie, gdzie przetrzymywany jest obywatel Tajwanu.

Lee Ming-cheh jest działaczem na rzecz praw człowieka. Przez lata związany był z rządzącą obecnie na Tajwanie proniepodległościową Demokratyczną Partią Postępu (DPP). Lee często kontaktował się z aktywistami na rzecz swobód obywatelskich w Chinach. W ciągu ostatnich 10 lat był kilkakrotnie w Państwie Środka, nie doświadczał jednak wówczas większych problemów.

Media na Tajwanie twierdzą, że tym razem strona chińska zatrzymała tajwańskiego aktywistę w odpowiedzi na ostatnie aresztowania szpiegów ChRL‑u na Tajwanie. Jak pisała „Codzienna”, na wyspie zatrzymano m.in. Chińczyka, który studiując na Tajwanie, budował z polecenia władz ChRL‑u siatkę szpiegowską, a także funkcjonariusza, który w latach 2002–2003 ochraniał ówczesną wiceprezydent Tajwanu Annette Lu, a po przejściu na emeryturę w 2009 r. rozpoczął pracę dla chińskiego wywiadu. Według tajwańskich służb na wyspie może działać ok. 5 tys. chińskich szpiegów, a Pekin wzmógł działalność wywiadowczą po tym, jak władzę na Tajwanie w ub.r. objęły siły proniepodległościowe.

Według Yang Sen-honga, kierującego Tajwańskim Stowarzyszeniem na rzecz Praw Człowieka (TAHR), zatrzymanie Lee jasno pokazuje ogromną przepaść, jaka dzieli demokratyczny Tajwan i Chiny rządzone przez partię komunistyczną, jeśli chodzi o prawa człowieka i praworządność. Yang dodał też, że ograniczanie swobód obywatelskich pod rządami prezydenta Xi Jinpinga oznacza, iż wielu ludzi nie ma pojęcia, kiedy ich działania będą traktowane jako przestępstwo. Represje spotykają nie tylko obywateli Chin, ale i cudzoziemców. W ub.r. władze ChRL‑u przetrzymywały przez 23 dni w tzw. czarnym więzieniu (oficjalnie nieistniejącej placówce penitencjarnej), a następnie wydaliły z Państwa Środka szwedzkiego działacza na rzecz praw człowieka Petera Dahlina. Według Pekinu stwarzał on zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Kilka dni temu zatrzymany został Feng Chongyi, obywatel ChRL‑u, ale pracujący i mający kartę stałego pobytu w Australii. Feng jest wykładowcą na University of Technology w Sydney. Gdy wracał z Chin do Australii, nie wpuszczono go na pokład samolotu. Feng Chongyi często wypowiadał się m.in. o zagrożeniu, jakie dla Australii stwarzają studenci przybywający na stypendia z Chin. Są wśród nich osoby pracujące dla wywiadu ChRL‑u. Feng zwracał także uwagę na wpływy, jakie Komunistyczna Partia Chin (KPCh) ma w chińskojęzycznych mediach w Australii i jak te media wykorzystywane są przez władze ChRL‑u w celach propagandowych.

W ostatnich latach władze Chin porywają także za granicą osoby, które uważają za swoich wrogów politycznych. W ub.r. doszło do serii porwań przez chińskich agentów hongkońskich wydawców publikujących książki krytykujące komunistyczne władze w Pekinie. W 2002 r. w trakcie pobytu w Wietnamie porwany został Wang Bingzhang, człowiek nazywany „ojcem chrzestnym chińskiej opozycji”. Wang został uprowadzony wraz z dwoma innymi dysydentami, Yue Wu i Zhang Qi, i przewieziony do Chin Ludowych. W lutym 2003 r. odbył się jednodniowy proces Wanga. Jak mówiła „Codziennej” córka dysydenta Ti-Anna, „ojcu nie przedstawiono żadnych dowodów winy ani nie pozwolono przemawiać w czasie rozprawy”. Pekin uznał, że Wang prowadził działalność terrorystyczną i szpiegował na rzecz Tajwanu oraz skazał go na dożywocie.
Gazeta Polska Codziennie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kolejny problem Chin: gigantyczny wyciek danych z superkomputera

Włamanie do jednego z najważniejszych chińskich superkomputerów i kradzież około 10 petabajtów danych to nie tylko spektakularny incydent c...