W połowie grudnia br. rząd w Waszyngtonie autoryzował sprzedaż Tajwanowi broni i sprzętu wojskowego. W USA pojawiły się głosy, że zapowiadana transakcja zbrojeniowa jest zbyt mała, by zapewnić bezpieczeństwo Tajwańczykom. Eksperci do spraw obronnych oceniają, że stopień zagrożenia inwazją na Tajwan ze strony ChRL u jest teraz największy od lat 50. XX w.
Administracja Baracka Obamy zgodziła się na dostarczenie Tajwanowi broni i sprzętu wojskowego o wartości 1,83 mld dol. Wśród uzbrojenia będą
m.in. dwie fregaty klasy Perry, rakietowe pociski przeciwpancerne, pojazdy bojowe oraz pociski rakietowe ziemia-powietrze. Jest to pierwsza tak duża sprzedaż sprzętu wojskowego i broni przez USA od ponad czterech lat.
Na decyzję Amerykanów władze Chińskiej Republiki Ludowej, uważające Tajwan za swoją zbuntowaną prowincję, zapowiedziały ostrą reakcję. „Tajwan jest nieodłączną częścią terytorium chińskiego. Chiny stanowczo protestują przeciwko sprzedaży amerykańskiej broni Tajwanowi” – oświadczył cytowany przez agencję Xinhua wiceminister spraw zagranicznych Chin Zheng Zeguang.
W komentarzu, jaki ukazał się 18 grudnia br. w wydawanym przez Komunistyczną Partię Chin Ludowych dzienniku „Global Times” napisano, że Chiny i tak utrzymają swoją przewagę militarną bez względu na to, czy broń zostanie sprzedana Tajwanowi, czy nie. „ Władze ChRL u zapowiedziały, że zastosują sankcje wobec amerykańskich firm zaangażowanych w ogłoszoną właśnie sprzedaż broni Tajwanowi. Jednak USA utrzymują, że wszelkie sankcje wobec kontrahentów wojskowych będą miały ograniczony wpływ, ponieważ producenci sprzętu militarnego w USA od ponad ćwierć wieku nie mogą sprzedawać broni do Chin. Stany Zjednoczone i Unia Europejska nałożyły embargo na sprzedaż broni Chinom po krwawym stłumieniu przez komunistyczny reżim protestów studenckich na placu Tiananmen w Pekinie w 1989 r. – Chińczycy mogą reagować, jak im się podoba. To nie jest nic nowego – stwierdził John Kirby, rzecznik Departamentu Stanu USA.
Eksperci uważają, że decyzja o sprzedaży broni wyspie została nieprzypadkowo podjęta na miesiąc przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi na Tajwanie. W artykule, który ukazał się w grudniowym wydaniu konserwatywnego amerykańskiego czasopisma „National Interest”, były doradca prezydenta USA Ronalda Reagana, a obecnie pracownik think tanku Cato Institute, Doug Bandow, pisze, że zgoda na transakcję to „akceptacja Waszyngtonu, jeśli nie wręcz poparcie, kandydatki DPP [proniepodległościowej opozycyjnej Demokratycznej Partii Postępu – przyp. red.] Tsai Ing-wen, która prawie na pewno wygra wybory prezydenckie. DPP może także wygrać wybory do Yuanu Ustawodawczego (parlamentu)”. Opozycja zapowiada, że jeśli dojdzie do władzy, to zwiększy wydatki na obronę z obecnego poziomu 2 proc. PKB do 3 proc.
Komentatorzy podkreślają, że zgoda na sprzedaż sprzętu wojskowego Tajwanowi ma odstraszyć Pekin przed próbami odzyskania wyspy siłą. „Obrona Tajwanu to dziś prawdopodobnie największe strategiczne wyzwanie stojące przed amerykańskimi specjalistami ds. bezpieczeństwa”, bo „główną militarną misją Chin Ludowych jest inwazja na Tajwan” – uważa Ian Easton z Project 2049 Institute, amerykańskiego think tanku zajmującego się problemami bezpieczeństwa w regionie Azji i Pacyfiku.
Według Ruperta Hammond-Chambersa, przewodniczącego Amerykańsko-Tajwańskiej Rady ds. Biznesu chodzi o to, „by skomplikować scenariusze, jakie opracowują Chiny, aby powstrzymać ich realizację, aby Chiny dwa razy pomyślały, zanim zaatakują wyspę”. Pekin musi jasno zdawać sobie sprawę z tego, że Tajwan jest w stanie się bronić, a dodatkowo atak na wyspę spowoduje „pożar” w regionie. „To prawie nie do pomyślenia, żeby walka na Tajwanie nie doprowadziła do eskalacji konfliktu i zaangażowania się sił amerykańskich, japońskich i koreańskich, a może nawet tych z Australii – uważa Hammond-Chambers.
Jednak w samych Stanach Zjednoczonych silne są głosy, że wsparcie ze strony Obamy dla Tajwanu jest niewystarczające. W zatwierdzonym przez USA pakiecie sprzedaży broni nie ma na przykład amerykańskiej pomocy w budowie okrętów podwodnych z napędem spalinowo-elektrycznym, co jest w tej chwili priorytetem dla Tajwanu. Wyspa musi modernizować swoją starzejącą się flotę. „Tajwan jest w stanie wybudować własne okręty podwodne, ale stopnień ich zaawansowania zależy od tego, czy Tajwan dostanie pomoc z zagranicy” – twierdzi Mark Stones z Project 2049 Institute. Ian Easton podkreśla, że USA powinny dostarczyć Tajwanowi najlepsze systemy obronne, a amerykańskie okręty powinny regularnie zawijać do tajwańskich portów. W podobnym tonie wypowiedzieli się dla gazety „Wall Street Journal” James Lyons, były dowódca amerykańskiej Floty Pacyfiku i Richard Fisher z think tanku International Assessment and Strategy Center. Obaj podkreślają, że stopień zagrożenia inwazją na Tajwan ze strony ChRL u jest teraz największy od lat 50. XX w. Lyon i Fisher twierdzą, że następna administracja USA powinna rozważyć przygotowanie znacznie większego pakietu broni dostarczonego Tajwanowi.
Gazeta Polska Codziennie
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Mąż liderki Kuomintangu jako tajny współpracownik służb
Podczas gdy szefowa partii Kuomintang (KMT), Cheng Li-wun, przebywa z wizytą w Chinach, na Tajwanie ujawniono dokumenty z czasów autorytarny...
-
Tajwańskie obrabiarki trafiały do Rosji i mogły zostać wykorzystane przez tamtejszy przemysł zbrojeniowy. Tajwański portal Reporter donosi, ...
-
Zapraszam na mój podcast O Azji i nie tylko, gdzie między innymi komentuje bieżące wydarzenia dotyczące Dalekiego Wwschodu. Linki do Podc...
-
Oficjalnie władze w Pekinie przy każdej okazji podkreślają, iż w chińskich więzieniach panują humanitarne warunki. Tymczasem organizacje z...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz