Dziś mija dokładnie rok od chwili, gdy Karol Nawrocki złożył przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym. Kancelaria Prezydenta podsumowuje ten czas czterema filarami i w każdym z nich bilans jest dobry, o czym za chwilę. Warto jednak zacząć od tego, czego w rocznicowych podsumowaniach w ogóle nie ma, czyli od obszaru piątego: bezpieczeństwa technologicznego i miejsca Polski w łańcuchach dostaw. To tam rozstrzygnie się, ile z dorobku minionego roku okaże się trwałe.
Kapitał amerykański
Największym atutem tej prezydentury jest relacja z administracją Donalda Trumpa i trudno o tym mówić inaczej niż w kategoriach sukcesu.
Wizyta w Białym Domu odbyła się 3 września 2025 roku, niespełna miesiąc po zaprzysiężeniu. Amerykański prezydent publicznie przypomniał wówczas, że popierał Nawrockiego w kampanii, i zadeklarował utrzymanie obecności wojskowej w Polsce, sugerując możliwość jej zwiększenia.
W maju 2026 roku Trump ogłosił na Truth Social, że Stany Zjednoczone wyślą do Polski dodatkowych 5 tysięcy żołnierzy, wskazując wprost na wynik polskich wyborów prezydenckich i relacje z Nawrockim. O wadze tej decyzji mówi jej kontekst. W tym samym miesiącu Pentagon wycofywał pięć tysięcy żołnierzy z Niemiec i ograniczał liczbę brygadowych zespołów bojowych w Europie z czterech do trzech. Polska poszła pod prąd tego kierunku: rotacja została przywrócona, kontyngent ma wzrosnąć z około ośmiu i pół tysiąca do mniej więcej jedenastu tysięcy, a w czerwcu rząd przekazał, że strona amerykańska pozytywnie odnosi się do polskiej propozycji utworzenia stałej bazy. Z kontynentu, z którego Ameryka się zwija, wyłamał się jeden kraj, a nazwisko, które za tym stoi, padło z ust samego prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Czerwcowa podróż do Stanów Zjednoczonych pokazała, jak ta relacja działa w praktyce. Nawrocki wziął udział w gali UFC Freedom 250 na południowym trawniku Białego Domu, zorganizowanej w ramach obchodów dwustupięćdziesięciolecia Stanów Zjednoczonych i w dniu osiemdziesiątych urodzin Trumpa. Rozmawiał na Kapitolu z przywódcą większości w Senacie Johnem Thune'em, spotkał się z Polonią w Maryland i na Florydzie. Krytycy uznali formułę za niepoważną. Rzecz w tym, że w polityce personalnej obecnej administracji amerykańskiej liczy się bezpośrednie dojście do prezydenta, a Polska takie dojście ma. Podczas szczytu NATO w Ankarze 7 i 8 lipca 2026 roku prezydent rozmawiał z Trumpem o stałym stacjonowaniu wojsk amerykańskich i ocenił, że sprawa weszła w fazę ustaleń wojskowo-technicznych.
Osobno warto odnotować, w czym Nawrocki jest konsekwentny, bo to różnica ustrojowa, a nie kwestia sympatii. W momencie, w którym w Europie Zachodniej wraca pomysł uniezależnienia się od Stanów Zjednoczonych w dziedzinie bezpieczeństwa, głoszony najgłośniej przez Emmanuela Macrona, a Pentagon ogranicza liczbę brygadowych zespołów bojowych na kontynencie z czterech do trzech, prezydent Polski broni obecności amerykańskiej w Europie jako takiej, nie tylko w Polsce. Przed sesją plenarną szczytu w Ankarze powiedział wprost: "Nie ma NATO bez Stanów Zjednoczonych i bez współpracy Stanów Zjednoczonych z Europą." Wskazał wtedy trzy cele Polski: wzmocnienie solidarności sojuszniczej, rozwój infrastruktury obronnej na wschodniej flance oraz pogłębianie relacji z Waszyngtonem.
Kurs ten bywa politycznie kosztowny, bo prezydent bronił sojuszu dokładnie wtedy, gdy z Waszyngtonu płynęły najgorsze wiadomości. W maju 2026 roku, w tygodniach opisanych wyżej redukcji i powracającego w polskiej debacie pytania o wiarygodność Ameryki, zaapelował o zaprzestanie psucia relacji polsko-amerykańskich przez polityków i media, powtarzając, że sojusz ze Stanami Zjednoczonymi jest "strategiczny, najważniejszy" dla polskiej gospodarki, rozwoju technologicznego i bezpieczeństwa. W tym samym wystąpieniu nie ukrywał, że ma wobec Niemiec żal o hegemonię w Unii i o niewypłacone reparacje. Rozróżnienie jest tu istotne i dla konserwatywnego czytelnika stanowi sedno sprawy: autonomia strategiczna w wydaniu Paryża i Berlina oznacza w praktyce mniej Ameryki w Europie, a to scenariusz, w którym Polska traci najwięcej. Prezydent mówi o tym otwarcie i jest to jego własne stanowisko, nie powtórzenie linii rządowej.
Warto w tym jednym punkcie powiedzieć wprost, co było stawką wyborów, i najlepiej posłużyć się wypowiedzią świeżą, a nie kampanijną. W maju 2026 roku, a więc w tych samych tygodniach, Rafał Trzaskowski udzielił wywiadu hiszpańskiemu dziennikowi "El Mundo", w którym stwierdził, że minęły "czasy, kiedy mogliśmy polegać na Amerykanach w kwestiach bezpieczeństwa" i nie robić nic samodzielnie. Uzasadniał to mniejszą przewidywalnością administracji amerykańskiej i wzywał europejskie stolice do zwiększenia wydatków obronnych, nie wskazał jednak, czym Europa miałaby w krótkim czasie zastąpić amerykański potencjał militarny i polityczny.
Te dwie wypowiedzi z tego samego miesiąca wyznaczają całą różnicę. Prezydent mówi, że nie ma NATO bez Stanów Zjednoczonych. Kandydat, który przegrał, mówi hiszpańskiej gazecie, że tamte czasy minęły. Prezydentura zbudowana na tym drugim zdaniu byłaby akurat w tej sprawie tragedią dla Polski, bo wzmacniałaby narrację, w której Ameryka jest dla Europy problemem do rozwiązania, a nie gwarancją bezpieczeństwa.
Trzy pozostałe filary
Korekta wobec Ukrainy udała się w tej części, która zależała od prezydenta, i warto powiedzieć wprost, dlaczego nie udała się w całości. Dwudziestego piątego sierpnia 2025 roku prezydent zawetował rządową nowelizację ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, argumentując, że po trzech i pół roku świadczenie 800+ powinno przysługiwać tym, którzy podejmują w Polsce pracę. Rząd w dwa tygodnie przedstawił nową wersję, a 26 września Nawrocki ją podpisał, uzyskując uzależnienie świadczeń od pracy i ograniczenie dostępu do opieki zdrowotnej, co według Kancelarii Prezydenta oznacza oszczędność około 270 milionów złotych w budżecie na 2026 rok. Druga część korekty, dotycząca pamięci historycznej, przepadła i trzeba powiedzieć, kto ją zablokował. We wrześniu 2025 roku Sejm odrzucił poprawkę Prawa i Sprawiedliwości zrównującą ideologię banderyzmu z nazizmem i komunizmem stosunkiem 225 do 197, a przeciw głosowali wszyscy posłowie Lewicy, cała Polska 2050 i niemal całe Polskie Stronnictwo Ludowe. Do wstydliwych wyjątków po prawej stronie należał Sławomir Mentzen, który zagłosował razem z koalicją. Siódmego listopada 2025 roku ten sam układ sił odrzucił projekt prezydencki, przewidujący za propagowanie ideologii Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Bandery i Ukraińskiej Powstańczej Armii karę do trzech lat pozbawienia wolności. Za odrzuceniem głosowało 244 posłów, przeciw było 198, trzech wstrzymało się od głosu. Poseł Koalicji Obywatelskiej Paweł Kowal uzasadniał wniosek o odrzucenie tym, że projekt jest bezprzedmiotowy, a wiceszef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Maciej Duszczyk twierdził, że powiela obowiązujące przepisy. Z ław koalicji padało też słowo „populizm”. Odrębny projekt wydłużający okres pobytu wymagany do uzyskania obywatelstwa z trzech do dziesięciu lat pozostał w Sejmie bez biegu.
Sześć miesięcy później rzeczywistość zweryfikowała te argumenty w sposób, którego nikt po stronie koalicji nie przewidział. W maju 2026 roku Wołodymyr Zełenski nadał dekretem Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych "Północ", jednej z elitarnych jednostek ukraińskich komandosów, miano Bohaterów UPA.
Wniosek jest niewygodny dla rządzących, więc warto wypowiedzieć go wprost. Gdyby koalicja liberalno-lewicowa nie odrzuciła dwukrotnie przepisów o penalizacji banderyzmu, prezydent dysponowałby wobec Kijowa instrumentem prawnym. Odebrano mu go, więc pozostał symboliczny instrument, czyli order. Korekta objęła portfel, nie objęła prawdy historycznej, i nie stało się to z winy Pałacu Prezydenckiego.
Aktywność regionalna jest natomiast najbardziej wymiernym sukcesem po dojściu do Waszyngtonu i najmniej docenianym w Polsce. Trzynastego maja 2026 roku Nawrocki wraz z prezydentem Rumunii Nicușorem Danem współprzewodniczył szczytowi Bukaresztańskiej Dziewiątki, formatu powołanego przez Polskę i Rumunię w 2015 roku. Do rozmów w Bukareszcie dołączyli sekretarz generalny NATO Mark Rutte, prezydent Ukrainy jako gość specjalny, przedstawiciel Departamentu Stanu Thomas DiNanno oraz przywódcy państw nordyckich, w tym premier Danii Mette Frederiksen i prezydent Finlandii Alexander Stubb. Przyjęto wspólną deklarację dotyczącą wzrostu wydatków obronnych i potępienia agresywnych działań Rosji, a prezydent opowiedział się za rozszerzeniem formatu o państwa skandynawskie, wskazując na nasilenie rosyjskich działań hybrydowych na Bałtyku. Najważniejsze zapadło na koniec: jednogłośną decyzją wszystkich stałych członków szczyt B9 w 2027 roku odbędzie się w Warszawie. Zdanie Nawrockiego, że nasz region nie jest już peryferiami Sojuszu, lecz jego strategicznym środkiem ciężkości, jest w tym kontekście czymś więcej niż retoryką.
Trzeci filar, czyli G20, pozostaje na razie zapowiedzią. Zaproszenie prezydent otrzymał od Trumpa podczas wrześniowej wizyty w Białym Domu, a szczyt odbędzie się 14 i 15 grudnia 2026 roku w ośrodku Trump National Doral Miami, przy czym Polska figuruje na liście państw zaproszonych, ale nie członków. Uczciwość wymaga odnotowania, że o zaproszenie zabiegał również Radosław Sikorski w rozmowach z Markiem Rubio, ale to Pałac Prezydencki wprowadził sprawę na szczebel przywódców. Trzydziestego kwietnia 2026 roku, podczas szesnastej rundy Dialogu Strategicznego, Stany Zjednoczone wyraziły zdecydowane poparcie dla stałego członkostwa Polski w grupie. Według raportu Instytutu Sobieskiego, powołującego się na zaktualizowaną w październiku 2025 roku bazę Międzynarodowego Funduszu Walutowego, polski produkt krajowy brutto sięgnie w 2026 roku 1,04 biliona dolarów, co daje Polsce 20. miejsce na świecie. Grudzień pokaże, czy status gościa uda się zamienić na stałe członkostwo. Warto przy tym zauważyć, że G20 z natury zajmuje się tym, czym Polska zajmuje się najsłabiej: łańcuchami dostaw, surowcami krytycznymi, regułami handlu technologiami i bezpieczeństwem gospodarczym. Prezydent jedzie więc na szczyt, którego tematyka pokrywa się dokładnie z jedyną luką w jego bilansie.
Osobno sprawy niemieckie. Pierwszego września 2025 roku na Westerplatte prezydent upomniał się o reparacje i poprosił rząd o wsparcie. Radosław Sikorski odpowiedział, że prawnie sprawa jest beznadziejna, ale rząd będzie prezydentowi kibicował, a wkrótce potem ocenił, że Nawrocki popełnia błąd polityczny. Piętnaście dni później w Berlinie Frank-Walter Steinmeier oświadczył, że dla Niemiec kwestia jest prawnie zamknięta. Sikorski ocenił, że w sprawie reparacji prezydent odniósł w Berlinie zwycięstwo moralne, i dodał, że polityka zagraniczna jest trudniejsza, niż się wydaje. Odpowiedział mu szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej, Marcin Przydacz, wytykając ministrowi, że sprawy ciągnące się od dziesięcioleci nie zamykają się na jednym spotkaniu i zarzucając mu wprost porażającą naiwność. Bez Pałacu jedynym polskim głosem w tej sprawie byłby ten, który temat zamyka.
Rzecz nie kończy się na historii, bo ta sama logika przenika dokumenty. Przyjęta w marcu 2026 roku Strategia polskiej polityki zagranicznej na lata 2026-2030 czyni Trójkąt Weimarski, czyli format Warszawa-Berlin-Paryż, kołem zamachowym rozwoju Unii Europejskiej. Grupę Wyszehradzką traktuje w tym samym dokumencie pragmatycznie, to znaczy, przewiduje współpracę tylko tam, gdzie cele okażą się zbieżne. To jest wybór osi, a nie techniczna hierarchia formatów. Przeciwwagą dla niego okazała się w minionym roku wyłącznie opisana wyżej aktywność prezydenta w Bukareszteńskiej Dziewiątce. Gdyby jej zabrakło, polska polityka regionalna sprowadzałaby się dziś do tego, co uzgodniono w Berlinie i Paryżu.
Obszar piąty: bezpieczeństwo technologiczne
Amerykańska administracja uruchomiła 12 grudnia 2025 roku inicjatywę Pax Silica, sztandarowy program Departamentu Stanu prowadzony przez podsekretarza do spraw gospodarczych Jacoba Helberga. Jej celem jest zabezpieczenie całego łańcucha dostaw sztucznej inteligencji: układów scalonych, surowców krytycznych, mocy obliczeniowej, zaawansowanej produkcji, logistyki i energii, przy jednoczesnym ograniczeniu dostępu państw przeciwnych do wrażliwych technologii i infrastruktury krytycznej.
Deklarację podpisywano etapami. Najpierw dołączyły między innymi Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Indie, następnie Szwecja, Finlandia i Norwegia. 8 czerwca 2026 roku państwa członkowskie zgodziły się, by do inicjatywy przystąpiła sama Unia Europejska, mimo sprzeciwu Francji. Na drugim szczycie w Waszyngtonie, 25 i 26 czerwca, podpisy złożyły Unia Europejska, Niemcy, Grecja, Holandia, Kazachstan, Argentyna, Chile, Kostaryka, Salwador i Panama, co dało łącznie 24 sygnatariuszy. Trzydziestego pierwszego lipca dołączyły Włochy. Tajwan uczestniczył w szczycie jako partner niebędący sygnatariuszem i poparł zasady deklaracji w odrębnym oświadczeniu o bezpieczeństwie gospodarczym ze Stanami Zjednoczonymi.
Polska jest w Pax Silica, ale trzeba od razu powiedzieć, na jakich zasadach, bo inicjatywa ma dwa piętra. Deklaracją Pax Silica jesteśmy objęci akcesją Unii Europejskiej, którą w Departamencie Stanu podpisał Roberto Viola, dyrektor generalny do spraw sieci komunikacyjnych, treści i technologii w Komisji Europejskiej. Własnym podpisem Warszawa firmuje natomiast wyłącznie drugi dokument szczytu, czyli Wspólne oświadczenie o możliwościach sztucznej inteligencji, deklarujące proinnowacyjne podejście regulacyjne, pod którym widnieje 35 państw.
Różnica między tymi dwoma piętrami jest różnicą między obecnością a członkostwem. Deklaracja Pax Silica tworzy krąg państw, które wspólnie budują zaufane łańcuchy dostaw półprzewodników, surowców krytycznych i energii oraz ograniczają dostęp państw przeciwnych do infrastruktury krytycznej. Niemcy, Grecja i Holandia podpisały ją dwustronnie, mimo że są w Unii, czyli świadomie zapewniły sobie miejsce także we własnym imieniu. Polska poprzestała na tym, co zapewnia Bruksela, i na dokumencie, który nie zobowiązuje do niczego.
Podpis pod deklaracją składa rząd, a konkretnie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, więc jest to zaniechanie resortu Radosława Sikorskiego, nie Pałacu. Skutek jest natomiast wspólny dla całego państwa: mechanizm, który ma uwolnić Europę od zależności od Chin, w polskim wykonaniu reprodukuje zależność od Berlina i Brukseli, bo tylko tą drogą jesteśmy w nim obecni.
I tu rodzi się pytanie, które dotyczy już prezydentury. Skoro Ministerstwo Spraw Zagranicznych tej sprawy nie poprowadziło, powinien ją wziąć na siebie prezydent. Formalnie podpis należy do rządu, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by głowa państwa postawiła Pax Silica w rozmowach z Trumpem, wpisała ją do agendy grudniowego szczytu w Doral i uczyniła z niej temat publiczny w kraju. Prezydent ma w tej sprawie dwa atuty, których rząd nie ma: bezpośrednie dojście do administracji amerykańskiej oraz zdolność narzucania tematów krajowej debacie. Bezpieczeństwo technologiczne jest dokładnie tym obszarem, w którym aktywność Pałacu byłaby uzupełnieniem polityki państwa, a nie jej dublowaniem.
Gdzie prezydencka obecność miałaby znaczenie
Dwie sprawy z minionego roku najlepiej to pokazują.
Trzydziestego kwietnia 2026 roku główny geolog kraju Krzysztof Galos i podsekretarz stanu Allison Hooker podpisali dwustronne memorandum o współpracy w zakresie wydobycia, przetwarzania i recyklingu surowców krytycznych, w tym metali ziem rzadkich. Polska jest pierwszym państwem członkowskim Unii, które zawarło takie porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi, i jest to realne osiągnięcie. Podpisano je jednak na szczeblu głównego geologa kraju, choć przy tej samej szesnastej rundzie Dialogu Strategicznego strona amerykańska wyraziła zdecydowane poparcie dla stałego członkostwa Polski w G20. Sprawa, którą Waszyngton traktuje jako element rozmowy o miejscu Polski w gronie największych gospodarek, w Warszawie kończy się podpisem urzędnika. Prezydent, który do Doral i tak jedzie, ma naturalną okazję, by podnieść ją na ten sam szczebel, na jakim postawiła ją strona amerykańska.
Druga sprawa to Miękinia. Pod koniec marca 2026 roku Tajwańskie Stowarzyszenie Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego zdecydowało o budowie parku technologicznego w Polsce, a 22 czerwca, podczas Taiwan Expo Europe w Warszawie, potwierdzono lokalizację pod Wrocławiem. O inwestycję zabiegały także Czechy, Niemcy i Francja, więc jest to sukces i nie ma powodu go pomniejszać. Tajwańczycy wchodzą na teren wcześniej przygotowany pod zakład Intela, z którego Amerykanie wycofali się w lipcu 2025 roku. Zapowiedziano produkcję serwerów dla sztucznej inteligencji, komponentów elektronicznych i podzespołów dla elektromobilności oraz rozmowy Foxconna z ElectroMobility Poland, a ostateczny zakres produkcji ma zostać przesądzony do końca 2026 roku.
Kierunek jest jednoznaczny i polska prawica powinna patrzeć na niego z entuzjazmem, bo oznacza włączenie Polski do wolnego łańcucha dostaw półprzewodników, obok Tajwanu i Stanów Zjednoczonych, a nie do chińskiego. Pałac zapowiada już otwarcie jesiennej aktywności na państwa pozaeuropejskie, w tym Azję Południowo-Wschodnią, i jest to zwrot dobrze wymierzony w czasie. Inwestycja pod Wrocławiem daje mu konkretną treść, bo obecność głowy państwa w regionie znaczy dla azjatyckich partnerów więcej niż kolejna misja gospodarcza.
Chiny: doktryna, której nie ma
Polityka wobec Chin należy do rządu, a rząd zapisał ją czarno na białym. W marcu 2026 roku Rada Ministrów przyjęła, z inicjatywy Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Strategię polskiej polityki zagranicznej na lata 2026-2030, z przedmową Radosława Sikorskiego. Dokument opisuje Chiny jako potęgę zdolną oddziaływać na Moskwę na rzecz stabilizacji sytuacji międzynarodowej i deklaruje, że Polska chce widzieć w nich konstruktywnego partnera. Zasadą relacji z Pekinem ma być współpraca zawsze tam, gdzie to możliwe, rywalizacja tam, gdzie konieczna, i konfrontacja dopiero wtedy, gdy absolutnie nieunikniona. Jest to formuła brukselska z 2019 roku, powtórzona bez poprawki w momencie, gdy całe zachodnie planowanie strategiczne idzie w przeciwnym kierunku.
Weryfikacja przyszła w ciągu doby. W lipcu 2026 roku Radosław Sikorski wystąpił w Hoover Institution w rozmowie z generałem H.R. McMasterem. Zapytany wprost o zagrożenie ze strony dwóch mocarstw rewizjonistycznych, odpowiedział, że Polska ma z Chinami relacje pragmatyczne, uznaje jedne Chiny i że Chiny nigdy nam nic złego nie zrobiły, w odróżnieniu od Rosji. Zapis rozmowy ukazał się 23 lipca.
Nazajutrz, 24 lipca 2026 roku, Ministerstwo Handlu Chińskiej Republiki Ludowej objęło kontrolą eksportu czternaście podmiotów z Unii Europejskiej, w tym Vigo Photonics i Politechnikę Wrocławską. Był to odwet za dwudziesty pierwszy pakiet unijnych sankcji wobec Rosji, przyjęty dzień wcześniej, oraz pierwsza bezpośrednia chińska odpowiedź na unijne sankcje. Skutek natychmiastowy.
Zestawienie tych dat stanowi całą polską doktrynę chińską w pigułce. Szef polskiej dyplomacji zapewnił amerykańską publiczność, że Chiny nigdy nie wyrządziły Polsce żadnej krzywdy. Pekin naniósł poprawkę administracyjnie i w ciągu doby, uderzając w spółkę, której detektory podczerwieni od lat pracują w sprzęcie Wojska Polskiego i która na początku lipca podpisała umowę ramową o wartości 10,6 miliona złotych na dostawy detektorów InGaAs do systemów samoosłony pojazdów Sił Zbrojnych RP, obowiązującą do końca 2031 roku. To nie była gafa. To jest polska doktryna wobec Chin, wypowiedziana oficjalnie, w Ameryce, przez człowieka, który ją ustala, i rozmontowana przez Pekin w ciągu jednego dnia. Sikorski nazywa to pragmatyzmem. Ministerstwo Handlu złożyło sprostowanie.
Trzeba przy tym powiedzieć, że trafną diagnozę postawił w minionym roku ośrodek prezydencki. Ówczesny szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz mówił we wrześniu 2025 roku w Stalowej Woli wprost, że Chiny cementują strategiczny sojusz z Moskwą. To zdanie jest dokładnym zaprzeczeniem formuły z marcowej strategii i jest zgodne z tym, co Polska widzi na własnych granicach. Zostało jednak wypowiedziane raz, na konferencji w Stalowej Woli, i nie stało się stanowiskiem państwa. Prezydent, który zatwierdza Strategię Bezpieczeństwa Narodowego i zwołuje Radę Gabinetową, ma narzędzia, by uczynić ją punktem wyjścia dla polskiej doktryny. W drugim roku kadencji warto ich użyć.
Konkluzja
Rok pierwszy przyniósł Polsce realny kapitał w Waszyngtonie i zbudował go Pałac Prezydencki. Zaproszenie do G20, deklaracja o dodatkowych żołnierzach, organizacja szczytu B9 w Warszawie w 2027 roku, obecność przy stole, przy którym decyduje się o przyszłości wschodniej flanki.
Drugi wymiar tego sojuszu, w perspektywie dekady ważniejszy, to bezpieczeństwo technologiczne i miejsce w łańcuchach dostaw. Pax Silica, surowce krytyczne, półprzewodniki, kontrola inwestycji o podwyższonym ryzyku. Tu Polska ma jedno memorandum podpisane przez głównego geologa kraju, kilka zapowiedzianych inwestycji tajwańskich objętych wyłącznie unijnym parasolem i strategię, która widzi w Pekinie konstruktywnego partnera. Wszystkie trzy sprawy leżą w kompetencji rządu.
Konserwatywna diagnoza jest więc prosta. Prezydent otworzył drzwi, których rząd nie przekroczył. Ten sam rząd przez cały rok przekonywał opinię publiczną, że aktywność międzynarodowa prezydenta jest przeszkodą. Estonia, państwo mniejsze od Mazowsza, wystąpiła o status obserwatora Pax Silica i uzasadniła to wprost: państwo cyfrowe musi być tam, gdzie zapadają decyzje o łańcuchach dostaw, surowcach krytycznych i infrastrukturze energetycznej. Polska, dwudziesta (plus) gospodarka świata z najlepszym w regionie dojściem do Białego Domu, poprzestała na członkostwie odziedziczonym po Brukseli. Drugi rok kadencji powinien to zmienić. Jeżeli Ministerstwo Spraw Zagranicznych nadal nie będzie potrafiło zapewnić bezpieczeństwa gospodarczego, prezydent ma i prawo, i powody, by wziąć tę sprawę na siebie.
Ocena całości nie budzi jednak wątpliwości. To dobra prezydentura dla Polski. W polityce zagranicznej nie ma w tym roku ani jednego kroku, który osłabiłby pozycję państwa, jest za to kilka takich, które wzmocniły ją realnie i w najtrudniejszym możliwym momencie, gdy Ameryka ograniczała obecność w Europie, a Berlin i Paryż układały kontynent po swojemu. Jeżeli prezydentura dorzuci do tego wysokie technologie i trwałe miejsce Polski w wolnym łańcuchu dostaw metali ziem rzadkich i półprzewodników, poza chińską zależnością, przyniesie Polakom dobrobyt, jakiego w naszej historii jeszcze nie było. Nie zapożyczony, nie z cudzej koniunktury ani z dotacji, lecz z własnego miejsca w porządku, który dopiero się buduje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz