Lewacki guru wystraszył się Chin

Znany ze swoich lewicowych sympatii profesor Noam Chomsky ku zdumieniu wielu osób zaangażował się w antychińskie protesty. Potem na łamach propekińskiej gazety tłumaczył się, że nie wiedział, w czym uczestniczy.
Od kilku miesięcy na Tajwanie dochodzi do protestów wobec coraz większych wpływów komunistycznych Chin na media na wyspie. Poza ulicznymi manifestacjami studenci na wyspie zorganizowali akcję polegającą na publikowaniu w internecie (m.in. na Facebooku) zdjęć popierających protest z plakatem o treści w języku chińskim: „Sprzeciw wobec monopolu mediów”, „Nie dla czarnej ręki z Chin”, „Obrona wolnych mediów”, „Bronię Tajwanu w… (tu popierający wpisuje swoje miejsce zamieszkania)”.
Akcję poparł lewicowy guru prof. Noam Chomsky. Zdjęcie amerykańskiego naukowca z plakatem wzywającym do obrony niezależności mediów na Tajwanie wzbudziło sensację na wyspie.
Prochińskie media zaczęły natychmiast sugerować, że Chomsky krytykuje komunistyczne Chiny. Naukowiec najwyraźniej się przejął, ponieważ w liście do wydawanej na Tajwanie propekińskiej gazety „China Times” tłumaczył, że według informacji, jaką otrzymał, akcja dotyczyła tylko obrony wolności mediów i nie miał pojęcia, iż ma to jakiś związek z ChRL. Prochińskie media natychmiast doniosły, że amerykański naukowiec został zmanipulowany.
Na wyjaśnienia Chomskiego zareagowała tajwańska studentka Lin Ting-an, która poprosiła naukowca o udział w akcji. Lin opublikowała mejla, którego wysłała do Chomskiego. W wiadomości dokładnie przedstawiła tło protestu i słowo w słowo przetłumaczyła na angielski napis, jaki znajduje się na plakacie. „Cieszę się, czytając o tym, co robisz. To ważna walka” – odpowiedział Chomsky i zgodził się na udział w akcji. Studentka twierdzi zatem, że stwierdzenia o manipulacji są nieprawdziwe.
Noam Chomsky próbował wybrnąć z sytuacji, tłumacząc się, że nie czuje się przez nikogo zmanipulowany i że nie pamięta dokładnie treści mejla. Naukowiec zapewnia, że w żadnym wypadku nie protestował przeciw Chinom.
Wielu z komentatorów na Tajwanie twierdzi, że lewicowy guru po prostu wystraszył się możliwej reakcji ze strony komunistycznego rządu w Pekinie. Zagraniczni naukowcy i dziennikarze wypowiadający krytyczne opinie wobec chińskich komunistów mogą nie otrzymać wiz i stypendiów do ChRL, a także nie mają prawa publikacji w Państwie Środka. Chomsky próbował przedstawić swój udział w akcji tylko jako głos ogólnego wsparcia dla wolności mediów, który nie ma nic wspólnego z komunistyczną ekspansją na tajwańskie media.
Nie jest to jednak pierwszy raz, kiedy amerykański naukowiec, koryfeusz lewicy, broni wolności wszędzie, ale nie tam, gdzie panuje komunistyczna dyktatura. W okresie rządów Pol Pota w Kambodży Chomsky twierdził, że podawane między innymi przez księży informacje o bestialskich zbrodniach dokonywanych przez Czerwonych Khmerów są „albo wyolbrzymione, albo po prostu zmyślone” i „stanowią jedynie element propagandy skierowanej przeciwko rządowi Czerwonych Khmerów”.
Tajwańskie gazety i stacje telewizyjne coraz częściej kontrolowane są przez Chiny (przez „czarną rękę z Chin”), jako że kupowane są przez prochińskich biznesmanów takich jak Tsai Eng-meng. Tsai prowadzi biznes w Państwie Środka – jego firma Want Want Group to czołowy producent napojów i żywności w ChRL. W 2008 r. Tsai stał się właścicielem drugiej co do poczytności gazety tajwańskiej „China Times”, która od tego czasu publikuje wyłącznie pozytywne artykuły na temat Chin, a także utrzymuje się z reklam od chińskich firm. Ze stacji telewizyjnych i redakcji na wyspie często zwalniani są publicyści piszący krytycznie o komunistycznych Chinach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chińska propaganda ma swoich ulubieńców na Tajwanie

Tajwańska organizacja badawcza IORG (Taiwan Information Environment Research Center) opublikowała raport ujawniający, którzy Tajwańczycy są...