PEKIN-WARSZAWA RZESZA URZĘDNIKÓW NIE MA CZASU NA SPRAWDZENIE PROPONOWANYCH PRZEZ PEKIN PRZEDSIĘWZIĘĆ„Nie wchodzimy, wchodzimy, na razie nie wchodzimy” – tak pokrótce można opisać ewolucje polskiego stanowiska wobec chińskiej inicjatywy Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB), jakie miały miejsce tylko w ciągu trzech miesięcy. Koalicja PO-PSL jeszcze raz pokazała, że nie jest w stanie wypracować żadnej jednolitej i konsekwentnej polityki. Swoją niezaradność na arenie międzynarodowej urzędnicy tłumaczą „brakiem czasu”.
Powstający z inicjatywy Chin AIIB ma oficjalnie służyć rozwojowi transportu, energetyki, telekomunikacji i innych dziedzin infrastruktury w Azji. Już pod koniec grudnia zeszłego roku chiński prezydent Xi Jinping mówił, że Azja może rządzić się sama. Komunistyczne media ChRL-u często zaś powtarzają, że przyszedł czas na „wiek Azji”, a nie Ameryki.
Większość krajów, które zdecydowały się przystąpić do tego projektu, np. Niemcy, Wielka Brytania czy Francja, zrobiła to na podstawie analiz opracowanych przez swoich ekspertów, często przedstawionych uprzednio parlamentarzystom danych krajów. Państwa te negocjowały także twardo z Chinami warunki swojej obecności w AIIB. I tak na przykład Niemcy, które będą czwartym największym udziałowcem w banku (4,5 proc. udziałów), po Chinach (30,4 proc.), Indiach (8,5 proc.) i Rosji (6,7 proc.), od początku miały jasny plan działań. Berlin zainwestuje w chiński bank 900 mln dol. w latach 2016–2019, a w późniejszym okresie 3,6 mld dol., i będzie jego najbardziej liczącym się członkiem spośród państw nieazjatyckich. Jeden z dyrektorów AIIB ma pochodzić właśnie z Niemiec. Warunki, na jakich Berlin przystępuje do AIIB, mają być jeszcze zatwierdzone przez rząd, a następnie przegłosowane przez Bundestag.
Tymczasem wydaje się, że Polska nie wykonała żadnej analizy kosztów i potencjalnych zysków płynących z przystąpienia do chińskiego banku i stąd nasze chwiejne stanowisko w tej sprawie.
Najpierw wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński poinformował 31 marca, że nasz kraj na razie nie będzie składał wniosku o przystąpienie do Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych, bo „mamy inne elementy rozgrywania naszej strategii”. Tego samego dnia Izabela Leszczyna, sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów, oznajmiła na Twitterze, że wysłano już list, w którym Polska zgłosiła swój akces do AIIB. Informację tę potwierdziła rzecznik resortu Wiesława Dróżdż. A więc zgłoszono akces, choć – jak przyznała to pani wiceminister – Pekin „nie podał reguł i kosztów” związanych z przystąpieniem do tego projektu, a resort musi dopiero ustalić, „czy koszty nie przewyższą ewentualnych zysków”. Wydawało się, że skoro jednak mówimy w ten sposób o chińskiej inicjatywie, to rząd w Warszawie wykorzysta następne tygodnie do przygotowania analizy i negocjowania warunków z ChRL-em. Jeszcze w trakcie swojej niedawnej wizyty w Pekinie minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna chwalił się, że prowadził rozmowy „o obecności Polski w lansowanym przez Chiny Azjatyckim Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB)”.
Jak skończyły się te rozmowy, już wiemy. Na poniedziałkowej uroczystości podpisania aktu założycielskiego AIIB w Pekinie pojawił się minister finansów Mateusz Szczurek, ale nie złożył podpisu na akcie. Krótko mówiąc, minister Szczurek wybrał się na wycieczkę do Chin. Rzecznik Ambasady RP w Pekinie Wojciech Jakóbiec próbował tłumaczyć, że polscy urzędnicy nie podpisali dokumentu, ponieważ Warszawa po raz kolejny zmieniła zdanie, a poza tym „relatywnie krótki czas pomiędzy zakończeniem w maju negocjacji założycielskich AIIB a podpisaniem aktu w poniedziałek był niewystarczający dla polskich ministerstw i rządowych prawników, by przeprowadzić konsultacje”. Zapracowany rząd RP i rosnąca w Polsce kadra urzędników nie miała czasu, aby zastanowić się nad warunkami, jakie zaoferował nam Pekin – wyłożenia 800 mld dol. z kieszeni polskiego podatnika i otrzymanie za to 0,8 proc. udziałów w AIIB (nie wynegocjowano co prawda liczby głosów dla Polski w banku, ale powinno to być w okolicy 0,8 proc.).
Brak jasnego stanowiska w samym rządzie RP i zasłanianie się brakiem czasu tylko ośmiesza Polskę na arenie międzynarodowej i pokazuje, że koalicyjny rząd PO-PSL nie potrafi przygotować analiz projektów, na które się decyduje. Tym bardziej nie jest w stanie oszacować niebezpieczeństw, jakie chińskie inwestycje ze sobą niosą.
Kredyty udzielane przez AIIB, które pójdą na projekty dotyczące rozwoju infrastruktury w tym lub innym kraju, będą w większości źródłem dochodów chińskich firm, powiązanych z aparatem partii komunistycznej. Taka więź polityczno-biznesowa w Państwie Środka jest przyczyną ogromnej korupcji i ta przypadłość grozi też rozwijającej się pod chińską kontrolą inicjatywie AIIB.
Poza aspektem ekonomicznym tego projektu należy też pamiętać i o tym politycznym. Jest to inicjatywa wymierzona w Stany Zjednoczone i amerykańskiego dolara, który jest dominującą w świecie walutą w obrotach handlowych i na rynku pieniężnym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz