Sobotnie wybory na Tajwanie
pokazały, że demokracja na wyspie ma się bardzo dobrze. Po raz kolejny obalona
została teza serwowana w Polsce przez chińskich lobbystów, że wolność i
demokracja nie są dla wszystkich mieszkańców Azji, a zwłaszcza nie dla Chińczyków, że mamy szanować ich prawo do odmienności (jeden z najwybitniejszych sinologów Pierre Rickman tak się odniósł do
tej tezy o odmienności:
można by w takim razie logicznie rozszerzyć ową zasadę. Gdyby Hitler
powstrzymał się od inwazji na sąsiadujące kraje, a jedynie zabijał
rodzimych Żydów we własnym domu, niektórzy mogliby powiedzieć: „Zabijanie Żydów
jest prawdopodobnie niemiecką specyfiką i musimy respektować prawo Niemiec
do odmienności”)
Tajwan swoją energią, zaangażowaniem
i dobra organizacją pokazuje drogę Chinom, ale i my możemy się od nich wiele
nauczyć. Tajwan i Polska mniej więcej w
tym samym czasie rozpoczęły proces demokratyzacji. Na wyspie stan wojenny
zniesiono po 38 latach w 1987 r., pierwsze wolne i powszechne wybory
prezydenckie odbyły się w 1996 r.
Od tego czasu patrząc na dynamiczny
rozwój społeczeństwa obywatelskiego, kampanie wyborcze i samą organizację
wyborów na Tajwanie, ma się wrażenie, że 26 lat demokracji w Polsce wypada blado. I tak na
przykład:
- wybory na wyspie odbywają
się w sobotę, a lokale wyborcze są otwarte tylko od 8-mej do 16-tej
- frekwencja zawsze jest wysoka
; w sobotnich wyborach wyniosła ona prawie 67
proc. Z reguły jest ona powyżej 70 proc.
- mimo że ostatnie wybory
były połączone (prezydenckie i parlamentarne) to pierwsze wyniki znaliśmy już o
20-tej w sobotę czyli 4 godziny po zakończeniu wyborów.
- wyniki napływające z poszczególnych
okręgów wyborczych na bieżąco ukazywały się na stronie internetowej Komisji
Wyborczej. Tu ostateczne wyniki ukazały się po 22-giej czyli 6 godzin po
zakończeniu wyborów.
- na Tajwanie nie można publikować sondaży wyborczych na 10 dni przed
wyborami więc media nie mogą ich wykorzystać w ostatnich dniach kampanii jako
narzędzie manipulacji.
- nie możliwe jest też, aby informacje takie iż ktoś nie posiada żony lub
męża, a ma koty interesowały media. Kandydatka proniepodległościowej partii DPP
na prezydenta i zarazem zwyciężczyni
sobotnich wyborów Tsai Ing-wen jest niezamężna i ma dwa koty. Nie było
to zupełnie tematem kampanii wyborczej czy artykułów w mediach i internecie.
Rządzący w Polsce mogliby się
także nauczyć jak tworzyć swój własny wizerunek za pomocą mediów. Pierwsza
konferencja prasowa tajwańskiej prezydent-elekt była w całości tłumaczona na angielski.
Zwycięska partia DPP ma stronę w języku angielskim. Także strona think tanku
DPP ma specjalne angielskie wydanie.
Politycy, którzy doszli do władzy na Tajwanie sami tworzą narrację, a nie
czekają aż media zachodnie coś napiszą i trzeba to będzie potem prostować. Tsai Ing-wen na sobotniej
konferencji kilka razy podkreślała, że zwyciężyła przede wszystkim tajwańska
demokracja i taki przekaz poszedł w świat.
Wybory na Tajwanie przykuły
uwagę Hongkończyków – organizatorzy Rewolucji Parasoli (protest przeciwko
zgodzie Pekinu na wolne wybory w Hongkongu) byli nawet wśród obserwatorów
wyborów na wyspie. Ale przyglądali się im także obywatele ChRL-u, niestety z
daleka, bo na czas kampanii Pekin ograniczył
liczbę turystów na Tajwan (w poprzednich latach Chińczycy celowo
wybierali wycieczki na wyspę w okresie
kampanii wyborczych, by zobaczyć na własne oczy jak działa demokracja na
Tajwanie, w kraju który mówi tym samym językiem co oni i kulturowo jest im bliski).
Chińczycy uczą się od Tajwańczyków i kto wie może za kilka lat ich demokracja,
ich społeczeństwo obywatelskie zadziwi Europę….bo wbrew temu, co mówią Państwu chińscy lobbyści, Chińczycy nie są tak bardzo inni od nas. Tu polecam esej Pierra Rickmana jaki opublikowaliśmy w Nowym Państwie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz