W momencie gdy Polska, jak i wiele innych krajów na świecie, zaczyna na poważnie odczuwać czym jest zagrożenie ze strony komunistycznych Chin (sprawa chińskiego szpiega z Huawei), na łamach Gazety Polskiej ukazuje się artykuł Piotra Hofmana, min. Prezesa Zarządu Rady Gospodarczej Strefy Wolnego Słowa i członka Rady Nadzorczej Telewizji Republika, pt. “Chińska szansa” przedstawiający nieprawdziwy obraz Chin. I jest to publikacja zaledwie kilka dni po wypowiedzi na Gali BCC byłego dowódcy Armii USA w Europie, gen. Ben Hodgesa, obecnie związanego z think tankiem CEPA, że: "wzrastająca obecność Chin w Europie Środkowowschodniej niekoniecznie jest tym, czego chcemy. Przekonaliśmy się o tym ostatnio w związku ze sprawą Huawei". Jest to publikacja ukazująca się po sygnałach ze strony amerykańskiej, że brak działań sojuszników w kwestii zwalczania chińskiej agentury i oddziaływań ChRL może mieć negatywny wpływ na relacje z Waszyngtonem ze względu na zagrożenie dla bezpieczeństwa – w przypadku Polski może to zaważyć na kwestii stałej obecności wojsk amerykańskich w naszym kraju.
Jest to wreszcie artykuł,
który ukazuje się kilka dni po tym jak w kwestii wprowadzenia sankcji na firmy
zaangażowane w budowę Nord Stream komunistyczne Chiny opowiedziały się po
stronie Rosji - tak więc Pekin, który według autora artykułu na łamach GP, ma być naszym “bardzo dobrym partnerem
gospodarczym”, jasno pokazał, że jest sojusznikiem Moskwy.
Ale wracając do samego
artykułu. Rzekomą szansą dla Polski ma być partnerstwo gospodarcze z Chinami,
krajem, który “bardziej otwiera się na świat – rozszerza dostęp do swojego
rynku i stwarza lepsze warunki do inwestycji.“
Jak wygląda ta chińska
otwartość pokazuje niedawny Raport Wolności Gospodarczej konserwatywnego think
tanku Heritage Foundation, który umieścił Chiny na setnym miejscu w kwestii
wolności gospodarczej czyli jako “w przeważającej części niewolną” (mostly unfree)
gospodarkę. Dla porównania w Raporcie Tajwan znalazł się na 10 miejscu , USA na
12, Japonia na 30, a Polska na 46. Liczenie na wielką szansę budowania
partnerstwa gospodarczego z państwem, które ani do otwartych ani wolnych nie należy
to, co najmniej szaleństwo.
Zresztą czym
kończą się takie szalone wizje widać po naszym rosnącym deficycie w handlu z Chinami
(zalewa nas chiński import, a eksport rośnie słabo); a już tak bardzo konkretnie widać to na przykładzie polskich jabłek, które miały podbić
Chiny, a jest wielka klapa. “Chińska studnia bez dna” dla polskich producentów
to bajka i wie o tym każdy kto próbował wejść ze swoim towarem i usługą na ten
rynek.
Chiny oczywiście teraz gdy
zagraniczny kapitał ucieka z Państwa Środka muszą zapowiadać, że się bardziej otwierają. Takie deklaracje padały już nie jeden
raz, a tymczasem coraz więcej państw i firm widzi dziś Państwo Środka jako dużo
mniej atrakcyjne do inwestowania. Na początku stycznia japońska korporacja,
jedna z największych firm informatycznych na świecie, Ricoh ogłosiła, że zamyka
produkcję w Chinach i przenosi się do Tajlandii.
Japoński biznes bardzo mocno
wycofuje się z Chin. Swoje fabryki zamknęły już min. Omar Corp., Nitto Denko i
Olympus Corp. Także inne kraje podejmują podobne kroki. 31 grudnia ub. r.
Samsung zamknął fabrykę w Tianjin w ChRL. W 2019 r. Apple Inc. (a dokładniej
tajwański Foxconn) rozpocznie montaż Iphonów w Indiach.
To tylko kilka przykładów
pokazujących, że świat odwraca się od inwestowania w Chinach ze względu na wojnę
handlową pomiędzy Chinami i USA (o której były doradca Trumpa
Steve Bannon mówi, że nawet jeśli zakończy jakimś “dealem” to konflikt Chiny-USA będzie trwał latami) i ze względu na pogarszającą się
sytuację gospodarczą Chin. Wszystkim piszącym o wielkiej „chińskiej szansie”
polecam wypowiedzi chińskich ekonomistów, np. Xiang Songzuo (zastępca dyr.
Międzynarodowego Instytutu Studiów Monetarnych na Renmin University i były
główny ekonomista Agricultural Bank of China) , na temat tego co naprawdę dzieje
się z chińską gospodarką. Nie jest to obraz wielkiej “szansy”.
Twierdzenie, że chińskie inwestycje w
Polsce to „szansa” w momencie gdy świat
odwraca się od tych inwestycji i odwraca się od Nowego Jedwabnego Szlaku (NJS)
to kolejna manipulacja autora. Coraz
więcej państw zaczyna odczuwać , że chińskie inwestycje w ramach inicjatywy
NJS to forma kolonializmu. I piszą o tym nie tylko te rzekomo “uprzedzone” media anglojęzyczne, zachodnie, ale media w krajach, które kupiły bajki chińskiego
lobby o chińskiej szansie i otworzyły się na chińskie inwestycje np. media w
Malezji, Indiach i Kenii. Coraz wyraźniej widać, że Nowy Jedwabny Szlak dla
krajów w nim uczestniczących oznacza zaciąganie ogromnych długów wobec
Chin i wzrost korupcji. Taki los spotkał Pakistan, który z Chinami
w 2015 r. podpisał umowy inwestycyjne o wartości 46 mld dol. (potem
tę kwotę podniesiono do 62 mld dol.). Pożyczki udzielone Pakistanowi
w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku przez Chiny na łączną kwotę 57 mld dol.
(ich oprocentowanie to 2 proc.) zostały udzielone pod warunkiem, że
projekty inwestycyjne będą wykonywane tylko przez chińskie firmy.
Przyjrzenie się chińskim projektom inwestycyjnym w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku i ich renegocjację zapowiedział jeszcze w kampanii wyborczej Mahathir bin Mohamad, premier Malezji od maja br. W jego kraju pojawia się dużo głosów przeciwnych chińskim inwestycjom, bo mimo szumnie głoszonego przez Pekin hasła, że wszystko odbywa się na zasadzie „win-win”, zwycięzcą okazują się przede wszystkim Chiny, które do inwestycji ściągają swoje firmy, swoje maszyny i swoich robotników.
Przyjrzenie się chińskim projektom inwestycyjnym w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku i ich renegocjację zapowiedział jeszcze w kampanii wyborczej Mahathir bin Mohamad, premier Malezji od maja br. W jego kraju pojawia się dużo głosów przeciwnych chińskim inwestycjom, bo mimo szumnie głoszonego przez Pekin hasła, że wszystko odbywa się na zasadzie „win-win”, zwycięzcą okazują się przede wszystkim Chiny, które do inwestycji ściągają swoje firmy, swoje maszyny i swoich robotników.
Mahathir bin Mohamad wywiązuje się ze swoich
obietnic i np. w styczniu br. p wycofał
się z budowy połączenia kolejowego East Coast Rail Link (ECRL), przez chińską
firmę China Communications Construction Co. Ltd. (CCCC). Decyzja malezyjskich
władz to duży cios dla chińskiej inicjatywy Nowy Jedwabny Szlak (NJS), bo był
to drugi co do wielkości pod względem kosztów (20
mld USD) projekt w ramach NJS Pierwszy
to budowa szybkiej kolei z Moskwy do Kazania - projekt o wartości 21,4 mld USD .
To także znak że Nowy
Jedwabny Szlak się sypie. Potrzeba więc lobbystów by przekonali Polaków, że chińska
inicjatywa przynosząca krajom w niej uczestniczącym długi i wzrost korupcji,
nie może sypnąć się w Polsce. I by nie sypnęła się w momencie gdy coraz
wyraźniejsze są głosy, że NJS to nie tylko zagrożenie gospodarcze, ale i
militarne. Mówił o tym premier Malezji, ale nie tylko on. W wywiadzie z 11
września ub.r. dla amerykańskiego konserwatywnego serwisu internetowego “The
Washington Free Beacon” zastępca amerykańskiego sekretarza obrony ds. Azji i
Pacyfiku Randall Schriver także zwracał uwagę, że czołowym graczem w chińskim
projekcie Nowego Jedwabnego Szlaku jest Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza.
Według Schrivera chińska ekspansja wojskowa i ekspansja ekonomiczna „wspomagają
się i uzupełniają”. „Tam, gdzie Chiny używają narzędzi ekonomicznych, często
robią to, aby uzyskać dostęp do kolejnych terytoriów i zakładać tam potencjalne
bazy militarne”, dodał urzędnik Pentagonu.
Cały artykuł “Chińska szansa”
jest oparty na fałszywym założeniu, które dość często pojawia się w mediach w
Polsce - otóż chodzi o stworzenie
wrażenia, że w relacjach polsko-chińskch chodzi tylko o gospodarkę. Świadczy to, co najmniej, o niezrozumieniu tego jak działa
kontrolowane przez KPCh Państwo Środka. Stamtąd razem z wpływami gospodarczymi
idą wpływy polityczne, a z czasem militarne,
o czym mówił
już wcześniej cytowany Schriver.
W Polsce pokazała to sprawa
Huawei – biznesu, który w rzeczywistości jest częścią
chińskiego systemu szpiegowskiego.
O tym, że wraz z chińskimi
inwestycjami idzie kontrola polityczna mówił min. gen. Ben Hodges w wypowiedzi dla telewizji
“Idź Pod Prąd”:
“Stwarzają (przyp,
Chiny) uzależnienie poprzez pożyczki; zatrudnieni pracownicy muszą być
Chińczykami. W rezultacie państwa, które początkowo są zwabiane wizją wielkich
przedsięwzięć infrastrukturalnych, kończą z długiem wobec Chin na wielkie sumy
pieniędzy, co daje Chinom środki nacisku. Na przykład, są dwa państwa w Unii
Europejskiej, które zniweczyły wysiłki Unii zmierzające do potępienia Chin za
łamanie praw człowieka. Te dwa państwa przyjęły tak wiele inwestycji chińskich,
że poddały się naciskom ze strony Chin, aby nie popierać tych starań UE
odnośnie łamania praw człowieka. Z tego powodu jest to niepokojące.”
O tych naciskach na Węgrzech i w Grecji było
głośno. Doświadczyła tego także Słowacja
gdy prezydent Andrej Kiska w październiku 2016 r. spotkał się z duchowym
liderem Tybetańczyków – Dalajlamą. Dziennik Komunistycznej Partii Chin (KPCh)
„Global Times” ostrzegał wtedy władze Słowacji, by „ostrożnie podchodziły” do
kwestii związanych z dążącym do niepodległości Tybetem i zapewniły sobie w ten
sposób „zdrowy rozwój stosunków” z Chinami. Za karę w listopadzie 2016 r. Pekin
odwołał spotkanie premiera Chin Li Keqianga z ówczesnym premierem Słowacji
Robertem Fico i groził wstrzymaniem inwestycji.
Dziś w Polsce powinna toczyć
się debata nie na temat “chińskiej szansy”, ale chińskiego zagrożenia. Moment
bardzo odpowiedni – po schwytaniu dwóch chińskich szpiegów, w tym jednego pracującego dla
Huawei, firmy, o której Guo Wengui, chiński
miliarder ubiegający się o azyl w USA i współpracujący w tej chwili min. z
byłym doradcą prezydenta Donalda Trumpa, Stevem Bannonem w celu ujawniania
korupcyjnych działań komunistycznych Chin, mówi, że jest jedną z 10 firm “w stu procentach kontrolowaną przez chińską armię. Według
Guo “ludzie na Zachodzie nie mają
racji mówiąc, że to są przedsiębiorstwa biznesowe czy firmy tylko wywodzące się
z Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (ChALW). Szefowie wszystkich tych firm mają trzy
tożsamości: po pierwsze w wojsku, każdy ma swoje własne numery identyfikacyjne
w ChALW, po drugie, osoby te są na liście tych wspieranych i chronionych przez
chińskie władze finansowe, po trzecie, mają przywileje dyplomatyczne nadane im
przez chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych”.
Ale zamiast o chińskim zagrożeniu mamy pełen dezinformacji artykuł o „chińskiej
szansie”. Mamy mocny lobbing na rzecz komunistycznych
Chin w podobno antykomunistycznych i opowiadających się za sojuszem z USA mediach.
Szanowna Pani Hanno,
OdpowiedzUsuńPani artykuł świetnie zgrywa się z moim, opublikowanym ostatnio: https://jaszczur09.blogspot.com/2019/01/huawei-i-nord-stream-2-jakie-zagrozenie.html, a także z artykułem Foxa Muldera: http://foxmulder2.blogspot.com/2019/02/przeciw-duporealizmowi.html oraz ostatnim "Geopolitycznym Tyglem" Targalskiego.
Znamienne, że prochińskość i prosowieckość zaczynają biec w poprzek podziału politycznego. Oraz to, że ta tendencja wręcz wybuchła wraz z rekonstrukcją (de facto usunięciem Macierewicza) i narasta. Prawdopodobnie spacyfikowany PO-PiS, który wyłoni się po najbliższych wyborach, już ostatecznie będzie tą politykę wdrażać.