Chińczycy wciągają Polskę w wątpliwy projekt

Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB) to teraz gorący temat dyskusji wszędzie na świecie – wszędzie, ale nie w Polsce, gdzie rząd wydaje się nie mieć jednoznacznego stanowiska w sprawie tego projektu. Oficjalnie mówi się, że bank ma stwarzać bodźce dla wzrostu inwestycji na terenie Azji. W rzeczywistości długofalowym celem Chin jest doprowadzenie do końca dominacji Stanów Zjednoczonych w międzynarodowym sektorze bankowym.

Powstający z inicjatywy Chin AIIB ma zostać utworzony do końca roku, a jego siedziba będzie się znajdowała w Pekinie. Ma oficjalnie służyć rozwojowi transportu, energetyki, telekomunikacji i innych dziedzin infrastruktury w Azji. Już pod koniec grudnia zeszłego roku chiński prezydent Xi Jinping mówił, że Azja może rządzić się sama. Komunistyczne media ChRL-u często zaś powtarzają, że przyszedł czas na „wiek Azji”, a nie Ameryki.
Na dzień 12 kwietnia br. na oficjalnej liście państw, które ChRL zaakceptowała jako członków założycieli banku, znalazło się 46 krajów. Większość to kraje regionu azjatyckiego lub Bliskiego Wschodu. Jednak jest również kilka europejskich graczy, m.in. Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Włochy, Dania, Finlandia, Szwajcaria, Luksemburg oraz Malta. Chińskie ministerstwo nie wymienia jeszcze Polski i Rosji, mimo że oba państwa twierdzą, że złożyły wnioski aplikacyjne. Do inicjatywy nie przystąpią USA. Na razie wstrzymują się także np. Japonia, Belgia i Irlandia. Pełna lista uczestników ma być znana 15 kwietnia.
Sam projekt AIIB jest jeszcze w powijakach, a zasady już ulegają zmianom. Naciski Wielkiej Brytanii spowodowały, że Pekin zapowiedział rezygnację z prawa weta w banku. Korea Południowa zapowiedziała, że wysunie żądanie, aby siedziba instytucji nie mieściła się w Pekinie.
Co do składek, to państwa same zgłaszają wkład do kapitału zakładowego banku. Australia zaoferowała udział w wysokości 600 mln dol., a docelowo miałaby przekazać 3 mld dol. Korea Południowa na początek chce wnieść 180 mln dol., a w całości 1,7 mld dol. Tajwan mówi o 200 mln dol.
W wielu państwach, jak choćby w Japonii czy na Tajwanie, media szeroko komentują decyzje podjęte przez rządy w sprawie AIIB, a władze dość jasno prezentują swoje stanowisko. Japonia np. podjęła decyzję o niewysyłaniu na razie wniosku o przystąpienie do AIIB, ponieważ, jak mówi premier Japonii Shinzo Abe, wątpliwości jego rządu budzą m.in. standardy zarządzania bankiem oraz procedury selekcji instytucji kwalifikujących się do uzyskania kredytu z AIIB. Japońskie MSZ przyznało, że Tokio nie otrzymało dotąd od Chińczyków satysfakcjonujących wyjaśnień w sprawie zgłaszanych wątpliwości.
Gorąca dyskusja na temat chińskiej inicjatywy toczy się także na Tajwanie, którego prezydent, mimo rekomendacji ekspertów, aby na razie wstrzymać się z decyzją o przystąpieniu do AIIB, zdecydował złożyć w imieniu swojego kraju wniosek aplikacyjny. Popularny tajwański bloger i komentator polityczny Lu Huaixuan na łamach tamtejszej gazety „Liberty Times” pisze, że istnieje obawa, iż kraje ubiegające się o fundusze będą musiały „popierać chińskie inicjatywy dyplomatyczne, ekonomiczne i militarne – otwierać swoje rynki dla Chin i kupować chiński sprzęt wojskowy”. Bloger zauważa, że kredyty, które będą udzielane przez AIIB na projekty dotyczące rozwoju infrastruktury w tym lub innym kraju, będą w większości źródłem dochodów chińskich firm, powiązanych z aparatem partii komunistycznej. To właśnie Chińczycy bowiem najprawdopodobniej będą zatrudnieni do budowy nowych dróg. Taka więź polityczno-biznesowa w Państwie Środka jest przyczyną ogromnej korupcji i ta przypadłość grozi też rozwijającej się pod chińską kontrolą inicjatywie AIIB.
Nie jest to ostatni budzący wątpliwość fakt. Dane opublikowane w zeszłym roku przez Chińską Radę Promocji Handlu Zagranicznego (CCPIT) wskazują, że z ponad 20 tys. chińskich firm inwestujących za granicą 90 proc. poniosło straty o łącznej wartości 200 mld dol. Polskim firmom mówi się, że nasze uczestnictwo w AIIB przyniesie im kontrakty i większą obecność na chińskim rynku. To samo mówiono, gdy w czasie wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego w 2011 r. w ChRL-u Polska zawierała z Pekinem partnerstwo strategiczne. Jednak należy pamiętać, że to Chiny będą miały decydujący głos w przyznawaniu kontraktów i wykorzystają projekty inwestycyjne podjęte w ramach AIIB do ratowania swoich firm przynoszących straty na lokalnym rynku. Na przykład huty – duże państwowe konglomeraty, które nie mogą być zlikwidowane, bo oznaczałoby to utratę pracy dla setek tysięcy ludzi, a tym samym zamieszki w kraju. Władze chińskie zrobią wszystko, aby zagraniczne projekty w ramach AIIB służyły chińskiemu przemysłowi stalowemu, cementowemu, transportowemu, budowlanemu itd. 
Gazeta Polska Codziennie

2 komentarze:

  1. Lu Huaixuan Ameryki nie odkrywa, bo opisuje model działania kontrolowanego przez USA Banku Światowego. Nie spodziewałbym się, żeby Chiny miały bardziej altruistyczne plany. Ot, przyszła na nich pora, by uszczknąć większy kawałek tortu. Pisałem na ten temat w tym tygodniu:
    http://nomoremaps.com/3276/po-co-chinom-wlasny-bank-swiatowy-i-dlaczego-powinno-cie-to-obchodzic/

    Pozdrawiam z drugiej strony cieśniny (Xiamen)

    OdpowiedzUsuń
  2. oczywiście że nie odkrywa nic nowego..tak jak niczym nowym jest fakt że inwestycje chińskie zagranicą to straty (oficjalne dane ChRLu; więcej na ten temat: http://www.gazetapolska.pl/32582-watpliwy-projekt) wiec teraz będą chcieli wydawać także gotówkę innych :-)
    Pozdrawiam z Tajwanu

    OdpowiedzUsuń

Cicha wojna o chipy: Chiny odcinają surowce, Japonia może odciąć przyszłość

Tajwański "Liberty Times" opisuje narastający konflikt technologiczno-gospodarczy między Japonią a Chinami, którego stawką są fun...