Na Tajwanie ten sukces odebrano nie tylko jako wydarzenie literackie. To moment, w którym wyspa, zwykle obecna w światowych nagłówkach w kontekście półprzewodników, napięć w Cieśninie Tajwańskiej i geopolityki, przebiła się globalnie własnym głosem. I to głosem, który opowiada jej historię inaczej niż chciałby Pekin.
O czym właściwie jest ta książka?
Taiwan Travelogue udaje coś, czym nie jest. Powieść stylizowana jest na odnaleziony japoński pamiętnik z podróży z 1938 roku, z fikcyjnymi posłowiami, fikcyjnymi tłumaczami, przypisami od tłumaczy prawdziwych i nieprawdziwych. Yang Shuang-zi buduje matrioszkę narracyjną, w której pytanie „czyj głos słyszymy?" jest tak samo ważne jak sama opowieść.
Akcja toczy się na Tajwanie pod japońskim panowaniem, w latach 30. XX wieku. Aoyama Chizuko, japońska pisarka zaproszona przez kolonialne władze na tournée po wyspie, podróżuje koleją wzdłuż i wszerz „Krainy Południa" w towarzystwie Ō Chizuru (po tajwańsku: Ông Tshian-ho̍h), tajwańskiej tłumaczki, która okazuje się też wybitną kucharką. Każdy rozdział nosi nazwę posiłku, który dzielą razem. Pod warstwą zachwytu nad kuchnią, tajwańskim bah-sò (ryż z wieprzowym farszem) i Bí-Thai-Bk (ryżowe kluseczki-igiełki), japońskim sashimi i sukiyaki, toczy się powolne, niewygodne badanie tego, kto kogo widzi, kto kogo słyszy, i czego empatia nie potrafi przekroczyć.
Jurorzy Bookera podkreślali, że książce udaje się rzecz rzadka: funkcjonować jednocześnie jako romans i jako przenikliwa powieść postkolonialna. To powieść, która zdobyła już wcześniej amerykański National Book Award za przekład w 2024 roku oraz Golden Tripod Award, najwyższe tajwańskie wyróżnienie literackie, po pierwotnej publikacji w 2020 roku.
Dlaczego to coś więcej niż literatura
Tu zaczyna się ta druga, polityczna warstwa, która na Tajwanie wybrzmiewa wyjątkowo mocno.
Oficjalna narracja Pekinu o okresie japońskim na Tajwanie (1895–1945) jest prosta i jednowymiarowa: pięćdziesiąt lat okupacji, cierpienia, wyzysku - wspólne doświadczenie wszystkich Chińczyków, w tym mieszkańców Tajwanu, który Pekin uważa za nieodłączną część Chin. W tym schemacie kolonialne doświadczenie Tajwanu jest częścią szerszej, „chińskiej" historii zmagań z japońskim imperializmem, a nie czymś odrębnym. Tajwańska pamięć ma być pamięcią chińską, z tych samych źródeł, o tych samych emocjach, prowadzącą do tych samych wniosków politycznych.
Yang Shuang-zi nie pisze powieści zaangażowanej politycznie, ale jej powieść jest polityczna już przez sam wybór języka emocjonalnego. W rozmowie z fundacją Bookera autorka zauważyła, że stosunek Tajwańczyków do okresu japońskiego jest zupełnie inny niż w Korei, gdzie pamięć o kolonializmie jest, jej zdaniem, jednolicie negatywna. Tajwan, jak to ujęła Yang, „patrzy na tę historię z dużo bardziej rozdartą mieszanką niechęci i nostalgii". To zdanie jest dla tajwańskiego czytelnika znaczące, bo opisuje doświadczenie, którego oficjalna chińska wersja w ogóle nie dopuszcza: że pamięć o okresie japońskim jest na wyspie skomplikowana, że obok wyzysku zostały także koleje, edukacja, modernizacja, własna kuchnia w nowych formach, własne miasta. I że tę pamięć Tajwańczycy noszą jako swoją, nie jako rozdział historii Chin kontynentalnych.
W komentarzach po przyznaniu nagrody pojawia się jeszcze jeden wątek. Po odebraniu trofeum Yang powiedziała, że ma nadzieję, iż książka kiedyś dotrze do czytelników w Chinach kontynentalnych i pomoże im „zrozumieć, jakiej przyszłości chcą Tajwańczycy - która nie jest tym, co wielu w Chinach sobie wyobraża".
Strategia tłumaczki: widoczność, nie niewidzialność
Lin King, pisarka i tłumaczka mieszkająca między Tajpej a Nowym Jorkiem, wybrała w przekładzie strategię, która sama w sobie jest stwierdzeniem. Tłumacze są zwykle chwaleni za niewidzialność, za to, że tekst „brzmi, jakby był napisany po angielsku". King zrobiła odwrotnie. Zostawiła w tekście trzy różne transliteracje tych samych dźwięków, japońską, mandaryńską i tajwańską, i opatrzyła książkę przypisami, które przypominają czytelnikowi, że ma do czynienia z aktem przekładu, negocjacji między kulturami, nie z gładkim szkłem.
To decyzja, która ma sens dokładnie dlatego, że Taiwan Travelogue opowiada o tłumaczeniu. Chizuru jest tłumaczką Chizuko i mimo bliskości, jaka między nimi rośnie, jej własne myśli o Tajwanie nigdy do końca nie docierają do Chizuko. King, tłumacząc książkę o tłumaczeniu, nie chciała udawać, że jej własna praca jest przezroczysta. Zauważyła też, że dla literatury tajwańskiej, w przeciwieństwie do, powiedzmy, hongkońskiej, droga do anglojęzycznego wydawcy była dotąd „walką pod górkę". Sukces Bookera może to zmienić.
„Wreszcie przebiliśmy się jak półprzewodniki"
Tajwańskie media nie ukrywały dumy. W komentarzach prasowych przewijała się powtarzająca się myśl: kino tajwańskie zaistniało globalnie dziesiątki lat temu (Hou Hsiao-hsien, Edward Yang, Ang Lee), półprzewodniki TSMC są dziś infrastrukturą krytyczną świata, ale literatura tajwańska pozostawała znana niemal wyłącznie sinologom. Booker dla Taiwan Travelogue to pierwszy moment, w którym tajwańska proza znalazła się na tej samej półce co Han Kang czy Olga Tokarczuk. I to jako reprezentantka konkretnego, lokalnego doświadczenia, a nie jako „literatura chińska" rozumiana jako jedna całość.
Prawa do przekładu Taiwan Travelogue sprzedano już do ponad dwudziestu języków, w tym do angielskiego, japońskiego, koreańskiego, niemieckiego i niderlandzkiego.
Co z tego zostaje
Yang w swoim przemówieniu w Tate Modern powiedziała coś, co warto zapamiętać: że literatura „nie może być oderwana od gleby, w której wyrosła", i że tajwańscy pisarze od stulecia zadają to samo pytanie: jakiej przyszłości chcą ludzie z Tajwanu? Jej powieść nie odpowiada na to pytanie. Robi coś innego: pokazuje, że odpowiedź musi wyjść od samych Tajwańczyków, z ich własnej historii, w tym z tej części historii, której Pekin chciałby nie widzieć.
Z perspektywy europejskiego czytelnika można to potraktować jako kolejną dobrą powieść postkolonialną o jedzeniu i miłości. I tak też zadziała. Ale wśród tajwańskich czytelników książka i nagroda znaczą coś dodatkowego: że ich opowieść o sobie samych, niegładka, dwuznaczna, niepasująca do żadnej z wygodnych narracji, wreszcie ma swoją scenę na arenie światowej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz