Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania shieh jhy-wei, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania shieh jhy-wei, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

Prezenatcja książki Jin Heng-wei

W sobotę w Caesar Park Hotel odbyła się prezenatcja najnowszej książki Jin Heng-wei (金恆煒); pozycja ta to zbiór artykułów jakie ukazały się w gazecie Liberty Times(自由時報) i magazynie New Taiwan (新台灣新聞週刊) w 2006 – okresie bardzo niebezpiecznym na Tajwanie: próbowano wtedy obalić prezydenta, a oddziane w czerwone koszule ‘oddziały’ Shi Ming-de(施明德) pod hasłami walki z korupcją chciały po prostu doprowadzić do rozruchów; zbiór artykułów Jin Hengwei - jak zauważył nasz przyjaciel, wydawca książki Joe Liao - jest bardzo ważnym zapisem atmosfery tego okresu; okresu, gdy Tajwan był krok od wojny domowej;
Prezenatcję książki prowadził dyrektor tajwańskiego Biura Informacji (GIO) dr. Shieh Jhy-wei. Wśród mówców byli min. Koo Kwan-min 辜寬敏 (rodzina Koo jest aktywna w przemyśle budowlanym, chemicznym oraz finansach. Firma, znana jako Grupa Koo (Koo's Group), jest zaliczana do czołowej dziesiątki przedsiębiortsw tajwańskich), prof. Lee Hong-hsi 李鴻禧 (konstytucjonalista; nauczyciel min. obecnego prezydenta Tajwanu Chen Shui-biana) i Chen Shi-meng 陳師孟 (były sekretarz generalny Biura Prezydenta Tajwanu). Wspominałam już, że całą prezentację otworzył ‘rapowy’film z dr. Shieh. Potem przemawiali goście; Koo Kwan-min stwierdził, że nie lubi czytać chińskich pozycji (jest z pokolenia, które zostało wykształcone za czasów okupacji japońskiej; mówi więc świetnie po japońsku i tajwańsku, ale przeciętnie po mandaryńsku) ale na artykuły i książki Jin Heng-wei zawsze oczekuje z niecierpliwością. Koo nazwał zbiór artykułów Jin Heng-wei ważnym zapisem najnowszej historii wyspy. Prof. Lee Hong-hsi podkreśił chińskie korzenie (tzw. 外省人) Jin Heng-wei; „urodzony w Chinach a jednak całym sercem Tajwańczyk; Chen Shi-meng nazwał Jin człowiekiem o wysokim morale i wysokim potencjale intelektualnym a jego “glos” w debacie politycznej na wyspie jako bardzo ważny. Sam autor podziękował wszystkim znajomym za przybycie na przyjęcie i dodał, że należy walczyć o swój kraj, walczyć o prawdę, ale trzeba być do tej walki przygotowanym; jak powiedzial w jego przypadku ta walka to pisanie artykułów, a przygotowanie to zbieranie wiedzy na temat przede wszystkim prawa i konstytucji. I wlaśnie prace nad konstytucją Jin określił jako najważniejsze dla Tajwanu. A na koniec była kawa i coś słodkiego i czas rozmowy z goścmi.
Ksiażkę Jin Heng Wei ("民主內戰的必要") wydało Asian Culture, które prawdopodobnie wyda „Podróże z Herodotem” R. Kapuścińkiego.
====
Na pierwszym zdjęciu od lewej Paul Lin 林保華 (chiński dysydent, pisarz), Dr. Shieh Jhy-wei i my (czyli Paul i ja); drugie zdjecie: Jin Heng-wei (siedzi po środku, po lewej Koo Kwan-min)

Nowa twarz w GIO

Tajwan ma nowego dyrektora Rządowego Biura Informacji (GIO);na stanowisko to został desygnowny Shieh Jhy-wey; prof. Shieh jest z wykształcenia germnanistą; ukończył min. katolicki uniwersytet Fu Jen, a doktorat otrzymał na niemieckiej uczelni Ruhr-University w Bochum. W latach 1996-2002 Shieh kierował Katedrą Neofilologii na uniwersytecie w Soochow. W 2003 prof. Shieh był felietonistą największej gazety na wyspie ‘Liberty Times’ ,a także prowadził polityczny talk show. Mimo, że pochodzi z tzw. „rodziny chińskiej” (rodzice urodzeni w Chinach) w latach 90-tych Shieh poparł Demokratyczną Partię Postępu (DPP) – partie pro-niepodległościową, pro-tajwańską. Prowadził min. wiele z spotkań wyborczych obecnego prezydenta wyspy, Chen Shui-bian’a, ubiegającego się o urząd burmistrza Tajpej (w 1994 i 1998), i o urząd prezydencki (w 2000 roku).
W 2005 roku Shieh Jhy-wey został przedstawicielem Tajwanu w Niemczech.
Jeden z tajwańskich dyplomatów, także pracujący w Niemczech, opisał Shieh jako osobę pełną nowych pomysłów. „Jeśli tylko jakiś pomysł wyda mu się godny realizacji, natychmiast go wprowadza”, przyznał dyplomata. Mówiący płynnie po niemiecku Shieh Jhy-wey występował w telewizji i radiu niemieckim, aby, jak sam powiedział, przybliżyć społeczności niemieckiej stanowisko i sytuację Tajwanu. Gdy w czerwcu 2005 do Berlina przybył Dalaj Lama, Shieh wziął udział w ceremonii wręczania odznaczeń dla wspierających Tybet (min. Vaclava Havla); spotkanie z Dalaj Lamą i udział w ceremonii zostały skrytykowane przez partie opozycyjną na Tajwanie, Kuomintang. „ Skorzystałem z okazji, aby okazać moje wsparcie dla uciskanych . Reprezentowałem w ten sposób Tajwańczyków, którym nie obce jest przecież pojęcie dobra i zła . Dlaczego więc miałbym unikać udziału w tego rodzaju spotkaniach”, odpowiedział Shih.
Od momentu kiedy Shieh przybył do Niemiec starał się spotykać nie tylko z wysoko postanowionymi urzędnikami (co często w wyniku interwencji ChRL było utrudnione) ale także ze zwykłymi mieszkańcami Niemiec. „Kiedyś stanął na rogu jednej z ulic Berlinu i płynnie po niemiecku przedstawiał siebie i Tajwan przechodniom”, opowiada pracujący z Shieh dyplomata; brał udział w wielu imprezach kulturalnych np. festiwalu filmowym w Belinie, międzynarodowych targach książki w Hamburgu; zawsze pomagał promować dorobek tajwańskich artystów. Wielu z moich znajomych przebywających na targi w Niemczech było pod wrażeniem aktywności Shieh,który zawsze znalazł czas, aby spotkać się z tajwańskimi biznsemenami.
Były burmistrz Berlina Wolfgang Luder przyznaje, że „ znalezienie kogoś kto będzie wypełniał swoje obowiązki jak Shieh będzie naprawde trudne. Szkoda, że nas opuszcza”
Moja „znajomość” Shieh to głównie jego programy w telewizji, spotkania na kilku seminariach zorganizowanych przez Taiwan Advocates...i krótka podróż samochodem (razem z mężem podwieźliśmy go z jednego seminariów do studia telewizyjnego); zawsze go ceniłam za inteligencję i poczucie humoru (w rozmowie żartuje w kilku językach: angielskim,niemieckim, chińskim i tajwańskim), ale przede wszystkim za miłość do wyspy. Shieh Jhy-wei mimo swoich chińskich korzeni lubi mówić po tajwańsku. Zadaje tym samym kłam przekonaniu, niestety nadal powszechnemu wśród wielu urodzonych w Chinach mieszkańców wyspy, że język tajwański to język ludzi niewykształconych. Shieh bardzo łatwo zjednuje sobie ludzi prostolijnością i dowcipem . Politycy DPP przyznają, że to właśnie błyskotliwość Shih przyciągneła wielu młodych do partii.
Ten zawsze usmiechnięty profesor potrafi nie tylko „rapować” o Tajwanie, ale także mówić o swojej wyspie ze łzami w oczach....(dyplomata –patriota....tak, tak możliwi są tacy).

Cieszę się, że Shieh obejmuje stanowisko szefa GIO...to dobrze dla Tajwanu; jest to także dobra nowina dla Polski; prof. Shieh jest osobą bardzo otwartą na współpracę choćby w promowaniu kultury polskiej. GIO jest głównym sponsorem Międzynarodowych Targów Książki w Tajpej.

Shieh Jhy-wei rapuje!!!

Prezentację najnowszej książki Jin Heng-wei (金恆煒), jaka odbyła się wczoraj w Hotelu Caesar Park, otworzyła oficjalna prezentacja teledysku na którym dyrektor Biura Informacyjnego rządu dr Shieh jhy-wei (謝志偉) rapuje!!!
12 stycznia wraz z wyborami do parlamentu tajwańskiego odbędzie się referendum dotyczące zwrotu skarbowi panstwa majątku Kuomintangu.
Dr. Shieh w piosence “KMT zwróć mi pieniądze” (老K錢還我) zachęca Tajwańczyków do głosowania za zwrotem skradzionego majątku.
Obok rapu i tekstu napisanego przez dr Shieh wykorzystano także elementy muzyki tajwańskich aborygenów.
Teledysk w skróconej formie jest też od wczoraj nadawany w czasie przeznaczonym na reklamy w TV.

O programie

W piątek 5 września Formosa TV w programie prowadzonym przez byłego rzecznika rządu tajwańskiego prof. Shieh Jhy-wei (謝志偉) rozmawiano o Katyniu i o masakrze 28 lutego 1947(228/二二八事件) roku na Tajwanie (wtedy to wojska Chang Kai-sheka zamordowały tysiące Tajwańczyków). Program nadawany był na żywo, a wśród gości był tajwański poeta Li Min-yong(李敏勇), reżyser filmów dokumentalnych Hong Wei-jian (洪維健), dyrektor Fundacji 228 Yang Zhen-long(楊振隆)i ja. Stres straszny...ale rozmowa bardzo ciekawa; opowiedziałam o Katyniu, przedstawiłam także książkę Józefa Mackiewicza o Katyniu – pierwszą publikację na temat zbrodni katyńskiej. Tak się złożyło, że miałam niemiecką wersję książki, podarowałam ją więc prowadzęcemu program. Prof. Shieh z wykształcenia jest germanistą i był ambasadorem Tajwanu w Niemczech. W programie mówiono także o potrzebie pełnego rozliczenia się ze zbrodni popełnionych w okresie Białego Terroru (白色恐怖) na Tajwanie (1947 -1989) . Reżim Chang Kai-sheka (蔣介石) zamordował ok. 140 tys. mieszkancow wyspy. Byli wśród nich zarówno Tajwańczycy jak i Chińczycy (tzw. wai sheng ren/外省人). Pytano mnie czy widzę jakieś analogie między zbrodnią katyńską, a okresem terroru na Tajwanie. Starałam się mówić oczywiście z puktu widzenia Polki, ale także żony Tajwańczyka, którego ojciec był jedną z ofiar Białego Terroru. Opowiedziałam o kłamstwie katyńskim, które według mnie można porównać do prób zupełnego przemilczenia wydarzeń 28 lutego 1947 – do 1989 był to na Tajwanie temat zakazany. Przypomniałam także iż w Katyniu zgineła polska inteligencja – co było częścia planu Stalina; likwidacja polskiej inteligecji miała ułatwić sowietyzację Polski. Podobnie sytuacja wygladała na Tajwanie; Chang Kai-shek jako największych wrogów uważał tajwańskich inteligentów.
Mowiliśmy także o polityce obecnego rzadu- zbliżenia się do Chin; stopień tego zbliżenia niepokoi ostatnio Stany Zjednoczone i Japonie. Zauważyłam, że Chang Kai-shek i jego syn Chiang Ching-kuo (蔣經國)walczyli z komunistami a obecne władze Kuomintangu z komunistami współpracują.
Było ciekawie choć mnie totalnie zrzarły nerwy...ale prowadzący, znany z wyśmienitego poczucia humoru, próbował rozładować napięcie; „Gdzie uczyłaś się chińskiego?” zapytał mnie. Na Tajwanie, odpowiedziałam, a prof. Shieh szybko zripostował ”O to tak jak ja!!.” Ale na koniec programu powiedział, że jest wzruszony że osobie z dalekiej Polski drogi jest los Tajwanu.

W zeszłym tygodniu w United Daily (聯合報) ukazał się artykuł tajwańskiego poety Li Min-yonga zatytułowany „Jeden Film - Kawałek Polskiej Historii” (一部電影,一段波蘭史). Artykuł oczywiście nawiązuje do filmu Katyń. Jest w nim także wspomniamy Zbigniew Herbert, jest tłumaczenie fragmentu wiersza Guziki. Jest także odwołanie się do filmów Kieślowskiego (Biały, Niebieski Czerwony). Autor przytoczył także mój artykuł poświęcony Katyniowi (art.ukazał się w połowie lipca). Artykuł Li Min-yong’a - Tutaj

„Nie pytam, jakie są prawa, ale jacy są sędziowie” - Monteskiusz

Szef Biura Informacyjnego rząd tajwańskiego (GIO) Shieh Jhy-wei (謝志偉) wezwał Kuomintang (國民黨) do opublikowania pełnej listu członków partii, którzy sprawowali lub nadal sprawują urzędy sędziów lub prokuratorów.
W dniu wczorajszym, Ma Ying-jiu (馬英九), kandydat Kuomintangu w wyborach prezydenckich, został zwolniony z zarzutu o korupcję (Ma był oskarżony o to, że w trakcie sprawowania urzędu burmistrza Tajpej dopuścił się defraudacji 11 mln NT – 343 tys USD pochodzących z funduszy publicznych). Sędzia prowadzący sprawę, Liu Ching-hsing ( 劉景星 ), w okresie stanu wojennego na wyspie prowadził sprawy przeciwko członkom pro-niepodległościowych (pro-tajwańskich) organizacji, a więc współpracował z kuomintangowskim reżimem.
Dr. Shieh, germanista z wykształcenia i były ambassador Tajwanu w Niemczech przypomniał, że wszyscy sędziowie i prokuratorzy sprawujący swoje urzędy w komunistycznym NRD zostali po zjednoczeniu Niemiec zwolnieni. Uważano, że tylko w ten sposób wymiar sądowniczy będzie mógł cieszyć się pełnym zaufaniem (jak wyglada system sądowniczy bez dekomunizacji wiedzą Polacy)
Według Shieh fakt, że sędzia prowadzący sprawę kandydata Kuomintangu na stanowisko prezydenta współpracował z kuomintangowskim reżimem skazując w sprawach politycznych wzbudza duże kontrowersje. „W normalnych warunkach Lin powinien być zwolniony ze stanowiska lub przynajmniej publicznie przeprosić za swoją przeszłość”, dodał Shieh.

Rodak.net

Walk Against The Wind To Love Taiwan!!!


„Idź pod wiatr, kochaj Tajwan” (逆風前進最愛台灣)– to 500 km marsz z południa na północ Tajwanu. Pomysł narodził się w głowach 12 młodych Tajwańczyków..do nich po drodze przyłączali się inni. Szli 22 dni.
„Pamiętam jak w okolicy Changhua przyłączyła się do nas staruszka, która mogła ledwo chodzić”, opowiadał jeden ze studentów biorących udział w marszu. Inna z uczestniczek śmiała się, że w czasie marszu przytyła 2 km „Tak nas karmili ludzie których spotykaliśmy po drodze”.
Do maszerującej młodzieży przyłączali się także politycy Frank Hsieh (謝長廷kandydat DPP na prezydenta), dr Shieh Jhy-wei (謝志偉rzecznik tajwańskiego rządu) i były doradca prezydenta, 82-letni Koo Kua-min (辜寬敏)
A to wszystko z miłości do wyspy....

Kibicowaliśmy

Kibicowaliśmy dziś tajwańskim studentom, członkom Ruchu Dzikich Truskawek, którzy zorganizowali wiec w Tajpej.
Choć niedzielny wiec studentów był nielegalny, policja nie wyraziła zgody na jego organizację, to przebiegł bez zakłóceń. Do studentów dołączyli profesorowie, a także mieszkańcy Tajpej. Większość protestujących ubrana była na czarno, a na transparentach widniały napisy: „”Prawa człowieka umarły na Tajwanie”, „Sprzeciw wobec przemocy”, Wolność słowa, wolność zgromadzeń”. Przed Pałacem Prezydenckim studenci odśpiewali hymn i ustawili trumnę przykrytą flagą narodową.
Według organizatorów w marszu wzieły udział 4 tysiące osób.
Dzień wcześniej, w sobotę 6 listopada, protestujących na Placu Wolności studentów odwiedził były prezydent Tajwanu, Lee Deng-hui (李登輝) i wyraził poparcie dla ich postulatów.
Paul szczególnie kibicował studentom z Tsinghua University (清華大學), bo to jego alma mater. Spotkaliśmy wielu znajomych min. prof. Shieh Jhy-wei, byłego rzecznika rządu tajwańskiego i Freddiego (muzyka; pisalam o nim TUTAJ), a także znajomych ze Stanów.
Marsz zakończył protest studentów na Placu Wolności, ale studenci będą przypominać o swoich postulatach. Tajwańscy parlamentarzyści obiecali zająć się najważniejszym z żądań studentów kwestią liberalizacji „Ustawy o zgromadzeniach i manifestacjach”
Zdjęcia z protestu TUTAJ.
Mówią o nich "pokolenie truskawek" ale to właśnie ci młodzi ludzie, protestujący przez miesiąc w centrum Tajpej, pokazali determinację i jakie drzemią w nich możliwości ,ale przede wszystkim jak bardzo kochają Tajwan.
Nasz Dziennik Niezalezna.pl

Tajwański rabin – przyjaciel Polski

 15 września na Tajwanie w wieku 103 lat zmarł rabin Ephraim Ferdinand Einhorn. Jego życie to gotowy scenariusz na hollywoodzki film, w którym musiałyby się znaleźć związki z Polską: Einhorn napisał przedmowę do tajwańskiego wydania „Raportu” Witolda Pileckiego i przyczynił się do rozwoju relacji naszego kraju z Tajwanem.



Po raz pierwszy spotkałam dr. Einhorna w drugiej połowie lat 90. na Tajwanie. Przybyłam wtedy na wyspę na stypendium rządu tajwańskiego (była to grupa kilku studentów z Polski, którym po raz pierwszy w historii Tajwan przyznał stypendia na naukę języka chińskiego). Relacje wyspy z Polską dopiero się zaczynały i my, studenci, przecierając szlaki, wiedzieliśmy, że zawsze, gdy pojawiał się jakiś problem, mogliśmy udać się do biura dr. Einhorna. Siadał z nami, wysłuchiwał nas, wykonywał telefony i rozwiązywał różnego rodzaju biurokratyczne kłopoty, z jakimi się borykaliśmy.

Gdy po latach wróciłam na wyspę, spotykaliśmy się z dr. Einhornem na różnych oficjalnych przyjęciach i odwiedzaliśmy go z mężem w biurze, by złożyć życzenia z okazji jego kolejnych urodzin.

Zawsze też wiedziałam, że gdy brałam udział w organizowaniu jakiegoś wydarzenia promującego kulturę i historię Polski, to mogę liczyć na wsparcie dr. Einhorna.

Miał zawsze czas dla Polski

Tak było przy promocji filmu Andrzeja Wajdy „Katyń”. Na specjalnym pokazie filmu, gdzie pojawili się tajwańscy celebryci, dziennikarze i politycy, nie mogło zabraknąć dr. Einhorna. To on zachęcał mnie, bym opowiedziała o Katyniu w tajwańskiej telewizji. I tak zrobiłam. W popularnym programie publicystycznym profesora Shieh Jhy-wei (dziś przedstawiciela Tajwanu w Niemczech) w stacji Formosa TV posłużyłam się analogią między zbrodnią katyńską a okresem terroru na Tajwanie. Starałam się mówić oczywiście z punktu widzenia Polki, ale także żony Tajwańczyka, którego ojciec był jedną z ofiar Białego Terroru. Opowiedziałam o kłamstwie katyńskim, które według mnie można porównać do prób zupełnego przemilczenia przez Kuomintang wydarzeń z lat 1947–1989 na Tajwanie. Przypomniałam także, iż w Katyniu zginęła polska inteligencja – co było częścią planu Stalina. Podobnie sytuacja wyglądała na Tajwanie; Czang Kaj-szek za największych wrogów uważał tajwańskich inteligentów. Wiem, że program, w którym nie pojawiłabym się, gdyby nie zachęta ze strony dr. Einhorna, spowodował, że ten tragiczny fragment naszej historii poznało wielu tajwańskich patriotów.

Przez lata, opiekując się polskim stoiskiem na Międzynarodowych Targach Książki w Tajpej (jednej z największych imprez wydawniczych na świecie), wiedziałam, że mogę liczyć na wsparcie dr. Einhorna. Mimo wielu zajęć znalazł czas, był wygłosić wykład na targach dla Tajwańczyków na temat Holocaustu. To wtedy mieszkańcy wyspy, wielu z nich po raz pierwszy, usłyszeli o japońskim Schindlerze, Chiune Sugiharze, dyplomacie z Kraju Kwitnącej Wiśni, który uratował życie przynajmniej 6 tys. Żydów, w tym także obywateli Rzeczypospolitej. Ale dzięki Einhornowi na Tajwanie dowiedziano się, że ta pomoc nie byłaby możliwa bez zaangażowania Polaków.

Wszystko zaczęło się w listopadzie 1939 roku, gdy Chiune Sugihara nawiązał kontakt z oficerem polskiego wywiadu Leszkiem Daszkiewiczem. Ich współpraca polegała na utworzeniu sprawnie działającej siatki wywiadowczej. Tej współpracy nie przerwało nawet wkroczenie na Litwę w czerwcu 1940 roku Armii Czerwonej. Z czasem Polaków i Japończyków połączyła także pomoc dla osób narodowości żydowskiej i ratowanie ludzi zagrożonych śmiercią.

Na prośbę polskiej placówki wywiadowczej Sugihara wywiózł w swoim bagażu dyplomatycznym dwa sztandary: jeden został wykonany w Wilnie jako dar społeczeństwa dla Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii, a drugim był sztandar 81. Pułku Strzelców Grodzieńskich uratowany z kampanii wrześniowej.

Tajwańczycy słuchali wykładu Einhorna z ogromnym zainteresowaniem, a ja byłam dumna, że w trakcie niego padły przykłady bohaterstwa Polaków, przykłady podane przez Żyda, którego rodzina doświadczyła okrutności niemieckiej okupacji.

I jeszcze jeden przykład pomocy ze strony dr. Einhorna, o którym nie mogę nie wspomnieć. Gdy udało mi się zainteresować jednego z tajwańskich wydawców „Raportem” Witolda Pileckiego i zaczęliśmy się zastanawiać, kto mógłby napisać wstęp do tego pierwszego wydania książki po chińsku, znów zwróciłam się do dr. Einhorna. Od razu zgodził się wziąć udział w tym projekcie. Myślę, że przedmowa dr. Einhorna pozwoliła Tajwańczykom poczuć, że historia wyjątkowego polskiego żołnierza może być im bliska, bo są ludzie, którzy mieszkają na wyspie, a doświadczyli niemieckiego barbarzyństwa w okresie II wojny światowej – rodzice dr. Einhorna zginęli w obozie Sachsenhausen. 

Publikacja „Raportu” była sukcesem – na Tajwanie książkę czterokrotnie dodrukowywano. Prezydent Tajwanu Tsai Ingwen, w wywiadzie dla jednej z największych gazet na wyspie „China Times”, wymieniła „Raport” jako lekturę, która była dla niej inspirująca. Tsai stwierdziła, że poznając życiorys Pileckiego i widząc, jak komunistom nie udało się skazać polskiego herosa na zapomnienie, jeszcze lepiej zrozumiała, iż „przywracanie pamięci to ważna część procesu rozliczeń z przeszłością”.

Wsparcie dla dwóch rodzących się demokracji

Nie byłoby tych sukcesów, a Tajwańczycy nie poznaliby głębiej naszej historii, gdyby nie zaangażowanie dr. Einhorma. Wspomniałam, że miał zawsze czas dla polskich studentów, ale można też śmiało powiedzieć, iż miał zawsze czas dla Polski, dla jej promocji na Tajwanie.

Doktora Einhorna można by też nazwać ojcem dyplomatycznych relacji polsko-tajwańskich. Wykorzystał swoje kontakty w Warszawie i w Tajpej, by pomóc w zbliżeniu obu państw. To przyniosło owoce.

W 1992 roku pomiędzy Ministerstwem Współpracy Gospodarczej z Zagranicą RP oraz Ministerstwem Spraw Zagranicznych Tajwanu podpisano umowę o utworzeniu biur przedstawicielskich w Tajpej i Warszawie. Placówka rozpoczęła swoją działalność w 1995 roku pod nazwą Warszawskie Biuro Handlowe w Tajpej. Mało kto wie, ale gdy na wyspę przybył pierwszy przedstawiciel Polski i zanim jego biuro oficjalnie zaczęło działać, to korzystał z gościnności udzielonej mu właśnie przez dr. Einhorna. To z jego biura prowadził pierwsze organizacyjne działania.

Doktor Einhorn pomagał także w ustanowieniu relacji pomiędzy stolicami Tajwanu i Polski. Te działania zaowocowały podpisaniem umowy o ustanowieniu kontaktów Miast Siostrzanych między miastem Warszawą a miastem Tajpej.

Dla dr. Einhorna Polska i Tajwan w latach 90. to były dwie rozwijające się demokracje, które zasługiwały na wsparcie. 

Biznesmen, republikanin, chodząca encyklopedia

Lata doświadczeń i pracy w wielu krajach, znajomość języków obcych (mówił po angielsku, hebrajsku, w jidysz, po węgiersku, włosku, francusku, znał łacinę i czytał po polsku) i międzynarodowe kontakty rzeczywiście czyniły z dr. Einhorna autorytet.

Urodził się w Wiedniu w 1918 roku. Jako młody człowiek przeniósł się do Wielkiej Brytanii – jego rodzice pozostali w Austrii, później zostali zamordowani przez niemieckich nazistów. 

Po zdobyciu zarówno święceń rabinackich, jak i doktoratu z filozofii w nieistniejącej już londyńskiej jesziwie, Einhorn rozpoczął współpracę ze Światowym Kongresem Żydów, najpierw w Anglii, a później w Stanach Zjednoczonych, gdzie jednocześnie prowadził kilka kongregacji jako rabin od końca lat 40. do lat 50. XX wieku.

W 1944 roku dr Einhorn otrzymał wysokie odznaczenie z rąk Lady Clementine Churchill, żony premiera Sir Winstona Churchilla, jako wyraz uznania dla jego wybitnego zaangażowania humanitarnego w Czerwony Krzyż podczas II wojny światowej.

Po wojnie, już w USA, Einhorn podjął się tajnych misji do krajów Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, aby pomagać mieszkającym tam mniejszościom żydowskim. Podczas jednej z takich misji w Iraku w 1951 roku podawał się za protestanckiego ministra, który miał zbadać sytuację grupy irackich Żydów, którzy mieli być torturowani. Einhorn chwalił się później misją w lokalnych gazetach w Detroit, gdzie pełnił wówczas funkcję rabina, mimo że nie był upoważniony do omawiania tego publicznie. Dla tych, którzy poznali dr. Einhorna, ta historia nie powinna być zadziwiająca. Einhorn miał, jak to określił jeden z jego znajomych, „pasję do promocji”. Choć w przypadku misji na Bliskim Wschodzie nie była to cecha wskazana, to w przyszłości ta smykałka do PR i dyplomacji nieraz pomogła także Polsce i Tajwanowi.

W 1968 roku Einhorn założył World Trading Patent Corp. i otworzył biuro za żelazną kurtyną w Pradze, gdzie miał krewnych. Jednak jego aktywność nie podobała się komunistycznym władzom i w 1973 roku został wydalony z Czechosłowacji za działalność „niezgodną z interesami państwa”.

W 1975 roku Einhorn przybył do Tajpej jako doradca finansowy kuwejckiej delegacji handlowej. I już na wyspie pozostał. Jego posługa jako rabina na początku nie była łatwa. Pracował wcześniej w krajach arabskich, co wzbudziło nieufność wśród lokalnych Żydów. Einhorn skupił się na pomocy potrzebującym. Wyciągnął za kaucją Żydów, którzy na wyspie trafili do więzienia, pomagał im rozwiązać problemy wizowe, a raz nawet pomógł zorganizować specjalny lot medyczny.

Do 2011 roku był jedynym rabinem na Tajwanie. Dziś Żydzi rezydujący na wyspie przyznają, że są mu wdzięczni, iż zbudował, choć nieliczną, ale silną społeczność utrzymującą tradycje.

Jako obywatel USA Einhorn założył na Tajwanie Klub Republikanów. Pamiętam jedną z naszych ostatnich rozmów jeszcze za prezydentury Donalda Trumpa. Doktor Einhorn cieszył się z niej i wierzył, że przyniesie dużo dobrego Polsce i Tajwanowi.

O Einhornie mówiło się, że jest chodzącą encyklopedią. Imponował wiedzą i niesamowitą pamięcią. Wierzył, że człowiek musi uczyć się całe życie, ale też lubił nauczać. Spotykał się z tajwańskimi studentami w szkołach i na uczelniach. „Najwspanialszą rzeczą na świecie jest, gdy słyszę, jak inni mówią mi: »Chcę się uczyć«” – twierdził.

Drzwi jego biura były zawsze otwarte dla ludzi, którzy mieli pytania filozoficzne lub religijne, a jego ogromna biblioteka – która według niego samego była największym zbiorem żydowskich książek w Azji – zawsze służyła innym. Ale były tam nie tylko pozycje żydowskie. Jedną z książek, która stamtąd trafiła w moje ręce, była „The Art of the Deal” (Sztuka robienia interesów) Donalda Trumpa. Było też kilka pozycji o Ronaldzie Reaganie i „Raport” Witolda Pileckiego (wydanie angielskie, a także chińskie).

Pod prąd

Doktor Einhorn potrafił budować relacje z wpływowymi ludźmi. Niejedna osoba mogłaby powiedzieć, że wydawało się, iż zna on każdego na Tajwanie, że wiele drzwi jest dla niego otwartych. 

Ale potrafił też iść pod prąd. Miał bardzo dobre relacje z politykami Kuomintangu (KMT), partii rządzącej Tajwanem przez lata. Jednak nie bał się zrugać polityków tej formacji, gdy porównali prezydenta Chen Shuibiana, z opozycyjnej do KMT partii DPP, do Hitlera. KMT przeprosiło za reklamę sugerującą to w mediach, ale Einhorn nie ustępował i sam grzmiał w tajwańskich mediach, że bezpośrednie przeprosiny należą się także demokratycznie wybranemu prezydentowi Chenowi. „Jestem do granic zniesmaczony. Zrobiono straszną rzecz. Porównywanie prawowitego prezydenta kraju lub kojarzenie go z potworem jest czymś, z czym bardzo trudno mi się pogodzić” – mówił w jednym z wywiadów.

Reagował także na pojawiające się jeszcze kilka lat temu w mediach na Tajwanie określenie „polskie obozy koncentracyjne”. Za każdym razem, gdy widziałam takie określenie w publikacjach po chińsku, prosiłam o sprostowanie. Zawsze też mogłam liczyć, że do mediów z podobnym apelem zwróci się dr Einhorn. Ta kampania przyniosła owoce. Dziś już określenie „polskie obozy koncentracyjne” prawie nie pojawia się po chińsku na wyspie. Wielka zasługa w tym także rabina Einhorna.

Doktor Einhorn wierzył w Boga, w pracę nad sobą, wierzył w siłę ludzkich relacji. Ale wierzył też w Polskę i Tajwan. Będzie go naprawdę brakowało.

Nowe Państwo

O petycji


Nasza akcja „Waive Eu (Schengen) Visas for Taiwanese” przybiera na sile. Otrzymaliśmy poparcie min. Dr. Jhy-Wei Shieh - byłego szefa tajwańskiego Biura Informacji (GIO) i przedstawiciela Tajwanu w Niemczech. Podpisują się także przedstawiciele świata akademickiego w Polsce i na Tajwanie. Dołączyli do nas także obywatele innych państw europejskich.


Petycje można podpisać TUTAJ

Papież z Chicago i Tajwan. Leon XIV to nie Franciszek

W maju ubiegłego roku, gdy kardynałowie wybrali na papieża Roberta Prevosta, Amerykanina z Chicago, w Tajpej sporo osób się niepokoiło. Bano...