Problemem nie jest Trump, lecz europejskie elity

 Odpowiedź na felieton „Kto zyska na tym, że Trump ‘amputuje’ sobie Europę?”

Felieton, jaki ukazał się na portalu Interia, wpisuje się w coraz bardziej rozpowszechniony schemat myślenia: jeśli Donald Trump jest nieprzewidywalny, to problemem musi być Trump, a skoro problemem jest Trump, to Europa – niejako zmuszona – zaczyna szukać alternatyw, nawet takich jak Chiny. To wygodna narracja, ale oparta na uproszczeniu, które prowadzi do błędnych wniosków.

Mamy tu do czynienia z klasycznym syndromem obsesji na punkcie Trumpa (Trump Derangement Syndrome) – sytuacją, w której emocja zastępuje analizę. W tej logice wszystko, co nie jest Trumpem, zaczyna wydawać się bardziej racjonalne. Nawet Pekin.

Tymczasem Pekin nie tylko nie jest alternatywą – on aktywnie wykorzystuje słabość Europy.

Jak wskazują analitycy American Enterprise Institute, działania Chin w Europie mają charakter strategiczny: Pekin wykorzystuje inwestycje i relacje gospodarcze jako narzędzie wpływu politycznego oraz sposób na osłabianie jedności Zachodu. Dane projektu China Global Investment Tracker, rozwijanego m.in. we współpracy z Heritage Foundation, pokazują dodatkowo, że ogromna część chińskich inwestycji realizowana jest przez państwowe podmioty, co oznacza ich bezpośrednie powiązanie z celami geopolitycznymi Pekinu. To nie jest neutralna współpraca. To jest strategia.

Widać to jak w soczewce w ostatnich wizytach europejskich liderów. Friedrich Merz, Keir Starmer i Emmanuel Macron przed wyjazdami do Chin zapowiadali twardą postawę i naciski na Pekin, by ograniczył wsparcie dla Rosji. Mieli przekonywać, stawiać warunki, bronić europejskich interesów. Wrócili z niczym.

A właściwie nie – z symbolami politycznej bezradności. Macron podpisał umowy dotyczące ochrony pand. Ursula von der Leyen promowała współpracę klimatyczną. Pekin natomiast nie zmienił nic w swojej polityce wobec Rosji, nie ograniczył wsparcia dla jej gospodarki ani nie wykonał żadnego realnego gestu w stronę Europy.

Ironia tej sytuacji jest uderzająca. Europa podpisuje porozumienia klimatyczne z państwem, które pozostaje największym emitentem CO₂ na świecie i buduje swoją potęgę na taniej, wysokoemisyjnej energii, ignorując standardy środowiskowe tam, gdzie jest to dla niego wygodne.

Pekin widzi tę słabość – i ją wykorzystuje.

Podobnie wygląda sytuacja w relacjach z Iranem. Chiny nie tylko utrzymują jego gospodarkę przy życiu poprzez zakupy ropy mimo sankcji, ale również wspierają rozwój jego zdolności militarnych, dostarczając technologie i komponenty wykorzystywane w systemach rakietowych i dronach. Innymi słowy, współuzbrajają państwo destabilizujące Bliski Wschód, a jednocześnie chcą rozmawiać z Europą o „stabilności międzynarodowej” i planują rozmowy z NATO w Brukseli.

To nie jest rola mediatora. To jest gra na kilku frontach jednocześnie.

Równie niepokojąca jest sytuacja w samej Europie. Rosnąca liczba przypadków chińskiego szpiegostwa, infiltracji środowisk technologicznych i akademickich, presja gospodarcza oraz incydenty dotyczące infrastruktury krytycznej pokazują, że mamy do czynienia z państwem prowadzącym aktywne działania przeciwko europejskiemu bezpieczeństwu. Do tego dochodzi coraz bliższa współpraca Pekinu z Rosją.

Mimo to europejskie elity zachowują się tak, jakby nic się nie działo.

Decyzja rządu Keir Starmer o budowie ogromnej chińskiej „megaambasady” w Londynie została określona przez brytyjskich polityków jako „upokarzająca kapitulacja” i „strategiczna lekkomyślność”. Ostrzeżenia służb bezpieczeństwa zostały zignorowane.

Z kolei wizyta Friedrich Merz pokazała coś równie niepokojącego: Europa nie tylko nie uzyskuje ustępstw od Chin, ale pogłębia własną zależność gospodarczą. Deficyt rośnie, a realnych korzyści brak. Zamiast redukować ryzyko, Europa je zwiększa.

I właśnie tutaj felieton Interii odwraca rzeczywistość.

To nie Trump „amputuje” Europę. Europa sama się osłabia, wysyłając do Pekinu sygnał: jesteśmy zależni, ostrożni i gotowi na ustępstwa.

Trump – w swojej brutalnej i często chaotycznej formie – mówi coś, czego europejskie elity nie chcą usłyszeć: sojusz wymaga siły, a bezpieczeństwo kosztuje. Można krytykować jego styl, ale ignorowanie tej diagnozy prowadzi Europę w ślepą uliczkę.

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że Europa przestaje rozumieć, gdzie naprawdę leży zagrożenie. Zamiast wzmacniać własną pozycję i relacje transatlantyckie, flirtuje z państwem, które wspiera jej przeciwników, prowadzi operacje wywiadowcze na jej terytorium i wykorzystuje gospodarkę jako narzędzie nacisku.

To nie jest realizm. To jest iluzja.

Europa musi się obudzić – i wreszcie zacząć widzieć wroga tam, gdzie on naprawdę jest, a nie tam, gdzie to jest politycznie wygodne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Problemem nie jest Trump, lecz europejskie elity

  Odpowiedź na felieton „ Kto zyska na tym, że Trump ‘amputuje’ sobie Europę?” Felieton, jaki ukazał się na portalu Interia, wpisuje się w...