Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shinzo Abe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shinzo Abe. Pokaż wszystkie posty

Pakt wojskowy pomiędzy Japonią i Indiami

 Na kilka dni przed swoim odejściem ze stanowiska premiera Japonii Shinzo Abe doprowadził do zawarcia paktu wojskowego z Indami, który umożliwia Tokio i Delhi i wymianę dostaw i wsparcie logistyczne w obliczu narastających napięć z Chinami.

Podpisana 9 września br. Umowa Nabycia i Usług Wzajemnych (ACSA) umożliwi siłom zbrojnym obu państw dostęp do swoich baz w celu zaopatrzenia i świadczenia usług podczas dwustronnych szkoleń, operacji pokojowych, operacji humanitarnych i innych wspólnie uzgodnionych działań.

Premier Shinzo Abe i premier Narendra Modi przeprowadzili w czwartek (10 września) 30-minutową rozmowę telefoniczną, w której z zadowoleniem przyjęli podpisanie porozumienia i zapowiedzieli, że będzie to sprzyjać ściślejszej współpracy.

Umowa będzie obowiązywać przez 10 lat i będzie automatycznie przedłużana na okresy 10 lat, chyba że jedna ze stron zdecyduje się ją wypowiedzieć.

Indie mają podobne umowy z USA, Australią, Francją, Omanem i Singapurem.

Shinzo Abe, najdłużej urzędujący premier Japonii, wymienił działania podjęte przez Indie i Japonię w celu realizacji wizji wolnego i otwartego Indo-Pacyfiku oraz ustanowienie specjalnego strategicznego i globalnego partnerstwa między tymi dwoma krajami jako jednych z kluczowych osiągnięć w stosunkach dwustronnych.

 

Ze względu na ekspansjonistyczne i łamiące zasady zachowanie Chiny, większe znaczenie ma także odgrywać QUAD,  nieformalny sojuszu USA, Australii, Indii i Japonii.  Mówił o tym min. podczas seminarium zorganizowanego przez amerykański think-tank CSIS

minister obrony Japonii Taro Kono. Także indyjski szef sztabu generalnego generał Bipin Rawat zdecydowanie poparł QUAD jako „dobry mechanizm” zapewniający swobodę nawigacji.

Indie, jeszcze w tym roku, będą gospodarzem spotkania w ramach formatu QUAD.

Prawica utrzymuje władzę w Japonii

W niedzielnych przedterminowych wyborach parlamentarnych w Japonii zwycięstwo odniosła prawicowa koalicja premiera Shinzō Abe. Wygrana pozwoli premierowi na realizację głoszonego od wielu lat postulatu – odejścia od pacyfistycznych zapisów w konstytucji Kraju Kwitnącej Wiśni, a także zwiększenia wpływów politycznych i gospodarczych Japonii w Azji.

Po niedzielnych wyborach rządząca prawicowa koalicja Partii Liberalno-Demokratycznej (PLD) i partii Komeito zachowa większość w Izbie Reprezentantów – izbie niższej parlamentu Japonii. Jeszcze nieoficjalne dane wskazywały wczoraj, że koalicja otrzyma 312 mandatów spośród 465.

Premier Abe zdecydował się na rozpisanie przyspieszonych wyborów, by potwierdzić poparcie społeczne dla swoich planów podwyższenia podatku konsumpcyjnego i twardego stanowiska rządu wobec Korei Północnej. Decyzja ta była także dobrze wykalkulowaną polityczną zagrywką, mającą na celu utrzymanie się prawicy przy władzy przez kolejne cztery lata. 

Największym rywalem dla Shinzō Abe i jego koalicji miała być nowo powstała konserwatywna Partia Nadziei kierowana przez gubernator Tokio Yuriko Koike. Polityk była w przeszłości członkiem PLD, na której czele stoi premier, ale różnice programowe spowodowały, że ich drogi się rozeszły. Gubernator Tokio sprzeciwiała się m.in. podwyższeniu podatku konsumpcyjnego z 8 do 10 proc. Według Abe wpływy z tej podwyżki mają być przeznaczone na wiele wydatków socjalnych, w tym na darmowe szkoły. PLD i Partia Nadziei nie zgadzają się również co do energii atomowej. Mimo katastrofy w elektrowni Fukushima w 2011 r. Abe chce utrzymania elektrowni jądrowych jako źródła energii dla Japonii. Z kolei Koike wzywa do całkowitego odejścia od energii atomowej do maksymalnie 2030 r. W niedzielnych wyborach Partia Nadziei, która chce odsunąć Shinzō Abe od rządów, zdobyła zaledwie 49 mandatów.

Jednym z powodów sukcesu premiera w wyborach było także twarde stanowisko rządu w Tokio wobec Korei Północnej. Już po ogłoszonych wstępnych wynikach Abe zadeklarował, że „zdecydowanie zmierzy się” z zagrożeniem ze strony Pjongjangu. Również w niedzielę Abe odbył rozmowę telefoniczną z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Według Yasutoshi Nishimury, wiceszefa gabinetu japońskiego premiera, obaj politycy zgodzili się, że będą współpracowali w celu wywierania presji na Koreę Północną. Na początku listopada br. dojdzie do spotkania Trumpa i Abe w trakcie wizyty amerykańskiego prezydenta w Tokio. 

Posiadanie większości w parlamencie pozwoli premierowi także na realizację postulatu, który głosi od lat – odejścia od pacyfizmu narzuconego Japonii w opracowanej w 1946 r. przez amerykańskich prawników konstytucji. Według art. 9 ustawy zasadniczej Japonia musiała „wyrzec się na zawsze wojny jako suwerennego prawa narodu, jak również użycia lub groźby siły jako środka rozwiązywania sporów międzynarodowych”. Konstytucja zezwalała na użycie japońskich sił jedynie w samoobronie. W tym celu utworzono w 1954 r.  tzw. japońskie siły samoobrony (Jieitai). Celem Shinzō Abe będzie zmiana art. 9, dzięki której Japonia będzie mogła posiadać armię mogącą brać udział w działaniach wojennych także poza terytorium własnego kraju. 

Zwycięstwo prawicowej koalicji w Japonii zostało z zadowoleniem przyjęte także na Tajwanie. W depeszy gratulacyjnej wysłanej japońskiemu premierowi prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen stwierdziła, że wygrana PLD „jeszcze bardziej umocni relacje Japonii i Tajwanu”.
Gazeta Polska Codziennie

Sojusz USA z Japonią niezagrożony

W weekend z wizytą w Stanach Zjednoczonych przebywał premier Japonii Shinzō Abe. W czasie rozmowy z prezydentem USA Donaldem Trumpem politycy poruszyli m.in. temat przeciwdziałania zagrożeniom w Azji związanym z działaniami sił zbrojnych Chin i Korei Północnej. Ponadto premier Abe zapowiedział rozszerzenie japońskich inwestycji w USA, Donald Trump zaś zadeklarował, że jeszcze w tym roku odwiedzi Tokio.

Do tej pory Donald Trump wzbudzał niepokój u japońskich władz. Chodziło m.in. o wypowiedzi republikanina w czasie kampanii prezydenckiej. Zapowiadał on wówczas wycofanie wojsk USA z Azji. A to właśnie tam amerykańska armia, wraz ze swoimi sojusznikami, m.in. Japonią i Koreą Południową, stanowi przeciwwagę dla rosnących w siłę Chin. Trump zadziwił także rząd w Tokio, mówiąc, że Japonia i Korea Południowa powinny więcej płacić za amerykańskie bazy w swoich krajach. Japonia już teraz przelewa z tego tytułu do kasy Waszyngtonu 2 mld dol. rocznie, co pokrywa połowę kosztów stacjonowania wojsk USA w tym kraju. Tokio było również rozczarowane decyzją prezydenta Trumpa o wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z Transpacyficznej Umowy o Wolnym Handlu (TPP).

Jednak napięta sytuacja w regionie Azji i Pacyfiku, związana m.in. z ekspansją Chin na wodach Morza Południowochińskiego i Wschodniochińskiego, oraz rozwijany przez Koreę Północną program nuklearny sprawiły, że Abe chciał porozmawiać z przywódcą Białego Domu, by rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące przyszłej współpracy. Po raz pierwszy obaj politycy spotkali się w listopadzie ub.r. Wówczas premier Japonii zapewnił, że darzy zaufaniem nowe władze USA. Kolejne spotkanie Trump-Abe zorganizowane w miniony weekend potwierdziło, że sojusz Japonii i Stanów Zjednoczonych ma się bardzo dobrze.

Na konferencji prasowej po spotkaniu w Białym Domu obaj przywódcy potwierdzili, że Japonię i Stany Zjednoczone łączą przyjazne stosunki. – Nasz sojusz to kamień węgielny pokoju i stabilności w regionie Pacyfiku – stwierdził w weekend Trump. Dodał, że Waszyngton potwierdził swoje zobowiązania co do zagwarantowania bezpieczeństwa Japonii i wszystkich obszarów pozostających pod jej kontrolą administracyjną. W międzyczasie Trump poinformował, że przyjął zaproszenie od premiera Abe i jeszcze w tym roku uda się z wizytą do Japonii.

Odnośnie do kwestii gospodarczych obaj przywódcy stwierdzili, że po wycofaniu się USA z TPP Waszyngton i Tokio będą prowadzili rozmowy na temat budowy alternatywnej dwustronnej umowy o wolnym handlu. Japońskiemu premierowi w wizycie w USA towarzyszyli minister finansów Tarō Asō i minister spraw zagranicznych Fumio Kishida. Przedstawili oni pakiet przedsięwzięć, które zdaniem Japonii mogą stworzyć w USA ok. 700 tys. miejsc pracy drogą prywatno-publicznego inwestowania w infrastrukturę. Japońska firma Sharp i jej tajwański właściciel firma Foxconn mają w pierwszej połowie 2017 r. wybudować w USA fabrykę ekranów LCD. Będzie to inwestycja o wartości 7,1 mld dol.
Gazeta Polska Codziennie

Historyczna wizyta premiera Japonii w Pearl Harbor

We wtorek Shinzō Abe jako pierwszy urzędujący premier Japonii złożył hołd ofiarom japońskiego ataku na Pearl Harbor w 1941 r. Przy okazji tego wydarzenia ustępujący prezydent Barack Obama i amerykańskie media podkreślali wagę sojuszu USA z Japonią. Wizytę w Pearl Harbor negatywnie odebrał Pekin.

Jeszcze przed wylotem na Hawaje japoński premier stwierdził, że udaje się do historycznej bazy marynarki wojennej USA, ponieważ „nie możemy drugi raz powtórzyć koszmaru wojny”. We wtorek, w drugim dniu wizyty Shinzō Abe na Hawajach, szef japońskiego rządu złożył hołd ofiarom ataku na Pearl Harbor przy pomniku USS Arizona Memorial, który upamiętnia ponad 1,1 tys. amerykańskich marynarzy poległych na pokładzie pancernika USS „Arizona”, zatopionego w tym miejscu przez japońskie lotnictwo w 1941 r. Shinzō Abe jako pierwszy premier japońskiego rządu złożył hołd ofiarom tych tragicznych wydarzeń.

W uroczystości wziął także udział prezydent Barack Obama, który podkreślał, że ostatecznie Stany Zjednoczone i Japonia wybrały pokój i przyjaźń. – Z biegiem lat nasza współpraca się pogłębia. Łączą nas nie tylko wspólne interesy, lecz także działania na rzecz światowego bezpieczeństwa, mające przeciwdziałać kolejnym wojnom – mówił amerykański przywódca.

W USA wizytę Shinzō Abe w Pearl Harbor odebrano pozytywnie. Amerykańskie pismo „The National Interest” określiło złożenie hołdu ofiarom japońskiego ataku przez premiera Abe jako „bardzo ważne wydarzenie” i historyczną szansę dla japońskiego premiera na „umocnienie wschodzącej roli Tokio w sojuszu poprzez odejście od dziedzictwa przeszłości”. Autorzy artykułu piszą też, że to właśnie Japonia może ponownie uczynić amerykański zwrot ku Azji wielkim wydarzeniem. Od momentu dojścia do władzy premier Abe wzmacnia zdolności obronne Kraju Kwitnącej Wiśni poprzez likwidację powojennych ograniczeń nałożonych na japoński system bezpieczeństwa. Kulminacją tych działań było przyjęcie przez japoński parlament ustawy rozszerzającej rolę armii, w wyniku czego po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej zezwolono na użycie japońskiego wojska poza granicami kraju w obronie sojuszników. Kilka tygodni temu po raz pierwszy od czasów wojny uzbrojone jednostki Japońskich Sił Samoobrony zostały wysłane za granicę – będą wspomagały pokojowe siły ONZ-etu i chroniły cywilów w Sudanie Południowym.

Japonia zniosła także obowiązujący prawie pół wieku zakaz eksportu swojej broni za granicę.

Rezultatem stanowczej polityki zagranicznej premiera Shinzō Abe jest także jego spotkanie z prezydentem elektem Donaldem Trumpem już kilka dni po wygranej kandydata Republikanów. Doszło do niego jeszcze zanim Trump, już w nowej roli, spotkał się z Obamą. Po półtoragodzinnej dyskusji z prezydentem elektem premier Japonii opisał spotkanie z Trumpem jako przebiegające w przyjaznej atmosferze i zapewnił, że ma ogromne zaufanie do nowego prezydenta USA.

Według „The National Interest” wizyta Shinzō Abe w Pearl Harbor to kolejny sygnał dla Waszyngtonu, że Tokio jest gotowe, by być stałym i aktywnym elementem amerykańskiego systemu bezpieczeństwa.

Przy okazji uroczystości w Pearl Harbor doszło do rozmów premiera Abe z prezydentem Obamą, dotyczących m.in. ostatnich niepokojących ruchów militarnych ze strony Pekinu. Ministerstwo obrony Tajwanu poinformowało w poniedziałek, że chiński lotniskowiec „Liaoning” i pięć okrętów wojennych przepłynęły w odległości 90 mil morskich na południe od Tajwanu.

Pekin bagatelizuje wydarzenie, określając je jako „rutynowe ćwiczenia”. Za to ostro krytykuje wizytę premiera Abe w Pearl Harbor, twierdząc, że to „nieszczera próba rozgrzeszenia” Japonii z jej wojennych działań. Szef chińskiego MSZ-etu Wang Yi powiedział we wtorek, że jeśli japoński premier ma nadzieję wykorzystać swoją wizytę jako rozliczenie rachunków za działania Japonii w czasie II wojny światowej, to jest to „pobożne życzenie”.

Rzeczniczka MSZ-etu ChRL Hua Chunying dodała zaś, że „japońscy przywódcy powinni przestać stosować wykręty i uniki, a zamiast tego zaprezentować odpowiedzialną postawę wobec historii i przyszłości, głęboko i szczerze przemyśleć historię agresywnej wojny i jasno zerwać z przeszłością”.

Putin ostudził nadzieję Tokio na przełom

Pod koniec ub. tygodnia odbyła się dwudniowa wizyta w Japonii prezydenta Rosji Władimira Putina. Mimo że zawarto podczas niej liczne umowy gospodarcze, nie osiągnięto przełomu w kwestii sporu wokół Wysp Kurylskich. Według mediów japońskich, Putin, a także i Pekin, dały jasny sygnał, że na drodze naprawy relacji na linii Moskwa–Tokio stoi japoński sojusz z Waszyngtonem.
W czasie dwudniowych rozmów przywódców Japonii i Rosji poruszono wiele tematów, w tym sytuację w Syrii i na Ukrainie, oraz spór wokół Wysp Kurylskich.
Zapowiedziano m.in. powołanie rosyjsko-japońskiego funduszu inwestycyjnego z kapitałem 1 mld dol. W planach funduszu znalazło się 20 wspólnych projektów, takich jak poprawa infrastruktury portowej w azjatyckiej części Rosji, wspólne projekty badawcze dot. eksploatacji surowców energetycznych w obszarze przylegającym do Arktyki, otwarcie stałego połączenia kolejowego łączącego Rosję z Japonią, które przewiduje m.in. utworzenie infrastruktury umożliwiającej regularne kursy pociągów z Rosji kontynentalnej na Sachalin itp.
Spór o Kuryle
Jednak premier Shinzō Abe liczył przede wszystkim na przełom w sporze o Kuryle. To właśnie zatarg o cztery wyspy tego archipelagu: Kunaszyr, Szykotan, Iturup i Habomai, sprawił, że Rosja i Japonia nie podpisały jeszcze traktatu pokojowego po drugiej wojnie światowej.
Choć w trakcie wizyty Putina w Japonii, przywódcy obu państw zgodzili się na podjęcie wielopłaszczyznowej współpracy na obszarze spornych wysp, chodzi m.in. o ruch bezwizowy, wspólne inwestycje i wymianę kulturalną, a także utworzenie specjalnej strefy ekonomicznej, to plan Abe okazał się nierealny.
Japonia obawia się rosnącego znaczenia Chin w regionie, a także rosnących roszczeń Państwa Środka na Morzach Południowochińskim i Wschodniochińskim i dlatego dla przeciwwagi Shinzō Abe stara się budować i wzmacniać sojusze w regionie. Premier Japonii liczył na to, że uda się uzyskać ustępstwa ze strony rosyjskiej co do czterech z Wysp Kurylskich, oferując Rosji, dotkniętej sankcjami nałożonymi przez państwa zachodnie, korzyści gospodarcze. Tym samym nastąpiłaby poprawa relacji japońsko-rosyjskich, co z pewnością nie byłoby na rękę Pekinowi. Od września br. trwały konsultacje Mos­kwy z Tokio ws. intensyfikacji kontaktów międzypaństwowych na najwyższym szczeblu. Jednak pod koniec listopada br. Rosja zainstalowała systemy rakietowe Bastion i Bał na dwóch wyspach w archipelagu kurylskim: Iturup i Kunaszyr, co do których prawa rości sobie także Japonia. Był to już jasny sygnał, że do porozumienia daleko.
Na piątkowej konferencji prasowej w Tokio prezydent Rosji powiedział, że jego kraj może złagodzić zasady dotyczące wizyt obywateli Japonii na spornym archipelagu. Do tej pory bez wiz na wyspy mogli przyjeżdżać tylko Japończycy, których krewni spoczywają na miejscowych cmentarzach.
Nic dziwnego, że zrezygnowany Abe na tej samej konferencji mógł tylko powiedzieć: „Problem nie zostanie rozwiązany, jeśli każdy z nas będzie po prostu tkwił przy swoich argumentach”.
Kara za sojusz z USA
Japońskie media w większości donosiły o rozczarowaniu rezultatami rozmów Abe z Putinem. Gazeta „Asahi Shimbun” pisze, że Shinzō Abe łudził się, iż możliwe jest rozwiązanie kwestii Wysp Kurylskich i źle odczytał intencje Putina. Prezydent Rosji i jego administracja jasno dali do zrozumienia, że kontraktami gospodarczymi nic się tu nie ugra i że Rosji w poprawie relacji z Japonią przeszkadza bliski sojusz Tokio z Waszyngtonem. „Chociaż Abe może uwierzył, że Putin miał pewne zrozumienie dla sojuszu Japonii ze Stanami Zjednoczonymi, to twarda postawa Rosji zaprezentowana w listopadzie br. wyraźnie pokazuje, że założenie to było błędne” – pisze japoński dziennik.
Putin w wywiadzie dla stacji Nippon TV dał jasny sygnał, jakie relacje chciałby mieć z Japonią – takie jak „partnerstwo z Chinami”, zakładające „wysoki stopień zaufania politycznego między dwoma krajami oraz wspólne spojrzenie na najważniejsze problemy międzynarodowe”. W ostatnim okresie Rosja i Chiny nie tylko zacieśniają swoją współpracę, ale także próbują wciągnąć inne kraje w budowę projektu euroazjatyckiego. To chińsko-rosyjskie kondominium ma być przeciwwagą dla USA.
Również media w Chinach, pisząc o wizycie Putina w Japonii, stwierdziły, że naprawie relacji japońsko-rosyjskich nie służy bliski sojusz Tokio z Waszyngtonem. Według komunistycznego dziennika „Global Times”, sojusz Japonii z USA „obrócił wniwecz” wizytę Putina.
Seria skandali
W trakcie wizyty Putina nie obyło się bez skandali z obu stron. Spotkanie z premierem Shinzō Abe w znanym z gorących źródeł kurorcie Nagato na południu kraju rozpoczęło się z prawie trzygodzinnym opóźnieniem ze względu na spóźniony przylot Putina. Dodatkowo rosyjski prezydent odmówił przyjęcia prezentu od strony japońskiej – psa rasy akita. Wizycie Putina towarzyszyły też protesty japońskich prawicowych działaczy, wznoszących okrzyki i niosących transparenty z napisami „Putin wracaj do domu” czy „Oddaj nam nasze wyspy”. Strona japońska miała też odwołać początkowo planowaną audiencję Władimira Putina u cesarza Japonii Akihito.
Gazeta Polska Codziennie

Trump rozwiał tokijskie obawy

W czwartek prezydent elekt Stanów Zjednoczonych Donald Trump spotkał się w Nowym Jorku z japońskim premierem Shinzō Abe. Była to pierwsza po ubiegłotygodniowych wyborach prezydenckich osobista rozmowa Trumpa z przywódcą obcego państwa. Po półtoragodzinnej dyskusji premier Japonii opisał spotkanie z Trumpem jako przebiegające w przyjaznej atmosferze. Zapewnił, że ma ogromne zaufanie do nowego prezydenta USA.

W 90-minutowym spotkaniu, choć pierwotnie miało ono trwać o połowę krócej, oprócz prezydenta elekta USA i japońskiego premiera oraz jego tłumacza wzięli udział także córka Trumpa Ivanka i jej mąż Jared Kuchner. Rozmowy zorganizowano w Trump Tower, 262-metrowym wieżowcu należącym do rodziny nowego szefa Białego Domu. – Bez zaufania pomiędzy naszymi narodami nasz sojusz nie mógłby funkcjonować w przyszłości – powiedział dziennikarzom Shinzō Abe po zakończonym spot­kaniu z Trumpem. Premier Japonii odmówił jednak odpowiedzi na pytanie, czego konkretnie dotyczyła rozmowa z prezydentem elektem. Dodał jedynie, że przedstawił swoje „podstawowe poglądy na pewne kwestie i uzgodnił, iż niedługo między politykami dojdzie do kolejnego spotkania, podczas którego nastąpi bardziej pogłębiona dyskusja”. Równie powściągliwy w komentarzach był sam Donald Trump. Na swoim profilu w portalu społecznościowym zamieścił jedynie krótki wpis, że cieszy się z rozmów z Shinzō Abe, i przekonywał o przyjaźni między Waszyngtonem a Tokio.

Wyjaśnić obawy z kampanii

Zaraz po ogłoszeniu wyników wyborów w USA strona japońska dążyła do zorganizowania szybkiego spotkania z amerykańskim prezydentem elektem. Tokio wyrażało głębokie obawy w związku z niektórymi wypowiedziami Trumpa w czasie jego kampanii wyborczej. Chodziło m.in. o sugestie republikanina, że wojska USA mogą wycofać się z Azji. A to właśnie tam amerykańska armia, wraz ze swoimi sojusznikami, m.in. Japonią i Koreą Południową, stanowi przeciwwagę dla rosnących w siłę Chin. Shinzō Abe stoi na stanowisku, że ewentualny amerykański izolacjonizm doprowadzi do chińskiej dominacji w regionie. Trump zadziwił także rząd w Tokio, mówiąc, że Japonia i Korea Południowa powinny więcej płacić za amerykańskie bazy w swoich krajach. Japonia już teraz przelewa do kasy USA z tego tytułu ok. 2 mld dol. rocznie, co pokrywa połowę kosztów stacjonowania wojsk amerykańskich w tym kraju.

Ponadto Donald Trump zapowiedział kilka tygodni temu, że Stany Zjednoczone nie przystąpią do Partnerstwa Transpacyficznego (TPP), czyli wielostronnej umowy regulującej zasady handlu przez dwanaście krajów w regionie Azji i Pacyfiku. Uzgodnienie TPP, które nastąpiło w październiku 2015 r., było jednym z głównych celów strategii handlowej administracji ustępującego prezydenta USA Baracka Obamy oraz właśnie Shinzō Abe. Umowa TPP miała też być najbardziej konkretnym elementem strategii „zwrotu ku Azji”, którą Obama ogłosił w 2012 r., jako przeciwwagi dla rosnącej potęgi Chin. Trump w czasie swojej kampanii nazwał Partnerstwo TPP katastrofą, która jest korzystna dla wszystkich międzynarodowych korporacji, z wyjątkiem tych amerykańskich. Gdyby umowa TPP nie doszła jednak do skutku, ucieszyłoby to z pewnością Chiny, które nie są sygnatariuszem Partnerstwa Transpacyficznego i planują utworzenie własnej wymiany handlowej w rejonie Pacyfiku.

Armia jednoczy polityków

Mimo wielu różnic Shinzō Abe i Donald Trump podzielają stanowisko dotyczące sukcesywnego dozbrajania krajowych wojsk. Japoński przywódca od momentu dojścia do władzy w 2012 r. zapowiadał odwrót od pacyfizmu, który narzuciła Japonii opracowana w 1946 r. przez amerykańskich prawników konstytucja. W ubiegłym roku wyższa izba parlamentu Japonii przyjęła ustawę rozszerzającą rolę armii, zezwalając po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej na użycie wojska poza granicami kraju w obronie sojuszników. Za rządów Shinzō Abe z roku na rok rosną także wydatki na armię. W tym roku mają one wynieść prawie 50 mld dol.

Do Peru na rozmowy z Putinem

Zaraz po spotkaniu z Trumpem Shinzō Abe wyleciał na rozpoczynający się w sobotę w Peru szczyt Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku (APEC). Tu japoński premier ma się spotkać z prezydentem Rosji Władimirem Putinem i dyskutować na temat roszczeń obu krajów co do kilku Wysp Kurylskich. Spór o te tereny sprawił, że Rosja i Japonia nie podpisały jeszcze traktatu pokojowego po II wojnie światowej. W komentarzu, jaki ukazał się w konserwatywnym japońskim dzienniku „Yomiuri Shimbum”, stwierdzono, że wśród japońskich polityków panuje przekonanie, iż sygnały płynące ze strony Trumpa o chęci polepszenia relacji rosyjsko-amerykańskich stwarzają także nadzieję dla Tokio. Michael Flynn, były szef amerykańskiej Agencji Wywiadu Wojskowego (DIA), a obecnie wiceprzewodniczący zespołu przejściowego Trumpa i przyszły prezydencki doradca ds. bezpieczeństwa narodowego, podczas swojej wizyty w Japonii w październiku br. stwierdził, że dobrze rozumie stanowisko władz Tokio, dążących do porozumienia z Rosją.
Gazeta Polska Codziennie

Shinzo Abe idzie na wojnę

Żołnierze japońscy wezmą udział w amerykańsko-australijskich manewrach, które w lipcu tego roku odbędą się w Australii. Konserwatywny przywódca Kraju Kwitnącej Wiśni Shinzo Abe realizuje obietnice wyborcze – odejście od pacyfizmu, pogłębianie dotychczasowych sojuszów, budowanie silnej pozycji Japonii w sferze militarnej, a przede wszystkim stawienie czoła ekspansywnym Chinom. Sukces Abe jest tym większy, że jeszcze kilka lat temu mówiono o nim jako o polityku przegranym.

W japońsko-australijsko-amerykańskich manewrach, które zaplanowano na 7–21 lipca, będzie uczestniczyło 27 tys. żołnierzy, w tym kontyngent z Japonii liczący 40 żołnierzy. Coraz większa wojskowa obecność Japonii w Azji to odpowiedź na kroki, jakie podejmuje w regionie Pekin. Chiny budują m.in. sztuczne wyspy na Morzu Południowochińskim, na których mają znaleźć się bazy wojskowe. Ponadto Pekin i Tokio od lat toczą spór o kontrolowane przez Japonię wyspy Senkaku na Morzu Wschodniochińskim.
W trakcie kwietniowej wizyty Shinzo Abe w USA sekretarz stanu John Kerry zapewnił, że Waszyngton podtrzymuje swoje zobowiązanie do obrony wszystkich terytoriów pozostających pod administracją Japonii, w tym także wysp Senkaku. Na takie ujęcie sprawy – wymienienie z nazwy wysp Senkaku, której to nazwy Chiny nie uznają – nie zdobyła się żadna poprzednia administracja USA.
Sojusz wojskowy USA-Japonia
O wzmacnianiu się sojuszu pomiędzy Tokio i Waszyngtonem świadczy nie tylko ta deklaracja amerykańskiego polityka czy przemówienie Shinzo Abe jako pierwszego w historii japońskiego premiera przed obiema izbami Kongresu Stanów Zjednoczonych. Wizyta premiera Abe w USA została uznana za historyczną, bo po raz drugi dokonano rewizji zasad obowiązującego od 1960 r. japońsko-amerykańskiego sojuszu wojskowego (pierwszych korekt dokonano w 1997 r.). Traktat o współpracy w dziedzinie obrony zobowiązywał dotychczas USA do niesienia pomocy Japonii w razie zaatakowania jej przez jakiekolwiek państwo. Jednak w myśl nowych ustaleń sojuszniczych Kraj Kwitnącej Wiśni będzie zobowiązany do zapewnienia wsparcia logistycznego armii amerykańskiej zaangażowanej w konflikty zbrojne poza bezpośrednim sąsiedztwem Japonii, np. na Morzu Południowochińskim. Tokio ma także chronić amerykańskie bazy w Azji i będzie mogło przyjść z pomocą siłom USA zagrożonym np. na Bliskim Wschodzie.
Rozszerzona samoobrona
By móc zmienić zasady sojuszu z USA, Japonia musiała dokonać reinterpretacji konstytucji. Jej pacyfistyczne zapisy ograniczały armię Japonii do sił samoobrony (Jieita), którym zezwalały udzielać wsparcia armii amerykańskiej tylko wtedy, gdy uczestniczyła ona w działaniach obronnych Kraju Kwitnącej Wiśni. Dlatego konserwatywny rząd premiera Shinzo Abe zatwierdził w lipcu 2014 r. nową wykładnię konstytucji. W myśl tej interpretacji japońska armia może działać w ramach tzw. zbiorowej samoobrony, czyli może użyć siły w obronie zaatakowanych sojuszników, nawet jeśli Japonia nie zostanie zaatakowana bezpośrednio.
Shinzo Abe poszerza wpływy Japonii i stawia wyzwanie Chinom nie tylko w sferze militarnej. Kilka dni temu japoński premier ogłosił, że Japonia zwiększy inwestycje w infrastrukturę w Azji i przeznaczy na to 100 mld dol. Jest to odpowiedź na chińską inicjatywę, Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB), do którego przystąpiło 57 państw, w tym Niemcy, Rosja i Polska. Ostateczny kapitał tego banku ma wynosić 100 mld dol. USA i Japonia nie przystąpiły do chińskiego projektu ze względu na wątpliwości, jakie budzą standardy zarządzania bankiem oraz procedury selekcji instytucji kwalifikujących się do uzyskania kredytu z AIIB.
Niskie podatki – silna rodzina
Shinzo Abe, który używa Facebooka do bezpośredniego komunikowania się z Japończykami i ze względu na swój dynamizm nazywany jest „prawicowym jastrzębiem”, konsekwentnie realizuje swoją misję, którą opisał w książce „Ku pięknemu krajowi – moja wizja dla Japonii”. Chodzi o propagowanie wartości konserwatywnych, zmniejszenie liczby urzędników państwowych, cięć podatkowych, silnej armii i sprzeciwianie się złu, jakim są komunizm i terroryzm.
Akceptacja społeczna dla poczynań premiera może dziwić, gdy weźmie się pod uwagę, że jeszcze w 2007 r. – po roku sprawowania stanowiska premiera i po porażce w wyborach do wyższej izby parlamentu – podał się do dymisji i uważano go za polityka skończonego.
W grudniu 2012 r. prawicowa partia Shinzo Abe, Partia Liberalno-Demokratyczna (PLD), pokonała socjalistów i Abe znów stanął na czele rządu. Od tego momentu można mówić o paśmie wyborczych sukcesów konserwatystów w Japonii.
Gazeta Polska Codziennie

Kraj Kwitnącej Wiśni kończy z pacyfizmem

W przemówieniu otwierającym pierwszą po lipcowych częściowych wyborach do Senatu sesję parlamentu konserwatywny premier Shinzo Abe zapowiedział odwrót od pacyfizmu, który dotychczas cechował politykę zagraniczną kraju. Według niego nadszedł czas, „aby być realistą”.
Lider Partii Liberalno-Demokratycznej (PLD), który stanął na czele rządu po przedterminowych wyborach do izby niższej (Izby Reprezentantów) w grudniu ub.r., dodał, że aby Japonia mogła zmierzyć się z zagrożeniami płynącymi ze strony Korei Płn. czy Chin, z którymi władze w Tokio toczą konflikt terytorialny o wyspy Senkaku na Morzu Południowochińskim, konieczne jest zaostrzenie polityki zagranicznej i wykreślenie zapisu z konstytucji o rezygnacji z działań wojennych. Chodzi o zmianę interpretacji art. 9 konstytucji, tak by Japonia miała prawo do posiadania sił zbrojnych. Przy okazji zapowiedział utworzenie rady ds. bezpieczeństwa przy rządzie, która będzie pełniła funkcję centrum doradzania w kwestiach obronnych i dyplomatycznych. Obiecał też kontynuację tzw. abenomics, czyli polityki gospodarczej polegającej na zwiększaniu podaży pieniądza, podnoszeniu wydatków budżetowych i reformach strukturalnych.
We wtorek obie izby parlamentu zebrały się po raz pierwszy od lipcowego zwycięstwa PLD i ich koalicjanta, Nowe Komeito, w częściowych wyborach do Senatu (Izba Radców). Dzięki temu PLD i Nowe Komeito mają większość w obu izbach, co powinno im ułatwić zmianę konstytucji. Wtorkowe przemówienie japońskiego premiera zostało ostro skrytykowane przez Pekin, który ostrzegł, że twarda postawa i agresywna retoryka Abe „może doprowadzić do otwartego konfliktu z Chinami”.
GPCodziennie

Wielkie zwycięstwo konserwatystów

Niedzielne wybory do wyższej izby japońskiego parlamentu wygrały rządząca konserwatywna Partia Liberalno-Demokratyczna premiera Shinzo Abego i jej partner koalicyjny Nowe Komeito.
Koalicja rządowa będzie miała teraz 135 miejsc w Izbie Radców, czyli o 6 więcej niż wymagana większość. Oznacza to, że po raz pierwszy od sześciu lat partia rządząca będzie miała pełną kontrolę nad całym Zgromadzeniem Narodowym.
Frekwencja wyborcza wyniosła 52,61 proc. Główna siła opozycji, Partia Demokratyczna, poniosła porażkę i straciła prawie 30 miejsc w izbie wyższej. Zwycięstwo daje Abe silny mandat m.in. na realizację tzw. abenomics, czyli polityki gospodarczej polegającej na zwiększaniu podaży pieniądza, podnoszeniu wydatków budżetowych i przeprowadzaniu reform strukturalnych. – Będziemy kontynuowali dotychczasowe reformy, gdyż zaczynają one przynosić pozytywne rezultaty – podkreślił Abe po ogłoszeniu wyniku wyborów. Kadencja Izby Radców w Japonii trwa sześć lat, ale co trzy lata odnawiana jest połowa jej składu.
Zwycięstwo japońskich konserwatystów zostało chłodno przyjęte w Chinach. Czołowe media chińskie ukazywały Abe jako „niebezpiecznego polityka”, którego twarde stanowisko w sporach terytorialnych z Państwem Środka może doprowadzić do otwartego konfliktu. Japoński premier rozwścieczył Pekin, gdy w kwietniu tego roku podpisał z rządem Tajwanu umowę zezwalającą tajwańskim rybakom na połowy w rejonie wysp Senkaku. Ta grupa niewielkich wysepek na Morzu Wschodniochińskim jest przedmiotem sporu pomiędzy Japonią i Chinami. Na terenach, które Pekin uważa za swoje, będą pływały statki pod banderą Tajwanu, który zdaniem ChRL jest jedną z chińskich prowincji.
GPCodziennie

Triumfalny powrót japońskiej prawicy


Konserwatywna Partia Liberalno-Demokratyczna odniosła miażdżące zwycięstwo nad lewicą w wyborach parlamentarnych w Japonii. Zaraz po ogłoszeniu wstępnych wyników premier Yoshihiko Noda na znak osobistej odpowiedzialności za odniesioną porażkę zrezygnował ze stanowiska lidera przegranej Partii Demokratycznej.

A miało być tak pięknie; lewicowe media na Zachodzie były zachwycone, gdy w 2009 r. pierwszy raz do władzy w Japonii doszli socliberałowie z Partii Demokratycznej (DP); DP prowadziła wtedy kampanię pod hasłem à la Obama, czyli: „Zmienimy Japonię” i obiecała położyć kres wpływom amerykańskim w Kraju Kwitnącej Wiśni, który od tej pory miał otworzyć się przed Azją, a zwłaszcza Chinami. Japońska lewica zapowiadała zwiększenie opieki społecznej, wzrost krajowego popytu i wskaźnika urodzeń (Japonia ma największą liczbę ludzi starszych i najniższy ludzi młodych na świecie) i redukcję bezrobocia. Gdy w połowie 2010 r. PD próbowała przeforsować usunięcie amerykańskich baz z Okinawy, spotkała się z ostrym sprzeciwem administracji USA, a ówczesny premier Yukio Hatoyama podał się do dymisji. Jego następca Naoto Kan odpuścił sobie temat baz, ale w międzyczasie okazało się, że jego administracja nie była w stanie poradzić sobie z kryzysem, jaki nastąpił po tsunami i awarii w elektrowni jądrowej w Fukushimie. Kan odszedł, a jego miejsce na czele socjalliberalnego rządu zajął Yoshihiko Noda. Gdy Noda podniósł VAT z 5 do 10 proc., Japończycy mieli już dość lewicowych rządów. W wyborach 16 grudnia pożegnali socjalistów. Do władzy wraca prawicowa Partia Liberalno-Demokratyczna (PLD), która zdobyła 294 z 480 miejsc w parlamencie. Sojusznik konserwatystów, niewielka partia Nowe Komeito, wspierana przez buddyjską organizację Soka Gakkai, uzyskala 31 mandatów. Rządzący przez ostatnie trzy lata Japonią socliberałowie z Partii Demokratycznej zdobyli zaledwie 57 mandatów (w wyborach w 2009 r. uzyskali 230 miejsc!). 26 grudnia nowym premierem Japonii został lider PLD Shinzo Abe.
Konserwatysta z krwi i kości
Shinzo Abe pochodzi z rodziny o silnych tradycjach politycznych. Jest synem Shintaro Abe, byłego ministra spraw zagranicznych i wnukiem premiera Nobusuke Kishi. Abe ukończył politologię na amerykańskiej uczelni University of North Carolina, w latach 2005–2006 był sekretarzem kancelarii premiera Junchiro Koizumi, porównywanego często do Margaret Thatcher. Piastując to stanowisko, Abe uczestniczył m.in. w tworzeniu projektu ustawy, która jako cel edukacji wyznaczała „kształcenie w duchu miłości ojczyzny, respektowania tradycji, kultury, a także innych narodów”. Za promowanie „uczuć patriotyzmu i ducha obywatelskiego” ustawę krytykowała partia komunistyczna w Japonii, ale także komuniści w ChRL.

Funkcję premiera Japonii Shinzo Abe po raz pierwszy sprawował w latach 2006–2007. Podał się do dymisji po porażce w wyborach do wyższej izby parlamentu. „Jako polityk poniosłem porażkę, ale właśnie dlatego dziś jestem gotowy poświęcić wszystko dla Japonii” – wspominał niedawno klęskę z 2007 r.
W wydanej rok wcześniej książce pt. „Ku pięknemu krajowi – moja wizja dla Japonii” Abe pisze, iż wierzy w wartości konserwatywne i że tylko mały rząd, cięcia podatkowe, silna obrona narodowa, promowanie wartości rodzinnych, sprzeciwianie się złu, jakim są komunizm i terroryzm, mogą gwarantować Japonii sukces.
Powrót do energii jądrowej
W trakcie zeszłorocznej kampanii Abe zapowiedział zaostrzenie kursu wobec Chin, z którymi Japonia toczy spór o wyspy archipelagu Senkaku. Jest to niemal niezamieszkany archipelag, na terenie którego mogą znajdować się duże złoża ropy naftowej i gazu.
Gdy w połowie grudnia ub.r. chiński samolot patrolowy po raz pierwszy w historii naruszył przestrzeń powietrzną nad spornymi wyspami administrowanymi przez Japonię, Abe zapowiedział, że „za rządów PLD taka sytuacja nie będzie miała miejsca”. Polityk pragnie zmienić pacyfistyczną konstytucję, która nie pozwala Japonii na własną armię (istnieją tylko dobrze wyposażone siły samoobrony) i zwiększyć wydatki na obronność, które socjaliści drastycznie uszczuplili. Przywódca konserwatystów uważa, że Japonia powinna odgrywać większą rolę w sprawach globalnego bezpieczeństwa, a jej siły powinny nie tylko uczestniczyć w samoobronie kraju, ale i być gotowe przyjść z pomocą militarną swoim sojusznikom.

Urodzony w 1952 r. lider PLD często podkreśla, że czas już zamknąć rozdział wojenny i że trzeba budować „normalną Japonię”. A według Abe, tak długo jak będzie obowiązywał 9. artykuł konstytucji niepozwalający na posiadanie armii ani na użycie sił poza krajem, Japonii do tej normalności daleko. Tuż po ogłoszeniu wyborów Shinzo stwierdził, że ma nadzieję na rozwiązanie sporu terytorialnego z Rosją odnośnie do południowej części Wysp Kurylskich. „Liczę na rozwiązanie sporu terytorialnego między naszymi krajami i podpisanie traktatu pokojowego” – powiedział przyszły premier. Abe zapowiedział też, że Japonia niemająca własnych surowców energetycznych, nie zrezygnuje z energetyki jądrowej. W kampanii wyborczej PLD zadeklarowała, że będzie dążyć do ponownego uruchomienia reaktorów jądrowych (wyłączonych po wielkim trzęsieniu ziemi wiosną 2011 r.), gdy tylko spełnione zostaną dodatkowe wymagania bezpieczeństwa.
Ale najtrudniejszym z zadań dla Shinzo Abe i jego rządu będzie stawienie czoła kryzysowi, jaki przeżywa Japonia. „Obiecaliśmy wydobyć Japonię z deflacji i skorygować kurs jena. Sytuacja jest poważna, ale musimy to zrobić” – mówił tuż po ogłoszeniu wyników wyborczych przyszły premier. W trakcie kampanii przywódca konserwatystów wielokrotnie apelował do Banku Japonii o „nieograniczony dodruk pieniędzy”, co ma pobudzić gospodarkę i osłabić walutę. Konserwatyści zapowiadają także duże wydatki budżetowe.

Pekin niezadowolony
Zwycięstwo konserwatystów i Shinzo Abe nie jest oczywiście mile widziane w Chinach. Agencja Xinhua pisze, że „zwycięstwo prawicy w Japonii” zaszkodzi nie tylko krajowi, ale i całemu regionowi. „Japonia, która doprowadziła do zniszczenia innych krajów azjatyckich w czasie II wojny światowej, znowu wzbudzi dużo podejrzeń wśród okolicznych krajów, jeśli obecny trend na prawo nie zostanie w porę zatrzymany” – ostrzega Xinhua. Także blogerzy w ChRL zamieszczają w internecie wiele negatywnych komentarzy na temat znanego z dość twardego stanowiska wobec Chin Shinzo Abe. Niektórzy wzywają nawet do bojkotu produktów japońskich na znak protestu wobec dojścia do władzy „radykalnego przywódcy”.
Pozytywnie na zwycięstwo konserwatystów reagują chińscy dysydenci. Podkreśla się, że Japończycy są przede wszystkim pragmatyczni i gdy eksperyment z pierwszymi lewicowymi rządami w Japonii okazał się niewypałem, szybko się z tego wycofano. „Japończycy pokazali, że mocniej niż w lewicowe fantazje i utopijną równość wierzą w to, że do bogactwa dochodzi się ciężką pracą i sprawnym zarządzaniem” – pisze w komentarzu mieszkający w USA chiński dysydent Cao Changqing.
Z wyników wyborów w Japonii zadowolony jest także Tajwan. Abe jest tu dość popularnym politykiem nie tylko wśród rządzącej partii Kuomintang, ale także wśród tajwańskich polityków popierających niepodległość wyspy. Dr Ho Szu-shen z Centrum Studiów and Japonią na tajwańskim Uniwersytecie Fujen twierdzi, że Abe jest bardzo przyjaźnie nastawiony do Tajwanu i dość często wyspę odwiedzał. W czasie swojej ostatniej wizyty w Tajpej lider konserwatystów spotkał się z prezydentem Tajwanu Ma Yingjiu; rozmawiano m.in. o możliwościach wspólnych inwestycji japońsko-tajwańskich w Azji. Abe sugerował wtedy, że miejscem docelowym takich przedsięwzięć powinny być Indie, a także Wietnam czy Birma, a nie Chiny, jak to widziała administracja tajwańska. Media na wyspie podkreślają, że za lewicowych rządów w Japonii stosunki z Tokio były dość oziębłe i obie strony liczą w tej chwili na poprawę zwłaszcza współpracy gospodarczej.

Gazeta Polska

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...