Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Pawel II. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Pawel II. Pokaż wszystkie posty

Jan Paweł II jako wzór przywództwa. Co naprawdę mówi wpis Donalda Trumpa

 W opublikowanym przesłaniu z okazji rocznicy śmierci św. Jana Pawła II Donald Trump nie napisał jedynie kurtuazyjnego hołdu dla wielkiego Papieża. To nie jest tekst, który ma wyłącznie wspominać przeszłość. To świadomie skonstruowany komunikat polityczny i cywilizacyjny — taki, który mówi więcej o teraźniejszości i przyszłości niż o historii.

To także opowieść o sile przywództwa opartego na wartościach. Jan Paweł II staje się tu symbolem lidera, który potrafi nadać sens zbiorowemu doświadczeniu narodu i przekuć duchową energię w realną zmianę polityczną. I właśnie w tym miejscu zaczyna się właściwy sens całego przesłania.

Kiedy Trump pisze, że Ameryka „również dziś tęskni za Bogiem” i że kultura została „wydrążona”, dokonuje wyraźnego przeniesienia. Zestawia doświadczenie społeczeństw żyjących pod komunizmem z dzisiejszym kryzysem Zachodu. Nie chodzi tu o proste porównanie systemów politycznych, lecz o diagnozę stanu ducha. W jego ujęciu współczesne Stany Zjednoczone nie cierpią z powodu braku wolności formalnej, lecz z powodu utraty fundamentów, które tę wolność kiedyś tworzyły.

W tym sensie Jan Paweł II przestaje być jedynie bohaterem przeszłości — staje się odpowiedzią na problemy teraźniejszości. Jego postać zostaje wykorzystana jako argument na rzecz potrzeby odnowy: moralnej, religijnej i cywilizacyjnej. Trump sugeruje, że wielkość państwa nie wynika wyłącznie z siły gospodarki czy armii, lecz z tego, czy potrafi ono zachować wierność wartościom, które je ukształtowały.

Nieprzypadkowy jest również silny wątek polski obecny w tym przesłaniu. Przypomnienie pielgrzymki z 1979 roku i hasła „My chcemy Boga” to coś więcej niż historyczna anegdota. To wskazanie momentu, w którym naród, pozbawiony politycznej wolności, odzyskał poczucie podmiotowości dzięki wspólnemu doświadczeniu duchowemu.

Dla relacji amerykańsko-polskich ten przekaz ma szczególne znaczenie. To nie jest język czysto dyplomatyczny, oparty na interesach czy bezpieczeństwie. To język wspólnoty wartości. Polska pojawia się tu nie jako jeden z wielu sojuszników, lecz jako kraj, który wniósł podstawowy wkład w obronę wolności i tożsamości Zachodu. W świecie coraz częściej zdominowanym przez chłodną kalkulację i transakcyjną politykę, takie odwołanie ma swoją wagę.

Dlatego ten wpis wybrzmiewa mocniej niż standardowe polityczne oświadczenia. Nie jest jedynie wspomnieniem wielkiego Papieża. Jest próbą odpowiedzi na pytanie, jakiego przywództwa potrzebuje dziś Zachód — i sugestią, że bez powrotu do fundamentów, które reprezentował św. Jan Paweł II, żadna polityczna siła nie będzie w stanie tej roli wypełnić.

Ten, który szedł za głosem sumienia

„Zawsze żyłem w przekonaniu, że sprawiedliwość wygrywa. Sprawiedliwość może ponieść klęskę w czasie naszego życia, ale w końcu w toku historii wygra” – mówił w 2000 r., odbierając Pokojową Nagrodę Nobla Kim Dae-jung (1925–2009), prezydent Korei Południowej, żarliwy katolik i człowiek, któremu życie uratował św. Jan Paweł II. Kim wierzył nie tylko w sprawiedliwość, lecz także w to – w przeciwieństwie do niedawno zmarłego twórcy Singapuru premiera Lee Kuan-yew – że państwa azjatyckie do pełnego rozwoju potrzebują demokracji i swobód osobistych.

Kim Dae-jung dorastał w czasach, gdy Korea była kolonią Japonii. Stąd swoją pierwszą pracę przyszły południowokoreański prezydent otrzymał w japońskiej firmie transportowej. Po kapitulacji Japonii w 1945 r. Półwysep Koreański został podzielony przez Związek Radziecki i Stany Zjednoczone na dwie strefy wpływów, oddzielone granicą wzdłuż 38. równoleżnika. W tym czasie urodzony po południowej stronie półwyspu Kim Dae-jung stanął na czele przedsiębiorstwa, w którym kiedyś rozpoczynał swoją karierę zawodową. Dał się poznać jako sprawny manager i szybko dorobił się pokaźnego majątku.Gdy wybuchła wojna koreańska (1950–1953) ,Kim Dae-jung wziął w niej udział. To wtedy po raz pierwszy uniknął śmierci. Schwytany przez komunistów, trafił do niewoli, udało mu się zbiec przed planowaną egzekucją. Po wojnie Kim postanowił czynnie zaangażować się w politykę. Ta decyzja splotła się z innym ważnym wyborem przyszłego prezydenta – przyjęciem katolicyzmu. W 1960 r. 35-letni Kim za namową swojego przyjaciela i mentora ks. Johna Chang-yika przyjął chrzest i imię chrześcijańskiego męczennika Thomasa More’a.W 1961 r. Kim został wybrany do Zgromadzenia Narodowego z ramienia opozycyjnej Partii Demokratycznej, której rzecznikiem został w 1963 r. Kiedy przekształciła się ona w Nową Partię Demokratyczną (1967 r.), wszedł w skład jej kierownictwa. To z ramienia tego ugrupowania w 1971 r. postanowił walczyć o stanowisko prezydenta Korei Południowej. Jego politycznym przeciwnikiem był rządzący krajem od momentu zamachu stanu w 1961 r. generał Park Chung-hee, ojciec obecnej prezydent Park Geun-hye. Park odniósł zwycięstwo, ale nie przestał traktować Kima jako swojego czołowego przeciwnika politycznego.

Drugi zamach na życie
„Żyłem i nadal żyję w przekonaniu, że Bóg jest zawsze ze mną” - powiedział Kim Dae-jung, odbierając Pokojową Nagrodę Nobla w 2000 r. Jako przykład Bożej opieki polityk podawał zawsze to, co wydarzyło się w 1973 r., gdy przebywał w Japonii. Kim został wtedy na polecenie prezydenta Parka porwany z pokoju w hotelu w Tokio przez agentów południowokoreańskiego wywiadu. Załadowano go na statek, aby potem na morzu wyrzucić za burtę. Gdy porywacze przewiązywali mu do nóg cementowe bloki, Kim zaczął się żarliwie modlić.„Kiedy miano mnie wyrzucić za burtę, pojawił się przede mną w pełnej jasności Jezus Chrystus. Przytuliłem się do Niego i prosiłem, aby mnie ocalił” – wspominał Kim Dae-jung.Dokładnie w tym samym momencie, gdy agenci mieli się pozbyć Kima, na niebie pojawił się duży amerykański helikopter, a zaraz potem w pościg za statkiem porywaczy wyruszyły Japońskie Siły Samoobrony (Jieitai). Południowokoreańscy agenci przyłapani na gorącym uczynku zrezygnowali ze swoich przestępczych intencji i odpłynęli z Kimem do portu Busan w Korei Południowej. Dziś wiadomo, że poinformowany o porwaniu prezydent Richard Nixon nakazał wysłanie amerykańskiego helikoptera, a ambasador USA w Seulu wymógł na prezydencie Parku, aby Kimowi nie spadł włos z głowy. Po kilku dniach od zajścia Kim Dae-jung trafił do swojego mieszkania w Seulu, ale nie był to koniec jego kłopotów. Od tego czasu nieraz trafiał do więzienia za swoją prodemokratyczną działalność.

Czarny okres w historii Korei Południowej
Koniec lat 70. i początek 80. okazał się bardzo tragiczny dla Korei Południowej. Coraz bardziej autorytarne rządy Parka Chung-hee budziły ogromny opór w społeczeństwie. W październiku 1979 r. prezydent Park został zamordowany przez agenta własnego wywiadu, a do władzy doszedł generał Chun Doo-hwan. To za jego rządów doszło do masakry w Kwangju – demonstracji w maju 1980 r. przeciwko wojskowej dyktaturze gen. Chuna, która została krwawo stłumiona na rozkaz dyktatora. Liczba ofiar majowych zajść nie jest ustalona, ale prawdopodobnie zabito około 2 tys. protestujących, w tym także katolickich księży. Niestety, masakra przyczyniła się także do rozwoju antyamerykańskich nastrojów w Korei Południowej. Koreańczycy liczyli, że administracja prezydenta Cartera nie poprze krwawego generała stającego na czele ich kraju. Kim Dae-jung raz tylko w ciągu swojego życia poruszył temat amerykańskiej odpowiedzialności za wydarzenia 1980 r. – było to w wywiadzie dla amerykańskiego dziennikarza Tima Shorrocka. Według Kima prezydent Carter, utwierdzony przez swojego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego Zbigniewa Brzezińskiego, widział incydent w Kwangju jako zagrożenie dla relacji, a zwłaszcza dla współpracy militarnej Korei Południowej z USA, a więc jako coś, co groziło interesom amerykańskim, i poparł dyktatora.„Gdyby Ameryka nie wysłała oddziału do Kwangju, Chun Doo-hwan nie utrzymałby się u władzy. Gdyby Amerykanie nie poparli spadochroniarzy, którzy dokonali masakry, ludzie w innych miastach też by powstali. Mogliśmy wtedy przywrócić demokrację” – powiedział Kim.Winą za wybuch powstania w Kwangju generał Chun Doo-hwan obarczył Kim Dae-junga i polityk po raz kolejny został aresztowany.

Janie Pawle II, uratowałeś mi życie
Rozpoczął się proces, w wyniku którego Kim Dae-jung, oskarżony o organizowanie buntów i konspirację w celu obalenia władzy, został 4 grudnia 1980 r. skazany na karę śmierci.Tydzień później do rąk generała Chuna trafił list od papieża Jana Pawła II z wezwaniem o łaskę dla Kima i niekaranie go za działalność polityczną. Południowokoreański dyktator odpowiedział Ojcu Świętemu 5 stycznia 1981 r., twierdząc, że Kim nie został oskarżony z powodów politycznych, lecz za to, że popełnił „zbrodnię przeciw narodowi, m.in. prowadził działalność wywrotową”. Ostatecznie jednak Chun uznał, że apel papieża o ułaskawienie oparty był na „przesłankach humanitarnych” i wyrok zamieniono najpierw na dożywocie, a zaraz potem na 20 lat więzienia. Ale papież nie poprzestał na tym. Wiadomo, że prowadził już rozmowy z nowo zaprzysiężonym prezydentem Reaganem, aby w jeszcze większym stopniu pomóc Kim Dae-jungowi. Tim Shorrock twierdzi, że Ronald Reagan zawarł pakt z generałem Chunem, według którego w zamian za zgodę na wyjazd Kim Dae-junga do USA administracja amerykańska miała nie kwestionować zasadności rządów Chun Doo-hwana.I tak w latach 1981–1985 Kim przebywał w Stanach Zjednoczonych, gdzie m.in. wykładał na Uniwersytecie Harvarda. Po powrocie w 1985 r. większość czasu spędzał w swoim domu w Seulu, jako że władze ograniczały mu swobodę ruchu. W 1987 r. w wyniku narastających protestów generał Chun zgodził się na wolne wybory prezydenckie, ale podzielona opozycja nie potrafiła wystawić jednego kandydata. Zdobywając zaledwie 36,5 proc. głosów prezydentem został kolejny generał – Roh Tae-woo. Ale proces demokratyzacji Korei Południowej już się rozpoczął. Kim Dae-jung wygrał wybory w 1997 r. i 25 lutego 1998 r. został zaprzysiężony na prezydenta, będąc zarazem pierwszym katolikiem na tym stanowisku w swoim kraju. Rządził do 2003 r. i w trakcie swojej kadencji w 2000 r. odwiedził Watykan, gdzie zwrócił się do Jana Pawła II tymi słowami: „Ojcze Święty, uratowałeś mi życie i za to jestem Tobie ogromnie wdzięczny”.

Azja też może być demokratyczna
Prezydentura Kim Dae-junga upłynęła pod znakiem działania na rzecz pokoju i pojednania z Koreą Północną. Południowokoreański przywódca spotkał się m.in. z Kim Dzong Ilem i to za jego prezydentury doszło do spotkania rodzin rozdzielonych granicą międzykoreańską. Te działania nazywane „polityką słoneczną” i całokształt aktywności na rzecz praw człowieka przyniosły mu Pokojową Nagrodę Nobla w 2000 r.W Azji Kim Dae-jung jest także pamiętany jako polityk, który głosił otwarcie, że Azjaci tak jak ludzie Zachodu mogą prosperować w demokracji.Głośny stał się spór, jaki Kim Dae-jung stoczył na łamach periodyku „Foreign Affairs” z twórcą państwowości Singapuru, byłym premierem Lee Kwan Yew. Lee w 1994 r. udzielił wywiadu amerykańskiemu dwumiesięcznikowi i bronił w nim tzw. wartości azjatyckich – całkowitej lojalności jednostek wobec władzy, rezygnacji z wolności indywidualnych w imię dążenia do stabilności i dobrobytu całego społeczeństwa, dążenie do doskonałości w nauce i technologii i wiary w silną etykę w pracy. Singapurski polityk uważał, że różnice kulturowe powodują, że zachodni model demokracji, kładący nacisk na swobody indywidualne, nie jest odpowiedni dla Azjatów.Na ten wywiad zareagował Kim Dae-jung. Pod koniec 1994 r. na łamach tego samego pisma ukazał się jego artykuł pt. „Czy kultura jest naszym przeznaczeniem? O micie na temat azjatyckich antydemokratycznych wartości”, gdzie koreański polityk przypomniał, że Azja ma bogate dziedzictwo w kwestii demokracji i dotyczy to zarówno filozofii, jak i tradycji. „Azja już zrobiła ogromne postępy w procesie demokratyzacji i ma niezbędne warunki do rozwoju demokracji na skalę nawet większą niż Zachód” – pisał Kim. Polityk przypomniał, że XVII-wieczny angielski filozof John Locke, twórca teorii rządów republikańskich, twierdzący, że lud jest najwyższą władzą, w tym sensie, iż może rząd zmienić na inny, nie różnił się w poglądach od żyjącego dużo wcześniej, bo na przełomie IV I III wieku przed Chrystusem chińskiego filozofa Mencjusza. Chiński mędrzec twierdził, że władca postępujący niemoralnie traci mandat niebios i poddani mają prawo odebrać mu władzę.„Podstawowe idee i tradycje niezbędne dla demokracji istnieją i w Europie, i w Azji. Mimo że Azjaci opracowali te pomysły długo przed Europejczykami, to pierwsza skuteczna demokracja wyborcza sformalizowała się w Europie. Wynalezienie systemu wyborczego to największe osiągnięcia Europy. Fakt, że system ten został opracowany w innym miejscu, nie oznacza, że »nie będzie działać« w Azji” - pisał, broniąc prawa Azjatów do demokracji Kim Dae-jung.

O sprawiedliwość, prawdę i przebaczenie
Kiedy w 1980 r. Kim Dae-jung został skazany na karę śmierci, napisał w liście do syna, że wiara wymaga, aby wybaczył swoim wrogom, i „że my wszyscy powinniśmy przebaczyć, bo to prowadzi do pokoju”. Południowokoreański polityk nauczył jednak Koreańczyków, że ważne są także sprawiedliwość i prawda, że one są nierozerwalne. Prawda wymaga, aby haniebne uczynki zostały nazwane, a ci, którzy się ich dopuścili, byli wskazani. Sprawiedliwość żąda, aby określonemu złemu czynowi została przypisana kara.Kim przebaczył swoim oprawcom, ale rozumiał, że w imię prawdy i sprawiedliwości już w demokratycznej Korei Południowej musi odbyć się ich proces. I tak też się stało. Dyktatorzy Chun Doo-hwan i Roh Tae-woo otrzymali surowe kary – pierwszy wyrok śmierci, a drugi 22 lata więzienia, m.in. za doprowadzenie do masakry w Kwangju. Zło zostało nazwane, a Kim spotkał się wtedy z ówczesnym prezydentem Korei Południowej Kim Young-samem i przekonywał go, aby obaj zbrodniarze zostali zwolnieni w ramach amnestii. Tak też się stało. Kary darowano tysiącom innych aparatczyków państwowych, którzy dopuścili się wykroczeń w okresie dyktatury. Dzięki Kim Dae-jungowi przebaczenie, jakie dokonało się w Korei, nie było zamazaniem prawdy, nie było usprawiedliwianiem.Po śmierci Kim Dae-junga, 18 sierpnia 2009 r., biskup Peter Kang, przewodniczący Konferencji Episkopatu Korei, napisał, że „zmarły prezydent Thomas More Kim Dae-jung przez całe życie praktykował te słowa Pana: »I niechaj sprawiedliwość tryśnie jak wody, a prawość jak nieustannie płynący potok (Amos 5:24)«”. Kim Dae-jung, katolik, który czerpał siłę z wiary, polityk, który szedł za głosem sumienia i pozostawił Koreę sprawiedliwszą.
Nowe Państwo

Droga Tajwańczyków do Ojca Świętego - Siła modlitwy, siła miłości

Ellie Wiesel, żydowski pisarz, więzień Auschwitz i Buchenwaldu, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, powiedział kiedyś, że „jeśli Jan XXIII otworzył okna Kościoła, to Jan Paweł II otworzył jego drzwi”. I to nie tylko w stosunkach żydowsko-chrześcijańskich. Drzwi zostały otwarte także na Tajwanie i w Chinach
Kilka tygodni przed kanonizacją Jana Pawla II na Tajwanie doszło do protestów studentów przeciwko umowie handlowej, jaką tutejszy rząd zawarł z Chinami Ludowymi. Rozmawiałam nieraz ze studentami okupującymi budynek tajwańskiego parlamentu. Kiedy powiedziałam im, że jestem z Polski, mogłam usłyszeć: „A, to z kraju Jana Pawła II”. Na placu przed parlamentem jedna ze studentek o nazwisku Su złapała mnie za rękę i powiedziała: „Wasz polski Papież był dla mnie zawsze święty. To dzięki Niemu staram się bardziej zrozumieć chrześcijaństwo”. Inny student pamiętał o słowach Jana Pawła II skierowanych do polskiej młodzieży: „Nie lękajcie się...”.
Na przekór przeciwnościom
Nie po raz pierwszy usłyszałam, że postać świętego papieża z Polski zmieniła czyjeś życie tu, na Tajwanie. Michela Chang, ilustratorka i tłumaczka z języka włoskiego, opowiadała mi, jak w czasie świąt Bożego Narodzenia w 1997 r. była na placu Świętego Piotra. „Obok mnie stała grupa Niemców, za chwilę plac wypełnił się wiernymi i turystami. Grupa hiszpańskich zakonnic uderzała w dzwoneczki, wołając: »Janie Pawle II, kochamy Cię!«. Nagle doszły do mnie okrzyki podekscytowanego tłumu. Ojciec Święty powoli podszedł do balkonu – widok Papieża machającego do tłumu na znak powitania zelektryzował nas wszystkich. Ojciec Święty zaczął błogosławić zebranych w wielu językach. Po każdym pozdrowieniu mówiący danym językiem odpowiadali okrzykami. Kiedy usłyszałam życzenia wypowiedziane po chińsku, zaczęłam bić brawo tak mocno, jak tylko to możliwe. Odczułam wtedy uwielbienie, jakim tłum darzył Papieża; nawet kilka prostych słów wypowiedzianych przez Niego przykuwało uwagę wszystkich”. Od tego spotkania Michela zaczęła swoją drogę do poznania Jana Pawła II. Czyta Jego książki i przesłania. „Sama jestem osobą, która łatwo się poddaje. Tymczasem Ojciec Święty uświadomił mi, że w obliczu trudności i cierpienia człowiek może stać się silniejszy i stawić im czoło. Powinien pozostać wierny wartościom, a nie płynąć z prądem”.
Pokorny Ojciec
„Szukałem was, a teraz wy przyszliście do mnie, i za to wam dziękuję” – te słowa wypowiedziane na łożu śmierci przez św. Jana Pawła II szczególnie zapadły w pamięć Hsin-pei Liu, którą poznałam na przedmieściach Tajpej w czasie jednej z mszy. „Jego odejście zrodziło w moim sercu ogromny smutek, ale jednocześnie te słowa, skierowane szczególnie do młodych ludzi, przypomniały o wpływie, jakie na moje życie miał Ojciec Święty” – mówi Tajwanka. Dla Hsin-pei polski święty był tylko mędrcem, przywódcą religijnym. „Bardzo długo nie dane mi było przebić się przez ten wizerunek. Dopiero w lecie 2002 r., kiedy wzięłam udział w Światowych Dniach Młodzieży, jakie odbywały się w Toronto w Kanadzie, poznałam Ojca Świętego od zupełnie innej strony. Do końca życia nie zapomnę tego, co do nas powiedział. Mówił o potrzebie odważnego stawienia czoła krzywdom, o potrzebie modlitwy i przebaczenia. Usilnie dodawał odwagi i dziękował duchowieństwu, które szczerze wypełnia swoje obowiązki; mówił o konieczności napełniania serc wiarą i o nieustannym dążeniu do bycia lepszym. To mną naprawdę wstrząsnęło. Ten schorowany, starszy człowiek przemawiał z podium; wymagało to od niego ogromnego wysiłku, mówił wolno, ale jaką moc miały Jego słowa!”. Wtedy właśnie Hsin-pei zobaczyła w Ojcu Świętym kogoś więcej niż tylko osobowość. „Ujrzałam ojca, który jest pełen pokory, mówi bez ogródek, ale i przebacza, i nigdy nie traci nadziei. Nie starał się uniknąć mówienia o sprawach, które przygnębiały wiernych, ale także nie budował muru odgradzającego tych, którzy zbłądzili. Wskazał nam drogę ku nadziei. Udział w Światowych Dniach Młodzieży był dla mnie prawdziwą lekcją. Przesłanie Ojca Świętego zrodziło we mnie pragnienie, aby młodzi ludzie na Tajwanie mogli poznać tego ojca. Tajwan to mały kraj, podzielony konfliktami natury politycznej i etnicznej. Słabnie tu przywiązanie do wartości i do rodziny. Tak, nasza mała wyspa nie jest idealnym światem, ale naśladując Jana Pawła II, musimy stawić czoło wszystkim krzywdom i cierpieniom. Zawsze znajdzie się jakieś wyjście, zawsze sytuacja w naszym społeczeństwie może się poprawić. Młodzi ludzie nie powinni tracić nadziei!” – dodaje Hsin-pei.
Drogowskaz kardynała
Jan Paweł II odegrał bardzo ważną rolę w życiu bardzo znanej na Tajwanie osobistości – kard. Paula Shan Kuo-hsi. To właśnie Jan Paweł II 21 lutego 1998 r. wyniósł 75-letniego wówczas przewodniczącego Regionalnej Konferencji Episkopatu Chin i biskupa do godności kardynalskiej, nadając mu tytuł prezbitera San Crisogno. Ale w ostatnich latach swojego życia (kard. Shan zmarł 22 sierpnia 2012 r.) chory na raka tajwański duchowny mówił dużo o bardzo osobistym wpływie, jaki na jego życie miało nauczanie i postawa św. Jana Pawła II. To właśnie dzięki polskiemu Papieżowi słaby i schorowany kard. Paul Shan traktował chorobę nie jako utrapienie, lecz swojego rodzaju charyzmat. „Choć w ostatnich latach swojego życia Jan Paweł II był chory i bardzo słaby, to wykonywał swoją misję. Z żelazną wolą głosił sprawiedliwość społeczną i apelował o pokój na świecie. Odważnie bronił doktryny chrześcijańskiej” – mówił kard. Shan, który w czasie swojej choroby czerpał siłę właśnie z postawy Jana Pawła II. Polski święty był dla tajwańskiego duchownego drogowskazem, jak „zawsze i bez względu na okoliczności zobaczyć Boga i Chrystusa w każdym człowieku i jak służyć innym do końca”.
Należy wspomnieć, że to właśnie kardynał Shan był jednym z orędowników kanonizacji 120 chińskich męczenników w 2000 r. Tajwański duchowny często wspominał, że marzeniem polskiego Papieża była podróż do Chin. Mimo represji, jakie do dziś dotykają katolików w ChRL, św. Jan Pawel II był i jest dla Chińczyków drogowskazem.
Siła miłości
W 2007 r. dane mi było przeprowadzić wywiad z Lu Yi-fu, młodym katolikiem z prowincji Shandong. Yi-fu nazwał Jana Pawła II wielkim Papieżem. „Mimo że nigdy nie było mi dane się z Nim spotkać, zawsze będę nosił w sercu obraz tego dobrotliwego, starszego człowieka, który troczył się o nas, wiernych Kościoła w Chinach, jak ojciec. Dla mnie wielkość Jana Pawła II nie wypływa z władzy, jaką dzierżył, lecz z Jego miłości i gotowości służenia Kościołowi i jego wiernym” – powiedział Yi-fu. Dodał też, że miarą wielkości św. Jana Pawła II nie jest to, ile krajów odwiedził czy ile opublikował encyklik. „Jan Paweł II jest dla nas wzorem człowieka modlitwy – człowieka, który rozmawiał z Bogiem, nieustannie się modlił. W tym właśnie należy upatrywać wielkość Ojca Świętego. To modlitwa dała Mu moc miłości i zapał w służeniu innym. Bardzo troszczył się o nas, młodych ludzi. Poruszył do głębi serca młodzieży na całym świecie, dając jej nadzieję i siłę. To On uświadomił nam, że nasza wartość wyraża się w tym, że Bóg nas kocha” – powiedział. I dodał, że Kościół w Chinach oczekiwał z niecierpliwością na dzień, w którym Jan Paweł II zostanie kanonizowany.
Papież i Imperium Ciemności
Postawa i nauczanie św. Jana Pawła II była także ważna dla wielu chińskich dysydentów. Mówił mi o tym niejednokrotnie Cao Changqing, który uciekł z Chin w 1989 r. do USA, a dziś jest jednym z czołowych prawicowych komentatorów politycznych wydarzeń w Chinach i na Tajwanie dla prasy tajwańskiej i wolnych mediów chińskich. „Okres, na który przypadła posługa Jana Pawła II, miał symboliczne znaczenie: XX w. to 100 lat najbardziej rozszalałego ateizmu, dwóch wojen światowych, rozprzestrzeniającego się po świecie komunizmu. Zawołanie Nietzschego „Bóg umarł” odbijało się echem w obozach w nazistowskich Niemczech, komunistycznym Związku Radzieckim i czerwonych Chinach. Jan Paweł II stał się odbiciem Boga, symbolem walki ze złem. W XX w. Papież wysoko dźwigał sztandar moralności, którego blask rozproszył w końcu ciemne chmury – po zakończeniu zimnej wojny wolny świat zatriumfował. Komunizm, tak jak w przeszłości nazizm, zaczął zmierzać ku upadkowi” – twierdzi Cao. Chiński dysydent dodaje, że to dzięki postawie moralnej, jaką reprezentował Jan Paweł II, Polacy znaleźli w sobie siłę, aby skończyć z komunistycznym reżimem. „Chińczycy powinni naśladowanie taką postawę. W chwili obecnej w Chinach jest prawie 80 mln chrześcijan, to więcej niż członków partii komunistycznej. Polska Solidarność stała się dla Chińczyków wzorem; coraz więcej chińskich dysydentów nawraca się na chrześcijaństwo. Oni i Kościół podziemny zaczynają tworzyć zintegrowaną siłę. W imperium ciemności, jakim nadal są Chiny, przynosi to pewną nadzieję” – mówi Cao Changqing.
Gazeta Polska

Jest z nami!

„Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwić”.
Jan Paweł II

Polecam album


Wisdom Press(上智文化事業), katolickie wydawnictwo prowadzone przez siostry paulistki, wydało CD dedykowane pamięci Ojca Świętego Jana Pawła II.Album którego mottem są słowa „Nie lękajcie się” (Non abbiate paura) zawiera utwory F. Liszta w wykonaniu Rolanda Nicolosi. Maestro Nicolosi współpracował z takimi sławami jak Luciano Pavarotti czy Katia Ricciarelli. W 2005 rozpoczął serię koncertów (był min. na Tajwanie) poświęconych pamiąci Jana Pawła II (In Memoria di Sua Santita Giovanni Paolo II)

Miłość Nieskończona


21 marca w trakcie koncertu w Miaoli na Tajwanie Placido Domino zaśpiewał wiersze Ojca Świętego Jana Pawła II. Utwory te znalazły się na najnowszej płycie śpiewaka zatytułowanej “Amore Infinito” (Miłość Nieskończona/永恆的愛) i będącej hołdem jaki Placido Domingo złożył Janowi Pawłowi II. Album składa się z 12 utworów skomponowanych do poezji Karola Wojtyły,
„W tym wielkim człowieku dostrzegałem świętego. Zawsze widziałem w nim tę jego wielką dobroć, te wspaniałe oczy. Jan Paweł II był dla mnie oparciem duchowym, podobnie jak dla milionów meksykańskich dzieci, dla młodzieży i biednych. Bardzo przeżyłem jego odejście. Żaden inny Papież nie był tak kochany jak on. Po jego śmierci poczułem się zagubiony. Tyle lat czuwał nad nami,” mówi Placido Domigno.
Blogmedia24
Ps. Album można już kupić w księgarniach sieci Eslite/誠品 na Tajwanie.
Można dzwonić do księgarni z prośba o odłożenie CD w sklepie znajdującym się obok Państwa. (tel. 02-8789 8880 ext. 626)
Należy podać nr. ( 誠品26碼): 2680406857002
Można też zakupić płytę online TUTAJ


Trump chciał pokazać Xi prawdę o Tajwanie. Dyktator uciekł

Ostatnim punktem wizyty Xi Jinpinga w Stanach Zjednoczonych była wizyta w Archiwach Narodowych w Waszyngtonie. Z pozoru uprzejmość gospodarz...