Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpiegowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpiegowanie. Pokaż wszystkie posty

Cień chińskiej wojny technologicznej

 To nie jest historia sprzed lat, którą można odłożyć do archiwum. Sprawa Junjie Zhanga właśnie wróciła na pierwszy plan, bo zakończyła się przyznaniem do winy i pokazuje, że problem nie tylko nie zniknął — ale trwa tu i teraz.

57-letni Junjie Zhang, znany jako Jeff Zhang, nie był przypadkowym pracownikiem. Jako starszy inżynier w amerykańskiej firmie lotniczej miał dostęp do najbardziej wrażliwych danych technologicznych — takich, które decydują o przewadze gospodarczej i militarnej. Gdy próbował wylecieć do Chin, został zatrzymany na lotnisku w Dallas przez funkcjonariuszy Służby Celno-Granicznej USA. Twierdził, że nie ma przy sobie żadnych materiałów służbowych. Kłamał.

Na jego urządzeniach znaleziono poufne dokumenty, schematy i dane oznaczone jako własność firmy. Gdy został przyłapany, zmienił wersję wydarzeń. Tłumaczył, że miał zgodę pracodawcy — co szybko zostało obalone. Sprawa trafiła do FBI, a sam Zhang przyznał się do składania fałszywych zeznań.

To jednak nie jest tylko historia jednego człowieka. To fragment znacznie większej układanki — globalnej, bezwzględnej walki o technologię, w której Chiny od lat grają twardo i konsekwentnie.

Zachodnie służby bezpieczeństwa od dawna ostrzegają, że Pekin prowadzi systematyczne działania mające na celu pozyskiwanie technologii z zagranicy. Nie chodzi o spektakularne operacje rodem z filmów, lecz o cichą, rozproszoną sieć nacisków, kontaktów i zależności. W jej centrum często znajdują się ludzie z dostępem do kluczowych danych — inżynierowie, naukowcy, specjaliści.

Mechanizm jest prosty i trudny do wykrycia. Wiedza zdobywana jest legalnie — poprzez pracę w zachodnich firmach. Wynoszona bywa już poza kontrolą — na prywatnych nośnikach, podczas podróży, poza systemami bezpieczeństwa. Według analiz służb, w grę wchodzą różne czynniki: pieniądze, presja, a czasem oczekiwania państwa wobec swoich obywateli.

Przypadek Zhanga idealnie wpisuje się w ten schemat. Najpierw dostęp, potem próba wywozu, na końcu kłamstwo. I choć sprawa dotyczy jednej osoby, jej znaczenie jest znacznie szersze.

Dla Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników to wyraźny sygnał, że walka o technologię toczy się nie w teorii, lecz w praktyce — każdego dnia. I że w tej rywalizacji stawką nie są tylko dane, ale także realna przewaga nad przeciwnikiem.

Tajwańczycy nie chcą chińskiej inwigilacji


W dzisiejszym wydaniu gazety “Liberty Times” (TUTAJ) artykuł o tym jak Tajwan walczy z chińskim sprzętem, który może być wykorzystywany do inwigilowania i przekazywania zebranych informacji co Chin.
W Taichungu (drugie co do liczby ludności miasto na Tajwanie) w 34 szkołach zainstalowanych jest 1599 kamer monitorujących Made in China - konkretnie chodzi o firmą Hikvison. Jeden z radnych miasta Taichung zażądał, aby policja, Biura ds. Transportu, Konstrukcji i Edukacji w Taichungu dokonały sprawdzenia kamer pod względem kraju pochodzenia.
Ustalono, że policja nie korzysta ze sprzętu Hikvision, a Biuro ds. Transporti i Biuro ds. Konstrukcji wymieniło kamery chińskie na tajwańskie. Niestety w szkołach taka zmiana nie dokonała się. Według radnego, szkoły i władze miasta nie zapewniły uczniom “bezpiecznego środowiska do nauki”.
Jak podaje “Liberty Times” radny z partii rządzącej DPP,
Huang Shouda, powiedział, że “biorąc pod uwagę szczególną strategiczną pozycję Tajwanu i sytuację międzynarodową, konieczne jest zwiększenie czujności wobec zagrożeń dla bezpieczeństwa ze strony Chin i dlatego ma na nadzieję, że burmistrz Lu Shiow-yen (przyp. z Kuomintangu) będzie chroniła społeczeństwo i jak najszybciej wymieni chińskie produkty, które budzą wątpliwościami czy mogą zapewnić ochronę prawa człowieka i wolności w Taichungu”.

Hikvison, jest jednym z największych na świecie dostawców monitoringu. Głównym udziałowcem w tej  chińskiej firmie jest państwo czyli KPCh. Hikvision jest jednym z głównych budujących system kontroli i inwigilacji obywateli w ChRL.
Prezes Hikvision, Chen Zongnian, pełni także rolę sekretarza partii komunistycznej w firmie.

Amerykańska ustawa o zadaniach i w konsekwencji wydatkach na obronę narodową w roku budżetowym 2019 (tzw. National Defense Authorization Act) zakazuje instytucjom rządowym w USA korzystania ze sprzętu firmy Hikvision.
Warto tajwańskie i amerykańskie działania porównać z totalną biernością polityków RP w kwestii chińskiego zagrożenia - stąd firmy takie jak Hikvision czy Huawei mogą szpiegować na terenie Polski i przesyłać dane do Pekinu.

Chiński wywiad poluje w USA

Pod koniec lipca br. dyrektor FBI Christopher Wray ostrzegł, że z perspektywy kontrwywiadu aktywność chińskich szpiegów jest największym zagrożeniem dla USA. Potwierdzają to ujawnione w ostatnich dniach informacje o działaniach chińskiego wywiadu wobec amerykańskiej senator oraz amerykańskiego biznesu.

W ubiegłym tygodniu portal Politico ujawnił, że chiński wywiad zwerbował pracownika w kalifornijskim biurze Dianne Feinstein, senator USA i byłej przewodniczącej komisji ds. wywiadu Senatu Stanów Zjednoczonych. Szpieg przez 20 lat pracował dla amerykańskiej polityk jako jej kierowca, a także brał udział w spotkaniach w chińskim konsulacie w imieniu Feinstein. Senator przyznała na Twitterze, że pięć lat temu została poinformowana przez Federalne Biuro Śledcze (FBI), że chiński wywiad próbował zwerbować jednego z pracowników jej biura. Według „The San Francisco Chronicle” FBI nie było w stanie postawić zarzutów kierowcy, bo przekazane Chinom informacje nie były zbyt ważne, ale w końcu Feinstein zmusiła go do odejścia na emeryturę.

W wypowiedzi dla stacji KPIX 5 z San Francisco były pracownik FBI Jeff Harp stwierdził, że to, iż chiński wywiad próbował zdobywać informacje z biura kalifornijskiej senator, nie jest niczym zadziwiającym. – Proszę pomyśleć o tym, do czego Dianne Feinstein miała dostęp. Po pierwsze, miała dostęp do chińskiej społeczności tutaj, w San Francisco. Po drugie, pani senator wciąż ma bardzo bliskie powiązania z komisjami wywiadowczymi w Waszyngtonie – przypomniał Harp.

W ostatnich latach w USA aresztowano kilkoro pracowników rządowych, działających na rzecz chińskiego wywiadu. W ub.r. głośno było o zatrzymaniu Candace Claiborne, która od 1999 r. pracowała dla amerykańskiego Departamentu Stanu m.in. jako dyplomata w Iraku, Sudanie i Chinach, a jednocześnie dostarczała informacje wywiadowi ChRL. W czerwcu br. FBI aresztowało 58-letniego Rona Rockwella Hansena, byłego pracownika Agencji Wywiadu Obronnego USA pod zarzutem pracy dla chińskiego wywiadu, za co Hansen miał otrzymać od Chińczyków ok. 800 tys. dol.

Były agent FBI Jeff Harp w rozmowie z KPIX 5 stwierdził, że Chiny przede wszystkim uprawiają szpiegostwo gospodarcze. – Koncentrują się na badaniach i rozwoju, technologii oraz tajemnicach handlowych – przyznał.

Kilka dni temu amerykańskie media doniosły właśnie o kolejnym przypadku działania chińskiego wywiadu w gospodarce. W piątek w Nowym Jorku aresztowany został inżynier pracujący dla firmy General Electric (GE). Postawiono mu zarzut kradzieży tajemnic handlowych, dotyczących technologii turbin. Oskarżony, Xiao­qing Zheng, jest obywatelem USA, ale ma także obywatelstwo ChRL. Według informacji podanych przez amerykańskie media Zhang przyznał się do wykradania tajemnic i do tego, że jest pracownikiem firm w Chinach, które zajmują się tymi samymi technologiami, nad którymi on pracuje dla GE i na które rząd Chin gotowy jest zapewnić duże fundusze.

Podczas przeszukania domu Zhenga agenci FBI znaleźli i skonfiskowali przewodnik opisujący środki, które chiński rząd przekaże osobom lub podmiotom za dostarczenie określonych technologii.

Według raportu przygotowanego przez biuro amerykańskiego przedstawiciela ds. handlu (US Trade Representative) i ujawnionego przez administrację Donalda Trumpa Chiny kradną od USA informacje i technologie o wartości od 225 mld do 600 mld dol.

W lipcu br., występując na forum bezpieczeństwa w Aspen, w stanie Kolorado, dyrektor FBI Christopher Wray ocenił, że z punktu widzenia służb kontrwywiadowczych Chiny stanowią największe i najbardziej różnorodne zagrożenie dla USA. – Skala tych działań, ich powszechność i waga to coś, czego w mojej opinii USA nie mogą lekceważyć – dodał Wray.
Gazeta Polska Codziennie

Podarunek dla Afryki z podsłuchami

Według informacji uzyskanych przez francuski dziennik „Le Monde”, budując siedzibę Unii Afrykańskiej w Addis Abebie, Chiny zainstalowały tam jednocześnie sprzęt do inwigilacji pozwalający Pekinowi na podsłuchiwanie dyskusji i działań członków organizacji. Chińska ekspansja gospodarcza na Czarnym Lądzie przybiera także konkretne formy kontroli politycznej kontynentu.

Unia Afrykańska (UA) to organizacja międzynarodowa o charakterze politycznym, wojskowym i gospodarczym, obejmująca zasięgiem wszystkie państwa afrykańskie (oprócz Maroko), powołana w miejsce Organizacji Jedności Afrykańskiej 9 lipca 2002 r. na szczycie w Durbanie.

W 2012 r. komunistyczne władze Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL) podarowały państwom afrykańskim prezent – wybudowały centralę UA w stolicy Etiopii Addis Abebie. Całkowity koszt budowy kompleksu wraz z wyposażeniem go m.in. w systemy komputerowe wyniósł 200 mln dol. „Le Monde”, opierając się na informacjach uzyskanych od anonimowego pracownika UA, donosi, że dane z komputerów w budynku wybudowanym przez Chińczyków były co noc od 2012 do 2017 r. przekazywane na chińskie serwery w Szanghaju. Po wykryciu przepływu danych poza budynek wezwano ekspertów do spraw bezpieczeństwa, którzy odkryli, że w meblach i ścianach centrali chińscy robotnicy zainstalowali nadajniki radiowe z mikrofonami.

Zapytany o całą sprawę nowy przewodniczący UA, prezydent Rwandy Paul Kagame stwierdził, że nic nie wiedział, ale przyznał, że Unia Afrykańska powinna sama zbudować swoją siedzibę, a nie oddawać to w ręce Chin. – Wolałbym tylko, żebyśmy w Afryce wcześniej zaczęli działać razem. Powinniśmy byli zbudować własny budynek – powiedział polityk.

Strona chińska zaprzecza, by podsłuchiwała afrykańskich przywódców. Ambasador ChRL-u przy Unii Afrykańskiej Kuang Weilin nazwał informacje „Le Monde” niedorzecznymi i dodał, że publikacja ta miała na celu zepsucie relacji między Pekinem a afrykańskim kontynentem. – Stosunki chińsko-afrykańskie przyniosły korzyści i wiele możliwości. Afrykanie są z tego zadowoleni. Inni nie – stwierdził.

Otwarcie siedziby UA w Addis Abebie w styczniu 2012 r. przedstawiano jako akt symboliczny. Kompleks wybudowany całkowicie przez Chiny to jasny sygnał dla afrykańskich przywódców, kto jest dziś dobroczyńcą ich kontynentu. Dobroczyńcą, który zaopatrując państwa afrykańskie w pieniądze, kredyty czy wykonując takie podarki jak siedziba UA w Etiopii, nie tylko chce umów na realizację dużych projektów infrastrukturalnych i dostępu do bogactw naturalnych na kontynencie, ale także dąży do rozszerzania tam swojej kontroli politycznej.

Aly-Khan Satchu, analityk inwestycyjny w Nairobi, w wypowiedzi dla brytyjskiego dziennika „Financial Times” zwraca uwagę na to, jak bezradne są kraje afrykańskie wobec chińskich działań zwiększających wpływy polityczne ChRL-u na kontynencie. – W Afryce istnieje teoria, że Chiny to Święty Mikołaj. Nie są nim. Nasi przywódcy muszą odrzucić takie wyobrażenie – dodaje Satchu.

„Financial Times” zauważa także, że afera szpiegowska w siedzibie UA pokazuje, jakie ryzyko podejmują państwa afrykańskie, pozwalając chińskim firmom technologicznym odgrywać znaczącą rolę w rozwijaniu swoich sieci telekomunikacyjnych. Problem ten dotyczy nie tylko krajów afrykańskich, ale także Europy. Jednocześnie USA wprowadziły właśnie ograniczenia w zakresie inwestycji ze strony takich chińskich firm, jak telekomunikacyjne Huawei i ZTE.
Gazeta Polska Codziennie

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...