Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ChRL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ChRL. Pokaż wszystkie posty

Noworoczne protesty z Pekinem w tle


Nowy rok rozpoczął się pod znakiem protestów w Hongkongu i na Tajwanie. Mimo że wiece odbywały się w dwóch różnych miejscach i miały odmienne hasła, to jednak łatwo znaleźć wspólny mianownik: obawy przed coraz większymi wpływami i kontrolą ze strony komunistycznych Chin.
1 stycznia ulicami Hongkongu przeszedł marsz, którego uczestnicy wyrażali niezadowolenie z rządów szefa administracji regionu Leung Chun-yinga. Będącemu u władzy od lipca zeszłego roku Leungowi zarzuca się, że jest marionetką w rękach Pekinu.
Mieszkańcy Hongkongu mają dość, twierdzą, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy pogorszył się ich standard życia. Ceny nieruchomości rosną w niesamowitym tempie, a masowy napływ Chińczyków powoduje chaos. Nic więc dziwnego, że coraz częściej można także usłyszeć głosy, iż „obce diabły” – jak określają Hongkończycy Brytyjczyków – zarządzały bardziej efektywnie.
Wilkołak nigdy syty
Leung obiecał obywatelom Hongkongu, że powstrzyma nielegalne budownictwo, na co pozwalają sobie VIP-y, często powiązane z komunistycznymi oficjałami w Pekinie. Leung Chun-ying krytykował swego czasu kontrkandydata na stanowisko lidera regionu Henry’ego Tanga właśnie za owe nielegalne budowle. Tymczasem ze zdumieniem odkryto, że Leung po dojściu do władzy sam przyjął podobne praktyki i zaczął bez stosownych zezwoleń rozbudowywać swoje rezydencje. Dla przeciętnego młodego Hongkończyka, który ma coraz większe kłopoty ze znalezieniem pracy i z trudem może sobie pozwolić na niewielkie mieszkanie, jest to niewybaczalne wykroczenie.

Mieszkańcy Hongkongu nie mogą też zapomnieć Leungowi, nazywanemu wilkołakiem ze względu na ambicje i przebiegłość w interesach, że na polecenie Pekinu próbował wprowadzić obowiązkowe tzw. lekcje patriotyzmu. Celem owej edukacji miało być nie uczczenie miłości do ojczyzny, ale gloryfikowanie partii komunistycznej. W Pekinie przygotowano nawet specjalny podręcznik patriotyzmu dla uczniów w Hongkongu. Ogromne protesty i demonstracje w lecie zeszłego roku pod hasłami „Komunistyczne Chiny, ręce precz od naszych dzieci” czy „NIE dla prania mózgów” zmusiły Pekin i Leunga „do odroczenia planu”. W mediach pojawiają się także informacje, że Leung nie tylko cieszy się zaufaniem władz ChRL, lecz także jest członkiem Chińskiej Partii Komunistycznej. Na noworocznym wiecu, poza transparentami ze zdjęciami Leunga z długim nosem à la Pinokio i napisami „Leung, podaj się do dymisji”, pojawiły się żądania powszechnych wyborów. Wybory lidera Hongkongu są głosowaniem tylko z nazwy; administrator regionu nie jest bowiem wybierany przez większość mieszkańców, lecz zostaje wskazany przez ok. 1200 osób związanych z takimi sferami jak biznes, przemysł, związki zawodowe, organizacje pozarządowe czy organizacje religijne. W rzeczywistości najsilniejsi w tej grupie są magnaci biznesowi. Wskazany lider ma chronić ich interesy, ale przede wszystkim musi być zaakceptowany przez Pekin. Taka forma wyborów zupełnie nie odpowiada mieszkańcom Hongkongu; domagają się oni wyborów powszechnych. W komentarzu dot. noworocznego protestu w wychodzącej w Hongkongu gazecie „South China Morning Post” pisano m.in.: „Marsz miał jasny przekaz: bardzo wielu obywateli jest po prostu niezadowolonych z działań władz (…) I tak długo, jak nie będziemy mogli sami wybierać, kto nami rządzi, protesty takie jak ten 1 stycznia będą jedynym sposobem, w jaki owo niezadowolenie możemy wyrazić”. Hongkoński przywódca próbował ratować swój image, organizując także 1 stycznia manifestację popierającą jego rządy. Wzięło w niej udział ok. 8 tys. osób, które za wiecowanie otrzymały po 250 dolarów HK (ok. 100 zł) na głowę. Antychiński i skierowany przeciwko Leungowi protest zgromadził, według organizatorów, 130 tys. ludzi (policja twierdzi, że było ok. 30 tys. manifestujących).
Zaciskanie pętli wokół wolnych mediów
W nocy z 31 grudnia na 1 stycznia studenci na Tajwanie zorganizowali siedzący protest na placu Wolności w Tajpej (gdzie znajduje się m.in. Narodowa Hala Pamięci Czang Kaj-szeka). Do zgromadzonej w centrum miasta młodzieży dołączyli Tajwańczycy studiujący w USA i w Europie, przesyłając krótkie filmiki z wyrazami poparcia. Młodzież krytykowała coraz większe wpływy Pekinu na media na wyspie, a także naciski na tajwańskich dziennikarzy krytykujących komunistyczne władze Chin. Domagano się też regulacji prawnych, które powstrzymałyby chińską inwazję na tajwańskie media. Coraz częściej gazety i stacje telewizyjne na Tajwanie kupowane są bowiem przez prochińskich biznesmanów. I tak w lipcu tego roku zgodzono się, aby głównego operatora telewizji kablowej na wyspie, CNS, kupił tajwański przedsiębiorca Tsai Eng-meng. Tsai prowadzi biznes w Państwie Środka – jego firma Want Want Group to czołowy producent napojów i żywności w ChRL. W 2008 r. Tsai stał się właścicielem drugiej co do poczytności gazety tajwańskiej „China Times”, która od tego czasu publikuje wyłącznie pozytywne artykuły na temat Chin i korzyści, jakie Tajwan może odnieść ze ścisłej współpracy z komunistycznym reżimem. Gazeta przyjmuje także reklamy od chińskich firm.
Tsai wyraził również zainteresowanie zakupem grupy medialnej Next Media, będącej właścicielem dwóch czołowych periodyków tajwańskiego wydania „Apple Daily” i tygodnika „Next Media”. Wielu ekspertów ds. środków przekazu na wyspie twierdzi, że taka transakcja oznaczałaby monopolizację mediów.

Dziennikarka trzaska drzwiami
Niełatwo mają także tajwańscy dziennikarze broniący niezależności i pozwalający sobie na krytykę chińskiej partii komunistycznej i władz w Pekinie. W maju tego roku Cheng Hung-yi został zwolniony ze stanowiska prowadzącego bardzo popularny program publicystyczny, w którym politycy i dziennikarze komentowali najważniejsze wydarzenia na wyspie i na świecie. Szefostwo stacji SET TV nadającej program najpierw nakazało Chengowi stonować krytykę wobec Chin, jako że stacja „ma kontakty biznesowe z ChRL”. W połowie grudnia z prowadzenia programu, który zastąpił audycję Chenga, zrezygnowała jego główna prowadzącą Grace Liao. Na dziennikarce wywierano presję, aby nie zapraszała gości, którzy mogą głosić tezy nieprzychylne Pekinowi. „Spotkamy się innego dnia, w innym miejscu, a na razie walczmy o ten kraj zwany Tajwanem” – pożegnała się na Facebooku z widzami programu Grace Liao.
Protestujących w Nowy Rok tajwańskich studentów poparli politycy opozycyjnych, proniepodległościowych partii: Demokratycznej Partii Postępu (DPP) i Związku Solidarności Tajwanu (TSU). Politycy podkreślali, że na wyspie następuje stopniowa sinizacja prasy i telewizji, a media głównego nurtu powtarzają wszystko za chińskimi tubami komunistycznej propagandy: agencją Xinhua czy gazetą „People’s Daily”.
Do młodych demonstrantów zwrócił się także w komentarzu na Facebooku Wang Dan, chiński dysydent, jeden z przywódców protestów na placu Niebiańskiego Spokoju w Peknie w czerwcu 1989 r. „Trzeba, aby na Tajwanie nagłaśniano fakty i uświadamiano społeczeństwu inwigilację, jaką stosuje ten potwór [chińscy komuniści – red.]. Ta odpowiedzialność spadła dziś na barki młodych studentów (…). Chylę czoło przed wami, ponieważ stoicie dziś na pierwszej linii obrony wolności”. Wang porównał także sytuację na Tajwanie do tej w Hongkongu w 1997 r., kiedy to wiele czołowych mediów zostało zakupionych przez prochińskie korporacje. „To samo teraz dzieje się na Tajwanie” – uważa Wang.

Gazeta Polska
zdj. Liao Jia-rui

Sprzeciw wobec działania władz ChRL

Klub Zagranicznych Dziennikarzy na Tajwanie wydał oświadczenie, w którym wyraził zaniepokojenie krokami podjętymi przez władze Chin Ludowych wobec zagranicznych korespondentów.
W niedzielę, 27 lutego, Chińska Służba Bezpieczeństwa pobiła dziennikarza Bloomberga, a kilku innych korespondentów, w tym także dziennikarzy tajwańscy, zostało zatrzymanych. Jeden z tajwańskich fotoreporterów został poturbowany przez chińską policję.
„Działania władz ChRL uniemożliwiają korespondentom wykonywanie obowiązków służbowych”, stwierdził w oświadczeniu Klub Dziennikarzy Zagranicznych na Tajwanie. Klub wezwał także rząd i prezydenta Tajwanu do wyrażenia sprzeciwu wobec działań chińskiego rządu.
Władze chińskie wydały prasie zakaz pisania o "jaśminowej rewolucji" w świecie arabskim. Według instrukcji opublikowanej przez policję dziennikarze „powinni to zrozumieć i współpracować”. Rzeczniczka chińskiego MSZ oświadczyła iż od zagranicznych dziennikarzy oczekuje się „przestrzegania przepisów i poddania się regułom obowiązującym w Chinach".
Mimo kroków podjętych przez rząd ChRL na internetowych serwisach społecznościowych pojawiają się apele wzywające do demonstracji w Chinach.
Niezalezna.pl

Z okazji 60-tej rocznicy ChRL-u wypisz się z partii...


Dziś Pekin hucznie obchodzi 60-tą rocznicę proklamowania Chińskiej Republiki Ludowej.
Tymczasem niedzielne wydanie jednej z lokalnych gazet partii komunistycznej, „Wieczorny Jinzhou” (gazeta wychodząca w prowincji Liaoning) popełniło duże faux pas. Na pierwszej stronie gazeta opublikowała zdjęcie, na którym to znajdował się napis nawołującym do wypisywania się z partii komunistycznej. Redaktorzy tłumaczyli się, że zdjęcie miało przedstawić obchody 60 rocznicy powstania ChRL na jednym z lokalnych rynków i że nie zauważyli napisu…władze komunistyczne jednak nie uwierzyły i wstrzymały dalszą publikację gazety. Według władz redakcja dopuściła się pogwałcenia prawa określającego zasady reklamy . Z reklamą chyba nie było tak źle, bo niedzielne wydanie „Wieczornego Jinzhou” osiąga podobno na czarnym rynku astronomiczną cenę.
Niezalezna.pl

Wirus SARS w chińskim arsenale broni

Tajwańskie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego ogłosiło, że Chiny mogą wykorzystać wirus jako broń biologiczną.
„Mamy informacje wskazujące, że wirus SARS jest jedną z broni biologicznej, którą ChRL może zastosować podczas ataku; takie informacje posiadają też eksperci ONZ” powiedział dyrektor tajwańskiego biura Tsai Chao-ming odpowidając na zapytania przed parlamentarną Komisją Obrony Narodowej.SARS (Zespół ostrej ciężkiej niewydolności oddechowej) to rodzaj nietypowego zapalenia płuc, które po raz pierwszy pojawiło się w 2002 roku w prowincji Guangdong (pld. Chin). Władze chińskie starały się to jednak ukryć i zastosowały blokadę informacyjną. Światowa Organizacja Zdrowia została powiadomiona dopiero w lutym 2003 roku, a to opóźnienie ułatwiło rozwój epidemii. Odnotowano wtedy min. 206 zgonów w Chinach, 187 w Hong Kongu, 26 w Singapurze i 8 na Tajwanie.

Co martwi Pekin

Skażona żywność to nie jest akurat to co najbardziej martwi władze chińskie;okazuje się, że większym problemem jest...Pokojowa Nagroda Nobla. Liu Jianchao, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagraniczych, poinformował ostatnio, że jeśli przypadkiem nagroda trafi do chińskiego dysydenta Hu Jia to „Pekin nie będzie zadowolony”. Rzecznik ma jednak „nadzieję, że komitet przyznający nagrodę „dokona właściwego wyboru i nie urazi chińskiego narodu”
Hu Jia (胡佳;-ur. 1973) w kwietniu tego roku skazany został na 3.5 lata więzienia i rok pozbawienia praw publicznych za “podżeganie do obalenia władzy”. Hu Jia pomagał min. rodzinom zmarłych na AIDS. To on nagłośnił tragedię wsi w prowincji Henan, gdzie w latach 90. z winy urzędnika doszło do masowych zakażeń HIV przez transfuzję. Hu Jia wielokrotnie występował w obronie Tybetańczyków i ludzi wysiedlanych w związku z budową obiektów olimpijskich. W artykułach internetowych oraz wywiadach dla zagranicznych mediów nie szczędzil słów krytyki wobec komunistycznej partii Chin Ludowych.

Prawda w cenie?

Tragedia spowodowana zatrutym mlekiem w Chinach, a zwłaszcza informacja, że władze już w lipcu wiedziały o przypadkach kamienicy nerkowej u niemowlaków, które spożyły mleko w proszku, przypomniała mi krótka historyjkę Lu Xun pt. „O wyrażaniu własnych opinii (魯迅 „立論”, 1925 ), w ktorej autor w dość ironiczny sposób starał się przedstawić, że prawda nigdy nie była w cenie Chinach.
“一家人家生了一個男孩,閤家高興透頂了。滿月的時候,抱出來給客人看, ——大概自然是想得一點好兆頭。   「一個說:『這孩子將來要發財的。』他於是得到一番感謝。   「一個說:『這孩子將來是要死的。』他於是得到一頓大家合力的痛打。   「說要死的必然,說富貴的許謊。但說謊的得好報,說必然的遭打”
„W pewnej rodzinie narodziny syna wywołany niesamowitą radość.. Po upływie miesiąca od narodzin dziecka, zaproszono gości i przedstawiono im niemowlaka.
Naturalnie kazdy chiał przepowiedzieć przyszłość dziecka.
Jeden z gości powiedział: „ To dziecko z pewnością w przyszłości będzie bogaczem” i otrzymał gorące podziękowania.
Ale inny dodał: „Ten dzieciak w przyszłości umrze” i wszyscy zebrani wybatorzyli go.
Śmierć jest przecież nieunikniona, a powiedzenie, że ktoś stanie się bogaty albo zrobi karierę urzędniczą może okazać się kłamstwem. Jednak to kłamstwo jest wynagradzane, a to co nieuniknione zasługuje na batogi.”

Kiedy w 2003 w Chinach wybuchł SARS, lekarze którzy próbowali przekazać społeczeństwu prawdziwe informacje na temat zagożenia, byli zastraszani i zmuszani do milczenia. Teraz dzieje się to samo...matki karmiące dzieci mlekiem w proszku dowiedziały się, że moze ono spowodować kamienice nerkową dopiero gdy była już ofiara smiertelna a setki dzieci wylądowały w szpitalach.
Na Tajwanie dziś panika i to nie dlatego, że akurat mamy tajfun, ale ponieważ okazało się, że część skażonego mleka trafila na rynek tajwanski....

Olimpijskie tchórzostwo

'Głosami posłów PO, PSL i Lewicy nie dopuszczono do głosowania nad projektem "Opinii nt. sytuacji w Chinach i Tybecie w kontekście zbliżającej się Olimpiady Pekin 2008".
Skandalem zakończyła się debata w sejmowej Komisji Kultury Fizycznej Sportu o Karcie Olimpijskiej i olimpijskich wartościach a sytuacji w ChRL, państwie nagminnie łamiącym prawa człowieka. Po debacie zainicjowanej w Komisji przez Komitet WORLD SOLIDARITY grupa posłów - w tym m.in. były marszałek Sejmu Maciej Płażyński – opracowała projekt "Opinii", w której można przeczytać m.in.: "Komisja Kultury Fizycznej i Sportu, podkreślając fundamentalne znaczenie uniwersalnych wartości, które stanowią część Karty Olimpijskiej i prawdziwej sportowej rywalizacji, wyraża głębokie ubolewanie, że Chińska Republika Ludowa do tej pory nie wykorzystała szansy, jaką był zaszczyt zorganizowania Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, i nie wywiązała się ze zobowiązań wobec własnych obywateli i społeczności międzynarodowej w sferze przestrzegania praw człowieka, a zwłaszcza wolności mediów. Wiele wskazuje na to, że przyznanie Pekinowi organizacji Igrzysk, nie tylko nie polepszyło sytuacji w tej dziedzinie, ale mogło wręcz przyczynić się do jej pogorszenia." '
Więcej TUTAJ

Mongolia Wewnętrzna

W czasie mojej podróży w latach 90-tych w Mongolii Wewnętrznej odwiedziłam ksiegarnię prowadzona przez Hadę i jego żonę, Xinnę. Ksiegarnia była jednym z nielicznych miejsc w Mongolii Wewnętrzenej gdzie można było kupić książki w języku mongolskim (władze chińskie robiły i robia nadal wszystko aby doprowadzić do kulturowej asymilacji Mongołów), a także porozmawiać na temat sytuacji w Mongolii. Dla wielu spotkanych przeze mnie wtedy Mongołów, w tym także dla Hady, polska Solidarność to był symbol walki o wolność. W kilka tygodni po mojej wizycie otrzymalam informacje ze Hada został aresztowany.
Wiecej o Hadzie i sytuacji w Mongolii Wewn. TUTAJ

Na zdj. Hada w więzieniu w czasie odwiedzin rodziny

Strefa powietrzna pilnie strzeżona

Tajwan i ChRL doszły do porozumienia w sprawie lotów czarterowych z prowincji Syczuan ( 四川) w Chinach na Tajwan.
Samoloty mają zabrać 2800 turystów tajwańskich przebywających w Syczuanie od momentu kiedy doszło tam do trzęsienia ziemi
Pomiędzy Tajwanem a Chinami nie ma bezpośrednich lotów, a udający się z wyspy do Państwa Środka muszą dokonywać przesiadki w Hong Kongu albo Makao. Rząd w Pekinie nie zgadza się, aby na terytorium ChRL lądowały samoloty z flagą tajwańską. Tajwan jest uznawany przez komunistyczne Chiny jako zbuntowana prowincja.W 2005 roku rzady obu krajów zawarły jednak porozumienie w sprawie lotów czarterowych w okresie chińskiego Nowego Roku.Gdy w poniedziałek doszło do wstrząsów o sile 7,8 stopni w skali Richtera w prowincji Syczuan przebywało ponad 3 tys. tajwaśskich turystów. Jeden z nich zmarł w szpitalu w wyniku odniesionych obrażeń.

„My mali prawicowcy”

Tegoroczną nagrodę Stowarzyszenia Dziennikarzy w Hong Kongu i Stowarzyszenia Zagranicznych Dzennikarzy w Hong Kongu otrzymała chińska pisarka mieszkająca w USA, Emily Wu (巫一毛). Nagrodę przyznano za artykuł pt. „My mali prawicowcy” (Open/開放, marzec 2007) opisującym skutki tzw. kampanii antyprawicowej (反右派運動) rozpoczętej przez Mao Zedonga w latach 50-tych. W 1957 roku ojciec Emily Wu, tlumacz literatury angielskojęzycznej, powrócił ze studiów w Stanach Zjednoczonych. Komunistyczne władze szybko odkryły w nim “zakonspirowanego kontrewolucjonistę”. Gdy Emily przyszła na świat, ojciec jako „prawicowiec i wróg ludu” był już więźniem Laogai (chiński obóz pracy wzorowany na sowieckim Gułagu). Do Emily i jej brata przylgneło określenie „mali prawicowcy” – uważani za wyrzutki społeczeństwa, doświadczyli przemocy fizycznej i psychologicznej. Gwałt, widok ojca bitego przez własnych studentów i wreszcie zsyłka do ciężkiej pracy na wsi w prowincji Anhui w ramch reedukacji, to tylko część doświadczeń Emily Wu, ale i wielu jej rówieśników. Pisarka twierdzi, że mających podobne doświadczenia jak ona, „małych prawicowców”, było w ChRL ponad 15 milionów. „Prawicowi przestępcy” mieli zmniejszone racje żywności, pozbawieni byli prawa do opieki medycznej. W szkole dzieci ("mali prawicowcy") były publicznie ośmieszane i bite przez rówieśników. .

Emily Wu opisała swoje przeżycia także w książce “Feather in the Storm – A Child Lost in Chaos” wydanej w USA.

Sorman o Chinach

W “Rzeczpospolitej’ ukazał się wywiad z Guyem Sormanem pt. „Zachód nic nie wie o Chinach”. Nietrudno niezgodzić się z tezą Sormana, że wiedza Zachodu na temat ChRL jest bardzo słaba (dotyczy to min. polskich “ekspertów” od Chin).

Ale przecież Zachód chyba wie, co się dzieje z prawami człowieka w Chinach. To żadna tajemnica. Mówi się o tym w mediach.

Ależ skąd! Trzeba naprawdę interesować się Chinami, by wiedzieć, że większość chińskich dysydentów, przywódców religijnych, dziennikarzy, pisarzy i poetów jest w więzieniu. Na Zachodzie mało kogo to obchodzi. Panuje całkowita ignorancja co do natury chińskiej partii komunistycznej. Chińskie władze natomiast są mniej naiwne. Dobrze wiedzą, jak funkcjonuje Zachód. Zdają sobie sprawę z jego arogancji i zarozumialstwa. Gdy osiem lat temu przyznano Chinom organizację igrzysk olimpijskich, Pekin przekonał wszystkich, że kraj wszedł na drogę demokratyzacji. I myśmy w to uwierzyli.

Francuski publicysta przestrzega także przed poddawaniem się propagandzie komunistów chińskich głoszących, że demokracja nie pasuje do chińskiej mentalnosci.

A gdyby świat nagle poparł chińską opozycję, co by to zmieniło?

Sytuacja w Chinach jest podobna do sytuacji w Związku Sowieckim w latach 80. Chiny są coraz bardziej uzależnione od reszty świata. Wizerunek kraju jest dla chińskiego rządu bardzo ważny. Dotychczas władze w Pekinie były przekonane, że jest on pozytywny.
Z powodu Tybetu nagle stał się negatywny. Polityka wobec Chin powinna więc być taka: my z wami handlujemy, ale równocześnie wspieramy chińskich demokratów. Kanclerz Niemiec Angela Merkel już prowadzi taką politykę. Należy też podawać do publicznej wiadomości nazwiska więzionych chińskich opozycjonistów, a Komunistycznej Partii Chin jasno dawać do zrozumienia, że nie będziemy dłużej akceptować jej propagandy głoszącej, iż demokracja jest obca mentalności chińskiej.

Zaskoczeni

Na Tajwanie przebywa grupa potentatów nieruchomości z Chin Ludowych; zapytani co ich najbardziej zaskoczyło na wyspie odpowiedzieli, że ilość kanałów telewizyjnych na Tajwanie. No tak to może szokować przybyszów z Państwa Środka; mały Tajwan posiada jedne z najbardziej konkurencyjnych i wolnych mediów w Azji; na wyspie odbieramy prawie sto kanałów lokalnych i zagranicznych; istnieje tu 7 stacji nadających wiadomości 24 godziny na dobę (dla porównania Japonia nie ma żadnej); Tajwan ma największe na świecie zagęszczenie wozów transmisyjnych SNG.
Pewnie zaskoczyło też porzybyszów z Chin to, że w mediach na Tajwanie można krytykować rząd a prawo zakazuje propagowania komunizmu...To oczywiście kontrastuje z mediami w ChRL, które podlegają ostrej cenzurze (nawet programy CNN czy BBC) a jakakolwiek krytyka rządu kończy się wstrzymaniem programu, jak to miało miejsce w przypadku popularnego w ChRL programu „Pół godziny dla gospodarki’ . Na początku kwietnia zaproszony do programu gość , Wu Xiaoqiu, dyrektor Instytutu Finansów i Ubezpieczeń na Uniwersytecie Renmin, skrytykował politykę władz dotyczącą papierów wartościowych; następnego dnia program już się nie ukazał; po kilku dniach wrócił, ale wobec jego twórców prowadzone jest śledztwo..

Prawica.net

Chińscy szpiedzy

ChRL ma jeden z największych aparatów wywiadowczych na świecie (poza USA i Rosją). Według FBI w ciągu najbliższych 10 lat Chiny staną się najpotężniejszym zagrożeniem dla amerykańskiego kontrwywiadu. W USA poza pracownikami służb wywiadowczych stacjonujących w każdej chińskiej placówce dyplomatycznej działa około czterech tysięcy firm tzw. przykrywek zamieszanych w działalność szpiegowską.

W lutym 2008 r. urodzony w Chinach obywatel amerykański, Dongfan Chung, został aresztowany i oskarżony o przekazywanie Chinom tajnych dokumentów dotyczących m.in. wahadłowców kosmicznych, rakiet nośnych rodziny Delta IV i ciężkich wojskowych samolotów transportowy C-17. Chung przez ponad 30 lat pracował jako inżynier dla takich firm jak Boening i Rockwell International i posiadał zgodę na dostęp do tajnych informacji. „Jestem dumny z tego, co robię dla mojej chińskiej ojczyzny” – pisał Chung w jednej z wiadomości wysyłanej Chińczykom. Kenneth L. Wainstein, asystent prokuratora generalnego do spraw bezpieczeństwa, twierdzi, iż w chwili obecnej dochodzi do eskalacji działań szpiegowskich ze strony Chin. Wainstein przyznał, że zanotowano 40-procentowy wzrost przypadków tzw. podejrzanych kontaktów z pracownikami przemysłu związanego z bezpieczeństwem państwa. Według danych FBI przypadki chińskiego szpiegowania w Dolinie Krzemowej wzrastają co roku o około 30 proc.

Protesty w Xinjiangu

Radio Wolna Azji (RFA) podało informację o protestach Ujgurów jakie pod koniec marca wybuchły w prowincji Xinjiang. Do demonstracji doszło po śmierci ujgurskiego biznesmana Mutallipa Hajim, lat 38. Policja przetrzymywała ciało biznesmana przez dwa miesiące i zwróciła je rodzinie na początku marca twierdząc, że Hajim zmarł na skutek problemów z sercem. Policja zażądała, aby rodzina natychmiast pochowała biznesmana i nie informowała o tym fakcie nikogo.
Demonstrujący Ujgurowie domagali się uwolnienia wiezniów politycznych, zaprzestania aresztowań i stosowania tortur wobec Ujgurów wzywających władze chińskie do zgody na większą autonomie prowincji i swobody religijne. Według naocznych świadków w jednej z demonstracji w mieście Khotan liczba protestujących wyniosła 600, z czego 400 zostało aresztowanych. Policja w Khotan zaprzecza, że doszło do jakichkolwiek demonstracji.
Xinjiang to prowincja sąsiadująca z Tybetem od południa, a z prowincjami Qinghai i Gansu od południowego wschodu. Większość mieszkanców prowincji Xinjiang stanowią Ujgurowie (8 mln.). Działania władz wobec Ujgurów nie różnią się wcale od tych podejmowanych w Tybecie. W ciągu dziesięciu lat osiedlono w Xinjiang około 1,3 miliona Chińczyków. Walka z dążeniami separatystycznymi oraz terroryzmem to pretekst dla stosowania represji. Zwykłe wyrażenie sprzeciwu uważa się za przestępstwo wobec bezpieczeństwa narodowego za co grozi kara śmierci. Na początku marca władze chińskie ogłosiły, że wykryły spisek ujgurskich terorrystów mający na celu zakłócenie przebiegu Olimpiady w Pekinie.
Po atakach 11września 2001 w USA Pekin zaczął przedstawiać Ujgurów jako współpracujących z Al-Kaidą.
Po protestach w Tybecie przebywający na wygnaniu przywódcy ujgurscy udzielili poparcia Tybetańczykom.

Nasz Dziennik

"Tybet: prawda a manipulacja”

Dużo pisze i mówi się o Tybecie. W tej dyskusji warto przyjrzeć się jednej z opinii Chińczyka. Cao Changqing (曹長青) w artykule „Tybet: prawda a manipulacja” opierając się między innymi na swoim własnym doświadczeniu, ale także i innych Chińczyków pokazuje jak do kwestii Tybetu podchodzą urodzeni w ChRL-u. Chińczyk wychowany w państwie w którym nie ma wolności słowa, wolnych mediów, w którym rząd decyduje jak interpretowana jest historia, wierzy że Tybet niemal od zawsze był chiński, a Dalaj Lama to terrorysta.
Wydana w maju 1993 roku przez pekińskie wydawnictwo Huaqiao książka pt. “Zapis niebywałych zmian w Tybecie” stwierdza między innymi, że „zdławienie rebelii”w 1959 roku ( zamordowano wtedy ponad 80 tys. Tybetańczyków) przyniosło „raj jakiego wcześniej Tybetańczycy nie znali”, i że „ w Tybecie dokonała się tak duża zmiana, że można to nazwać cudem”. Uznawany w ChRL za czołowego badacza Tybetu, Ya Hanzhang (牙含章 ), przyznał, że pisał książki na zamawienie ‘z góry’, które miały służyć „walce ideologicznej”. Rząd stoi na straży, aby żadne niepoprawne wiadomości nie zaśmieciły umysłów obywateli. A błędy popełniał nawet sam wielki wódz Mao. W wydanej w 1945 roku książce „Rząd koalicyjny” Mao Zedong stwierdził, że Tybet ma prawo do „do samostanowienia”, ale ten fragment w pożniejszym wydaniu publikacji partia wykreśliła. W Hong Kongu można jeszcze kupić pierwotne wydanie „ Rządu Koalicyjnego”.
Poddani praniu mozgów Chińczycy mają tylko taką wiedzę na temat Tybetu jaką przekazuje im rząd. Cao Changqing podaje przykład swojej znajomej – członkini władz centralnych KPChL, która odwiedziła go niedawno w w Nowym Yorku. Cao podarował jej książkę Dalaj Lamy „O współczuciu”. Jaka zareagowała owa pani? „Dziwne, jego uśmiech wydaje się szczery i pełen miłości” rzekła patrząc na zdjęcie Dalaj Lamy umieszczone na okładce i przyznała, że nigdy nie widziała żadnej podobizny Dalaj Lamy, ale to zdjęcie zupełnie nie pasowało do wizerunku jaki utrwaliła w jej głowie propaganda komunistyczna – nie tak miał wyglądać „separatystystyczny terrorysta i zdrajca”. Po lekturze znajoma Cao zabrała dodakową kopię książki Dalaj Lamy do Pekinu, aby podarować ją znajomej. Doświadczenie Cao Changqing jest bardzo podobne; w Chinach pracował jako dziennikarz; jego wiedza na temat Tybetu ograniczała się do tego, co powiedział rząd.
„Chociaż wydawało mi sie, że Tybet to odległy i obcy ląd, to nigdy nie wątpiłem, że jest to część Chin. Dopiero kiedy przyjechałem do Stanów Zjednoczonych i zacząłem czytać prace opublikowane przez zachodnich i tybetańskich naukowców zrozumiałem, ze poglądy na temat Tybetu przedstawiane przez komunistów są jednostronne, a wiele z nich to po prostu nieprawda”.

Biorąc w tym roku udział w Nowym Jorku w obchodach rocznicy powstania tybetańskiego Cao Changqing zauważył jak bardzo silny jest gniew młodego pokolenia Tybetańczyków wobec Chińczyków. Jeden z nich tłumaczył Cao:
„czy rzeczywiścies nasza nienawiść jest bezpodstawna? Większość Chińczyków jakich spotykamy popiera chińską okupację Tybetu. Trudno nam więc zauważyć , że stanowisko komunistycznego rządu chińskiego różni się od podlądów Chińczyków”.

„Może rzeczywiście powinniśmy się zacząć zastanawiać dlaczego Tybetańczycy tak nas Chińczyków nienawidzą? Czy gdyby nie pogarda rządu komunistycznego i Chińczyków okazywana Tybetańczykom, to uczucie byłoby tak silne?(..)
Jestem święcie przekonany, że Chinach, w których panowałby wolny przepływ informacji większość Chińczyków uszanowałaby wybór Tybetańczyków, bo z głębi serca Chińczyków i Tybetańczyków wychodzi ten sam głos: wołanie o wolność!” - pisze Cao

Cao Changqing uważa, że problemu Tybetu nie należy tylko sprowadzać do polityki wobec mniejszości czy nawet kwestii niepodległości Tybetu. Tu chodzi o wartości. „Jeśli wolność człowieka nie będzie traktowana jako najwyższa wartość to Chiny nigdy nie staną się wolnym i demokratycznym państwem i nigdy nie będą w stanie sprostać żadnym problemom etnicznym czy sporom terytorialnym.”

O „relacjach bez uprzedzeń”.

Władze chińskie zezłościły się na zagraniczych dziennikarzy, którzy “są pełni uprzedzeń i jednostronnie komentują” wydarzenia w Tybecie.
Stąd też trzeba ukarać „niepoprawnych” dziennikarzy. YouTube w ChRL został zablokowany. Tylko na wspomnienie Tybetu transmisje CNN i BBC zostają przerywane. Strona internetowa New York Times jest często blokowana.
Chińska agencja Xinhua określiła relację CNN dotyczącą Tybetu jako „źle zobrazowaną”. Chińskie media prostują to nie rząd zabijał protestujących ale Tybetańczycy Chińczyków.
Wszystko to część kampanii prowadzonej przez Pekin, której celem jest przekonanie Chińczyków, że winnę za krwawe wydarzenia w Tybecie ponosi Dalaj Lama i że ChRL narażony jest na ataki separatystycznych terrorystów.
Ale Pekin ma dobrą wiadomość: wybiorą 12 dziennikarzy zagraniczych, którzy „pod ścisłym nadzorem władz odbędą podróź do Tybetu”...ocyzwiście aby przygotować „relacje bez uprzedzeń”.

Na zdjęciu chińska armia w drodze do Lhasy.

Znalazł się winny!!

Już wiadomo kto spowodował zamieszki w Tybecie. Poinformował o tym wczoraj na konferencji prasowej premier ChRL Wen Jiabao (溫家寶). Na pytanie dotyczące sytuacji w Tybecie Wen stwierdził, że rząd chiński jest w posiadaniu dowodów świadczących o tym, że to „grupa Dalaj Lamy” zorganizowała zamieszki, aby nie dopuścić do Olimpiady. Ale premier Wen widzi szansę na pokojowe rozwiązanie „jeśli tylko Dala Lama uzna, że Tybet jest nierozerwalną częścią Chin, jeśli Dalaj Lama uzna, że Tajwan jest nierozerwalną częścią Chin”. Wen Jiabao jest co prawda zaniepokojony, bo wydarzenia w Tybecie pokazują, że wszelkie deklaracje ze strony Dalaj Lamy okazują się fałszywe. Reporter CNN pytał premiera Wen także o wybory i referendum w sprawie przystąpienia Tajwanu do ONZ jakie mają się odbyć na wyspie 22 marca.
Czy Chiny uznają pozytywny wynik referendum jako deklarację niepodległości ze strony Tajwanu? Wen Jiaobao stwierdził, że taka deklatacja to z pewnościa zagrożenie dla pokoju gdyż będzie to próba zmiany relacji pomiędzy Tajwanem a Chinami opartej na zasadzie jednych Chin.

A co myśla o wypowiedziach Wen Jiabao obecni na konferencji prasowej dziennikarze:

Postępowy Hu Jintao

Kto był sekretarzem Komitetu Regionu Autonomicznego Tybet KPCh gdy w 1989 doszło do masakry na Placu Niebiańskiego Spokoju?
Hu Jintao (胡錦濤) – obecny prezydent ChRL. Hu wprowadził wtedy w Tybecie stan wyjątkowy na 14 miesięcy i prawdopodobnie był zamieszany w śmierć 10-tego Panczenlamy (Panczenlama uważany jest za drugiego, po Dalaj Lamie, przywódcę duchowego Tybetańczyków). W tym czasie z rąk Armii Narodowo Wyzwoleńczej zgineło ponad 150 Tybetańczyków. Za to wszystko Deng Xiaoping (鄧小平) wynagrodził Hu – wyznaczył go na następcę Jiang Zemina (江澤民).
Patrząc na ostatnie wydarzenia w Tybecie widać jak bardzo „zreformowało” się kierownictwo Komunistycznej Partii Chin Ludowych.

Tajwan i Tybet

Rząd Tajwanu i czołowi politycy na wyspie potępili brutalny sposób w jaki władze chińkie stłumiły demonstarcje w Tybecie.
“Te wydarzenia pokazują tylko jak obce są Chinom prawa człowieka i wartości w jakie wyznają państwa demoktaryczne. Zapewniali nas przed Olimpiada, że jest inaczej; to są tylko puste obietnice” stwierdziła Phobe Ye(葉非比), rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Tajwanu.
Ye zapewniła, że rząd tajwański będzie bacznie przyglądać się sytuacji w Tybecie i wszelkimi dostępnymi kanałami będzie udzielać pomocy Tybetańczykom.
„Wypadki w Tybecie to ostrzeżenie; pokazują nam jak Chiny traktują własnych obywateli”, stwierdził Frank Hsieh (謝長廷), kandydat w wyborach prezydenckich .
Cao Chang-qing (曹長青), chiński komentator prawicowy w artykule z okazji 49 rocznicy stłumienia powstania w Tybecie przypomina o Siemiopunktowej Umowie jaką rząd chiński zawarł z Dalaj Lamą przed wybuchem powstania. Umowa zakładała wprowadzenie idei „jeden kraj dwa systemy” (to samo wprowadził Pekin w Hong Kongowi i chce na Tajwanie). Gdy tylko weszły wojska Chińskiej Armii Ludowo Wyzwoleńczej Tybetańczycy musieli zapomnieć o obiecanej autonomii; Cao Changqing ostrzega przed hasłami wysuwanymi w kampanii wyborczej na Tajwanie: jeden chiński rynek czy jeden kraj dwa systemy. Ich koniec będzie taki sam jak obietnic złożonych Tybetańczykom.
Sytuacja w Tybecie jest w tej chwili bardzo napięta; mimo ze władze nie wpuszczają zagranicznych reporterów do Tybetu, do mediów dostaja sią informacje o tym, że protest przenosi sie także do innych prowincji.
22 marcaTajwan ma zdecydować o swojej przyszłości – Tajwańczycy wybiorą swojego prezydenta. Stratujący w wyborach kandydat Kuomintangu Ma Ying-jiu chcę zjednoczenia - na razie gospodarczego tzw. wspólnego rynku; Frank Hsieh kandydat rzyadzacej DDP sperzciwia się takiej polityce. Czyż wydarzenia w Tybecie to nie jest jakiś znak z Niebios, ostrzeżenie dla nas Tajwańczyków? pyta politolog prof. Chih-Cheng Lo (羅致政)

Informacje o sytuacji w Tybecie można znaleźć na stronie organizacji STUDENTS FOR FREE TIBET.

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...