Jaki jest naprawdę stosunek ludzi Dalekiego Wschodu do zwierząt? W Chinach z jednej strony rośnie liczba osób utrzymujących zwierzęta domowe, ale jednocześnie nadal w okrutny sposób zabija się tam i konsumuje psy. Tam także prowadzi się eksperymenty genetyczne na czworonogach. Japońskie kocie kawiarnie to też nie symbol miłości do zwierząt, lecz efekt odwrócenia się od drugiego człowieka.
Wraz z rozwojem chińskiej klasy średniej w Państwie Środka wzrasta liczba osób utrzymujących zwierzęta domowe. W 2006 r. w pekińskim Biurze Bezpieczeństwa Publicznego zarejestrowano około 534 tys. czworonogów, a w 2011 r. liczba ta wzrosła już do ponad miliona. W 2015 r. w całych Chinach zarejestrowano 100 mln zwierząt, co oznacza, że na mniej więcej 13 osób jedna jest właścicielem zwierzęcia domowego. W konsekwencji rośnie także zainteresowanie wystawami czworonogów – według Narodowego Centralnego Związku Kynologicznego w Chinach (NGKC) w 2015 r. organizacja ta przygotowała ponad 400 wystaw w całym kraju. Jeszcze w 2012 r. takich imprez było 200.
Wystawy psów vs festiwal okrucieństwa
Widząc to ogromne zainteresowanie czworonogami w Chinach Ludowych, Międzynarodowa Federacja Kynologiczna (FCI) zdecydowała o przyznaniu ChRL prawa do organizacji Światowej Wystawy Psów (WDS) w 2019 r. Ta decyzja wywoła jednak ogromne kontrowersje, bo choć z jednej strony może cieszyć fakt, iż w Państwie Środka jest coraz więcej miłośników czworonogów, to nie sposób przymknąć oczu na to, że to właśnie w tym kraju nadal ma miejsce inna impreza nazywana „festiwalem okrucieństwa”, czyli Festiwal Psiego Mięsa. To podczas niego zabija się co roku 10 tys. psów, aby serwować je jako przysmaki.
Festiwal Psiego Mięsa odbywa się w mieście Yulin w prowincji Shaanxi i można na nim obejrzeć okrutne sceny. Żywe psy wrzuca się do wrzątku, zdziera się z nich też skórę. Niektóre z czworonogów są rażone prądem. „Impreza” spotyka się z protestem milionów miłośników czworonogów na świecie. Co roku aktywiści próbują zablokować festiwal, a także wykupić zwierzęta przeznaczone na ubój.
W 2015 r. prawdziwą bohaterką stała się 65-letnia Yang Xiaoyun, emerytowana nauczycielka i właścicielka schroniska dla zwierząt w mieście Tianjin, która przemierzyła 2,4 tys. kilometrów, aby uratować psy w Yulin przed okrutną śmiercią. Za kwotę 7 tys. juanów (około 4,2 tys. zł) kupiła ona 100 czworonogów, które miały trafić na festiwalu do wrzątku.
Mimo że coraz więcej Chińczyków decyduje się opiekować czworonogami, to w Państwie Środka nadal nie brakuje amatorów psiego i kociego mięsa. Wierzą oni, że ma ono właściwości rozgrzewające i może leczyć impotencję. Liczy się także sposób przygotowania. Jak pisze na swoich stronach fundacja Animals Freedom (AM), mięso psa jest delikatniejsze, jeśli zwierzę było bite na śmierć. „Pies zostaje ogłuszony, ale nie na tyle, by stracił przytomność” – czytamy w dokumencie AM. Krótko mówiąc, Chińczycy uważają, że im pies więcej wycierpi, tym mięso lepiej smakuje. Fundacja Animals Freedom ostrzega także, że psie mięso dostępne jest w wielu chińskich supermarketach i na straganach.
Jill Robinson kierująca organizacją Animals Asia (AA) twierdzi, że „zdecydowana większość psów i kotów jest skradzionych, często zatrutych”, a więc ci, którzy decydują się na konsumpcję psiego i kociego mięsa w Chinach, ryzykują chorobą.
Chiny zajmują drugie miejsce w rankingu państw z największą liczbą przypadków wścieklizny. Epidemię SARS, która wybuchła na przełomie lat 2002 i 2003 w Chinach i rozprzestrzeniła się w wielu krajach na świecie, wywołał łaskun chiński, drapieżny ssak, który także jest przysmakiem w Państwie Środka.
Skandale z niebezpieczną żywnością w Chinach są niemal na porządku dziennym. 24 czerwca 2015 r. tamtejsze władze aresztowały gang przemytników, który sprowadzał głęboko mrożone mięso z Wietnamu do Chin. 100 tys. ton mięsa drobiowego, wołowego i wieprzowego o wartości 430 mln euro miało prawie 45 lat! Jak podaje dziennik „China Daily”, towar ten trafił do milionów Chińczyków, narażając ich na zarażenie się m.in. ptasią grypą i chorobą wściekłych krów.
Można skończyć z niechlubną tradycją
Chińczycy konsumujący psie mięso powołują się często na starożytną tradycję. W Chinach jedzono psy ponad 2 tys. lat temu. Jednak są państwa, takie jak choćby Tajwan, w których także jedzono psie mięso i argumentowano to tradycją, lecz w końcu podjęto walkę z tym zwyczajem. Władze i organizacje broniące praw zwierząt przeprowadziły kampanie edukacyjne, a w 1998 r. uchwalono na Tajwanie prawo zakazujące uboju psów i kotów pod konsumpcję. W zeszłym roku wyspa wprowadziła kary za jedzenie psów i kotów – od 1640 do 8200 dolarów. Prawodawca zakazał także ciągnięcia zwierząt na smyczy za samochodami i motocyklami, co niestety w wielu państwach w Azji nadal bywa formą ich „wyprowadzania na spacer”. Zwiększony został także czas, jaki w więzieniu spędzi osoba skazana za znęcanie się nad zwierzętami – teraz są to dwa lata oraz grzywna od 1600 do 65 500 dolarów. Władze planują także upublicznianie wizerunków osób skazanych z takich paragrafów.
Zmiany w tajwańskim prawie były możliwe m.in. dzięki wsparciu obecnej prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen, która jest miłośniczką zwierząt i właścicielką dwóch kotów. Dwa lat temu Tsai adoptowała także trzy psy przewodniki, które zakończyły pracę z niepełnosprawnymi ze względu na podeszły wiek.
Także w Hongkongu i Singapurze proceder konsumpcji psiego mięsa został zdelegalizowany w latach 50. ubiegłego wieku. Mieszkańcy Hongkongu są również coraz bardziej wyczuleni na krzywdę zwierząt. We wrześniu 2013 r. w grupie ponad tysiąca osób zgromadzili się pod siedzibą władz Hongkongu, domagając się egzekwowania prawa wobec osób maltretujących czworonogi. Protest odbył się po tym, jak w Internecie ukazały się zdjęcia 4-miesięcznego kota z odciętą łapką. Para odpowiedzialna za okaleczenie zwierzaka została najpierw aresztowana, ale zaraz potem wypuszczona, gdyż policja stwierdziła, że ma „za mało dowodów” na jej winę. W byłej kolonii brytyjskiej zgodnie z rozporządzeniem dotyczącym zapobiegania okrucieństwu wobec zwierząt każda osoba, która wyrządza krzywdę zwierzęciu, może spotkać się z maksymalną karą trzech lat pozbawienia wolności i grzywną w wysokości 200 tys. HKD (około 87 tys. zł).
Zabawa w Boga
Chiny mogą stać się centrum wystaw czworonogów, ale z pewnością są już areną eksperymentów genetycznych na czworonogach i klonowania zwierząt. W chińskich laboratoriach szybko mnożą się nowe gatunki psów, kóz, a nawet małp. Jednym z „cudów” wytworzonym przez genetyków z Shaanxi Provincial Engineering and Technology Research Center jest nowy gatunek silniejszej i dającej więcej wełny kozy. Zwierzę powstało w wyniku krzyżowania odpowiednich odmian, ale także poprzez bezpośrednie zmanipulowanie jego materiału genetycznego. Ojcem tego chińskiego projektu – sposobu na zwiększenie ilości mięsa i wełny – jest genetyk Lei Qu. Chińczycy zastosowali tu opracowaną w USA metodę CRISPR/Cas. Ta precyzyjna technologia wykorzystuje enzymy do dokładnego zlokalizowania i „wycinania” segmentów DNA, w procesie edycji DNA.
W tej chwili już dziesiątki instytutów naukowych i organizacji badawczych w Państwie Środka pracują nad rozwojem technologii CRISPR/Cas. Liangxue Lai z Instytutu Zdrowia i Medycyny w Guangzhou chwali komunistyczny rząd Chin, bo ten przeznacza „duże wsparcie na finansowanie projektu genetycznie modyfikowanych zwierząt, zarówno w dziedzinie biomedycyny, jak i rolnictwa” i dlatego w ojczyźnie Liangxue Lai powstają nie tylko ulepszone genetycznie kozy, lecz także psy, świnie i małpy. Pytany przez dziennikarza amerykańskiej stacji telewizyjnej CBS, czy nie jest to przypadkiem „zabawa w Boga”, Lai zaśmiał się i stwierdził, że w Chinach nie ma takich obaw. „Myślę, że zapobieganie chorobom to dobra rzecz. Jeśli możemy zmodyfikować niektóre choroby genetyczne, dlaczego po prostu tego nie zrobić? Wszystko zależy od tego, kto z tego korzysta, prawda?” – próbował tłumaczyć swoje stanowisko chiński naukowiec.
A obawy są ogromne, bo wraz z eksperymentami na zwierzętach pojawia się pokusa, by wykorzystać technologię dalej. Chiny są już pierwszym krajem, który opublikował badania na temat wykorzystania metody CRISPR/Cas w pracy nad ludzkimi embrionami. Na łamach internetowego magazynu Protein & Cell chiński zespół kierowany przez Junjiu Huanga z Uniwersytetu Sun-Jat-sena w Guangzhou szczegółowo opisał próby modyfikacji ludzkich embrionów pozyskanych z klinik leczących bezpłodność. Praca została odrzucona przez pisma „Nature” i „Science” m.in. z powodu zastrzeżeń natury etycznej.
Niezdrowa miłość zamiast
Podejście do braci mniejszych zmienia się na lepsze w krajach takich jak Tajwan czy Japonia. Czworonogi nie są tam już tylko siłą roboczą czy źródłem pożywienia. Ale pojawił się nowy problem – psy i koty zaczynają być traktowane jako coś zamiast drugiego człowieka – dziecka, przyjaciela. Dane opublikowane przez Japońskie Stowarzyszanie Producentów Karm dla Zwierząt Domowych mówią o tym, że w 2009 r. w Kraju Kwitnącej Wiśni było 23,3 mln zwierząt domowych i jednocześnie 17 mln dzieci poniżej 15. roku życia. Podczas gdy liczba zwierząt trzymanych w domach rośnie, Japonia od lat jest krajem o jednym z najniższych wskaźników urodzeń.
„Nie mam dzieci, ale naprawdę kocham moje dwa psy” – powiedziała brytyjskiej gazecie „Guardian” Toshiko Horikoshi, chirurg oczny z Tokio. Zwierzaki pani doktor mają swój własny pokój i projektanta strojów. W ich garderobie są m.in. kapelusze, sukienki i okulary. W stolicy Japonii można znaleźć wiele butików, w których osoby takie jakie Horikoshi mogą kupować najnowsze modele strojów dla swoich pupili.
Biznes zaspokajający potrzeby właścicieli zwierzaków w Japonii jest wart ponad 15 mld dolarów i obejmuje poza butikami także m.in. restauracje z żywnością dla smakoszy albo z organicznym jedzeniem, ośrodki spa i te prowadzące zajęcia jogi. Oczywiście wszystko dla psów i kotów!
„W japońskim społeczeństwie naprawdę trudno, aby kobieta miała dziecko i utrzymała pracę […] tak więc moja partnerka zdecydowała, że nie będzie miała dzieci i dlatego mamy psa” – tłumaczył dziennikarzom „The Guardian” Akiba pracujący jako kamerzysta.
Podobnie sytuacja wygląda na Tajwanie. „Niełatwo wychować dzieci; a psa musisz tylko żywić. Nie musisz zapewnić mu edukacji” – powiedział amerykańskiemu magazynowi „The Atlantic” jeden z wystawców na targach psów w 2013 r. w tajwańskim mieście Taichung.
Zarówno w Japonii, jak i już na Tajwanie, istnieją kocie kawiarenki. To miejsca, w których klienci płacą za godzinę, by pić kawę (lub czasami alkohol), odpoczywać, czytać mangi (popularny japoński komiks) i bawić się z kotami. Są to pomieszczenia tak zaprojektowane, poprzez starannie dobrane meble, oświetlenie, materiały do czytania i podkład muzyczny, by wywołać wrażenie przebywania we własnym mieszkaniu. Nic dziwnego, że takie kawiarenki znajdziemy głównie w centrach miast w Japonii, gdzie jest wysoki odsetek ludzi żyjących samotnie. Lorraine Plourde ze Stanowego Uniwersytetu Nowojorskiego w Purchase, naukowiec, która badała fenomen japońskich kocich kawiarni, nazywa je „miejscami, które mają leczyć” – leczyć z samotności.
O Japończykach często mówi się, że zamieniają się w „botchi-zoku”, czyli samotne plemię. Nie zakładają rodzin, nie rozwijają przyjaźni. Uciekają od ludzi, czasem jednak budzi się potrzeba towarzystwa drugiej żywej istoty i to pragnienie mają zaspokajać właśnie kocie restauracje.
Nowe Państwo
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psy. Pokaż wszystkie posty
Szaszłyk z psa na impotencję, czyli barbarzyństwo po chińsku
Chiny chcą być mocarstwem, z którego głosem każdy ma się liczyć. Okazuje się, że nawet miłośnicy zwierząt powinni dostosowywać się do Pekinu, który chce dyktować warunki nawet takim organizacjom jak Międzynarodowy Związek Kynologiczny (FCI). Nie po to jednak, aby upominać się o maltretowane zwierzęta – tu akurat Chińczycy twierdzą, że tradycja usprawiedliwia ich okrucieństwo wobec czworonogów. Chodzi o to, by organizacje takie jak FCI wykorzystywać do szerzenia swojej agendy politycznej
W Chinach Ludowych w mieście Yulin w prowincji Shaanxi zakończył się niedawno Festiwal Psiego Mięsa, na którym zabija się co roku 10 tys. psów, aby serwować je jako przysmaki. Sceny, jakie tu można zaobserwować, są zatrważające. Psy kąpane są we wrzątku i ściąga się z nich skórę żywcem. Niektóre z czworonogów są traktowane prądem. Ale w Państwie Środka nie brakuje amatorów psiego i kociego mięsa. Wierzą oni, że ma ono właściwości rozgrzewające i może leczyć impotencję. Liczy się także sposób przygotowania. Jak pisze na swoich stronach fundacja Animals Freedom (AM), mięso psa jest delikatniejsze, jeśli zwierzę było zbite na śmierć. „Pies zostaje ogłuszony, ale nie na tyle, by stracił przytomność” – czytamy w dokumencie AM. Krótko mówiąc, Chińczycy uważają, że im pies więcej wycierpi, tym mięso lepiej smakuje. Fundacja Animals Freedom ostrzega także, że psie mięso dostępne jest w wielu chińskich supermarketach i na straganach. Jill Robinson, kierująca organizacją Animals Asia (AA), twierdzi, że w Chinach „zdecydowana większość psów i kotów to zwierzęta kradzione, często zatrute”, więc ci, którzy decydują się na ich konsumpcję, ryzykują chorobę. Chiny zajmują drugie miejsce w rankingu państw z największą liczbą przypadków wścieklizny. Epidemię SARS, która wybuchła na przełomie 2002 i 2003 r. w ChRL i rozprzestrzeniła się na wiele krajów, wywołał łaskun chiński – drapieżny ssak, który także jest przysmakiem w Państwie Środka.
Niedorzeczny argument o tradycjiChińczycy konsumujący psie mięso powołują się często na starożytną tradycję. W Chinach jedzono psy ponad 2 tys. lat temu. Jednak są państwa, choćby takie jak Tajwan, w których także jedzono psie mięso i argumentowano to tradycją. Tam jednak władze i organizacje broniące praw zwierząt przeprowadziły kampanie edukacyjne, a w 1998 r. wprowadzono na Tajwanie prawo zakazujące spożywania psiego mięsa. Na wyspie istnieją bardzo surowe kary dla osób, które dopuszczą się procederu jego sprzedawania i spożywania. Podobnie wygląda sytuacja w Hongkongu i Singapurze, gdzie konsumpcję psiego mięsa zdelegalizowano w latach 50. ub. wieku. Argument, że w krajach Dalekiego Wschodu obowiązują inne normy cywilizacyjne i kulturowe i dlatego wykorzenienie tradycji jedzenia psów i kotów jest niemożliwe, obalają nie tylko przykłady Tajwanu, Hongkongu czy Singapuru, lecz także doświadczenie Japonii. Kraj Kwitnącej Wiśni dużo wcześniej niż wiele państw zachodnich wprowadził w swoim prawodawstwie ochronę psów. Argumentowano to m.in. tym, że pies to nie tylko najwierniejszy towarzysz człowieka, lecz także stworzenie, które często ratuje ludzkie życie.Jest też tak, że ze względu na propagowane okrucieństwo odstąpiono od licznych praktyk stosowanych w wielowiekowej tradycji. Tak upadł np. chiński zwyczaj krępowania stóp dziewczynkom. Krótkie stopy były symbolem wytworności i zapewniały właścicielce dobre zamążpójście. Stopy owijano bandażem, tak aby zagiąć palce (z wyjątkiem wielkiego) w kierunku pięty, co doprowadzało do złamania kości śródstopia. Powstające na skutek złamania otwarte rany niosły ryzyko zakażenia i powikłań. Szacuje się, że na skutek tej praktyki umierało co najmniej 10 proc. dziewcząt. Ze względu na tak okrutne okaleczanie kobiet praktyki te zostały zakazane po upadku chińskiego cesarstwa w 1912 r.
FCI podporządkowuje się ChinomDziś wielu miłośników zwierząt uważa, że Chiny powinny zakazać jedzenia psiego i kociego mięsa, a powinna o to zabiegać Międzynarodowa Federacja Kynologiczna. Ta jednak wydaje się nie tylko nie słuchać głosu swoich członków w państwach zachodnich, ale wręcz nagradza Pekin. Taką formą wyróżnienia dla Państwa Środka jest decyzja podjęta na początku czerwca br. przez FCI, aby Światowa Wystawa Psów (WDS) odbyła się w 2019 r. w Szanghaju.Przeciwnicy takiego rozstrzygnięcia twierdzą, że dopóki Pekin nie zakaże Festiwalu Psiego Mięsa, a jedzenie mięsa tych zwierząt nie będzie zdelegalizowane, Światowa Wystawa Psów nie powinna odbywać się w Chinach.„Światowa Wystawa Psów jest świętem psów. Norweski Związek Kynologiczny w związku z tym nie może zaakceptować, że WDS ma odbyć się w kraju, w którym ma miejsce maltretowanie zwierząt, i wzywa FCI do niezwłocznego podjęcia działań w tej sprawie” – czytamy w oświadczeniu norweskiej organizacji, która także namawia właścicieli psów i sędziów kynologicznych z Norwegii, aby nie brali udziału w imprezie w Chinach w 2019 r. W podobnym tonie wypowiadają się związki kynologiczne w Estonii, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Danii i Kanadzie.Psy ofiarami chińskiej propagandyOrganizacje te zwracają także uwagę na jeszcze inną bulwersującą decyzję Międzynarodowej Federacji Kynologicznej. Oto zmieniono miejsca pochodzenia niektórych ras, np. mastifa tybetańskiego i teriera tybetańskiego – z Tybetu na Chiny. FCI stwierdza, że decyzja ta została podjęta jednogłośnie na zjeździe Komitetu Centralnego organizacji w Belgii w dniach 18–19 marca. Jednak coraz więcej związków kynologicznych poszczególnych krajów jest zaskoczonych taką informacją. Dokumenty FCI opisujące rasy, których zmiana dotyczy, wskazują bowiem, że modyfikacja miejsca pochodzenia nastąpiła już 17 marca, a więc zanim doszło do spotkania FCI. Coraz więcej klubów kynologicznych i miłośników zwierząt z całego świata wyraża sprzeciw wobec takiej zmiany, podkreślając, że rasy takie jak mastif tybetański zostały wyhodowane w Tybecie, dużo wcześniej, nim ten został zajęty przez Chiny Ludowe. I tu władze chińskie podają kłamliwy argument, że „Tybet przecież zawsze należał do Chin”. Kłamliwy, bo Tybet przez tysiące lat pozostawał wolny, sprawując władzę nad swoim terytorium, a dziś tybetański rząd emigracyjny twierdzi, że od czasu inwazji w latach 1949–1950 Tybet jest nielegalnie okupowany przez Chiny.Kwestię owej przynależności Tybetu do Chin dobrze wyjaśnił w 1959 r. irlandzki ambasador Narodów Zjednoczonych Frank Aiken w trakcie swojego przemówienia, będącego częścią debaty nad kwestią Tybetu: „Rozglądam się wokół i zastanawiam się, ile ław na tym zgromadzeniu byłoby pustych, gdyby zawsze uznawano, że kiedy niewielki naród upada pod naciskiem sił większych, nikt nie mógłby nigdy wznieść głosu znaczącego w jego sprawie. Jeśli naród ten stał się narodem podbitym, czy to oznacza, że zawsze ma takim pozostać?”.Dziś władze chińskie – poprzez chiński związek kynologiczny – doprowadziły do zmiany miejsca pochodzenia tybetańskich ras właśnie po to, aby podtrzymywać ów mit wiecznej przynależności Tybetu do Chin. W tym procederze niszczenia poczucia etnicznej i kulturowej odrębności Tybetu bierze niestety udział także FCI.Decyzja FCI w sprawie pochodzenia ras to także kolejna nagroda dla Chin. Przyniesie ona materialne korzyści chińskim hodowcom tybetańskich ras. Do tej pory chińskie hodowle nie były traktowane jako te czystej rasy. Chińczycy mieszają np. mastifa tybetańskiego z innymi rasami (chau chau czy mastifem hiszpańskim). Mieszańce nie mają cech typowych dla rasy i niszczą pulę genetyczną rasy sprowadzonej na kontynent europejski dopiero w latach 90. Decyzja FCI o zmianie miejsca pochodzenia na Chiny spowoduje, że standardy będę wyznaczać teraz chińscy hodowcy, zarabiając na tym krocie – rok temu w Chinach sprzedano jednorocznego mastifa tybetańskiego za 12 mln yuanów (około 7 mln zł).W kwestii przyznania Chinom prawa do organizacji Światowej Wystawy Psów i zmiany miejsca pochodzenia tybetańskich ras protestuje coraz więcej organizacji kynologicznych na całym świecie. Pytaliśmy Polski Związek Kynologiczny o stanowisko w tej sprawie. Niestety, mimo obietnicy niezwłocznej odpowiedzi nie otrzymaliśmy opinii przed oddaniem tekstu do druku.
Gazeta Polska
W Chinach Ludowych w mieście Yulin w prowincji Shaanxi zakończył się niedawno Festiwal Psiego Mięsa, na którym zabija się co roku 10 tys. psów, aby serwować je jako przysmaki. Sceny, jakie tu można zaobserwować, są zatrważające. Psy kąpane są we wrzątku i ściąga się z nich skórę żywcem. Niektóre z czworonogów są traktowane prądem. Ale w Państwie Środka nie brakuje amatorów psiego i kociego mięsa. Wierzą oni, że ma ono właściwości rozgrzewające i może leczyć impotencję. Liczy się także sposób przygotowania. Jak pisze na swoich stronach fundacja Animals Freedom (AM), mięso psa jest delikatniejsze, jeśli zwierzę było zbite na śmierć. „Pies zostaje ogłuszony, ale nie na tyle, by stracił przytomność” – czytamy w dokumencie AM. Krótko mówiąc, Chińczycy uważają, że im pies więcej wycierpi, tym mięso lepiej smakuje. Fundacja Animals Freedom ostrzega także, że psie mięso dostępne jest w wielu chińskich supermarketach i na straganach. Jill Robinson, kierująca organizacją Animals Asia (AA), twierdzi, że w Chinach „zdecydowana większość psów i kotów to zwierzęta kradzione, często zatrute”, więc ci, którzy decydują się na ich konsumpcję, ryzykują chorobę. Chiny zajmują drugie miejsce w rankingu państw z największą liczbą przypadków wścieklizny. Epidemię SARS, która wybuchła na przełomie 2002 i 2003 r. w ChRL i rozprzestrzeniła się na wiele krajów, wywołał łaskun chiński – drapieżny ssak, który także jest przysmakiem w Państwie Środka.
Niedorzeczny argument o tradycjiChińczycy konsumujący psie mięso powołują się często na starożytną tradycję. W Chinach jedzono psy ponad 2 tys. lat temu. Jednak są państwa, choćby takie jak Tajwan, w których także jedzono psie mięso i argumentowano to tradycją. Tam jednak władze i organizacje broniące praw zwierząt przeprowadziły kampanie edukacyjne, a w 1998 r. wprowadzono na Tajwanie prawo zakazujące spożywania psiego mięsa. Na wyspie istnieją bardzo surowe kary dla osób, które dopuszczą się procederu jego sprzedawania i spożywania. Podobnie wygląda sytuacja w Hongkongu i Singapurze, gdzie konsumpcję psiego mięsa zdelegalizowano w latach 50. ub. wieku. Argument, że w krajach Dalekiego Wschodu obowiązują inne normy cywilizacyjne i kulturowe i dlatego wykorzenienie tradycji jedzenia psów i kotów jest niemożliwe, obalają nie tylko przykłady Tajwanu, Hongkongu czy Singapuru, lecz także doświadczenie Japonii. Kraj Kwitnącej Wiśni dużo wcześniej niż wiele państw zachodnich wprowadził w swoim prawodawstwie ochronę psów. Argumentowano to m.in. tym, że pies to nie tylko najwierniejszy towarzysz człowieka, lecz także stworzenie, które często ratuje ludzkie życie.Jest też tak, że ze względu na propagowane okrucieństwo odstąpiono od licznych praktyk stosowanych w wielowiekowej tradycji. Tak upadł np. chiński zwyczaj krępowania stóp dziewczynkom. Krótkie stopy były symbolem wytworności i zapewniały właścicielce dobre zamążpójście. Stopy owijano bandażem, tak aby zagiąć palce (z wyjątkiem wielkiego) w kierunku pięty, co doprowadzało do złamania kości śródstopia. Powstające na skutek złamania otwarte rany niosły ryzyko zakażenia i powikłań. Szacuje się, że na skutek tej praktyki umierało co najmniej 10 proc. dziewcząt. Ze względu na tak okrutne okaleczanie kobiet praktyki te zostały zakazane po upadku chińskiego cesarstwa w 1912 r.
FCI podporządkowuje się ChinomDziś wielu miłośników zwierząt uważa, że Chiny powinny zakazać jedzenia psiego i kociego mięsa, a powinna o to zabiegać Międzynarodowa Federacja Kynologiczna. Ta jednak wydaje się nie tylko nie słuchać głosu swoich członków w państwach zachodnich, ale wręcz nagradza Pekin. Taką formą wyróżnienia dla Państwa Środka jest decyzja podjęta na początku czerwca br. przez FCI, aby Światowa Wystawa Psów (WDS) odbyła się w 2019 r. w Szanghaju.Przeciwnicy takiego rozstrzygnięcia twierdzą, że dopóki Pekin nie zakaże Festiwalu Psiego Mięsa, a jedzenie mięsa tych zwierząt nie będzie zdelegalizowane, Światowa Wystawa Psów nie powinna odbywać się w Chinach.„Światowa Wystawa Psów jest świętem psów. Norweski Związek Kynologiczny w związku z tym nie może zaakceptować, że WDS ma odbyć się w kraju, w którym ma miejsce maltretowanie zwierząt, i wzywa FCI do niezwłocznego podjęcia działań w tej sprawie” – czytamy w oświadczeniu norweskiej organizacji, która także namawia właścicieli psów i sędziów kynologicznych z Norwegii, aby nie brali udziału w imprezie w Chinach w 2019 r. W podobnym tonie wypowiadają się związki kynologiczne w Estonii, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Danii i Kanadzie.Psy ofiarami chińskiej propagandyOrganizacje te zwracają także uwagę na jeszcze inną bulwersującą decyzję Międzynarodowej Federacji Kynologicznej. Oto zmieniono miejsca pochodzenia niektórych ras, np. mastifa tybetańskiego i teriera tybetańskiego – z Tybetu na Chiny. FCI stwierdza, że decyzja ta została podjęta jednogłośnie na zjeździe Komitetu Centralnego organizacji w Belgii w dniach 18–19 marca. Jednak coraz więcej związków kynologicznych poszczególnych krajów jest zaskoczonych taką informacją. Dokumenty FCI opisujące rasy, których zmiana dotyczy, wskazują bowiem, że modyfikacja miejsca pochodzenia nastąpiła już 17 marca, a więc zanim doszło do spotkania FCI. Coraz więcej klubów kynologicznych i miłośników zwierząt z całego świata wyraża sprzeciw wobec takiej zmiany, podkreślając, że rasy takie jak mastif tybetański zostały wyhodowane w Tybecie, dużo wcześniej, nim ten został zajęty przez Chiny Ludowe. I tu władze chińskie podają kłamliwy argument, że „Tybet przecież zawsze należał do Chin”. Kłamliwy, bo Tybet przez tysiące lat pozostawał wolny, sprawując władzę nad swoim terytorium, a dziś tybetański rząd emigracyjny twierdzi, że od czasu inwazji w latach 1949–1950 Tybet jest nielegalnie okupowany przez Chiny.Kwestię owej przynależności Tybetu do Chin dobrze wyjaśnił w 1959 r. irlandzki ambasador Narodów Zjednoczonych Frank Aiken w trakcie swojego przemówienia, będącego częścią debaty nad kwestią Tybetu: „Rozglądam się wokół i zastanawiam się, ile ław na tym zgromadzeniu byłoby pustych, gdyby zawsze uznawano, że kiedy niewielki naród upada pod naciskiem sił większych, nikt nie mógłby nigdy wznieść głosu znaczącego w jego sprawie. Jeśli naród ten stał się narodem podbitym, czy to oznacza, że zawsze ma takim pozostać?”.Dziś władze chińskie – poprzez chiński związek kynologiczny – doprowadziły do zmiany miejsca pochodzenia tybetańskich ras właśnie po to, aby podtrzymywać ów mit wiecznej przynależności Tybetu do Chin. W tym procederze niszczenia poczucia etnicznej i kulturowej odrębności Tybetu bierze niestety udział także FCI.Decyzja FCI w sprawie pochodzenia ras to także kolejna nagroda dla Chin. Przyniesie ona materialne korzyści chińskim hodowcom tybetańskich ras. Do tej pory chińskie hodowle nie były traktowane jako te czystej rasy. Chińczycy mieszają np. mastifa tybetańskiego z innymi rasami (chau chau czy mastifem hiszpańskim). Mieszańce nie mają cech typowych dla rasy i niszczą pulę genetyczną rasy sprowadzonej na kontynent europejski dopiero w latach 90. Decyzja FCI o zmianie miejsca pochodzenia na Chiny spowoduje, że standardy będę wyznaczać teraz chińscy hodowcy, zarabiając na tym krocie – rok temu w Chinach sprzedano jednorocznego mastifa tybetańskiego za 12 mln yuanów (około 7 mln zł).W kwestii przyznania Chinom prawa do organizacji Światowej Wystawy Psów i zmiany miejsca pochodzenia tybetańskich ras protestuje coraz więcej organizacji kynologicznych na całym świecie. Pytaliśmy Polski Związek Kynologiczny o stanowisko w tej sprawie. Niestety, mimo obietnicy niezwłocznej odpowiedzi nie otrzymaliśmy opinii przed oddaniem tekstu do druku.
Gazeta Polska
Pies na talerzu Chińczyków
W Chinach Ludowych zakończył się niedawno Festiwal Psiego Mięsa, na którym zabija się co roku 10 tys. psów, aby serwować je jako przysmaki. Impreza jest nazywana „festiwalem okrucieństwa” i spotyka się z protestem milionów miłośników czworonogów na świecie. Wielu z nich bulwersuje decyzja Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI) o przyznaniu Państwu Środka prawa do organizacji Światowej Wystawy Psów (WDS) w 2019 r.Przeciwnicy decyzji podjętej na początku czerwca br. przez FCI twierdzą, że dopóki Pekin nie zakaże Festiwalu Psiego Mięsa, a jedzenie mięsa tych zwierząt nie będzie zdelegalizowane, Światowa Wystawa Psów nie powinna odbywać się w Chinach.
„Światowa Wystawa Psów jest świętem psów. Norweski Związek Kynologiczny w związku z tym nie może zaakceptować, że WDS ma odbyć się w kraju, w którym ma miejsce maltretowanie zwierząt, i wzywa FCI do niezwłocznego podjęcia działań w tej sprawie” – czytamy w oświadczeniu norweskiej organizacji, która także namawia właścicieli psów i sędziów kynologicznych z Norwegii, aby nie brali udziału w imprezie w Chinach w 2019 r.
Festiwal Psiego Mięsa odbywa się w mieście Yulin w prowincji Shaanxi i można na nim obejrzeć okrutne sceny. Psy kąpane są we wrzątku i ściąga się z nich skórę żywcem. Niektóre z czworonogów są traktowane prądem. Co roku aktywiści próbują zablokować festiwal, a także wykupić zwierzęta przeznaczone na ubój.
W tym roku prawdziwą bohaterką stała się 65-letnia Yang Xiaoyun, emerytowana nauczycielka i właścicielka schroniska dla zwierząt w mieście Tianjin, która przemierzyła 2,4 tys. km, aby uratować psy w Yulin przed okrutną śmiercią. Za kwotę 7 tys. juanów (ok. 4,2 tys. zł) kupiła ona 100 czworonogów które miały trafić na festiwalu do wrzątku.
W Państwie Środka tymczasem nie brakuje amatorów psiego i kociego mięsa. Wierzą oni, że ma ono właściwości rozgrzewające i może leczyć impotencję. Liczy się także sposób przygotowania. Jak pisze na swoich stronach fundacja Animals Freedom (AM), mięso psa jest delikatniejsze, jeśli zwierzę było bite na śmierć. „Pies zostaje ogłuszony, ale nie na tyle, by stracił przytomność” – czytamy w dokumencie AM. Krótko mówiąc, Chińczycy uważają, że im pies więcej wycierpi, tym mięso lepiej smakuje. Fundacja Animals Freedom ostrzega także, że psie mięso dostępne jest w wielu chińskich supermarketach i na straganach.
Jill Robinson, kierująca organizacją Animals Asia (AA) twierdzi, że „zdecydowana większość psów i kotów jest skradzionych, często zatrutych”, a więc ci, którzy decydują się na konsumpcję psiego i kociego mięsa w Chinach, ryzykują chorobę.
Chiny zajmują drugie miejsce w rankingu państw z największą liczbą przypadków wścieklizny. Epidemię SARS, która wybuchła na przełomie 2002 i 2003 roku w Chinach i rozprzestrzeniła się w wielu krajach na świecie, wywołał łaskun chiński, drapieżny ssak, który także jest przysmakiem w Państwie Środka.
Skandale z niebezpieczną żywnością w Chinach są niemal na porządku dziennym. 24 czerwca br. tamtejsze władze aresztowały gang przemytników, który sprowadzał głęboko mrożone mięso z Wietnamu do Chin. 100 tys. ton mięsa drobiowego, wołowego i wieprzowego o wartości 430 mln euro miało prawie 45 lat! Jak podaje dziennik „China Daily”, towar ten trafił do milionów Chińczyków, narażając ich na zarażenie się m.in. ptasią grypą i chorobą wściekłych krów.
Chińczycy konsumujący psie mięso powołują się często na starożytną tradycję. W Chinach jedzono psy ponad 2 tys. lat temu. Jednak są państwa takie jak choćby Tajwan, w których także jedzono psie mięso i argumentowano to tradycją. Jednak władze i organizacje broniące praw zwierząt przeprowadziły kampanie edukacyjne, a w 1998 r. wprowadzono na Tajwanie prawo zakazujące jedzenia psiego mięsa. Na wyspie istnieją bardzo surowe kary dla osób, które dopuściłyby się procederu jego sprzedawania i spożywania. Podobnie wygląda sytuacja w Hongkongu i Singapurze, gdzie proceder konsumpcji psiego mięsa zdelegalizowano w latach 50. ub. wieku.
Dziś aktywiści z Tajwanu i Hongkongu pomagają chińskim obrońcom praw zwierząt w ich walce z bestialskim, ale też niebezpiecznym dla zdrowia zwyczajem zabijania i jedzenia psiego mięsa. Takiego wsparcia powinna udzielić Chińczykom także Międzynarodowa Federacja Kynologiczna, nie zgadzając się, aby Światowa Wystawa Psów odbyła się w Chinach, dopóki jedzenie psiego i kociego mięsa nie zostanie tam zdelegalizowane.
Gazeta Polska Codziennie
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Trump chciał pokazać Xi prawdę o Tajwanie. Dyktator uciekł
Ostatnim punktem wizyty Xi Jinpinga w Stanach Zjednoczonych była wizyta w Archiwach Narodowych w Waszyngtonie. Z pozoru uprzejmość gospodarz...
-
W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...
-
Na Tajwanie głośno zrobiło się o relacji, którą trudno czytać bez wstrząsu. Tajwanka występująca pod pseudonimem „MG" opowiedziała w em...
-
Dziś mija dokładnie rok od chwili, gdy Karol Nawrocki złożył przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym. Kancelaria Prezydenta podsumowuje ten ...
