Watykański sekretarz stanu kardynał Pietro Parolin udzielił wywiadu dziennikowi Komunistycznej Partii Chin "Global Times" (wywiad TUTAJ).
Wywiad obok chińskiego dziennikarza Zhang Yu, prowadził też Francesco Sisci, włoski dziennikarz (lewak), który jest częstym gościem państwowej stacji CCTV w Chinach, a swego czasu postulował współpracę Włoch z chińską Centralną Szkołą Partyjną, instytucją, której celem jest kształcenie komunistycznych kadr przywódczych.
Kardynał w wywiadzie mówi o tym, że Watykan jest pewny, że po podpisaniu tajnej umowy z Pekinem " teraz może się otworzyć nowy etap większej współpracy dla dobra chińskiej wspólnoty katolickiej i harmonii w całym społeczeństwie".
Prawda jest taka, że pomimo porozumienia represje wobec chrześcijan w ChRL rosną. Nie przeszkadza to watykańskiemu hierarchowi mówić o rosnącym zaufaniu pomiędzy Watykanem a Pekinem. Jednocześnie Parolin przyznaje, że wie dobrze o prześladowaniach, bo mówi, że przesyła braterski uścisk tym którzy nadal cierpią.
Kardynał sugeruje, że cześć osób krytykujących porozumienie Watykanu z ChRL ma po prostu "uprzedzenia" i stara się "zachować starą równowagę geopolityczną" (jest to jasna deklaracja dyplomaty, że Watykan jest za Nowym Porządkiem Świata).
Jest też gadka, że trzeba przezwyciężyć dążenie do wzajemnego potępiania się. No tak, potępienie komunizmu to byłoby coś okropnego😉 .
W wywiadzie Kardynał nie potępił polityki sinizacji religii prowadzonej przez KPCh, która oznacza całkowitą kontrolę nad społecznościami religijnymi przez komunistą. Gdy padł temat polityki sinizację religii ani prowadzący wywiad ani kardynał nie wytłumaczyli, że jest to kampania prowadzona przez komunistów.
Z wywiadu wyszło również, że Watykan pomaga Chinom w uzyskaniu uznania na arenie międzynarodowej za wysiłki zmierzające do rozprawienia się z handlem organami. W rzeczywistości Watykan zapraszając chińskich urzędników na konferencję dot. transplantologii pozwalił KPCh na szerzenie swojej propagandy, która zaprzecza pobieraniu organów od więźniów sumienia w Państwie Środka. Przypomnę, że według autorów raportu dotyczącego pobierania w Chinach organów od więźniów – prawnika Davida Matasa, byłego kanadyjskiego parlamentarzysty Davida Kilgoura i amerykańskiego dziennikarza Ethana Gutmanna – w Państwie Środka dokonuje się 60–100 tys. przeszczepów rocznie, o wiele więcej niż gdziekolwiek na świecie, i Chińczycy czerpią z tego powodu ogromne zyski. Mimo tak okrutnej polityki KPCh, Watykan bronił swojej decyzji zaproszenia urzędników ChRL na konferencję transplantologiczną ustami innego watykańskiego hierarchy, biskupa Sorondo. „Czy przeprowadza się jakieś nielegalne transplantacje w Chinach? Nie można tego stwierdzić” powiedział biskup Sorondo i nie zezwolił na udział kamer telewizyjnych podczas prezentacji chińskich prelegentów podczas konferencji.
Wywiad z kard. Parolin został nie przez przypadek opublikowany po tym jak rozmowy Pekinu z Waszyngtonem zakończyły się klęską....pięknie Watykan dał się wykorzystać propagandowo. Pokazuje to także dwa stanowiska wobec komunistycznego reżimu: Watykanu, który idzie na współpracę z komunistami w Chinach i Trumpa, który potrafi być wobec nich ostry.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny-Watykan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny-Watykan. Pokaż wszystkie posty
Kraina Czarów dla naiwnych
Entuzjastyczna wypowiedź kanclerza Papieskiej Akademii Nauk Społecznych biskupa Marcela Sáncheza Sorondo na temat tego, jak to Chiny przodują w kwestii wdrażania katolickiej nauki społecznej, wywołała spore kontrowersje. Spotkała się ona z zasłużoną krytyką, bo przedstawia nieprawdziwy obraz państwa rządzonego przez Komunistyczną Partię Chin.
2 lutego tego roku biskup Marcelo Sánchez Sorondo w wywiadzie dla hiszpańskojęzycznego wydania portalu Vatican Insider nazwał Chiny krajem, który najlepiej na świecie wciela w życie katolicką naukę społeczną. Duchowny porównał komunistyczne państwo z USA, przekonując, że chińska „gospodarka nie dominuje w polityce, tak jak dzieje się to w Stanach Zjednoczonych” i że w Państwie Środka nie znajdzie się dzielnic nędzy, narkotyków. Duchowny pochwalił poparcie komunistycznych władz Chin dla globalistycznego porozumienia klimatycznego zawartego w Paryżu, z którego wycofał swój kraj prezydent Trump. W opinii hierarchy oznacza to przejęcie przez Chińczyków „moralnego przywództwa”, którego wyrzekli się Amerykanie.
Zły Trump, dobre Chiny
Ksiądz nie pierwszy raz krytykuje Donalda Trumpa. W jednym z wywiadów radiowych po tym, jak prezydent Stanów Zjednoczonych ogłosił decyzję o wyjściu z porozumienia klimatycznego z Paryża, biskup Sorondo nazwał ten krok „złym przykładem dla innych. „To jest decyzja nieracjonalna, nienaukowa i podyktowana tylko interesem ekonomicznym” – oświadczył szef Papieskiej Akademii Nauk i dodał, że Trump ulega lobby naftowemu. W związku z tym, jak twierdzi, „Europa musi wypełnić pustkę, jaką pozostawia Ameryka, i objąć przywództwo” i „to czas Europy, wspieranej przez Chiny i Azję”.
Kilka miesięcy przed tą wypowiedzią biskup Sorondo zaprosił na konferencję transplantologiczną delegację z Chin Ludowych. Krytycy udziału chińskich gości przypominali, że w Państwie Środka każdego dnia dla narządów zabijane są dziesiątki osób, przede wszystkim zwolennicy represjonowanego ruchu Falun Gong, choć także chrześcijanie, Ujgurzy i Tybetańczycy. Według autorów raportu dotyczącego pobierania organów od więźniów w Chinach – prawnika Davida Matasa, byłego kanadyjskiego parlamentarzysty Davida Kilgoura i amerykańskiego dziennikarza Ethana Gutmanna – w Państwie Środka dokonuje się 60–100 tys. przeszczepów rocznie, o wiele więcej niż gdziekolwiek na świecie, i Chińczycy czerpią z tego powodu ogromne zyski.
Biskup Sorondo nie odpowiedział krytykom swojej decyzji, wręcz stanął w obronie Pekinu. „Czy przeprowadza się jakieś nielegalne transplantacje w Chinach? Nie można tego stwierdzić” – powiedział hierarcha. Biskup Sorondo nie zezwolił też na udział kamer telewizyjnych podczas prezentacji chińskich prelegentów.
Wioski raka
Ostania wypowiedź biskupa Sorondo przedstawiająca ChRL jako wzór kraju wdrażającego naukę społeczną Kościoła katolickiego to też obrona Chin i to ponownie za pomocą fałszywych argumentów.
„Kiedy moi przyjaciele mówią mi, że jadą do Chin, zawsze radzę im, aby nie zatrzymywali się w centrach handlowych, superluksusowych hotelach czy drapaczach chmur, ale aby udali się na peryferie, by poznać obraz prawdziwych Chin” – stwierdził ojciec Bernardo Cervellera na łamach kierowanego przez siebie katolickiego portalu AsiaNews. „Przedstawianie Chin jako Krainy Czarów to nieco za dużo. W wywiadzie po niedawnej podróży do Pekinu biskup Sanchez Sorondo opisuje Państwo Środka, które nie istnieje lub którego czujna chińska eskorta mu nie pokazała” – kontynuował duchowny. Czego więc chińscy komuniści nie pokazali watykańskiemu hierarsze albo czego on sam nie chciał zauważyć?
Według ojca Cervelleri tylko ktoś naiwny może wychwalać Pekin za osiągnięcia w dziedzinie ochrony środowiska, gdyż w rzeczywistości Chiny mają „najbardziej zniszczone i zatrute środowisko na świecie”.
W 2013 r. chińskie władze przygotowały raport na ten temat. Przez sześć lat skrupulatnie zbierano dane. Przebadano 200 tys. próbek powietrza, wody, gleby i płodów rolnych. Wyniki tak przeraziły komunistyczne władze, że zaraz po publikacji raportu został on utajniony przez Ministerstwo Środowiska pod rygorem tajemnicy państwowej. Obawiano się, że ujawnienie prawdy może doprowadzić do zbiorowej paniki i masowych demonstracji. Z nieoficjalnych informacji przekazywanych przez naukowców wynika, że w chińskich miastach 90 proc. wód podziemnych jest skażonych, z tego 60 proc. poważnie.
Władze oficjalnie przyznają, że w Chinach istnieją „wioski raka”, czyli miejscowości, w których śmiertelność z powodu nowotworów gwałtownie wzrasta ze względu na skażenie wód gruntowych chemikaliami przemysłowymi i rolniczymi. Według naukowców z Uniwersytetu Dezhou w prowincji Shandong, w typowej „wiosce raka” liczącej 1200 mieszkańców na tę chorobę umiera 80–100 osób w ciągu pięciu lat.
Statystyki wskazują, że z powodu chorób nowotworowych umiera rocznie 2,7 mln Chińczyków. Każdego roku raka rozpoznaje się u ponad 3 mln ludzi. Najczęściej występuje rak płuc, co świadczy o wysokim zanieczyszczeniu powietrza. Drugi na liście jest nowotwór układu pokarmowego. Jego główne przyczyny to zły stan wody pitnej i skażone gleby.
Obywatele gorszego sortu i ich slumsy
Kolejnym argumentem biskupa Sorondo świadczącym o tym, że Chiny najlepiej na świecie wcielają w życie katolicką naukę społeczną, jest według niego brak dzielnic biedy. Wystarczy jednak udać się na przedmieścia Pekinu, by zobaczyć slumsy, w których mieszkają tzw. migracyjni robotnicy, czyli osoby z reguły z regionów wiejskich, które często przebyły setki kilometrów w celu znalezienia pracy w chińskich miastach. Według oficjalnych danych Państwa Środka w 2017 r. było 287 mln robotników migracyjnych. To właśnie ta grupa była motorem spektakularnego wzrostu gospodarczego Chin w ciągu ostatnich trzech dekad, ale jest szczególnie marginalizowana i dyskryminowana. Dzieci pracowników migracyjnych mają ograniczony dostęp do edukacji i opieki zdrowotnej, a często są odseparowane od rodziców przez wiele lat.
Niedawno media w Chinach obiegła historia 12-letniej He Jingling z prowincji Shaanxi (w północno-środkowej części Chin) – jednego z 61 mln dzieci pozostawionych przez swoich rodziców, którzy udali się do miasta do pracy. Jingling ścięła włosy i sprzedała je po to, by za uzyskaną kwotę kupić smartfona. Jak powiedziała dziewczynka, dzięki temu będzie mogła od czasu do czasu zobaczyć mamę. Oboje dziadkowie Jingling razem zarabiają rocznie około 7 tys. juanów (około 3670 złotych). Według badań Pekińskiego Uniwersytetu Pedagogicznego 40 mln dzieci w Chinach (17 proc. wszystkich dzieci w Państwie Środka) żyje w podobnych warunkach jak He Jingling, czyli w tzw. względnej biedzie – według oficjalnych kryteriów w ChRL oznacza to dochód poniżej 4213 juanów (2221 złotych) na osobę rocznie na wsi i 9659 juanów (5092 złotych) w mieście.
Pomimo tego, że to migracyjni robotnicy są autorami chińskiego sukcesu gospodarczego, z owoców którego korzysta komunistyczna elita, są oni traktowani jak podludzie i ich los jest niepewny. Z dnia na dzień mogą być wypędzeni ze slumsów. Do takiego zdarzenia doszło w Pekinie, gdzie w jednym z osiedli pracowników migracyjnych wybuchł pożar. Zginęło 19 osób, w tym ośmioro dzieci. Wówczas władze przeprowadziły kontrolę i na tym osiedlu, i w okolicy i stwierdziły, że nie ma tam zagwarantowanych podstawowych warunków bezpieczeństwa. Ostatecznie kazały mieszkańcom w ciągu kilku dni się stamtąd wynieść. Tak okrutne potraktowanie robotników migracyjnych przez komunistyczne władze wywołało ostre komentarze wśród internautów i dysydentów. Zwłaszcza że uważano, iż powodem wyrzucenia robotników z miejsca pracy nie jest tak naprawdę zagrożenie bezpieczeństwa, lecz plan władz Pekinu, by do 2020 r. ograniczyć liczbę ludności miasta do 23 mln. Pisano, że cała akcja pokazuje, iż dla reżimu migracyjni robotnicy to społeczność gorszego sortu” (diduan renkou). I tak w Internecie powstała akcja wsparcia dla wyrzuconych – komentatorzy, dysydenci, intelektualiści zaczęli używać hasła: #JaTeżJestemGorszegoSortu.
Coraz więcej narkotyków
O tym, że Chiny to istny raj, według biskupa Sorondo ma świadczyć również fakt, iż nie ma tu narkotyków, a co za tym idzie – młodzi ludzie wolni są od tego uzależnienia. I znów realia okazują się inne. Oficjalnie za handel i przemyt narkotyków w Chinach można nawet otrzymać karę śmierci. Od momentu, gdy Chińczycy zaczęli się bogacić, narkotyki w miastach stawały się coraz popularniejsze. Klientami zostawali młodzi, zamożni przedstawiciele klasy średniej i środowiska rozrywkowo-artystycznego. Na posiadaniu używek przyłapano na przykład mieszkającego w Pekinie syna znanego aktora Jackiego Chana, który sam w Chinach był twarzą antynarkotykowej kampanii. Zaraz po aresztowaniu syna Chan w wywiadzie dla komunistycznej agencji prasowej Xinhua publicznie kajał się za swoje dziecko. Ostatecznie potomek aktora usłyszał wyrok pół roku za kratami i 2 tys. juanów grzywny. Był to lekki wyrok jak na Państwo Środka i uważano, że załatwił go znany z dobrych relacji z władzami komunistycznymi ojciec skazanego. Jackie Chan należał m.in. do Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej Chin, instytucji doradzającej komunistycznej władzy. Aktor zasłynął też z kontrowersyjnych wypowiedzi na arenie międzynarodowej, które z pewnością podobały się Pekinowi. I tak demokrację na Tajwanie, który Chiny traktują jako swoją zbuntowaną prowincję, przedstawiał jako chaos. Autorytarne rządy komunistów w Chinach usprawiedliwiał zaś twierdzeniem, że Chińczycy muszą być kontrolowani, bo inaczej „będą robić, co chcą”.
Dopełniając temat narkotyków, trzeba wspomnieć, że Państwo Środka to jeden z czołowych producentów – głównie na rynek zachodni – substancji psychoaktywnych. I znów jak w przypadku handlu organami to biznes, na którym zarabiają przede wszystkim komunistyczne elity.
Słuszne oburzenie
Nic dziwnego, że oparte na fałszywych przesłankach wypowiedzi biskupa Sorondo wywołały oburzenie i konsternację w wielu kręgach. Tak zareagowali na przykład katolicy w Chinach. Azjatycka agencja katolicka UCANews podała kilka z takich wypowiedzi. Jeden z księży Kościoła podziemnego powiedział, że „Watykan decyduje się na pakt z diabłem i sprzedaje swoją sprawiedliwość. Oni tak naprawdę nie rozumieją, co dzieje się w Chinach”. Z kolei ekspert do spraw sytuacji religijnej w Chinach, który nie chciał ujawnić swego nazwiska, stwierdził: „Watykan nie rozumie chińskiego Kościoła i chce jedynie udobruchać chińskie władze”.
Także prestiżowy konserwatywny magazyn „First Things” ostro skrytykował wypowiedź watykańskiego hierarchy. „Biskup nie zdaje sobie sprawy z tego, że Chiny to totalitarne państwo” – napisał autor publikacji Daniel Mark i przypomniał, że w Państwie Środka nie ma wolności sumienia, a władze dążą do sinizacji religii, czyli dostosowania religijności mieszkańców Państwa Środka do zasad chińskiego totalitaryzmu.
To właśnie pod rządami obecnego prezydenta Chin Xi Jinpinga sytuacja chrześcijan dramatycznie się pogorszyła. Pastor Bob Fu, chiński dysydent i założyciel chrześcijańskiej organizacji China Aid Association (CAA), uważa, że sytuacja chrześcijan w Państwie Środka jest najtrudniejsza od czasów rewolucji kulturalnej. Znów usuwa się krzyże z kościołów, burzy świątynie i domy modlitw oraz aresztuje wiernych. Nie ustają represje wobec duchownych. Pod koniec 2017 r. szczególnie usilnie prowadzona była kampania walki z Bożym Narodzeniem, które m.in. w komunistycznych mediach przedstawiano jako „duchowe opium” i „formę kulturowej inwazji Zachodu”.
Nowe Państwo
2 lutego tego roku biskup Marcelo Sánchez Sorondo w wywiadzie dla hiszpańskojęzycznego wydania portalu Vatican Insider nazwał Chiny krajem, który najlepiej na świecie wciela w życie katolicką naukę społeczną. Duchowny porównał komunistyczne państwo z USA, przekonując, że chińska „gospodarka nie dominuje w polityce, tak jak dzieje się to w Stanach Zjednoczonych” i że w Państwie Środka nie znajdzie się dzielnic nędzy, narkotyków. Duchowny pochwalił poparcie komunistycznych władz Chin dla globalistycznego porozumienia klimatycznego zawartego w Paryżu, z którego wycofał swój kraj prezydent Trump. W opinii hierarchy oznacza to przejęcie przez Chińczyków „moralnego przywództwa”, którego wyrzekli się Amerykanie.
Zły Trump, dobre Chiny
Ksiądz nie pierwszy raz krytykuje Donalda Trumpa. W jednym z wywiadów radiowych po tym, jak prezydent Stanów Zjednoczonych ogłosił decyzję o wyjściu z porozumienia klimatycznego z Paryża, biskup Sorondo nazwał ten krok „złym przykładem dla innych. „To jest decyzja nieracjonalna, nienaukowa i podyktowana tylko interesem ekonomicznym” – oświadczył szef Papieskiej Akademii Nauk i dodał, że Trump ulega lobby naftowemu. W związku z tym, jak twierdzi, „Europa musi wypełnić pustkę, jaką pozostawia Ameryka, i objąć przywództwo” i „to czas Europy, wspieranej przez Chiny i Azję”.
Kilka miesięcy przed tą wypowiedzią biskup Sorondo zaprosił na konferencję transplantologiczną delegację z Chin Ludowych. Krytycy udziału chińskich gości przypominali, że w Państwie Środka każdego dnia dla narządów zabijane są dziesiątki osób, przede wszystkim zwolennicy represjonowanego ruchu Falun Gong, choć także chrześcijanie, Ujgurzy i Tybetańczycy. Według autorów raportu dotyczącego pobierania organów od więźniów w Chinach – prawnika Davida Matasa, byłego kanadyjskiego parlamentarzysty Davida Kilgoura i amerykańskiego dziennikarza Ethana Gutmanna – w Państwie Środka dokonuje się 60–100 tys. przeszczepów rocznie, o wiele więcej niż gdziekolwiek na świecie, i Chińczycy czerpią z tego powodu ogromne zyski.
Biskup Sorondo nie odpowiedział krytykom swojej decyzji, wręcz stanął w obronie Pekinu. „Czy przeprowadza się jakieś nielegalne transplantacje w Chinach? Nie można tego stwierdzić” – powiedział hierarcha. Biskup Sorondo nie zezwolił też na udział kamer telewizyjnych podczas prezentacji chińskich prelegentów.
Wioski raka
Ostania wypowiedź biskupa Sorondo przedstawiająca ChRL jako wzór kraju wdrażającego naukę społeczną Kościoła katolickiego to też obrona Chin i to ponownie za pomocą fałszywych argumentów.
„Kiedy moi przyjaciele mówią mi, że jadą do Chin, zawsze radzę im, aby nie zatrzymywali się w centrach handlowych, superluksusowych hotelach czy drapaczach chmur, ale aby udali się na peryferie, by poznać obraz prawdziwych Chin” – stwierdził ojciec Bernardo Cervellera na łamach kierowanego przez siebie katolickiego portalu AsiaNews. „Przedstawianie Chin jako Krainy Czarów to nieco za dużo. W wywiadzie po niedawnej podróży do Pekinu biskup Sanchez Sorondo opisuje Państwo Środka, które nie istnieje lub którego czujna chińska eskorta mu nie pokazała” – kontynuował duchowny. Czego więc chińscy komuniści nie pokazali watykańskiemu hierarsze albo czego on sam nie chciał zauważyć?
Według ojca Cervelleri tylko ktoś naiwny może wychwalać Pekin za osiągnięcia w dziedzinie ochrony środowiska, gdyż w rzeczywistości Chiny mają „najbardziej zniszczone i zatrute środowisko na świecie”.
W 2013 r. chińskie władze przygotowały raport na ten temat. Przez sześć lat skrupulatnie zbierano dane. Przebadano 200 tys. próbek powietrza, wody, gleby i płodów rolnych. Wyniki tak przeraziły komunistyczne władze, że zaraz po publikacji raportu został on utajniony przez Ministerstwo Środowiska pod rygorem tajemnicy państwowej. Obawiano się, że ujawnienie prawdy może doprowadzić do zbiorowej paniki i masowych demonstracji. Z nieoficjalnych informacji przekazywanych przez naukowców wynika, że w chińskich miastach 90 proc. wód podziemnych jest skażonych, z tego 60 proc. poważnie.
Władze oficjalnie przyznają, że w Chinach istnieją „wioski raka”, czyli miejscowości, w których śmiertelność z powodu nowotworów gwałtownie wzrasta ze względu na skażenie wód gruntowych chemikaliami przemysłowymi i rolniczymi. Według naukowców z Uniwersytetu Dezhou w prowincji Shandong, w typowej „wiosce raka” liczącej 1200 mieszkańców na tę chorobę umiera 80–100 osób w ciągu pięciu lat.
Statystyki wskazują, że z powodu chorób nowotworowych umiera rocznie 2,7 mln Chińczyków. Każdego roku raka rozpoznaje się u ponad 3 mln ludzi. Najczęściej występuje rak płuc, co świadczy o wysokim zanieczyszczeniu powietrza. Drugi na liście jest nowotwór układu pokarmowego. Jego główne przyczyny to zły stan wody pitnej i skażone gleby.
Obywatele gorszego sortu i ich slumsy
Kolejnym argumentem biskupa Sorondo świadczącym o tym, że Chiny najlepiej na świecie wcielają w życie katolicką naukę społeczną, jest według niego brak dzielnic biedy. Wystarczy jednak udać się na przedmieścia Pekinu, by zobaczyć slumsy, w których mieszkają tzw. migracyjni robotnicy, czyli osoby z reguły z regionów wiejskich, które często przebyły setki kilometrów w celu znalezienia pracy w chińskich miastach. Według oficjalnych danych Państwa Środka w 2017 r. było 287 mln robotników migracyjnych. To właśnie ta grupa była motorem spektakularnego wzrostu gospodarczego Chin w ciągu ostatnich trzech dekad, ale jest szczególnie marginalizowana i dyskryminowana. Dzieci pracowników migracyjnych mają ograniczony dostęp do edukacji i opieki zdrowotnej, a często są odseparowane od rodziców przez wiele lat.
Niedawno media w Chinach obiegła historia 12-letniej He Jingling z prowincji Shaanxi (w północno-środkowej części Chin) – jednego z 61 mln dzieci pozostawionych przez swoich rodziców, którzy udali się do miasta do pracy. Jingling ścięła włosy i sprzedała je po to, by za uzyskaną kwotę kupić smartfona. Jak powiedziała dziewczynka, dzięki temu będzie mogła od czasu do czasu zobaczyć mamę. Oboje dziadkowie Jingling razem zarabiają rocznie około 7 tys. juanów (około 3670 złotych). Według badań Pekińskiego Uniwersytetu Pedagogicznego 40 mln dzieci w Chinach (17 proc. wszystkich dzieci w Państwie Środka) żyje w podobnych warunkach jak He Jingling, czyli w tzw. względnej biedzie – według oficjalnych kryteriów w ChRL oznacza to dochód poniżej 4213 juanów (2221 złotych) na osobę rocznie na wsi i 9659 juanów (5092 złotych) w mieście.
Pomimo tego, że to migracyjni robotnicy są autorami chińskiego sukcesu gospodarczego, z owoców którego korzysta komunistyczna elita, są oni traktowani jak podludzie i ich los jest niepewny. Z dnia na dzień mogą być wypędzeni ze slumsów. Do takiego zdarzenia doszło w Pekinie, gdzie w jednym z osiedli pracowników migracyjnych wybuchł pożar. Zginęło 19 osób, w tym ośmioro dzieci. Wówczas władze przeprowadziły kontrolę i na tym osiedlu, i w okolicy i stwierdziły, że nie ma tam zagwarantowanych podstawowych warunków bezpieczeństwa. Ostatecznie kazały mieszkańcom w ciągu kilku dni się stamtąd wynieść. Tak okrutne potraktowanie robotników migracyjnych przez komunistyczne władze wywołało ostre komentarze wśród internautów i dysydentów. Zwłaszcza że uważano, iż powodem wyrzucenia robotników z miejsca pracy nie jest tak naprawdę zagrożenie bezpieczeństwa, lecz plan władz Pekinu, by do 2020 r. ograniczyć liczbę ludności miasta do 23 mln. Pisano, że cała akcja pokazuje, iż dla reżimu migracyjni robotnicy to społeczność gorszego sortu” (diduan renkou). I tak w Internecie powstała akcja wsparcia dla wyrzuconych – komentatorzy, dysydenci, intelektualiści zaczęli używać hasła: #JaTeżJestemGorszegoSortu.
Coraz więcej narkotyków
O tym, że Chiny to istny raj, według biskupa Sorondo ma świadczyć również fakt, iż nie ma tu narkotyków, a co za tym idzie – młodzi ludzie wolni są od tego uzależnienia. I znów realia okazują się inne. Oficjalnie za handel i przemyt narkotyków w Chinach można nawet otrzymać karę śmierci. Od momentu, gdy Chińczycy zaczęli się bogacić, narkotyki w miastach stawały się coraz popularniejsze. Klientami zostawali młodzi, zamożni przedstawiciele klasy średniej i środowiska rozrywkowo-artystycznego. Na posiadaniu używek przyłapano na przykład mieszkającego w Pekinie syna znanego aktora Jackiego Chana, który sam w Chinach był twarzą antynarkotykowej kampanii. Zaraz po aresztowaniu syna Chan w wywiadzie dla komunistycznej agencji prasowej Xinhua publicznie kajał się za swoje dziecko. Ostatecznie potomek aktora usłyszał wyrok pół roku za kratami i 2 tys. juanów grzywny. Był to lekki wyrok jak na Państwo Środka i uważano, że załatwił go znany z dobrych relacji z władzami komunistycznymi ojciec skazanego. Jackie Chan należał m.in. do Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej Chin, instytucji doradzającej komunistycznej władzy. Aktor zasłynął też z kontrowersyjnych wypowiedzi na arenie międzynarodowej, które z pewnością podobały się Pekinowi. I tak demokrację na Tajwanie, który Chiny traktują jako swoją zbuntowaną prowincję, przedstawiał jako chaos. Autorytarne rządy komunistów w Chinach usprawiedliwiał zaś twierdzeniem, że Chińczycy muszą być kontrolowani, bo inaczej „będą robić, co chcą”.
Dopełniając temat narkotyków, trzeba wspomnieć, że Państwo Środka to jeden z czołowych producentów – głównie na rynek zachodni – substancji psychoaktywnych. I znów jak w przypadku handlu organami to biznes, na którym zarabiają przede wszystkim komunistyczne elity.
Słuszne oburzenie
Nic dziwnego, że oparte na fałszywych przesłankach wypowiedzi biskupa Sorondo wywołały oburzenie i konsternację w wielu kręgach. Tak zareagowali na przykład katolicy w Chinach. Azjatycka agencja katolicka UCANews podała kilka z takich wypowiedzi. Jeden z księży Kościoła podziemnego powiedział, że „Watykan decyduje się na pakt z diabłem i sprzedaje swoją sprawiedliwość. Oni tak naprawdę nie rozumieją, co dzieje się w Chinach”. Z kolei ekspert do spraw sytuacji religijnej w Chinach, który nie chciał ujawnić swego nazwiska, stwierdził: „Watykan nie rozumie chińskiego Kościoła i chce jedynie udobruchać chińskie władze”.
Także prestiżowy konserwatywny magazyn „First Things” ostro skrytykował wypowiedź watykańskiego hierarchy. „Biskup nie zdaje sobie sprawy z tego, że Chiny to totalitarne państwo” – napisał autor publikacji Daniel Mark i przypomniał, że w Państwie Środka nie ma wolności sumienia, a władze dążą do sinizacji religii, czyli dostosowania religijności mieszkańców Państwa Środka do zasad chińskiego totalitaryzmu.
To właśnie pod rządami obecnego prezydenta Chin Xi Jinpinga sytuacja chrześcijan dramatycznie się pogorszyła. Pastor Bob Fu, chiński dysydent i założyciel chrześcijańskiej organizacji China Aid Association (CAA), uważa, że sytuacja chrześcijan w Państwie Środka jest najtrudniejsza od czasów rewolucji kulturalnej. Znów usuwa się krzyże z kościołów, burzy świątynie i domy modlitw oraz aresztuje wiernych. Nie ustają represje wobec duchownych. Pod koniec 2017 r. szczególnie usilnie prowadzona była kampania walki z Bożym Narodzeniem, które m.in. w komunistycznych mediach przedstawiano jako „duchowe opium” i „formę kulturowej inwazji Zachodu”.
Nowe Państwo
Chińska gra papieża Franciszka

Przed ostatnim konklawe chińskie MSZ stwierdziło, że Watykan pod rządami nowego papieża Franciszka powinien wykazać się „elastycznością i szczerością w tworzeniu warunków dla poprawy chińsko--watykańskich stosunków”. Czyżby wypowiedziane ponad trzy lata temu oczekiwanie Pekinu miało się ziścić?
Pojawiają się informacje, że Watykan prowadzi rozmowy z komunistycznymi władzami w Pekinie w sprawie normalizacji relacji pomiędzy obiema stronami. To możliwe porozumienie dające Pekinowi prawo do zabierania głosu w sprawie nominacji biskupich według wielu chińskich, ale nie tylko, katolików będzie porażką dla Kościoła.
Podzielony Kościół
Chiny zerwały stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską w 1951 r., krótko po tym, jak do władzy doszli komuniści. Od tego czasu w Państwie Środka istnieją dwa Kościoły. Łączna liczba katolików w tej chwili w ChRL to ponad 12 mln wiernych. Większość z nich należy do Kościoła podziemnego (katakumbowego) – wiernego Stolicy Apostolskiej. Biskupi i księża święceni są tu potajemnie, a władze komunistyczne stosują wobec niego politykę represji, łącznie z zamykaniem duchownych i wiernych w więzieniach i obozach pracy. Obok tego jest również Kościół Patriotyczny, czyli Patriotyczne Stowarzyszenie Kościoła Katolickiego (PSKK), nieuznające władzy papieża i kontrolowane przez komunistyczny rząd w Pekinie. Nauczanie społeczne Stowarzyszenia nie może być sprzeczne z programem społecznym Komunistycznej Partii Chin Ludowych, stąd patrioci nie występują na przykład przeciw aborcji, a duchowni muszą publicznie wyrażać poparcie dla decyzji władz.
Stolica Apostolska gotowa na porozumienie
Watykan dokonywał ekskomuniki biskupów należących do PSKK i nowo wyświęconych bez jego zgody hierarchów. Ale w ostatnich latach Stolica Apostolska starała się iść na ustępstwa. W lipcu 2012 r. w katedrze św. Ignacego w Szanghaju święcenia biskupie otrzymał uznany jednocześnie przez Stolicę Apostolską i chińskie władze ks. Tadeusz Ma Daqin. Jeszcze w czasie ceremonii święceń, na której obecni byli m.in. przedstawiciele władz i policji, biskup Ma ogłosił, że występuje ze współpracującego z władzami Chin Kościoła Patriotycznego. Za tę deklarację komuniści od razu go aresztowali. Duchowny od czterech lat przebywa w areszcie domowym.
Następne święcenia biskupie za zgodą Watykanu odbyły się trzy lata później. W sierpniu 2015 r. na biskupa diecezji Anyang w prowincji Henan w środkowej części Chin konsekrowany został ks. Józef Zhang Yilin. Duchownego wybrały komunistyczne władze, ale sakrę zaaprobowała Stolica Apostolska.
Uważa się, że ta nominacja, a następnie wizyty delegacji watykańskiej w Pekinie w październiku zeszłego roku i rewizyta chińskich oficjeli w Watykanie w styczniu tego roku to zapowiedź normalizacji relacji między oboma państwami i być może zgody Watykanu na to, by nominacji hierarchów w chińskim Kościele katolickim dokonywano w procesie negocjacji z komunistycznymi władzami w Pekinie. Wyglądałoby to tak, jak w przypadku nominacji bp. Józefa Zhang Yilin, którego wskazali komuniści, a Watykan to zaaprobował.
W kwietniu 2016 r. obydwie strony utworzyły wspólną grupę roboczą, o której mówi się, że ma wypracować ostateczne porozumienie.
Kwestia Tajwanu
Ale wielu ekspertów uważa, że mimo częstych kontaktów na linii Watykan–Pekin, droga do porozumienia może być jeszcze długa nie tylko w związku z kwestią nominacji hierarchów, lecz także z powodu Tajwanu, z którym Stolica Apostolska utrzymuje stosunki dyplomatyczne. Na wyspie mieszka około 300 tys. katolików. Chiny jako warunek do nawiązania stosunków ze Stolicą Apostolską stawiają zerwanie przez Watykan relacji z Tajwanem i uznaniem wyspy jako integralnej części ChRL.
Według Chen Chien-jena, wiceprezydenta Tajwanu, pierwszego w historii wyspy katolika na tym stanowisku, relacje Tajpej ze Stolicą Apostolską są trwałe. Chen był w Watykanie w sierpniu tego roku i spotkał się z sekretarzem stanu Pietro Parolinim, a także miał prywatną audiencję u Franciszka. Po podróży tajwański wiceprezydent uspokajał Tajwańczyków, że jego wizyta potwierdziła silne partnerstwo i wspólne wartości łączące Tajwan i Watykan.
Kompromis Watykanu osłabia Kościół
Przeciwko próbom zawarcia przez Franciszka ugody z komunistycznymi władzami w Pekinie występuje wielu katolików. Jedną z osób, która krytykuje obecną politykę Stolicy Apostolskiej i niektórych organizacji katolickich względem komunistycznych władz Chin, jest emerytowany biskup Hongkongu kardynał Joseph Zen. W rozmowie z niemiecką agencją katolicką KNA (listopad, 2016 r.) biskup senior Hongkongu stwierdził, że „wszelkie kompromisy osłabiają pozycję Kościoła”. Urodzony w Szanghaju kardynał dodał, że Watykan powinien mocniej wspierać katolików z Kościoła podziemnego.
„Jaki szacunek dla Kościoła będą mieli jutro ludzie, jeśli dzisiaj nie będzie on bronił wolności i nie zakończy się prześladowanie wierzących?” – pyta duchowny.
84-letni purpurat ostrzega też przed dyplomatycznymi „umiejętnościami” Pekinu, który może „bawić się słowami. Istnieje wielkie niebezpieczeństwo, że Watykan da się oszukać”. I zaznaczył, że komunistyczne władze Chin „chcą wszystkiego, chcą kapitulacji”.
W wywiadzie dla „The Wall Street Journal” (listopad, 2016) kardynał Zen powiedział, że uznanie nieważnie wyświęconych biskupów może zniszczyć Kościół w Chinach. W wywiadzie duchowny stwierdził, iż chociaż biskupi z PSKK są z reguły wierni nauczaniu Kościoła, to jednak pozostają „kukiełkami” kontrolowanymi przez komunistyczne władze. A kompromis, do którego ma dążyć Watykan, w niczym nie pomoże „ciepiącym wspólnotom katakumbowym” w Chinach.
Możliwa schizma
Stolica Piotrowa wierzy, że zawierając ugodę z Pekinem, będzie miała większe pole do działania i zwiększy swoje zaangażowanie na rzecz ujednoliconego Kościoła w Państwie Środka. Jednak wielu chińskich wiernych wcale nie odbiera owych kroków Watykanu jako służących wzmocnieniu wspólnoty i podziela opinie kardynała Zena. Potencjalny kompromis Watykanu z władzami Chin wierni Stolicy Apostolskiej Chińczycy odbierają jako zdradę i istnieją obawy, że porozumienie może doprowadzić do schizmy w chińskim Kościele.
W wypowiedzi dla brytyjskiego dziennika „The Daily Telegraph” (kwiecień 2016 r.) ks. Dong Baolu z Kościoła katakumbowego w Shijiazhuang w prowincji Hebei określa ewentualny kompromis Watykanu z władzami komunistycznymi właśnie jako „zdradę ze strony Rzymu”. – Jeśli tak się stanie, zrezygnuję. Nie zamierzam być częścią Kościoła, który jest kontrolowany przez partię komunistyczną – mówił duchowny.
O tym, że ugoda z Pekinem może nie przynieść pozytywnych rezultatów dla Kościoła w Chinach, pisze także w artykule pt. „Polska, Chiny i Kościół Katolicki w komunizmie” („National Catholic Register”, kwiecień 2016 r.) ks. Raymond J. de Souza. Autor stwierdza, że Kościół w Chinach działający w podziemiu jest słaby i rozproszony. Brak mu przywódcy i autorytetu na miarę prymasa Wyszyńskiego.
Brak na miejscu silnego przywódcy duchowego takiego jak Prymas Tysiąclecia powoduje, że wszystkie negocjacje z Pekinem są prowadzone przez nie do końca rozumiejącą sytuację Stolicę Apostolską. Na dodatek Watykan prowadzi zaawansowane już negocjacje w momencie, gdy w Chinach ma miejsce nowa fala walki z chrześcijaństwem.
Represje największe od czasów Mao
Według międzynarodowej organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie (Aid to the Church in Need), ChRL należy do 10 najbardziej niebezpiecznych dla chrześcijan krajów świata.
Gdy w 2013 r. do pełni władzy doszedł Xi Jinping, ogłosił kampanię sinizacji religii, mającą polegać na tym, że kościoły m.in. za pomocą symboli muszą się dostosować do „kultury i społeczeństwa chińskiego, będącego pod władzą komunistyczną”. Usuwane są krzyże z kościołów, burzone świątynie i domy modlitw, a wierni aresztowani. Nie ustają represje wobec duchownych. Na początku ubiegłego roku w chińskim więzieniu zmarł katolicki biskup Kosma Shi Enxiang z diecezji Yixian w prowincji Hebei. Hierarcha spędził w areszcie łącznie 54 lata, a skazany został za to, że odmówił zrzeczenia się lojalności wobec Stolicy Apostolskiej. Rodzina biskupa Shi twierdzi, że mógł umrzeć w więzieniu w wyniku zagłodzenia albo tortur. W połowie listopada ubiegłego roku w rzece Fen w prowincji Shanxi znaleziono ciało 41-letniego księdza Pedro Yu Heping. Oficjalna wersja brzmi, że duchowny popełnił samobójstwo, ale nikt w to nie wierzy. Rodzina i wierni uważają, że śmierć kapłana jest wynikiem konfliktu z władzami komunistycznymi. Chiński duchowny stworzył bowiem bardzo popularny wśród społeczności katolickiej w Chinach portal internetowy Tianzhujiao Zaixian (katolik online). Strona była kilka razy zamykana, a aktywność księdza w internecie oraz jego posługa w odległych regionach Chin irytowały partię.
O tym, że sytuacja chrześcijan w Państwie Środka jest najtrudniejsza od czasów rewolucji kulturalnej, mówi pastor Bob Fu, chiński dysydent i założyciel chrześcijańskiej organizacji China Aid Association (CAA). Jego zdaniem, jakiekolwiek ustępstwa ze strony Watykanu na rzecz władz komunistycznych w Pekinie to „zdrada wobec chińskiego Kościoła katolickiego, a przede wszystkim wobec tych, którzy cierpią, a nawet stali się męczennikami”.
Franciszek nie rozumie komunizmu
W Watykanie mówi się o słabości Franciszka do Chin. To czasem manifestuje się w dość trudnej do zrozumienia formie. Na początku tego roku, tuż przed Chińskim Nowym Rokiem, Ojciec Święty udzielił wywiadu portalowi Asia Times, w którym ani słowem nie wspomniał o prześladowaniach chrześcijan w Chinach. Za to Franciszek chwalił ChRL jako „skarbnicę mądrości” i „kraj błogosławiony z wielu względów”, a pytany na przykład o politykę kontroli populacji, unikał odpowiedzi krytycznych wobec komunistycznych władz w Pekinie. Prowadzący wywiad Francesco Sisci zastrzegł, że celowo nie pytał papieża o skomplikowane kwestie polityczne i stosunki między Chinami a Watykanem. I nic dziwnego. Pytanie na przykład o sytuację katakumbowych katolików w Państwie Środka pewnie było niewygodne dla włoskiego dziennikarza, który jest częstym gościem państwowej stacji CCTV w Chinach, a swego czasu postulował współpracę Włoch z chińską Centralną Szkołą Partyjną, instytucją, której celem jest kształcenie komunistycznych kadr przywódczych.
Wielu uważa, że Ojciec Święty nie ma prawdziwej wiedzy o komunizmie, stąd poparcie dla ugody z Pekinem. Jak twierdzi kardynał Zen, wynika to z doświadczenia Franciszka w Argentynie, gdzie „dyktatorzy wojskowi i bogate elity zrobiły wiele złego […] Ojciec Święty widział prześladowanych komunistów, a nie komunistycznych prześladowców. Widział komunistów zabitych przez rząd, a nie rząd komunistyczny, który zabił tysiące, setki tysięcy ludzi (w przypadku Chin miliony)”.
Kardynał Joseph Zen twierdzi w wywiadzie dla „Corriere della Sera” (marzec 2016 r.), że obecnie nad Watykanem ciąży cień Ostpolitik i naiwności wynikającej z niewiedzy, czym jest komunizm w praktyce. „Włosi w Kurii Rzymskiej nie wiedzą, czym tak naprawdę jest chińska dyktatura, ponieważ nigdy nie doświadczyli życia w komunistycznym reżimie” – mówi duchowny.
Podobnie uważa chiński opozycjonista i komentator polityczny Meng Xuan. Wskazuje on na inną postawę Franciszka wobec komunizmu niż „polskiego papieża, Jana Pawła II, który nie miał złudzeń, czym jest ideologia komunistyczna. Jego twarde stanowisko zmieniło świat i nie potrzebował do tego czołgów”.
Nowe Państwo
Chiny i Tajwan o papieżu Franciszku
Czołowe media w Chinach Ludowych przekazały wiadomość o wyborze nowego papieża z dużym opóźnieniem. Informacje zaraz po ogłoszeniu wyboru kard. Jorge Mario Bergoglio rozpowszechnili jednak chińscy internauci na Sino Weibo, odpowiedniku Twittera w ChRL.
Przed konklawe chińskie MSZ stwierdziło, że Watykan pod rządami nowego papieża powinien wykazać się „elastycznością i szczerością w tworzeniu warunków dla poprawy chińsko-watykańskich stosunków”. Ta poprawa według komunistycznych Chin możliwa będzie, gdy Watykan zerwie dyplomatyczne stosunki z Tajwanem i powstrzyma się od ingerowania w wewnętrzne sprawy Chin, szczególnie te dotyczące religii. Według sekretarza generalnego Konferencji Episkopatu na Tajwanie ojca Otfrieda Chana trudno jeszcze powiedzieć, jak rozwiną się stosunki na linii Pekin–Watykan, ale „raczej nieprawdopodobne jest, aby Stolica Apostolska ustanowiła stosunki dyplomatyczne z Chinami Ludowymi, gdyż te odrzucają możliwość uznania papieża jako głowy Kościoła katolickiego”.
Chiny zerwały stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską w 1951 r., krótko po tym, jak do władzy doszli komuniści. Ponad 8 mln katolików należy do Kościoła podziemnego (katakumbowego) – wiernego Stolicy Apostolskiej. Istnieje również Katolickie Stowarzyszenie Patriotyczne liczące 5 mln wiernych, nieuznające władzy papieża, kontrolowane przez rząd w Pekinie.
Katolicy na Tajwanie przyjęli wiadomość o wyborze nowego papieża z radością i optymizmem. Prezydent Tajwanu Ma Yingjiu przesłał na ręce papieża Franciszka depeszę gratulacyjną. Przywódca Tajwanu wyraził także podziękowania Kościołowi katolickiemu za wkład w rozwój Tajwanu. Na Tajwanie, który utrzymuje stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską, mieszka ok. 300 tys. katolików.
GPCodziennie
Przed konklawe chińskie MSZ stwierdziło, że Watykan pod rządami nowego papieża powinien wykazać się „elastycznością i szczerością w tworzeniu warunków dla poprawy chińsko-watykańskich stosunków”. Ta poprawa według komunistycznych Chin możliwa będzie, gdy Watykan zerwie dyplomatyczne stosunki z Tajwanem i powstrzyma się od ingerowania w wewnętrzne sprawy Chin, szczególnie te dotyczące religii. Według sekretarza generalnego Konferencji Episkopatu na Tajwanie ojca Otfrieda Chana trudno jeszcze powiedzieć, jak rozwiną się stosunki na linii Pekin–Watykan, ale „raczej nieprawdopodobne jest, aby Stolica Apostolska ustanowiła stosunki dyplomatyczne z Chinami Ludowymi, gdyż te odrzucają możliwość uznania papieża jako głowy Kościoła katolickiego”.
Chiny zerwały stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską w 1951 r., krótko po tym, jak do władzy doszli komuniści. Ponad 8 mln katolików należy do Kościoła podziemnego (katakumbowego) – wiernego Stolicy Apostolskiej. Istnieje również Katolickie Stowarzyszenie Patriotyczne liczące 5 mln wiernych, nieuznające władzy papieża, kontrolowane przez rząd w Pekinie.
Katolicy na Tajwanie przyjęli wiadomość o wyborze nowego papieża z radością i optymizmem. Prezydent Tajwanu Ma Yingjiu przesłał na ręce papieża Franciszka depeszę gratulacyjną. Przywódca Tajwanu wyraził także podziękowania Kościołowi katolickiemu za wkład w rozwój Tajwanu. Na Tajwanie, który utrzymuje stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską, mieszka ok. 300 tys. katolików.
GPCodziennie
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Trump chciał pokazać Xi prawdę o Tajwanie. Dyktator uciekł
Ostatnim punktem wizyty Xi Jinpinga w Stanach Zjednoczonych była wizyta w Archiwach Narodowych w Waszyngtonie. Z pozoru uprzejmość gospodarz...
-
W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...
-
Na Tajwanie głośno zrobiło się o relacji, którą trudno czytać bez wstrząsu. Tajwanka występująca pod pseudonimem „MG" opowiedziała w em...
-
Dziś mija dokładnie rok od chwili, gdy Karol Nawrocki złożył przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym. Kancelaria Prezydenta podsumowuje ten ...
