Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morze Poludniowochinskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morze Poludniowochinskie. Pokaż wszystkie posty

Manewry podzieliły militarnych potentatów

Po zakończonych w poniedziałek wspólnych ćwiczeniach okrętowych Chin i Rosji na Morzu Południowochińskim napięcie w regionie nie opada. Japonia zapowiedziała właśnie prowadzenie z USA wspólnych patroli na spornych wodach. Z kolei Waszyngton nawiązał porozumienie z Indiami w sprawie manewrów nieopodal chińskiej granicy.

Region Morza Południowochińskiego, na którym odbyły się manewry, często nazywany jest beczką prochu. Prawa do strategicznych terenów rości sobie wiele okolicznych państw, m.in. Chiny, Wietnam, Filipiny, a także Malezja i Tajwan. Na straży swoich interesów w tym rejonie stoją także Stany Zjednoczone, Japonia, Korea Południowa, Indie, Australia i Rosja. Państwa w regionie Morza Południowochińskiego, m.in. Filipiny i Wietnam, czują się jednak zaniepokojone ekspansją Pekinu w ich pobliżu związaną np. z budową sztucznych wysp na morzu pod bazy wojskowe. Również sam fakt, że w trakcie manewrów chińsko-rosyjskich była prowadzona misja zajęcia terenów, tylko powiększył wspomniane obawy.
Na ćwiczenia chińskich i rosyjskich okrętów odpowiedziała już Japonia. Podczas przemówienia w amerykańskim think tanku „Center for Strategic and International Studies” japońska minister obrony Tomomi Inada zapowiedziała, że Kraj Kwitnącej Wiśni będzie prowadził patrole wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi na Morzu Południowochińskim. Inada dodała także, że Tokio będzie kontynuowało program pomocy krajom w obszarze akwenu, ze wzmocnieniem ich potencjału morskiego włącznie. Kilka dni temu władze w Tokio potwierdziły gotowość zaopatrzenia Wietnamu w nowe okręty patrolowe. Planowane jest również dostarczenie Filipinom dwóch okrętów patrolowych i pięciu samolotów rozpoznawczych.
Nieobojętne na rozwijające się partnerstwo Moskwy i Pekinu są także Stany Zjednoczone, które wzmacniają sojusze w Azji. Jeszcze przed zakończeniem manewrów chińsko-rosyjskich w Indiach w stanie Uttarakhand, graniczącym z Chinami, rozpoczęły się wspólne ćwiczenia armii USA i Indii o kryptonimie „Yudh Abhyas”. Ich lokalizacja nie jest przypadkowa. To właśnie w Uttarakhand chińskie siły zbrojne sukcesywnie naruszają granicę indyjską. Ostatni taki incydent miał miejsce 19 lipca br. Wówczas ok. 300 chińskich żołnierzy wkroczyło do Indii i przebywało tam ponad pół godziny. Zdaniem lokalnych władz w ostatnich latach doszło do blisko 40 podobnych incydentów.
Ćwiczenia amerykańsko-indyjskie w regionie graniczącym z Chinami odbywają się trzy miesiące po wspólnych manewrach morskich USA, Indii i Japonii w Zatoce Bengalskiej. Media w Indiach przedstawiają oba ćwiczenia jako wyraźny sygnał dla Chin, że Indie nie pozwolą, aby jakikolwiek kraj kontrolował Morze Południowochińskie oraz że władze w New Delhi nie lękają się zagrożenia ze strony państw wspierających terroryzm. Ostatnia kwestia dotyczy działań Pekinu, który według indyjskich władz ma wspierać oddziały partyzanckie współpracujące z Pakistanem i terrorystów działających w Indiach.
Warto przypomnieć, że trzy tygodnie temu przedstawiciele USA i Indii podpisali tzw. Logistics Exchange Memorandum of Agreement (LEMOA), czyli porozumienie o współpracy. Umożliwia ono wzajemne korzystanie z baz wojskowych przez siły zbrojne obu krajów. W oświadczeniu, jakie ukazało się po podpisaniu umowy, zaznaczono, że dokument jest strategicznym krokiem ku budowaniu wzajemnych więzi obronnych w celu przeciwdziałania morskiej aktywności wojskowej Chin w regionie.

Gazeta Polska Codziennie

Niebezpieczny sojusz Chiny-Rosja

W zeszłym tygodniu Stały Trybunał Arbitrażowy w Hadze uznał, że Pekin nie ma historycznych praw do wód Morza Południowochińskiego i swoimi działaniami naruszył suwerenne prawa Filipin, prowadząc w rejonie aktywną działalność gospodarczą. Pekin określa tę decyzję jako farsę. Wyrok trybunału jest niewątpliwie porażką komunistycznych władz Chin i jeszcze bardziej zbliża Pekin do Moskwy.

Spór o Morze Południowochińskie jest dziś uważany za jedno z większych zagrożeń dla bezpieczeństwa regionalnego. W tym rejonie przebiegają ważne szlaki zaopatrzeniowe i trasy flot morskich, a także znajdują się złoża ropy naftowej, gazu ziemnego, bogate łowiska ryb i obfite ilości guana – naturalnego ptasiego nawozu. Prawa do strategicznych terenów na Morzu Południowochińskim rości sobie wiele okolicznych państw. Pekin stoi na stanowisku, że wody Morza Południowochińskiego od zawsze należały do chińskiej strefy wpływów. Władze komunistyczne powołują się na źródła historyczne – dane archeologiczne mówiące o tym, że już przed naszą erą rybacy chińscy dokonywali połowów w tym regionie.
Proces Chinom w tej sprawie na początku 2013 r. wytoczyły Filipiny. Jeszcze przed ogłoszeniem wyroku przez Stały Trybunał Arbitrażowy Chiny zapowiedziały, że go nie uznają, jeśli będzie on dla nich niekorzystny. Tak też się stało. Pekin dodatkowo zapowiada umieszczenie na spornym morzu do 20 platform z elektrowniami jądrowymi, a we wtorek rozpoczął na wodach akwenu trwające do czwartku ćwiczenia militarne.
Chiny, tak jak Rosja, za głównego wroga uważają USA, które w opinii Pekinu mają powodować zamieszanie na Morzu Południowochińskim i podjudzać Filipiny oraz inne kraje, by występowały przeciwko ChRL. Nie umknęło uwagi władz ChRL, że czterech z pięciu sędziów trybunału, który wydał wyrok w sprawie Morza Południowochińskiego, pochodzi z państw należących do NATO (Polska, Niemcy, Francja i Holandia), a więc, jak rozumują władze Chin, wyrok to „amerykański spisek służący odizolowaniu Chin”.
Podobnie myśli prezydent Rosji Władimir Putin, dla którego porażką był udany szczyt NATO w Warszawie, na którym ogłoszono, że na terenie Polski i w krajach bałtyckich będą rozmieszczone siły NATO, i podkreślono, że sojusz jest formułą otwartą, a więc w przyszłości takie państwa jak Gruzja czy Ukraina, jeśli dokonają reform, mogą stać się jego członkami. Według Moskwy warszawski szczyt miał służyć temu, by „demonizować Rosję”, i to też ma być amerykański spisek.
Rosja i Chiny grają w jednej lidze. W zeszłym roku państwa te odbyły ćwiczenia militarne na Morzu Wschodniochińskim, czyli na terenie, co do którego spory z Pekinem toczy Tokio, sojusznik Waszyngtonu. Mówi się, że podobne manewry mogłyby się odbyć także na Morzu Południowochińskim. Zaraz po wizycie prezydenta Xi w Polsce, i przed szczytem NATO, wizytę w Pekinie złożył Putin. Rosyjski przywódca mówił wtedy, że Pekin i Moskwa mają „prawie identyczne poglądy” na sytuację na arenie międzynarodowej. Obaj liderzy podpisali także wspólne oświadczenie dotyczące wzmacniania globalnej stabilności, w którym zaznaczono m.in., że ChRL i Rosja sprzeciwiają się rozmieszczeniu w Europie (w Polsce i Rumunii) morskiego systemu antybalistycznego Aegis Ashore, a w Azji (w Korei Płd.) systemu przeciwrakietowego THAAD.
Poza klęską w sprawie Morza Południowochińskiego w chińskojęzycznej prasie wydawanej poza Chinami mówi się o innej międzynarodowej porażce prezydenta Xi. Chiński przywódca w ostatnim okresie próbował rozwijać bliskie relacje, zwłaszcza gospodarcze, z Wielką Brytanią, Francją i Turcją. Dziś kraje te, jak pisze chińskojęzyczny dziennik „Epoch Times”, są „pogrążone w chaosie”. Xi próbował rozwijać z Ankarą także współpracę militarną. Kilka lat temu Pekin miał sprzedać Turcji system przeciwlotniczy FD-2000 (HQ-9). Podpisano nawet umowę, a Ankara zrezygnowała z ofert chińskich konkurentów, takich jak amerykański Patriot czy francusko-włoski Eurosam Samp-T. Mówiło się wtedy, że kontrakt zawarty przez Turcję z chińskim koncernem Precision Machinery Import and Export Corp (CPMIEC) – objętym przez USA sankcjami za sprzedaż technologii wojskowych do Iranu, Korei Północnej i Syrii – to w rzeczywistości koń trojański wprowadzony przez Pekin na podwórko NATO. Ostatecznie pod koniec 2015 r. Turcja wycofała się z umowy. Chinom nie udało się to, co teraz może udać się Moskwie – zbliżenie z drugą siłą NATO, bo o tym mówił w Ankarze doradca Putina ds. polityki międzynarodowej Aleksander Dugin, gdy zapewniał o rodzącej się „nowej erze” w relacjach Rosji z Turcją.
Grający w jednej lidze z Moskwą Pekin nie będzie zmartwiony zbliżeniem turecko-rosyjskim.
Gazeta Polska Codziennie

Xi Jinping i Morze Południowochińskie

Chiny nie mogą i nie wycofają się ze swoich roszczeń dotyczących Morza Południowochińskiego, pisze w komentarzu na swoim blogu Wu’er Kaixi, chiński dysydent, jeden z przywódców studenckiego protestu na Placu Tiananamen w 1989 r., dziś mieszkający na Tajwanie. Jak twierdzi Wu’er Kaixi nie chodzi tu tylko o geopolitykę –Morze Południowochińskie to dla Pekinu wrota do Pacyfiku.
Więcej na Niezależna.pl TUTAJ

Czego się nie robi dla rządzących komunistów i pokoju

Fiery Cross Reef to sztuczna wyspa w grupie Spratly na Morzu Południowochińskim. Wyspa, która staje się coraz większa - od 2014 r. zwiększyła swój rozmiar 11-krotnie. To tu  Chiny zbudowały lotnisko z długim na 3 tys. m pasem startowym. Na zdjęcia satelitarnych można też zobaczyć przystań dla okrętów wojskowych i tankowców. Są też i działa przeciwlotnicze, dwa lotniska dla helikopterów i dwie latarnie.
Budowa wre a kilka dni temu Pekin zapowiedział stworzenie floty przenośnych, pływających reaktorów atomowych, które zostaną umieszczone na Morzu Południowochińskim Wszystko to w ramach, i użyje to stwierdzenia min. Waszczykowskiego (!!!),“prób pokojowego uregulowania tego sporu przez Chiny” (to stwierdzenie cytuje za pracownikiem MSZ obecnym przy rozmowach naszego szefa MSZ ze swoim chińskim odpowiednikiem. Oficjalna chińska wersja wypowiedzi ministra dużo gorzej świadczy o naszym szefie MZS).

Ale skoro ma b pokojowo to powinna być też muzyka.
I jest. koncertami dla pokojowo budujących sztuczne wyspy w archipelagu Spratly, Pekin wysłał nie byle jaką gwiazdę - Song Zuying.


Song, fakt bardzo utalentowana, nie zostałaby czołową gwiazdą w ChRL-u gdyby nie jej romans z 40 lat od niej starszym Jiang Zeminem. To dla niej Jiang zbudował Teatr Narodowy w Pekinie (koszt 3 mld renminbi).
Gdy w 2014 r. podczas sesji Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej Chin (organ doradczy, taki chiński "front jedności narodowej") aktor Jackie Chan skradł całusa Zuying, wszyscy wiedzieli że mistrz filmów kungfu będzie miał kłopoty. Kilka miesięcy później mieszkający w Pekinie syn Chana trafił do aresztu bo "dawał schronienia innym w celu zażywania narkotyków".
Ale Jiang Zemin to także wróg no. 1 obecnego prezydenta Xi Jinpinga. Xi w ramach tzw. kampanii antykorupcyjnej usuwa kolejnych współpracowników Jianga. W zeszłym roku Jiang miał otrzymać zakaz opuszczania swojego mieszkania w Szanghaju (areszt domowy). Ucierpiała też kariera Song Zuying. Nie jest już na przykład gwiazdą noworocznego programu w stacji CCTV (tu występowała ze znanymi zachodnimi gwiazdami np. Celin Dion i trzeba przyznać, że radziła sobie świetnie)

Etykieta byłej kochanki Jianga szkodzi więc nic dziwnego, że Song stara się pokazać że obecnie rządzący Chinami Xi Jinping może na nią liczyć i podjęła się zadania umacniania na duchu budujących pokój na Morzu Południowochińskim.

Chiny: nie boimy się wojny z USA

Pojawienie się amerykańskiego niszczyciela USS „Lassen” na Morzu Południowochińskim, w pobliżu budowanych tam przez Chiny sztucznych wysp, wywołało ostre protesty ze strony Pekinu. Po raz kolejny zaognia się spór uważany przez wielu ekspertów za jedno z największych zagrożeń dla bezpieczeństwa regionalnego.

Pekin stoi na stanowisku, że wody Morza Południowochińskiego należą do chińskiej strefy wpływów. Władze komunistyczne powołują się na źródła historyczne – dane archeologiczne mówiące o tym, że już przed naszą erą rybacy chińscy dokonywali połowów w tym regionie. Kilka tygodni temu dowódca Floty Północnej ChRL wiceadmirał Yuan Yubai powtórzył te roszczenia na Międzynarodowej Konferencji Bezpieczeństwa i Obrony w Londynie, stwierdzając: „Morze Południowochińskie jest, jak sama nazwa wskazuje, obszarem, który należy do Chin”. Pekin nie poprzestaje tylko na deklaracjach. Rok temu zaczął budować sztuczne wyspy na rafach Fiery Cross, Mischief i Subi, położonych na Morzu Południowochińskim, wyposażając je w pasy startowe i latarnie morskie. Władze ChRL jasno oświadczają, że mają prawo do tworzenia na tych wyspach obiektów wojskowych.
Okoliczne kraje, takie jak Filipiny i Wietnam, ale także USA, uważają, że tworzone przez Pekin sztuczne wyspy są zagrożeniem dla swobody szlaków morskich. Waszyngton powołuje się na UNCLOS, konwencję morską ONZ-etu z 1982 r., która nie zezwala na rozciąganie suwerenności państwowej na sztuczne wyspy usypane nad podwodnymi rafami.
Stojąc na straży swobody żeglugi, Waszyngton zdecydował się wysłać we wtorek w pobliże raf Subi i Mischief niszczyciel rakietowy USS „Lassen”. Akcja zatwierdzona przez Baracka Obamę miała pokazać azjatyckim sojusznikom USA, że Waszyngton jest gotowy stawić czoła chińskiej ekspansji w regionie.
Na reakcję Pekinu nie trzeba było długo czekać. Do chińskiego MSZ-etu został wezwany amerykański ambasador w ChRL Max Baucus. Zażądano od strony amerykańskiej, aby „zaprzestała podejmowania niebezpiecznych i prowokacyjnych działań, które zagrażają chińskiej suwerenności i interesom bezpieczeństwa”. Komunistyczny dziennik „Global Times” nazwał amerykańskie działania politycznym show, które ma za zadanie sprowokować rosnące w siłę Chiny. „Pekin powinien rozprawić się z Waszyngtonem taktycznie i przygotować się na najgorsze. To może przekonać Biały Dom, że Chiny, mimo że są temu niechętne, nie boją się wojny z USA w regionie i są zdeterminowane, aby chronić swoje interesy i godność” – czytamy w komentarzu w chińskiej gazecie.
Władze w Pekinie rozpoczęły też wielką akcję propagandową wśród swoich obywateli. Gdy tylko amerykański niszczyciel pojawił się w pobliżu sztucznych wysp na Morzu Południowochińskim, 200 mln użytkowników WeChat, chińskiego komunikatora na smartfonach, otrzymało informację, że armia amerykańska nielegalnie wtargnęła na chińskie Morze Południowochińskie.
Tymczasem Waszyngton zapowiedział więcej takich misji. – Kolejne rejsy mogą nastąpić w najbliższych tygodniach – twierdzi przedstawiciel amerykańskich władz wojskowych.
Jeśli Pekin będzie przeszkadzał patrolom na spornych wodach Morza Południowochińskiego i marynarka ChRL spróbuje zablokować czy otoczyć jednostki amerykańskie na pełnym morzu, może dojść do eskalacji konfliktu w regionie, który ma duże znaczenie strategiczne. Tędy przebiegają ważne szlaki zaopatrzeniowe i trasy flot morskich. Tu także znajdują się złoża ropy naftowej, gazu ziemnego, bogate łowiska ryb i obfite ilości guana – naturalnego ptasiego nawozu.
Gazeta Polska Codziennie

Pekin: Morze Południowochińskie jest nasze

Najnowsze zdjęcia satelitarne pokazują, że na jednej z budowanych przez Chiny sztucznych wysp na Morzu Południowochińskim powstaje kolejne lotnisko. Dzieje się to mimo sprzeciwu państw Azji Południowo-Wschodniej i USA wobec chińskiej ekspansji w regionie. Tymczasem na Międzynarodowej Konferencji Bezpieczeństwa i Obrony w Londynie chiński wiceadmirał publicznie stwierdził, że bogate w złoża Morze Południowochińskie należy do Chin.

Na zaprezentowanych przez amerykański think tank Center for Strategic and International Studies (CSIS) zdjęciach wykonanych 8 września br. wyraźnie widać, że Chiny Ludowe budują kolejne, trzecie już, lotnisko na sztucznych wyspach na Morzu Południowochińskim. Tym razem chodzi o rafy Mischief w archipelagu Spratly. Na zdjęciach widać, że struktura wyspy przybiera takie same kształty, jak dwie inne sztuczne wyspy (na rafach Fiery Cross i Subi), na których już można zaobserwować zabudowę lotnisk i pasy startowe. Każde ma mieć pas długości 3 km, co pozwoli na przyjęcie samolotów należących do chińskiego lotnictwa wojskowego.
Zapytany o komentarz do przedstawionych przez CSIS zdjęć satelitarnych, rzecznik chińskiego MSZ-etu Hong Lei stwierdził, że Chiny Ludowe mają „niezaprzeczalne prawo do zwierzchnictwa nad wyspami Spratly i prawo do tworzenia tam obiektów wojskowych”.
W podobnym tonie wypowiedział się wiceadmirał Yuan Yubai, dowódca Floty Północnej ChRL u na Międzynarodowej Konferencji Bezpieczeństwa i Obrony w Londynie, odbywającej się w ramach targów przemysłu wojskowego Defence Security and Equipment International 2015. Chiński wojskowy stwierdził, że „Morze Południowochińskie jest, jak sama nazwa wskazuje, obszarem, który należy do Chin”.
Informacje o rozbudowie kolejnej sztucznej wyspy i wypowiedź chińskiego wiceadmirała miały miejsce tuż przed rozpoczętą we wtorek wizytą prezydenta Chin Xi Jinpinga w USA. Administracja Baracka Obamy wielokrotnie wzywała Pekin, aby wstrzymał konstrukcję wysp na Morzu Południowochińskim i militaryzację tego regionu. Oczekuje się, że również podczas niniejszego spotkania chińskiej i amerykańskiej strony jednym z tematów rozmów będzie chińska ekspansja w tym morskim regionie.
Także państwa takie jak Filipiny i Wietnam w odpowiedzi na chińskie dążenia do panowania na Morzu Południowochińskim wykazują coraz większą determinację, aby stawić czoło Pekinowi. Rząd w Manili mówi o toczącym się w regionie wyścigu zbrojeń i podejmuje kroki mające „ulepszyć zdolności obronne Filipin”. To samo zapowiada Wietnam. 15 września podczas wizyty Nguyena Phu Tronga, sekretarza generalnego wietnamskiej partii komunistycznej, w Tokio Premier Japonii Shinzo Abe zapowiedział, że jego kraj zaopatrzy Wietnam w statki, które wzmocnią wietnamskie siły obronne na Morzu Południowochińskim. Szczegółów umowy jeszcze nie podano.
Wyspy budowane przez ChRL to ważne ogniwo w chińskiej dominacji na Morzu Południowochińskim. Dzięki obecności w tym regionie Pekin będzie mógł kontrolować kluczowe szlaki żeglugowe i podmorskie złoża surowców. Tu znajdują się złoża ropy naftowej, gazu ziemnego, bogate łowiska ryb i obfite ilości guana – naturalnego ptasiego nawozu.
Prawa do strategicznych terenów na Morzu Południowochińskim rości sobie wiele okolicznych państw, takich jak Chiny Ludowe, Wietnam, Filipiny, a także Malezja i Tajwan (Republika Chińska). Na straży swoich interesów w tym rejonie stoją też Stany Zjednoczone, Japonia, Korea Południowa, Indie, Australia i Rosja. Pekin stoi na stanowisku, że wody Morza Południowochińskiego „od zawsze” należały do chińskiej strefy wpływów. Władze komunistyczne powołują się na źródła historyczne – dane archeologiczne, mówiące o tym, że już przed naszą erą rybacy chińscy dokonywali połowów w tym regionie.
Gazeta Polska Codziennie

Chińska gra na Morzu Południowowschodnim

Napięcie, do jakiego doszło w ostatnich tygodniach na linii Hanoi–Pekin dowodzi, że racje mają eksperci twierdzący, że spór o Morze Południowochińskie to jedno z największych zagrożeń dla bezpieczeństwa regionalnego
Dwa archipelagi położone w tym rejonie, Wysp Paracelskich i Wysp Spratly, mają duże znaczenie strategiczne. Tędy przebiegają ważne szlaki zaopatrzeniowe i trasy flot morskich i tu znajdują się złoża ropy naftowej, gazu ziemnego, bogate łowiska ryb i obfite ilości guana – naturalnego ptasiego nawozu. Nic więc dziwnego, że prawa do strategicznych terenów na Morzu Południowochińskim rości sobie wiele okolicznych państw, takich jak Chiny Ludowe, Wietnam, Filipiny, a także Malezja i Tajwan (Republika Chińska).
ChRL wkarcza do akcji
Pekin stoi na stanowisku, że wody Morza Południowochińskiego od zawsze należały do chińskiej strefy wpływów. Władze komunistyczne powołują się na źródła historyczne i dane archeologiczne mówiące o tym, że już przed naszą erą rybacy chińscy dokonywali połowów w tym regionie. Gwałtownie rozwijająca się gospodarka Państwa Środka i konieczność sprostania wymaganiom w sektorze energetycznym zmuszają Pekin do szukania nowych źródeł surowców. Chińczycy szacują, że złoża ropy naftowej w rejonie Morza Południowochińskiego wynoszą od 23 do 30 mld ton, a gazu około 16. trylionów m sześc. Aby korzystać z tego bogactwa, 2 maja b.r. obok wysp Paracelskich umieszczono platformę wiertniczę Haiyang Shiyou 981, należącą do Chińskiej Narodowej Korporacji Naftowej (CNOOC), państwowego giganta energetycznego. Wokół platformy krążą chińskie okręty obrony przybrzeżnej, a także myśliwce. Ponieważ gigantyczna konstrukcja znajduje się na obszarze wyłącznej strefy ekonomicznej Wietnamu, okręty tego kraju starały się powstrzymać montaż platform. Doszło do bitwy za pomocą armatek wodnych i do kolizji jednostek pływających Chin i Wietnamu. Wtedy na ulicach wietnamskich miast doszło do antychińskich demonstracji.
Płonące fabryki i poszukiwanie sojuszników
Protesty zaczęły się na południu Wietnamu w prowincji Binh Doung, a z czasem rozprzestrzeniły się na cały kraj. Niszczono i podpalano chińskie fabryki. Wietnamskie władze komunistyczne 17 maja rozesłały SMS-y do obywateli z apelem, aby ci pozostali w domu. Zostało to jednak zignorowane i w wielu miastach, m.in. w stolicy kraju Hanoi, doszło ponownie do antychińskich demonstracji. W tej chwili oficjalne dane mówią o dwóch ofiarach śmiertelnych i ok. 140 rannych. Wśród poszkodowanych są nie tylko Chińczycy, lecz także Tajwańczycy, Koreańczycy i mieszkańcy Hongkongu. Wielu z nich zdecydowało się opuścić Wietnam, co może się okazać zgubne dla wietnamskiej gospodarki. Do tej pory wiele firm przenosiło tu swoje fabryki z Chin, w których wzrastają koszty pracy .
Dean Cheng z konserwatywnej amerykańskiej Fundacji Heritage uważa, że fakt, iż ofiarami zamieszek stali się także przedsiębiorcy  z Tajwanu, Korei Płd. i Japonii, może spowodować, że Wietnam będzie traktowany jako miejsce zbyt ryzykowne i wielu z planujących dalsze inwestycje w Azji może w tej chwili zamiast Wietnamu wybrać Birmę, Bangladesz czy Kambodżę.
Władze wietnamskie zdają sobie z tego sprawę i starają się ratować sytuację. Wietnamski przedstawiciel na Tajwanie na specjalnie zwołanej konferencji zapowiedział, że rząd Wietnamu opracowuje plan rekompensat dla poszkodowanych inwestorów, m.in. obniżenie podatków i redukcję zadłużenia z tytułu pożyczek.
Szef wietnamskiego rządu spotkał się m.in. z  prezydentem Filipin Benigno Aquino III, który podkreślił, że Manila i Hanoi powinny zintensyfikować współpracę w dziedzinach obrony i gospodarki i dążyć do partnerstwa strategicznego.
Chińskie marzenie o ekspansji w Azji
Premier Wietnamu mówi także o „różnych opcjach obronnych przeciwko Chinom“, co jest odpowiedzią na fakt, że Chiny rozpoczeły gromadzenie wojska przy granicy z Wietnamem. Donieśli o tym chińscy internauci piszący, że w znajdującym się przy granicy z Wietnamem mieście Chonghzuo (region Guangxi) pojawiły się nowe jednostki Armii Ludowo-Wyzwoleńczej i czołgi. Informację tę potwierdziły także tajwańskie media.
Zarówno Waszyngton jak i Tokio skrytykowały działania Pekinu i nazwały je prowokacją. Ekspert ds. Chin, prof. Edward Friedman uważa, że konflikt z Hanoi to część ekspansjonistycznej polityki ChRL wobec sąsiadów, której zadaniem jest osiągnięcie dominacji w regionie Azji.  Wybór Wietnamu nie jest przypadkowy, bo kraj ten nie jest powiązany żadnymi umowami obronnymi z USA. Pekin chce pokazać, że jakiekolwiek myślenie o uniezależnieniu się mniejszych państw azjatyckich od Chin jest złudne. Komunistyczne władze Chin inwestują ogromne ilości pieniędzy w krajach sasiednich (w Wietnamie tylko w 2013 r. zainwestowano 2,3 mld USD), a w zamian chcą mieć dostęp do bogactw tych krajów, nawet jeśli lokalne ludności się buntują. A buntują się nie tylko Wietnamczycy. Także chińskie inwestycje w Birmie napotykają na coraz liczniejsze protesty ze strony miejscowej ludności; Birmańczycy buntują się, bo konfiskowane są ich grunty, na których powstają chińskie inwestycje, a także degradowane jest środowisko naturalne.
Protesty w Birmie dotyczą m.in. Rurociągów Shwe , które są wspólnym przedsięwzięciem państwowego China National Petroleum Corporation (CNPC) i kontrolowanego przez wojsko Myanmar Oil and Gas Enterprise (MOGE). Inwestycja łączy Zatokę Bengalską z chińską prowincją Yunnan i pozwola Chinom na uniknięcie żeglugi przez cieśninę Malakka oraz Morze Południowochińskie. Rurociąg gazowy jest już uruchomiony i ma przesyłać rocznie do Chin 12 mld m sześc gazu ziemnego. Rurociąg naftowy będzie miał pojemność 22 mln ton ropy naftowej rocznie.
Walka o dominację to też bój o przetrwanie partii
Wu Fan, chiński dysydent i redaktor naczelny magazynu internetowego „China Affairs“ uważa, że napięcia w regionie są korzystne dla Komunistycznej Partii Chin Ludowych, bo odwracają uwagę Chińczyków od problemów wewnątrz kraju. Po dojściu do władzy w marcu zeszłego roku prezydent Xi Jinping zapowiadał walkę z korupcją. Kampania ta jednak ponosi klęskę. Xi musi także stawić czoła słabnącej chińskiej gospodarce. Na domiar złego spada sprzedaż domów (w kwietniu tego roku zmniejszyla sie o 18 proc.), co podsyca obawy przed kryzysem na chińskim rynku nieruchomości. Dramatycznie wzrasta też liczba protestów. Rządzący przyznali, że w 2010 r. było ich 180 tys., potem już zaprzestano publikowania danych. Chińczycy demonstrują przeciwko skażonej żywności, przymusowym wysiedleniom, niskim zarobkom i zanieczyszczaniu środowiska. Na masową skalę występują z KPChL – szeregi partii opuściło do dziś ponad 140 mln osób. Wu Fan uważa, że jeśli Xi Jinping nie odniesie jakiś sukcesów na arenie międzynarodowej, to “być może cały ten reżim wkrótce upadnie”. Wu uważa, że poczynania chińskich komunistycznych władz coraz bardziej przypominają ruchy Rosji– aby odbudować wielkomocarstwową pozycję tak jak Putin zagrabił Krym, tak Chiny nie będą stronić nawet od militarnego konfliktu z Wietnamem.
Gazeta Polska

Wyspy wojny

Spór o Morze Południowochińskie jest dziś uważany przez wielu ekspertów za jedno z największych zagrożeń dla bezpieczeństwa regionalnego. Dwa archipelagi położone w tym rejonie, Wysp Paracelskich i Wysp Spratly, mają duże znaczenie strategiczne – tędy przebiegają ważne szlaki zaopatrzeniowe i trasy flot morskich. Tu także znajdują się złoża ropy naftowej, gazu ziemnego, bogate łowiska ryb i obfite ilości guana – naturalnego ptasiego nawozu.


Prawa do strategicznych terenów na Morzu Południowochińskim rości sobie wiele okolicznych państw, takich jak Chiny Ludowe, Wietnam, Filipiny, a także Malezja i Tajwan (Republika Chińska). Na straży swoich interesów w tym rejonie stoją też Stany Zjednoczone, Japonia, Korea Południowa, Indie, Australia i Rosja.

Od zawsze chińskie
Pekin stoi na stanowisku, że wody Morza Południowochińskiego „od zawsze” należały do chińskiej strefy wpływów. Władze komunistyczne powołują się na źródła historyczne – dane archeologiczne mówiące o tym, że już przed naszą erą rybacy chińscy dokonywali połowów w tym regionie. Dziś gwałtownie rozwijająca się gospodarka Państwa Środka i konieczność sprostania wymaganiom w sektorze energetycznym zmuszają Pekin do szukania nowych źródeł surowców. Chińczycy szacują, że złoża ropy naftowej w rejonie Morza Południowochińskiego wynoszą od 23 do 30 mld ton, a gazu około16 trylionów metrów sześciennych. Pekin zaczął więc coraz odważniej mówić o podboju regionu. Jesienią zeszłego roku Long Tao, wpływowy analityk Komitetu ds. Funduszy Energetycznych, a także członek działającego na Uniwersytecie w Zhejiang Centrum Badań nad Pokojem i Bezpieczeństwem, wezwał chiński rząd do wypowiedzenia wojny Wietnamowi i Filipinom i „przejęcia pełnej kontroli nad rejonem Wysp Paracelskich i Wysp Spratly na Morzu Południowochińskim”. Long Tao zamieścił swój komentarz na łamach „Global Timesa” („Huanqiu”), gazety wydawanej przez Komunistyczną Partię Chin Ludowych. Analityk wskazuje, że atak na Wietnam i Filipiny, które to państwa określa jako „najgłośniejszych wichrzycieli w rejonie”, odstraszy innych potencjalnych, i to większych, wrogów ChRL. Według Long Tao w wyniku działań wojennych Chiny przekształcą Morze Południowochińskie w „morze ognia”, jako że w rejonie Wysp Spratly znajduje się około tysiąca platform wiertniczych i lotnisk, z których jednak żadne nie należy do Chin. Jego zdaniem Pekin nie powinien obawiać się interwencji międzynarodowej. „USA zajęte są wojną z terroryzmem i Bliskim Wschodem [...] a więc nie mogą pozwolić sobie na nową wojnę na Morzu Południowochińskim. Nieustępliwe stanowisko USA będzie tylko blefem” – wyjaśnia chiński ekspert i podkreśla, że z czasem i tak zostanie osiągnięta stabilizacja w tym regionie „w wyniku strategicznej ugody”. Specjaliści uważają, że ten tekst można traktować jako swego rodzaju test dla USA i opinii międzynarodowej ze strony chińskich władz, bo przecież artykuł nie ukazałby się bez przyzwolenia rządu. W czerwcu tego roku ChRL dolała oliwy do ognia, rozpoczynając poszukiwania ropy na spornych terytoriach Morza Południowochińskiego. Prace wiertnicze nastąpiły tuż po wycofaniu się amerykańskiej marynarki wojennej z regionu.

Filipiny się zbroją
W odpowiedzi na chińskie dążenia do panowania na Morzu Południowochińskim państwa takie, jak Filipiny i Wietnam wykazują coraz większą determinację, aby stawić czoła Pekinowi. Rząd w Manili mówi o toczącym się w regionie wyścigu zbrojeń i podejmuje kroki mające „ulepszyć zdolności obronne Filipin”. Amerykanie mają dostarczyć flocie filipińskiej dwa nowe okręty wojenne. Toczą się też rozmowy na temat zakupu nowych myśliwców, ustanowienia przybrzeżnego systemu radarowego, a nawet zwiększenia liczby wojsk amerykańskich stacjonujących na Filipinach. Stany Zjednoczone zobowiązały się do pomocy w zbudowaniu „systemu obronnego Filipin”; jednak administracja Obamy używa określenia „minimalna pomoc”, co niepokoi Manilę. W ramach amerykańskiego programu Sprzedaży Sprzętu Wojskowego za Granicę w 2012 r. Waszyngton zgodził się zaopatrzyć Filipiny w sprzęt wartości 30 mln dol. Wielu z polityków filipińskich określa takie wsparcie nie tyle jako minimalne, ile jako zniewagę. Dodatkowo zupełnie niezrozumiałe dla Manili są takie decyzje, jak ta o sprzedaży w zeszłym roku 24 używanych myśliwców F-16 Indonezji, która nie ma formalnego traktatu obronnego ze Stanami. Filipiny podpisały układ o wzajemnej obronie z USA w 1951 r. i mimo że od długiego czasu zabiegały o myśliwce F-16, to ich nie otrzymały. Manila nie chce więc polegać tylko na Waszyngtonie. W lipcu tego roku rząd prezydenta Benigna Aquina ogłosił przetargi na zamówienia wojskowe na sumę 70 mld peso (5,5 mld zł). Władze ogłosiły także, że całkowity budżet pięcioletniego planu modernizacji Sił Zbrojnych Filipin wyniesie 500 mld peso (39,5 mld zł). W ciągu ostatnich miesięcy przedstawiciele Ministerstwa Obrony i władz wojskowych Filipin odwiedzili producentów uzbrojenia m.in. w Wielkiej Brytanii, we Francji, w Rosji, we Włoszech, w Hiszpanii, w Polsce i w Korei Płd. Japonia dostarczy Filipinom 12 łodzi patrolowych dla straży przybrzeżnej. Manila jest nawet gotowa zakupić morskie statki patrolowe od komunistycznego Wietnamu (statki opracowane na bazie rosyjskiej technologii), mimo że Hanoi jest rywalem Filipin. Oba kraje roszczą sobie prawa do Wysp Spratly. Siły Zbrojne Filip zakupiły już osiem polskich śmigłowców wielozadaniowych W-3 Sokół wyprodukowanych przez PZL Świdnik. W tej chwili prowadzone są rozmowy na temat wysłania do Filipin australijskich wojsk stacjonujących.

Bójcie się
Z drugiej strony Chiny Ludowe wysyłają ostrzeżenia pod adresem krajów dostarczających uzbrojenie Filipinom. „Japonia jest już zaangażowana w spór z Chinami o wyspy Diaoyu [na Morzu Wschodniochińskim – przyp.] i pomagając Filipinom w sporze terytorialnym z Chinami, może tylko doprowadzić do znacznej eskalacji napięcia w rejonie” – czytamy w jednym z komentarzy na internetowym państwowym serwisie informacyjnym China.org.cn. Pekin straszy Manilą także swoich ziomków, którzy na wakacje mogliby się udać na Filipiny. Władze komunistyczne w Chinach ostrzegają, że w wyniku narastającego sporu terytorialnego może dojść do aktów przemocy wobec chińskich turystów. Według Hong Lei, rzecznika chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Filipiny zachęcają obywateli w kraju lub za granicą do antychińskich protestów. „Takie zachowanie powoduje intensywne reakcje ze strony Chińczyków w kraju i za granicą. Mamy nadzieję, że Filipiny nie będą dalej szkodzić naszym obustronnym relacjom”. Od maja tego roku czołowe chińskie biura podróży, np. Ctrip i Beijing Cassam, wstrzymały wycieczki na Filipiny, mimo że kraj ten zajmuje 4. miejsce za granicą pod względem odwiedzin dla chińskich turystów.

Wietnam też ma dość
Wyspy Paracelskie leżą na Morzu Południowochińskim w odległości 400 km od wschodniego wybrzeża Wietnamu. W 1974 r. zostały one zajęte przez siły zbrojne ChRL. Wietnam uważa, że leżą one na wodach terytorialnych ich kraju. Spór pomiędzy Pekinem a Hanoi trwa, a w ostatnich miesiącach przybrał dość intensywną formę. 21 czerwca 2012 r. wietnamskie Zgromadzenie Narodowe przyjęło Prawo Morskie, które ma „podłożyć podwaliny do wykorzystania, zarządzania i ochrony wód morskich Wietnamu”. Od tego momentu Hanoi rozpoczęła wysyłanie samolotów myśliwskich SU-27 w celu patrolowania „okupowanych wysp”, jak Wietnam określa Wyspy Paracelskie. Już rok wcześniej Wietnam próbował skorzystać z bogatych zasobów Morza Południowochińskiego i rozpoczął prace wiertnicze w okolicach Wysp Paracelskich. Wtedy marynarka wojenna Chin otworzyła ogień do wietnamskiej platformy. W czerwcu 2012 r. sami Chińczycy przystąpili do prac głębinowych w rejonie spornych wysp, a 24 lipca na jednej z wysp należących do Wysp Paracelskich Chiny utworzyły nowe miasto, Sansha. Tu stacjonuje także garnizon, którego zadaniem jest „obrona wysp”. Wietnam rozpoczął dość aktywne działania zakulisowe mające doprowadzić do wspólnego zaangażowania się w rozwiązanie konfliktu wszystkich państw roszczących sobie prawa do spornych terenów. Oznaczałoby to, że Chiny musiałyby negocjować z całą grupą państw . To byłaby trudniejsza sytuacja dla Pekinu, który woli negocjować z każdym z krajów oddzielnie. Wśród samych Wietnamczyków spór z Chinami budzi emocje. Pod antychińskim sztandarem jednoczą się nawet wietnamscy uchodźcy, którzy nienawidzą rządzących ich krajem komunistów.

Na szczycie Stowarzyszenia Narodów Azji Płd.-Wsch. (ASEAN) w lipcu tego roku zarówno Chiny, jak i USA unikały poruszania drażliwych kwestii dotyczących sporów terytorialnych. Hillary Clinton ograniczyła się jedynie do stwierdzenia, że „problemy powinny być rozwiązywane zgodnie z prawem międzynarodowym i prawem morskim”. Słaba obecność USA w regionie Morza Południowochińskiego, chińska ofensywa i coraz większa asertywność ze strony mniejszych graczy, np. Wietnamu i Filipin, doprowadziły do ogromnej eskalacji napięcia. Wyspy na Morzu Południowochińskim są na drodze do stania się wyspami wojny.
Nowe Panstwo

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...