Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty

Amerykanin mówi Tajwanowi to, czego Warszawa też powinna posłuchać

J

Jedidiah Royal odszedł 1 sierpnia ze stanowiska pierwszego zastępcy pomocnika sekretarza wojny do spraw bezpieczeństwa Indo-Pacyfiku, czyli z drugiej pozycji w komórce Departamentu Wojny odpowiedzialnej za Chiny, Tajwan, Azję Wschodnią i Południowo-Wschodnią. Trzy dni później był już w Tajpej, na Forum Ketagalan, i udzielał wywiadu agencji CNA. Ludzie schodzący z takich stanowisk mówią zwykle swobodniej niż urzędnicy w służbie czynnej, więc warto uważnie przyjrzeć się wypowiedzi Royala. Zwłaszcza że przy odrobinie wysiłku da się w nim zobaczyć nie tylko Tajwan.

 Zaplecze, którego nie ma się na własność

Punkt wyjścia Royala jest chłodny i logistyczny. Kiedy dojdzie do kryzysu na pierwszym łańcuchu wysp, siły amerykańskie najprawdopodobniej sięgną po zaplecze przemysłowe, które nie należy do Stanów Zjednoczonych. Royal używa terminu "non-organic defense industrial base", czyli bazy przemysłu obronnego spoza własnej struktury. W praktyce oznacza to warsztaty, stocznie, linie produkcyjne i magazyny w Japonii, na Filipinach, w Korei Południowej, w Australii lub na Tajwanie.

Wniosek jest oczywisty, a mimo to rzadko wypowiadany wprost: potęga amerykańska w Azji jest funkcją zdolności przemysłowych sojuszników. Nie ich deklaracji, nie ich sympatii, nie ich głosowań w organizacjach międzynarodowych. Ich fabryk. Stąd nacisk Royala na to, by z partnerami rozmawiać o możliwościach operacyjnych i logistycznych zawczasu, a nie w tygodniu, w którym zacznie się strzelanina.

Tej rozmowie ma służyć amerykańska inicjatywa PIPIR, czyli partnerstwo na rzecz odporności przemysłowej Indo-Pacyfiku, powołane w maju 2024 roku i liczące dziś 16 państw członkowskich z regionu oraz z obszaru euroatlantyckiego. Tajwan nie jest członkiem. Uczestniczy w charakterze doradcy, co samo w sobie mówi wiele o ostrożności Waszyngtonu, ale wnosi to, czego nikt inny nie wnosi w tej skali: moce produkcyjne, kadry o bardzo wysokich kwalifikacjach oraz doskonałość w wytwarzaniu układów scalonych. Royal formułuje przy tym zalecenie, które w polskich warunkach zabrzmiałoby niemal prowokacyjnie. Tajwan ma utrzymać skalę produkcji i prowadzić politykę przyjazną biznesowi, bo to właśnie zwiększa jego wartość dla partnerów, szczególnie w zakresie nowych technologii obronnych.

Zwróćmy uwagę na kierunek tego rozumowania. Nie zaczyna się on od budżetu ani od traktatu, tylko od zdolności wytwórczych. Bezpieczeństwo jest tu pochodną przemysłu, a nie odwrotnie.

Pięć punktów, jedna stawka

Royal przedstawił pięć zaleceń wojskowych dla Tajpej: plan przeciwdziałania połączonej operacji desantowej, utrzymanie drożności morskich i powietrznych linii komunikacyjnych, ochrona infrastruktury krytycznej, zapewnienie ciągłości łączności oraz stabilizacja nastrojów ludności. Do tego dochodzi interoperacyjność z partnerami, którą trzeba technicznie rozstrzygnąć z wyprzedzeniem.

Cztery z tych pięciu punktów dotyczą przetrwania państwa, a nie wygrania bitwy. Łączność, infrastruktura, morale, linie zaopatrzenia. Royal mówi to zresztą wprost: zadaniem Tajwanu w kryzysie jest kupienie czasu, aby inne państwa mogły podjąć suwerenne decyzje dotyczące swojego zaangażowania. To zdanie warto przeczytać dwa razy. Nie ma w nim żadnej obietnicy. Jest w nim natomiast precyzyjny opis mechanizmu, w którym obrona własna stanowi warunek wstępny jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz.

Osobno pojawia się kwestia wojny asymetrycznej. Jeżeli Tajwan nie zmodernizuje się dzięki zdolnościom asymetrycznym, w tym bezzałogowcom, zostanie jedynym państwem, które tego nie zrobiło. Royal nazywa to najważniejszym procesem współczesnej modernizacji wojskowej i ostrzega przed wypadnięciem z rytmu zmian zachodzących w charakterze wojny. Tajwańską specustawę o zakupach krajowych bezzałogowców ocenia jako krok we właściwym kierunku, dodając, że chciałby, aby projekt uzyskał poparcie. Ta ostatnia uwaga nie jest kurtuazją.

Warto bowiem wyjaśnić, o czym mowa. Rząd Tajwanu przyjął projekt ustawy o specjalnym trybie zakupów krajowych bezzałogowców 18 czerwca tego roku. Przewiduje on specjalny budżet o górnym pułapie 210 miliardów dolarów tajwańskich, czyli około 6,5 miliarda dolarów amerykańskich, rozpisany od sierpnia 2026 do końca 2031 roku. Za te pieniądze wojsko ma kupić blisko dwieście dziesięć tysięcy sztuk sprzętu w trzech kategoriach: około 1446 bezzałogowców rozpoznawczych do działań przybrzeżnych, około 208 200 bezzałogowców uderzeniowych tej samej klasy oraz około 1320 małych bezzałogowych łodzi samobójczych. Produkcja ma być w przeważającej części krajowa, oparta na wieloletnich zamówieniach i ulepszaniu konstrukcji w kolejnych partiach, a deklarowanym celem jest zbudowanie łańcucha dostaw wolnego od chińskich komponentów.

Projekt nie powstał zresztą z ambicji, tylko z konieczności. Pierwotny pakiet zbrojeniowy opiewał na 1,25 biliona dolarów tajwańskich, a parlament 8 maja przyjął wersję okrojoną do 780 miliardów. Z pakietu wypadły zakupy komercyjne, zlecenia produkcyjne dla krajowego przemysłu oraz wspólne przedsięwzięcia badawcze ze Stanami Zjednoczonymi, a wraz z nimi właśnie bezzałogowce powietrzne i nawodne. Ustawa o bezzałogowcach ma tę wyrwę załatać.

Dalszy ciąg to instruktaż dotyczący tego, jak wygląda blokowanie ustawy przez większość opozycyjną. Dwudziestego szóstego czerwca Kuomintang i Tajwańska Partia Ludowa wspólnymi głosami odroczyły podjęcie decyzji w sprawie wprowadzenia projektu ustawy o bezzałogowcach pod obrady. Trzeciego lipca projekt trafił jednak do komisji, obok wersji własnych obu partii opozycyjnych: Kuomintang proponuje 240 miliardów rozpisanych na sześć lat zwykłego budżetu i przeniesienie nadzoru z resortu obrony do resortu gospodarki, Tajwańska Partia Ludowa nie podaje żadnej kwoty i również chce powrotu do budżetu rocznego. Dwudziestego siódmego lipca połączone komisje rozpatrywały czternaście wersji projektu przez blisko sześć godzin, po czym skierowały wszystkie sporne artykuły do negocjacji międzypartyjnych. W chwili, gdy Royal udzielał wywiadu, przepisy nie obowiązywały, choć budżet miał wejść w życie 1 sierpnia. Trzecie czytanie jest planowane na koniec sierpnia.

Budżet jako komunikat

Najostrzejszy fragment wywiadu dotyczy pieniędzy. Royal przypomniał, że podczas referatu w Kongresie, przed odejściem ze stanowiska, wielokrotnie odpowiadał na pytania o determinację Tajwanu do samoobrony. Budżet obronny jest najprostszym i najczytelniejszym sygnałem tej determinacji. Opisane wyżej cięcia w parlamencie wywołały w Waszyngtonie rozczarowanie, choć Royal wierzy, że sytuacja się odwróci.

Potem pada zdanie, które jest w istocie warunkiem: zakres dodatkowego wsparcia amerykańskiego odpowiada determinacji samych Tajwańczyków, i to leży w amerykańskim interesie. Nikt tu nikogo nie szantażuje. Opisany zostaje mechanizm, który działa niezależnie od tego, czy komuś się podoba. Państwo, które nie chce płacić za własną obronę, sygnalizuje sojusznikom, że jego przetrwanie obchodzi go mniej niż ich.

Ta uwaga ma w Tajpej konkretny adres polityczny. Pekin nie jest w tym sporze widzem, bo każdy niewydany na obronę dolar to zysk osiągnięty bez jednego wystrzału, a oddziaływanie na tajwańską debatę budżetową od lat należy do stałego repertuaru chińskich działań wobec wyspy.

Nie zakładać, że będzie spokojnie

Pytany o ocenę sytuacji w Cieśninie, Royal odpowiedział bez ogródek. Pokoju i bezpieczeństwa nie wolno uznawać za rzecz oczywistą, a słowa Xi Jinpinga, działania Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej oraz reformy wewnętrzne trzeba traktować poważnie. Trzeba zachować czujność, nie zakładać z góry, że na świecie panuje spokój, i nie dać się zaskoczyć z powodu samozadowolenia.

Co z tego wynika nad Wisłą

Cała ta rozmowa da się przetłumaczyć na polskie realia bez zmiany ani jednego akapitu w strukturze.

Po pierwsze, zaplecze przemysłowe. Sojusznik przybywający na wschodnią flankę będzie potrzebował polskich zakładów remontowych, amunicji z polskich linii produkcyjnych i polskiej logistyki. To, ile ich mamy, jest miarą naszej wartości sojuszniczej dokładnie tak samo jak na Tajwanie.

Warto przy tym zauważyć, kogo w PIPIR nie ma. Wśród szesnastu państw członkowskich są Niemcy, Włochy, Holandia, Norwegia, Szwecja i Litwa, natomiast Polski brak, choć GE Aerospace podpisało w październiku ubiegłego roku z Wojskowymi Zakładami Lotniczymi nr 2, spółką Polskiej Grupy Zbrojeniowej, porozumienie o zbadaniu możliwości remontu w kraju silników F110. Zdolność, której szuka ta koalicja, mamy. Miejsca przy stole nie.

Po drugie, asymetria. Ostrzeżenie przed wypadnięciem z rytmu zmian w charakterze wojny dotyczy nas tak samo. Ukraina przeszła rewolucję bezzałogową w warunkach bojowych, a więc pod przymusem, którego my nie mamy. Tajwan próbuje ją przeprowadzić z wyprzedzeniem i grzęźnie w sporze o tryb budżetowy. Warto zapytać, na którym z tych dwóch torów znajduje się Polska.

Po trzecie, ciągłość państwa. Łączność, infrastruktura krytyczna, nastroje ludności. Dokładnie te trzy obszary są celem działań hybrydowych prowadzonych przeciwko Polsce od lat.

Nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, obowiązująca od 3 kwietnia, pozwala ministrowi cyfryzacji uznać konkretnego producenta za dostawcę wysokiego ryzyka i nakazać wycofanie jego sprzętu. Do maja nie zapadła ani jedna taka decyzja, a prezydent Karol Nawrocki skierował same przepisy o dostawcach wysokiego ryzyka do Trybunału Konstytucyjnego. Tajwańczycy spierają się przynajmniej o to, z jakiego budżetu kupić bezzałogowce, my o to, czy wolno nam wyjąć chiński sprzęt z sieci, którą już zbudowaliśmy.

Royal mówił do Tajwańczyków. Ale mówił o mechanizmie, nie o geografii.

Nowy budżet wojskowy Tajwanu ujawnił podział w KMT. USA ostrzegają przed „ustępstwami wobec KPCh”

Specjalny budżet wojskowy Tajwanu pokazuje nie tylko spór o pieniądze, ale także głęboki podział wewnątrz Kuomintang (KMT) i całej tajwańskiej sceny politycznej.


8 maja parlament Tajwanu przyjął dodatkowy pakiet wojskowy na lata 2026–2033 o wartości 780 mld TWD (ok. 25 mld USD), choć rząd Lai Ching-te chciał aż 1,25 bln TWD (ok. 40 mld USD). Opozycja zgodziła się głównie na finansowanie amerykańskiego uzbrojenia, odrzucając część projektów lokalnego przemysłu obronnego, dronów i rakiet rozwijanych na Tajwanie. Pakiet został podzielony na dwie części:

  • 300 mld TWD na już zatwierdzone amerykańskie systemy uzbrojenia,
  • 480 mld TWD na przyszłe zakupy, które dopiero mają zostać oficjalnie ogłoszone przez Waszyngton.

Wśród już zatwierdzonego uzbrojenia znajdują się:

  • M142 HIMARS,
  • M109A7 Paladin,
  • FGM-148 Javelin,
  • drony Altius,
  • rakiety BGM-71 TOW.

To pokazuje, że Tajwan mocno stawia na tzw. strategię asymetryczną — czyli systemy tańsze, mobilne i trudne do zniszczenia, które mają utrudnić ewentualną inwazję Chin.

Specjalny pakiet ma działać równolegle do normalnego budżetu obronnego Tajwanu, który już wcześniej został zwiększony do ok. 949,5 mld TWD na 2026 rok, czyli ok. 3,3% PKB — najwyższego poziomu od 2009 roku.

Specjalny budżet został przyjęty tuż przed planowaną wizytą prezydenta Donalda Trumpa w Chinach. Według Reutersa administracja USA przyjęła jego uchwalenie z ulgą po miesiącach blokowania projektu przez opozycję. Jednocześnie Departament Stanu ostrzegł, że „dalsze opóźnianie finansowania pozostałych planowanych zdolności obronnych byłoby ustępstwem wobec Komunistycznej Partii Chin”. Tajwańskie ministerstwo obrony alarmuje, że cięcia mogą stworzyć „luki zdolnościowe” i osłabić nowe systemy obrony powietrznej „T-Dome”, a także opóźnić rozwój wojny asymetrycznej i krajowego przemysłu dronowego.

Głosowanie pokazało też poważne napięcia wewnątrz samego KMT. Coraz więcej polityków tej partii obawia się, że ugrupowanie zostało w oczach społeczeństwa zepchnięte do narracji „prochińskiej” i „antyamerykańskiej”. Szczególnie mocno wybrzmiała wypowiedź Jaw Shaw-konga — jednego z najbardziej znanych konserwatywnych polityków i komentatorów związanych z KMT, byłego kandydata na wiceprezydenta oraz byłego szefa stacji Broadcasting Corporation of China. Jaw Shaw-kong popiera zwiększanie wydatków obronnych i uważa, że KMT nie może sprawiać wrażenia partii przeciwnej współpracy wojskowej z USA. Ostrzegł, że jeśli partia pozwoli przykleić sobie łatkę „prochińskiej i antyamerykańskiej”, może przegrać wybory w 2026 i 2028 roku. Dlatego skrytykował dominację frakcji Huang Fu-hsing. To nieformalna, ale bardzo wpływowa frakcja wewnątrz KMT, wywodząca się głównie ze środowisk emerytowanych wojskowych, byłych oficerów armii Republiki Chińskiej oraz rodzin związanych historycznie z aparatem wojskowym i państwowym, które po 1949 roku przeniosły się z Chin kontynentalnych na Tajwan razem z Kuomintangiem. Frakcja Huang Fu-hsing przez lata była jednym z najważniejszych politycznych zapleczy KMT. Reprezentuje bardziej chińsko-nacjonalistyczne skrzydło partii, sceptyczne wobec ruchów niepodległościowych na Tajwanie i bardziej otwarte na utrzymywanie dialogu z Pekinem. Jaw Shaw-kong ostrzegł, że KMT „nie może stać się partią Huang Fu-hsing”, bo sama baza dawnych wojskowych i starszych wyborców nie wystarczy do wygrywania wyborów. To pokazuje coraz większy ideologiczny podział w KMT między bardziej tradycyjnym skrzydłem a politykami chcącymi przesunąć partię bliżej centrum i utrzymać silne relacje z USA.

Przyjęcie specjalnego budżetu, mimo jego okrojonej formy, jest ważne nie tylko dla samego Tajwanu.

Dla Tajpej oznacza to próbę przyspieszenia przygotowań na wypadek dalszej eskalacji presji ze strony Chin. Chodzi nie tylko o odstraszanie militarne, ale też pokazanie społeczeństwu i sojusznikom, że wyspa jest gotowa inwestować we własną obronę. Dla USA sprawa ma znaczenie strategiczne. Tajwan jest kluczowym elementem amerykańskiej strategii w Indo-Pacyfiku i jednym z najważniejszych punktów rywalizacji Waszyngtonu z Pekinem. Dlatego Stany Zjednoczone naciskają na szybkie zwiększanie zdolności obronnych wyspy i rozwój wojny asymetrycznej.

Znaczenie ma też gospodarka. Tajwan odpowiada za dużą część światowej produkcji najbardziej zaawansowanych półprzewodników, wykorzystywanych m.in. w elektronice, AI, motoryzacji i sektorze wojskowym. Ewentualny konflikt wokół wyspy mógłby wywołać globalny kryzys gospodarczy i poważnie zachwiać światowymi łańcuchami dostaw.

Dlatego spór o budżet wojskowy Tajwanu jest dziś obserwowany nie tylko w Tajpej i Waszyngtonie, ale praktycznie na całym świecie.

Trump mocno popiera Dudę

 WYWIAD \ Z CAO CHANGQINGIEM, chińskim dysydentem od lat mieszkającym w USA, rozmawia HANNA SHEN

numer Gazety Polskiej Codziennie 2687 - 18.07.2020 → Społeczeństwo

Kilka dni przed I turą wyborów w Polsce prezydent Trump przyjął prezydenta Dudę ciepło, uroczyście i po bratersku w Białym Domu. Obaj przywódcy mieli wspólną konferencję prasową, a międzynarodowe media wskazywały, że jest to sygnał dla polskich wyborców, iż Stany Zjednoczone popierają Polskę, a Trump popiera Dudę.

Po spotkaniu prezydenta Andrzeja Dudy z prezydentem Donaldem Trumpem 24 czerwca wyraził Pan życzenie na Twitterze, by Duda wygrał wybory. Stało się. Dlaczego według Pana zwycięstwo Dudy było ważne dla Polski i dla wolnego świata?

Prezydent Duda był pierwszą zagraniczną głową państwa, która została zaproszona do odwiedzenia Stanów Zjednoczonych po wybuchu globalnej pandemii, co pokazało, jak duże znaczenie prezydent Trump przywiązuje do relacji z Polską, a także bezpośrednio z prezydentem Dudą. Kilka dni przed I turą wyborów w Polsce prezydent Trump przyjął prezydenta Dudę ciepło, uroczyście i po bratersku w Białym Domu. Obaj przywódcy mieli wspólną konferencję prasową, a międzynarodowe media wskazywały, że jest to sygnał dla polskich wyborców, iż Stany Zjednoczone popierają Polskę, a Trump popiera Dudę.

Ponowny wybór konserwatywnego prezydenta Dudy ma ogromne znaczenie: w Polsce to możliwość dalszego zakorzeniania i rozwijania wartości konserwatywnych; zewnętrznie zaś możecie kontynuować walkę z lewicową Unią Europejską naruszającą niepodległość i suwerenność Polski – i możecie tę suwerenność umacniać. To także szansa na dalsze pogłębianie relacji ze Stanami Zjednoczonymi, które przewodzą wolnemu światu i które mogą powstrzymać ambicje Rosji skierowane przeciw Polsce.
Tak więc ponowne wybranie prezydenta Dudy to nie tylko jego osobiste zwycięstwo; to zwycięstwo narodu polskiego, a także ważne dla świata zwycięstwo wartości konserwatywnych! Konserwatyści na całym świecie są wdzięczni Polakom, że po raz kolejny dokonali właściwego wyboru.

Jak wygląda sytuacja przed wyborami w Stanach Zjednoczonych?

Obecnie sytuacja wyborcza w USA jest bardzo podobna do tej w Polsce: lewica zgromadziła wszystkie siły, aby zapobiec ponownemu wybraniu obecnego prezydenta. Najpierw wykorzystała Kongres do impeachmentu. Poniosła porażkę. Następnie wykorzystała epidemię jako pretekst do tego, by odsunąć w czasie powrót ludzi do pracy – chciała wywołać recesję gospodarczą. To także się nie powiodło. Stopa bezrobocia w Stanach Zjednoczonych nadal spada, giełda kwitnie, coraz więcej ludzi jest pozytywnie nastawionych wobec przyszłości.

Obecnie lewica podżega do zamieszek. Akcje w ramach Black Lives Matter mają wywołać niepokoje w całym państwie. Ale tu także lewacy ponoszą porażkę, ponieważ coraz więcej Amerykanów mówi, że chce przywrócenia porządku. Praworządność, konstytucjonalizm, moralność, chrześcijaństwo itp. – to są amerykańskie wartości i kierunek ustanowiony jeszcze przez ojców założycieli USA.

W tych zamieszkach mają swój udział komunistyczne Chiny. Jeden z urzędników FBI powiedział, że rząd chiński wykorzystał dużą liczbę chińskich internautów znających język angielski, by podjudzali do zamieszek w USA. To kolejna akcja pokazująca, jak bardzo w ostatnich latach Komunistyczna Partia Chin dokonała infiltracji amerykańskiego społeczeństwa. I dlatego im bliżej wyborów prezydenckich, tym intensywniejsza będzie konfrontacja wśród Amerykanów, zwłaszcza między wyborcami konserwatywnymi i lewicowymi z Partii Demokratycznej, i coraz większe próby wpływania KPCh na wybory w USA. Jednak zgodnie z moimi obserwacjami politycznymi, które prowadzę w Stanach Zjednoczonych przez ponad 30 lat, prezydent Trump zostanie ponownie wybrany w wyborach w listopadzie i może to być przytłaczające zwycięstwo.

A co oznaczałoby zwycięstwo Joego Bidena dla USA, a także dla Polski i dla Chin?

Jest dziś bardzo mało prawdopodobne, żeby Biden wygrał. Gdyby jednak tak się stało, to będzie to katastrofalny wynik dla Stanów Zjednoczonych, a jego konsekwencje będą dużo gorsze, niż gdyby w Polsce wygrał liberalny prezydent Warszawy. Biden jest zwolennikiem socjalizmu i polityki ustępstw wobec świata. I jest szczególnie przyjaźnie nastawiony do komunistycznych Chin. Ma z nimi bliskie relacje gospodarcze. Jeśli Biden zostanie wybrany, zaszkodzi to nie tylko Stanom Zjednoczonym; to zaszkodzi całemu światu, ponieważ Stany Zjednoczone stoją na czele wolnego świata.

Nie będzie to też korzystne dla ponownie wybranego prezydenta Dudy i stanie się katastrofą dla narodu polskiego, np. plan długoterminowego stacjonowania wojsk amerykańskich w Polsce mógłby zostać odwołany, a relacje między Stanami Zjednoczonymi a Polską uległyby zmianie.

Wierzę jednak, że naród amerykański, podobnie jak naród polski, jest mądry i odważny, i że ludzie wykorzystają swoje głosy do tego, aby zatrzymać lewicę, i poprą reelekcję konserwatywnego prezydenta.

Europejczycy nie ufają komunistycznemu przywódcy Chin

Przy okazji wizyty prezydenta Xi we Włoszech, Monako i Francji amerykański think tank Pew Research Center przypomniał (TUTAJ) swój sondaż z zeszłego roku. Obywateli 10 państw europejskich zapytano min. czy ufają chińskiemu przywódcy promującemu w Europie Nowy Jedwabny szlak i współpracę na zasadzie win-win.
Wyszło, że Europejczycy nie ufają.

Najbardziej sceptycznie nastawieni są Hiszpanie – 79 proc. ankietowanych powiedziało, że nie ufa Xi.  Dalej są Francuzi (69 proc.) oraz Grecy i Włosi (po 64 proc.).
Średnio 62 proc. z pytanych odpowiedziało, że nie ufa Xi Jinpingowi, 24 proc., że ufa i 11 proc., że nie wie. W Polsce 61 proc. odpowiedziało, że nie ufa, ale aż 30 proc. że nie wie – jest to największy procent wśród obywateli 10 państw europejskich nie wyrażających lub nie mających zdania.
Największym zaufaniem komunistyczny przywódca cieszy się w Wielkiej Brytanii (39 proc., nie ufa 49 proc.). Dalej jest Holandia z 35 proc. (57 proc. nie ufa) i Niemcy z 30 proc. (60 proc. nie ufa).

Ankietowani zapytani zostali również w jakim stopniu preferują, lub nie, Chiny i USA. Na razie zdecydowanie większym poparciem cieszy się USA, ale widać tu spadek. 


Zdecydowanie na USA wskazują Polacy -  70 proc. ma pozytywne zdanie o USA, 36 proc. ankietowanych ma pozytywne zdanie o Chinach. Dalej w pozytywnym stosunku do USA znajdują się Węgry (63 proc.) i Włosi (52 proc.)  
Wśród krajów, w których więcej ankietowanych preferuje Chiny niż USA jest Holandia (Chiny 47 proc., a USA 34 proc.). Duża różnica na korzyść Chin jest też w Niemczech (39 proc. Chiny, 30 proc. USA).
Zapytani o to kto jest czołową siłą ekonomiczną Niemcy (zdecydowanie tak, bo aż 53 proc.), Holandia, Szwecja,  Hiszpania i Wielka Brytania wskazały na Chiny; dla pozostałych 7 państw to USA.

--> Pytani o to czy lepiej dla świata będzie gdy czołową siłą będą USA czy Chiny wszyscy wskazują na USA. Tu także mocno USA preferują ankietowani z Polski (68 proc.). Więcej podobnie myślących jest  w Szwecji (76 proc.) i w Holandii (71 proc.)

zdj. Pew Research Center

-->

W Hudson Institute o Tajwanie

16 listopada w konserwatywnym, amerykańskim think-tanku Hudson Institute odbył się panel dyskusyjny poświęcony sytuacji w regionie Indo-Pacyfiku w obliczu konfliktu amerykańsko -chińskiego. Jednym z prelegentów był Yoji Koda, były dowódca Japońskich Morskich Sił Samoobrony. Stwierdził on, że siły militarne Japonii i USA przewyższają siły militarne Chin i są zdolne do obrony Tajwanu.
Koda dodał, że choć w ostatnim raporcie Komisji ds. Strategii Obrony Narodowej USA dla Kongresu wskazano, że zaniedbania dot. amerykańskich zasobów wojskowych doprowadziły do osłabienia efektu odstraszania, a Chiny i Rosja rozszerzyły swoją potęgę militarną w wyniku czego w razie wojny w Cieśninie Tajwańskiej lub na Morzu Bałtyckim armia amerykańska może stanąć w obliczu "niedopuszczalnie" ciężkich strat, a nawet porażki, to jednak on sam nie jest tak pesymistycznie nastawiony. Choć siła militarna Chin rzeczywiście się poprawiła, siła militarna Stanów Zjednoczonych wciąż jest na wysokim poziomie, i ma wsparcie za strony Japonii i Australii i nowych sojuszników, takich jak Indie.
Japoński wojskowy dodał też, że w pierwszym łańcuchu wysp na zachodnim Pacyfiku, Tajwan odgrywa kluczową rolę i dlatego Japonia i USA za wszelką cenę będą chronić wyspę. Utrata Tajwanu oznaczałaby utratę pełnej kontroli nad regionem.

Trump przywiezie z Azji umowę z sojusznikami

INDO-PACYFIK Wizyta prezydenta USA dobiega końca

Choć wartość umów gospodarczych zawartych podczas wizyty prezydenta USA Donalda Trumpa w Azji jest całkiem imponująca, większość z podpisanych kontraktów to na razie listy intencyjne. Natomiast pierwsze konkretne kroki zostały już podjęte w celu realizacji strategii Trumpa, dotyczącej budowania sojuszy w regionie Indo-Pacyfiku.

Po powrocie do USA Donald Trump będzie z pewnością chwalił się wartością umów zawartych podczas dwunastodniowej podróży po Azji. I choć liczby są w tym wypadku imponujące, to tak naprawdę wiele z tych porozumień to listy intencyjne i potrzeba czasu, by przekonać się, czy zostaną zrealizowane. W trakcie podróży do Chin zawarto umowy o łącznej wartości ponad 250 mld dol. Część porozumień była uzgodniona już na długo przed wizytą i celowo opóźniono ich ogłoszenie na czas obecności prezydenta USA w Pekinie. Są to umowy, które średnio co roku zawierają ze stroną chińską takie firmy, jak General Motors czy Boeing. Najbardziej nagłośnione kontrakty, ogłoszone podczas tej wizyty, noszą nazwy „niezobowiązujących umów” (non-binding agreements – ang.). Tak jest w wypadku porozumienia o wartości prawie 87 mld dol. z China Energy Investement Corp. dotyczącym wydobycia gazu łupkowego i inwestycji petrochemicznych w Wirginii Zachodniej czy umowy na kwotę ok. 34 mld dol. na budowę gazociągu przez Alaskę.

Umowy zawarte podczas pobytu Trumpa w Wietnamie nie dotyczą już tak imponujących kwot jak te chińskie, ale są oznaką, że Hanoi buduje coraz trwalsze relacje z USA. Wśród porozumień o łącznej wartości 12 mld dol. jest m.in. to dotyczące sprzedaży silników samolotowych stronie wietnamskiej przez amerykańską firmę Pratt & Whitney. W trakcie wizyty Trumpa w Wietnamie prowadzono także rozmowy ws. importu amerykańskiego skroplonego gazu i budowy elektrowni słonecznych.

Jednak prawdziwym sukcesem wizyty Trumpa w Azji jest zaproponowana przez niego współpraca w regionie Indo-Pacyfiku. Zasady tej kooperacji amerykański prezydent przedstawił podczas swojego przemówienia na szczycie Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku (APEC) w wietnamskim mieście Danang. Są to m.in. szacunek dla rządów prawa, praw jednostki oraz respektowanie wolności żeglugi i lotnictwa. W kwestiach gospodarczych państwa powinny wyznawać zasadę wzajemności i opierać swoje relacje na dwustronnych porozumieniach, a nie ponadnarodowych umowach odbierających suwerenność. Na szczycie Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) na Filipinach już 48 godzin po przemówieniu, w którym Trump wyłożył podstawy tej strategii współpracy, doszło do pierwszego spotkania przedstawicieli państw, które uważane są za filar kooperacji w regionie Indo-Pacyfiku, czyli USA, Indii, Australii i Japonii. Tematem rozmów, odbywających się w momencie, gdy Chiny wzmacniają swoją obecność militarną w regionie, m.in. na Morzu Południowochińskim, była konieczność zagwarantowania tego, by region Indo-Azji był „wolny, otwarty i angażujący się we współpracę”. Rozmowy dotyczyły także współpracy antyterrorystycznej i „zagrożeń wynikających z rozprzestrzeniania broni masowego rażenia” m.in. przez Koreę Północną.

„Dyskusje koncentrowały się na zbieżnej wizji i wartościach wspólnych dla zaangażowanych stron i ich innych partnerów, a promujących pokój, stabilność i dobrobyt w coraz bardziej wzajemnie połączonym regionie” – czytamy w oświadczeniu wydanym po negocjacjach przez MSZ Indii.

Uczestnicy spotkania zapowiedzieli kontynuację takiego czterostronnego dialogu.

Cytowani przez dziennik „The Times of India” amerykańscy urzędnicy powiedzieli, że używany obecnie przez administrację Trumpa nowy termin „region Indo-Pacyfiku” zastępuje określenie region Azji i Pacyfiku i odzwierciedla wzrost znaczenia Indii, z którymi USA mają silne i rosnące więzi.

Jeden z urzędników Białego Domu powiedział, że nowa strategia administracji Trumpa „z pewnością nie uwzględnia” w niej Chin, które umacniają swoje wpływy militarne i gospodarcze w Azji m.in. za pomocą inicjatywy Nowego Jedwabnego Szlaku.
Gazeta Polska Codziennie

Porządek według Brzezińskich

W artykule jaki ukazał się 20 lutego br. w “The New York Times” Zbigniew Brzeziński pisze, że świat jest w chaosie, a Trump  “do tej pory nie sformułował żadnych ważnych i trafnych stwierdzeń na temat światowej sytuacji.”
Zbigniew Brzeziński tymczasem uważa, że Donald Trump powinien wprowadzać w życie doktrynę,  według której “trzy militarne potęgi USA ,Rosja i Chiny będą współpracować i wspierać stabilność na świecie.”
Tę koncepcję “trójkąta USA-Rosja-Chiny”, który buduje nowy ład światowy, Brzeziński głosi już od dawna, a teraz liczy, że uda mu się ją sprzedać Trumpowi.
W tym samym czasie gdy Brzeziński mówi, że triumwirat ma rządzić światem, jego córka wygadała się jaka jest rola mediów.  W programie stacji MSNBC Mika Brzeziński  alarmuje, że Trump chce “kontrolować co myślą ludzie” a przecież to jest zadanie mediów (“It’s our job”).

-

I taki to porządek świata chcieliby nam zafundować Brzezińscy - o świecie decydować będzie establishment Waszyngtonu,  Moskwy i Pekinu, a nam to ładnie sprzedadzą media takie jak MSNBC czyli trybuna lewicowych Demokratów albo..... TVN, gdzie Zbigniew Brzeziński robi za guru…

Koniec umowy o wolnym handlu nie zamyka współpracy

Po wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z Transpacyficznej Umowy o Wolnym Handlu (TPP) amerykańscy sojusznicy w regionie Azji i Pacyfiku, m.in. Japonia i Tajwan, liczą na zawarcie z USA umów dwustronnych. Zakończona właśnie wizyta sekretarza obrony USA Jamesa Mattisa w Korei Południowej i Japonii odebrana została w tych krajach jako znak, że amerykańscy sojusznicy w Azji nie muszą obawiać się śmierci TPP

W artykule pt. „Dlaczego Azja nie powinna opłakiwać śmierci TPP (jeszcze)”, jaki ukazał się 24 stycznia na portalu Asia Times, ekspert ds. polityki obronnej z think tanku Center for the National Interest, Harry J. Kazanis, stwierdza, że cele TPP wykraczały daleko poza handel. Umowa  „miała wyraźnie wskazywać, że USA są i zawsze będą związane z przyszłością Azji, bez względu na to, ile sztucznych wysp Chiny wybudują albo jak bardzo będą zastraszać swoich sąsiadów”. Podpisanie w zeszłym tygodniu przez Donalda Trumpa dekretu formalnie rozpoczynającego proces wycofywania się Stanów Zjednoczonych z Transpacyficznej Umowy o Wolnym Handlu nie powinno oznaczać, że USA tracą zainteresowanie tym regionem Azji i Pacyfiku. Kazanis uważa, że administracja Trumpa musi szybko przedstawić alternatywne dla TPP rozwiązanie, które uspokoi tamtejszych sojuszników i zademonstruje, że Waszyngton będzie wspierać „wzajemną wymianę handlową, ale także, że podejmie zdecydowane kroki gwarantujące regionowi, iż nie będzie on zdominowany i naciskany przez Chiny.” Autor artykułu na Asia Times sugeruje, że takimi działaniami ze strony USA powinno być przede wszystkim zawarcie dwustronnych umów handlowych z krajami takimi jak Japonia, Tajwan i Wietnam, „ponieważ są one kluczem do  nowej strategii dla Azji, którą będzie wprowadzał prezydent Trump”.

Przed japońsko-amerykańskim szczytem
Gorącym orędownikiem porozumienia TPP był japoński premier Shinzo Abe. Liczył on, że uda się przekonać Donalda Trumpa, by nie wycofywał się z porozumienia. Dlatego kilka dni po wygranej prezydenta elekta Abe był pierwszym światowym przywódcą, który się z nim spotkał. Japoński premier był też jednym z pięciu przywódców innych państw, z którymi Trump przeprowadził rozmowy telefoniczne 29 stycznia. Prezydent USA miał w jej trakcie zapewnić o amerykańskim zaangażowaniu w celu zapewnienia bezpieczeństwa Japonii.
Strona amerykańska przyznaje, że japoński premier zainwestował ogromny polityczny kapitał w kraju w obronę TPP i że należy ten wysiłek wykorzystać w budowie alternatywy, czyli dwustronnej umowy o wolnym handlu pomiędzy oboma krajami. I to ma być główny temat ponownego spotkania Shinzo Abe z Donaldem Trumpem w lutym br. Japoński premier zasygnalizował, że jest otwarty na dwustronne porozumienie i powiedział, że chce pokazać, iż szczyt amerykańsko-japoński potwierdzi, że sojusz obu narodów jest niezachwiany. „Chcę, by podczas spotkania 10 lutego miała miejsce szczera wymiana poglądów na gospodarkę i bezpieczeństwo” – powiedział Abe.

Niewzruszone sojusze
Andrew Shearer, były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego premierów Australii Johna Howarda i Tony’ego Abbotta, a obecnie pracownik amerykańskiego think tanku Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS), uważa, że pomimo upadku TPP amerykańskie sojusze w Azji są i będą silne, „ponieważ są zdeterminowane zagrożeniami, a te nie znikają”.
O kontynuowaniu amerykańskiego zaangażowania i współpracy w regionie  świadczy fakt, że pierwszą  zagraniczną wizytę sekretarz obrony USA James Mattis odbył w zeszłym tygodniu właśnie do Japonii i  Korei Południowej. Na spotkaniu z koreańskim ministrem obrony Mattis zapewniał, że zaangażowanie USA na rzecz obrony Korei Południowej jest „niewzruszone”. Dla Seulu szczególnie istotne było uzyskanie od nowej administracji USA zapewnienia, że kontynuowane będzie, zapowiedziane jeszcze przez rząd Obamy, rozmieszczenie do końca 2017 r. na terenie Korei Południowej elementów amerykańskiego systemu obrony antybalistycznej THAAD. Przeciwko temu planowi Waszyngtonu i Seulu ostro wypowiada się Pekin, a wtóruje mu Moskwa. Na spotkaniu z Han Min-goo, szefem południowokoreańskiego MON, Mattis zapewnił, że Waszyngton nie wycofa się z programu instalacji THAAD.
Zarówno w Seulu, jak i w Tokio szef Pentagonu mówił o zagrożeniu ze strony Korei Północnej, która rozwija swój program nuklearny i rakietowy. Na spotkaniu w Tokio z japońskim premierem Shinzo Abe  Mattis odniósł się także do chińskiego zagrożenia. Sekretarz obrony USA zapewnił, że „artykuł 5 naszego traktatu o wzajemnej obronie jest dla nas dzisiaj równie aktualny, jak był rok czy pięć lat temu. I tak samo będzie za rok czy za 10 lat”. Artykuł 5 zobowiązuje Waszyngton do obrony terytorium znajdującego się pod kontrolą administracyjną Japonii. Według oświadczenia japońskiego rządu sekretarz obrony USA miał dodać, że artykuł 5 dotyczy także wysp Senkaku na Morzu Wschodniochińskim, które są przedmiotem sporu Japonii z Chinami. Szef Pentagonu powiedział, że Waszyngton będzie sprzeciwiał się jakimkolwiek jednostronnym działaniom, które mogłyby zaszkodzić japońskiemu administrowaniu tymi wyspami. Pekin coraz częściej wysyła w ten region swoje statki i samoloty patrolowe. Wielu analityków uważa, że taką agresywną postawę Pekinu ułatwiła pasywna polityka prezydenta USA Baracka Obamy. Ze względu na początkowo słabą obecność USA w regionie chińska ofensywa nabrała tu tempa.
Gazeta Polska

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...