Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny-Afryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny-Afryka. Pokaż wszystkie posty

Pokój po chińsku — uśmiech i nóż

Tydzień dzielił czerwony dywan od szantażu. Dwa tygodnie wystarczyły, żeby zobaczyć, czym naprawdę jest chińska polityka pokojowego rozwoju.

7 kwietnia przewodnicząca tajwańskiej opozycji Cheng Li-wun wylądowała w Szanghaju. Przez sześć dni Komunistyczna Partia Chin kreowała się na siłę pokojową; czerwony dywan, spotkanie z Xi Jinpingiem, deklaracje o "wspólnej przyszłości" i pakiet ekonomicznych zachęt dla Tajwańczyków. 

Pekin wiedział, co robi. Cheng Li-wun to polityk, który podczas kampanii na szefową partii mówiła o marzeniu, by "Tajwańczycy byli dumni z tego, że są Chińczykami". Jej wizyta to nie był dialog - to było przedstawienie. Dla tajwańskiej opinii publicznej, dla Waszyngtonu, dla Europy: patrzcie, w Tajwanie są głosy rozsądku, są ludzie, z którymi można rozmawiać.

Eksperci w Tajpej nie mieli złudzeń. Politolodzy ostrzegali wprost, że Cheng wpisała się w chińską strategię "Zjednoczonego Frontu" - wieloletnią operację wpływu, której celem jest pokazanie, że zjednoczenie jest nieuniknione, a sprzeciw wobec niego to aberracja, nie norma.

Co znamienne: przez cały czas trwania wizyty chińskie lotnictwo wojskowe kontynuowało naruszenia tajwańskiej Strefy Identyfikacji Obrony Powietrznej. W połowie "misji pokojowej" Cheng, armia ogłosiła ćwiczenia bojowe na Morzu Żółtym. Pekin ściskał rękę opozycji i jednocześnie zaciskał pięść.

Tydzień później świat zobaczył tę drugą pięść.

21 kwietnia, na dzień przed planowanym wylotem prezydenta Tajwanu Lai Ching-te do Eswatini, jedynego afrykańskiego kraju utrzymującego formalne stosunki dyplomatyczne z Tajpej,  trzy państwa bez uprzedzenia cofnęły zgodę na przelot prezydenckiego samolotu przez swoje przestrzenie powietrzne. Były to Seszele, Mauritius i Madagaskar. Żadnego wyjaśnienia. Żadnego ostrzeżenia. Wizyta została odwołana.

Przypadek? Tajwańskie służby wywiadowcze nie miały wątpliwości. Pekin zagroził wszystkim trzem krajom tym samym: anulowaniem umorzenia długów, wstrzymaniem finansowania oraz dalszymi sankcjami gospodarczymi. Małe wyspiarskie państwa, głęboko uwikłane w chińskie pożyczki z inicjatywy Nowego Jedwabnego Szlaku, nie miały pola manewru. Nie cofnęły zezwoleń, bo chciały. Cofnęły je, bo nie mogły odmówić.

To nie jest dyplomacja. To szantaż z premedytacją.

Szef prezydenckiej kancelarii powiedział wprost: w całej Afryce i na wyspach Oceanu Indyjskiego widać ślady chińskiej inicjatywy infrastrukturalnej. Wszędzie ta sama konstrukcja: pożyczki, których nie da się spłacić, a potem rachunek wystawiony nie w walucie, lecz w posłuszeństwie.

Tajwański wiceminister spraw zagranicznych Wu Chih-chung wezwał społeczność międzynarodową, aby wreszcie zobaczyła mechanizm w całości. Chiny nie ingerują w suwerenność innych państw za pomocą czołgów. Robią to przez długi, kontrakty i groźby ich cofnięcia. Skutek jest ten sam; kraj traci zdolność do podejmowania suwerennych decyzji, zanim zdąży zorientować się, że ją utracił.

Dwa tygodnie. Jeden czerwony dywan w Szanghaju i trzy cofnięte zezwolenia nad Oceanem Indyjskim. To nie był zbieg okoliczności; to był komunikat. Do Tajwanu, do Afryki i do każdego, kto jeszcze zastanawia się, czym naprawdę jest chińska "polityka pokojowego rozwoju".

Lekcje dla Europy

Europa patrzy na Cieśninę Tajwańską jak na odległy spór - geograficznie, politycznie, mentalnie. To błąd, który może być kosztowny.

Kiedy Pekin mówi o stabilizacji i dialogu, zawsze warto zapytać, czyjej stabilizacji? Na czyich warunkach? To samo, co zrobił wobec KMT - wyciągnął rękę do opozycji, jednocześnie dusząc demokratyczny rząd - Chiny robią w relacjach z Europą od lat. Proponują partnerstwo gospodarcze, inwestycje, "win-win", a równocześnie budują zależności, które później stają się dźwignią nacisku.

Seszele, Mauritius i Madagaskar nie były w stanie odmówić Pekinowi, bo za bardzo mu były winne. Europa zna ten mechanizm z własnego podwórka - kolejne porty, lotniska i autostrady finansowane przez chińskie konsorcja w państwach członkowskich UE tworzyły dokładnie tę samą strukturę zależności. Różnica jest tylko w skali i geografii. Logika jest identyczna.

Strategia "Zjednoczonego Frontu" nie jest tajwańską specjalnością. Pekin aktywnie szuka, finansuje i legitymizuje europejskich polityków gotowych kwestionować jednolite stanowisko Zachodu wobec Tajwanu, Hongkongu, Ujgurów i Morza Południowochińskiego. Wizyta Cheng Li-wun była podręcznikowym przykładem tej taktyki: jeden polityk opozycji wystarczył, by przez tydzień dominować narrację o tym, że "na Tajwanie są różne głosy".

Cofnięcie zezwoleń na przelot prezydenckiego samolotu to precedens, który powinien zmrozić każdego planistę bezpieczeństwa. Chiny pokazały, że są gotowe używać infrastruktury prawnej i finansowej innych państw jako instrumentu politycznej presji - nawet kosztem fundamentalnych zasad bezpieczeństwa lotniczego. Jeśli dziś można zablokować prezydenta Tajwanu nad Oceanem Indyjskim, jutro można zablokować kogokolwiek, gdziekolwiek, gdzie długi do Pekinu są wystarczająco duże.

Zachód powinien przestać traktować Tajwan jako odległy problem. Powinien zacząć traktować go jako zwierciadło - odbicie tego, co go czeka, jeśli nie wyciągnie wniosków na czas.

Podarunek dla Afryki z podsłuchami

Według informacji uzyskanych przez francuski dziennik „Le Monde”, budując siedzibę Unii Afrykańskiej w Addis Abebie, Chiny zainstalowały tam jednocześnie sprzęt do inwigilacji pozwalający Pekinowi na podsłuchiwanie dyskusji i działań członków organizacji. Chińska ekspansja gospodarcza na Czarnym Lądzie przybiera także konkretne formy kontroli politycznej kontynentu.

Unia Afrykańska (UA) to organizacja międzynarodowa o charakterze politycznym, wojskowym i gospodarczym, obejmująca zasięgiem wszystkie państwa afrykańskie (oprócz Maroko), powołana w miejsce Organizacji Jedności Afrykańskiej 9 lipca 2002 r. na szczycie w Durbanie.

W 2012 r. komunistyczne władze Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL) podarowały państwom afrykańskim prezent – wybudowały centralę UA w stolicy Etiopii Addis Abebie. Całkowity koszt budowy kompleksu wraz z wyposażeniem go m.in. w systemy komputerowe wyniósł 200 mln dol. „Le Monde”, opierając się na informacjach uzyskanych od anonimowego pracownika UA, donosi, że dane z komputerów w budynku wybudowanym przez Chińczyków były co noc od 2012 do 2017 r. przekazywane na chińskie serwery w Szanghaju. Po wykryciu przepływu danych poza budynek wezwano ekspertów do spraw bezpieczeństwa, którzy odkryli, że w meblach i ścianach centrali chińscy robotnicy zainstalowali nadajniki radiowe z mikrofonami.

Zapytany o całą sprawę nowy przewodniczący UA, prezydent Rwandy Paul Kagame stwierdził, że nic nie wiedział, ale przyznał, że Unia Afrykańska powinna sama zbudować swoją siedzibę, a nie oddawać to w ręce Chin. – Wolałbym tylko, żebyśmy w Afryce wcześniej zaczęli działać razem. Powinniśmy byli zbudować własny budynek – powiedział polityk.

Strona chińska zaprzecza, by podsłuchiwała afrykańskich przywódców. Ambasador ChRL-u przy Unii Afrykańskiej Kuang Weilin nazwał informacje „Le Monde” niedorzecznymi i dodał, że publikacja ta miała na celu zepsucie relacji między Pekinem a afrykańskim kontynentem. – Stosunki chińsko-afrykańskie przyniosły korzyści i wiele możliwości. Afrykanie są z tego zadowoleni. Inni nie – stwierdził.

Otwarcie siedziby UA w Addis Abebie w styczniu 2012 r. przedstawiano jako akt symboliczny. Kompleks wybudowany całkowicie przez Chiny to jasny sygnał dla afrykańskich przywódców, kto jest dziś dobroczyńcą ich kontynentu. Dobroczyńcą, który zaopatrując państwa afrykańskie w pieniądze, kredyty czy wykonując takie podarki jak siedziba UA w Etiopii, nie tylko chce umów na realizację dużych projektów infrastrukturalnych i dostępu do bogactw naturalnych na kontynencie, ale także dąży do rozszerzania tam swojej kontroli politycznej.

Aly-Khan Satchu, analityk inwestycyjny w Nairobi, w wypowiedzi dla brytyjskiego dziennika „Financial Times” zwraca uwagę na to, jak bezradne są kraje afrykańskie wobec chińskich działań zwiększających wpływy polityczne ChRL-u na kontynencie. – W Afryce istnieje teoria, że Chiny to Święty Mikołaj. Nie są nim. Nasi przywódcy muszą odrzucić takie wyobrażenie – dodaje Satchu.

„Financial Times” zauważa także, że afera szpiegowska w siedzibie UA pokazuje, jakie ryzyko podejmują państwa afrykańskie, pozwalając chińskim firmom technologicznym odgrywać znaczącą rolę w rozwijaniu swoich sieci telekomunikacyjnych. Problem ten dotyczy nie tylko krajów afrykańskich, ale także Europy. Jednocześnie USA wprowadziły właśnie ograniczenia w zakresie inwestycji ze strony takich chińskich firm, jak telekomunikacyjne Huawei i ZTE.
Gazeta Polska Codziennie

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...