Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barack Husajn Obama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barack Husajn Obama. Pokaż wszystkie posty

Chiński dywan nie dla Obamy, ale dla Putina

Zakończony właśnie w Hangzhou szczyt G20 oznaczał dla mieszkańców tego miasta we wschodnich Chinach powrót, choć na kilka dni, czystego nieba, dla wielu dysydentów oznaczał areszt, a dla chrześcijan zakaz zgromadzeń. W czasie szczytu Pekin nie mógł nie pokazać USA, że to on chce być światowym liderem, a Władimira Putina wyciągnął z izolacji i witał z pełnymi honorami.

„Bądźmy dobrym gospodarzem” – głosiło jedno z haseł na plakacie w Hangzhou. Po raz pierwszy spotkanie przywódców państw G20 odbywało się w Chinach. Nic więc dziwnego, że władze w Pekinie nie chciały, aby cokolwiek zakłóciło forum, na którym obecni byli przedstawiciele największych gospodarek świata i Unii Europejskiej. Szczyt odbywał się w dniach 4–5 września.

Hangzhou jest miastem ogromnie zanieczyszczonym. Aby smog, który na co dzień unosi się nad głowami mieszkańców tej aglomeracji, nie przywitał też takich liderów, jak prezydent USA Barack Obama, kanclerz Niemiec Angela Merkel czy prezydent Rosji Władimir Putin, władze ChRL nakazały wstrzymać na dwa tygodnie prace zakładów przemysłowych w Hangzhou. A wielu mieszkańcom polecały wyjazd za miasto na „urlop”, by zmniejszyć korki uliczne.

Pekin nie chciał też, by zagraniczni politycy stali się świadkami protestów przeciwko łamaniu praw człowieka w Państwie Środka, więc na kilka dni przed rozpoczęciem szczytu policja aresztowała ok. 50 opozycjonistów. W Pekinie zatrzymano na przykład Hu Jia, laureata przyznawanej przez Parlament Europejski Nagrody im. A. Sacharowa, który nagłośnił m.in. sprawę masowych zakażeń HIV przez transfuzje w Chinach. Jako zagrożenie dla szczytu chińscy komuniści widzieli też chrześcijan. Stąd już w połowie sierpnia br. do kilku oficjalnie działających kościołów w prowincji Zhejiang, której stolicą jest miasto Hangzhou, rozesłano instrukcję zamknięcia świątyń przed szczytem i w czasie jego trwania.

Mimo że na szczycie Barack Obama i prezydent Chin Xi Jinping ogłosili przystąpienie swoich krajów do niedawno wynegocjowanego w Paryżu porozumienia o ograniczeniu emisji dwutlenku węgla, to nie można było nie zauważyć ducha konfrontacji pomiędzy dwoma państwami. Zaczęło się od skandalu po wylądowaniu samolotu amerykańskiego prezydenta. Na lotnisku w Hangzhou powinny być gotowe specjalne schody i czerwony dywan. Jednak Obama musiał opuścić Air Force One wyjściem technicznym i skromnymi schodkami. Nie było też czerwonego dywanu. Całe zajście zakończyła kłótnia na płycie lotniska pomiędzy doradcami prezydenta USA a przedstawicielem chińskiej administracji, dotycząca niedopuszczenia przez chińskie służby do Obamy nie tylko amerykańskich dyplomatów, ale nawet doradczyni ds. bezpieczeństwa narodowego Susan Rice. Chińczycy tłumaczyli się tym, że mieli prawo tak reagować, bo „to jest nasz kraj, nasze lotnisko”. To niby drobny incydent, ale eksperci twierdzą, że był to jasny sygnał, gdzie Pekin widzi miejsce Waszyngtonu i kto tak naprawdę powinien rządzić. Jorge Guajardo, meksykański dyplomata, który spędził lata na placówce w Pekinie, w wypowiedzi dla „The Guardian” stwierdził, że to także pokazało „nową chińską arogancję” i służyło „podgrzaniu chińskiego nacjonalizmu”.

Obama próbował trywializować ten incydent, ale też miał swoją okazję do wbicia Pekinowi szpili. Przed szczytem w wypowiedzi dla CNN amerykański przywódca powiedział, że zamierza przypomnieć władzom ChRL, iż powinny przestrzegać międzynarodowego prawa i że muszą pohamować swoje działania na Morzu Południowochińskim, bo agresywne zachowanie ChRL w regionie niepokoi sąsiadów. ChRL buduje na Morzu Południowochińskim sztuczne wyspy pod bazy wojskowe. Prawa do strategicznych terenów w tym regionie rości sobie wiele okolicznych państw, m.in. Filipiny i Wietnam. Pekin stoi na stanowisku, powołując się na źródła historyczne, dane archeologiczne mówiące o tym, że już przed naszą erą rybacy chińscy dokonywali połowów w tym regionie, że wody Morza Południowochińskiego od zawsze należały do chińskiej strefy wpływów.

Czerwonego dywanu nie miał w Hangzhou Obama, ale za to z pełnymi honorami przyjęto Władimira Putina. Dwa lata temu rosyjski przywódca był ignorowany na szczycie w Australii. Teraz na G20 w Chinach był w centrum i przeprowadził rozmowy w cztery oczy z prezydentami Turcji, Francji i Egiptu oraz premierem Wielkiej Brytanii i kanclerz Niemiec.

Putin spotka się także z Xi Jinpingiem. – Obiecałem panu prezydentowi prezent, więc przywiozłem całe opakowanie lodów – powiedział Putin na przywitanie liderowi ChRL-u, który znany jest ze swojej słabości do rosyjskich lodów, które zamawia podczas każdej wizyty w Rosji. Po lodach podczas rozmów obaj przywódcy zapewnili, że ich kraje będą współpracowały m.in. w ramach chińskiego projektu Nowy Jedwabny Szlak. Prezydent Xi dodał, że Rosja i Chiny powinny szczególnie wzmocnić kooperację w dziedzinach wojskowości i bezpieczeństwa.
Gazeta Polska Codziennie

Spotkanie pomiędzy prezydentami Chin Ludowych i USA

Piątkowe spotkanie pomiędzy prezydentami Chin Ludowych i USA, Xi Jinpingiem i Barackiem Obamą w Waszyngtonie określa się jako dobre, mimo że nie przyniosło ono żadnego rozwiązania w kwestiach najbardziej spornych. Obu przywódcom chodziło raczej o to, by nie pogorszyć i tak już napiętych relacji. Xi Jinping chciał przede wszystkim, aby wizyta w Waszyngtonie poprawiła jego nadszarpnięty w ostatnich miesiącach wizerunek silnego chińskiego wodza.

Zarówno Obama, jak i Xi zdawali sobie sprawę, że naciskanie na konkretne rozwiązanie w kwestiach spornych mogłoby tylko zaostrzyć i tak już złe relacje amerykańsko-chińskie. Skupiono się więc na działalności szpiegowskiej w cyberprzestrzeni, gdzie puste deklaracje i obietnice artykułowano już niejeden raz. Pekin, który odrzuca zarzuty Waszyngtonu, jakoby prowadził cyberataki na amerykańskie komputery rządowe, a także dokonywał kradzieży tajemnic handlowych, tym razem obiecał, że w przyszłości nie będzie prowadził ani też świadomie wspierał hakerskich kradzieży własności intelektualnej.
Nie mogło też zabraknąć tematu, który stał się niemalże lejtmotywem administracji Obamy, tj. walki z ociepleniem klimatu. Zgodnie ze wspólną deklaracją, Chiny zobowiązały się do ustanowienia od 2017 r. systemu kwot emisji CO2, który istnieje już na rynku UE. Ponadto Chiny zobowiązały się, że przeznaczą 3,1 mld dol., by pomóc krajom rozwijającym się walczyć z ociepleniem klimatu.
Mimo że Obama nie chciał rozdrażnić chińskiego prezydenta, to w trakcie rozmów z Xi przypomniał, że USA obowiązuje tzw. Taiwan Relation Act, sojusz z Tajwanem, który de facto nakłada na USA obowiązek obrony wyspy, a także że USA popierają dążenia Tybetańczyków do zachowania ich religijnej i kulturowej tożsamości.
Według chińskiego komentatora politycznego mieszkającego w USA Chen Pokonga, prezydent Xi starał się wykorzystać wizytę propagandowo w samych Chinach.
Partia komunistyczna w ChRL głosi, że tylko ona jest gwarantem stabilności, dobrobytu i bezpieczeństwa. W ostatnich miesiącach wydarzył się jednak krach na giełdzie w Szanghaju (od połowy czerwca w ciągu miesiąca z chińskiej giełdy wyparowała kwota równa sześciu PKB Polski w 2014 r.), a zaraz potem doszło do wybuchu w mieście Tianjin (zginęło w nim ponad 160 osób), spowodowanego nieprzestrzeganiem zasad bezpieczeństwa. Chińscy internauci ustalili, że do podobnych wybuchów w zakładach pracy w ChRL dochodzi co tydzień. Problemy z gospodarką, bezpieczeństwem, zatrutym środowiskiem i coraz więcej sygnałów o zaciętej walce o władzę pomiędzy prezydentem Xi a byłym prezydentem Jiang Zeminem, kierującym tzw. frakcją szanghajską w KPCh, powodują, że Chińczycy zaczęli powątpiewać w siłę partii. Prezydent Xi Jinping musiał więc pokazać, że panuje nad sytuacją, jest silnym przywódcą liczącym się na arenie międzynarodowej. Temu służył ogromny pokaz siły wojskowej na defiladzie z okazji 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej i wizyta w USA. Media chińskie relacjonowały każdy krok prezydenta Xi i jego małżonki i oczywiście pominęły protesty, jakie odbywały się w miejscach, które odwiedzał chiński lider.
Xi Jinpingowi nie udało się jednak zdominować mediów amerykańskich. Zainteresowanie wizytą chińskiego przywódcy w USA było dużo mniejsze niż zwykle, bo odbywało się w cieniu trwającej równolegle pielgrzymki papieża Franciszka. Gdy prezydent Xi był przyjmowany w Białym Domu, główne media amerykańskie transmitowały na żywo wystąpienie Ojca Świętego w ONZ-ecie.
Gazeta Polska Codziennie

Niełatwa wizyta prezydenta Chin w USA

W Stanach Zjednoczonych od wtorku trwa wizyta prezydenta Chin Xi Jinpinga. Chińskie media i aparat propagandy już starają się przedstawić ją jako ogromy sukces komunistycznego przywódcy, a tymczasem eksperci twierdzą, że relacje na linii Pekin–Waszyngton są bardzo napięte.

Jeszcze przed rozpoczęciem wizyty prezydenta Xi w Stanach Zjednoczonych chiński aparat propagandy utworzył na Facebooku, do którego dostęp Chińczycy mają zablokowany, stronę „Xi’s US Visit”. Tu umieszczane są materiały propagandowe dla cudzoziemców. Władze Chin zadbały także, by w trakcie siedmiodniowej wizyty chińskiego przywódcy w USA nie były widoczne protesty przeciwko komunistycznemu reżimowi w ChRL u. Zażądano od strony amerykańskiej, aby takie demonstracje „były poza zasięgiem oczu i uszu” prezydenta Xi.
Według Aarona L. Friedberga, profesora na wydziale Nauk Politycznych i Spraw Międzynarodowych na Uniwersytecie Princeton, atmosfera w relacjach chińsko-amerykańskich jest w tej chwili najgorsza od momentu masakry na placu Tiananmen w czerwcu 1989 r. To, co dzieli Pekin i Waszyngton, to przede wszystkim chińska ekspansja na Morzu Południowochińskim i działania cyberszpiegowskie ze strony Pekinu.
Podczas pierwszego dnia wizyty w Stanach Zjednoczonych w przemówieniu wygłoszonym do 650 biznesmenów zebranych w Seattle prezydent Xi zapewniał więc, że gospodarka Chin ma się dobrze. Słowom Xi zaprzecza pośrednio publikacja prestiżowego w Chinach magazynu „Caixin”. Dziennikarze poinformowali, że wskaźnik PMI (aktywności finansowej) dla chińskiego przemysłu spadł we wrześniu do 47,0, czyli jest najniższy od sześciu lat.
Chiński prezydent zapewniał też, że w Chinach nie ma walki o władzę. Wiadomo jednak, że pod pozorem walki z korupcją Xi wsadza do więzienia swoich rywali w KPCh, a ostatnio w areszcie domowym znalazł się wróg numer jeden Xi Jinpinga – były prezydent Jiang Zemin.
Xi stwierdził również, że rząd Chin nie angażuje się w kradzież tajemnic handlowych i nie wspiera chińskich firm, które to robią, a także że Pekin chce zacieśniać współpracę ze stroną amerykańską w sprawie bezpieczeństwa cybernetycznego. Waszyngton podkreśla jednak, że Chińczycy mieli wykraść m.in. plany budowy elektrowni atomowej oraz myśliwców F-35, a także dane 21,5 mln amerykańskich urzędników i dlatego administracja Obamy rozważa od jakiegoś czasu wprowadzenie sankcji gospodarczych przeciwko chińskim firmom.
Gazeta Polska Codziennie

W co gra Pekin, na co liczy Obama

Już po pierwszym dniu szczytu amerykańsko-chińskiego, jaki odbył się 7 i 8 czerwca w posiadłości Sunnyland w Kalifornii, mainstreamowe media na Zachodzie pisały, że za sukces należy uznać to, iż prezydenci USA i ChRL mówili o „potrzebie stworzenia nowego modelu współpracy”. Na czym jednak miałaby ta nowa forma kooperacji polegać, nie wspomniano.
Jak oczekiwano, na spotkaniu poruszono kwestię internetowego szpiegowania, a szczególnie nasilające się ataki azjatyckich hakerów na amerykańskie systemy komputerowe. Pentagon i Departament Handlu USA wprost wskazują, że ataki pochodzą z Chin, ale w trakcie szczytu prezydent Chin Xi Jinping nie chciał rozmawiać o tym, kto za nimi stoi. Stwierdził jedynie, że Chiny także padają ich ofiarą. Ustalono, że od lipca w sprawie standardów cyberbezpieczeństwa będzie dochodziło do regularnych spotkań ekspertów z USA i ChRL.
W kwestii Korei Północnej uzgodniono – jak poinformował Tom Donilon, doradca Obamy ds. bezpieczeństwa – „że musi się ona poddać denuklearyzacji”. Już po spotkaniu USA–Chiny przedstawiciel chińskiego ministerstwa obrony przyznał, że Xi Jinping zażądał od administracji USA, aby ta wstrzymała sprzedaż broni Tajwanowi, który Pekin uważa za zbuntowaną prowincję. Chiński przedstawiciel nie zdradził, jaka była reakcja Obamy, ale na ten temat wypowiedział się amerykański doradca ds. bezpieczeństwa Ben Rhodes, który przypomniał, że USA zobowiązane są do wspierania militarnego Tajwanu, w tym do sprzedaży broni, zgodnie z ustawą z 1979 r. o stosunkach z Tajwanem.
Wyprzedzić USA
Na zakończenie dwudniowego szczytu prezydent Obama ograniczył się jedynie do stwierdzenia, że rozmowy przebiegały „świetnie”. Amerykański przywódca zauważył także, że fakt, iż obaj prezydenci spotkali się wcześniej, niż przewiduje dyplomatyczny protokół, „świadczy o wadze relacji USA–Chiny”. Mniej optymistycznie podchodzą do szczytu chińscy opozycjoniści i komentatorzy polityczni, którzy podkreślają, że Xi Jinping po objęciu stanowiska w marcu tego roku udał się w pierwszą podróż zagraniczną do Rosji, a następnie do państw afrykańskich i Ameryki Południowej, a dopiero potem do USA. Świadczy to, że Pekinowi nie chodzi o współpracę z USA, ale o rywalizację. Pekin buduje sojusze, mając jeden cel: podważenie przywództwa USA w świecie. Stąd sprzedaż broni i ogromne inwestycje, m.in. w krajach Afryki i Ameryki Łacińskiej. John Tkacik, ekspert ds. Chin i Tajwanu z amerykańskiego think tanku International Assessment and Strategy Center, przypomina w wypowiedzi dla „Washington Post”, że ostatnio broń od Pekinu zakupiły m.in. Ekwador, Boliwia i Meksyk, a na początku czerwca Caracas ogłosił, iż otrzyma pożyczkę z Chin w wysokości 4 mld USD na rozwój przemysłu rafineryjnego. Przed spotkaniem z Obamą pożyczkę na podobny cel w wysokości 1 mld USD obiecał Xi Jinping, odwiedzając Meksyk.
Sukcesy tylko dzięki partii
Według publicysty Li Tianxiao, nie było specjalnego powodu do przyspieszenia spotkania przywódców USA i ChRL-u, które początkowo miało się odbyć we wrześniu. W wypowiedzi dla miesięcznika „Nowe Państwo” Li stwierdził, że Xi Jinpingowi szczególnie zależało na wcześniejszym „widzeniu” Obamy. Sytuacja wewnątrz partii i w kraju nie przedstawia się dla niego najlepiej. Przejmując władzę w marcu tego roku, na spotkaniu z chińskimi parlamentarzystami Xi miał zauważyć, że najbliższe dwa lata będą kluczowe dla przetrwania partii komunistycznej w Chinach. Chińczycy na masową skalę występują z KPChL – szeregi partii opuściło do dziś prawie 140 mln obywateli Państwa Środka. W kraju dramatycznie wzrasta liczba protestów. Chińczycy demonstrują przeciwko skażonej żywności, przymusowym wysiedleniom, niskim zarobkom i zanieczyszczaniu środowiska. Dlatego władze zaostrzają represje. W maju do wszystkich organizacji państwowych, w tym do mediów i szkół, rozesłano dokument, w którym mówi się o „siedmiu zakazanych w dyskusjach publicznych tematach” (są to m.in. wolność prasy, społeczeństwo obywatelskie, wypaczenia partii, niezależność sądów).
Skoro o sukcesy w utrzymaniu w ryzach społeczeństwa ChRL coraz trudniej, to trzeba sięgać po „kartę międzynarodową”. Wizyty zagraniczne, a zwłaszcza spotkania z przywódcami czołowych państw, zawsze dobrze umieją wykorzystać na własnym podwórku chińscy spece od propagandy komunistycznej. Chiński komentator i dysydent Cao Changqing zauważył, że obecności Xi Jinpinga na szczycie w Sunnyland towarzyszyła w mediach kampania indoktrynacyjna. Jej przekaz był jasny: Chińska Republika Ludowa odnosi na arenie międzynarodowej sukcesy, a te nie byłyby możliwe, gdyby nie przywództwo Komunistycznej Partii Chin Ludowych. „Kontrolowana przez partię telewizja i gazety podkreślają, że Xi Jinping zasiadł do stołu z amerykańskim przywódcą jako równy partner i jako lider potęgi gospodarczej świata” – dodaje Cao Changqing. A to oznacza tylko jedno: „Skoro przywódca USA wyciąga do nas (partii) rękę, to tym bardziej powinni słuchać nas chińscy obywatele” – twierdzi Cao.
Według Li Tianxiao, pozycja Xi Jinpinga w partii nie jest tak silna jak jego poprzedników. Prezydent Jiang Zemin został wyznaczony przez Deng Xiaopinga. Jiang namaścił zaś swojego następcę Hu Jintao. I choć Xi Jinping pełnił funkcję wiceprezydenta za rządów Hu Jintao, to wiadomo, że między politykami dochodziło do starć i rywalizacji. Utrzymanie pełni władzy w podzielonej na frakcje partii nie jest łatwe, ale spotkania na linii Pekin–Waszyngton zawsze wzmacniały pozycję prezydenta. „Nic więc dziwnego, że Xi Jinping, którego ojciec wraz z towarzyszem Mao Zedongiem zakładał partię komunistyczną w Chinach, nalegał na szybką wizytę u Obamy” – dodaje Li Tianxiao.
Show dla Zachodu
Lewicowe media zachodnie opisały chińskiego przywódcę obecnego na szczycie w Sunnyland jako „bardziej wyluzowanego od lubiących ceremoniały jego poprzedników”. Ale i ten luz chińscy opozycjoniści przypisują raczej dobrze wyreżyserowanemu przedstawieniu. Nie mogło zabraknąć czegoś, czym zachłyśnie się Zachód i przez jakiś czas będzie snuł dywagacje, czy Xi może być „reformatorem à la Gorbaczow”. Stąd np. stwierdzenia Xi „o chińskim śnie, który jest taki sam jak amerykański” (American dream). Okazało się, że i Amerykanie, i Chińczycy chcą tego samego, wierzą w to samo.
Dokładnie w tym samym czasie media chińskie też rozpisywały się o „chińskim śnie”, ale strasząc jednocześnie Chińczyków tym amerykańskim. W pierwszym dniu szczytu Xi–Obama dziennik Komunistycznej Partii Chin Ludowych „Hukaniu Shibao” ostrzegał, że „jeśli nie będziemy mieli swojego własnego snu, to będziemy musieli poddać się amerykańskiemu”. A kilka dni wcześniej dziennik „Renmin Ribao” pisał o siedmiu różnicach pomiędzy snem chińskim a tym made in USA. I tak np.: „W ChRL jednostki pracują dla bogactwa i szczęścia całego kraju, podczas gdy Americam Dream zmusza jednostki do pracy dla własnego dobrobytu”.
Gazeta Polska

Chiny chcą wyprzedzić USA

W posiadłości Sunnyland w Kalifornii odbyło się spotkanie amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy z prezydentem Chin Ludowych Xi Jinpingiem. Przywódcy obu państw omówili kwestie bezpieczeństwa cybernetycznego, współpracy wojskowej i gospodarczej oraz sytuacji w Korei Północnej.
Poruszono także kwestie Tajwanu, który Pekin uważa za zbuntowaną prowincję. W pierwszych komentarzach, które ukazują się po szczycie, eksperci podkreślają, że nie nastąpił żaden przełom w relacjach amerykańsko-chińskich. Chińskie media mówią jednak o sukcesie, który nie byłby możliwy, gdyby nie rządy komunistów.
Jednym z ważniejszych tematów dwudniowych rozmów była kwestia internetowego szpiegowania, a szczególnie nasilające się ataki azjatyckich hakerów na amerykańskie systemy komputerowe. Pentagon i Departament Handlu USA wprost wskazują, że ataki pochodzą z Chin. Chiński prezydent nie odniósł się do kwestii, kto stoi za atakami, a stwierdził jedynie, że Chiny także padają ich ofiarą. Xi Jinping zgodził się na rozpoczęcie regularnych spotkań ekspertów z USA i z ChRL u dotyczących standardów cyberbezpieczeństwa. Do pierwszego takiego zebrania dojdzie w lipcu tego roku.
Strona chińska podkreślała w rozmowach „wagę komunikacji między wojskowymi”. „Pekin obawia się, że USA chcą ograniczyć coraz bardziej rosnące wpływy wojskowe i dyplomatyczne Pekinu w regionie Azji i Pacyfiku. Atmosferę w rejonie w ostatnim czasie podgrzewają chińskie roszczenia terytorialne wobec m.in. Japonii, Filipin czy Tajwanu, czyli sojuszników USA w Azji.
Tajwański minister spraw zagranicznych David Lin przyznał, że przed szczytem otrzymał informację ze strony amerykańskiej, iż kwestia Tajwanu będzie poruszana na spotkaniu Obama-Xi. Nie wiadomo jeszcze, jak potoczyły się rozmowy dotyczące tego tematu. Strona tajwańska jest jednak pewna, że USA są nadal gwarantem bezpieczeństwa wyspy i jej głównym sojusznikiem, dlatego „w kwestii Tajwanu nie należy oczekiwać żadnych zmian”.
W trakcie spotkania liderów Chin i USA obie strony mówiły o „potrzebie stworzenia nowego modelu współpracy”, ale prezydent Obama przyznał, że we wzajemnych relacjach istnieją liczne problemy, m.in. dotyczące praw człowieka i współpracy w sprawie Korei Północnej. Choć ChRL zgodziła się na sankcje ONZ-etu wobec Phenianu po przeprowadzonej w lutym kolejnej próbie nuklearnej, administracja amerykańska oczekuje, że strona chińska wywrze większą presję na Koreę Północną, aby ta porzuciła plan zbrojeń nuklearnych.
Na zakończenie dwudniowego szczytu, mówiąc do dziennikarzy o jego efektach, prezydent Obama ograniczył się jedynie do lakonicznego stwierdzenia, że rozmowy przebiegały „świetnie”.
Amerykański przywódca zauważył także, że to iż obaj prezydenci spotkali się wcześniej niż przewiduje dyplomatyczny protokół, świadczy o wadze relacji USA-Chiny. Mniej optymistycznie wypowiadali się chińscy opozycjoniści. Według nich fakt, że będący od marca tego roku na stanowisku prezydenta ChRL Xi Jinping w pierwsze podróże zagraniczne po objęciu stanowiska udał się do Rosji, państw afrykańskich i Ameryki Południowej, a dopiero potem do USA, świadczy o tym, że Pekinowi nie chodzi o współpracę, ale o rywalizację. Pekin buduje sojusze, mając jeden cel: podważenie przywództwa USA w świecie.
Chiński komentator i dysydent Cao Changqing w wypowiedzi dla „Codziennej” zauważył, że szczyt jest jednak ważny dla chińskiego przywódcy. Spotkania na linii Pekin–Waszyngton zawsze wzmacniały pozycję prezydenta w podzielonej na frakcje partii komunistycznej. Udział w szczycie chińskiego przywódcy to też okazja do przeprowadzania w mediach chińskich kampanii propagandowej podkreślającej potęgę Chin, która nie mogłaby być osiągnięta, gdyby nie przywództwo Komunistycznej Partii Chin Ludowych. „Kontrolowana przez partię telewizja i gazety już dziś podkreślają, że Xi Jinping zasiadł do stołu z amerykańskim przywódcą jako równy partner”, dodaje Cao Changqing.
GPCodziennie

W cieniu wizyty Obamy w ChRL-u

W cieniu wizyty prezydenta Obamy w Chinach słychać protesty Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (IFJ) przeciwko restrykcjom jakie władze w Pekinie nałożyły na lokalne media.
Centralne Biuro Propagandy w ChRL nakazało wszystkim mediom w kraju, które opisują wizytę amerykańskiego prezydenta korzystać tylko i wyłącznie z informacji podawanych przez rządową agencję Xinhua. Jakiekolwiek własne relacje, komentarze przez stacje i gazety lokalne są zakazane.
Spotkanie prezydenta Obamy z chińskimi studentami w Muzeum Nauki i Technologii w Szanghaju, w czasie której studenci zadawali amerykańskiemu przywódcy pytania było transmitowane tylko przez lokalnego nadawcę w Szanghaju. Nadająca w całym kraju stacja CCTV otrzymała zakaz transmisji. Stacja Asia TV z Hong Kongu, której programy mogą być odbierane w części Chin transmitowała całe spotkanie Obamy ze studentami. Była jednak w czasie transmisji zagłuszana przez chińską stację z prowincji Guangdong.
Na chińskich forach internetowych ukazały się niektóre z wypowiedzi Obamy, zwłaszcza te dotyczące swobodnego przepływu informacji – szybko jednak zostały usunięte z Internetu.
Przed wizytą Obamy aresztowano dysydentów, a także tych ze strony których władze komunistyczne obawiały się publicznych wystąpień. I tak na przykład 13 listopada zatrzymano Zhao Lianhai. Dzieci Zhao zginęły pod gruzami budynku szkolnego w trakcie zeszłorocznego trzęsienia ziemi w prowincji Syczuan. Zhao stoi na czele grupy rodziców, którzy domagają się śledztwa w sprawie zaniedbań i błędów przy budowie szkoły. Lokalni dziennikarze skarżyli się IFJ, że pisanie na ten temat w Chinach też jest zakazane.
Niezalezna.pl

Baty..

Zaatakowano posła Artura Górskiego za jego wypowiedż o prezydenckie-elekcie Obamie...okazuje się, że w Polsce panuje wolność słowa wprost z Orwella. W Folwarku Zwierzecym mieliśmy równych i równiejszych, a u nas są Ci ktorzy mogą głosić co im się żywnie podoba; reszta powinna siedzieć cicho i słuchać tych co maja jedynie słuszne i oczywiście poprawne poglądy. Poseł Górski powinien być w tej drugiej grupie, ale sobie pofogował.
Co prawda, aby udowodnić jak niebezpieczne poglądy szerzy poseł Górski, ‘wiarygodne’ media w Polsce, a zwłaszcza TVN24, musiały się trochę napracować (cóż nic nie przychodzi łatwo) i zmanipulowały znaczenie wypowiedzi posła; w „Najwyższym Czasie” wywiad na ten temat z posłem Górskim i niewygodna (dla tych wychowanych na lekturze GW) prawda o Obamie
zdj. Subblog

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...