Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajwan wybory 2016. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajwan wybory 2016. Pokaż wszystkie posty

Jaki jest nowy tajwański parlament

W “Ketagalan Media” ukazał się bardzo ciekawy artykuł Gwenyth Wang przedstawiający jak bardzo odmienny jest obecny tajwański parlament od poprzednich (pierwsza sesja nowego parlamentu rozpoczęła się 1 lutego).
Po pierwsze wielu posłów Kuomintangu (KMT) o długim stażu  poselskim zostało zastąpionych przez zupełnie nowych parlamentarzystów z proniepodległościowej Demokratycznej Partii Postępu (DPP) i z powstałej zaledwie rok temu po Rewolucji Słoneczników Partii Nowej Siły (NPP).
Średnia wieku w obecnym parlamencie to 50 lat, w poprzednim 52. Najmłodsza poseł, Lu Sun-lin (DPP)
ma 28 lat i pokonała w wyborach weterana z KMT 57 letniego Wu Yu-sheng.
W liczącym 113 miejsc parlamencie, 12 posłów jest  w wieku poniżej 40 lat, i z tej grupy większość urodziła się po 1977 roku. Rok 1977 określany jest jako przełomowy dla Tajwanu – opozycja po raz pierwszy zwyciężyła w wyborach lokalnych w kilku miastach i powiatach. Okazało się, że Kuomintang stracił kontrolę nad mechanizmem wyborczym i do władzy doszli nowi politycy….za 10 lat rozpoczął się  pełny proces demokratyzacji wyspy (w 1987 r. zniesiono stan wojenny)
W tegorocznych wyborach Tajwan nie tylko wybrał kobietę prezydentem, ale także więcej kobiet to Yuanu Legislacyjnego (parlamentu). Na 113 parlamentarzystów, 43 to kobiety (w poprzedniej kadencji było 38 posłanek)

No i wreszcie sukces 3 siły – Partia Nowej Siły (NPP). Po raz pierwszy w historii tajwańskiego parlamentaryzmu to wszyscy posłowie trzeciej partii (trzeciej za DPP i KMT) w tajwańskim parlamencie to politycy wybrani po raz pierwszy…i to ważne: wywodzący się z ruchu jaki doprowadził do Rewolucji Słoneczników (można powiedzieć,  że weszli oni do parlamentu z ulicy,  na której jeszcze rok temu protestowali). To jest partia, która w wielu kwestiach będzie współpracować z DPP, ale i będzie bardzo bacznie nadzorować  prace nad umowami z Chinami Ludowymi.

Tajwan bliżej Waszyngtonu i Tokio

16 stycznia Tajwańczycy poszli do urn i wybrali prezydenta i parlament. Wygranymi obu wyborów została proniepodległościowa Demokratyczna Partia Postępu (DPP). Taki wynik nie cieszy Pekinu, ale jest po myśli Waszyngtonu i Tokio

Demokratyczna Partia Postępu zdobyła silny mandat w styczniowych wyborach. Kandydatka DPP na prezydenta, Tsai Ing-wen, uzyskała prawie 6,9 mln głosów, co dało jej zdecydowane zwycięstwo. Na jej głównego rywala z partii Kuomintang (KMT), Ericka Chu, głosowało ok. 3,8 mln Tajwańczyków. W nowym, liczącym 113 miejsc Yuanie Ustawodawczym (parlament) zasiądzie 68 posłów DPP, a tylko 35 Kuomintagu (w poprzednim parlamencie KMT miał 64 mandaty). Po raz pierwszy w historii DPP ma więcej niż połowę posłów w Yuanie Ustawodawczym, a dodatkowo może liczyć na wsparcie w wielu kwestiach sześciu posłów Partii Nowej Siły (NPP), założonej zaledwie rok temu przez organizatorów rewolucji słoneczników. Wygrana sił proniepodległościowych na wyspie to wynik niezadowolenia Tajwańczyków z prowadzonej przez ostatnie osiem lat przez prezydenta Ma Ying-jeou i KMT polityki otwarcia wobec ChRL. Miało to zagwarantować Tajwanowi rozwój i większe bezpieczeństwo. Twierdzono, że bliska współpraca gospodarcza sprawi, iż na wyspie zrealizowany zostanie tzw. plan 633, czyli: 6-proc. wzrost gospodarczy, przeciętne miesięczne wynagrodzenie w wysokości 30 tys. NTD (około 3,7 tys. zł) oraz spadek bezrobocia poniżej 3 proc. Żadna z tych obietnic nie została spełniona. Młodzież musiała stawić czoło niskim zarobkom, pogarszającym się perspektywom zatrudnienia (wiele zakładów przeniosło się do Chin) i wysokim cenom nieruchomości (cena 1 mkw. mieszkania w Tajpej to 200 tys. NTD, czyli ok. 24 tys. zł). Zbliżenie gospodarcze z Chinami tak naprawdę przyniosło korzyści tylko jednej grupie: dużemu biznesowi, powiązanemu często z KMT.
Tajwańczycy nie odczuli  też, że polityka prezydenta Ma, tzw. dyplomatyczny rozejm z Chinami, zmniejszyła zagrożenie ze strony Pekinu, uważającego wyspę za swoją zbuntowaną prowincję. Cały czas rosła liczba rakiet balistycznych wycelowanych w Tajwan – w tej chwili jest ich ok. 1,6 tys.
Młodzi dumni z Tajwanu
Taki wynik wyborów to nie tylko przegrana KMT, ale i Pekinu, któremu wydawało się, że zapewnienie korzyści rządzącym wyspą wystarczy, aby zdobyć pełną kontrolę nad Tajwanem. Władza w ChRL wydaje się zupełnie nie rozumieć zmian społecznych, jakie zaszły w ostatnich latach na wyspie. Do głosu doszło tu młode pokolenie z silnym poczuciem lokalnej (tajwańskiej ) tożsamości, dla którego duży kraj po drugiej stronie Cieśniny Tajwańskiej jest zupełnie obcy, a dodatkowo rządzi nim opresyjny reżim, blokujący dostęp do internetu, kontrolujący przekaz w mediach, zabraniający demonstrowania odmiennych opinii. Młodzi na wyspie czują się Tajwańczykami i są dumni, że żyją w państwie respektującym podstawowe swobody obywatelskie. I nie jest to pokolenie antychińskie, tzn. nie chce zerwania relacji z Pekinem. Większość mieszkańców wyspy z pewnością zgadza się z tym, co powiedziała tuż po ogłoszeniu wyników wyborów prezydent elekt Tsai Ing-wen: – Tajwan powinien kontynuować dialog i rozwijać relacje z Pekinem, ale jednocześnie nowa władza ma bronić interesów i suwerenności wyspy. Tsai wyciągnęła rękę do Pekinu, ale rządzący w Chinach komuniści mają problem z odpowiedzią na ten gest.
Pekin straszy
Pierwsze reakcje władz ChRL na wyniki tajwańskich wyborów nie są przyjazne. Jeszcze przed samymi wyborami jeden z chińskich generałów ostrzegał, że zwycięstwo Tsai Ing-wen „będzie rozczarowaniem dla Pekinu”. Po ogłoszeniu wyników agencja Xinhua, tuba pekińskiego rządu, pisała, że Tajwańczycy powinni „pozbyć się halucynacji”, czyli wiara w to, że wyspa może być niepodległa. Wiadomo też, że tuż po wyborach Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza przeprowadziła ćwiczenia wojskowe w prowincji Fujian, czyli w regionie leżącym naprzeciw wyspy. Informacje o takich manewrach potwierdziło tajwańskie Ministerstwo Obrony.
Takie wojenne gesty i straszenie nie oznaczają jednak, że Pekin chce wojny. Tajwan przyprawia  władze Chin o ból głowy, ale mają one zbyt dużo problemów wewnątrz kraju (m.in. kłopoty na giełdzie, gwałtowny odpływ kapitału, coraz częstsze protesty i towarzyszące im wątpliwości, czy partia komunistyczna powinna nadal rządzić,  skoro nie potrafi sobie poradzić z problemami gospodarczymi).
Waszyngton i Tokio liczą na sojusz
Zaraz po ogłoszeniu zwycięstwa Tsai Ing-wen pierwsze gratulacje przyszły ze Stanów Zjednoczonych i Japonii. Waszyngton do tej pory wolał widzieć u steru władzy na wyspie Kuomintang, ponieważ ten reprezentował się jako siła, która jest w stanie zapewnić rozwój pokojowych relacji z Pekinem. Gdy Tsai Ing-wen po raz pierwszy ubiegała się o stanowisko prezydenta w 2012 r. i przed wyborami udała się do USA, została tam dość chłodno przyjęta.
Teraz sytuacja zupełnie się zmieniła. Kandydatka DPP odbyła na początku czerwca 2015 r. bardzo udaną wizytę w Stanach i spotkała się z wieloma wpływowymi politykami w Waszyngtonie, składając jako pierwszy w historii tajwański kandydat na prezydenta wizytę w Departamencie Stanu.  Ta zmiana wynika przede wszystkim stąd, że dziś USA obawiają się chińskiej dominacji w regionie. Dlatego Waszyngton buduje koalicję wymierzoną w Pekin, gdzie obok Japonii, Korei Płd., Wietnamu czy Filipin amerykańska administracja chce widzieć także Tajwan.
Eksperci twierdzą, że nieprzypadkowo na miesiąc przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi na Tajwanie, po raz pierwszy od czterech lat, administracja Obamy autoryzowała sprzedaż wyspie broni i sprzętu wojskowego wartości 1,83 mld dol. Dodatkowo, w amerykańskim Kongresie i wśród ekspertów w USA coraz częściej pojawiają się głosy, że następna administracja USA powinna udzielić jeszcze większego wsparcia militarnego wyspie.
Tsai Ing-wen też nie ukrywa, że głównym partnerem wyspy są Stany Zjednoczone. W pierwszym przemówieniu po ogłoszeniu wyników wyborów prezydent elekt podziękowała za wsparcie dwóm państwom: USA i Japonii.
Zaraz po wyborach Tsai wysłała do Waszyngtonu na rozmowy jednego ze swoich najbardziej zaufanych współpracowników, sekretarza generalnego DDP Josepha Wu. Polityk ten jest dobrze zorientowany w realiach panujących w Waszyngtonie, bo był tam wcześniej tajwańskim przedstawicielem dyplomatycznym.
Bardzo przychylnie na wyniki wyborów na Tajwanie patrzy też Tokio. Media japońskie pisały, że Tajwańczycy głosując na DPP, powiedzieli Pekinowi wyraźne „nie”. Premier Shinzo Abe w czasie przemówienia w japońskim parlamencie pogratulował Tsai Ing-wen zwycięstwa i podkreślił, że Japonia jest przyjacielem Tajwanu i liczy na jeszcze bardziej zaawansowaną współpracę z wyspą.

Gazeta Polska

A na Tajwanie rządzą kobiety

Sobotnie wybory pokazały jak bardzo zróżnicowany  jest Tajwan- nie tylko chiński, ale prawdziwy melting pot.  I tak w nowym parlamencie 8 miejsc przypadło tajwańskim aborygenom (rdzennym mieszkańcom wyspy).
Dodatkowo wyspą zaczynają na dobre rządzić kobiety. Przewodnicząca Demokratycznej Partii Postępu Tsai Ing-wen został wybrana jako pierwsza w historii wyspy kobieta na prezydenta.  Jej kariera polityczna jest dość nietypowa jak na Azję gdzie kobiety zostają przywódcami gdy wywodzą się ze znanych dynastii politycznych. I tak na przykład w Korei Południowej  prezydent Park Geun-hye to córka gen. Park Chung-hee, prezydenta Korei Płd. w latach  1963 -1979.
Tajwańska prezydent-elekt nie ma takich koligacji rodzinnych. Tsai to naukowiec, którą w świat polityki wciągnął były prezydent Tajwanu Lee Teng-hui (Lee nazywany jest ojcem tajwańskiej demokracji, a według mnie to jeden z najwybitniejszych polityków w Azji).
Zwycięstwo Tsai Ing-wen to nie jedyny triumf kobiet w wyborach na Tajwanie. W nowym liczącym 113 miejsc parlamnecie znajdzie się aż 43 posłanek.

Wszystkie te informacje zebrał na blogu Nathan Batto (TUTAJ).

Niepodległościowcy biorą wszystko

Wybory prezydenckie i parlamentarne na Tajwanie przyniosły zwycięstwo proniepodległościowej Demokratycznej Partii Postępu (DPP). Nowa prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen zapowiada, że nie będzie dążyła do konfrontacji z Chinami, ale będzie broniła interesów i suwerenności Tajwanu.
Tsai Ing-wen głosami 6,89 mln Tajwańczyków jako pierwsza kobieta w historii wyspy została jej prezydentem. Jej główny rywal, z partii Kuomintang (KMT), Eric Chu zdobył 3,8 mln głosów.
W przemówieniu po ogłoszeniu wyników wyborów prezydent elekt zapowiedziała, że zależy jej na spójnych, przewidywalnych i zrównoważonych relacjach z Chinami, a nie na prowokacjach i niespodziankach. Tsai dodała, że będzie broniła interesów i suwerenności wyspy. – Nasza demokracja, tożsamość narodowa i przestrzeń międzynarodowa muszą być szanowane i każde ich naruszenie będzie groziło destabilizacją stosunków w Cieśninie Tajwańskiej – stwierdziła nowo wybrana prezydent.
Tsai Ing-wen zwróciła się także do dotychczasowego prezydenta Tajwanu Ma Ying-jeou, aby on i jego administracja zapewnili płynne przekazanie władzy – Tsai zostanie zaprzysiężona na prezydenta dopiero w maju.
Wykształcona na Zachodzie (studia magisterskie na wydziale prawa Uniwersytetu Cornella w USA i doktoranckie w brytyjskiej The London School of Economics and Political Science) Tsai Ing-wen ma 59 lat. W latach 2006–2007 była wicepremierem Tajwanu. W 2012 r. startowała już w wyborach prezydenckich, ale przegrała z Ma Ying-jeou. Sobotni wybór proniepodległościowej kandydatki został przychylnie przyjęty w USA i Japonii. Oba te kraje, jak i inne państwa w regionie, są zaniepokojone chińską ekspansją w Azji, m.in. budową sztucznych wysp na Morzu Południowochińskim i rosnącymi wydatkami Pekinu na zbrojenia. W takiej sytuacji Waszyngton i Tokio budują koalicję wymierzoną w Pekin, w której obok Korei Płd., Wietnamu czy Filipin jest także miejsce dla Tajwanu.
W sobotę DPP odniosła także zwycięstwo w wyborach parlamentarnych. Po raz pierwszy zdobyła ponad połowę mandatów w liczącym 113 miejsc Yuanie Ustawodawczym (parlamencie). W nowym parlamencie, który rozpocznie pracę 1 lutego, DPP ma 68 posłów. Mający w poprzedniej kadencji 64 mandaty Kuomintang, w sobotnich wyborach zdobył zaledwie 35 miejsc.
Za główną przyczynę porażki KMT uważa się politykę wobec Chin prowadzoną przez prezydenta Ma Ying-jeou. Doprowadziła ona do większego uzależnienia wyspy od ChRL-u
i przyniosła ogromne korzyści grupom dużego biznesu, powiązanego z KMT, i Komunistycznej Partii Chin. Ma stał się tak niepopularny, że nawet w kampanii wyborczej politycy z jego partii nie chcieli się do niego przyznawać.
Gazeta Polska Codziennie

Czy Pekin poległ przez szesnastolatkę z girlsbandu?

Pekin często straszył Tajwańczyków przed wyborami. W 1996 r. przed pierwszymi powszechnymi wyborami prezydenckimi na Tajwanie, Chiny rozpoczęły manewry wojskowe z próbami rakietowymi na wodach Cieś­niny Tajwańskiej. Sytuacja stała się tak napięta, że USA skierowały dwie grupy lotniskowców Independence oraz Nimitz na wody w pobliżu Tajwanu. Nimitz przepłynął cieśninę między Tajwanem a Chinami Kontynentalnymi. Pekin chciał nie dopuścić do wyboru Lee Teng-huia, zwolennika niezależności Tajwanu od Chin Ludowych. „Głosowanie na Lee Teng-huia oznacza wybór wojny” – mówili wtedy chińscy oficjele. Lee Teng-hui nazwał działania Pekinu aktem terroryzmu i wygrał wybory.
Przed wyborami w 2000 r. chiński premier Zhu Rongji postraszył Tajwańczyków, że jeśli wybiorą kandydata opozycyjnej DPP Chen Shui-biana, to może się to skończyć wojną. W efekcie obywatele Tajwanu wskazali na proniepodległościowego Chena.
W tym roku przed wyborami miało nie być tak ostro. Trochę postraszono Tajwańczyków inwestujących w ChRL-u. “Nie można zarabiać pieniędzy w Chinach i jednocześnie wspierać ruchy niepodległościowe na wyspie”, ostrzegał kilka dni temu na konferencji prasowej rzecznik chińskiego Biura ds. Tajwanu, agencji rządowej odpowiedzialnej za politykę wobec wyspy. Groźby padały także ze strony wojskowych. W artykule opublikowanym na jednym z chińskich forów internetowych zajmujących się sprawami wojskowymi, były zastępca dowódcy Regionu Wojskowego Nanjing, gen. Wang Hong-guang napisał, że wybór Tsai Ing-wen będzie rozczarowaniem dla ChRLu. Wojskowy stwierdził, że Pekin ma wszelkie środki, aby sprawić, że na wyspie "poruszy się ziemia i zatrzęsą góry jeśli ta ogłosi niepodległość.
Ale prawdziwa bomba wybuchła na dzień przed wyborami. Pochodząca z Tajwanu 16-letnia Chou Tzu-yu członkini popularnego także w Chinach Ludowych południowokoreańskiego girlsbandu TWICE wystąpiła w jednym z programów telewizyjnych w Korei Płd. z flagą Tajwanu. 
Na to zareagował inny artysta z Tajwanu od lat mieszkający w ChRL-u (ma on prawdopodobnie chińskie obywatelstwo), Huang An. Rozpuścił on w chińskim internecie informacje, że Chou popiera niepodległość wyspy. To znowu wywołało wirtualny lincz  na tajwańskiej szesnastolatce ze strony fanów grupy TWICE w Chinach. Chińska firma Huawei  (to ta którą tak lubi Owsiak – więcej TUTAJ) wywarła presję na południowokoreańską firmę LG Unplus sprzedającą produkty firmy Huawei w Korei Płd., aby ta zerwała wszelką kontrakty reklamowe z Chou Tzu-yu.
Na kilka godzin przed wyborami na Tajwanie, południowokoreański agent Chou zmusił ją, aby zamieściła w internecie oświadczenie, w którym przeprosiła za trzymanie flagi Tajwanu i przyznała, że są jedne Chiny, a ona czuje się Chinką.
To wideo na Tajwanie porównano do prób rakietowych z 1996 r. Mieszkańcy wyspy zareagowali tak samo. Wybrali partię proniepodległościową, bo polityka miłości wobec Chin prowadzona przez rząd Kuomintangu doprowadziła do kolejnego upokorzenia Tajwanu przez Pekin.

Gdy w listopadzie ub. r. doszło do spotkania prezydentów Tajwanu, Ma Ying-jeou, i Chin, Xi Jinpinga, twierdzono, że do szczytu doszło, bo oba kraje za podstawę rozmów uznały tzw. Konsensus 1992, zgodnie z którym obie strony zgadzają się, że istnieją tylko jedne Chiny, ale pozostają przy odmiennych interpretacjach tej jedności. To oznacza, że władze ChRL twierdzą, iż są jedyną emanacją tej jedności, podczas gdy rząd Kuomintangu w Tajpej utrzymuje, że to on reprezentuje jedne i niepodzielne Chiny.
Główny rywal Kuomintangu na Tajwanie, partia DPP, nie uznaje Konsensusu 1992. Jej przewodnicząca i zarazem kandydatka na stanowisko prezydenta przed wyborami stwierdziła, że prezydent Ma, godząc się na rozmowy z chińskim prezydentem oparte wyłącznie na formule jednych Chin, ograniczył prawa Tajwańczyków do wyboru innych opcji, np. „dwóch Chin” czy wariantu „jedne Chiny, jeden Tajwan”. Jak dodała, taka polityka jest szkodliwa dla interesów Tajwanu. Skandal z Chou Tzu-yu po raz kolejny pokazał, że według  Pekinu nie ma miejsca na tajwańską interpretację jednych Chin.  Tsai miała rację trwanie przy Konsensusie 1992 jest błędem. I między innymi dlatego Tajwańczycy zagłosowali na partię proniepodległościową. Pekin po raz kolejny strasząc Tajwańczyków poległ.

Tajwan wybiera prezydenta

W sobotę Tajwańczycy wybierają nowego prezydenta i parlamentarzystów. Wszystko wskazuje na to, że władzę na wyspie przejmie proniepodległościowa Demokratyczna Partia Postępu (DPP). Głową państwa zostanie jej przewodnicząca Tsai Ing-wen, a wiceprezydentem po raz pierwszy w historii wyspy będzie katolik.
Obywatele Tajwanu będę wybierali spośród trzech kandydatów na prezydenta. Poza kandydatką DPP do walki stanął także przewodniczący dotychczas rządzącej Kuomintang (KMT) Eric Chu. Poprzednie wybory prezydenckie w latach 2008 i 2012 wygrał inny kandydat KMT Ma Ying-jeou. O stanowisko prezydenta ubiega się także były członek KMT, a dziś przewodniczący Partii Najpierw Naród (PFP) James Soong. Zarówno KMT, jak i PFP opowiadają się za zjednoczeniem z Chinami. DPP optuje za niepodległością wyspy, ale w trakcie kampanii wyborczej Tsai Ing-wen unikała jasnych deklaracji niepodległościowych i podkreślała, że jest za utrzymaniem status quo, który jest gwarancją tajwańskiej suwerenności. Ostatnie sondaże przedwyborcze dawały Tsai Ing-wen DPP 20-30-proc. zwycięstwo nad pozostałymi kandydatami.
Wygrana DPP w wyborach prezydenckich oznaczałaby też, że po raz pierwszy w historii Tajwanu wiceprezydentem zostanie katolik, prof. Chen Chien-jen. – Myślę, że mogę być garstką soli w rękach Boga, by dodać w ten sposób smaku naszemu życiu i mieć swój wkład w dobrobyt mojego kraju – powiedział Chen, ogłaszając w zeszłym roku, że staje w wyborach obok Tsai Ing-wen.
Zwycięstwo DPP w wyborach prezydenckich jest niemal przesądzone, a prawdziwa bitwa toczy się o parlament. Możliwe, że po raz pierwszy w historii wyspy DPP uzyska ponad połowę mandatów w liczącym 113 miejsc Yuanie Ustawodawczym (parlamencie). To dawałoby Tsai możliwość realizacji zapowiedzianych w kampanii reform m.in. systemów sądowniczego i emerytalnego, wprowadzenia większej transparentności w działaniu instytucji rządowych i ułatwień dla młodych w zakupie mieszkań (ceny nieruchomości w Tajpej są w tej chwili wyższe niż w Tokio), tak aby decydowali się oni na zakładanie rodzin i posiadanie dzieci. Tajwan ma jeden z najniższych współczynników dzietności na świecie.
Przejęcie władzy przez proniepodległościową DPP nie będzie mile widziane w ChRL-u. Nic dziwnego, że Pekin straszy m.in. inwestujących i pracujących w Chinach Tajwańczyków, aby nie głosowali na opozycję. – Nie można zarabiać pieniędzy w Chinach i jednocześnie wspierać ruchy niepodległościowe na wyspie – ostrzegał kilka dni temu na konferencji prasowej rzecznik chińskiego Biura ds. Tajwanu, agencji rządowej odpowiedzialnej za politykę wobec wyspy.
Lokale wyborcze na wyspie będą otwarte w sobotę od 8.00 rano do 16.00. Wstępne wyniki wyborów powinny być znane ok. 20.00.
Gazeta Polska Codziennie

Tajwańska demokracja ma się dobrze

Sobotnie wybory na Tajwanie pokazały, że demokracja na wyspie ma się bardzo dobrze. Po raz kolejny obalona została teza serwowana w Polsce przez chińskich lobbystów, że wolność i demokracja nie są dla wszystkich mieszkańców Azji, a zwłaszcza nie dla Chińczyków, że mamy szanować ich prawo do odmienności (jeden z najwybitniejszych  sinologów Pierre Rickman tak się odniósł do tej tezy o odmienności: można by w takim razie logicznie rozszerzyć ową zasadę. Gdyby Hitler powstrzymał się od inwazji na sąsiadujące kraje, a jedynie zabijał rodzimych Żydów we własnym domu, niektórzy mogliby powiedzieć: „Zabijanie Żydów jest prawdopodobnie niemiecką specyfiką i musimy respektować prawo Niemiec do odmienności”)

Tajwan swoją energią, zaangażowaniem i dobra organizacją pokazuje drogę Chinom, ale i my możemy się od nich wiele nauczyć.  Tajwan i Polska mniej więcej w tym samym czasie rozpoczęły proces demokratyzacji. Na wyspie stan wojenny zniesiono po 38 latach w 1987 r., pierwsze wolne i powszechne wybory prezydenckie odbyły się w 1996 r.
Od tego czasu patrząc na dynamiczny rozwój społeczeństwa obywatelskiego, kampanie wyborcze i samą organizację wyborów na Tajwanie, ma się wrażenie, że 26 lat demokracji w Polsce wypada blado. I tak na przykład:
- wybory na wyspie odbywają się w sobotę, a lokale wyborcze są otwarte tylko od 8-mej do 16-tej
- frekwencja zawsze jest wysoka ; w sobotnich wyborach wyniosła ona prawie 67 proc. Z reguły jest ona powyżej 70 proc.
- mimo że ostatnie wybory były połączone (prezydenckie i parlamentarne) to pierwsze wyniki znaliśmy już o 20-tej w sobotę czyli 4 godziny po zakończeniu wyborów.
- wyniki napływające z poszczególnych okręgów wyborczych na bieżąco ukazywały się na stronie internetowej Komisji Wyborczej. Tu ostateczne wyniki ukazały się po 22-giej czyli 6 godzin po zakończeniu wyborów.
- na Tajwanie nie można publikować sondaży wyborczych na 10 dni przed wyborami więc media nie mogą ich wykorzystać w ostatnich dniach kampanii jako narzędzie manipulacji.
- nie możliwe jest też, aby informacje takie iż ktoś nie posiada żony lub męża, a ma koty interesowały media. Kandydatka proniepodległościowej partii DPP na prezydenta i zarazem zwyciężczyni  sobotnich wyborów Tsai Ing-wen jest niezamężna i ma dwa koty. Nie było to zupełnie tematem kampanii wyborczej czy artykułów w mediach i internecie.

Rządzący w Polsce mogliby się także nauczyć jak tworzyć swój własny wizerunek za pomocą mediów. Pierwsza konferencja prasowa tajwańskiej prezydent-elekt była w całości tłumaczona na angielski. Zwycięska partia DPP ma stronę w języku angielskim. Także strona think tanku DPP  ma specjalne angielskie wydanie. Politycy, którzy doszli do władzy na Tajwanie sami tworzą narrację, a nie czekają aż media zachodnie coś napiszą i trzeba to będzie potem  prostować. Tsai Ing-wen na sobotniej konferencji kilka razy podkreślała, że zwyciężyła przede wszystkim tajwańska demokracja i taki przekaz poszedł w świat.


Wybory na Tajwanie przykuły uwagę Hongkończyków – organizatorzy Rewolucji Parasoli (protest przeciwko zgodzie Pekinu na wolne wybory w Hongkongu) byli nawet wśród obserwatorów wyborów na wyspie. Ale przyglądali się im także obywatele ChRL-u, niestety z daleka, bo na czas kampanii Pekin ograniczył  liczbę turystów na Tajwan (w poprzednich latach Chińczycy celowo wybierali wycieczki na wyspę w okresie kampanii wyborczych, by zobaczyć na własne oczy jak działa demokracja na Tajwanie, w kraju który mówi tym samym językiem co oni i kulturowo jest im bliski). Chińczycy uczą się od Tajwańczyków i kto wie może za kilka lat ich demokracja, ich społeczeństwo obywatelskie zadziwi Europę….bo wbrew temu, co mówią Państwu chińscy lobbyści, Chińczycy nie są tak bardzo inni od nas. Tu polecam esej Pierra Rickmana jaki opublikowaliśmy w Nowym Państwie.

W przyszłym tygodniu Tajwan wybierze nowe władze


• 16 stycznia Tajwańczycy wybiorą prezydenta 
• Sondaże wskazują na zwycięstwo proniepodległościowej kandydatki 
• Tsai Ing-wen ma w nich 20-30 punktów proc. przewagi nad kontrkandydatem 
• Prawdopodobna przyszła prezydent cieszy się sympatią w USA 
• Równocześnie jest koszmarem dla Pekinu 
• Chińscy komuniści obawiają się wolty w dotychczasowej polityce Tajpej
Więcej na Wirtualnej Polsce TUTAJ

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...