Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xi Jingping. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xi Jingping. Pokaż wszystkie posty

Rządy Mao 2.0 w Chinach

Zniesienie przepisu zakazującego prezydentowi Chin sprawowanie władzy przez więcej niż dwie kadencje oznacza, że obecny prezydent Xi Jinping może rządzić dożywotnio. Dzięki zgromadzonej władzy i prowadzonej polityce Xi staje się nową wersją komunistycznego dyktatora Mao Zedonga.

Komitet Centralny Komunistycznej Partii Chin (KPCh) zgłosił propozycję zniesienia przepisu zakazującego prezydentowi Chińskiej Republiki Ludowej sprawowania władzy przez więcej niż dwie kadencje. Projekt będzie dyskutowany na posiedzeniu plenarnym KC, które rozpoczęło się w poniedziałek, a zostanie poddany pod głosowanie na początku marca w czasie dorocznej sesji Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych (OZPL), chińskiego parlamentu. Nie ma wątpliwości, że propozycja zostanie zaakceptowana, a to umożliwi obecnemu prezydentowi Xi Jinpingowi pozostanie na stanowisku po 2023 r. Może to oznaczać dożywotnią władzę Xi.

W przedstawionym przez KC projekcie jest też propozycja dopisania do konstytucji doktryny Xi Jinpinga. Już w trakcie XIX zjazdu KPCh w październiku ub.r. „Myśl Xi Jinpinga dla nowej ery socjalizmu o chińskiej charakterystyce” stała się jedną z oficjalnych podstaw ideowych partii wpisanych w jej statut, a także elementem programu nauczania w chińskich szkołach.

Zgodnie z projektem KC do konstytucji będzie także wpisana formuła mówiąca, że „przywództwo Komunistycznej Partii Chin jest definiującą cechą socjalizmu o chińskiej charakterystyce”. Ma zostać również powołana nowa ogólnokrajowa superagencja antykorupcyjna o szerokich uprawnieniach, której zadaniem będzie rozszerzenie kampanii walki z korupcją na osoby niebędące członkami KPCh. Prowadzona do tej pory przez Xi Jinpinga walka z korupcją oznaczała przede wszystkim eliminację jego politycznych przeciwników.

Zniesienie maksymalnego okresu sprawowania władzy przez prezydenta Chin, wynoszącego dwie kadencje, to odejście od zasad mających na celu uniemożliwienie powrotu do czasów, kiedy to Mao Zedong stworzył potężny kult własnej osoby. „To kolejny krok na drodze do dalszego rozpadu norm politycznych, które panowały w czasach reform w Chinach” – twierdzi w amerykańskim dzienniku „New York Times” Carl Mizner, profesor prawa na Fordham University w Nowym Jorku i autor książki „End of Era” o rosnącym autorytaryzmie rządów Xi.

Wielu komentatorów uważa, że ogłoszona zmiana w konstytucji to kolejny dowód na to, iż Xi Jinping nie okazał się politycznym reformatorem. Alice Ekman, kierująca wydziałem badań nad Chinami we Francuskim Instytucie Stosunków Międzynarodowych, w wypowiedzi dla stacji France 24 stwierdziła, że rządy Xi to umacnianie marksizmu-leninizmu. A sam Xi „promuje ideologiczne ramy, dla których inspiracją są Mao i sama epoka Mao”.

Te odwołania do czasów Mao widać w polityce prowadzonej przez Xi, np. w walce z „zachodnimi wrogimi siłami”, które przez promowanie „zachodnich trendów” są traktowane jako zagrożenie dla władzy komunistów. Wśród tych „niebezpiecznych trendów” jest wymieniane m.in. chrześcijaństwo, i stąd od momentu dojścia Xi Jinpinga do władzy wzmogła się fala walki z tą religią. Prezydent Chin ogłosił kampanię „sinizacji religii”, mającej polegać na tym, że kościoły m.in. za pomocą przyjęcia chińskich symboli muszą się „dostosować do kultury i społeczeństwa chińskiego, będącego pod władzą komunistyczną”. Efekty tej kampanii to burzenie kościołów i domów modlitewnych, a nawet palenie krzyży.

Nawiązania do Mao widać też w języku, jakiego używa rządowa agencja Xinhua. Opisuje ona obecne zmiany w konstytucji jako mające zapewnić, że Chiny staną się „wielkim, nowoczesnym socjalistycznym krajem” i że służą one promowaniu „demokratycznej dyktatury proletariatu”. To terminologia wcześniej używana przez Mao Zedonga.

Poza prezydenturą, której limit kadencji zostanie na początku marca zniesiony, Xi Jinping sprawuje także dwa inne stanowiska, co do których konstytucja nie narzuca ograniczenia liczby kadencji, tj. sekretarza generalnego KPCh i przewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej, czyli zwierzchnika sił zbrojnych.
Gazeta Polska Codziennie

Neo-totalitarne Chiny

Roger Garside przed laty pracował w ambasadzie brytyjskiej w Pekinie. Po latach wrócił do Chin i opisał swoje wrażenia w artykule w magazynie “Prospect”. Bardzo ciekawe obserwacje – kolejny dowód na to. że stawiający Chiny jako wzór dla Polski po prostu nie wiedzą co mówią.
Garside pisze o niewątpliwych sukcesach Chin. Prawie wszystko można kupić w internecie. WeChat oferuje dużo więcej usług niż jakikolwiek online biznes na świecie. Sprzedaż detaliczna online w 2016 r. w Chinach była o 90 proc. większa niż w USA.
Partia zapewnia, że może zagwarantować wieczny rozwój i stabilność.
A jednak, jak pisze autor, prezydent  Xi Jinping zdaje sobie sprawę, że partia walczy o przetrwanie. Dlaczego? “Ponieważ wie, że za tą lśniącą fasadą kryje się inna rzeczywistość”.
Mieszkający w wieżowcach Chińczycy boją się pić wodę z kranu w swoich domach, długość życia zmalała o 5 lat i wzrasta zachorowanie na raka płuc wśród dzieci -tak bardzo zatrute są w ChRL woda i powietrze. 
Xi Jinping rozprawia się z czołowymi chińskimi przedsiębiorcami, ale nie o korupcję tu chodzi, a o inwestycje zagranicą, które okazały się próbami ucieczki z kapitałem na Zachód.
Chiny cierpią też na drenaż mózgów. Do 2006 r. 750 tys. Chińczyków studiujących zagranicą postanowiło nie wracać do kraju.
Na wielu spotkaniach min. z ekonomistami, artystami i wydawcami, autor artykułu słyszał głosy niezadowolenia z władzy. Mówiono też o moralnym kryzysie w jakim znajdują się Chiny.
“W Chinach nie ma zaufania i prawdy”, usłyszał Garside. Autor pisze, że partia nadal utrzymuje Chińczyków w ryzach, bo  stosuje "terror, przede wszystkim i ponad wszystko".

Garside określa dzisiejsze Chiny jako państwo neo-totalitarne.

Trump ograł chińskich komunistów

Uśmiechy, uściski dłoni, słowa o rodzącej się przyjaźni, a jednocześnie wpis Donalda Trumpa na Twitterze, że „czas pokaże, czy Waszyngton porozumie się z Pekinem w sprawie handlu” – to najkrótszy opis rozmów przywódców USA i Chin na Florydzie. Najważniejsze wydarzyło się jednak z dala od tego spotkania. Amerykański atak na chińskiego sojusznika, Syrię, to znak dla Pekinu, że Trump nie będzie się bał zdecydowanych kroków także w kwestii innego sojusznika ChRL-u, Korei Północnej.
Strona chińska liczyła na to, że zakończone w piątek spotkanie prezydentów Donalda Trumpa i Xi Jinpinga będzie czołową informacją we wszystkich mediach światowych i wizerunkowym sukcesem przywódcy ChRL-u.

Szczyt przyćmiła jednak wiadomość o amerykańskim ataku rakietowym w Syrii. Był to szok dla chińskiej delegacji, która oczekiwała, że Trump raczej będzie się koncentrował na kwestiach gospodarczych, a nie będzie skory do stosowania rozwiązań militarnych. Dla Pekinu był to jasny sygnał – wcześniejsze zapowiedzi przedstawicieli administracji Trumpa, że w kwestii Korei Płn. „wszystkie opcje pozostają na stole” czy wypowiedź Trumpa sprzed kilku dni, że „jeśli Chiny nam nie pomogą, sami zajmiemy się Koreą Północną”, należy brać bardzo poważnie. Pekin uważnie też będzie śledził kolejny krok Donalda Trumpa – wysłanie w sobotę, 8 kwietnia, z Singapuru w kierunku Korei Północnej lotniskowca atomowego USS „Carl Vinson”, kilku niszczycieli oraz krążowników rakietowych.
„Trump wylał Pekinowi na głowę kubeł zimnej wody” – tak japoński portal Nikkei Asian Review opisał moment, gdy prezydent Xi dowiedział się o ataku w Syrii od Trumpa podczas wspólnego obiadu obu polityków. Jak zauważają japońskie media, fakt, że na zakończenie amerykańsko-chińskiego szczytu nie wydano żadnego wspólnego oświadczenia i nie było wspólnej konferencji prasowej, świadczy o tym, że na szczycie musiało „dojść do poważnych konfrontacji”.
Syria i Korea Płn. to kraje, z którymi Pekin współpracuje od lat. Pekin zawsze razem z Moskwą blokował rezolucje ONZ-etu ws. sankcji przeciwko Syrii. W 2016 r. kontradmirał Guan Youfei, członek Centralnej Komisji Wojskowej (organu sprawującego zwierzchnictwo nad chińskimi siłami zbrojnymi), zapowiedział, że chińska armia chce kontynuować współpracę z syryjskim wojskiem. W podziękowaniu za to wsparcie ze strony Pekinu w marcu 2016 r. w wywiadzie dla rosyjskiej rozgłośni Sputnik syryjski dyktator Baszar al-Asad zaprosił Chiny, a także Rosję i Iran do wzięcia udziału w procesie odbudowy jego kraju. Nic więc dziwnego, że jak tylko Xi Jinping wyjechał z USA, strona chińska zaczęła krytykować amerykański atak w Syrii. Agencja Xinhua nazwała go „aktem osłabionego polityka, który musi prężyć muskuły”.
O tym, co poza uściskami i uśmiechami wydarzyło się w Mar-a-Lago, poinformowali na konferencji po szczycie amerykańscy sekretarze stanu, handlu i skarbu. Szef amerykańskiej dyplomacji Rex Tillerson powiedział, że spotkanie służyło dokonaniu „przeglądu obecnego stanu relacji pomiędzy oboma państwami”. Trump miał poruszyć takie tematy jak kwestia ingerencji władz chińskich w gospodarkę, m.in. subsydiowania chińskiego eksportu ze środków publicznych. W sprawie Korei Płn. nie doszło do żadnego przełomu i ograniczono się do dość ogólnikowych stwierdzeń, że Pekin i Waszyngton powinny w tym zakresie wzmocnić współpracę, by doprowadzić do pokojowego rozwiązania. Według sekretarz stanu USA rozmawiano też o sytuacji na Morzu Południowochińskim i Wschodniochińskim. Prezydent Trump miał także wspomnieć o „konieczności przestrzegania praw człowieka i innych wartości bliskich Amerykanom”. O ważnym ustaleniu poinformował sekretarz handlu USA Wilbur Ross. Chiny i USA zobowiązały się, że w ciągu najbliższych 100 dni wypracują porozumienie dotyczące handlu i współpracy gospodarczej (tzw. 100-day plan). Waszyngton oczekuje, że rozwiązania osiągnięte w czasie tych rozmów m.in. bardziej otworzą chiński rynek na amerykańskie produkty i inwestycje.
Amerykański sekretarz stanu poinformował też, że prezydent Trump przyjął zaproszenie prezydenta Xi Jinpinga do Chin. Do rewizyty ma dojść jeszcze w tym roku.
Gazeta Polska Codziennie

Prezydent Xi chce się spotkać z prezydentem Trumpem ASAP

Epoch Times piszę o tym jak to Xi Jinping naciska na spotkanie z Trumpem. Początkowo do pierwszego spotkania między prezydentami miało dojść w lipcu na szczycie G20 w Hamburgu. Jednak Pekin nie chce czekać tak długo i pragnie aby do spotkania doszło w USA w kwietniu lub na początku maja. Xi jest bardzo zaniepokojony jaką politykę wobec Pekinu będzie prowadził Trump i zależy mu na wizycie i ustabilizowaniu relacji. Potrzebuje tego szczególnie teraz gdy przed zjazdem KPCh w Chinach toczy się walka o wpływy, o władzę. Do wizyty ma dojść mimo że Pekin zdaje sobie sprawę iż, jak zauważa Daniel Rosen (ekspert ds. Chin z Council of Foreign Affairs) administracja Trumpa "głęboko nie ufa KPCh" i obawia się, że "niekonwencjonalne podejście do dyplomacji ze strony Trumpa", może oznaczać kłopoty w czasie wizyty.....krótko mówiąc Pekin trzęsie portkami.
18 marca w Pekinie będzie sekretarz stanu Rex Tillerson i wtedy prawdopodobnie będą ustalane szczegóły wizyty Xi Jinpinga w USA. Oczywiście Xi chce być przyjęty w rezydencji Trumpa na Florydzie tak jak japoński premier w lutym br.

W co gra Pekin, na co liczy Obama

Już po pierwszym dniu szczytu amerykańsko-chińskiego, jaki odbył się 7 i 8 czerwca w posiadłości Sunnyland w Kalifornii, mainstreamowe media na Zachodzie pisały, że za sukces należy uznać to, iż prezydenci USA i ChRL mówili o „potrzebie stworzenia nowego modelu współpracy”. Na czym jednak miałaby ta nowa forma kooperacji polegać, nie wspomniano.
Jak oczekiwano, na spotkaniu poruszono kwestię internetowego szpiegowania, a szczególnie nasilające się ataki azjatyckich hakerów na amerykańskie systemy komputerowe. Pentagon i Departament Handlu USA wprost wskazują, że ataki pochodzą z Chin, ale w trakcie szczytu prezydent Chin Xi Jinping nie chciał rozmawiać o tym, kto za nimi stoi. Stwierdził jedynie, że Chiny także padają ich ofiarą. Ustalono, że od lipca w sprawie standardów cyberbezpieczeństwa będzie dochodziło do regularnych spotkań ekspertów z USA i ChRL.
W kwestii Korei Północnej uzgodniono – jak poinformował Tom Donilon, doradca Obamy ds. bezpieczeństwa – „że musi się ona poddać denuklearyzacji”. Już po spotkaniu USA–Chiny przedstawiciel chińskiego ministerstwa obrony przyznał, że Xi Jinping zażądał od administracji USA, aby ta wstrzymała sprzedaż broni Tajwanowi, który Pekin uważa za zbuntowaną prowincję. Chiński przedstawiciel nie zdradził, jaka była reakcja Obamy, ale na ten temat wypowiedział się amerykański doradca ds. bezpieczeństwa Ben Rhodes, który przypomniał, że USA zobowiązane są do wspierania militarnego Tajwanu, w tym do sprzedaży broni, zgodnie z ustawą z 1979 r. o stosunkach z Tajwanem.
Wyprzedzić USA
Na zakończenie dwudniowego szczytu prezydent Obama ograniczył się jedynie do stwierdzenia, że rozmowy przebiegały „świetnie”. Amerykański przywódca zauważył także, że fakt, iż obaj prezydenci spotkali się wcześniej, niż przewiduje dyplomatyczny protokół, „świadczy o wadze relacji USA–Chiny”. Mniej optymistycznie podchodzą do szczytu chińscy opozycjoniści i komentatorzy polityczni, którzy podkreślają, że Xi Jinping po objęciu stanowiska w marcu tego roku udał się w pierwszą podróż zagraniczną do Rosji, a następnie do państw afrykańskich i Ameryki Południowej, a dopiero potem do USA. Świadczy to, że Pekinowi nie chodzi o współpracę z USA, ale o rywalizację. Pekin buduje sojusze, mając jeden cel: podważenie przywództwa USA w świecie. Stąd sprzedaż broni i ogromne inwestycje, m.in. w krajach Afryki i Ameryki Łacińskiej. John Tkacik, ekspert ds. Chin i Tajwanu z amerykańskiego think tanku International Assessment and Strategy Center, przypomina w wypowiedzi dla „Washington Post”, że ostatnio broń od Pekinu zakupiły m.in. Ekwador, Boliwia i Meksyk, a na początku czerwca Caracas ogłosił, iż otrzyma pożyczkę z Chin w wysokości 4 mld USD na rozwój przemysłu rafineryjnego. Przed spotkaniem z Obamą pożyczkę na podobny cel w wysokości 1 mld USD obiecał Xi Jinping, odwiedzając Meksyk.
Sukcesy tylko dzięki partii
Według publicysty Li Tianxiao, nie było specjalnego powodu do przyspieszenia spotkania przywódców USA i ChRL-u, które początkowo miało się odbyć we wrześniu. W wypowiedzi dla miesięcznika „Nowe Państwo” Li stwierdził, że Xi Jinpingowi szczególnie zależało na wcześniejszym „widzeniu” Obamy. Sytuacja wewnątrz partii i w kraju nie przedstawia się dla niego najlepiej. Przejmując władzę w marcu tego roku, na spotkaniu z chińskimi parlamentarzystami Xi miał zauważyć, że najbliższe dwa lata będą kluczowe dla przetrwania partii komunistycznej w Chinach. Chińczycy na masową skalę występują z KPChL – szeregi partii opuściło do dziś prawie 140 mln obywateli Państwa Środka. W kraju dramatycznie wzrasta liczba protestów. Chińczycy demonstrują przeciwko skażonej żywności, przymusowym wysiedleniom, niskim zarobkom i zanieczyszczaniu środowiska. Dlatego władze zaostrzają represje. W maju do wszystkich organizacji państwowych, w tym do mediów i szkół, rozesłano dokument, w którym mówi się o „siedmiu zakazanych w dyskusjach publicznych tematach” (są to m.in. wolność prasy, społeczeństwo obywatelskie, wypaczenia partii, niezależność sądów).
Skoro o sukcesy w utrzymaniu w ryzach społeczeństwa ChRL coraz trudniej, to trzeba sięgać po „kartę międzynarodową”. Wizyty zagraniczne, a zwłaszcza spotkania z przywódcami czołowych państw, zawsze dobrze umieją wykorzystać na własnym podwórku chińscy spece od propagandy komunistycznej. Chiński komentator i dysydent Cao Changqing zauważył, że obecności Xi Jinpinga na szczycie w Sunnyland towarzyszyła w mediach kampania indoktrynacyjna. Jej przekaz był jasny: Chińska Republika Ludowa odnosi na arenie międzynarodowej sukcesy, a te nie byłyby możliwe, gdyby nie przywództwo Komunistycznej Partii Chin Ludowych. „Kontrolowana przez partię telewizja i gazety podkreślają, że Xi Jinping zasiadł do stołu z amerykańskim przywódcą jako równy partner i jako lider potęgi gospodarczej świata” – dodaje Cao Changqing. A to oznacza tylko jedno: „Skoro przywódca USA wyciąga do nas (partii) rękę, to tym bardziej powinni słuchać nas chińscy obywatele” – twierdzi Cao.
Według Li Tianxiao, pozycja Xi Jinpinga w partii nie jest tak silna jak jego poprzedników. Prezydent Jiang Zemin został wyznaczony przez Deng Xiaopinga. Jiang namaścił zaś swojego następcę Hu Jintao. I choć Xi Jinping pełnił funkcję wiceprezydenta za rządów Hu Jintao, to wiadomo, że między politykami dochodziło do starć i rywalizacji. Utrzymanie pełni władzy w podzielonej na frakcje partii nie jest łatwe, ale spotkania na linii Pekin–Waszyngton zawsze wzmacniały pozycję prezydenta. „Nic więc dziwnego, że Xi Jinping, którego ojciec wraz z towarzyszem Mao Zedongiem zakładał partię komunistyczną w Chinach, nalegał na szybką wizytę u Obamy” – dodaje Li Tianxiao.
Show dla Zachodu
Lewicowe media zachodnie opisały chińskiego przywódcę obecnego na szczycie w Sunnyland jako „bardziej wyluzowanego od lubiących ceremoniały jego poprzedników”. Ale i ten luz chińscy opozycjoniści przypisują raczej dobrze wyreżyserowanemu przedstawieniu. Nie mogło zabraknąć czegoś, czym zachłyśnie się Zachód i przez jakiś czas będzie snuł dywagacje, czy Xi może być „reformatorem à la Gorbaczow”. Stąd np. stwierdzenia Xi „o chińskim śnie, który jest taki sam jak amerykański” (American dream). Okazało się, że i Amerykanie, i Chińczycy chcą tego samego, wierzą w to samo.
Dokładnie w tym samym czasie media chińskie też rozpisywały się o „chińskim śnie”, ale strasząc jednocześnie Chińczyków tym amerykańskim. W pierwszym dniu szczytu Xi–Obama dziennik Komunistycznej Partii Chin Ludowych „Hukaniu Shibao” ostrzegał, że „jeśli nie będziemy mieli swojego własnego snu, to będziemy musieli poddać się amerykańskiemu”. A kilka dni wcześniej dziennik „Renmin Ribao” pisał o siedmiu różnicach pomiędzy snem chińskim a tym made in USA. I tak np.: „W ChRL jednostki pracują dla bogactwa i szczęścia całego kraju, podczas gdy Americam Dream zmusza jednostki do pracy dla własnego dobrobytu”.
Gazeta Polska

Chiny chcą wyprzedzić USA

W posiadłości Sunnyland w Kalifornii odbyło się spotkanie amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy z prezydentem Chin Ludowych Xi Jinpingiem. Przywódcy obu państw omówili kwestie bezpieczeństwa cybernetycznego, współpracy wojskowej i gospodarczej oraz sytuacji w Korei Północnej.
Poruszono także kwestie Tajwanu, który Pekin uważa za zbuntowaną prowincję. W pierwszych komentarzach, które ukazują się po szczycie, eksperci podkreślają, że nie nastąpił żaden przełom w relacjach amerykańsko-chińskich. Chińskie media mówią jednak o sukcesie, który nie byłby możliwy, gdyby nie rządy komunistów.
Jednym z ważniejszych tematów dwudniowych rozmów była kwestia internetowego szpiegowania, a szczególnie nasilające się ataki azjatyckich hakerów na amerykańskie systemy komputerowe. Pentagon i Departament Handlu USA wprost wskazują, że ataki pochodzą z Chin. Chiński prezydent nie odniósł się do kwestii, kto stoi za atakami, a stwierdził jedynie, że Chiny także padają ich ofiarą. Xi Jinping zgodził się na rozpoczęcie regularnych spotkań ekspertów z USA i z ChRL u dotyczących standardów cyberbezpieczeństwa. Do pierwszego takiego zebrania dojdzie w lipcu tego roku.
Strona chińska podkreślała w rozmowach „wagę komunikacji między wojskowymi”. „Pekin obawia się, że USA chcą ograniczyć coraz bardziej rosnące wpływy wojskowe i dyplomatyczne Pekinu w regionie Azji i Pacyfiku. Atmosferę w rejonie w ostatnim czasie podgrzewają chińskie roszczenia terytorialne wobec m.in. Japonii, Filipin czy Tajwanu, czyli sojuszników USA w Azji.
Tajwański minister spraw zagranicznych David Lin przyznał, że przed szczytem otrzymał informację ze strony amerykańskiej, iż kwestia Tajwanu będzie poruszana na spotkaniu Obama-Xi. Nie wiadomo jeszcze, jak potoczyły się rozmowy dotyczące tego tematu. Strona tajwańska jest jednak pewna, że USA są nadal gwarantem bezpieczeństwa wyspy i jej głównym sojusznikiem, dlatego „w kwestii Tajwanu nie należy oczekiwać żadnych zmian”.
W trakcie spotkania liderów Chin i USA obie strony mówiły o „potrzebie stworzenia nowego modelu współpracy”, ale prezydent Obama przyznał, że we wzajemnych relacjach istnieją liczne problemy, m.in. dotyczące praw człowieka i współpracy w sprawie Korei Północnej. Choć ChRL zgodziła się na sankcje ONZ-etu wobec Phenianu po przeprowadzonej w lutym kolejnej próbie nuklearnej, administracja amerykańska oczekuje, że strona chińska wywrze większą presję na Koreę Północną, aby ta porzuciła plan zbrojeń nuklearnych.
Na zakończenie dwudniowego szczytu, mówiąc do dziennikarzy o jego efektach, prezydent Obama ograniczył się jedynie do lakonicznego stwierdzenia, że rozmowy przebiegały „świetnie”.
Amerykański przywódca zauważył także, że to iż obaj prezydenci spotkali się wcześniej niż przewiduje dyplomatyczny protokół, świadczy o wadze relacji USA-Chiny. Mniej optymistycznie wypowiadali się chińscy opozycjoniści. Według nich fakt, że będący od marca tego roku na stanowisku prezydenta ChRL Xi Jinping w pierwsze podróże zagraniczne po objęciu stanowiska udał się do Rosji, państw afrykańskich i Ameryki Południowej, a dopiero potem do USA, świadczy o tym, że Pekinowi nie chodzi o współpracę, ale o rywalizację. Pekin buduje sojusze, mając jeden cel: podważenie przywództwa USA w świecie.
Chiński komentator i dysydent Cao Changqing w wypowiedzi dla „Codziennej” zauważył, że szczyt jest jednak ważny dla chińskiego przywódcy. Spotkania na linii Pekin–Waszyngton zawsze wzmacniały pozycję prezydenta w podzielonej na frakcje partii komunistycznej. Udział w szczycie chińskiego przywódcy to też okazja do przeprowadzania w mediach chińskich kampanii propagandowej podkreślającej potęgę Chin, która nie mogłaby być osiągnięta, gdyby nie przywództwo Komunistycznej Partii Chin Ludowych. „Kontrolowana przez partię telewizja i gazety już dziś podkreślają, że Xi Jinping zasiadł do stołu z amerykańskim przywódcą jako równy partner”, dodaje Cao Changqing.
GPCodziennie

Prezydent ChRL spotkał się z  Putinem

W piątek prezydent Chińskiej Republiki Ludowej ChRL Xi Jinping rozpoczął trzydniową wizytę w Moskwie. Rosja jest miejscem pierwszej podróży zagranicznej Xi po objęciu najwyższego stanowiska w Chinach. Chiński przywódca przed wyjazdem udzielił wywiadu rosyjskim mediom i stwierdził, że spotkanie z Putinem, który przywiązuje ogromną wagę do rozwoju stosunków z Chinami, jest dla niego bardzo ważne. Chińska agencja Xinhua zwraca uwagę, że fakt, iż prezydent Chin tydzień po objęciu urzędu udaje się do Rosji, świadczy o „szczególnym znaczeniu stosunków z tym krajem”.
W trakcie spotkania Xi Jinping i Władimir Putin podpiszą kilka porozumień dotyczących energetyki i inwestycji. Pekin pragnie zwiększyć obroty handlowe z Rosją do poziomu stu miliardów dolarów w roku 2015.
Liczono, że w trakcie wizyty Xi Jinpinga w Moskwie podpisana zostanie umowa gazowa. Obie strony nie porozumiały się jednak co do ceny. Rosjanie mają nadzieję na umowę gazową z Chińczykami, bo to pozwoli im otworzyć nowy, alternatywny do europejskiego rynek zbytu dla ich surowca.
Zapewnienia o współpracy i dobrych relacjach przywódców Federacji Rosyjskiej i ChRL nie idą w parze z komentarzami internautów chińskich. Zaraz po ogłoszeniu informacji o wizycie Xi Jinpinga w Moskwie do ambasady rosyjskiej w Pekinie napłynęły drogą internetową tysiące listów z żądaniami zwrotu terytoriów chińskich zagarniętych przez carską Rosję w XIX w. (w 1860 r. na podstawie rosyjsko-chińskiej Konwencji Pekińskiej tereny na północ od rzeki Amur i na wschód od rzeki Ussuri zostały przekazane Rosji). Internauci sugerowali, że jeśli nie zostaną uregulowane sprawy terytorialne, Rosja nie może być traktowana jako sojusznik. „Oddajcie nam naszą ziemię, a zabierajcie swoją marksistowsko-leninowską ideologię” – napisał jeden z internautów na Sina Weibo, odpowiedniku chińskiego Twittera.
GPCodziennie

Chińsko-tajwański spór o wyspę

Lien Chan, były premier Tajwanu, a obecnie honorowy przewodniczący rządzącej wyspą partii nacjonalistycznej Kuomintang, spotkał się w Pekinie z prezydentem Chin Xi Jinpingiem. Chiński przywódca podkreślił, że celem władz w Pekinie jest zjednoczenie z Tajwanem, który jest uważany przez nich za zbuntowaną prowincję.
Według Xi Jinpinga wymaga to rezygnacji tajwańskiego rządu z niepodległości wyspy.
Wizyta Chana w Chinach wywołała na Tajwanie olbrzymie kontrowersje. Opozycyjna Demokratyczna Partia Postępu (DPP) i Związek Solidarności Tajwanu (TSU) uważają, że rozmowy z Pekinem powinny odbyć się dopiero po przeprowadzeniu na wyspie referendum ws. niepodległości. Jest jednak mało prawdopodobne, że Tajwańczycy poprą w nim zjednoczenie z Chinami. Z przeprowadzonego w 2012 r. przez tajwański instytut TISR sondażu wynika, że 55,4 proc. Tajwańczyków chce, by wyspa pozostała niepodległa. To o 6 proc. więcej niż w 2011 r. Przeciwko niepodległości opowiedziało się tylko 29,9 proc. ankietowanych. Według największej na wyspie gazety chińskojęzycznej „Liberty Times” Kuomintang usiłuje się porozumieć z Pekinem ponad głowami mieszkańców wyspy.
Tajwan znajduje się w sferze zainteresowań Chińczyków od czasów starożytnych. W 1949 r. chińscy nacjonaliści (Kuomintang) po tym, jak zostali pokonani przez komunistów w czasie wojny domowej, osiedlili się na Tajwanie i proklamowali Republikę Chińską. Odtąd istniały dwa rządy uważające się za jedyny legalny rząd Chin. W 2008 r. nastąpiło pewne ocieplenie stosunków, gdy wybory prezydenckie wygrał przedstawiciel Kuomintangu Ma Yingjiu, który otwarcie dąży do zbliżenia z Pekinem, szczególnie w sferze gospodarczej.
GPCodziennie

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...