Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rewolucja slonecznikow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rewolucja slonecznikow. Pokaż wszystkie posty

3 lata temu na Tajwanie....



3 lata temu tajwańscy studenci rozpoczęli ponad 3 tygodniową okupację parlamentu (tzw. Rewolucję Słoneczników) w proteście przeciwko uzależnianiu wyspy od Chin przez rządzący wtedy Kuomintang. Rewolucja Słoneczników to był początek tajwańskiej #dobrazmiana 
 Obserwowanie i relacjonowanie tego, co się wtedy działo w Tajpej było niesamowitym przeżyciem (nie obyło się bez kłopotów😉)….
Więcej o Rewolucji Słoneczników TUTAJ

Protesty na Tajwanie

Od kilku dni jesteśmy świadkami różnego rodzaju protestów na Tajwanie. Najpierw w parlamencie doszło do strać pomiędzy paniami posłankami z opozycji i tymi reprezentującymi partię Kuomintang. Wczoraj w nocy przed Pałacem Prezydenckim protestowali studenci.


Co wzbudza tak ogromne emocje? Dwie sprawy i oczywiście obie dotyczą Chin Ludowych.
Pierwsza to otwarcie przez Pekin nowej drogi lotniczej (tzw. korytarz M 503) dla chińskich samolotów w Cieśninie Tajwańskiej. Pekin rozpoczął korzystanie z trasy 29 marca, mimo że strona tajwańska protestowała, iż M 503 znajduje się zbyt blisko kluczowego węzła komunikacji lotniczej obsługiwanej przez Tajwan. ChRL twierdzi, że nowa droga lotnicza jest konieczna ze względu na rosnące natężenie w ruchu lotniczym w regionie. Opozycja na wyspie uważa, że M 503 jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa Tajwanu - gdy samolot leci z kontynentu, obrona powietrzna na wyspie może mieć za mało czasu, aby określić typ maszyny i rodzaj lotu (cywilny czy wojskowy).
Wojskowy pilot Huang Chih-cheng (黃植誠), który w 1981 roku uciekł z Tajwanu do ChRLu w wypowiedzi dla ukazującej się na Tajwanie propekińskiej gazety “China Times” twierdzi, że trasa M 503 to część strategii rządu w Pekinie. Według Huanga wprowadzając ją władze komunistyczne Chin chcą osiągnąć dwa cele; pierwszy to cel wjskowy  - poszerzanie chińskiej strefy identyfikacji obrony powietrznej na Morzu Wschodniochińskim, która powstała w listopadzie 2013 roku, a tym samym powstrzymanie amerykańskiego zaangażowania wojskowego w regionie. Drugi cel ma charakter polityczny. Nowa trasa ma odgrywać role straszaka i być kartą przetargową, która powstrzyma zwycięstwo w wyborach w 2016 roku na Tajwanie  proniepodległościowej partii  DPP. Partia ta nie uznaje istnienia tzw. “konsensusu z 1992 roku”[1], a prezydent Xi Jinping na zakończonej niedawno sesji Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych (OPZL), czyli parlamentu, jasno stwierdził, że warunkiem pokojowego rozwoju relacji z Tajwanem jest właśnie uznanie konsensusu przez stronę rządzącą na wyspie.
Huang Chih-cheng twierdzi, że Pekinowi zależy na pokojowym rozwiązaniu kwestii zjednocznia i że trasa nie zostanie wykorzystana do ataku na wyspę. W podobnym tonie, twierdząc  że nowa droga lotnicza nie jest zagrożeniem dla suwerenności wyspy, wypowiada się tajwański rząd z premierem Mao Chi-kuo (毛治國) na czele. Nie może inaczej, bo wladze Tajwanu zostały po prostu postawione przez Pekin przed faktem dokonanym.

Druga kwestia, która wywołuje spore emocje na Tajwanie to dążenia rządu do przystąpienia do Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB) tworzonego pod auspicjami Chin.
Amerykanie twierdzą, że  zlokalizowana w Pekinie instytucja regionalna może udzielać kredytów bez odpowiedniego zabezpieczenia i może dojść w związku z tym do nadużyć. Japonia ma podobne obawy i ogłosiła, że na razie nie przystąpi do chińskiej inicjatywy.  Na razie nie składa wniosku o przystąpienie do Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych także Polska.
W ostatnich dniach akces do banku zgłosiły Rosja, Australia, Holandia i Dania. Wcześniej swoją zgodę wyraziły m.in. Niemcy, Francja, Włochy i Wielka Brytania.
W arykule pt. “AIIB jest zagrożeniem dla globalnego zarządzania gospodarczego” jaki ukazał się na łamach amerykańskiego dwumiesięcznika “Foreign Policy” autorka Paola Subacchi pisze, że twierdzenie strony chińskiej, iż AIIB będzie tylko nowym forum do współpracy międzynarodowej jest nieprawdziwe. Tak naprawdę powstaną dwa konkurujące ze sobą bloki – ten pod auspicjami Pekinu i ten, w którym dominującą rolę odgrywają USA i Japonia ( Azjatycki Bank Rozwoju/Bank Swiatowy). AIIB ma stanowić próbę osłabienia japońsko-amerykańskiej dominacji finansowej w regionie. Według ekspertów Chiny miałyby 67 proc. udziałów w projekcie, a więc w praktyce decydujący głos przy podejmowaniu strategicznych decyzji.

30 marca Tajwan oficjanie złożył wniosek o przystąpienie do AIIB. Dokument przesłano do TAO (Taiwan Affairs Office,國臺辦) czyli Biura ds. Tajwanu – rządowej agencji ChRLu, która odpowiada za politykę wobec wyspy. Pekin nie chciał się zgodzić, aby wniosek tajwański został przesłany tak jak wnioski innych państw czyli bezpośrednio do AIIB. Opozycja i protestujący w nocy z 31 marca na 1 kwietnia przed Pałacem Prezydenckim Tajwańczycy twierdzą, że taka forma aplikacji przez rząd Tajwanu oznacza zgodę na to, że Tajwan jest częścia Chin, a nie niezależnym krajem.
Decyzja o sposobie ubiegania się o członkostwo w AIIB została podjęta za zamkniętymi drzwiami na spotkaniu prezydenta Tajwnau Ma Yingjiu z członkami Rady Bezpieczeństwa Narodowego. To także wzbudziło ogromne niezadowolenie na wyspie.  Przypomina to sytuację z zeszłego roku kiedy to rząd Ma bez konsultacji podjął decyzję o ratyfikowaniu umowy  z Chinami o współpracy gospodarczej w dziedzinie usług. To wywołało fale protestów w Tajpej  min. 24-dniową okupację parlamentu przez studentów i półmilionową demonstrację na ulicach stolicy Tajwanu.  Jednym z organizatorów ubiegłorocznego protestu noszącego nazwę Rewolucji Słoneczników i organizatorem wczorajszej demonstracji jest stowarzyszenie Black Island Youth Front (黑色島國青年陣線). Wczorajszy protest spotkał się z ostrą reakcją policji; aresztwano ponad 20 młodych ludzi. Wydaje się, że to tylko początek nowej fali sprzeciwu na wysie. Rząd Tajwanu powraca do wcześniej stosowanych praktyk - podejmowania decyzji mających ogromne znaczenie dla suwerenności kraju bez konsultacji i informowania społeczeństwa.



[1] Konsesus z 1992 roku miał być zawarty na spotkaniu w Hongkongu pomiędzy przedstawicielami ChRLu i Republiki Chińskiej (Tajwan). Miano wtedy ustalić, że obie strony uznają, że istnieją „jedne Chiny”, ale każda ze stron interpretuje owe „jedne Chiny” inaczej. Na Tajwanie poza partią DPP także ówczesny prezydent Tajwanu Lee Tenghui (w 1992 był w Kuomintangu) zaprzeczają, że zawarto wtedy takie porozumienie. Kilka lat później Lee przedstawił swoją “teorię 2 państw” według której każda ze stron miałaby traktować drugą jako niezależne państwo. Pekin odrzuca takiego rozwiązanie, bo oznacza ono nic innego jak niepodległość Tajwanu.

To już rok…… ale to dopiero początek

Dziś mija pierwsza rocznica Rewolucji Słoneczników na Tajwanie. Ale to nie jedyny protest na wyspie jaki odbywał się w latach 2013-2014.



Był między innymi:
protest związany ze śmiercią kaprala Hung Chungchiu; zginął on w wyniku okrytnego działania swoich przełożonych. Tajwańczycy wyszli wtedy na ulice żądając reformy sądownictwa wojskowego.
- protesty po przymusowych wysiedlaniach rolników w Dapu (Miaoli) – jeden z właścicieli nieruchomości został znaleziony  martwy na polu
- protesty przeciwko naciskom na media - przeciwko kontroli mediów przez kapitał powiązany z Chinami Ludowymi.



Ale kulminacyjnym momentem była Rewolucja Słoneczników, która wybuchła zaraz po wydarzeniach na Majdanie. I to właśnie postawę ukraińskich studentów, młodzi Tajwańczycy stawiali sobie za wzór. 



Ten tajwański marcowy zryw nieposłuszeństwa obywatelskiego i ponad półmilionowa demonstracja Tajwańczyków na ulicy w Tajpej pobudziły świadomość społeczną i zaowocowały tym, że w listopadowych wyborach mieszkańcy wyspy dali czerwoną kartkę siłom, które do tej pory pchały Tajwan w ręce komunistycznych Chin. To tajwańska młodzież w dużym stopniu przyczyniła się do zwycięstwa sił proniepodległościowych, ale na tym nie poprzestaje. Organizatorzy i uczestnicy Rewolucji Słoneczników zamierzają coraz aktywniej brać udział w życiu politycznym na wyspie – zapowiadają swój udział w wyborach parlamentarnych w 2016 r. Do głosu na Tajwanie dochodzi patriotyczne i antykomunistyczne pokolenie!



Rok 2014 pokazał, że Tajwańczycy chcą transparentności działań rządu i że są przeciwko władzy, która broni interesów dużych grup biznesowych powiązanych z komunistycznymi Chinami.

Cieszę się, ze mogłam wydarzenia z przełomu z marca i kwietnia zeszłego roku relacjonować na moim blogu, a także dla Gazety Polskiej Codziennie, Gazety Polskiej  i Niezależnej.pl ; rząd Tajwanu próbował na nas dziennikarzy wywierać naciski, żądając abyśmu pisali to, co władzy odpowiada– co tylko udowodniło jak wiele jest jeszcze do zrobienia w kwesti wolnych mediów na wyspie.  



Ostanie skandale z zatrutą żywnością produkowaną przez firmy, które inwestują dużo w Chinach Ludowych, skandale z kontraktami na budowę nieruchomości w Tajpej na warunkach niekorzystnych dla miasta., a przyznanych przez jeszcze do niedawna rządzący miastem Kuomintang, i wreszcie ciągłe naciski na dziennikarzy (np. zwolnienie dziennikarza Dennisa Penga za opisywanie w programach telewizyjnych skandali z buddyjską fundacją Tzu Chi ) pokazują, że wiele jest jeszcze do zrobienia…ale ducha Rewolucji Słoneczników nie da się już zatrzymać.




Warto przyglądać się temu co przyniesie rok 2016 - rok wyborów prezydenckich i parlamentanych na wyspie.

Ukarani za sprzeciw wobec Chin?

Młodzi Tajwańczycy, którzy na przełomie marca i kwietnia protestowali przeciwko ratyfikacji umowy handlowej z ChRL-em  i coraz większemu uzależnianiu wyspy od komunistycznych Chin, staną przed sądem.

Prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 118 uczestnikom Rewolucji Słoneczników, protestu tajwańskich studentów polegającego na okupacji tajwańskiego parlamentu. Oskarżonym wśród, których znajdują się czołowi przywódcy zrywu Lin Fei-fan(林飛帆), Chen Wei-ting(陳為廷), Dennis Wei(魏揚) i Huang Kuo-chang (黃國昌) postawiono zarzuty min. włamania do parlamentu w dniu 18 marca ub. r., co doprowadziło do trwającej 24 dni  okupacji budynku przez setki protestujących, namawiania innych do popełnienia przestępstwa, utrudniania policjantom wykonywania czynności służbowych, znieważenia funkcjonariuszy publicznych, a także naruszenia przepisów ustawy o zgromadzeniach.
Do zarzutów odniósł się na Facebooku jeden z organizatorów Rewolucji Słoneczników Huang Kuo-chang:
"nie zachęcałem do popełniania przestępstw, a jedynie prosiłem obywateli, aby dzielnie przeciwstawili sią nadużyciom administracji prezydenta Ma i ratowali demokrację na Tajwanie, która jest na skraju upadku “.
Rzecznik partii opozycyjnej DPP Cheng Yun-Peng (鄭運鵬) zwrócił się do wymiaru sprawiedliwości, aby ten wziął pod uwagę, że działania mlodych protestujących ",prowadzone były w imię obrony demokracji i dlatego nie powinny być traktowane jako przestępstwo”.
W podobym tonie wypowiedziała się organizacja Amnesty International która zwróciła się z apelem o wycofanie zarzutów postawionych studentom. Apel poparło wielu tajwańskich prawników.
Rewolucja Słoneczników rozpoczeła się 18 marca gdy grupa studentów wtragneła do budynku parlamentu, żądając od prezydenta Ma Ying-jeou zawieszenia umowy handlowej dotyczącej sektora usług oraz ustanowienia procedur nadzorujących podpisywanie wszelkich umów między Tajwanem i Chinami.19 marca do protestujących studentów dołączyli lekarze, prawnicy i nauczyciele akademiccy. 23 marca, po sześciu dniach od rozpoczęcia okupacji parlamentu, grupa studentów, nie mogąc doczekać się reakcji ze strony rządowej, próbowała zająć budynek Izby Wykonawczej, urzędu rządowego. Policja użyła siły. Do szpitali trafiło ponad 150 rannych.  Pół miliona Tajwańczyków wyraziły popracie dla protestujących biorąc udział 30 marca w demonstracji na ulicach Tajpej.
Marcowy zryw nieposłuszeństwa obywatelskiego przyczynił się do pobudzenia świadomości politycznej, zwłaszcza wśród młodego pokolenia, wzrostu poczucia tożsamości tajwańskiej, a także do porażki w wyborach samorządowych partii Kuomintang, która od lat realizowała politykę zbliżenia z Pekinem.

Kilka miesiecy po Rewolucji Słoneczników przeciwko coraz większej kontroli komunistycznych Chin wystapili młodzi obywatele Hongkongu (Rewolucji Parasoli).

"Tajwan oszalał, Pekin zgłupiał, Hongkong się cieszy"

Rewelacyjny tytuł w hongkońskim wydaniu Apple Daily:
"Tajwan oszalał, Pekin zgłupiał, Hongkong się cieszy"


Wynik wyborów na Tajwanie, a zwłaszcza wielka przegrana namaszczonego przez Pekin kandydata na stanowisko burmistrza Tajpej, będzie miała konsekwencje nie tylko dla wyspy. W sobote Tajwańczycy odrzucili politykę rządu prowadząca do uzależnienia wyspy od ChRLu i przynoszącą korzyści tylko dużym grupom biznesowym. Pekin musi się liczyć z tym, że wygrana proniepodległościowej DPP w tych wyborach, wróży zwycięstwo tej partii w 2016 roku, a więc pertraktowanie z KMT i kręgami biznesowym już nie wystarczy, żeby zdobyć serca Tajwańczyków. I wreszczie wielka nadzieja dla Hongkongu - nie byłoby porażki prochińskiej KMT gdyby nie Rewolucja Słoneczników, zryw nieposłuszeństwa obywatelskiego na przełomie marca i kwietnia tego roku na wyspie; dziś to samo robią obywatele Hongkongu (Rewolucja Parasoli).

Tajwańska lekcja demokracji



10 kwietnia zakończyła się 24-dniowa okupacja tajwańskiego parlamentu przez studentów, którzy protestowali w ten sposób przeciwko ratyfikacji z Chinami umowy o wolnym handlu (CSSTA). Protestujący podkreślali, że otwierając się na kolejne chińskie inwestycje, tym razem w sektorze usług, wyspa uzależnia się coraz bardziej od komunistycznego rządu w Pekinie.
/Zdjęcia/

Studenci żądali rewizji wszystkich klauzuli porozumienia, jego renegocjacji i przeprosin ze strony tajwańskiego prezydenta MaYing-jeou za próbę ratyfikacji porozumienia na siłę.
Suweren przemówił
23 marca po konferencji prasowej prezydenta Ma,  na której podtrzymał on swoje dotychczasowe stanowisko, że umowa jest korzystna dla Tajwanu, grupa 200 studentów wdarła się na teren siedziby rządu (Izby Wykonawczej). Na okupację budynku władze odpowiedziały bardzo stanowczo. Przed godziną 23:00 premier Jiang Yi-huah wydał rozkaz usunięcia protestujących z siedziby rządu. Akcja policji rozpoczęła się w poniedziałek nad ranem; policja użyła armatek wodnych i pałek. Było ponad 150 rannych, w tym lekarze i dziennikarze.
Brutalna akcja policji, brak jakichkolwiek kroków ze strony tajwańskiego prezydenta świadczących o tym, że chce on rozmawiać ze studentami, a wreszcie ogromne niejasności co do treści umowy zawartej z Chinami spowodowały, że 30 marca odbyła się demonstracja wokół Pałacu Prezydenckiego w Tajpej. W manifestacji wzięło udział pół miliona obywateli Tajwanu.
7 kwietnia studenci ogłosili, że trzy dni później opuszczą budynek parlamentu. Decyzja o wycofaniu się z parlamentu to reakcja na złożoną obietnicę Wang Jin-pynga, przewodniczącego Yuanu Legislacyjnego (najwyższego organu ustawodawczego na Tajwanie). Urzędnik zapewnił, że do momentu ustanowienia odpowiednich mechanizmów pozwalających na nadzór całego procesu uchwalania i wprowadzania umów z Chinami wstrzymana zostanie debata w parlamencie nad czekającą na ratyfikację umową o wolnym handlu między Tajwanem a Chinami Ludowymi.
Bez względu na to, jak potoczą się losy umowy handlowej z Chinami, czy dotrzymana zostanie obietnica o wstrzymaniu prac nad ratyfikacją porozumienia i jaki los czeka przywódców studenckiego protestu (minister sprawiedliwości Luo Ying-shay nazwała ich przestępcami, wobec których nie należy okazywać pobłażliwości), to sprzeciw studentów, nazwany Rewolucją Słoneczników, pokazał, że młodzi Tajwańczycy nie chcą, by o przyszłości ich kraju decydowano poprzez tajne negocjacje między Komunistyczną Partią Chin Ludowych a rządzącą Tajwanem partią Kuomintang. Rewolucja Słoneczników udowodniła, że jeśli tylko obywatele Tajwanu poczują, że  ich interes, bezpieczeństwo ich państwa są zagrożone, to zabiorą głos. 24-dniowa okupacja parlamentu pokazała też, że młodzi Tajwańczycy czują się nosicielami suwerenności państwowej. 500 tysięcy Tajwańczyków demonstrujących na ulicach Tajpej to zaś dowód na to, że pokojowe zjednoczenie z Chinami staje coraz bardziej marzeniem chińskich komunistów i niewielkiego kręgu elit politycznych na Tajwanie.
Świetna organizacja i wsparcie elit
Od pierwszego dnia gdy tylko studenci wkroczyli do parlamentu, postawili na komunikację z mediami. Coraz więcej gazet i stacji telewizyjnych na Tajwanie znajduje się w rękach biznesmenów, którzy prowadzą także interesy w Chinach, przekazywany więc przez nie obraz rzeczywistości jest bardzo prochiński. Studenci postanowili wykorzystać więc Internet do komunikowania swoich żądań oraz sytuacji w parlamencie i przed nim. Powstała specjalna grupa składająca się ze studentów wydziału dziennikarstwa; to oni redagowali informacje, przygotowywali analizy oraz materiały filmowe. W rozmowie z „Nowym Państwem” wielu z tych przyszłych dziennikarzy mówiło o tym, że było to dla nich ogromne wyzwanie, lecz także lekcja obiektywnego dziennikarstwa. Do gry przyłączyła się także grupa studentów wydziału tłumaczeń; to oni przekładali teksty dotyczące Rewolucji Słoneczników m.in. na język angielski, japoński, niemiecki, hiszpański czy polski. Z tych informacji korzystało wielu zagranicznych dziennikarzy.
Do dobrze przygotowanych studentów przyłączyły się także tajwańskie elity. Już na drugi dzień protestu do budynku parlamentu wkroczyli lekarze gotowi nieść pomoc medyczną studentom i policjantom. W rozmowie z „Nowym Państwem” mówili oni o ogromnym stresie, jaki towarzyszył im podczas 24-dniowej okupacji parlamentu i świadomości, że  zaangażowanie w Rewolucję Słoneczników może oznaczać koniec ich kariery. Odbywający staż młody lekarz z National Tajpej University zapytany przeze mnie, dlaczego postanowił pomóc studentom – może przecież stracić pracę – odpowiedział: „Tak, owszem, myślę o własnej przyszłości, ale dziś dużo bardziej niepokoi mnie przyszłość mojego kraju. Dlatego tu jestem”.
Z pomocą studentom przyszli także prawnicy. Jeszce 18 marca Wellington Koo (jeden z najbardziej znanych prawników na Tajwanie) wezwał swoich kolegów po fachu, aby byli „on call” (w pogotowiu), gotowi w każdej chwili nieść pomoc studentom. Na apel Koo odpowiedziało ponad 400 prawników. Byli oni ze studentami w budynku parlamentu, byli też z tymi, którzy zostali aresztowani po brutalnej akcji policji w dniach 23–24 marca, gdy młodzi ludzie próbowali zająć budynek Rady Ministrów i byli wśród pół miliona Tajwańczyków, którzy wyszli na ulice Tajpej i demonstrowali przeciwko umowie handlowej z Chinami.
Budynek parlamentu, a także plac przed nim zamieniły się dzięki nauczycielom akademickim w jedną wielką salę szkolną. Profesorowie stwierdzili, że skoro studenci nie mogą przyjść na zajęcia na uniwersytetach, to oni przyjdą do nich. Od 19 marca do ostatniego dnia codziennie prowadzono wykłady z prawa, socjologii i nauk politycznych, których słuchali nie tylko studenci, lecz także zgromadzeni wokół parlamentu mieszkańcy Tajpej oraz ci, którzy przybyli okazać swoje wsparcie studentom z innych regionów Tajwanu. Yun Fan, profesor socjologii na czołowym uniwersytecie wyspy, Natuonal Taiwan University, która w trakcie trwania protestu wygłosiła 121 wykładów, stwierdziła, że  udział w wykładach i przebywanie ze studentami na placu przed budynkiem parlamentu były dla niej wielką lekcją demokracji.
Także mieszkańcy wyspy nie zawiedli, od pierwszego dnia dostarczali protestującym studentom bezpłatnie jedzenie, lekarstwa, ręczniki, a nawet oferowali dostęp do pryszniców w swoich domach.
Brzydkie naciski
Niepokojące były za to kroki podejmowane przez rząd –  nie tylko brak komunikacji ze studentami czy użycie siły wobec zebranych wokół budynku parlamentu, lecz także próby wpływania na sposób, w jaki media zagraniczne relacjonowały Rewolucję Słoneczników. Spotkało to także portal Niezalezna.pl, który po artykule „Majdan przeniósł się na Tajwan” otrzymał list z tajwańskiego przedstawicielstwa w Polsce, w którym domagano się wycofania fragmentu tekstu. Tajwański MSZ twierdził, że porównanie Rewolucji Słoneczników do Majdanu było krzywdzące dla wyspy. Tylko że podobnej analogii używało wiele zachodnich mediów (nie tylko polskie), mówili tak także sami tajwańscy studenci, którzy w rozmowach z „Nowym Państwem”  przyznali, że  śledzili uważnie to, co działo się na Ukrainie. Wspominają filmy, jakie widzieli na YouTube przedstawiające młodych Ukraińców proszących o wsparcie. Wytrwałość i odwaga obywateli Ukrainy w jakimś stopniu dały siłę studentom okupującym dziś tajwański parlament
Tajwańscy dziennikarze, którym pokazaliśmy list nadesłany do redaktora naczelnego Niezaleznej.pl, byli zszokowani, bowiem według nich  tajwański rząd po raz pierwszy zażądał od zagranicznych redakcji  wycofania części artykułu; podobne listy, ale już bez wspomnienia o wycofaniu tekstu, zostały wysłane przez tajwańskich dyplomatów do mediów w Niemczech i USA.  
Także tajwańscy studenci uczący się za granicą, którzy poparli swoich rodaków okupujących parlament poprzez m.in. organizowanie demonstracji w krajach, w których studjują, np. w USA, Kanadzie, Anglii i Holandii, donosili o telefonach z tajwańskich placówek. Dzwoniący do nich dyplomaci pytali o imiona i nazwiska studentów biorących udział w manifestach poparcia za granicą.
Niepokojące było także pojawienie się  1 kwietnia przed parlamentem „byłego” gangstera Chang An-lo,  zwanego Białym Wilkiem. Chang zgromadził kilkaset (podobno opłacanych) osób, aby „wypędzić” studentów z parlamentu; na miejscu było ponad 500 policjantów i wielu mieszkańców Tajpej gotowych bronić okupujących tajwański sejm. Przepychanki trwały około 4 godzin. Kumntang w przeszłości używał gangsterów do tzw. brudnej roboty, np. gdy w 1984 r. został zamordowany w USA tajwański dziennikarz Henry Liu, znany z ostrej krytyki partii rządzącej na Wyspie.
Nowe Panstwo

Rewolucja słoneczników a szok w Chinach

Gdy 18 marca studenci na Tajwanie rozpoczeli okupację parlamentu w proteście przeciwko umowie handlowej dotyczącej sektora usług (CSSTA), Pekin najpierw zadbał o to, aby obywatele Chin Ludowych mieli ograniczony dostęp do informacji o proteście. Do boju przystapiła więc policja internetowa usuwająca wszelkie infomacje o Rewolucji Słoneczników rozprowadzane przez chińskich internautów; zaangażowana została także tzw. partia 5 mao五毛黨 (mao to potoczna nazwa 10 groszy chińskich); komuniści  płacą 50 groszy (5 mao) chińskim internautom za umieszczanie komentarzy na tajwańskich stronach internetowych, które np. zbiją dyskutujących z tropu wprowadzając jakiś temat zastępczy. W przypadku protestu studentów Chińczycy mieli atakować Rewolucję Słoneczników i wychwalać korzyści umowy handlowej[1].


Sama Komunistyczna Partia Chin Ludowych początkowo interpretowała protest studentów jako “ruch, za którym stoi opozycyjna partia DPP” oraz “zamieszanie jakie znowu wprowadzają siły pro-niepodległościowe na Tajwanie”. [2] KPChL wierzyła, że demonstracja potrwa 2-3 dni, a studenci nie uzyskawszy większego poparcia wycofają się. Niestety podobne stanowisko na początku protestu przyjął także rząd Tajwanu.

Jednak demonstracja 30 marca, w której wzieło udział pół miliona Tajwańczyków musiała zszokować Pekin. Potem przyszło zdziwienie dlaczego Tajwańczycy nie potrafią okazać wdzięczności za umowe CSSTA  gwarantującą min. dostęp firm tajwańskich do sektora usług w Chinach i to na warunkach jakie nie oferowano do tej pory żadnemu innemu państwu. Xi Jinping w marcu odwiedził Europę i wystarczyło, że przywiózł ze sobą kilka atrakcyjnych kontraktów dla Francji i Niemiec i już czołowi politycy UE zaczeli mówić, że popierają rozpoczęcie negocjacji dotyczących układu o wolnym handlu między Chinami a Unią Europejską (FTA). A tu Tajwańczycy zamiast dziękować,  protestują.
Po demonstracji 30 marca Pekin wstrzymał wyjazdy delagacji na Tajwan. Nie doszła na przykład do skutku wizyta oficjeli z prowincji Henan. Pod koniec kwietnia nie przybędzie też delagacja z prowincji Zhejiang.
Rządzący Chinami zaczeli dokładnie studiować, o co tak  naprawdę chodzi w tej Rewolucji Słoneczników. Powoli dotarło do świadomości komunistycznych oficjeli, że protest ma niewiele wspólnego z tajwańskimi partiami opozycyjnymi i że bunt Tajwńczyków dotyczy przede wszystkim sposobu w jaki porozumienie zostało zawarte - na tajnych spotkaniach reprezentantów Kuomintangu z przedstawicielami KPChL. Pekin zrozumiał, że jest to protest nie tylko niewielkiej grupy studentów, ale dużej części społeczeństwa.

10 kwietnia gdy studenci postanowili opuścić budynek okupowanego parlamentu, Vincent Siew stający na czele tajwańskiej delegacji przybyłej na Azjatyckie Boao Forum  spotkał się z chińskim premierem Li Keqiang’iem. Mimo że obie strony celowo nie poruszały  tematu umowy, to Li nie omieszkał przypomnieć, że“Chiny są cały czas otwarte na Tajwan” i że mają nadzieję “iż Tajwan wykorzysta tę szansę”
Obecny na Forum szef chińskiego Biura Rady Państwowej ds. Tajwanu Zhang Zhijun (czyli osoba bezpośrednio odpowiedzialna za stosunki z wyspą) mówił już w zupełnie innym tonie. Nie było więc ani słowa o “złowrogich siłach proniepodległościowych na Tajwanie”. Zhang oświadczył za to, że jest w stanie przybyć na Tajwan, aby “spotkać się twarzą w twarz z przedstawicielami średniego i małego biznesu i ze studentami”. Zhang przyznał, że w ostatnim czasie Chiny pracując nad rozwojem stosunków z Tajwanem zbyt skupiły się na “dużych konsorcjach” nie zwracając uwagi na potrzeby większości “tajwańskich rodaków”. Chiński polityk nie odrzucił możliwości renegocjacji umowy. Mimo to, rząd tawjański powtarza że jest to (renegocjacja) raczej niemożliwe ze strony chińskiej.

Sugestia Zhanga, że jest gotowy na bezpośrednie rozmowy z Tajwańczykami pokazuje, że Pekin traci cierpliwość wobec pro-chińskiego prezydenta Tajwanu  Ma Ying-jeou i jest nawet gotowy go pominąć w negocjacjach z Tajwańczykami. Od podpisania umowy mineło już prawie rok (porozumienie podpisano w czerwcu 2013 roku) i władze ChRLu dają do zrozumienia, że był to wystarczający czas, aby Ma wykorzystał wszelką dostępną mu siłę propagandy do przekonania Tajwańczyków do umowy. Także partia Ma, Kuomintang musiała rozczarować Pekin, bo jej czołowi przedstawiciele wcale nie rzucili się, by w krytycznym momencie (momencie protestu) specjalnie bronić porozumienia, a burmistrz miasta Nowe Tajpej i potencjalny kandydat Kuomintangu w wyborach prezydenckich w 2016 roku, Eric Chu posunął się nawet do stwierdzenia, że Rewolucja Słoneczników to w sumie “osiągnięcie, bo podniosła świadomość społeczną w kwestii do tej pory mało zrozumianej” (tj. umowy).






[1] Tajwańczycy nauczyli się już rozpoznawać członków “partii 5 mao” i po protsu odpsują im: “chcesz dyskutować czy jesteś tylko komunistycznę szczekaczką”, lub “zadanie wykonane wracaj do domu odebrać zapłatę”
[2] Komuniści zostali tu zresztą wsparci przez niektórych polityków rządzącej Tajwanem partii Kuomintang, którzy występując w chińskiej telewizji państwowej powtarzali jak mantrę, że za wszysko odpowiedzialna jest opozycja.

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...