J
![]() |
Jedidiah Royal odszedł 1 sierpnia ze stanowiska pierwszego zastępcy pomocnika sekretarza wojny do spraw bezpieczeństwa Indo-Pacyfiku, czyli z drugiej pozycji w komórce Departamentu Wojny odpowiedzialnej za Chiny, Tajwan, Azję Wschodnią i Południowo-Wschodnią. Trzy dni później był już w Tajpej, na Forum Ketagalan, i udzielał wywiadu agencji CNA. Ludzie schodzący z takich stanowisk mówią zwykle swobodniej niż urzędnicy w służbie czynnej, więc warto uważnie przyjrzeć się wypowiedzi Royala. Zwłaszcza że przy odrobinie wysiłku da się w nim zobaczyć nie tylko Tajwan.
Zaplecze, którego nie ma się na własnośćPunkt wyjścia Royala jest chłodny i logistyczny. Kiedy dojdzie do kryzysu na pierwszym łańcuchu wysp, siły amerykańskie najprawdopodobniej sięgną po zaplecze przemysłowe, które nie należy do Stanów Zjednoczonych. Royal używa terminu "non-organic defense industrial base", czyli bazy przemysłu obronnego spoza własnej struktury. W praktyce oznacza to warsztaty, stocznie, linie produkcyjne i magazyny w Japonii, na Filipinach, w Korei Południowej, w Australii lub na Tajwanie.
Wniosek jest oczywisty, a mimo to rzadko wypowiadany wprost: potęga amerykańska w Azji jest funkcją zdolności przemysłowych sojuszników. Nie ich deklaracji, nie ich sympatii, nie ich głosowań w organizacjach międzynarodowych. Ich fabryk. Stąd nacisk Royala na to, by z partnerami rozmawiać o możliwościach operacyjnych i logistycznych zawczasu, a nie w tygodniu, w którym zacznie się strzelanina.
Tej rozmowie ma służyć amerykańska inicjatywa PIPIR, czyli partnerstwo na rzecz odporności przemysłowej Indo-Pacyfiku, powołane w maju 2024 roku i liczące dziś 16 państw członkowskich z regionu oraz z obszaru euroatlantyckiego. Tajwan nie jest członkiem. Uczestniczy w charakterze doradcy, co samo w sobie mówi wiele o ostrożności Waszyngtonu, ale wnosi to, czego nikt inny nie wnosi w tej skali: moce produkcyjne, kadry o bardzo wysokich kwalifikacjach oraz doskonałość w wytwarzaniu układów scalonych. Royal formułuje przy tym zalecenie, które w polskich warunkach zabrzmiałoby niemal prowokacyjnie. Tajwan ma utrzymać skalę produkcji i prowadzić politykę przyjazną biznesowi, bo to właśnie zwiększa jego wartość dla partnerów, szczególnie w zakresie nowych technologii obronnych.
Zwróćmy uwagę na kierunek tego rozumowania. Nie zaczyna się on od budżetu ani od traktatu, tylko od zdolności wytwórczych. Bezpieczeństwo jest tu pochodną przemysłu, a nie odwrotnie.
Pięć punktów, jedna stawka
Royal przedstawił pięć zaleceń wojskowych dla Tajpej: plan przeciwdziałania połączonej operacji desantowej, utrzymanie drożności morskich i powietrznych linii komunikacyjnych, ochrona infrastruktury krytycznej, zapewnienie ciągłości łączności oraz stabilizacja nastrojów ludności. Do tego dochodzi interoperacyjność z partnerami, którą trzeba technicznie rozstrzygnąć z wyprzedzeniem.
Cztery z tych pięciu punktów dotyczą przetrwania państwa, a nie wygrania bitwy. Łączność, infrastruktura, morale, linie zaopatrzenia. Royal mówi to zresztą wprost: zadaniem Tajwanu w kryzysie jest kupienie czasu, aby inne państwa mogły podjąć suwerenne decyzje dotyczące swojego zaangażowania. To zdanie warto przeczytać dwa razy. Nie ma w nim żadnej obietnicy. Jest w nim natomiast precyzyjny opis mechanizmu, w którym obrona własna stanowi warunek wstępny jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz.
Osobno pojawia się kwestia wojny asymetrycznej. Jeżeli Tajwan nie zmodernizuje się dzięki zdolnościom asymetrycznym, w tym bezzałogowcom, zostanie jedynym państwem, które tego nie zrobiło. Royal nazywa to najważniejszym procesem współczesnej modernizacji wojskowej i ostrzega przed wypadnięciem z rytmu zmian zachodzących w charakterze wojny. Tajwańską specustawę o zakupach krajowych bezzałogowców ocenia jako krok we właściwym kierunku, dodając, że chciałby, aby projekt uzyskał poparcie. Ta ostatnia uwaga nie jest kurtuazją.
Warto bowiem wyjaśnić, o czym mowa. Rząd Tajwanu przyjął projekt ustawy o specjalnym trybie zakupów krajowych bezzałogowców 18 czerwca tego roku. Przewiduje on specjalny budżet o górnym pułapie 210 miliardów dolarów tajwańskich, czyli około 6,5 miliarda dolarów amerykańskich, rozpisany od sierpnia 2026 do końca 2031 roku. Za te pieniądze wojsko ma kupić blisko dwieście dziesięć tysięcy sztuk sprzętu w trzech kategoriach: około 1446 bezzałogowców rozpoznawczych do działań przybrzeżnych, około 208 200 bezzałogowców uderzeniowych tej samej klasy oraz około 1320 małych bezzałogowych łodzi samobójczych. Produkcja ma być w przeważającej części krajowa, oparta na wieloletnich zamówieniach i ulepszaniu konstrukcji w kolejnych partiach, a deklarowanym celem jest zbudowanie łańcucha dostaw wolnego od chińskich komponentów.
Projekt nie powstał zresztą z ambicji, tylko z konieczności. Pierwotny pakiet zbrojeniowy opiewał na 1,25 biliona dolarów tajwańskich, a parlament 8 maja przyjął wersję okrojoną do 780 miliardów. Z pakietu wypadły zakupy komercyjne, zlecenia produkcyjne dla krajowego przemysłu oraz wspólne przedsięwzięcia badawcze ze Stanami Zjednoczonymi, a wraz z nimi właśnie bezzałogowce powietrzne i nawodne. Ustawa o bezzałogowcach ma tę wyrwę załatać.
Dalszy ciąg to instruktaż dotyczący tego, jak wygląda blokowanie ustawy przez większość opozycyjną. Dwudziestego szóstego czerwca Kuomintang i Tajwańska Partia Ludowa wspólnymi głosami odroczyły podjęcie decyzji w sprawie wprowadzenia projektu ustawy o bezzałogowcach pod obrady. Trzeciego lipca projekt trafił jednak do komisji, obok wersji własnych obu partii opozycyjnych: Kuomintang proponuje 240 miliardów rozpisanych na sześć lat zwykłego budżetu i przeniesienie nadzoru z resortu obrony do resortu gospodarki, Tajwańska Partia Ludowa nie podaje żadnej kwoty i również chce powrotu do budżetu rocznego. Dwudziestego siódmego lipca połączone komisje rozpatrywały czternaście wersji projektu przez blisko sześć godzin, po czym skierowały wszystkie sporne artykuły do negocjacji międzypartyjnych. W chwili, gdy Royal udzielał wywiadu, przepisy nie obowiązywały, choć budżet miał wejść w życie 1 sierpnia. Trzecie czytanie jest planowane na koniec sierpnia.
Budżet jako komunikat
Najostrzejszy fragment wywiadu dotyczy pieniędzy. Royal przypomniał, że podczas referatu w Kongresie, przed odejściem ze stanowiska, wielokrotnie odpowiadał na pytania o determinację Tajwanu do samoobrony. Budżet obronny jest najprostszym i najczytelniejszym sygnałem tej determinacji. Opisane wyżej cięcia w parlamencie wywołały w Waszyngtonie rozczarowanie, choć Royal wierzy, że sytuacja się odwróci.
Potem pada zdanie, które jest w istocie warunkiem: zakres dodatkowego wsparcia amerykańskiego odpowiada determinacji samych Tajwańczyków, i to leży w amerykańskim interesie. Nikt tu nikogo nie szantażuje. Opisany zostaje mechanizm, który działa niezależnie od tego, czy komuś się podoba. Państwo, które nie chce płacić za własną obronę, sygnalizuje sojusznikom, że jego przetrwanie obchodzi go mniej niż ich.
Ta uwaga ma w Tajpej konkretny adres polityczny. Pekin nie jest w tym sporze widzem, bo każdy niewydany na obronę dolar to zysk osiągnięty bez jednego wystrzału, a oddziaływanie na tajwańską debatę budżetową od lat należy do stałego repertuaru chińskich działań wobec wyspy.
Nie zakładać, że będzie spokojnie
Pytany o ocenę sytuacji w Cieśninie, Royal odpowiedział bez ogródek. Pokoju i bezpieczeństwa nie wolno uznawać za rzecz oczywistą, a słowa Xi Jinpinga, działania Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej oraz reformy wewnętrzne trzeba traktować poważnie. Trzeba zachować czujność, nie zakładać z góry, że na świecie panuje spokój, i nie dać się zaskoczyć z powodu samozadowolenia.
Co z tego wynika nad Wisłą
Cała ta rozmowa da się przetłumaczyć na polskie realia bez zmiany ani jednego akapitu w strukturze.
Po pierwsze, zaplecze przemysłowe. Sojusznik przybywający na wschodnią flankę będzie potrzebował polskich zakładów remontowych, amunicji z polskich linii produkcyjnych i polskiej logistyki. To, ile ich mamy, jest miarą naszej wartości sojuszniczej dokładnie tak samo jak na Tajwanie.
Warto przy tym zauważyć, kogo w PIPIR nie ma. Wśród szesnastu państw członkowskich są Niemcy, Włochy, Holandia, Norwegia, Szwecja i Litwa, natomiast Polski brak, choć GE Aerospace podpisało w październiku ubiegłego roku z Wojskowymi Zakładami Lotniczymi nr 2, spółką Polskiej Grupy Zbrojeniowej, porozumienie o zbadaniu możliwości remontu w kraju silników F110. Zdolność, której szuka ta koalicja, mamy. Miejsca przy stole nie.
Po drugie, asymetria. Ostrzeżenie przed wypadnięciem z rytmu zmian w charakterze wojny dotyczy nas tak samo. Ukraina przeszła rewolucję bezzałogową w warunkach bojowych, a więc pod przymusem, którego my nie mamy. Tajwan próbuje ją przeprowadzić z wyprzedzeniem i grzęźnie w sporze o tryb budżetowy. Warto zapytać, na którym z tych dwóch torów znajduje się Polska.
Po trzecie, ciągłość państwa. Łączność, infrastruktura krytyczna, nastroje ludności. Dokładnie te trzy obszary są celem działań hybrydowych prowadzonych przeciwko Polsce od lat.
Nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, obowiązująca od 3 kwietnia, pozwala ministrowi cyfryzacji uznać konkretnego producenta za dostawcę wysokiego ryzyka i nakazać wycofanie jego sprzętu. Do maja nie zapadła ani jedna taka decyzja, a prezydent Karol Nawrocki skierował same przepisy o dostawcach wysokiego ryzyka do Trybunału Konstytucyjnego. Tajwańczycy spierają się przynajmniej o to, z jakiego budżetu kupić bezzałogowce, my o to, czy wolno nam wyjąć chiński sprzęt z sieci, którą już zbudowaliśmy.
Royal mówił do Tajwańczyków. Ale mówił o mechanizmie, nie o geografii.







