Sztuka, której boją się chińscy komuniści

Shen Yun to grupa taneczno-muzyczna z Nowego Jorku, która prezentuje tradycyjną kulturę Chin sprzed komunizmu, łącząc klasyczny taniec, muzykę symfoniczną i etniczne narracje. Ich spektakle ukazują wydarzenia historyczne oraz opór ludzi wobec komunizmu, stając się przez to wyzwaniem dla chińskich władz, które dążą do kontroli nad kulturą i przekazem historycznym.


Kilka dni temu Rzym stał się areną symbolicznej walki między wolnością artystyczną a brutalną próbą jej uciszenia. Na dzień przed premierą spektaklu Shen Yun organizatorzy otrzymali anonimowego maila w języku angielskim, w którym ostrzegano: „W teatrze podłożono bombę; jeśli przedstawienie się odbędzie, wybuch jest nieunikniony.” To nie był zwykły żart ani prowokacja – to klasyczna metoda zastraszania stosowana przez Komunistyczną Partię Chin, która od lat traktuje niezależną kulturę jako zagrożenie dla swojej ideologii. Pomimo groźby przedstawienie rozpoczęło się punktualnie o godzinie 20:00 w Audytorium della Conciliazione. Policja przybyła wcześniej, z psami tropiącymi, sprawdziła obiekt i pozostała na miejscu przez wszystkie kolejne pokazy. Publiczność mogła oglądać widowisko w spokoju, a artyści pokazali, że ani groźby, ani terror nie powstrzymają prawdy i piękna sztuki.


Polska również nie była wolna od działań nacisku ze strony komunistycznej dyplomacji w kwestii Shen Yun. Teatr Wielki w Warszawie wielokrotnie odmawiał wynajmu sali. W 2016 r. w "Gazecie Polskiej Codziennie" pisałam o chińskich działaniach dyplomatycznych, które starały się blokować przedstawienia pokazujące prawdziwą historię i kulturę Chin sprzed komunizmu. To kolejny dowód na to, że autorytarne systemy starają się narzucać swoją narrację nawet w demokratycznych państwach, a instytucje kultury stają się ofiarami nacisku i strachu przed represjami gospodarczymi lub politycznymi.


Problemy Shen Yun mają charakter globalny. W Seulu w 2024 roku jedna z sal teatralnych odwołała występy po groźbach dyplomatycznych z chińskiej ambasady. W Madrycie w 2019 roku spektakle anulowano pod pretekstem „problemów technicznych”, mimo że naciski chińskiego ambasadora były jawnie udokumentowane. W Monachium w 2018 roku przedstawiciel konsulatu Chin kontaktował się z organizatorami, grożąc utratą współpracy kulturalnej. Od 2010 roku podobne sytuacje miały miejsce w Rumunii, Grecji, Mołdowie, Ukrainie i Danii. W każdym przypadku schemat był taki sam: groźby, naciski, cenzura i próby zmuszenia instytucji kultury do podporządkowania się ideologii komunistycznej.


Tę walkę o sztukę, prawdę i wolność można teraz zobaczyć w filmie dokumentalnym "Unbroken: The Untold Story of Shen Yun" (oby obraz ukazał się w polskiej wersji). Film odsłania kulisy pracy artystów, ich determinację w zachowaniu tradycyjnej chińskiej kultury oraz wysiłki w stawianiu oporu represjom ze strony Komunistycznej Partii Chin. Dokument jasno pokazuje, że sztuka to nie tylko rozrywka — to broń w walce z kłamstwem, propagandą i totalitarną kontrolą nad historią i kulturą.


Niestety, ta sama narracja, którą KPCh wykorzystuje do zdyskredytowania Shen Yun w Chinach, czasami powtarzana jest w mediach Zachodu. Przykładem jest „The New York Times”, który w swoich artykułach koncentrował się na rzekomych trudnych warunkach pracy młodych artystów, marginalizując kontekst globalnej presji politycznej i zastraszania ze strony chińskiego reżimu. Takie publikacje powielają de facto propagandę komunistów, tworząc obraz grupy zgodny z linią KPCh, zamiast pokazywać prawdziwą walkę artystów o wolność, kulturę i prawdę historyczną. 
„Unbroken” obnaża tę manipulację i pozwala widzowi doświadczyć pełnej prawdy — że Shen Yun to nie tylko spektakl, lecz heroicza misja artystyczna przeciwko chińskiemu autorytarnemu systemowi , który próbuje zdławić niezależną kulturę na całym świecie.



Na koniec warto zauważyć, że działania Komunistycznej Partii Chin wobec Shen Yun wpisują się w szerszą strategię prowadzenia tzw. „niewidzialnej wojny” z Zachodem na polu kultury, informacji i wpływów. Nie jest to konflikt militarny, lecz długofalowa walka o narrację, w której wykorzystywane są narzędzia takie jak presja dyplomatyczna, autocenzura instytucji, wpływ na media, a także operacje dezinformacyjne. Poprzez kształtowanie przekazu w zagranicznych mediach, infiltrację środowisk akademickich i kulturalnych oraz ekonomiczne uzależnianie partnerów, Pekin stara się narzucić swoją wizję świata jako jedyną dopuszczalną. W tym kontekście przypadek Shen Yun nie jest wyjątkiem, lecz częścią globalnego mechanizmu, w którym kultura staje się polem rywalizacji o prawdę, tożsamość i wolność słowa — a Zachód często nie dostrzega, że już uczestniczy w tej cichej wojnie.





Podcast O Azji i nie tylko

 


Zapraszam na mój podcast O Azji i nie tylko, gdzie między innymi komentuje  bieżące wydarzenia dotyczące Dalekiego Wwschodu.

Linki do Podcastu:

YOU TUBE : https://www.youtube.com/@haniashen

SPOTIFY: https://open.spotify.com/show/3gyrax9C15gS3RoCLEssZV?si=45f00f1fc26b43d5


Tajwańskie maszyny trafiały do Rosji

Tajwańskie obrabiarki trafiały do Rosji i mogły zostać wykorzystane przez tamtejszy przemysł zbrojeniowy.

Tajwański portal Reporter donosi, że w już po wybuchu wojny w 2022 r. "niektórzy tajwańscy producenci zbili fortunę" na tym eksporcie, mimo że w kwietniu tego samego roku Tajwan nałożył sankcję gospodarcze na Rosję.

W 2022 r. tajwański eksport do Rosji „maszyn do kompleksowej obróbki” wzrósł o 42,45 proc. w porównaniu z 2021 r.

Od stycznia 2023 r. na żądanie USA tajwański rząd zaostrzył kontrolę eksportu pod kontem Rosji i Białorusi. 

Tajwan jest od lat ważnym dostawcą obrabiarek dla Rosji. W 2021 roku łączna wartość importowanych do Rosji obrabiarek osiągnęła 1,2 mld euro. Wśród dostawców tych maszyn dla Rosji dominują Chiny, ale stąd pochodzą modele ze średniej i niskiej półki. Maszyny lepszej jakości Rosja mogła dostać tylko z Europy, Japonii, ale i Tajwanu, który jest konkurencyjny cenowo. Tajwan stał się jednym z najważniejszych importerów obrabiarek w Rosji (po Chinach, Niemczech i Włoszech).

W 2023 r. mimo sankcji i kontroli tajwańskie maszyny na mniejszą skalę, ale nadal trafiały do Rosji poprzez Turcję. W okresie od marca do września 2023 roku Rosja sprowadziła pochodzące z Tajwanu maszyny do kompleksowej obróbki o łącznej wartości prawie 29 mln USD. Według stanu na wrzesień 2023 r. prawie połowa obrabiarek importowanych do Rosji z Turcji pochodziła z Tajwanu.

Od stycznia do października 2023 r. eksport tajwańskich maszyn do kompleksowej obróbki do Turcji wzrósł o 45 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku, co pozwoliło Turcji wyprzedzić Chiny i stać się największym rynkiem eksportowym dla tajwańskich obrabiarek.

W wyniku śledztwa „Reporter” ustalił, że “część tajwańskich obrabiarek napływających do Rosji trafiła do rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego i instytutu badań nuklearnych, dzięki czemu tajwańscy producenci mogli pomóc Rosji w wojnie na Ukrainie.”

Ale podobny problem mają też inne państwa. Do Rosji, także przez Turcję, trafiły czeskie obrabiarki (więcej TUTAJ) oraz niemieckie i japońskie (TUTAJ).

Artykuł na portalu Reporter
TUTAJ
.

Mieszanka chińskiego autorytaryzmu i zachodniego wokeizmu

 W Wielkiej Brytanii, ale teraz także na Tajwanie, głośna jest sprawa pianisty, który został zaatakowany przez grupę tzw. chińskich turystów. 

Sprawa jest ciekawa, bo pokazuje jak agenci ChRL dobrze zadomowieni na Zachodzie podejmują działania służące ograniczeniu naszych wolności, a robią to z wykorzystaniem wokeizmu. Mieszanka chińskiego autorytaryzmu z zachodnią wersją rewolucji kulturalnej może być dla Zachodu niszcząca.

Ale po kolei. 

Brendan Kavanagh jest brytyjskim pianistą, który zajmuje się popularyzacją muzyki live. Kavanagh często występuje w miejscach publicznych i transmituje swoje występy na You Tube.

19 stycznia podczas transmisji jednego z takich koncertów na stacji kolejowej St Pancras, Brendan został zaatakowany przez stojących niedaleko Chińczyków, którzy zażądali, aby usunął film, na którym ich widać. Kavanagh wyjaśnił, że w Wielkiej Brytanii prawo nie zabrania filmowania w miejscach publicznych. Nie powstrzymało to Chińczyków, którzy zaczęli twierdzić, że są z chińskiej telewizji, że nie można publikować ich wizerunków i że chodzi o “niezwykle drażliwe kwestie”. Jeden z Chińczyków stał się bardzo agresywny, gdy pianista zaczął zwracać uwagę, że wymachili komunistycznymi flagami.

Wezwano policję i o co Chińczycy oskarżyli pianistę? Oczywiście o rasizm. W pewnym momencie brytyjska policjantka zaczęła pouczać Kavanagha, że nie może używać takich określeń jak: “tu nie są komunistyczne Chiny”, czy pytać: „czy jesteś z komunistycznych Chin”. Nawet nie można pytać: „czy jesteś z Chin?”  

Policja nie zdała egzaminu, ale internauci tak i szybko ustalili kim są chińskie “ofiary rasizmu” brytyjskiego pianisty. I tak:

Adelina Zhang pełniła funkcję prowadzącej różne wydarzenia organizowane przez ambasadę ChRL w Wielkiej Brytanii. Pracowała też jako dziennikarka China Daily, tuby propagandy KPCh. Od lat ma kontakt z czołowymi brytyjskimi politykami.


Mengying Liu prowadzi w Wielkiej Brytanii agencję, która oferuje porady dotyczące brytyjskich uniwersytetów i rynku pracy…. czyli ma dostęp (i kontrolę nad) do chińskich studentów.

 

Newton Leng, to ten którego szczególnie denerwowały wzmianki o komunistycznej fladze, pracuje jako konsultant dla Financial Times, a w przeszłości pracował w Instytucie Konfucjusza, instytucji nazywanej chińskim koniem trojańskim. Te pozornie łagodne i apolityczne ośrodki są zaangażowane w kształtowanie naszego zrozumienia autorytarnego reżimu w Państwie Środka. Ich działalność służy blokowaniu w dyskursie akademickim tematów niewygodnych dla władz ChRL, takich jak prawa człowieka, sytuacja w Tybecie, Tajwan czy Tiananmen. Są więc narzędziem chińskiej dezinformacji, propagandy, ale i centrum działań szpiegowskich.  

Co po całym zajściu zrobili Brytyjczycy? Stacja kolejowa zablokowała dostęp do pianina. 
Chińczycy wykorzystując wirus woke, szaleństwo skierowane przeciw Zachodowi, wygrywają.


Link do całego wydarzenie na stacji St Pancras TUTAJ

W temacie polecam artykuł na GPC o chińskim szpiegowaniu w Wielkiej Brytanii TUTAJ














Polska jako poligon doświadczalny

 Na łamach „Financial Times” prof. Maciej Kisilowski, wykładowca na uczelni Sorosa – Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Wiedniu – i autor programu PO (Wielka Polska Obywatelska), stwierdził, że Donald Tusk „nie ma innego wyboru, niż zastosować niekonwencjonalną, zdecydowaną taktykę, aby przywrócić praworządność w kraju. (…) Cele jak dotąd usprawiedliwiają środki”. Wywody prezentowane przez naukowca od Sorosa mają ten sam cel, jak te prezentowane na łamach „Berliner Zeitung” przez Klausa Bachmanna. Mają za zadanie usprawiedliwić nielegalne działania reżimu Donalda Tuska. „W skrócie: jeśli nowy rząd naprawdę chce rządzić, musi skierować całą siłę państwa policyjnego, które PiS zbudował, przeciwko PiS i prezydentowi” – pisał Bachmann. W demokracji, „jak ją rozumieją” globaliści, chodzi tylko o to, by wyeliminować tych, którzy mają inną wizję niż oni. A sukces działań Tuska to nadzieja na rozprawienie się z konserwatywnymi kręgami. Jeśli uda się wyeliminować Kaczyńskiego i PiS, to walczący o „demokrację” i „praworządność” będą mogli w ten sam sposób uderzyć w Orbána i Trumpa, gdy ten znów wygra wybory. Tak więc rząd Tuska to dla liberałów eksperyment, a Polska to poligon doświadczalny. 

Gazeta Polska Codziennie

Chińska sieć zła - książka, którą trzeba przeczytać

Chiny uważają, że Zachód okaże słabość w swoim wsparciu dla Tajwanu i że jeśli Zachód
będzie szukał kompromisu w sprawie Ukrainy, to będzie też chciał kompromisu w kwestii Tajwanu. Nasza słabość wobec Rosji w kwestii Ukrainy tylko ośmieli Chiny do wystąpienia przeciwko Tajwanowi. Były spekulacje i obawy, że Chiny zaatakują Tajwan niemal w tym samym czasie, kiedy miała miejsce inwazja Putina na Ukrainę. Myślę, że jednym z powodów, dla których Pekin tego nie zrobił, była na początku silniejsza, niż oczekiwał Pekin, reakcja Zachodu na rosyjską agresję – mówi Benedict Rogers w rozmowie z "Gazetą Polską Codziennie" brytyjski dziennikarz, założyciel organizacji Hong Kong Watch, konserwatysta i katolik, autor książki "Chińska sieć zła". 


Hanna Shen: Powstało wiele książek na temat Chin, ale Pana jest szczególna, bo przedstawia całe spektrum chińskiej tyranii. Jak narodził się pomysł przedstawienia Chin z takiej perspektywy?

Benedict Rogers: Napisałem już kilka innych książek, które głównie koncentrowały się na Mjanmie (Birmie). Chciałem, aby Chiny były tematem mojej kolejnej publikacji, bo to kraj, na którym skupia się teraz moja działalność. Ale jest tyle książek o Chinach i pomyślałem, czy ja mógłbym tu dodać coś nowego i wartościowego. Uświadomiłem sobie, że nie ma pozycji, która, jak Pani zauważyła, opisywałaby wszystkie aspekty kryzysu w kwestii praw człowieka w Chinach. Podjąłem także tematy natury relacji Komunistycznej Partii Chin (KPCh) z dwiema sąsiadującymi z Chinami dyktaturami, tj. Mjanmą i Koreą Płn., oraz zagrożeń ze strony Chin dla Tajwanu. 

Niedawno Margarita Simonjan, redaktor naczelna rosyjskiej RT i jedna z głównych propagandzistów Putina, w wywiadzie dla chińskiej gazety „Global Times” opowiadała o rusofobii i sinofobii na Zachodzie. Pekin i Moskwa lubią przedstawiać tych, którzy krytykują ich reżimy, jako nienawidzących Chin i Chińczyków lub Rosji i Rosjan. „Chińska sieć zła” zaczyna się od Pana osobistych doświadczeń w Chinach i z Chińczykami. To było celowe?

Tak. Uważałem, że należy przeciwstawić się tej chińskiej narracji – krytykujesz KPCh, to jesteś antychiński. Nie jestem antychiński. Wprost przeciwnie, kocham Chiny i Chińczyków. Byłem w Chinach wiele razy i mieszkałem tam przez kilka miesięcy jako 18-latek. Mam wielu chińskich przyjaciół. Właściwie to dlatego, że kocham Chiny, pragnę, aby prawa człowieka były tam przestrzegane i by powstrzymać przerażające okrucieństwa, jakie tam mają miejsce, tak aby Chińczycy byli wolni i mogli się w pełni realizować. Celowo więc pierwszy rozdział mojej książki jest taki osobisty, by pokazać, że nie jestem antychiński. Jestem prochiński, ale jestem przeciw KPCh.

A ten sprzeciw powoduje, że doświadczył Pan aktów agresji ze strony KPCh, np. w 2017 r. nie wpuszczono Pana do Hongkongu. Co takie ataki mówią nam o naturze chińskiego reżimu? W Polsce niektórzy eksperci próbują przedstawić nam obraz bardzo stabilnej władzy KPCh.

Takie akty pokazują, że w rzeczywistości ten reżim czuje się bardzo niepewnie i jest wręcz paranoiczny, w związku z czym dużo słabszy, niż my to odbieramy. Jeśli niepokoją ich działania jednostki, np. moje, i w związku z tym uciekają się do regularnych gróźb, np. poprzez anonimowe listy wysyłane do mnie, do moich sąsiadów, a nawet do mojej mamy, to dowodzi to, że nie są tak silną i stabilną władzą, jak chcą, żeby ich widziano.

Porozmawiajmy o Hongkongu. Wielu młodych Hongkończyków zostało zmuszonych do ucieczki z miasta. Przedsiębiorca medialny, katolik Jimmy Lai jest w więzieniu, a były biskup Hongkongu kard. Joseph Zen prawie tam trafił. Właśnie w Parlamencie Europejskim na wydarzeniu prowadzonym przez europoseł Annę Fotygę przedstawił Pan raport nt. wolności religijnej w Hongkongu. Jakie jest główne przesłanie tego raportu?

Główne przesłanie jest takie: wolność religijna w Hongkongu to ostatnia wolność, jaka się jeszcze tam utrzymuje po tym, jak wszystkie inne, m.in. wolność wypowiedzi, wolność do zrzeszania się, do zgromadzeń, zostały zniszczone. Jest ona pod ogromną presją. Wolność kultu religijnego, definiowana jako swoboda uczęszczania do kościołów, świątyń i synagog, pozostaje nienaruszona. Jednak w wypowiedziach duchownych podczas kazań panuje już powszechna autocenzura. Prawie wszyscy przywódcy religijni nie głoszą kazań na tematy związane ze sprawiedliwością, z godnością ludzką, prawami człowieka i wolnością. Istnieje również rosnąca presja na sektor edukacji ze względu na wpływ KPCh na program nauczania. Trzeba wiedzieć, że co najmniej 60 proc. szkół finansowanych przez rząd Hongkongu jest w rzeczywistości prowadzonych przez kościoły. Odgrywają więc one bardzo dużą rolę w edukacji i prowadzeniu szkół i teraz są pod dużą presją. Kampania Xi Jinpinga sinizacji religii, która prowadzona jest w Chinach, teraz dociera do Hongkongu i są jeszcze testy na patriotyzm. A wiadomo, że kiedy mówimy o sinizacji i patriotyzmie w wydaniu KPCh, to nie mówimy o kulturze czy miłości do kraju, ale o lojalności wobec partii. To, co dzieje się w Hongkongu w zakresie wolności wyznania, różni się od tego, co dzieje się w Chinach. W ChRL sytuacja jest znacznie bardziej dramatyczna i dotkliwa. Tam mamy zamykanie i niszczenie kościołów i krzyży. Tego nie ma w Hongkongu. Nie ma też aresztowań przywódców religijnych, choć były już próby zatrzymania duchownych, wspomniała pani o kard. Zenie. W Hongkongu widzimy podstępne, swego rodzaju powolne duszenie wolności religijnej i zmuszanie ludzi religijnych do kompromisów, do których nigdy nie powinni być zmuszani.

A jak w obliczu tych prześladowań religijnych ze strony KPCh, właściwie wojny Chin z chrześcijaństwem, spojrzeć na działalność papieża Franciszka, np. na umowę podpisaną przez Watykan z Pekinem – kiedy rozmawiałam z kard. Josephem Zenem, powiedział, że nie byłoby to możliwe za pontyfikatu Jana Pawła II – czy też na milczenie Franciszka w sprawie Hongkongu i ludobójstwa w Xinjiangu?

Nie kwestionuję dobrych intencji papieża Franciszka, czyli próby normalizacji stosunków między Chinami a Watykanem, normalizacji sytuacji chrześcijan w Chinach oraz zapewnienia im lepszej ochrony. Jednak w rzeczywistości porozumienie z Pekinem przyniosło odwrotny efekt. Prześladowania nasiliły się. O ile mi wiadomo, żaden z katolickich biskupów i księży przetrzymywanych w więzieniach przed zawarciem porozumienia nie został zwolniony, a nawet doszło do kolejnych aresztowań biskupów.

Ale najgorszą sprawą jest to, o czym pani wspomniała, że Pekin kupił milczenie papieża. Franciszek nie zabiera głosu w kwestii Hongkongu. Nie mówi o prześladowaniach chrześcijan w Chinach i prawie milczy na temat ludobójstwa Ujgurów. I jest chyba pierwszym papieżem w najnowszej historii, który nie chciał się spotkać z Dalajlamą. To bardzo smutne, bo przecież jest to papież, który z reguły dużo mówi o niesprawiedliwości i konfliktach; właściwie co niedzielę, gdy odmawia „Anioł Pański”, mówi o jednej czy drugiej części świata, ale ta jedna, o której milczy, to Chiny, w tym także Hongkong. Tak więc bardzo krytycznie podchodzę do umowy Watykanu z Pekinem, bo zamiast poprawić sytuację chrześcijan, to ją pogorszyła.

W przemówieniu podczas rosyjskiej agresji na Gruzję w 2008 r. prezydent Polski Lech Kaczyński przewidział: „Dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę”. I mamy teraz brutalną rosyjską agresję na Ukrainie. Obecnie widzimy też, że wsparcie Zachodu dla Ukrainy słabnie. Beneficjentem tego jest oczywiście Putin, ale co dla Chin oznacza to słabnące poparcie Zachodu i możliwość zmuszenia Ukrainy do podpisania jakiegoś wynegocjowanego porozumienia pokojowego?

To bardzo niebezpieczny z punktu widzenia Zachodu sygnał dla Pekinu. Chiny uważają, że Zachód okaże słabość w swoim wsparciu dla Tajwanu i że jeśli Zachód będzie szukał kompromisu w sprawie Ukrainy, to będzie też chciał kompromisu w kwestii Tajwanu. Nasza słabość wobec Rosji w kwestii Ukrainy tylko ośmieli Chiny do wystąpienia przeciwko Tajwanowi. Były spekulacje i obawy, że Chiny zaatakują Tajwan niemal w tym samym czasie, kiedy miała miejsce inwazja Putina na Ukrainę. Myślę, że jednym z powodów, dla których Pekin tego nie zrobił, była na początku silniejsza, niż oczekiwał Pekin, reakcja Zachodu na rosyjską agresję. Uważam za niezwykle istotne, abyśmy utrzymali to wsparcie dla Ukrainy, bo w przeciwnym razie – jak mówił wasz śp. prezydent – ośmieli to Putina do dalszych posunięć w Europie i z pewnością ośmieli Pekin w kwestii Tajwanu.

„Chińska sieć zła” ukazała się w Polsce w szczególnym momencie – Rosja kontynuuje barbarzyńską wojnę przeciwko Ukrainie, której Chiny nigdy nie potępiły, wzmacnia się trójstronny sojusz Rosji, Chin i Korei Północnej, Hamas brutalnie zaatakował Izrael i tego Pekin też nie potępił. Czy KPCh jest mózgiem tej nowej osi zła? Czy te wojny wpisują się w ich plan osiągnięcia globalnej hegemonii do 2049 r.?

Obawiam się, że bardzo się wpisują, choć nie jestem przekonany, że to Chiny za nimi stoją w tym sensie, że to nie one je zainicjowały. Pekin zdecydowanie buduje nową oś zła przede wszystkim z Rosją, ale także z Koreą Północną, Iranem i innymi reżimami autorytarnymi. Istnieją także wyraźne powiązania, poprzez Iran, Chin z Hamasem. Więc tak, Chiny manipulują, manewrują i czerpią korzyści ze wszystkich tych konfliktów. Widzieliśmy to już, gdy Stany Zjednoczone i ich sojusznicy bardzo pospiesznie opuścili Afganistan, pozostawiając próżnię, w którą natychmiast weszły Chiny i zbudowały stosunki z talibami. Pekin wykorzystuje każdą okazję do obrócenia światowych kryzysów na swoją korzyść.

W swojej książce cytuje Pan amerykańskiego kongresmena Chrisa Smitha, który powiedział, odnosząc się do masakry na placu Tiananmen: „Musisz wybrać między czołgiem (tank) a Nieznanym Buntownikiem (Tank Manem – mężczyzną, który stanął na drodze czołgów jadących w stronę placu Tiananmen – przyp. red.). Nie ma drogi pośredniej”. Dziś w odniesieniu do relacji z Chinami stoimy przed tym wyborem. Jednak wiele krajów zachodnich nadal szuka drogi pośredniej. Zamiast o zagrożeniach ze strony Chin mówi się o wyzwaniach. Francja i Niemcy nie chcą decouplingu (rozdzielenie zależności gospodarczych z ChRL, przenoszenie produkcji przemysłowej i łańcuchów do innych regionów i krajów – przyp. red.). Czy Zachód nie nauczył się niczego na błędach z Rosją?


Istnieje niebezpieczeństwo, że zapominamy lub wyrzucamy z pamięci te lekcje. Rok lub dwa lata temu miałem większe nadzieje, że po połączeniu wszystkiego, czego nauczyliśmy się w pandemii COVID-19, roli Chin w niej, ich oszustw i tuszowania prawdy, a także rosnącej świadomości zagrożeń, jakie w systemach 5G stwarzają chińskie firmy telekomunikacyjne takie jak Huawei, i dzięki dowodom, które pojawiły się w ostatnich latach na temat tego, co dzieje się z Ujgurami w Xinjiangu, i tego, co wydarzyło się w Hongkongu w ciągu ostatnich kilku lat, Zachód zaczyna się budzić i że widać oznaki zmiany polityki. Jednak teraz wydaje się, że wiele krajów wycofuje się i chce wrócić do „business as usual” w relacjach z Chinami. To wielki błąd.

Stopień, w jakim Chiny zinfiltrowały Zachód, ilustruje niedawny skandal szpiegowski w Wielkiej Brytanii. W marcu badacz posiadający przepustkę do brytyjskiego parlamentu i pracujący dla think tanku zajmującego się Chinami został aresztowany pod zarzutem szpiegostw
a na rzecz ChRL. Zwerbowany prawdopodobnie w Chinach, był uśpionym agentem przez lata. Rząd brytyjski mówi teraz o „ogromnej” skali chińskiego szpiegostwa. Czy zgadza się Pan z tą oceną?

To bardzo poważna sprawa i myślę, że nasze agencje wywiadowcze MI5, MI6, a także parlamentarna Komisja ds. Wywiadu i Bezpieczeństwa, która opublikowała raport na ten temat latem br., nie wysyłałyby publicznych ostrzeżeń, gdyby nie było na to dowodów. W zeszłym roku mieliśmy głośną sprawę prawnika Christine Lee, osoby, która może nie była szpiegiem, ale z pewnością zajmowała się wywieraniem wpływu i infiltracją. Aktywnie zakłócała procesy polityczne w parlamencie Zjednoczonego Królestwa i, jak wspomniany przez panią szpieg pracujący dla jednego z think tanków, miała łatwy dostęp do czołowych polityków. Chiny wyraźnie prowadzą ciągłą kampanię wpływu, infiltracji, zastraszania i szpiegostwa. Musimy to traktować bardzo poważnie. Oczywiście inne kraje także stwarzają takie zagrożenia, ale Chiny są pod tym względem najbardziej wyrafinowane i konsekwentne.

Pod rządami komunistów Kościół katolicki i Polacy nie mogli pozostać neutralni w walce z komunizmem. Pan też jest katolikiem i wiara musiała odegrać ważną rolę w tym, że zdecydował się Pan bronić praw człowieka i wolności wyznania w Chinach, Hongkongu itp.

Wiara to najważniejszy czynnik inspirujący mnie do tego, co robię. Moja wiara i moja praca na rzecz praw człowieka i wolności są ze sobą powiązane od samego początku. Zostałem chrześcijaninem na uniwersytecie w 1994 r. i zaledwie kilka miesięcy później usłyszałem przemówienie członkini Izby Lordów, baronowej Cox, niestrudzonej działaczki na rzecz praw człowieka i wolności religijnej, i to właśnie ta mowa sprawiła, że zaangażowałem się w pracę, którą do dziś wykonuję. 10 lat temu przyjąłem katolicyzm. To było w Mjanmie, a stało się dzięki i z rąk mojego przyjaciela kard. Charlesa Bo, arcybiskupa Rangunu. I od tego czasu wiara motywuje mnie i prowadzi, tak jak i chrześcijanie, których poznałem, m.in. Jimmy Lai i kard. Zen.

Niezależna.pl

Wojna bez zasad


W 1999 roku dwaj pułkownicy Chińskiej Armii Ludowo Wyzwoleńczej: 
Qiao Liang i Wang Xiangsui napisali podręcznik pt. Nieograniczone działania wojenne , który stał się podstawą kształcenia kadr dowódczych w Chinach. Podręcznik punkt po punkcie ujawnia przyszłym oficerom, jak Państwo Środka zamierza zdominować Zachód za pomocą długoterminowej strategii obejmującej sabotaż korporacyjny, wojnę cybernetyczną, i dyplomację. Strategia zakłada łamanie międzynarodowego prawa handlowego i prawa własności intelektualnej oraz wyrachowane nadużywanie światowego systemu finansowego. Jak stwierdził jeden z autorów podręcznika, “jedyną zasadą w Nieograniczonych działaniach wojennych jest brak jakichkolwiek zasad”. Wielki chiński plan dominacji nad światem jest realizowany dużo bardziej konsekwentnie i z większym sukcesem niż się to większości z nas wydaje. Jego realizacja nabrała tempa za rządów Xi Jinpinga. Manipulacje wokół pandemii COVID-19, blokowanie przed światem prawdy na temat pochodzenia koronawirusa, czy przejmowanie światowych węzłów komunikacyjnych w zamian za umorzenie długów, to tylko niektóre przykłady realizacji tego zamysłu.


https://www.zonazero.pl/ksiazki/wojna-bez-zasad

 

Hanna Shen o przemówieniu sekretarza stanu USA nt. polityki wobec Chin: Nie lekarstwo, a placebo

Artykuł ukazał się w Epoch Times:

Wczoraj sekretarz stanu USA Antony Blinken wygłosił przemówienie nt. amerykańskiej polityki wobec Chin. Było o obronie zagrożonego ładu międzynarodowego opartego na zasadach.

Jako pierwsze zagrożenie wymieniony został Władimir Putin, który „atakując Ukrainę trzy miesiące temu, zaatakował także zasady suwerenności i integralności terytorialnej”.

Jako „najpoważniejsze długoterminowe wyzwanie dla ładu międzynarodowego” Blinken wskazał Chińską Republikę Ludową. „Chiny są jedynym krajem, który ma zarówno zamiar zmiany ładu międzynarodowego, jak i, w coraz większym stopniu, siłę gospodarczą, dyplomatyczną, militarną i technologiczną, aby to zrobić”.

Jednocześnie sekretarz stanu USA stwierdził, że Chiny są integralną częścią światowej gospodarki i dlatego są potrzebne do rozwiązywania problemów takich jak te dotyczące klimatu czy COVID… czyli problemów, które mamy w dużym stopniu w wyniku działań Komunistycznej Partii Chin (KPCh). Blinken mówił np. o konieczności współpracy USA i Chin, by „powstrzymać międzynarodowe organizacje zajmujące się handlem narkotykami”.

Tymczasem Państwo Środka to jeden z czołowych producentów – głównie na rynek zachodni – substancji psychoaktywnych. Jak w przypadku handlu organami, to biznes, na którym zarabiają przede wszystkim komunistyczne elity. Około 100 tys. Amerykanów ginie rocznie po zażyciu chińskiego fentanylu… tu nie ma już pola do współpracy.

Blinken dodał, że USA chcą uniknąć konfliktu z Pekinem i nie chcą zimnej wojny. Biorąc pod uwagę zagrożenie, jakie sam wymienił Blinken – Chiny chcą zniszczyć obecny ład, a także mają rosnący wpływ i coraz bardziej agresywną postawę na arenie międzynarodowej – to, to deklaracja słabości.

„Nie staramy się blokować roli Chin jako głównego mocarstwa, ani powstrzymywać Chin – ani jakiegokolwiek innego kraju – przed rozwojem ich gospodarki lub wspieraniem interesów ich narodu” – powiedział sekretarz stanu. I znów biorąc pod uwagę, co jest celem i interesem KPCh (ekspansja i budowa nowego porządku), to stwierdzenie to, to oznaka kapitulacji.

Blinken celnie wypunktował konkretne zagrożenia ze strony Chin – eksport systemu komunistycznego wraz z zaawansowanym technologicznie systemem masowej inwigilacji, łamanie zasad wolnego handlu i nawigacji, kradzież amerykańskiej technologii, prześladowania ludności w Xinjiangu i Tybecie czy niszczenie wolności w Hongkongu.

Według Blinkena poparcie Xi Jinpinga (przywódcy ChRL – przyp. redakcji) dla rosyjskiej inwazji na Ukrainę również „powinno zaalarmować nas wszystkich”.

Jednak pomimo tych zagrożeń, jakie KPCh stanowi dla świata, Blinken stwierdził, że Stany Zjednoczone nie będą dążyć do zastąpienia komunistycznych rządów w Chinach. Wskazuje to na podporządkowanie się przez administrację Bidena żądaniu, jakie miało paść w czasie wizyty (w ChRL – przyp. redakcji) zastępczyni sekretarza stanu USA Wendy Sherman, by Waszyngton nie podważał systemu komunistycznego w Chinach.

W kwestii Tajwanu, określonego w przemówieniu jako „dynamiczna demokracja i wiodąca gospodarka regionalna”, Blinken powiedział, że polityka USA nie uległa tu zmianie i opiera się na zapewnieniu Tajwanowi broni obronnej, aby zapobiec chińskiemu atakowi wojskowemu.

„Sprzeciwiamy się wszelkim jednostronnym zmianom status quo” – stwierdził amerykański polityk.

Prowokacyjną retorykę i czyny Chin wobec Tajwanu Blinken określił jako „głęboko destabilizujące, stwarzające ryzyko błędnej kalkulacji i zagrażające pokojowi i stabilności w Cieśninie Tajwańskiej”.

Krótko mówiąc, przemówienie Blinkena miało dobre elementy, ale w całości było słabe. Sekretarz stanu wskazał na zagrożenia, ale zamiast lekarstwa podał raczej placebo.

Kapitan James Fanell, były dyrektor operacji wywiadowczych i operacyjnych floty Pacyfiku, w wypowiedzi dla „Washington Times” określił mowę Blinkena jako: „Chamberlainowską w tonie i wydźwięku oraz pozbawioną Churchillowej determinacji, by przygotować się i pokonać przeciwnika, który dąży do zniszczenia Ameryki”.

Anders Corr, analityk wywiadu wojskowego Stanów Zjednoczonych, publicysta „Journal of Political Risk”, zwrócił uwagę na fatalny wybór miejsca na przemówienie: Asian Society na George Washington University, czyli instytucji sponsorowanej m.in. przez CIC (Chiński Państwowy Fundusz Majątkowy, ang. China Investment Corporation) podległy KPCh. Od początku więc coś poszło nie tak…

Tajwański rabin – przyjaciel Polski

 15 września na Tajwanie w wieku 103 lat zmarł rabin Ephraim Ferdinand Einhorn. Jego życie to gotowy scenariusz na hollywoodzki film, w którym musiałyby się znaleźć związki z Polską: Einhorn napisał przedmowę do tajwańskiego wydania „Raportu” Witolda Pileckiego i przyczynił się do rozwoju relacji naszego kraju z Tajwanem.



Po raz pierwszy spotkałam dr. Einhorna w drugiej połowie lat 90. na Tajwanie. Przybyłam wtedy na wyspę na stypendium rządu tajwańskiego (była to grupa kilku studentów z Polski, którym po raz pierwszy w historii Tajwan przyznał stypendia na naukę języka chińskiego). Relacje wyspy z Polską dopiero się zaczynały i my, studenci, przecierając szlaki, wiedzieliśmy, że zawsze, gdy pojawiał się jakiś problem, mogliśmy udać się do biura dr. Einhorna. Siadał z nami, wysłuchiwał nas, wykonywał telefony i rozwiązywał różnego rodzaju biurokratyczne kłopoty, z jakimi się borykaliśmy.

Gdy po latach wróciłam na wyspę, spotykaliśmy się z dr. Einhornem na różnych oficjalnych przyjęciach i odwiedzaliśmy go z mężem w biurze, by złożyć życzenia z okazji jego kolejnych urodzin.

Zawsze też wiedziałam, że gdy brałam udział w organizowaniu jakiegoś wydarzenia promującego kulturę i historię Polski, to mogę liczyć na wsparcie dr. Einhorna.

Miał zawsze czas dla Polski

Tak było przy promocji filmu Andrzeja Wajdy „Katyń”. Na specjalnym pokazie filmu, gdzie pojawili się tajwańscy celebryci, dziennikarze i politycy, nie mogło zabraknąć dr. Einhorna. To on zachęcał mnie, bym opowiedziała o Katyniu w tajwańskiej telewizji. I tak zrobiłam. W popularnym programie publicystycznym profesora Shieh Jhy-wei (dziś przedstawiciela Tajwanu w Niemczech) w stacji Formosa TV posłużyłam się analogią między zbrodnią katyńską a okresem terroru na Tajwanie. Starałam się mówić oczywiście z punktu widzenia Polki, ale także żony Tajwańczyka, którego ojciec był jedną z ofiar Białego Terroru. Opowiedziałam o kłamstwie katyńskim, które według mnie można porównać do prób zupełnego przemilczenia przez Kuomintang wydarzeń z lat 1947–1989 na Tajwanie. Przypomniałam także, iż w Katyniu zginęła polska inteligencja – co było częścią planu Stalina. Podobnie sytuacja wyglądała na Tajwanie; Czang Kaj-szek za największych wrogów uważał tajwańskich inteligentów. Wiem, że program, w którym nie pojawiłabym się, gdyby nie zachęta ze strony dr. Einhorna, spowodował, że ten tragiczny fragment naszej historii poznało wielu tajwańskich patriotów.

Przez lata, opiekując się polskim stoiskiem na Międzynarodowych Targach Książki w Tajpej (jednej z największych imprez wydawniczych na świecie), wiedziałam, że mogę liczyć na wsparcie dr. Einhorna. Mimo wielu zajęć znalazł czas, był wygłosić wykład na targach dla Tajwańczyków na temat Holocaustu. To wtedy mieszkańcy wyspy, wielu z nich po raz pierwszy, usłyszeli o japońskim Schindlerze, Chiune Sugiharze, dyplomacie z Kraju Kwitnącej Wiśni, który uratował życie przynajmniej 6 tys. Żydów, w tym także obywateli Rzeczypospolitej. Ale dzięki Einhornowi na Tajwanie dowiedziano się, że ta pomoc nie byłaby możliwa bez zaangażowania Polaków.

Wszystko zaczęło się w listopadzie 1939 roku, gdy Chiune Sugihara nawiązał kontakt z oficerem polskiego wywiadu Leszkiem Daszkiewiczem. Ich współpraca polegała na utworzeniu sprawnie działającej siatki wywiadowczej. Tej współpracy nie przerwało nawet wkroczenie na Litwę w czerwcu 1940 roku Armii Czerwonej. Z czasem Polaków i Japończyków połączyła także pomoc dla osób narodowości żydowskiej i ratowanie ludzi zagrożonych śmiercią.

Na prośbę polskiej placówki wywiadowczej Sugihara wywiózł w swoim bagażu dyplomatycznym dwa sztandary: jeden został wykonany w Wilnie jako dar społeczeństwa dla Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii, a drugim był sztandar 81. Pułku Strzelców Grodzieńskich uratowany z kampanii wrześniowej.

Tajwańczycy słuchali wykładu Einhorna z ogromnym zainteresowaniem, a ja byłam dumna, że w trakcie niego padły przykłady bohaterstwa Polaków, przykłady podane przez Żyda, którego rodzina doświadczyła okrutności niemieckiej okupacji.

I jeszcze jeden przykład pomocy ze strony dr. Einhorna, o którym nie mogę nie wspomnieć. Gdy udało mi się zainteresować jednego z tajwańskich wydawców „Raportem” Witolda Pileckiego i zaczęliśmy się zastanawiać, kto mógłby napisać wstęp do tego pierwszego wydania książki po chińsku, znów zwróciłam się do dr. Einhorna. Od razu zgodził się wziąć udział w tym projekcie. Myślę, że przedmowa dr. Einhorna pozwoliła Tajwańczykom poczuć, że historia wyjątkowego polskiego żołnierza może być im bliska, bo są ludzie, którzy mieszkają na wyspie, a doświadczyli niemieckiego barbarzyństwa w okresie II wojny światowej – rodzice dr. Einhorna zginęli w obozie Sachsenhausen. 

Publikacja „Raportu” była sukcesem – na Tajwanie książkę czterokrotnie dodrukowywano. Prezydent Tajwanu Tsai Ingwen, w wywiadzie dla jednej z największych gazet na wyspie „China Times”, wymieniła „Raport” jako lekturę, która była dla niej inspirująca. Tsai stwierdziła, że poznając życiorys Pileckiego i widząc, jak komunistom nie udało się skazać polskiego herosa na zapomnienie, jeszcze lepiej zrozumiała, iż „przywracanie pamięci to ważna część procesu rozliczeń z przeszłością”.

Wsparcie dla dwóch rodzących się demokracji

Nie byłoby tych sukcesów, a Tajwańczycy nie poznaliby głębiej naszej historii, gdyby nie zaangażowanie dr. Einhorma. Wspomniałam, że miał zawsze czas dla polskich studentów, ale można też śmiało powiedzieć, iż miał zawsze czas dla Polski, dla jej promocji na Tajwanie.

Doktora Einhorna można by też nazwać ojcem dyplomatycznych relacji polsko-tajwańskich. Wykorzystał swoje kontakty w Warszawie i w Tajpej, by pomóc w zbliżeniu obu państw. To przyniosło owoce.

W 1992 roku pomiędzy Ministerstwem Współpracy Gospodarczej z Zagranicą RP oraz Ministerstwem Spraw Zagranicznych Tajwanu podpisano umowę o utworzeniu biur przedstawicielskich w Tajpej i Warszawie. Placówka rozpoczęła swoją działalność w 1995 roku pod nazwą Warszawskie Biuro Handlowe w Tajpej. Mało kto wie, ale gdy na wyspę przybył pierwszy przedstawiciel Polski i zanim jego biuro oficjalnie zaczęło działać, to korzystał z gościnności udzielonej mu właśnie przez dr. Einhorna. To z jego biura prowadził pierwsze organizacyjne działania.

Doktor Einhorn pomagał także w ustanowieniu relacji pomiędzy stolicami Tajwanu i Polski. Te działania zaowocowały podpisaniem umowy o ustanowieniu kontaktów Miast Siostrzanych między miastem Warszawą a miastem Tajpej.

Dla dr. Einhorna Polska i Tajwan w latach 90. to były dwie rozwijające się demokracje, które zasługiwały na wsparcie. 

Biznesmen, republikanin, chodząca encyklopedia

Lata doświadczeń i pracy w wielu krajach, znajomość języków obcych (mówił po angielsku, hebrajsku, w jidysz, po węgiersku, włosku, francusku, znał łacinę i czytał po polsku) i międzynarodowe kontakty rzeczywiście czyniły z dr. Einhorna autorytet.

Urodził się w Wiedniu w 1918 roku. Jako młody człowiek przeniósł się do Wielkiej Brytanii – jego rodzice pozostali w Austrii, później zostali zamordowani przez niemieckich nazistów. 

Po zdobyciu zarówno święceń rabinackich, jak i doktoratu z filozofii w nieistniejącej już londyńskiej jesziwie, Einhorn rozpoczął współpracę ze Światowym Kongresem Żydów, najpierw w Anglii, a później w Stanach Zjednoczonych, gdzie jednocześnie prowadził kilka kongregacji jako rabin od końca lat 40. do lat 50. XX wieku.

W 1944 roku dr Einhorn otrzymał wysokie odznaczenie z rąk Lady Clementine Churchill, żony premiera Sir Winstona Churchilla, jako wyraz uznania dla jego wybitnego zaangażowania humanitarnego w Czerwony Krzyż podczas II wojny światowej.

Po wojnie, już w USA, Einhorn podjął się tajnych misji do krajów Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, aby pomagać mieszkającym tam mniejszościom żydowskim. Podczas jednej z takich misji w Iraku w 1951 roku podawał się za protestanckiego ministra, który miał zbadać sytuację grupy irackich Żydów, którzy mieli być torturowani. Einhorn chwalił się później misją w lokalnych gazetach w Detroit, gdzie pełnił wówczas funkcję rabina, mimo że nie był upoważniony do omawiania tego publicznie. Dla tych, którzy poznali dr. Einhorna, ta historia nie powinna być zadziwiająca. Einhorn miał, jak to określił jeden z jego znajomych, „pasję do promocji”. Choć w przypadku misji na Bliskim Wschodzie nie była to cecha wskazana, to w przyszłości ta smykałka do PR i dyplomacji nieraz pomogła także Polsce i Tajwanowi.

W 1968 roku Einhorn założył World Trading Patent Corp. i otworzył biuro za żelazną kurtyną w Pradze, gdzie miał krewnych. Jednak jego aktywność nie podobała się komunistycznym władzom i w 1973 roku został wydalony z Czechosłowacji za działalność „niezgodną z interesami państwa”.

W 1975 roku Einhorn przybył do Tajpej jako doradca finansowy kuwejckiej delegacji handlowej. I już na wyspie pozostał. Jego posługa jako rabina na początku nie była łatwa. Pracował wcześniej w krajach arabskich, co wzbudziło nieufność wśród lokalnych Żydów. Einhorn skupił się na pomocy potrzebującym. Wyciągnął za kaucją Żydów, którzy na wyspie trafili do więzienia, pomagał im rozwiązać problemy wizowe, a raz nawet pomógł zorganizować specjalny lot medyczny.

Do 2011 roku był jedynym rabinem na Tajwanie. Dziś Żydzi rezydujący na wyspie przyznają, że są mu wdzięczni, iż zbudował, choć nieliczną, ale silną społeczność utrzymującą tradycje.

Jako obywatel USA Einhorn założył na Tajwanie Klub Republikanów. Pamiętam jedną z naszych ostatnich rozmów jeszcze za prezydentury Donalda Trumpa. Doktor Einhorn cieszył się z niej i wierzył, że przyniesie dużo dobrego Polsce i Tajwanowi.

O Einhornie mówiło się, że jest chodzącą encyklopedią. Imponował wiedzą i niesamowitą pamięcią. Wierzył, że człowiek musi uczyć się całe życie, ale też lubił nauczać. Spotykał się z tajwańskimi studentami w szkołach i na uczelniach. „Najwspanialszą rzeczą na świecie jest, gdy słyszę, jak inni mówią mi: »Chcę się uczyć«” – twierdził.

Drzwi jego biura były zawsze otwarte dla ludzi, którzy mieli pytania filozoficzne lub religijne, a jego ogromna biblioteka – która według niego samego była największym zbiorem żydowskich książek w Azji – zawsze służyła innym. Ale były tam nie tylko pozycje żydowskie. Jedną z książek, która stamtąd trafiła w moje ręce, była „The Art of the Deal” (Sztuka robienia interesów) Donalda Trumpa. Było też kilka pozycji o Ronaldzie Reaganie i „Raport” Witolda Pileckiego (wydanie angielskie, a także chińskie).

Pod prąd

Doktor Einhorn potrafił budować relacje z wpływowymi ludźmi. Niejedna osoba mogłaby powiedzieć, że wydawało się, iż zna on każdego na Tajwanie, że wiele drzwi jest dla niego otwartych. 

Ale potrafił też iść pod prąd. Miał bardzo dobre relacje z politykami Kuomintangu (KMT), partii rządzącej Tajwanem przez lata. Jednak nie bał się zrugać polityków tej formacji, gdy porównali prezydenta Chen Shuibiana, z opozycyjnej do KMT partii DPP, do Hitlera. KMT przeprosiło za reklamę sugerującą to w mediach, ale Einhorn nie ustępował i sam grzmiał w tajwańskich mediach, że bezpośrednie przeprosiny należą się także demokratycznie wybranemu prezydentowi Chenowi. „Jestem do granic zniesmaczony. Zrobiono straszną rzecz. Porównywanie prawowitego prezydenta kraju lub kojarzenie go z potworem jest czymś, z czym bardzo trudno mi się pogodzić” – mówił w jednym z wywiadów.

Reagował także na pojawiające się jeszcze kilka lat temu w mediach na Tajwanie określenie „polskie obozy koncentracyjne”. Za każdym razem, gdy widziałam takie określenie w publikacjach po chińsku, prosiłam o sprostowanie. Zawsze też mogłam liczyć, że do mediów z podobnym apelem zwróci się dr Einhorn. Ta kampania przyniosła owoce. Dziś już określenie „polskie obozy koncentracyjne” prawie nie pojawia się po chińsku na wyspie. Wielka zasługa w tym także rabina Einhorna.

Doktor Einhorn wierzył w Boga, w pracę nad sobą, wierzył w siłę ludzkich relacji. Ale wierzył też w Polskę i Tajwan. Będzie go naprawdę brakowało.

Nowe Państwo

W Radiu Opole

 W Radiu Opole  mówiłam o agresywnej postawie Chin, o ich współpracy z Rosją i....o Tajwanie

Link TUTAJ

Sztuka, której boją się chińscy komuniści

S hen Yun to grupa taneczno-muzyczna z Nowego Jorku, która prezentuje tradycyjną kulturę Chin sprzed komunizmu, łącząc klasyczny taniec, muz...