Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Singapur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Singapur. Pokaż wszystkie posty

Singapur zaskoczył Pekin i dał lekcję Tajwanowi

Ostatnio uwagę całego regionu przykuł wywiad, którego Lee Hsien Loong udzielił w Pekinie. Lee Hsien Loong, wieloletni premier Singapuru, syn założyciela państwa Lee Kuan Yewa, od maja 2024 roku minister senior , powiedział do chińskich towarzyszy, że  Singapur współpracuje z Chinami,  "bo mamy wspólne interesy — nie dlatego, że łączy nas wspólne pochodzenie etniczne." Dodał: "Jesteśmy krajem chińskiej większości, ale wielorasowym społeczeństwem. Jesteśmy osobnym państwem z osobną suwerennością od Chin."

Pekin od lat operuje zestawem magicznych zaklęć: „wspólna krew", „jedna rodzina", „potomkowie Żółtego Cesarza". Brzmią jak czuła troska wujka przy świątecznym stole, ale przekaz jest jednoznaczny: skoro jesteśmy jedną rodziną, to głowa rodziny decyduje. A głową rodziny jest Pekin.

Lee Hsien Loong rozłożył te zaklęcia na części. Kultura to kultura. Gospodarka to gospodarka. Interes narodowy to interes narodowy. To, że i my, i wy jemy ciasteczka księżycowe podczas Święta Księżycowego, nie oznacza naszej politycznej lojalności wobec KPCh.

Singapur przez sześćdziesiąt lat mozolnie budował tożsamość obywatelską odporną na chiński magnetyzm. Kraj, w którym 75% mieszkańców to etniczni Chińczycy, celowo wybrał angielski jako język administracji i edukacji; nie z kompleksów, lecz z zimnej kalkulacji. Żaden sąsiad nie miał mieć powodu, żeby nazywać Singapur chińską forpocztą w Azji Południowo-Wschodniej.

Lee Kuan Yew wiedział, że państwo zbudowane na etnicznej chińskości byłoby z góry skazane, albo na polityczne wchłonięcie przez Pekin, albo na permanentną podejrzliwość ze strony malajskiego i indonezyjskiego sąsiedztwa. Singapurska tożsamość od początku była więc projektem inżynieryjnym: Chińczycy, Malajowie, Tamilowie - razem Singapurczycy.

Warto jednak powiedzieć tu wprost: Singapur nie jest demokracją. Rządząca PAP od dekad ogranicza wolność prasy, opozycję traktuje instrumentalnie, a kontrola społeczna bywa tam dusząca. Singapur zbudował swoją tożsamość obywatelską metodami, które w demokratycznym państwie byłyby nie do przyjęcia. To nie jest model do naśladowania.

Pekin gra dokładnie tę samą kartą wobec Tajwanu: kto mówi po chińsku i świętuje te same święta, ten należy do wielkiej chińskiej rodziny i powinien słuchać Pekinu.

Dlatego słowa Lee mają dla Tajwanu szczególny ciężar. Singapur, kraj chińskiej większości, gospodarczo spleciony z Chinami, geograficznie otoczony przez muzułmańskich sąsiadów, powiedział Pekinowi wprost i na jego własnym terytorium: kultura jest w dużym stopniu wspólna, suwerenność jest osobna. Jeśli może to powiedzieć Singapur, tym bardziej może to powiedzieć Tajwan.

Tajwan nie potrzebuje do tego odgórnej inżynierii społecznej ani jednopartyjnej dyscypliny. Ma coś, czego nie mają ani Pekin, ani Singapur: demokrację, która dobrze działa. Wolne wybory, wolną prasę, obywateli, którzy mogą powiedzieć władzom „nie". To właśnie jest ich odpowiedź na chiński magnetyzm; nie dekret, lecz świadomy wybór.

Singapurskie standardy

Dziś mieszkańcy w regionie Bukit Batok w Sinagapurze wybierają swojego przedstawiciela do parlamentu. Wybory parlamentarne w całym Singapurze odbyły się 8 miesięcy temu i wtedy w Bukit Batok wygrał David Ong, przedstawiciel Partii Akcji Ludowej (PAP/partia ta sprawuje rządy w Singapurze nieprzerwanie od 1959 r  😉 
Jednak w marcu br. Ong zrzekł się mandatu po tym, jak na jaw wyszedł jego romans z Wendy Lim,  działaczką PAP, b. zaangażowaną w zeszłoroczną kampanię polityka. Zarówno Ong i Lim mają małżonków i dzieci.

Uważam ze najlepszym rozwiązaniem dla  mojej partii, wyborców i rodziny jest moja rezygnacja”, ogłosił polityk dwa miesiące temu. Ong rozesłał także list  do swoich wyborców z przeprosinami za to, że popełnił poważny błąd w życiu osobistym”.

Śmierć twórcy Singapuru

W poniedziałek nad ranem czasu lokalnego w wieku 91 lat zmarł Lee Kuan Yew, twórca singapurskiej państwowości i pierwszy premier tego państwa-miasta. W Singapurze ogłoszono siedmiodniową żałobę i opuszczono flagi do połowy masztów. W pogrzebie, który odbędzie się 29 marca, weźmie udział wielu przywódców azjatyckich.

Wykształcony na brytyjskim Uniwersytecie Cambridge, Lee Kuan Yew po powrocie do kraju stworzył, dzięki współpracy z chińskimi komunistycznymi związkami zawodowymi, socjalistyczną Partię Akcji Ludowej (PAP) – partię, która do 1976 r. należała do Międzynarodówki Socjalistycznej. Lee, dzierżąc władzę w latach 1959–1990, swoich politycznych oponentów oskarżał o szerzenie komunizmu i albo osadzał w więzieniach, albo skazywał na banicję.
Singapur z pewnością zawdzięcza sukces gospodarczy swojemu twórcy. Otwarcie na światowy handel oraz inwestycje pozwoliły tej niewielkiej gospodarce stać się jedną z najbardziej konkurencyjnych i elastycznych na świecie. Singapur od lat zajmuje w rankingu wolności gospodarczej czołowe miejsce na podium. Gorzej jednak jest, jeśli chodzi o inne wolności, za co Lee był nie tylko krytykowany przez organizacje zajmujące się prawami człowieka, ale i Bank Światowy. Lee chciał zbudować idealne państwo oparte na tzw. wartościach azjatyckich. Te zaś obejmują m.in. konieczność podporządkowania się autorytetom (niedopuszczalne jest krytykowanie przywódców), zgodę na ciężką pracę czy przedkładanie dobra społeczeństwa nad indywidualne.
Lee Kuan Yew chciał kraju, w którym są też idealni obywatele. Stąd na przykład rząd przez jakiś czas zachęcał do małżeństw obywateli o wysokim IQ. Były premier Singapuru był także zwolennikiem eugeniki. Przez lata w Singapurze prowadzono kontrolę urodzeń. Wzorcowa rodzina miała mieć jedno albo dwójkę dzieci. Kobiety, które decydowały się na trzecie, namawiano na sterylizację. Dziś dalszy rozwój Singapuru zależy od imigrantów, ale to powoduje, że dochodzi do częstych napięć pomiędzy lokalnymi mieszkańcami a imigrantami na przykład z Chin.
Lee Kuan Yew prowadził spór ze swoim niegdyś przyjacielem i rówieśnikiem, byłym prezydentem Tajwanu Lee Teng-huiem dotyczący kierunku, w jakim powinny pójść azjatyckie dyktatury. Pod koniec lat 80. Lee Teng-hui zdecydował, że dobrze rozwijającemu się gospodarczo Tajwanowi należy się nie tylko silny rząd, ale i rządy prawa oraz odpowiedzialność demokratyczna władzy. Dziś Tajwan jest dobrze rozwijającą się demokracją z silnym poczuciem tożsamości. Nieuznający zasady odpowiedzialności rządzących przed rządzonymi Lee Kuan Yew i obecnie rządzący państwem-miastem jego syn Lee Hsien Loong eliminowali jakikolwiek głos obywateli. W Singapurze nie ma wolnych mediów, a ci, którzy krytykują władzę skazywani są na podstawie surowego prawa dotyczącego zniesławień przez sądy całkowicie podległe władzy na ogromne kary finansowe. To doprowadza do ich bankructwa i więzienia.
Ta przytłaczająca kontrola państwa, a także rosnące nierówności w dochodach i brak perspektyw dla młodych powodują, że prawie połowa obywateli Singapuru chce wyemigrować.
W przemówieniu do narodu obecny szef singapurskiego rządu Lee Hsien Loong podkreślił, że jego ojciec dał Singapurczykom dumę i poczucie tożsamości narodowej. W rzeczywistości, mimo ogromnych wysiłków rządu na rzecz wspierania poczucia tożsamości, badania pokazują, że obywatele Singapuru są o tyle zainteresowani utrzymaniem ich obywatelstwa, o ile może być utrzymane ich bogactwo. Moneytheism (wiara w pieniądz) doprowadziła do pustki duchowej i stąd mieszkańcy Singapuru należą obecnie do grupy najbardziej pesymistycznie nastawionych społeczeństw obok mieszkańców Grecji, Hiszpanii, Cypru czy Haiti.
Umarł twórca państwa Singapur, ale umiera też i jego wizja państwa idealnego.

Gazeta Polska Codziennie

Singapur nie chce imigrantów z komunistycznych Chin


W znanym z rygorystycznego podejścia do prawa, zdyscyplinowanym i nie skorym do protestów Sinagpurze doszło w weekend do demonstracji antyrządowych. Mieszkańcy miasta-państwa postanowili zamanifestować przeciwko proponowanej przez rząd Singapuru polityce zwiększnia liczby immigrantów.
W tej chwili Singapur to 3 mln rdzennych Singapurczyków i 2 mln imigrantów. Rząd chce, aby do 2030 podwoić liczbę nowych przybyszów, bo uważa że w ten sposób uda się  rozwiązać problem niskiej stopy urodzeń i starzenia się społeczeństwa w Singapurze.
Mieszkańcy Miasta Lwa są przeciwni zwiększeniu liczby imigrantów, albowiem uważają że ich napływ (głównie z Chin Ludowych) doprowadzi to do zniszczenia tożsamosci narodowej, ale także obniży standard życia.
W Singapurze osiedla się coraz więcej bogatych Chińczyków z ChRL zwanych przez rdzennych mieszkańców “czerwonymi, chińskimi homarami”. Kupują oni drogie apartamety i samochody, ale bulwersują lokalną społeczność zupełnym brakiem poszanowania dla prawa; w zeszłym roku Singapurczyków zszokował wypadek spowodowany przez Chińczyka kierujęcace Ferrarim. Jechał on z niedozwoloną prędkością i uderzył w taksówke. Zabił siebie,współpasażerkę i taksówkarza.
“Przybysze z Chin Ludowych mogą wyglądać jak my, ale nie zachowują się jak my”, można często usłyszeć na ulicach Singapuru.

Nieprawdopodobny Singapur

Singapur, kiedyś mała wioska rybacka, to dziś jedno z najlepiej rozwiniętych  państw na świecie.
„Aby zrozumieć Singapur, musisz zacząć od nieprawdopodobnego stwierdzenia: Singapur nie powinien istnieć” – powiedział w 2007 r. w wywiadzie dla „The New York Times” były premier Lee Kuan Yew, zwany także ojcem Singapuru. Nieprawdopodobne wydaje się bowiem, aby miejsce zupełnie pozbawione podstawowych bogactw naturalnych (np. woda pitna dostarczana  jest z Malezji, a piasek do lokalnego kurortu na wyspie Sentosa sprowadzono z Australii) stało się symbolem sukcesu i postępu.
Sprawny rząd
To, co uderza w Mieście Lwa (nazwa Singapur wywodzi się od dwóch sanskryckich słów: singa – lew i pura – miasto), to ogromne zaufanie, jakie obywatele mają do rządu. Uważają, że wywiązuje się ze swoich zadań: efektywnie rządzi miastem-państwem i zapewnia bezpieczeństwo.
Niewiele większy od Warszawy Singapur od lat zajmuje czołowe miejsce  w rankingu wolności gospodarczej i łatwości prowadzenia biznesu. Obowiązują tu proste przepisy, niskie podatki (najniższa stawka PIT to 3,5 proc., a najwyższa 20 proc., VAT wynosi 7 proc.) i brak ceł. Firmę można zarejestrować przez  Internet w ciągu 15 minut, płacąc około 50 dolarów singapurskich (około 130 zł).
Singapur ma jeden z najmniejszych rządów na świecie. W strefie rządowej pracuje  60 tys.  funkcjonariuszy, czyli 3 proc. ogółu zatrudnionych. Koszty administracyjne to jedynie 3 proc. całości wydatków budżetowych (dla porównania 6 proc. wydatków jest przeznaczanych na wojsko – Singapur ma jedne z najbardziej zaawansowanych sił zbrojnych w Azji Wschodniej). Wybierani na stanowiska urzędnicy muszą posiadać odpowiednie wykształcenie i przechodzą testy kwalifikacyjne (m.in. test na inteligencję).
Rząd za głównie cele uważa zapewnienie bezpieczeństwa swoim obywatelom i wywiązuje się z tego dość dobrze. Singapur uważany jest za jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie. Na ulicach prawie wcale nie widać policjantów, ale, jak mówią mieszkańcy Miasta Lwa, pojawią się szybko, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Prawo obowiązujące w Singapurze jest surowe i skrupulatnie egzekwowane.
Za posiadanie i handel narkotykami grozi kara śmierci, za dotknięcie kobiety bez jej zgody obowiązuje kara pozbawienia wolności lub chłosta, a za wyplucie gumy na chodnik – grzywna.
Będąc u władzy, premier Lee Kwan Yew wprowadził zasadę, że najważniejszym warunkiem odpowiedniego funkcjonowania państwa jest uczciwość sprawujących władzę. Powołał Biuro Badania Praktyk Korupcyjnych, którego zadaniem jest wyszukanie przejawów korupcji na wyspie. Dziś Singapur znajduje się w czołówce krajów najmniej dotkniętych tą „przypadłością”.
Narodowościowy tygiel
Ale to czyni Singapur szczególnie ciekawym, to mieszanka kultur. Miasto Lwa zamieszkuje 5 mln osób, z czego 3 mln to obywatele Singapuru. 77 proc. stanowią Chińczycy, 14 proc. Malajczycy, 7 proc. Hindusi, a reszta to Arabowie i biali. Na ulicach słychać angielski (język urzędowy) przeplatany z chińskim (dialekt mandaryński), malajskim, czy hokkien  (dialektem chińskim używanym dość powszechnie także na Tajwanie). Tę wielokulturowość widać też po świątyniach. W niewielkich odległościach od siebie znajdują się choćby kościół katolicki, świątynia buddyjska czy hinduistyczna i synagoga.
Bogactwo kolorów i smaków – stragan z owocami
W mieście istnieją także dzielnice etniczne. Little India (Małe Indie) to część Singapuru zdominowana przez Hindusów. Tu można zobaczyć kobiety odziane w sari, knajpki z potrawami z curry czy kramiki sprzedające kwiatowe girlandy. W sterylnie czystym Singapurze nie należy ona jednak do najczyściejszych miejsc. Obok Little India znajduje się ulica Arabska (Arab Street) prowadząca do Meczetu Sułtana. Tu zobaczymy kobiety z chustami na głowach i sklepiki, w których sprzedawane są przepiękne tkaniny. Starszych Chińczyków spotykamy w Chinatown będącym jednym wielkim bazarem; tu można kupić wszystko: od egzotycznych owoców, takich jak rambutan czy durian (zwany także najbardziej śmierdzącym owocem na świecie), po kadzidełka czy klatki dla ptaków.
W wielokulturowym Singapurze nie brak także polskich akcentów. To tu mieszkał przez kilka miesięcy jako kapitan angielskich statków handlowych British Merchant Marine Józef Konrad Korzeniowski. To tu napisał on „Lorda Jima”. Singapur odwiedził w 1986 r. papież Jan Paweł II i w hołdzie naszemu wielkiemu rodakowi postawiono pomnik w centrum miasta przy Katedrze Dobrego Pasterza (to pierwszy kościół katolicki, jaki powstał w Singapurze, z 1847 r.). Swój pomnik ma także Fryderyk Chopin, a jego muzyka często towarzyszy odwiedzającym Miasto Lwa – słychać ją na lotniku, w lobby hotelowym czy w restauracjach.  Nowoczesny Singapur nie powstałby, gdyby nie prace polskich architektów; Kazimierz Sierakowski zaprojektował kilka budynków użyteczności publicznej, a Krystian Olszewski był w latach1968–1971 generalnym projektantem planu ogólnego przebudowy centrum Singapuru. To on współprojektował m.in. dzielnicę Zatoka Marina czy singapurskie metro.
Singapur, kiedyś mała wioska rybacka, to dziś jedno z najlepiej rozwiniętych  państw na świecie. To wszystko dzięki pracowitości, świetnemu zarządzaniu, rządom dobrze wyedukowanej, patriotycznej i wizjonerskiej elity, ale i czerpaniu wzorców. I tak system bezpieczeństwa i obrony wzorowany jest na Izraelu, finanse są jak ze Szwajcarii, a opieka zdrowotna i system emerytalny rodem z krajów skandynawskich. Patrząc na sukces Singapuru, rzeczywiście można powtórzyć za premierem Lee Kuan Yew, że to nieprawdopodobne.

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...