Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korea Pld. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korea Pld. Pokaż wszystkie posty

Korea Północna złamała zawieszenie broni

W środę dowództwo ONZ-etu w strefie zdemilitaryzowanej (UNC) opublikowało nagranie z ucieczki północnokoreańskiego żołnierza na Południe. Ścigający go i strzelający do niego wojskowi Koreańskiej Armii Ludowej (KAL) naruszyli porozumienie z 1953 r. o zawieszeniu broni.

13 listopada żołnierz ­KAL-u przekroczył granicę między dwiema Koreami i uciekł na Południe. W środę UNC opublikowało 7-minutowy fragment nagrania z ucieczki wojskowego. W materiale widać, jak uciekinier zmierza dżipem w kierunku linii demarkacyjnej w Panmundżomie, a następnie wysiada i biegnie. Inni żołnierze północnokoreańskiej armii ruszają za nim w pościg i otwierają do niego ogień. 

Ranny uciekinier upadł przy jednym z ogrodzeń południowokoreańskiego obiektu w strefie zdemilitaryzowanej między Północą a Południem. Stamtąd udało się go zabrać żołnierzom Korei Południowej. W środę szpital, w którym przebywa ciężko ranny wojskowy, podał, że odzyskał on przytomność i oddycha samodzielnie. Jego pierwszym pytaniem po przebudzeniu było to, czy naprawdę znajduje się w Korei Południowej. Szpital poinformował także, że podczas operacji ratującej życie żołnierza w jego ciele odkryto liczne ogniska pasożytów.

Także w środę w Seulu przedstawiciel dowództwa ONZ-etu w strefie zdemilitaryzowanej stwierdził, że UNC poinformowało Koreę Północną, iż żołnierze ­KAL-u naruszyli porozumienie o rozejmie z 1953 r. w dwójnasób: otworzyli ogień do uciekającego, a także sami przekroczyli w pewnym momencie linię demarkacyjną. UNC zażądało także spot­kania z przedstawicielami ­ONZ-etu w celu przedyskutowania zdarzenia. Po wojnie koreańskiej Korea Południowa i KRLD nie podpisały układu pokojowego. Obowiązuje za to porozumienie rozejmowe, którego realizację ma nadzorować właśnie dowództwo ONZ-etu. Gen. Vincent K. Brooks, dowódca Sił Zbrojnych USA w Korei Południowej, w wypowiedzi cytowanej przez agencję Yonhap stwierdził, że rzucono wyzwanie porozumieniu o zawieszeniu broni, ale pozostaje ono w mocy. 

Ucieczki przez silnie strzeżoną linię demarkacyjną dzielącą oba państwa koreańskie nie należą do częstych. Najwięcej uciekinierów wydostaje się z Korei Północnej przez Chiny. Oficjalne dane władz Korei Południowej mówią, że od czasu zakończenia wojny koreańskiej w 1953 r. z Północy uciekło ok. 30 tys. osób. Jednak wiele organizacji zajmujących się prawami człowieka czy pomagających uciekinierom z KRLD twierdzi, że ta liczba sięga nawet 300 tys.
Gazeta Polska Codziennie

USA umacniają dyplomację z sojusznikami w Azji

W momencie napiętej sytuacji wokół Korei Północnej wiceprezydent USA Mike Pence odbył kilkudniową strategiczną wizytę w Korei Południowej i Japonii. Rozmowy zdominowała kwestia zagrożenia rakietowego ze strony reżimu w Pjongjangu. Omówiono również dalszą współpracę gospodarczą Waszyngtonu z Seulem i Tokio.

W Seulu Mike Pence rozmawiał m.in. z pełniącym obowiązki prezydenta Korei Południowej Hwang Kyo-ahn’em. Na wspólnej konferencji prasowej Hwang oświadczył, że jego kraj i USA podejmą zdecydowane działania odwetowe w odpowiedzi na prowokacje Korei Północnej. W Niedzielę Wielkanocną Pjongjang dokonał kolejnej próby rakietowej, jednak zakończyła się ona niepowodzeniem. Z kolei w czasie wizyty w amerykańskiej bazie wojskowej Camp Bonifas, położonej w odległości zaledwie 400 m od koreańskiej strefy zdemilitaryzowanej (DMZ), amerykański wiceprezydent ostrzegł północnokoreańskie władze, że w razie ewentualnego zagrożenia USA wesprą swoich sojuszników w regionie.

Zapewnienia o gotowości obrony sojuszników padły ze strony Mike’a Pence’a także w czasie wizyty w Japonii. Amerykański polityk na spotkaniu z premierem Shinzō Abe oświadczył, że wieloletni sojusz japońsko-amerykański jest „fundamentem pokoju i bezpieczeństwa w północno-wschodniej Azji”. Japoński premier dodał, że jest za pokojowym rozwiązaniem kryzysu północnokoreańskiego, jednak „dialog dla samego dialogu” jest bezużyteczny i trzeba wywierać większy wpływ na reżim w Pjongjangu.

Mike Pence wyraził nadzieję, że do działań na rzecz uspokojenia sytuacji w regionie włączy się na większą skalę dyplomacja Chin. Pekin co prawda w ostatnim czasie ogłosił, że odesłał z powrotem do Korei Północnej frachtowce z zakupionym węglem i że wstrzymuje połączenia lotnicze do Pjongjangu, jednak zdaniem ekspertów jest to gra na zwłokę. Pekin czeka na wynik południowokoreańskich wyborów prezydenckich, które odbędą się 9 maja. Wszystko wskazuje na to, że może je wygrać kandydat lewicy Moon Jae-in. Jest on nastawiony bardziej na współpracę z Chinami niż z Waszyngtonem, a także wierzy w rozwiązanie północnokoreańskiego problemu na drodze zintensyfikowania rozmów dyplomatycznych z Pjongjangiem.

Poza kwestiami dotyczącymi Korei Północnej Mike Pence zarówno w Korei Południowej, jak i w Japonii rozmawiał o współpracy gospodarczej. W Seulu zapowiedział, że administracja prezydenta Donalda Trumpa chce wprowadzić zmiany do zawartej pięć lat temu amerykańsko-południowokoreańskiej umowy o wolnym handlu. Waszyngton uważa, że korekty w porozumieniu są konieczne, bo w obecnej wersji umowa powoduje wzrost amerykańskiego deficytu w handlu z Seulem. W 2012 r. wynosił on 16,6 mld dol., a dziś, pięć lat po zawarciu umowy, osiągnął kwotę prawie 28 mld dol.

W Tokio Mike Pence zapewnił, że Waszyngton chce rozpocząć rozmowy z Japonią dotyczące dwustronnej umowy o wolnym handlu. Trump już kilka miesięcy temu, gdy wycofał USA z Transpacyficznej Umowy o Wolnym Handlu (TPP), sugerował, że jest zwolennikiem zawierania umów bilateralnych. Japoński premier Shinzō Abe jest gorącym orędownikiem TPP i w ostatnich dniach podjął próby ratowania porozumienia. Zapowiedział m.in., że będą toczone rozmowy z pozostałymi członkami paktu (w sumie 11 państw), by jednak wszedł on w życie, ale bez udziału USA.

Następnym etapem wizyty wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych w Azji będzie Indonezja. Tamtejszy minister spraw zagranicznych Arrmanatha Nasir zapowiedział, że rozmowy z Mikiem Pence’em będą dotyczyły kooperacji w kwestii walki z zagrożeniami terrorystycznymi i współpracy morskiej. Jednak oczekuje się, że głównym tematem indonezyjsko-amerykańskich negocjacji będą kwestie gospodarcze. Indonezja jest jednym z państw, które Donald Trump wymienił na liście podmiotów „oszukujących w handlu z USA”. Kraj ten ma nadwyżkę w handlu z USA wynoszącą 13 mld dol. Na kilka dni przed wizytą Pence’a w Dżakarcie amerykańska komisja ds. handlu międzynarodowego zapowiedziała śledztwo dotyczące importu biopaliw z Indonezji i Argentyny, dopatrując się wielu nieprawidłowości.
Gazeta Polska Codziennie

Chińscy hakerzy kontra THAAD

Amerykańska firma specjalizująca się w bezpieczeństwie cyberprzestrzeni podała, że celem ataku chińskich hakerów była firma, która bierze udział w instalowaniu amerykańskiego systemu obrony antybalistycznej THAAD w Korei Południowej.
W wypowiedzi dla CNN John Hultquist, dyrektor firmy FireEye stwierdził, że “mamy  dowody że (Chińczycy) zaatakowali przynajmniej jedną ze stron powiązanych z rozlokowaniem system”.
Informację potwierdził południowokoreański MSZ dodając, iż atak miał miejsce w marcu br.
Władze Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL)ostro sprzeciwiają się rozlokowaniu na terenie Korei Płd. amerykańskiego systemu THAAD. Początkowo system miał być zainstalowany pod koniec br., ale ze względu na ostatnie testy rakietowe Pjongjangu, Waszyngton i Seul rozpoczęły montaż system już w zeszłym miesiącu i wszystko wskazuje że będą chciały zakończyć instalację przed wyborami prezydenckimi w Korei Płd, które odbędą się 9 maja. Może je wygrać kandydat lewicy krytycznie wypowiadający się o obecności THAAD na terenie jego kraju.


Cierpliwość się wyczerpała

Sekretarz stanu USA Rex Tillerson odbył właśnie swoją pierwszą podróż do Azji. Nowy szef amerykańskiej dyplomacji odwiedził sojuszników Waszyngtonu – Japonię i Koreę Południową, ale również Chiny, którym wcześniej prezydent USA Donald Trump nie szczędził ostrych słów. Wizytę zdominowała sytuacja w Korei Północnej, bo, jak stwierdził Tillerson w Seulu, „polityka strategicznej cierpliwości” wobec Pjongjangu się skończyła.

Pierwszym etapem wizyty amerykańskiego sekretarza stanu było Tokio, gdzie Tillerson stwierdził, że dwie ostatnie dekady amerykańskiej polityki wobec Korei Północnej to niepowodzenie. Tylko w ub.r. reżim komunistyczny w Pjongjangu przeprowadził dwie próby jądrowe i 24 próby rakiet balistycznych. Kolejne dwie próby miały miejsce w lutym br. Z kolei w trakcie wizyty Rexa Tillersona w Azji, według północnokoreańskiej agencji prasowej KCNA, Korea Płn. (KRLD) przeprowadziła test nowego silnika rakietowego dużej mocy. Eksperci obawiają się, że wkrótce władze w Pjongjangu będą dysponowały bronią atomową i rakietami balistycznymi o zasięgu pozwalającym na dokonanie ataku na zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych.

Już na konferencji prasowej w Seulu sekretarz stanu USA powiedział, że „polityka strategicznej cierpliwości” wobec Korei Północnej się skończyła, i dodał, że wobec gróźb reżimu Kim Dzong Una „wszystkie opcje pozostają na stole, w tym działania militarne”. Dopytywany o takie działania Tillerson wyjaśnił: „oczywiście nie chcemy, żeby sprawy doprowadziły do konfliktu zbrojnego”.

Wizyta amerykańskiego polityka w Korei Południowej odbywała się w momencie szczególnego napięcia nie tylko na linii z Pjongjangiem, ale i z Pekinem. Na Półwyspie Koreańskim i u jego wybrzeży trwają właśnie wspólne manewry amerykańsko-południowokoreańskie. Zanim się rozpoczęły, Pekin domagał się ich przerwania, by ułatwić rozmowy z Koreą Płn. na temat jej denuklearyzacji. Władze Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL) także ostro sprzeciwiają się rozlokowaniu na terenie Korei Płd. amerykańskiego systemu obrony antybalistycznej THAAD. Początkowo system miał być zainstalowany pod koniec br., ale ze względu na ostatnie testy rakietowe Pjongjangu, Waszyngton i Seul już teraz rozpoczęły montaż systemu. Kluczowy element THAAD, tarcza, przybyła do Korei Płd. dzień przed wizytą Tillersona.

Po Seulu kolejnym etapem wizyty amerykańskiego sekretarza stanu był komunistyczny Pekin. Spodziewano się, że może to być niełatwa wizyta, zwłaszcza że na kilka godzin przed nią prezydent Donald Trump na Twitterze znów skrytykował ChRL, stwierdzając, że „Korea Północna zachowuje się źle”, ale „Chiny prawie nic nie robią, aby pomóc”.

Wizyta Tillersona w Pekinie okazała się jednak pełna uprzejmości, wyciszonego tonu i braku konkretów. – Będziemy współpracowali, aby upewnić się, czy nie możemy doprowadzić do zmiany stanowiska przez rząd w Pjongjangu – mówił Tillerson po spotkaniu z chińskim ministrem spraw zagranicznych Wangiem Yi. Wang zaś stwierdził, że Pekin ma nadzieję, iż wszystkie strony „będą mogły ocenić sytuację w opanowany i kompleksowy sposób oraz podjął mądrą decyzję". Chiński prezydent Xi Jinping, który także spotkał się z Tillersonem, chwalił jego "aktywne działania" w kwestii relacji USA-Chiny w okresie gdy Trump przejmował władzę. Dziennik Komunistycznej Partii Chin "Global Times" w poniedziałkowym wydaniu określił wizytę amerykańskiego sekretarza stanu jako służącą "wzmocnieniu wzajemnego zrozumienia". Mimo że strona chińska określiła spotkania z Tillersonem jako produktywne, to nie zawarto podczas nich żadnych porozumień. Obie strony jedynie powiedziały, że będę razem pracowały w kwestii przeciwdziałania rozwijaniu się programów jądrowego i balistycznego Korei Północnej.

Komentatorzy podkreślają, że w Pekinie obie strony starały się unikać napięć i raczej budować pozytywne fundamenty pod spotkanie Trumpa i Xi, do którego ma dojść w USA w przyszłym miesiącu. W wypowiedzi dla tajwańskiej gazety „Taipei Times” jeden z zachodnich dyplomatów w Pekinie stwierdził, że „bycie miłym” było w interesie Xi Jinpinga, ponieważ „Chiny nie potrzebują perturbacji i destabilizacji w relacjach zewnętrznych ze względu na mający się odbyć jesienią zjazd Komunistycznej Partii Chin (KPCh)”, na którym zapadną decyzje, ile władzy będzie miał w swoich rękach Xi Jinping, a może nawet – na jak długo. Prezydent Xi toczy właśnie bój o pełną kontrolę nad najważniejszymi organami w państwie i o przedłużenie swojej kadencji.
Gazeta Polska Codziennie

Lewica chce przejąć władzę w Korei Południowej

Trybunał konstytucyjny w Korei Płd. utrzymał w mocy decyzję o impeachmencie prezydent Park Geun-hye zamieszanej w skandal korupcyjny. W ciągu 60 dni w kraju odbędą się nowe wybory prezydenckie, które może wygrać lewica krytykująca współpracę militarną Seulu z Waszyngtonem, sympatyzująca z Pekinem i bardziej skora do rozmów z komunistycznym reżimem w Korei Płn.

W  piątek południowokoreański trybunał konstytucyjny utrzymał podjętą na początku grudnia ub.r. przez parlament decyzję o impeachmencie prezydent Park Geun-hye. Południowokoreańskiej polityk zarzucono korupcję, nadużycie władzy i ujawnianie tajemnic państwowych.

Afera dotycząca Park wybuchła w październiku 2016 r., gdy na jaw wyszły informacje, że bliska przyjaciółka prezydent, szamanka Choi Soon-sil, doradzała jej w sprawach politycznych i choć nie wydano jej poświadczenia bezpieczeństwa, miała wgląd do tajnych państwowych dokumentów. Przyjaciółka pani prezydent miała również wykorzystywać swoje bliskie relacje z głową państwa, aby wpływać na nominacje w rządzie. Choi Soon-sil zarzucono także próby wyłudzenia olbrzymich kwot od czołowych koncernów południowokoreańskich, w tym od Samsunga. W listopadzie ub.r. Choi została aresztowana.

Ogłaszając w piątek postanowienie trybunału, jego prezes stwierdził, że działania prezydent „poważnie osłabiły ducha demokracji i praworządności”. „Jej działania doprowadziły do tego, że straciła zaufanie ludzi. To poważne naruszenia prawa, które nie mogą być tolerowane” – stwierdził prezes TK.

Konserwatywna prezydent Park Geun-hye przechodzi do historii nie tylko jako pierwsza kobieta prezydent w swoim kraju, ale także jako pierwszy prezydent Korei Płd. usunięty w wyniku impeachmentu.

Teraz zgodnie z konstytucją w ciągu 60 dni muszą odbyć się nowe wybory prezydenckie.

Zamieszanie na scenie politycznej w Korei Południowej ma miejsce w chwili, gdy wzrasta zagrożenie ze strony Korei Północnej. W ciągu ostatniego miesiąca Kim Dzong Un przeprowadził dwie próby rakietowe.

Niespokojnie jest także na linii Seul–Pekin. Chiny ostro sprzeciwiają się rozlokowaniu na terenie Korei Płd. amerykańskiego systemu obrony antybalistycznej THAAD. Początkowo system miał być zainstalowany pod koniec br., ale ze względu na ostanie testy rakietowe Pjongjangu Waszyngton i Seul rozpoczęły montaż systemu już w ubiegłym tygodniu. Po tym kroku rzecznik chińskiego MSZ-etu Geng Shuang zapowiedział, że władze w Pekinie „podejmą środki” niezbędne dla zapewnienia własnego bezpieczeństwa. Komunistyczne władze Chin chcą także, by Seul odczuł gospodarczo karę za współpracę z USA. Już wstrzymano sprzedaż wycieczek do Korei Płd., a także mnożone są trudności względem koreańskich inwestorów w Chińskiej Republice Ludowej (ChRL).

Uważa się, że na decyzję o przyspieszeniu instalacji THAAD miało wpływ także to, że Waszyngton i będący u władzy w Korei Płd. konserwatyści liczą się ze zmianami na arenie politycznej w Seulu w wyniku wyborów prezydenckich. Te może wygrać kandydat lewicy, która jest za ograniczeniem współpracy militarnej z Waszyngtonem i za zwrotem ku Pekinowi. Analitycy w Stanach Zjednoczonych ostrzegają, że władze ChRL mogą starać się wpłynąć na sytuację w Korei Płd. W styczniu br. do Pekinu na spotkanie z chińskimi politykami, m.in. szefem MSZ-etu, wybrała się delegacja socjalistycznej Partii Demokratycznej (KSDP), głównej partii opozycyjnej w Korei Płd.

Rozwój sytuacji w Seulu, zmierzający do ewentualnego przejęcia władzy przez lewicę, jest na rękę również reżimowi Kim Dzong Una w Korei Północnej. Konserwatywna prezydent Park opowiadała się za sankcjami dla Pjongjangu, jeśli ten nie powstrzyma swojego programu nuklearnego. Lewica ma w tej kwestii mniej radykalne stanowisko i wierzy w rozwiązanie problemu na drodze zintensyfikowania rozmów dyplomatycznych z Pjongjangiem.

Nie ogłoszono jeszcze oficjalnie kandydatów mających wziąć udział w wyborach. Jednak sondaże wskazują, że na razie największe szanse na wygraną ma lewicowy polityk Moon Jae-in. Moon określany jest przez południowokoreańskich konserwatystów jako osoba silnie sympatyzująca z komunistami. Jego zwolennicy mówią, że przypomina Roh Moo Hyuna, prezydenta Korei Płd. w latach 2003–2008. Roh był zwolennikiem tzw. słonecznej polityki względem Korei Płn. polegającej na poprawie stosunków dwustronnych i wciąganiu Pjongjangu do współpracy polityczno-gospodarczej.
Gazeta Polska Codziennie

Niezabliźniona rana

Gdy pod koniec 2015 r. Japonia i Korea Południowa zawarły porozumienie w sprawie rozwiązania historycznego sporu o niewolnice seksualne w czasie japońskiej okupacji Korei, wydawało się, że główna przeszkoda na drodze do normalizacji stosunków między oboma krajami została usunięta. Kilka dni temu problem jednak odżył, w wyniku czego Japonia odwołała z Korei Płd. swojego ambasadora
6 stycznia Japonia czasowo odwołała swojego ambasadora z Seulu i konsula generalnego z miasta Busan. Wstrzymano też toczące się od sierpnia rozmowy z Koreą Płd. w sprawie nowej umowy o wymianie walut (FX Swap Agreement). Kroki te to reakcja Japończyków na odsłonięcie przed wejściem do budynku Konsulatu Generalnego Cesarstwa Japonii w Busan pomnika ku czci niewolnic seksualnych z lat japońskiej okupacji. „Tego typu działania są niekorzystne dla stosunków dwustronnych i dla nas jest to nie do przyjęcia” – mówił Yoshihide Suga, szef gabinetu premiera Japonii Shinzo Abe podczas konferencji prasowej w Tokio.
Ianfu – kobiety do pocieszania
Japończycy nazywali je „ianfu”: "i” oznacza pocieszenie, „an” to spokój, „fu” to kobieta – czyli kobiety do pocieszania. W rzeczywistości były to niewolnice seksualne. Wśród nich znalazły się Koreanki, Chinki, Malajki, Filipinki oraz te, które urodziły się na Tajwanie, a także białe kobiety pochodzące z podbitych posiadłości kolonialnych lub pielęgniarki z personelu medycznego sił alianckich. Szacuje się, że liczba kobiet wykorzystywanych przez Japończyków wynosi 300–400 tys., a Koreanki stanowią tu najliczniejszą grupę – ponad 200 tys. Niewolnice seksualne traktowane były z wielkim okrucieństwem. Poza gwałtami na porządku dziennym było bicie, nacinanie ostrzami noży, przypalanie i duszenie.
Władze Kraju Kwitnącej Wiśni przez dziesięciolecia po zakończeniu II wojny światowej odmawiały przeprosin za wyrządzone kobietom krzywdy, a to wpływało negatywnie na relacje między Seulem i Tokio. Jeszcze w 2007 r. obecny premier Japonii Shinzo Abe pozwolił sobie na uwagę, że tak naprawdę nie ma dowodów na to, iż kobiety były zmuszane przez japońskiego okupanta do nierządu. Jednak to właśnie ten sam polityk w grudniu 2015 r. wyraził „szczere przeprosiny i żal” wobec tych wszystkich kobiet, które doświadczyły „nieuleczalnych, psychicznych i fizycznych cierpień”. W ramach osiągniętego wtedy przez Tokio i Seul porozumienia rząd Japonii postanowił przeznaczyć 1 miliard jenów (9,8 mld dolarów) na wsparcie byłych koreańskich niewolnic seksualnych.
Co wpłynęło na zmianę stanowiska premiera Abe i jego władz? Za osiągniętym konsensusem stał przede wszystkim Waszyngton, który chce budować silne sojusze w Azji ze względu na ekspansywną politykę Chin Ludowych. Pekin buduje na Morzu Południowochińskim sztuczne wyspy pod bazy wojskowe i chce w ten sposób wzmocnić swoją pozycję w sporach terytorialnych toczonych z Wietnamem, Filipinami, Malezją i Tajwanem. Napięte relacje Seulu i Tokio niepokoiły amerykańską administrację. Aby wzmocnić skupioną wokół USA azjatycką koalicję przeciw Pekinowi, Waszyngton postanowił więc odegrać bardziej aktywną rolę w naprawieniu relacji na linii Seul–Tokio. „Pracowaliśmy po cichu tak, aby nie dopuścić do żadnych nieporozumień między obu krajami” – przyznał jeden z urzędników amerykańskiego Departamentu Stanu.
Japonia celowo eskaluje konflikt
Dlaczego zatem ponownie doszło do konfliktu w kwestii pocieszycielek? Strona japońska uważa, że stawiane przed japońskimi placówkami z inicjatywy obywatelskiej pomniki ku czci seksualnych niewolnic (pierwszy taki monument postawiono w zeszłym roku przed ambasadą Japonii w Seulu) nie sprzyjają dobrym relacjom między oboma krajami. Tokio twierdzi, że liczyło, iż władze w Seulu rozwiążą problem i pomniki znikną. I wydaje się, że władze Korei Płd. wcale nie chciały eskalacji konfliktu wokół pomników. Gdy 28 grudnia monument pojawił się pod japońskim konsulatem w Busan, został po kilku godzinach usunięty przez władze miasta. Dopiero informacja, że 29 grudnia minister obrony Japonii Tomomi Inada odwiedziła świątynię szintoistyczną Yasukuni w Tokio, która upamiętnia poległych podczas II wojny światowej Japończyków, w tym kilkunastu przywódców Cesarstwa Japonii skazanych za zbrodnie wojenne, wywołała oburzenie Koreańczyków. 30 grudnia pomnik pojawił się ponownie.
Shinzo Abe chce zmusić Seul, by bardziej zdecydowanie reagował w takich sytuacjach i nie przez przypadek zrobił to teraz, gdy w Korei Płd. jest niepewna sytuacja polityczna i rośnie konflikt na linii Seul–Pekin. Gdy Abe zawierał porozumienie w grudniu 2015 r., to w Seulu u władzy była Park Geun-hye. To ona, widząc wcześniej negatywne stanowisko Japonii m.in. w kwestii pocieszycielek, zaczęła coraz przyjaźniej odnosić się do Pekinu. Była na przykład jedyną obok Putina głową państwa, która wzięła udział 3 września br. w Pekinie w obchodach zakończenia II wojny światowej – pokazie siły Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej i widowisku wymierzonym w Japonię.
Ale pod koniec 2016 r. Park znalazła się w tarapatach, bo wybuchła afera korupcyjna, w którą i ona jest zamieszana.
Chińskie zmartwienie Seulu
W połowie grudnia parlament Korei Płd. odsunął od władzy prezydent Park Geun-hye. Dopóki Trybunał Konstytucyjny nie zdecyduje o zgodności impeachmentu z prawem, obowiązki szefa państwa sprawuje urzędujący premier Hwang Kyo-ahn. Najwcześniej na wiosnę Koreę Płd. czekają wybory. Seul musi też teraz stawić czoło protestom Pekinu, którym wtóruje Moskwa, na decyzje o rozmieszczeniu w Korei Płd. elementów amerykańskiego systemu obrony antybalistycznej THAAD. W tej chwili ChRL wprowadza działania odwetowe wobec Seulu, m.in. wstrzymuje wymianę kulturalną (dla gwiazd południowokoreańskiego popu i twórców seriali z Korei Płd. Chiny to bardzo ważny rynek), odwołuje loty czarterowe pomiędzy oboma krajami, a południowokoreańskie firmy już skarżą się na rosnące wobec nich represje w Państwie Środka. W odpowiedzi na takie działanie władze w Seulu zapowiadają powołanie specjalnej grupy, która będzie reagować na chińskie działania odwetowe. W takim momencie dla Korei Płd. ważna jest nie tylko współpraca z Waszyngtonem, lecz także z Tokio.

Susu-harai, hanabi i noworoczny wschód słońca

W sylwestrową noc najważniejszym wydarzeniem dla mieszkańców Tajpej, Pekinu czy Hongkongu są pokazy fajerwerków. Nie może być inaczej, skoro pierwszy znany pokaz sztucznych ogni zorganizowano na dworze cesarskim w Chinach w XII w. Z kolei dla Japończyków Nowy Rok to bardziej rodzinne święto i czas zadumy.

Jeden z najbardziej spektakularnych pokazów sztucznych ogni organizowanych na świecie w noc sylwestrowo-noworoczną odbywa się w Tajpej. Fajerwerki wystrzeliwane są tu z jednego z najwyższych budynków na świecie Taipei 101 (tyle ma pięter). To wydarzenie oglądają nie tylko setki tysięcy Tajwańczyków zgromadzonych wokół drapacza chmur, lecz także miliony przed telewizorami.

Fajerwerkowy show witający rok 2016 trwał 238 sekund i kosztował ponad 1,4 mln dol. Pokaz na przyjęcie roku 2017 ma ten sam budżet, ale po raz pierwszy będą to nie tylko sztuczne ognie, lecz także festiwal świateł. Jak informują organizatorzy, całe przedstawienie będzie nosiło tytuł „Rozświetlmy Tajwan”, a kolorem w nim dominującym ma być złoty, czyli barwa uważana w kulturze chińskiej za przynoszącą szczęście, a przede wszystkim fortunę. W noc sylwestrową przed budynkiem Taipei 101 spodziewanych jest 1,5 mln osób.

Fajerwerki rozświetlą niebo w wielu miejscach Azji, m.in. w Hongkongu, Singapurze, Seulu czy Pekinie. Nic w tym dziwnego, gdyż to właśnie na tym kontynencie, a dokładnie w Chinach, odbył się w XII w. pierwszy pokaz sztucznych ogni. W racach używano wówczas zwykłego prochu. Ale fajerwerki były znane w Chinach już wcześniej. Około 206 r. p.n.e., w czasach dynastii Han, prażono bambusy, aby wywołać huk, który miał odstraszyć złe duchy. Zwyczaj odpalania fajerwerków i petard w celu odstraszenia nieprzychylnych mocy jest nadal żywy m.in. na Tajwanie i w Chinach w okresie chińskiego Nowego Roku. W 2017 r. rozpocznie się on 28 stycznia.

Hanabi to japońskie określenie fajerwerków, będące połączeniem słów „kwiat” i „ogień”. Jednak witanie nowego roku za pomocą głośnych „ognistych kwiatów” nie jest zwyczajem szczególnie popularnym w Kraju Kwitnącej Wiśni. Atmosfera sylwestrowa bardziej przypomina tu nasze święta Bożego Narodzenia. Jest to więc czas poświęcany rodzinie i pełen wyciszenia.

Przygotowania do obchodów Nowego Roku zaczynają się w Japonii od susu-harai, czyli porządków domowych. Dopiero do czystego domu można zaprosić bóstwa (tradycyjną religią w Japonii jest sinto) poprzez ustawienie przy drzwiach ozdób z sosny i bambusa (kadomastu) oraz przygotowanie darów, głównie michi (lepkiego ryżowego ciasta) i mandarynek, które w kulturach japońskiej i chińskiej symbolizują bogactwo.

W sylwestrową noc wszystkie japońskie świątynie buddyjskie dzwonią 108 razy. Japończycy wierzą, że 108 uderzeń w dzwon jest w stanie oczyścić ich z grzechów popełnionych poprzedniego roku. Jeszcze tej samej nocy i w kolejnych dniach Japończycy tłumnie odwiedzają lokalne świątynie i modlą się o pomyślność w nowym roku. Ceremoniał ten nosi nazwę hatsumode. W Japonii nadal wysyła się kartki noworoczne – nengajo – które dzięki staraniom poczty docierają do adresatów dokładnie 1 stycznia. Oczywiście muszą być wysłane odpowiednio wcześniej.

Japońska tradycja nakazuje, by w Nowy Rok obejrzeć wschód słońca. To wróży pomyślność na kolejne miesiące. Wierzy się, że modlitwa tego dnia przy wschodzącym słońcu ma szczególną moc. Oglądanie wschodu słońca w Nowy Rok to także zwyczaj praktykowany przez mieszkańców Korei Południowej. A najpopularniejszym sposobem takiego świętowania jest wybranie się w podróż do Jeongdongjin na wschodnim wybrzeżu Korei Południowej. To właśnie stąd rozciąga się najlepszy widok na wschód słońca w całym regionie.
Gazeta Polska Codziennie

Parlamentarzyści bezlitośni dla prezydent Park

W piątek parlament Korei Południowej zdecydował o odsunięciu od władzy prezydent Park Geun-hye. Jeśli Trybunał Konstytucyjny potwierdzi zgodność impeachmentu z prawem, wówczas konieczne będzie rozpisanie przedterminowych wyborów. Ewentualna wygrana kandydata lewicy może oznaczać zwrot Seulu ku Pekinowi i zwiększone kontakty dyplomatyczne z Koreą Północną.

Za odsunięciem od urzędu prezydent Park Geun-hye opowiedziało się 234 z 300 południowokoreańskich deputowanych, w tym spora część z jej konserwatywnej partii Saenuri. Teraz Trybunał Konstytucyjny musi w ciągu 180 dni zdecydować o zgodności impeachmentu z prawem. Na ten czas obowiązki szefa państwa przejął urzędujący premier Hwang Kyo-ahn. Jeśli sześciu z dziewięciu sędziów Trybunału podtrzyma decyzję o impeachmencie, Park odejdzie z urzędu i odbędą się wybory. Jeśli nie, będzie mogła dokończyć swoją kadencję i urzędować do lutego 2018 r.
U podstaw odwołania południowokoreańskiej głowy państwa leży afera z Choi Soon-sil – bliską przyjaciółką prezydent Park. Przywódczyni Korei Południowej wielokrotnie przekonywała, że dużo zawdzięcza Choi, która wspierała ją w najtrudniejszych momentach życia, m.in. w 1974 r., gdy północnokoreański agent zabił jej matkę oraz pięć lat później, kiedy to z rąk szefa wywiadu Korei Południowej zginął jej ojciec, prezydent Park Chung-hee. Pod koniec października br. na jaw wyszły informacje, że oprócz dodawania otuchy Choi Soon-sil doradzała prezydent Park Geun-hye w sprawach politycznych i mimo że nie wydano jej poświadczenia bezpieczeństwa, miała wgląd do tajnych państwowych dokumentów. Przyjaciółka pani prezydent miała również wykorzystywać swoje bliskie relacje z głową państwa, aby wpływać na nominacje w rządzie. W listopadzie Choi została aresztowana, a obecnie przeciwko niej prowadzone jest śledztwo, które ma wyjaśnić jej powiązania z prezydent.
Skandal dotyczący prezydent Park może przyczynić się do zmiany układu sił na scenie politycznej Korei Południowej oraz do zwycięstwa kandydat lewicy, sympatyzującej z Chinami, w ewentualnych wyborach prezydenckich. To za rządów Park Geun-hye podjęto decyzję o rozmieszczeniu do końca 2017 r. na terenie Korei Południowej elementów amerykańskiego systemu obrony antybalistycznej THAAD. Przeciwko temu planowi Waszyngtonu i Seulu ostro wypowiadał się Pekin, któremu wtórowała Moskwa i właśnie lewicowa opozycja w Korei Południowej.
W ubiegłej tygodniu amerykański Departament Stanu przyznał, że zmiana władzy w Seulu nie wpłynie na plany instalacji systemu THAAD. Jednak analitycy w Stanach Zjednoczonych ostrzegają, że Pekin może starać się wpłynąć na sytuację w Korei Południowej i skłonić obecną tamtejszą opozycję, by ta za wszelką cenę dążyła do wstrzymania współpracy militarnej Seulu z Waszyngtonem. Warto dodać, że na początku grudnia br. do Pekinu na spotkanie z chińskimi politykami przybyła delegacja socjalistycznej Partii Demokratycznej, głównej partii opozycyjnej w Korei Południowej.
Rozwój sytuacji w Seulu, zmierzającej do ewentualnego przejęcia władzy przez lewicę, jest na rękę również reżimowi Kim Dzong Una w Korei Północnej. Konserwatywna prezydent Park opowiadała się za sankcjami dla Pjongjangu, jeśli ten nie powstrzyma swojego programu nuklearnego. Południowokoreańska lewica ma w tej kwestii mniej radykalne stanowisko i wierzy w rozwiązanie problemu na drodze zintensyfikowania rozmów dyplomatycznych z Koreą Północną.
Gazeta Polska Codziennie

Afera po koreańsku

Na sobotę, 29 października, zapowiadana jest w Seulu duża (ma zgromadzić ok. 200 tys. Koreańczyków) demonstracja przeciwko prezydent Park Guen-hye. W ostatnich dniach odbyły się mniejsze protesty, których inicjatorami i głównymi uczestnikami byli młodzi ludzie domagający się ustąpienia prezydent Park. Tu nie sposób nie przypomnieć, że duże protesty w 2014 r. na Tajwanie (Rewolucja Słoneczników)  i w Hongkongu (Rewolucja Parasoli ) też zainicjowali studenci. Rewolucja Słoneczników przyniosła zmianę władzy na wyspie, a w Hongkongu nie byłoby dziś w Radzie Legislacyjnej deputowanych opowiadających się za niezależnością od Pekinu, gdyby nie protest 2 lata temu. Warto więc przyglądać się co przyniosą demonstracje w Seulu.
Przyczyną ogromnego niezadowolenia z Park Guen-hye jest tzw. afera Choi Soon-sil. Choi Soon-sil to przyjaciółka prezydent Park. Sama głowa państwa Korei Płd. mówi, że wiele zawdzięcza Choi, która wspierała ją w najtrudniejszych momentach jej życia  - gdy w 1974 r. północnokoreański agent zabił jej matkę i gdy 5 lat później szef wywiadu Korei Płd. (KCIA) zamordował jej ojca, prezydenta Park Chung-hee.
Kilka dni temu okazało się, że Choi Soon-sil nie tylko dodawała otuchy Park Guen-hye, ale że także po wyborze Park na prezydenta w 2013 r. doradzała jej w sprawach politycznych i mimo że nie wydano jej poświadczenia bezpieczeństwa miała wgląd do tajnych dokumentów. Choi miała także poprawiać, a nawet pisać ważne przemówienia Park.  Przyjaciółka pani prezydent miała  wykorzystywać swoje bliskie relacje z głową państwa, aby wpływać na nominacje w rządzie. Choi pomogła także w utworzeniu dwóch fundacji  (otrzymały one od odpowiednich organów zezwolenie na działalność w ciągu 24 godzin; normalnie cała procedura trwa kilka tygodni). Na kontach tych fundacji znalazły się duże sumy pieniędzy i pojawiły się oskarżenia, iż środki te wykorzystywano do wspierania ludzi powiązanych z prezydent Park.
Choi Soon-il przebywa obecnie w Niemczech, ale za pośrednictwem jednej z koreańskich gazet przyznała się tylko do tego, że miała dostęp do pewnych tajnych dokumentów. Przeprosiła za to Koreańczyków i prezydent. 
Prezydent Park tymczasem przeprosiła za to, że pozwoliła swojej przyjaciółce poprawiać przemówienia.
Całą sprawę bada już prokuratura, a Koreańczycy protestują i żądają dymisji Park Guen-hye.

Skandal przyćmił inną  ważną wiadomość dotyczącą Korei Płd - wznowienia rozmów Seulu z Tokio w sprawie wymiany informacji wywiadów wojskowych obu krajów. Porozumienie w tej sprawie ma być podpisane w ciągu roku.  W 2014 r. USA , Japonia i Korea Płd. podpisały memorandum dot. wymiany informacji wywiadowczych na temat potencjału wojskowego Korei Północnej.
W Seulu żyjącym aferą Choi Soon-il przestała też budzić emocje  informacja, iż prezydent Park  przedstawiła w tym tygodniu projekt poprawki do konstytucji, pozwalający na zniesienie limitu prezydenckich kadencji (liczbę kadencji głowy państwa ograniczyła do jednej nowelizacja konstytucji z 1987 roku). Na podoby krok zdobył się ojciec prezydent Park. Ponieważ wtedy konstytucja Korei uniemożliwiała trzykrotne ubieganie się o stanowisko prezydenta, Park Chung-hee wystąpił z propozycją jej zmiany. Wywołało to burzliwą debatę w parlamencie. Ten jednak uległ naciskom prezydenta i wprowadził stosowne zmiany. W 1971 r. Park-ojciec po raz trzeci został prezydentem. Jednak po początkowym poparciu, jego coraz bardziej autorytarne rządy zaczęły budzić opór w społeczeństwie. W kraju doszło do masowych demonstracji studenckich.
Dziś niezadowoleniu i demonstracjom musi stawić czoła jego córka, która obejmując urząd prezydenta z ramienia konserwatywnej partii Saenuri w 2013 r. przeprosiła za przestępstwa, dokonane przez reżim jej ojca.

_


-->

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...