Jaki jest naprawdę stosunek ludzi Dalekiego Wschodu do zwierząt? W Chinach z jednej strony rośnie liczba osób utrzymujących zwierzęta domowe, ale jednocześnie nadal w okrutny sposób zabija się tam i konsumuje psy. Tam także prowadzi się eksperymenty genetyczne na czworonogach. Japońskie kocie kawiarnie to też nie symbol miłości do zwierząt, lecz efekt odwrócenia się od drugiego człowieka.
Wraz z rozwojem chińskiej klasy średniej w Państwie Środka wzrasta liczba osób utrzymujących zwierzęta domowe. W 2006 r. w pekińskim Biurze Bezpieczeństwa Publicznego zarejestrowano około 534 tys. czworonogów, a w 2011 r. liczba ta wzrosła już do ponad miliona. W 2015 r. w całych Chinach zarejestrowano 100 mln zwierząt, co oznacza, że na mniej więcej 13 osób jedna jest właścicielem zwierzęcia domowego. W konsekwencji rośnie także zainteresowanie wystawami czworonogów – według Narodowego Centralnego Związku Kynologicznego w Chinach (NGKC) w 2015 r. organizacja ta przygotowała ponad 400 wystaw w całym kraju. Jeszcze w 2012 r. takich imprez było 200.
Wystawy psów vs festiwal okrucieństwa
Widząc to ogromne zainteresowanie czworonogami w Chinach Ludowych, Międzynarodowa Federacja Kynologiczna (FCI) zdecydowała o przyznaniu ChRL prawa do organizacji Światowej Wystawy Psów (WDS) w 2019 r. Ta decyzja wywoła jednak ogromne kontrowersje, bo choć z jednej strony może cieszyć fakt, iż w Państwie Środka jest coraz więcej miłośników czworonogów, to nie sposób przymknąć oczu na to, że to właśnie w tym kraju nadal ma miejsce inna impreza nazywana „festiwalem okrucieństwa”, czyli Festiwal Psiego Mięsa. To podczas niego zabija się co roku 10 tys. psów, aby serwować je jako przysmaki.
Festiwal Psiego Mięsa odbywa się w mieście Yulin w prowincji Shaanxi i można na nim obejrzeć okrutne sceny. Żywe psy wrzuca się do wrzątku, zdziera się z nich też skórę. Niektóre z czworonogów są rażone prądem. „Impreza” spotyka się z protestem milionów miłośników czworonogów na świecie. Co roku aktywiści próbują zablokować festiwal, a także wykupić zwierzęta przeznaczone na ubój.
W 2015 r. prawdziwą bohaterką stała się 65-letnia Yang Xiaoyun, emerytowana nauczycielka i właścicielka schroniska dla zwierząt w mieście Tianjin, która przemierzyła 2,4 tys. kilometrów, aby uratować psy w Yulin przed okrutną śmiercią. Za kwotę 7 tys. juanów (około 4,2 tys. zł) kupiła ona 100 czworonogów, które miały trafić na festiwalu do wrzątku.
Mimo że coraz więcej Chińczyków decyduje się opiekować czworonogami, to w Państwie Środka nadal nie brakuje amatorów psiego i kociego mięsa. Wierzą oni, że ma ono właściwości rozgrzewające i może leczyć impotencję. Liczy się także sposób przygotowania. Jak pisze na swoich stronach fundacja Animals Freedom (AM), mięso psa jest delikatniejsze, jeśli zwierzę było bite na śmierć. „Pies zostaje ogłuszony, ale nie na tyle, by stracił przytomność” – czytamy w dokumencie AM. Krótko mówiąc, Chińczycy uważają, że im pies więcej wycierpi, tym mięso lepiej smakuje. Fundacja Animals Freedom ostrzega także, że psie mięso dostępne jest w wielu chińskich supermarketach i na straganach.
Jill Robinson kierująca organizacją Animals Asia (AA) twierdzi, że „zdecydowana większość psów i kotów jest skradzionych, często zatrutych”, a więc ci, którzy decydują się na konsumpcję psiego i kociego mięsa w Chinach, ryzykują chorobą.
Chiny zajmują drugie miejsce w rankingu państw z największą liczbą przypadków wścieklizny. Epidemię SARS, która wybuchła na przełomie lat 2002 i 2003 w Chinach i rozprzestrzeniła się w wielu krajach na świecie, wywołał łaskun chiński, drapieżny ssak, który także jest przysmakiem w Państwie Środka.
Skandale z niebezpieczną żywnością w Chinach są niemal na porządku dziennym. 24 czerwca 2015 r. tamtejsze władze aresztowały gang przemytników, który sprowadzał głęboko mrożone mięso z Wietnamu do Chin. 100 tys. ton mięsa drobiowego, wołowego i wieprzowego o wartości 430 mln euro miało prawie 45 lat! Jak podaje dziennik „China Daily”, towar ten trafił do milionów Chińczyków, narażając ich na zarażenie się m.in. ptasią grypą i chorobą wściekłych krów.
Można skończyć z niechlubną tradycją
Chińczycy konsumujący psie mięso powołują się często na starożytną tradycję. W Chinach jedzono psy ponad 2 tys. lat temu. Jednak są państwa, takie jak choćby Tajwan, w których także jedzono psie mięso i argumentowano to tradycją, lecz w końcu podjęto walkę z tym zwyczajem. Władze i organizacje broniące praw zwierząt przeprowadziły kampanie edukacyjne, a w 1998 r. uchwalono na Tajwanie prawo zakazujące uboju psów i kotów pod konsumpcję. W zeszłym roku wyspa wprowadziła kary za jedzenie psów i kotów – od 1640 do 8200 dolarów. Prawodawca zakazał także ciągnięcia zwierząt na smyczy za samochodami i motocyklami, co niestety w wielu państwach w Azji nadal bywa formą ich „wyprowadzania na spacer”. Zwiększony został także czas, jaki w więzieniu spędzi osoba skazana za znęcanie się nad zwierzętami – teraz są to dwa lata oraz grzywna od 1600 do 65 500 dolarów. Władze planują także upublicznianie wizerunków osób skazanych z takich paragrafów.
Zmiany w tajwańskim prawie były możliwe m.in. dzięki wsparciu obecnej prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen, która jest miłośniczką zwierząt i właścicielką dwóch kotów. Dwa lat temu Tsai adoptowała także trzy psy przewodniki, które zakończyły pracę z niepełnosprawnymi ze względu na podeszły wiek.
Także w Hongkongu i Singapurze proceder konsumpcji psiego mięsa został zdelegalizowany w latach 50. ubiegłego wieku. Mieszkańcy Hongkongu są również coraz bardziej wyczuleni na krzywdę zwierząt. We wrześniu 2013 r. w grupie ponad tysiąca osób zgromadzili się pod siedzibą władz Hongkongu, domagając się egzekwowania prawa wobec osób maltretujących czworonogi. Protest odbył się po tym, jak w Internecie ukazały się zdjęcia 4-miesięcznego kota z odciętą łapką. Para odpowiedzialna za okaleczenie zwierzaka została najpierw aresztowana, ale zaraz potem wypuszczona, gdyż policja stwierdziła, że ma „za mało dowodów” na jej winę. W byłej kolonii brytyjskiej zgodnie z rozporządzeniem dotyczącym zapobiegania okrucieństwu wobec zwierząt każda osoba, która wyrządza krzywdę zwierzęciu, może spotkać się z maksymalną karą trzech lat pozbawienia wolności i grzywną w wysokości 200 tys. HKD (około 87 tys. zł).
Zabawa w Boga
Chiny mogą stać się centrum wystaw czworonogów, ale z pewnością są już areną eksperymentów genetycznych na czworonogach i klonowania zwierząt. W chińskich laboratoriach szybko mnożą się nowe gatunki psów, kóz, a nawet małp. Jednym z „cudów” wytworzonym przez genetyków z Shaanxi Provincial Engineering and Technology Research Center jest nowy gatunek silniejszej i dającej więcej wełny kozy. Zwierzę powstało w wyniku krzyżowania odpowiednich odmian, ale także poprzez bezpośrednie zmanipulowanie jego materiału genetycznego. Ojcem tego chińskiego projektu – sposobu na zwiększenie ilości mięsa i wełny – jest genetyk Lei Qu. Chińczycy zastosowali tu opracowaną w USA metodę CRISPR/Cas. Ta precyzyjna technologia wykorzystuje enzymy do dokładnego zlokalizowania i „wycinania” segmentów DNA, w procesie edycji DNA.
W tej chwili już dziesiątki instytutów naukowych i organizacji badawczych w Państwie Środka pracują nad rozwojem technologii CRISPR/Cas. Liangxue Lai z Instytutu Zdrowia i Medycyny w Guangzhou chwali komunistyczny rząd Chin, bo ten przeznacza „duże wsparcie na finansowanie projektu genetycznie modyfikowanych zwierząt, zarówno w dziedzinie biomedycyny, jak i rolnictwa” i dlatego w ojczyźnie Liangxue Lai powstają nie tylko ulepszone genetycznie kozy, lecz także psy, świnie i małpy. Pytany przez dziennikarza amerykańskiej stacji telewizyjnej CBS, czy nie jest to przypadkiem „zabawa w Boga”, Lai zaśmiał się i stwierdził, że w Chinach nie ma takich obaw. „Myślę, że zapobieganie chorobom to dobra rzecz. Jeśli możemy zmodyfikować niektóre choroby genetyczne, dlaczego po prostu tego nie zrobić? Wszystko zależy od tego, kto z tego korzysta, prawda?” – próbował tłumaczyć swoje stanowisko chiński naukowiec.
A obawy są ogromne, bo wraz z eksperymentami na zwierzętach pojawia się pokusa, by wykorzystać technologię dalej. Chiny są już pierwszym krajem, który opublikował badania na temat wykorzystania metody CRISPR/Cas w pracy nad ludzkimi embrionami. Na łamach internetowego magazynu Protein & Cell chiński zespół kierowany przez Junjiu Huanga z Uniwersytetu Sun-Jat-sena w Guangzhou szczegółowo opisał próby modyfikacji ludzkich embrionów pozyskanych z klinik leczących bezpłodność. Praca została odrzucona przez pisma „Nature” i „Science” m.in. z powodu zastrzeżeń natury etycznej.
Niezdrowa miłość zamiast
Podejście do braci mniejszych zmienia się na lepsze w krajach takich jak Tajwan czy Japonia. Czworonogi nie są tam już tylko siłą roboczą czy źródłem pożywienia. Ale pojawił się nowy problem – psy i koty zaczynają być traktowane jako coś zamiast drugiego człowieka – dziecka, przyjaciela. Dane opublikowane przez Japońskie Stowarzyszanie Producentów Karm dla Zwierząt Domowych mówią o tym, że w 2009 r. w Kraju Kwitnącej Wiśni było 23,3 mln zwierząt domowych i jednocześnie 17 mln dzieci poniżej 15. roku życia. Podczas gdy liczba zwierząt trzymanych w domach rośnie, Japonia od lat jest krajem o jednym z najniższych wskaźników urodzeń.
„Nie mam dzieci, ale naprawdę kocham moje dwa psy” – powiedziała brytyjskiej gazecie „Guardian” Toshiko Horikoshi, chirurg oczny z Tokio. Zwierzaki pani doktor mają swój własny pokój i projektanta strojów. W ich garderobie są m.in. kapelusze, sukienki i okulary. W stolicy Japonii można znaleźć wiele butików, w których osoby takie jakie Horikoshi mogą kupować najnowsze modele strojów dla swoich pupili.
Biznes zaspokajający potrzeby właścicieli zwierzaków w Japonii jest wart ponad 15 mld dolarów i obejmuje poza butikami także m.in. restauracje z żywnością dla smakoszy albo z organicznym jedzeniem, ośrodki spa i te prowadzące zajęcia jogi. Oczywiście wszystko dla psów i kotów!
„W japońskim społeczeństwie naprawdę trudno, aby kobieta miała dziecko i utrzymała pracę […] tak więc moja partnerka zdecydowała, że nie będzie miała dzieci i dlatego mamy psa” – tłumaczył dziennikarzom „The Guardian” Akiba pracujący jako kamerzysta.
Podobnie sytuacja wygląda na Tajwanie. „Niełatwo wychować dzieci; a psa musisz tylko żywić. Nie musisz zapewnić mu edukacji” – powiedział amerykańskiemu magazynowi „The Atlantic” jeden z wystawców na targach psów w 2013 r. w tajwańskim mieście Taichung.
Zarówno w Japonii, jak i już na Tajwanie, istnieją kocie kawiarenki. To miejsca, w których klienci płacą za godzinę, by pić kawę (lub czasami alkohol), odpoczywać, czytać mangi (popularny japoński komiks) i bawić się z kotami. Są to pomieszczenia tak zaprojektowane, poprzez starannie dobrane meble, oświetlenie, materiały do czytania i podkład muzyczny, by wywołać wrażenie przebywania we własnym mieszkaniu. Nic dziwnego, że takie kawiarenki znajdziemy głównie w centrach miast w Japonii, gdzie jest wysoki odsetek ludzi żyjących samotnie. Lorraine Plourde ze Stanowego Uniwersytetu Nowojorskiego w Purchase, naukowiec, która badała fenomen japońskich kocich kawiarni, nazywa je „miejscami, które mają leczyć” – leczyć z samotności.
O Japończykach często mówi się, że zamieniają się w „botchi-zoku”, czyli samotne plemię. Nie zakładają rodzin, nie rozwijają przyjaźni. Uciekają od ludzi, czasem jednak budzi się potrzeba towarzystwa drugiej żywej istoty i to pragnienie mają zaspokajać właśnie kocie restauracje.
Nowe Państwo
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Azja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Azja. Pokaż wszystkie posty
Tak minął miesiąc w Azji
Co działo się w minionym miesiącu na kontynencie azjatyckim? Poniżej prezentujemy omówienie wydarzeń, które niekoniecznie trafiają na pierwsze strony gazet, ale są ważne.Japonia
Nowym ministrem obrony Japonii została 57-letnia Tomomi Inada, prawnik i była deputowana. Inada, uważana za zaufaną współpracowniczkę premiera Shinzo Abe i jego prawdopodobną następczynię, znana jest także z kontrowersyjnych poglądów na wojenną przeszłość swojego kraju. Japońska polityk opowiadała się, tak jak premier Abe, za rewizją pacyfistycznej konstytucji Japonii, pisanej pod dyktando zwycięskich aliantów, ponadto regularnie odwiedza świątynię Yasukuni w Tokio, postrzeganą przez Chiny i Koreę Północną jako symbol dawnego japońskiego militaryzmu.Inada jest jedną z trojga deputowanych, którym w 2011 r., według nieoficjalnych doniesień, zakazano wjazdu do Korei Południowej. Było to związane z faktem, że japońscy parlamentarzyści zamierzali odwiedzić wyspy, do których oba kraje roszczą sobie pretensje.Gdy Tomomi Inada obejmowała stanowisko na początku sierpnia br., została zapytana przez dziennikarzy, czy przed II wojną światową Japonia wyzwoliła sąsiednie kraje, czy też dokonała na nie inwazji. Japońska polityk w odpowiedzi nie potępiła działań swojego kraju sprzed II wojny światowej i w czasie konfliktu, a jedynie stwierdziła, że „to, czy działania Japonii należy określać jako inwazję, zależy od punktu widzenia. Uważam, że nie do mnie należy komentowanie tej sprawy”.W przeszłości Inada negowała także fakt, iż w okresie wojny kobiety z terenów okupowanych przez Japonię, m.in. z Chin, Korei i Tajwanu, były wykorzystywane jako seksualne niewolnice przez japońskich żołnierzy.Eksperci uważają, że wybór nacjonalistki na stanowisko ministra obrony Japonii może zaostrzyć i tak napięte już stosunki z Chinami.Japonia i Chiny roszczą sobie prawa do wysp Senkaku na Morzu Wschodniochińskim. Sytuacja pogorszyła się, gdy w 2012 r. Tokio kupiło od prywatnego właściciela trzy z pięciu niezamieszkanych wysepek.W przyjętym 2 sierpnia br. przez władze w Tokio dorocznym raporcie na temat bezpieczeństwa stwierdzono, że niektóre działania Chin na Morzu Wschodniochińskim oraz Południowochińskim są „niebezpieczne i mogą prowadzić do nieprzewidywalnych sytuacji”. W raporcie wyliczono, że zeszłoroczne działania Chin na Morzu Wschodniochińskim zmusiły Japonię do alarmowego poderwania samolotów wojskowych ponad 570 razy. Odnotowano też przypadki znacznego zbliżania się, a nawet przekraczania przez chińskie okręty wojenne japońskich wód terytorialnych. Taka sytuacja miała też miejsce zaraz po opublikowaniu przez Tokio raportu dotyczącego bezpieczeństwa. Tylko w czasie jednego weekendu na początku sierpnia br. 14 jednostek należących do różnych służb chińskich, w tym straży przybrzeżnej, wpłynęło na wody terytorialne wokół spornych wysp Senkaku.
Więcej o Wietnamie, Korei Płn., Hongkongu w Nowym Państwie TUTAJ
Tak minął miesiąc w Azji
Co działo się w minionym miesiącu na kontynencie azjatyckim? Poniżej prezentujemy omówienie wydarzeń, które niekoniecznie trafiają na pierwsze strony gazet, ale są ważne.Hongkong
We wrześniu w Hongkongu odbędą się wybory do Rady Ustawodawczej (Legco), lokalnego parlamentu. Na dwa miesiące przed głosowaniem rząd w byłej kolonii brytyjskiej zażądał od kandydatów ubiegających się o stanowisko delegata Legco złożenia podpisu pod dokumentem stwierdzającym, że akceptują fakt, iż „Hongkong jest nieodłączną częścią Chin kontynentalnych”. Niezłożenie takiej deklaracji będzie jednoznaczne z wykluczeniem z walki wyborczej.
Do tej pory startujący w wyborach musieli wyrazić poparcie dla Prawa Podstawowego, czyli małej konstytucji, która obowiązuje od 1997 r. do 2047 r., a także złożyć zapewnienie wierności Hongkongowi.
Nowa wersja deklaracji składanej przez kandydatów przed wyborami spotyka się z ogromną krytyką. Uważa się, że władze w Hongkongu i Pekinie obawiają się, iż w byłej kolonii brytyjskiej, zwłaszcza wśród młodych osób, rosną nastroje niepodległościowe i zamierzają wykluczyć w ten sposób z udziału w wyborach polityków opowiadających się za pełną niezależnością Hongkongu od ChRL.
Law Yuk-kai, kierujący pozarządową organizacją Hong Kong Human Rights Monitor, uważa, że nowy wymóg władz wobec kandydatów jest „polityczną cenzurą i łamaniem zasady wolności myśli”.
Opowiadający się za niepodległością Hongkongu i startujący w wyborach do parlamentu Edward Leung Tin-kei stwierdził, że decyzję o tym, czy podpisze nową deklarację, podejmie po konsultacjach z prawnikami. „Gdybym musiał to podpisać, bo tylko w ten sposób zaakceptowano by moją nominację, to będę starać się o rewizję sądową w tej sprawie. Ale nadal będę głosić moje ideały na forach wyborczych, bo na to pozwala mi wolność wypowiedzi”.
Rada Ustawodawcza w Hongkongu liczy 70 osób i jej kadencja wynosi cztery lata. Połowa deputowanych wybierana jest przez okręgi funkcjonalne (grupy zawodowe), a pozostałych 35 deputowanych rekrutuje się z wyborów bezpośrednich w geograficznych okręgach wyborczych. Tegoroczne wybory do Rady Ustawodawczej odbędę się 4 września.
Więcej w Nowym Państwie TUTAJ
Tak bawią się w sylwestra wynalazcy fajerwerków
Mimo że dla Chińczyków najważniejszym świętem jest Chiński Nowy Rok (w 2016 r. będzie on obchodzony 8 lutego), jednak nie oznacza to, że w Chinach Ludowych, Hongkongu czy na Tajwanie nikt nie bawi się w sylwestra. Także dla Japończyków Nowy Rok to pełna tradycyjnych obrzędów okazja do rodzinnego świętowania.
W sylwestrową noc najważniejszym wydarzeniem dla mieszkańców Tajpej, Pekinu, Szanghaju czy Hongkongu są pokazy fajerwerków. Nie może być inaczej, skoro pierwszy znany pokaz sztucznych ogni zorganizowano na dworze cesarskim w Chinach w XII w.
Żegnają rok piosenką
Dzisiejsze pokazy organizowane w noc sylwestrowo-noworoczną są oczywiście dużo bardziej spektakularne. W stolicy Tajwanu, Tajpej, sztuczne ognie wystrzeliwane są z jednego z najwyższych budynków na świece (509 m) Taipei 101. To wydarzenie oglądają nie tylko dziesiątki tysięcy Tajwańczyków zgromadzonych wokół drapacza chmur, ale i miliony przed telewizorami. Fajerwerkowy show witający rok 2015 trwał 218 sekund, a zarządzający budynkiem Taipei 101 zapowiadają, że rok 2016 przywitany zostanie pokazem dłuższym o 20 do 50 sek. Cały pokaz będzie kosztował prawie 1,4 mln dol., a jego głównym motywem ma być natura – w trakcie przedstawienia mają się pojawić m.in. obrazy kwiatów i ryb. Co roku pokazowi fajerwerków towarzyszy też koncert, w którym biorą udział czołowe gwiazdy tajwańskiej muzyki pop.
Ostatniego dnia roku wielu Tajwańczyków i Japończyków całymi rodzinami ogląda kultowy programu muzyczny „Kohaku uta gassen”, nadawany przez japońską stację publiczną NHK. Jest to pojedynek najbardziej popularnych wokalistów minionego roku podzielonych na dwa zespoły: Białych (shirogumi) i Czerwonych (akagumi). Popularność tego widowiska na Tajwanie bierze się stąd, że Tajwan przez 50 lat (1895–1945) był kolonią japońską i wpływy kultury tego kraju są na wyspie nadal bardzo silne.
Wystrzałowa impreza
Spektakle światła i dźwięku to widowiska dostępne dla turystów i miejscowych w Hongkongu przez cały rok, ale sylwester w Hongkongu to niesamowite pokazy muzyki i pirotechniki. Nie przypadkiem więc Perła Orientu uważana jest za jedno z najlepszych miejsc do witania Nowego Roku. Pokaz fajerwerków nad cieśniną Victoria Harbour trwa tu osiem minut. Rok 2016 będzie witany sztucznymi ogniami wystrzeliwanymi z siedmiu drapaczy chmur, a całe widowisko będzie nosiło tytuł „Miłość i radość”. W trakcie pokazu na Hong Kong Exhibition and Convention Centre – jednej z najbardziej charakterystycznych budowli miasta, gdzie w nocy z 30 czerwca na 1 lipca 1997 r. odbyła się ceremonia przekazania władzy Chinom – ukażą się życzenia noworoczne w kilku językach.
Zabawa bez umiaru
Pokazy sztucznych ogni i laserowych świateł, a także wspólne odliczanie sekund starego roku i przywitanie Xin Nian (Nowego Roku) odbywa się także w wielu miastach w Chinach Ludowych. W tym roku władze Chin zapowiadają skromniejsze obchody i szczególne środki ostrożności, jako że zeszłoroczna zabawa sylwestrowa w Szanghaju zakończyła się tragedią. W centrum miasta 36 osób zginęło, a dziesiątki zostało ciężko rannych, gdy tysiące ludzi stratowało się nawzajem, próbując schwytać fałszywe dolary zrzucane z balkonu jednego z budynków.
Japończycy świętują z rodziną
Podczas gdy w Polsce odbywają się huczne zabawy sylwestrowe, a mieszkańcy Chin, Tajwanu i Hongkongu wyczekują pokazów fajerwerków, Nowy Rok w Japonii jest świętem rodzinnym, okresem zadumy i wyciszenia. Jego atmosfera jest bardzo bliska polskim świętom Bożego Narodzenia. Ale zanim Japończycy dostosowali się do kalendarza gregoriańskiego i zaczęli świętować Oshogatsu (Nowy Rok) 1 stycznia, to do 1873 r. świętowali Chiński Nowy Rok według kalendarza księżycowego.
Przygotowania do obchodów Nowego Roku zaczynają się w Japonii od susu-harai, czyli porządków domowych. Dopiero do czystego domu można zaprosić bóstwa (tradycyjną religią w Japonii jest shinto) poprzez ustawienie przy drzwiach ozdób z sosny i bambusa (kadomastu) oraz przygotowanie darów głównie michi (lepkiego ryżowego ciasta) i mandarynek, które w kulturach japońskiej i chińskiej symbolizują bogactwo.
W noc noworoczną wszystkie japońskie świątynie buddyjskie dzwonią 108 razy. Japończycy wierzą, że 108 uderzeń w dzwon jest w stanie oczyścić ich z grzechów popełnionych poprzedniego roku.
Noc sylwestrową Japończycy świętują w gronie rodziny, jedząc gryczany makaron (soba). Jego długie nitki mają zapewnić długie życie. A zamiast szampana jest sake, czyli wódka ryżowa.
Tradycja japońska nakazuje, aby w pierwszy dzień nowego roku obejrzeć wschód słońca. To wróży pomyślność na cały rok. Jest też czas na wspólny rodziny posiłek. Kosztuje się wtedy osechi-ryori, czyli tradycyjnych noworocznych potraw ułożonych w specjalnych pojemnikach na jedzenie (jubako). Są tu m.in. pasta ze słodkich ziemniaków, kalmary, gotowane grzyby shitake, słodka czarna fasola, ikra śledzia i wiele innych.
2 stycznia odbywa się ceremonia na dworze cesarskim Genshisai. Wtedy to w obecności cesarza tańczony jest taniec gagaku. Muzyka gagaku grana jest przez muzyków należących do Departamentu Muzycznego Pałacu Cesarskiego i jest uznawana za wartość kultury narodowej Japonii.
Gazeta Polska Codziennie
W sylwestrową noc najważniejszym wydarzeniem dla mieszkańców Tajpej, Pekinu, Szanghaju czy Hongkongu są pokazy fajerwerków. Nie może być inaczej, skoro pierwszy znany pokaz sztucznych ogni zorganizowano na dworze cesarskim w Chinach w XII w.
Żegnają rok piosenką
Dzisiejsze pokazy organizowane w noc sylwestrowo-noworoczną są oczywiście dużo bardziej spektakularne. W stolicy Tajwanu, Tajpej, sztuczne ognie wystrzeliwane są z jednego z najwyższych budynków na świece (509 m) Taipei 101. To wydarzenie oglądają nie tylko dziesiątki tysięcy Tajwańczyków zgromadzonych wokół drapacza chmur, ale i miliony przed telewizorami. Fajerwerkowy show witający rok 2015 trwał 218 sekund, a zarządzający budynkiem Taipei 101 zapowiadają, że rok 2016 przywitany zostanie pokazem dłuższym o 20 do 50 sek. Cały pokaz będzie kosztował prawie 1,4 mln dol., a jego głównym motywem ma być natura – w trakcie przedstawienia mają się pojawić m.in. obrazy kwiatów i ryb. Co roku pokazowi fajerwerków towarzyszy też koncert, w którym biorą udział czołowe gwiazdy tajwańskiej muzyki pop.
Ostatniego dnia roku wielu Tajwańczyków i Japończyków całymi rodzinami ogląda kultowy programu muzyczny „Kohaku uta gassen”, nadawany przez japońską stację publiczną NHK. Jest to pojedynek najbardziej popularnych wokalistów minionego roku podzielonych na dwa zespoły: Białych (shirogumi) i Czerwonych (akagumi). Popularność tego widowiska na Tajwanie bierze się stąd, że Tajwan przez 50 lat (1895–1945) był kolonią japońską i wpływy kultury tego kraju są na wyspie nadal bardzo silne.
Wystrzałowa impreza
Spektakle światła i dźwięku to widowiska dostępne dla turystów i miejscowych w Hongkongu przez cały rok, ale sylwester w Hongkongu to niesamowite pokazy muzyki i pirotechniki. Nie przypadkiem więc Perła Orientu uważana jest za jedno z najlepszych miejsc do witania Nowego Roku. Pokaz fajerwerków nad cieśniną Victoria Harbour trwa tu osiem minut. Rok 2016 będzie witany sztucznymi ogniami wystrzeliwanymi z siedmiu drapaczy chmur, a całe widowisko będzie nosiło tytuł „Miłość i radość”. W trakcie pokazu na Hong Kong Exhibition and Convention Centre – jednej z najbardziej charakterystycznych budowli miasta, gdzie w nocy z 30 czerwca na 1 lipca 1997 r. odbyła się ceremonia przekazania władzy Chinom – ukażą się życzenia noworoczne w kilku językach.
Zabawa bez umiaru
Pokazy sztucznych ogni i laserowych świateł, a także wspólne odliczanie sekund starego roku i przywitanie Xin Nian (Nowego Roku) odbywa się także w wielu miastach w Chinach Ludowych. W tym roku władze Chin zapowiadają skromniejsze obchody i szczególne środki ostrożności, jako że zeszłoroczna zabawa sylwestrowa w Szanghaju zakończyła się tragedią. W centrum miasta 36 osób zginęło, a dziesiątki zostało ciężko rannych, gdy tysiące ludzi stratowało się nawzajem, próbując schwytać fałszywe dolary zrzucane z balkonu jednego z budynków.
Japończycy świętują z rodziną
Podczas gdy w Polsce odbywają się huczne zabawy sylwestrowe, a mieszkańcy Chin, Tajwanu i Hongkongu wyczekują pokazów fajerwerków, Nowy Rok w Japonii jest świętem rodzinnym, okresem zadumy i wyciszenia. Jego atmosfera jest bardzo bliska polskim świętom Bożego Narodzenia. Ale zanim Japończycy dostosowali się do kalendarza gregoriańskiego i zaczęli świętować Oshogatsu (Nowy Rok) 1 stycznia, to do 1873 r. świętowali Chiński Nowy Rok według kalendarza księżycowego.
Przygotowania do obchodów Nowego Roku zaczynają się w Japonii od susu-harai, czyli porządków domowych. Dopiero do czystego domu można zaprosić bóstwa (tradycyjną religią w Japonii jest shinto) poprzez ustawienie przy drzwiach ozdób z sosny i bambusa (kadomastu) oraz przygotowanie darów głównie michi (lepkiego ryżowego ciasta) i mandarynek, które w kulturach japońskiej i chińskiej symbolizują bogactwo.
W noc noworoczną wszystkie japońskie świątynie buddyjskie dzwonią 108 razy. Japończycy wierzą, że 108 uderzeń w dzwon jest w stanie oczyścić ich z grzechów popełnionych poprzedniego roku.
Noc sylwestrową Japończycy świętują w gronie rodziny, jedząc gryczany makaron (soba). Jego długie nitki mają zapewnić długie życie. A zamiast szampana jest sake, czyli wódka ryżowa.
Tradycja japońska nakazuje, aby w pierwszy dzień nowego roku obejrzeć wschód słońca. To wróży pomyślność na cały rok. Jest też czas na wspólny rodziny posiłek. Kosztuje się wtedy osechi-ryori, czyli tradycyjnych noworocznych potraw ułożonych w specjalnych pojemnikach na jedzenie (jubako). Są tu m.in. pasta ze słodkich ziemniaków, kalmary, gotowane grzyby shitake, słodka czarna fasola, ikra śledzia i wiele innych.
2 stycznia odbywa się ceremonia na dworze cesarskim Genshisai. Wtedy to w obecności cesarza tańczony jest taniec gagaku. Muzyka gagaku grana jest przez muzyków należących do Departamentu Muzycznego Pałacu Cesarskiego i jest uznawana za wartość kultury narodowej Japonii.
Gazeta Polska Codziennie
Gdy wygląd staje się obsesją
Pod koniec października br. tajwańskie media obiegła wiadomość, że 33-letnia kobieta postanowiła procesować się z jedną z lokalnych klinik wykonujących operacje plastyczne. Powód? Chirurg odmówił jej korekty nosa
Według Lee Chiu-henga, jednego z czołowych chirurgów plastycznych na wyspie, Tajwanki – jak wiele Azjatek – cierpią na kakofobię, czyli lęk przed brzydotą. Cierpiący na tę chorobę nie są w stanie zaakceptować samych siebie i dlatego dokonują wielokrotnych zmian w swoim wyglądzie. Doktor Lee uważa, że chirurdzy plastyczni, którzy zaobserwują u swoich pacjentek takie psychologiczne problemy, powinni odwieść je od zamiaru operacji. Niestety, w Azji operacje estetyczne to kwitnący biznes – w samej Korei Południowej jest on wart ponad 5 mld USD. Fakt obsesji Azjatek na punkcie wyglądu sprytnie wykorzystują też firmy kosmetyczne, które zarabiają krocie na produkcji preparatów wybielających wytwarzanych specjalnie na rynek Dalekiego Wschodu. Z reklam tych kosmetyków czerpią też korzyści zachodnie gwiazdy.
Piękna jak gwiazda Hollywoodu
W czołówce krajów, w których wykonuje się najwięcej operacji plastycznych, są Chiny, Japonia i Korea Południowa. Rośnie też z roku na rok liczba zabiegów na Tajwanie i w Wietnamie. Przeciętnie jedna na pięć Koreanek dokonuje operacji kosmetycznych. Dla porównania – w Stanach Zjednoczonych proporcja ta wynosi 1 na 20. Podczas gdy dla Amerykanek czy Europejek zabiegi estetyczne mogą być środkiem służącym do optycznego odmłodzenia, dla Azjatek celem procedury jest zmiana wyglądu na bardziej zbliżony do zachodnich gwiazd filmowych. Wietnamka Danielle Ho od dziecka wzrastała w przekonaniu, że posiadanie rysów typowych dla urody zachodniej, takich jak załamania w powiece (dla większości Azjatek stanem naturalnym jest powieka pojedyncza, czyli bez widocznego zagłębienia nad okiem) czy dłuższy mostek nosa to ideał piękna. Gdy Danielle miała 15 lat, mama zaproponowała jej, aby poddała się operacji zmieniającej kształt nosa. Takich historii są tysiące. Dr Anthony Youn, Amerykanin koreańskiego pochodzenia, jest znanym chirurgiem plastycznym pracującym w Detroit. W swojej książce pt. „Szwy” opisuje, jak zjawiła się w jego klinice 50-letnia Koreanka z córką i zażądała „zrobienia czegoś z jej brzydką twarzą”. – Musi pan poprawić jej nos i powieki – kontynuowała matka. Lekarz spojrzał na nastolatkę. – Jane, a co ty o tym myślisz? Czego ty chcesz? – zapytał. Zdumiony usłyszał: – Cokolwiek powie mama.
Biała za wszelką cenę
Ale nie tylko w modzie na operacje plastyczne objawia się obsesja, aby wyglądać jak kobieta z Zachodu. Ideałem piękna jest jasna cera. Na Dalekim Wschodzie panuje przekonanie, że biała skóra jest symbolem wysokiego statusu społecznego, bogactwa, bo osoby, które są biedne i muszą ciężej pracować, są bardziej narażone na słońce. Nic więc dziwnego, że w lecie na ulicach Tajpej czy Pekinu wszystkie panie dzierżą parasole ochraniające je przed promieniami słonecznymi. Pomysł opalania się jest odbierany jako szaleństwo. W sklepach półki z kosmetykami uginają się od różnego rodzaju preparatów wybielających. Znalezienie zwykłego kremu nawilżającego stwarza czasem nie lada trudności. Na liście producentów kosmetyków wybielających znajdują się nie tylko azjatyckie firmy, ale także luksusowe marki zachodnie.Lei Zhang z amerykańskiego Uniwersytetu Duke w stanie Karolina Północna w swojej pracy pt. „Eurocentryczne ideały piękna jako forma przemocy strukturalnej” opisuje, jak po 16-godzinnym locie z USA do Chin pierwszą rzeczą, jaką ujrzała na lotnisku w Pekinie, był plakat z Emmą Watson, aktorką znaną z filmu „Harry Potter”, reklamującą serię kosmetyków wybielających. Na te produkty skusi się wiele Azjatek. Zrobią wszystko, aby uzyskać jasny, porcelanowy odcień skóry, zupełnie nie biorąc pod uwagę szkodliwości takich kremów. W owych wybielaczach jest bowiem hydrochinon, blokujący melaninę, pigment. Efektem może być podrażnienie skóry, świąd, z czasem ciemne plamy, które niełatwo usunąć. W Europie jego stosowanie jest ograniczone, ponieważ zwiększa ryzyko powstawania nowotworów.
Lepsza praca i mąż na bank
Czym kierują się matki z Dalekiego Wschodu, oddające swoje nastoletnie córki pod skalpel? Wiele z nich traktuje operację plastyczną jak inwestycję, która zapewni sukces w przyszłości: lepszą pracę i męża. W artykule Wen Hua pt. „Bycie pięknym to prawdziwy kapitał – operacje plastyczne w Chinach”, opublikowanym przez „Asian Anthropology”, czasopismo Chińskiego Uniwersytetu w Hongkongu, opisana jest historia Jing Wang, która przez kilka miesięcy nie mogła znaleźć pracy. Chinka pożyczyła więc pieniądze od znajomych i poddała się zabiegowi korekty powiek i rhinoplastyce (korekcie kształtu nosa). Jing Wang argumentowała konieczność operacji tym, że musiała się wyróżniać. – To jest era piękna. Bycie urodziwym to prawdziwy kapitał – stwierdziła Wang. Z kolei matka 18-letniej Xiao Juan zafundowała córce w nagrodę za zdane egzaminy na uczelnię korektę powiek, bo jak twierdzi, „ładny wygląd to zdecydowanie konieczny element do zdobycia pracy na pełnym rywalizacji rynku”. Ta szalona konkurencja powoduje, że w Państwie Środka dość częste są przypadki odrzucenia kandydatek ubiegających się o pracę ze względu na niski wzrost – poniżej 158 cm. Chinki decydują się więc na długi i bolesny zabieg wydłużania nóg, chociaż jest on w ChRL-u zakazany ze względu na duże ryzyko kalectwa. Polega on na łamaniu kości i noszeniu przez pół roku ortopedycznego stelażu. Tragedia i farsa
Obsesja, aby być piękną za wszelką cenę, może się skończyć tragicznie. W zeszłym roku głośny był przypadek młodziutkiej Chinki, uczennicy szkoły średniej, która w trakcie operacji poprawiania powiek i nosa zapadła w śpiączkę. Śledztwo wykazało, że zabiegu dokonywali niewykwalifikowani lekarze, a klinika była nastawiona wyłącznie na zysk. Niekiedy rezultaty operacji plastycznych bywają komiczne. Często zdarza się, że Chinki, które udały się do Korei Południowej na zabieg upiększający, w drodze powrotnej są zatrzymywane na granicy, bo zupełnie nie przypominają osoby z paszportowego zdjęcia.
Gazeta Polska
Według Lee Chiu-henga, jednego z czołowych chirurgów plastycznych na wyspie, Tajwanki – jak wiele Azjatek – cierpią na kakofobię, czyli lęk przed brzydotą. Cierpiący na tę chorobę nie są w stanie zaakceptować samych siebie i dlatego dokonują wielokrotnych zmian w swoim wyglądzie. Doktor Lee uważa, że chirurdzy plastyczni, którzy zaobserwują u swoich pacjentek takie psychologiczne problemy, powinni odwieść je od zamiaru operacji. Niestety, w Azji operacje estetyczne to kwitnący biznes – w samej Korei Południowej jest on wart ponad 5 mld USD. Fakt obsesji Azjatek na punkcie wyglądu sprytnie wykorzystują też firmy kosmetyczne, które zarabiają krocie na produkcji preparatów wybielających wytwarzanych specjalnie na rynek Dalekiego Wschodu. Z reklam tych kosmetyków czerpią też korzyści zachodnie gwiazdy.
Piękna jak gwiazda Hollywoodu
W czołówce krajów, w których wykonuje się najwięcej operacji plastycznych, są Chiny, Japonia i Korea Południowa. Rośnie też z roku na rok liczba zabiegów na Tajwanie i w Wietnamie. Przeciętnie jedna na pięć Koreanek dokonuje operacji kosmetycznych. Dla porównania – w Stanach Zjednoczonych proporcja ta wynosi 1 na 20. Podczas gdy dla Amerykanek czy Europejek zabiegi estetyczne mogą być środkiem służącym do optycznego odmłodzenia, dla Azjatek celem procedury jest zmiana wyglądu na bardziej zbliżony do zachodnich gwiazd filmowych. Wietnamka Danielle Ho od dziecka wzrastała w przekonaniu, że posiadanie rysów typowych dla urody zachodniej, takich jak załamania w powiece (dla większości Azjatek stanem naturalnym jest powieka pojedyncza, czyli bez widocznego zagłębienia nad okiem) czy dłuższy mostek nosa to ideał piękna. Gdy Danielle miała 15 lat, mama zaproponowała jej, aby poddała się operacji zmieniającej kształt nosa. Takich historii są tysiące. Dr Anthony Youn, Amerykanin koreańskiego pochodzenia, jest znanym chirurgiem plastycznym pracującym w Detroit. W swojej książce pt. „Szwy” opisuje, jak zjawiła się w jego klinice 50-letnia Koreanka z córką i zażądała „zrobienia czegoś z jej brzydką twarzą”. – Musi pan poprawić jej nos i powieki – kontynuowała matka. Lekarz spojrzał na nastolatkę. – Jane, a co ty o tym myślisz? Czego ty chcesz? – zapytał. Zdumiony usłyszał: – Cokolwiek powie mama.
Biała za wszelką cenę
Ale nie tylko w modzie na operacje plastyczne objawia się obsesja, aby wyglądać jak kobieta z Zachodu. Ideałem piękna jest jasna cera. Na Dalekim Wschodzie panuje przekonanie, że biała skóra jest symbolem wysokiego statusu społecznego, bogactwa, bo osoby, które są biedne i muszą ciężej pracować, są bardziej narażone na słońce. Nic więc dziwnego, że w lecie na ulicach Tajpej czy Pekinu wszystkie panie dzierżą parasole ochraniające je przed promieniami słonecznymi. Pomysł opalania się jest odbierany jako szaleństwo. W sklepach półki z kosmetykami uginają się od różnego rodzaju preparatów wybielających. Znalezienie zwykłego kremu nawilżającego stwarza czasem nie lada trudności. Na liście producentów kosmetyków wybielających znajdują się nie tylko azjatyckie firmy, ale także luksusowe marki zachodnie.Lei Zhang z amerykańskiego Uniwersytetu Duke w stanie Karolina Północna w swojej pracy pt. „Eurocentryczne ideały piękna jako forma przemocy strukturalnej” opisuje, jak po 16-godzinnym locie z USA do Chin pierwszą rzeczą, jaką ujrzała na lotnisku w Pekinie, był plakat z Emmą Watson, aktorką znaną z filmu „Harry Potter”, reklamującą serię kosmetyków wybielających. Na te produkty skusi się wiele Azjatek. Zrobią wszystko, aby uzyskać jasny, porcelanowy odcień skóry, zupełnie nie biorąc pod uwagę szkodliwości takich kremów. W owych wybielaczach jest bowiem hydrochinon, blokujący melaninę, pigment. Efektem może być podrażnienie skóry, świąd, z czasem ciemne plamy, które niełatwo usunąć. W Europie jego stosowanie jest ograniczone, ponieważ zwiększa ryzyko powstawania nowotworów.
Lepsza praca i mąż na bank
Czym kierują się matki z Dalekiego Wschodu, oddające swoje nastoletnie córki pod skalpel? Wiele z nich traktuje operację plastyczną jak inwestycję, która zapewni sukces w przyszłości: lepszą pracę i męża. W artykule Wen Hua pt. „Bycie pięknym to prawdziwy kapitał – operacje plastyczne w Chinach”, opublikowanym przez „Asian Anthropology”, czasopismo Chińskiego Uniwersytetu w Hongkongu, opisana jest historia Jing Wang, która przez kilka miesięcy nie mogła znaleźć pracy. Chinka pożyczyła więc pieniądze od znajomych i poddała się zabiegowi korekty powiek i rhinoplastyce (korekcie kształtu nosa). Jing Wang argumentowała konieczność operacji tym, że musiała się wyróżniać. – To jest era piękna. Bycie urodziwym to prawdziwy kapitał – stwierdziła Wang. Z kolei matka 18-letniej Xiao Juan zafundowała córce w nagrodę za zdane egzaminy na uczelnię korektę powiek, bo jak twierdzi, „ładny wygląd to zdecydowanie konieczny element do zdobycia pracy na pełnym rywalizacji rynku”. Ta szalona konkurencja powoduje, że w Państwie Środka dość częste są przypadki odrzucenia kandydatek ubiegających się o pracę ze względu na niski wzrost – poniżej 158 cm. Chinki decydują się więc na długi i bolesny zabieg wydłużania nóg, chociaż jest on w ChRL-u zakazany ze względu na duże ryzyko kalectwa. Polega on na łamaniu kości i noszeniu przez pół roku ortopedycznego stelażu. Tragedia i farsa
Obsesja, aby być piękną za wszelką cenę, może się skończyć tragicznie. W zeszłym roku głośny był przypadek młodziutkiej Chinki, uczennicy szkoły średniej, która w trakcie operacji poprawiania powiek i nosa zapadła w śpiączkę. Śledztwo wykazało, że zabiegu dokonywali niewykwalifikowani lekarze, a klinika była nastawiona wyłącznie na zysk. Niekiedy rezultaty operacji plastycznych bywają komiczne. Często zdarza się, że Chinki, które udały się do Korei Południowej na zabieg upiększający, w drodze powrotnej są zatrzymywane na granicy, bo zupełnie nie przypominają osoby z paszportowego zdjęcia.
Gazeta Polska
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza
W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...
-
W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...
-
Na Tajwanie głośno zrobiło się o relacji, którą trudno czytać bez wstrząsu. Tajwanka występująca pod pseudonimem „MG" opowiedziała w em...
-
Dziś mija dokładnie rok od chwili, gdy Karol Nawrocki złożył przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym. Kancelaria Prezydenta podsumowuje ten ...

