Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instytut Konfucjusza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instytut Konfucjusza. Pokaż wszystkie posty

“Nowa era” czyli polsko –chińskie pogłębianie


Nowy ambasador ChRL w Polsce, Liu Guangyuan, popełnił artykuł na łamach “Rzeczpospolitej”. Dowiadujemy się z niego, że po partnerstwie strategicznym z okresu Komorowskiego i wszechstronnym partnerstwie strategicznym, czyli kontynuacji przez Dudę polityki rządów PO/PSL wobec komunistycznych Chin, mamy “nową erę” w stosunkach polsko-chińskich. To jeszcze nie "nowa era socjalizmu z chińską charakterystyką", że zacytuję dożywotniego prezydenta Xi Jinpinga, ale wszystko przed nami.
Nowy pan ambassador o ciekawym życiorysie mówi co jest priorytetem w jego działaniach w Polsce - "pogłębianie zaufania politycznego”. Brzmi super – “pogłębianie” z chińskimi komunistami.
Skoro rozpoczęła się właśnie prezydencja Polski w Radzie Bezpieczeństwa ONZ (RB ONZ), a 30 kwietnia prezydent Duda przyjął specjalnego wysłannika Xi Jinpinga, Guo Shengkuna, to pogłębianie ma sens. Taka mała uwaga, która pomoże zrozumieć w jakim kierunku może iść owo pogłębianie w czasie naszej prezydentury: Chiny na forum RB ONZ nigdy nie wetują rezolucji samodzielnie; z reguły wspólnie z Rosją. Nigdy nie sami, no chyba że są to rezolucje dotyczące Tajwanu, który to nasz sojusznik, USA, a dokładnie ludzie z ekipy Trumpa są gotowi widzieć w ONZ czy w organizacjach, które działają pod egidą ONZ, a czemu sprzeciwia się nasz wszechstronny partner strategiczny, Chiny.
Ale wróćmy do artykułu p. ambasadora. Jest tam o partnerstwie handlowym (nie ma o naszym rosnącym deficycie w handlu z ChRL….no ale nie można mieć wszystkiego, zwłaszcza ze strony komunistów) i o wspaniałym rozwoju w Polsce takich firm jak Huawei i Liugong. Za tę pierwszą, założoną przez byłego oficera Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, bierze się teraz Trump. Zdaniem ekspertów Komunistyczna Partia Chin wpompowała miliardy dolarów w Huawei, a chińska agencja szpiegowska ma swoją siedzibę w głównym biurze firmy.
Druga firma, Liugong, w 2011 roku  kupiła za 300 mln zł producenta maszyn budowlanych ze Stalowej Woli. Pieniądze z tej transakcji miały służyć rządowi PO do ratowania zbrojeniowej część zakładów Huta Stalowa Wola.
Gdy podpisywano umowę z Chińczykami, ówczesny prezes Huty Stalowa Wola a dziś “ekspert” zespołu śledczego PO do spraw zagrożeń bezpieczeństwa państwa, Krzysztof Trofniak miał powiedzieć: „Szampan jeszcze nigdy nie smakował mi tak dobrze”. Chińczycy zapewnili, że nie będzie redukcji zatrudnienia, i że w Stalowej Woli powstanie centrum badawczo-rozwojowe, które będzie specjalizować w innowacjach dla przemysłu maszyn budowlanych. Nie muszę chyba dodawać że zwolnienia były, a centrum badawczo-rozwojowe nie powstało. Ale uwaga! Dzięki Liugong powstanie inne centrum.
30 kwietnia br. doszło w Stalowej Woli do spotkania przedstawicieli miasta, starostwa powiatowego, placówek oświatowych, biblioteki i “gości z Chin”. Cel zlotu to utworzenie przy wsparciu firmy Liugong i Instytutu  Konfucjusza  Centrum Języka i Kultury Chińskiej"LiuGong"
I znów instytucja powiązana z chińską agenturą - Instytut Konfucjusza (IK). Właśnie ze względu działalność propagandową i agenturalną IK, coraz więcej uczelni w USA rezygnuje ze współpracy z tą instytucją. Jest ona widziana jako zagrożenie dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Amerykańscy kongresmani pracują obecnie nad ustawą, która uzna IK jako agenta zagranicznego. Status taki mają min. Sputnik i RT.   
W Polsce na utworzenie IK na uczelni nie zgodził się Uniwersytet Warszawski. Dzięki projekcjom filmu pt. “W Imię Konfucjusza w reżyserii urodzonej w Chinach, Doris Liu (projekcjom organizowanym w naszym kraju przez telewizję i kluby Idź Pod Prąd) coraz więcej osób zdaje sobie sprawę jakim zagrożeniem jest IK. Instytut Konfucjusza zaczyna być logo ze skazą i pewnie chińscy towarzysze pracują nad nową marką.
Centrum Języka i Kultury Chińskiej "LiuGong" to całkiem dobry początek tej pracy. Dobry początek, "nowa era", a ja tylko zakończę pytaniem: gdzie są nasze służby?

Waszyngton przeciwko chińskiej propagandzie

W wyniku działań dezinformacyjnych Pekin przekonał wiele środowisk w USA, że Chiny nie są zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych. Amerykańscy politycy apelują o podjęcie zdecydowanych kroków przeciwko chińskiej agenturze wpływu, obecnej m.in. na uczelniach.

13 lutego na posiedzeniu Komisji ds. Wywiadu Senatu USA dyrektor FBI Christopher Wray stwierdził, że zagrożeniem dla USA są nie tylko chińskie władze, lecz także chińskie społeczeństwo. Szef FBI mówił m.in. o „niekonwencjonalnych źródłach szpiegowskich” wykorzystywanych przez Pekin i dodał, że tzw. kolekcjonerzy – czyli osoby zbierające dane wywiadowcze w imieniu agencji lub rządów – przeniknęli do amerykańskich uczelni. Wśród takich agentów są m.in. profesorowie, naukowcy i studenci. – Mamy otwarte środowisko badawczo-rozwojowe. My to szanujemy, inni wykorzystują – ostrzegł Wray. Dyrektor FBI przyznał, że biuro bada dziesiątki Instytutów Konfucjusza (IK) w Stanach Zjednoczonych w związku z obawami, że są one częścią tajnych operacji wywiadowczych i wpływów komunistycznych Chin.

Kilka dni temu na zagrożenie ze strony chińskich instytutów zwrócił uwagę republikański senator Marco Rubio. Wystosował on list do pięciu uczelni na Florydzie i wezwał je do zerwania współpracy z instytutami. „Biorąc pod uwagę agresywną kampanię ze strony Chin, mającą na celu infiltrację amerykańskich sal lekcyjnych, dławienie swobody badań i blokowanie wolności wypowiedzi zarówno w kraju, jak i za granicą, namawiam do rozważenia wypowiedzenia umowy Instytutom Konfucjusza” – czytamy w liście Rubio. Na apel odpowiedział już Uniwersytet Zachodniej Florydy, który nie przedłuży umowy o współpracy z IK, wygasającej w maju br. Także Uniwersytet Południowej Florydy ogłosił, że rozpoczął przegląd swojej dotychczasowej współpracy z chińskim Ministerstwem Edukacji. Wcześniej współpracę z IK zakończyły już m.in. Uniwersytet Chicagowski i Uniwersytet Stanowy Pensylwanii.

Obecnie w USA działa ponad 100 Instytutów Konfucjusza na publicznych i prywatnych uniwersytetach, a nawet w szkołach średnich. Kilkaset tzw. klas konfucjańskich prowadzi zajęcia z chińskiego w szkołach podstawowych i średnich w całym kraju. Jednostki pozostają pod ścisłą kontrolą chińskich władz. – Według statutu IK jego centrala (Hanban) jest zarządzana przez radę, w której ponad 20 członków to albo wiceministrowie chińskiego rządu, albo wysocy rangą urzędnicy w różnych departamentach partii komunistycznej. Przewodniczący rady jest jednym z 25 czołowych członków Biura Politycznego Komunistycznej Partii Chin. Wszystkie IK są zatwierdzane i nadzorowane przez Hanban, który bezpośrednio podlega chińskiemu Ministerstwu Edukacji. Tak więc IK są w rzeczywistości kontrolowane przez Komunistyczną Partię Chin – opisuje w rozmowie z „Codzienną” Doris Liu, reżyserka filmu „W imię Konfucjusza”.

Amerykański ekspert ds. bezpieczeństwa i dziennikarz „The Washington Free Beacon” Bill Gertz stwierdził, że brak wyczulenia w wielu środowiskach na zagrożenie ze strony komunistycznych Chin jest wynikiem działań dezinformacyjnych prowadzonych przez Pekin. Gertz powołuje się na własne doświadczenia z końca lat 90. Będąc wtedy na jednym ze spotkań informacyjnych w Pentagonie, w rozmowie z ówczesnym dyrektorem Agencji Wywiadowczej Departamentu Obrony usłyszał, że „Chiny nie są zagrożeniem”. Gertz zapytał, skąd u jego rozmówcy takie przekonanie. – Przecież sami Chińczycy mówią, że nie są zagrożeniem – padła odpowiedź. Gertz zrozumiał wtedy, że to jest właśnie dowód na dezinformacyjne działania ChRL.
Gazeta Polska Codziennie

Edukacja pod okiem Komunistycznej Partii Chin

WYWIAD Z reżyser filmu „W imię Konfucjusza” o Instytutach Konfucjusza DORIS LIU rozmawia HANNA SHEN


Według statutu Instytutu Konfucjusza jego centrala jest zarządzana przez radę, z której ponad 20 członków to albo wiceministrowie chińskiego rządu, albo wysocy rangą urzędnicy w różnych departamentach partii komunistycznej. A przewodniczący rady jest jednym z 25 czołowych członków Biura Politycznego Komunistycznej Partii Chin (KPCh) – mówi Doris Liu.

Dlaczego zrobiła Pani film o Instytutach Konfucjusza (IK)?

Jako chińska imigrantka mieszkająca w Kanadzie w naturalny sposób byłam zainteresowana wszystkim, co dotyczy relacji chińsko-kanadyjskich, i Kanadyjczykami chińskiego pochodzenia.

W Chinach byłam nauczycielką uniwersytecką, a w Kanadzie studiowałam pedagogikę. Rozumiem, jak ważną rolę odgrywa edukacja w każdym społeczeństwie, a zwłaszcza edukacja wyższa. Wolność akademicka i uczciwość to najważniejsze wartości w procesie edukacji. Gdy są one zagrożone, całe społeczeństwo jest zagrożone.

Kiedy przeczytałam artykuł o tym, że Uniwersytet McMaster w Kanadzie zamknął Instytut Konfucjusza, ponieważ IK stosuje dyskryminacyjne praktyki przy zatrudnianiu nauczycieli – co spotkało jedną z chińskich wykładowczyń Sonię Zhano – ten temat od razu mnie zainteresował. Zwłaszcza osobista opowieść Sonii.

Wtedy naprawdę jeszcze nie wiedziałam, czym jest Instytut Konfucjusza, chociaż znałam go z nazwy i myślałam, że chodzi tam o naukę języka i edukację kulturalną. Już po krótkim wyszukiwaniu w Google znalazłam mnóstwo artykułów na temat kontrowersji, jakie wzbudzają IK. To mnie zaskoczyło. Postanowiłam zrobić film dokumentalny, żeby dowiedzieć się, czym są IK.

Dla wielu Polaków to po prostu instytucje nauczające języka chińskiego za rozsądną cenę. A czego Pani się dowiedziała, robiąc swój film? Czym są Instytuty Konfucjusza?

To, co z IK przeszły Uniwersytet McMaster i Sonia Zhao, incydenty w innych miejscach na świecie, a także moje własne badania, przekonały mnie, że program Instytutu nie jest tak „dobroczynny”, jak się wydaje. W parze z nauką chińskiego idą: dyskryminacja członków ruchu Falun Gong i wszystkich osób mających odmienne poglądy niż chiński rząd, naruszanie wolności akademickiej w instytucjach goszczących IK, komunistyczna propaganda, cenzura i autocenzura pewnych tematów, które komunistyczny rząd w Pekinie uważa za zakazane, a nawet działania szpiegowskie.

Jaką rolę w promowaniu IK w innych krajach, m.in. w Polsce, odgrywają komunistyczne władze Chin?

Według statusu IK jego centrala (zwana Hanban) jest zarządzana przez radę, z której ponad 20 członków to albo wiceministrowie chińskiego rządu, albo wysocy rangą urzędnicy w różnych departamentach partii komunistycznej.

A przewodniczący rady jest jednym z 25 czołowych członków Biura Politycznego Komunistycznej Partii Chin. Wszystkie IK są zatwierdzane i nadzorowane przez Hanban, który bezpośrednio podlega chińskiemu ministerstwu edukacji. Tak więc IK są w rzeczywistości kontrolowane przez Komunistyczną Partię Chin.

Aby zachęcić zagraniczne uniwersytety i szkoły do tego, by otworzyły u siebie IK, chiński rząd zapewnia tym uczelniom wsparcie finansowe (zwykle od 100 do 150 tys. dol. rocznie i pieniądze na rozpoczęcie działalności IK), nauczycieli i materiały do nauczania w IK. Władze ChRL‑u wydały ponad 2 mld dol. na IK od 2004 r.

Gdy na zagranicznych uczelniach czy w szkołach powstaną IK, instytucje te wchodzą w bliższe relacje z komunistycznym rządem Chin, który będzie zapraszał władze uczelni, nauczycieli i studentów do Chin, a tam zagraniczni goście będą często podejmowani bardzo wystawnie. Komunistyczny rząd wysyła także bezpłatnie chińskie grupy muzyczne i taneczne, filmy i naukowców na uczelnie, które goszczą w swoich murach IK.

Dodatkowo IK pomagają uczelniom, na których się znajdują, rekrutować więcej studentów z Chin, którzy stanowią teraz dominującą grupę wśród zagranicznych studentów na świecie.

Polska premiera Pani filmu odbyła się na początku września w Lublinie i była zorganizowana przez telewizję Idź pod Prąd i fundację Nowa Epoka. Po projekcji była dyskusja z Pani udziałem dzięki połączeniu przez Skype’a. Wówczas wspomniała Pani, że komunistyczny Pekin nie wpuścił Pani do Chin. Czy często władze ChRL‑u w taki sposób karzą ludzi, którzy mają odwagę mówić prawdę o komunistycznym reżimie?

Mój ojciec bardzo poważnie zachorował w 2011 r., więc udałam się do chińskiego konsulatu w Toronto, by ubiegać się o wizę. Urzędnik przyjął moje dokumenty i wyznaczył datę odbioru wizy. Ale kiedy przyszedł termin, powiedziano mi, że wiza nie jest jeszcze gotowa. Nie podano żadnej innej daty. Kilka dni później odebrałam telefon z konsulatu w Toronto. Urzędniczka powiedziała, że musi sprawdzić moje dane i zapytała mnie, co robię w Kanadzie, co robiłam w Chinach i czy popełniłam jakieś wykroczenia w ChRL‑u. Powiedziałam jej, że gdybym dokonała jakiegoś przestępstwa w Chinach, to nie mogłabym otrzymać od policji zaświadczenia o niekaralności, a tym bardziej emigrować do Kanady. A gdybym złamała prawo w Kanadzie, to w ambasadzie już by o tym wiedziano. Urzędniczka nie odpowiedziała, czy dostanę wizę. Ostatecznie mi jej nie przyznano. Mój ojciec umarł rok później, a mnie przy nim nie było.

Chiński rząd bardzo często stosuje takie metody, by ukarać tych, którzy go krytykują, pokazują prawdę, którą władze ChRL‑u chcą ukryć. I spotyka to zarówno Chińczyków, jak i obcokrajowców. Wśród osób, które dotknęły takie działania, można wymienić znanego amerykańskiego sinologa Perry’ego Linka, Kanadyjkę chińskiego pochodzenia i dziennikarkę Sheng Xue, która występuje w moim filmie. Wielu naukowców zajmujących się Chinami coraz częściej staje przed dylematem: mówić prawdę i nie być wpuszczonym do Chin (a takie wyjazdy są ważne w wypadku badań i studiów), czy po prostu przemilczać pewne tematy i dostać wizę. Wielu wybiera bardziej pragmatyczne rozwiązanie: autocenzurę.

======================================================================
Instytut Konfucjusza (IK)

Światowa historia IK rozpoczęła się w 2004 r., gdy pilotażową instytucję utworzono w Taszkiencie, a pierwszy IK kilka miesięcy później w Seulu. Od tej pory podobne instytucje zaczęły być tworzone przy uczelniach w różnych częściach świata, m.in. w USA, Kanadzie, Australii, Niemczech, Singapurze, Zimbabwe, Rwandzie.

Oficjalnie IK mają propagować kulturę i język chiński oraz rozwijać międzynarodową współpracę kulturalną i działania na rzecz przyjaznych stosunków między krajami. Jednak coraz więcej naukowców i działaczy na rzecz praw człowieka uważa, że aktywność IK zakłada także łamanie zasad, które przez lata wypracowały zachodnie państwa, m.in. niezależność akademicką i swobodę wypowiedzi. Z tego powodu współpracę z IK w 2013 r. zerwał kanadyjski Uniwersytet McMaster. Na podobny krok zdecydowały się też m.in. amerykańskie University of Chicago i Penn State University, a także uniwersytety w Sztokholmie w Szwecji i w Lyonie we Francji. W Polsce IK działają na UJ, UAM, Politechnice Opolskiej, Uniwersytecie Gdańskim i Uniwersytecie Wrocławskim. „Codzienna” zapytała władze wszystkich Instytutów w Polsce, czy są świadome zależności IK od komunistycznych władz Chin. Otrzymaliśmy jedynie zapewnienie, że nie odnotowano „prób ingerencji ze strony chińskiej”. Uniwersytet Warszawski poinformował nas, że uczelnia nie planuje utworzenia IK, choć wcześniej były takie zamiary.

Film o Instytutach Konfucjusza już wkrótce w Polsce

Na razie zwiastun po polsku...a niedługo cały film o Instytutach Konfucjusza, koniu trojańskim KPCh . IK wchodzą do Polski więc WARTO OBEJRZEĆ!!!

Umowy uczelni z Chinami

Na Tajwanie pojawiają się żądania by tutejsze uczelnie upubliczniły umowy jakie zawierają z Chinami dot. programów wymiany studentów. W ostatnich tygodniach wyszło na jaw, że niektóre z tajwańskich uczelni podpisały porozumienia, w których zobowiązano się nie poruszać na zajęciach wrażliwych kwestii politycznych, a także usunąć z materiałów wszelkie odniesienia do koncepcji "jedne Chiny, jeden Tajwan".
Jest to jeden z przykładów jak Pekin może ograniczać wolność akademicką w innych krajach. Czas na publikację umów podpisywanych przez polskie uczelnie z Chinami, a zwłaszcza z Instytutem Konfucjusza.

Uczelnie, wywiad, Chiny


W materiale jaki ukazał się 24 lutego, Fox News opisuje jak działająca na terenie USA uczelnia powiązana z chińską armią prawdopodobnie przekazywała reżimowi ChRL dane dotyczące amerykańskich żołnierzy.
Chodzi o University of Management and Technology (UMT), który znajduje się w Rosslyn w stanie Virginia, ok. 7 km od Pentagonu. Uczelnia powstała w 1998 r. i ma także filię w Pekinie. W ciągu ostatnich 5 lat miało ją ukończyć 5 tys. studentów. Uniwersytet szczególnie chlubi się tymi kursantami, którzy “stacjonują w amerykańskich bazach wojskowych na całym świecie”.
Już kilka lat temu szkole zaczęły przyglądać się  FBI, Pentagon, Departament Sprawiedliwości, Federalna Agencja Imigracyjno-Celna i Kryminalne Biuro Śledcze Marynarki Wojennej (NCIS).
W 2012 r. FBI weszło do domu rektor uczelni Yanping Chen Frame (64 l.) i jej męża J. Davidsona Frame, dziekana UMT.
W młodości Yanping Chen była oficerem Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej(ChALW). Do USA przybyła z córką w 1987 r. i studiowała na Uniwersytecie Jerzego Waszyngtona. Miała stypendium od władz chińskich. Gdy ubiegała się o obywatelstwo USA na pytanie czy była członkiem partii komunistycznej albo czy miała jakieś związki z totalitarnym reżimem, odpowiedziała że nie. Wiadomo także że jej ojciec, Chen Bin, był generałem ChALW.
W rozmowie z agentami FBI córka Yanping Chen, która także pracuje na UMT, przyznała że “zleceniodawcy” mieli dostęp do danych dotyczących studentów uczelni, w tym także żołnierzy. Rektor Chen była szczególnie zainteresowana bazą lotniczą Wright-Patterson w Ohio i innymi bazami w centrum kraju. Chciała stamtąd pozyskiwać studentów, a tym samym informacje o jednostkach. Pomimo wszystkich tych doniesień, UMT cały czas otrzymuje dotacje z Departamentu Obrony. W 2014 r. uczelnia i departament podpisały protokół ustaleń, według którego szkoła będzie je otrzymywać do 2019 r. Po interwencji Fox News rzecznik Pentagonu, Laura Ochoa, stwierdziła że  w związku z pozyskanymi informacjami sprawa dotacji zostanie ponownie rozpatrzona. FBI nie wypowiedziało się w sprawie, a NCIS odmówiła komentarza ze względu na nadal toczące się śledztwo”.
Fox News ma wrócić do sprawy.

Jest to ciekawy przykład tego jak władze Chin po przez środowisko akademickie prowadzą działalność wywiadowczą. Warto o tym pamiętać teraz gdy obecne władze naszego kraju, a zwłaszcza minister Gowin, tak bardzo otwierają się na współpracę z chińskimi uczelniami, ale zupełnie nie zdają sobie sprawy z istniejących już zagrożeń. Kilka miesięcy temu zadałam pytanie Ministerstwu  Nauki i Szkolnictwa Wyższego  czy w związku z rozszerzającą się działalnością na polskich uczelniach Instytutów Konfucjusza (jednostek kontrolowanych przez komunistyczne władze Chin), ministerstwo jest świadome, że coraz więcej uczelni na Zachodzie albo alarmuje, że Instytuty Konfucjusza (IK) ograniczają wolność studentów oraz pracowników naukowych do zadawania pytań lub wypowiadania się na tematy drażliwe dla władz Chińskiej Republiki Ludowej, np. dotyczące praw człowieka czy sytuacji w Tybecie, albo po prostu rezygnuje z dalszej współpracy z IK. Otrzymałam wtedy odpowiedź, że “do ministerstwa nie dotarły informacje o tego typu sytuacjach”. Niestety totalna ignorancja. A tymczasem wiadomo że sprawa jest poważna, bo na przykład w czasie Światowych Dni Młodzieży w Polsce pielgrzymów z Chin, Tajwanu i Hongkongu inwigilowali chińscy agenci, którzy na co dzień pracujący w chińskich instytucjach kulturalnych lub w chińskich firmach w naszym kraju.




NIE dla Instytutu Konfucjusza przy UW


W przyszłym roku przy Uniwersytecie Warszawskim ma zostać powołany Instytut Konfucjusza.
To instutucja propagandowa, finansowana przez rząd Chińskiej Republiki Ludowej, która jest zagrożeniem dla swobody badań naukowych i konstruowania treści dydaktycznych. Instytuty Konfucjusza na całym świecie służą blokowaniu w dyskursie akademickim tematow niewygodnych dla władz ChRL, takich jak prawa człowieka, sytuacja w Tybecie, Tajwan czy Tiananmen.

Więcej na temat zagrożeń, jakie niesie za sobą funkcjonowanie Instytutu Konfucjusza:
http://protectacademicfreedom.org/

Takie instytuty funkcjonują już przy Uniwersytecie Jagiellońskim i przy Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, skutecznie ograniczając wolność słowa wśród studentów i pracowników naukowych.

Wszystkie osoby, które nie zgadzają się na dobrowolne ograniczanie własnej autonomii przez Uniwersytet Warszawski zachęcam do napisania maila do rektora.

Jeśli nie macie czasu na napisanie maila własnymi słowami, możecie wykorzystać treść listu, który wysłałam do sekretariatu rektora. Treść listu poniżej.

Zasypmy rektora mailami, zachęcajmy do tego samego znajomych.
Kto wie, może taka oddolna akcja wpłynie przynajmniej na negocjajce między UW a Instytutem Konfucjusza.

_______________________________________________
rektor@adm.uw.edu.pl


Jego Magnificencja
Prof. Marcin Pałys
Rektor Uniwersytetu Warszawskiego


Szanowny Panie Rektorze,

Jestem bardzo zaniepokojona informacją o planowanym na przyszły rok otwarciu przy Uniwersytecie Warszawskim Instytutu Konfucjusza. Niesie ono w moim odczuciu zagrożenie dla autonomii Uniwersytetu Warszawskiego. Istnieją liczne, doskonale udokumentowane przypadki, w których Instytuty Konfucjusza funkcjonujące przy uczelniach wyższych stanowiły zagrożenie dla swobody wypowiedzi, między innymi poprzez ograniczanie tematów badań naukowych i zawartości materiałów dydaktycznych dotyczących takich tematów jak prawa człowieka w Chinach, sytuacja w Tybecie, tematów związanych z Tajwanem czy Tiananmen.

Z tego względu będę wdzięczna jeśli odniesie się Pan do następujących pytań dotyczących planowanej współpracy między Uniwersytetem Warszawskim a Instytutem Konfucjusza.

1. Czy usunięty został z umowy podpisanej między Uniwersytetem Warszawskim a Instytutem Konfucjusza art. 5 stanowiący, iż działania Instytutu Konfucjusza muszą być zgodne ze zwyczajami, przepisami prawa i innymi zasadami Chińskiej Republiki Ludowej?

2. Czy umowa o współpracy zawiera jakiekolwiek artykuły umożliwiające stronie chińskiej wpływanie na decyzje dotyczące jakości nauczania oraz swobody dyskusji akademickiej?

3. Jakie kroki zostały podjęte w kierunku zapewnienia wolności słowa gwarantowanej przez polskie prawo, w kontekście podpisania umowy z Instytutem Konfucjusza?

4. Jakie kroki zostałyby podjęte w sytuacji, w której ograniczana będzie wolność studentów oraz pracowników naukowych do zadawania pytań lub wypowiadania się na tematy drażliwe dla władz Chińskiej Republiki Ludowej, np. dotyczące praw człowieka czy sytuacji w Tybecie?

Będę z niecierpliwością czekać na Pańską odpowiedź,


Z wyrazami szacunku

Promocja marksizmu na polskich uczelniach

Uniwersytet Warszawski zamierza podpisać umowę o otwarciu filii Instytutu Konfucjusza, będącej częścią tzw. miękkiej siły Partii Komunistycznej Chin. Instytucja, ze współpracy z którą wycofuje się coraz więcej krajów, z powodzeniem rozwija się w Polsce.
Po masakrze na placu Niebiańskiego Spokoju w 1989 r. komunistyczne władze Chin Ludowych robiły wszystko, aby ocieplić swój wizerunek za granicą. Jeden z chińskich think-tanków zasugerował wówczas prezydentowi Hu Jintao, aby władze położyły nacisk na chińską kulturę. Tak narodził się pomysł stworzenia Instytutów Konfucjusza zarządzanych przez Chińskie Biuro Międzynarodowej Promocji Języka Chińskiego (Hanban), które znowu jest pod ścisłą kontrolą władz.
Często porównuje się Instytut Konfucjusza do Instytutu Francuskiego, British Council czy niemieckiego Instytutu Goethego, których działalność sponsorują rządy krajów, reprezentowanych przez te instytucje. Państwa te płacą za wynajem biur w budynkach komercyjnych. Instytut Konfucjusza działa inaczej. Zakłada swoje siedziby na czołowych uniwersytetach zagranicznych, przez co staje się częścią instytucji naukowej danego kraju. Jak uważa była australijska dyplomatka, a obecnie wykładowczyni na Wydziale Studiów nad Chinami na Uniwersytecie Sydney, prof. Jocelyn Chey, właśnie taki układ pozwala władzom chińskim mieć bezpośredni wpływ na program danej uczelni i kierunek rozwoju studiów nad Chinami. – Nie muszę wyjaśniać, dlaczego wśród oferowanych wykładów nie będzie nic na temat wolności religijnej w Chinach, niepodległości Tajwanu czy Tybetu – mówi „Codziennej” profesor Chey.
Jeden z najwybitniejszych żyjących intelektualistów chińskich prof. Yuan Hongbing, który wykłada prawo na uczelniach w Chinach i przyjaźni się z obecnym prezydentem Chin Xi Jinpingiem, a także premierem Li Keqiangiem, a dziś jako dysydent mieszka na Tajwanie, mówi otwarcie: „Instytuty Konfucjusza to Konfucjusz przybrany w szaty marksizmu”.
Coraz więcej uczelni na świecie wycofuje się ze współpracy z Instytutem Konfucjusza. W 2013 r. Kanadyjski McMaster University ogłosił, że zamyka funkcjonujący na uczelni chiński Instytut Konfucjusza ze względu na sposób, w jaki strona chińska rekrutuje mających pracować w nim nauczycieli. Uczelnia otrzymała informacje od samych wykładowców, że zanim otrzymają oni pracę w Instytucie i zgodę na wyjazd z Chin za granicę, muszą zobowiązać się np. do dostarczania informacji na temat innych nauczycieli czy studentów, a także podpisać dokument stwierdzający, że nie przyłączą się do prześladowanego w Chinach ruchu propagującego tradycyjną chińską dyscyplinę doskonalenia za pomocą ćwiczeń i medytacji Falun Gong.
W zeszłym roku Komitet ds. Wolności Akademickiej i Zatrudnienia Amerykańskiego Stowarzyszenia Profesorów Uniwersyteckich (AAUP) w specjalnie przygotowanym raporcie nt. Instytutów Konfucjusza pisze, że „Instytuty działają jako agenda państwa chińskiego i pozwala im się na ignorowanie wolności akademickiej”.
W Polsce Instytut Konfucjusza już działa na Uniwersytecie Jagiellońskim, na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, na Uniwersytecie Wrocławskim oraz na Politechnice Opolskiej. Władze Uniwersytetu Warszawskiego podpisały w kwietniu br. list intencyjny, po którym może nastąpić podpisanie z władzami w Pekinie właściwej umowy o utworzeniu warszawskiego oddziału Instytutu.
Gazeta Polska Codziennie

Kanada wyrzuca chińskich agentów

Kanadyjski McMaster University ogłosił, że zamyka funkcjonujący na uczelni chiński Instytut Konfucjusza ze względu na sposób, w jaki strona chińska rekrutuje mających pracować w Instytucie nauczycieli.
Uczelnia otrzymała informacje od samych wykładowców, że zanim otrzymają oni pracę w Instytucie i zgodę na wyjazd za granicę, muszą zobowiązać się np. do dostarczania informacji na temat innych nauczycieli czy studentów, a także podpisać dokument stwierdzający, że nie przyłączą się do prześladowanego w Chinach ruchu Falun Gong. Władze McMaster stoją na stanowisku, że skoro Instytut Konfucjusza działa na kanadyjskim uniwersytecie, mogą się pojawić sugestie, że uczelnia popiera takie praktyki. Tak jednak nie jest i dlatego McMaster University musi zakończyć współpracę z Instytutem Konfucjusza.
Komunistyczne Chiny przez dziesięciolecia robiły co mogły, aby zniszczyć konfucjanizm, a teraz za jego pomocą pragną ocieplić swój wizerunek na świecie. Takie rozwiązanie podsunął kilka lat temu prezydentowi Hu Jintao jeden z chińskich think-tanków, sugerując położenie nacisku na wykorzystanie kultury do promocji komunistycznej ideologii. Dlatego powołano Instytut Konfucjusza, który nie tyle propaguje konfucjanizm, co służy partii. Instytut jest zarządzany przez Chińskie Biuro Międzynarodowej Promocji Języka Chińskiego (Hanban) będące pod ścisłą kontrolą partii komunistycznej. Często porównuje się Instytut Konfucjusza do Instytutu Francuskiego, British Council czy niemieckiego Instytutu Goethego, których działalność sponsorują rządy reprezentowanych przez te instytucje krajów. Państwa te płacą za wynajem biur instytutów w budynkach komercyjnych. Nie dochodzi więc do „przenikania się” owych instytucji z lokalnymi organizacjami. Nie ma żadnego rodzaju zależności pomiędzy instytutami a np. uczelniami w danym kraju. Instytut Konfucjusza działa inaczej. Zakłada swoje siedziby na czołowych uniwersytetach zagranicznych, przez co staje się częścią instytucji naukowej danego państwa. Jak uważa była australijska dyplomatka, a obecnie wykładowca na Wydziale Studiów nad Chinami na Uniwersytecie Sydney prof. Jocelyn Chey, właśnie taki układ pozwala władzom chińskim mieć bezpośredni wpływ na program danej uczelni i kierunek rozwoju studiów nad Chinami. Bliskie związki Instytutu Konfucjusza i lokalnych uczelni są też niepokojące ze względu na zatrudnianą tam kadrę z Państwa Środka. Większość tamtejszych studentów i naukowców przed wyjazdem np. do USA musi odbyć „spotkanie” z przedstawicielem chińskiej służby wywiadowczej. Z reguły wyjeżdżający nie są zmuszani do szpiegowania, ale mają bacznie się rozglądać i „przywozić wszystko, co uznają za użyteczne dla ojczyzny”.
Instytut Konfucjusza działa także na polskich uczelniach. W 2006 r. powstała jego placówka na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W 2008 r. uruchomione zostały jeszcze trzy: na Politechnice Opolskiej, Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i Uniwersytecie Wrocławskim.
GPCodziennie

Instytut Konfucjusza - chiński urok czy ukryty Mao?

Po masakrze na Placu Niebiańskiego Spokoju w 1989 roku komunistyczne władze Chin Ludowych robiły wszystko, aby ocieplić swój wizerunek zagranicą. Jeden z chińskich think tanków zasugerował wówczas prezydentowi Hu Jinatao, aby władze położyły nacisk na chińską kulturę. W ciągu swojej historii Państwo Środka było najeżdżane przez inne narody, jednak kultura chińska nie straciła na swojej wielkości. Skoro jest ona tak silna - dedukowali naukowcy think tanku - trzeba ją wykorzystać do promocji komunistycznej ideologii. Można więc na przykład otworzyć Instytut Konfucjusza, który nie tyle będzie propagował idee tego myśliciela, co będzie służył partii. I tak dziś Komunistyczna Partia Chin Ludowych umacnia swoje wpływy w świecie przedstawiając się jako spadkobierczyni konfucjanizmu, który wcześniej zniszczyła. Joshua Kurlantzick, autor książki „Urokliwa ofensywa – jak chińska polityka miękkiej siły zmienia świat”, określa tę strategię jako jedną z bardziej udanych taktyk zastosowanych przez chińskich komunistów. Zachód wydaje się być oczarowany tą chińską polityką soft power, mimo że ChRL były i są nadal krajem laogai (obozów pracy - chińskich gułagów). Krajem, w którym nie ma wolności słowa i są prześladowani chrześcijanie.
Otwarcie każdego z Instytutu Konfucjusza przebiega mniej więcej tak samo: mówi się długo i dużo o chińskiej kulturze, chińskich dynastiach, kaligrafii, malarstwie, cytuje się Konfucjusza. Ani słowa o komunizmie i Mao.
Dziennikarze, jak urzędnicy
Chińczycy działają jednak wielowymiarowo. W ostatnich latach Pekin wysłał w świat ponad 2 tysiące nauczycieli języka chińskiego i zreformował swoją służbę dyplomatyczną (ponad połowa chińskiego korpusu dyplomatycznego to ludzie poniżej 35. roku życia, kształceni zagranicą, znający świetnie języki i mający już wyrobione kontakty, choćby w środowiskach akademickich w danym kraju). Ważnym narzędziem są media więc i te musiano dostosować. Nie jest to już toporna propaganda Radia Pekin. Dokonano modernizacji chińskiej agencji prasowej Xinhua, na którą powołują się dzisiaj czołowe wydania gazet czy wiadomości telewizyjnych na świecie, tak jak powołują się na Reutersa. Problem polega na tym, że Xinhua to nadal podlega Radzie Państwowej, najwyższemu organowi władzy wykonawczej ChRL, a dziennikarze pracujący dla Xinhua regularnie biorą udział w szkoleniach ideologicznych i podlegają takiej samej indoktrynacji jak inni zwykli urzędnicy państwowi. Renmin Ribao (Dziennik Ludowy), gazeta Komunistycznej Partii Chin Ludowych, ma dziś wydania w kilku językach m. in. angielskiej, francuskiej i hiszpańskiej. Centralna Telewizja Chińska (CCTV), stacja państwowa, zatrudniła zagranicznych dziennikarzy, a widzowie w Azji mogą dziś w satelicie oglądać najnowsze wydania wiadomości przygotowane przez reporterów tej stacji.
Cel? Uniwersytety
Instytuty Konfucjusza są jednak bardzo ważnym narzędziem polityki miękkiej siły. Chińskie Biuro Międzynarodowej Promocji Języka Chińskiego (Hanban), które nimi zarządza są pod ścisłą kontrolą władz. Często porównuje się Instytut Konfucjusza do Instytutu Francuskiego, British Council czy niemieckiego Instytutu Goethego, których działalność sponsorują rządy krajów, które te instytucje reprezentują. Państwa te płacą za wynajem biur Instytutów w budynkach komercyjnych. Nie dochodzi więc do „przenikania się” owych instytucji z lokalnymi organizacjami. Nie ma żadnego rodzaju zależności pomiędzy instytutami a na przykład uczelniami w danym kraju. Instytut Konfucjusza działa inaczej. Zakłada swoje siedziby na czołowych uniwersytetach zagranicznych, przez co staje się częścią instytucji naukowej danego kraju. Jak uważa była australijska dyplomatka a obecnie wykładowca na wydziale Studiów nad Chinami na Uniwersytecie Sydney, prof. Jocelyn Chey, właśnie taki układ pozwala władzom chińskim mieć bezpośredni wpływ na program danej uczelni i kierunek rozwoju studiów nad Chinami. „Nie muszę wyjaśniać dlaczego wśród oferowanych wykładów nie będzie nic na temat wolności religijnej w Chinach, niepodległości Tajwanu czy Tybetu”, powiedziała mi w rozmowie telefonicznej profesor Chey. Do 2010 roku ma powstać kilkaset Instytutów Konfucjusza na całym świecie. W 2006 roku utworzono pierwszy Instytut w Polsce, w Krakowie, na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 2008 roku otwarto trzy następne Instytuty: w Opolu na Politechnice Opolskiej, w Poznaniu na Uniwersytecie Adama Mickiewicza i we Wrocławiu na Uniwersytecie Wrocławskim.
Polskim naukowcom to nie przeszkadza
Choć w wielu krajach np. w Australii, USA, Kanadzie czy Szwecji pojawiły się głosy protestów ze względu na bezpośrednie łączenie Instytutów Konfucjusza z lokalnymi uczelniami, polskim środowiskom naukowym wydaje się to zupełnie nie przeszkadzać. Gdy w 2007 roku Uniwersytet w Sydney popisał umowę o współpracy z Instytutem Konfucjusza, prof. Jocelyn Chey, głośno wyraziła swoje obawy, iż najstarsza uczelnia w Australii naraża na szwank swoje dobre imię, a także swoją niezależność współpracując z organizacją będącą jednym z narzędzi propagandy Komunistycznej Partii Chin Ludowych.
Według prof. Chey, Chiny traktują współpracę kulturalną i handlową jako kolejne źródło wpływu na opinię publiczną na świecie a „Instytuty Konfucjusza są częścią międzynarodowej kampanii KPChL gdyż za pomocą współpracy kulturalnej dużo łatwiej wpływa się na publikę i osiąga się cele natury politycznej.”
Szkoły językowe z przekazem podprogowym
W Stanach Zjednoczonych, gdzie w tej chwili działa ponad 40 Instytutów Konfucjusza, coraz częściej pojawiają się głosy, że pod przykrywką nauki języka chińskiego eksportują ideologię komunistyczną. Yao Zhe nauczycielka chińskiego pracująca dla jednej z amerykańskich uczelni w wywiadzie dla „Epoch Times” przyznała, że „przygotowane w Pekinie podręczniki do nauki języka chińskiego propagują nie tyle kulturę chińską co partię komunistyczną. Z tych materiałów korzysta większość studentów ucząca się chińskiego w USA. „To trochę przypomina pole bitwy bez dymu i wystrzałów – ludzie poddawani są praniu mózgów nawet o tym nie wiedząc”, dodaje nauczycielka.
W jednym z podręczników można było znaleźć między innymi następujące zdanie przetłumaczone na angielski: „Zobaczyć Makesi to jak zobaczyć Boga” . Oczywiście chodzi tu, jak wyjaśnia jeden z nauczycieli o boga komunizmu Marksa, którego chińskie imię to (w transkrypcji) Makesi.
Na zajęcia z języka chińskiego uczęszcza także młodzież ze szkoły średniej. Rodzice są zazwyczaj zupełnie nieświadomi tego, jak wyglądają lekcje ich pociech. Praca domowa to na przykład wypracowanie na temat jednego z komunistycznych przywódców Chin albo na temat korzyści jakie przynosi komunizm. Studenci muszą korzystać z chińskich źródeł (na przykład stron internetowych agencji Xinhua czy gazety Renmin Ribao) dostępnych w języku angielskim. „Jeden z moich amerykańskich uczniów wyznał, że pragnie studiować w Chinach. Zapytałem: dlaczego? Usłyszałem: bo u was jest komunizm; nie rozumiem dlaczego my nie mamy komunizmu w USA ” - wyznał dziennikarzom „Epoch Times” jeden z byłych nauczycieli chińskiego. To wyznanie było momentem przełomowym dla nauczyciela, wcześniej wierzącego, że Instytut Konfucjusza ma za główny cel promocję kultury chińskiej na świecie. „Zrozumiałem, że oni (młodzi ludzie) nie poznają prawdy, nie poznają prawdy o partii”.
Bliskie związki Instytutu Konfucjusza i lokalnych uczelni są też niepokojące ze względu na zatrudnianą tam kadrę z Chin. Od 1980 roku państwo wysyła coraz więcej studentów i naukowców do Stanów Zjednoczonych; oczywiście większość z nich przed wyjazdem musi odbyć "spotkanie" z przedstawicielem chińskiej służby wywiadowczej; z reguły wyjeżdżający nie są zmuszani do szpiegowania, ale mają bacznie się rozglądać i "przywozić wszystko co uznają za użyteczne dla ojczyzny". Chińskie traktują tę działalność jako kontrakt i tych, którym udało się uzyskać tajne informacje hojnie wynagradzają; za swój "czyn patriotyczny". W USA pod lupę FBI trafiło Stowarzyszenie Studentów i Naukowców Chińskich (CSSA), mające swoje siedziby w dużych centrach akademickich USA. Choć filie CSSA nie są oficjalnie powiązane z Komunistyczną Partią Chin Ludowych, to ich władze wybiera partia, a działalność znajduje się pod ścisłą kontrolą ambasad i konsulatów ChRL.
Są też przypadki, gdy Amerykanie chińskiego pochodzenia szpiegują dla Pekinu. W Waszyngtonie coraz częściej słychać głosy, żeby bardziej przyjrzeć się temu, do jakich ważnych informacji mają dostęp osoby chińskiego pochodzenia ( przede wszystkim te utrzymujące kontakt z rodziną w Chinach); zaleca się także, aby władze uniwersytetów, które prowadzą badania zlecone przez rząd dokonały rewizji procedur dotyczących bezpieczeństwa ze szczególnym uwzględnieniem kontaktów z Chińczykami. Zastępca dyrektora Amerykańskiej Rady d/s Polityki Zagranicznej Al Santoli zauważył, że "sukcesy jakie wywiad chiński odnosi to bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa USA, ale także dla światowego pokoju". Jeden z czołowych analityków spraw chińskich w FBI Paul Moore przyznał: "To nie duże, egzotyczne akcje szpiegowskie (ze strony Chin – przyp. HS) nas wykańczają, ale zwykłe, codzienne kontakty".
FRONDA

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...