Podobno jesteśmy zaskoczeni, że wśród wiceprezesów Azjatyckiego Bank
Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB) nie ma nikogo z Polski.
Nazwiska 5 wiceprezesów ogłoszono 5 lutego w Pekinie. Wśród nich jest Daniel Alexander, współpracownik premiera Wielkiej Brytanii
Davida Camerona - osoba, która w
latach 2010-2015 był ministrem ds. Szkocji, a potem naczelnym sekretarzem
skarbu. Drugim wiceprezesem został niemiecki bankier Jachim von Amberg,
który był wiceprzewodniczącym Banku Światowego. Pozostali trzej
wiceprezesi są z Azji (z Indii, Korei Południowej i Indonezji).
Wielka
Brytania i Niemcy od ponad roku prowadziły twarde negocjacje z Pekinem dotyczące ich
udziału w AIIB . Rozmowy te poprzedzone były przygotowaniem analizy kosztów i
potencjalnych zysków płynących z przystąpienia do chińskiego banku. Londyn i Berlin od pierwszych dni negocjacji jasno mówiły Pekinowi, że chcą być w kierownictwie banku.
Jak przystępowała
do banku rządząca jeszcze w 2015 r.
koalicja PO-PSL wielu już pewnie nie pamięta. Najpierw wicepremier i minister
gospodarki Janusz Piechociński poinformował, że nasz kraj na razie nie będzie
składał wniosku o przystąpienie do Azjatyckiego Banku Inwestycji
Infrastrukturalnych, bo „mamy inne elementy rozgrywania naszej strategii”. Tego
samego dnia Izabela Leszczyna, sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów,
oznajmiła na Twitterze, że wysłano już list, w którym Polska zgłosiła swój
akces do AIIB.
A więc
chaos i brak jakichkolwiek analiz. Nic więc dziwnego że Pekin nie specjalnie poważnie
nas traktował. Nie zmieniła tego niestety wizyta prezydenta A. Dudy w Chinach.
W jej
trakcie prezydent zabiegał o stanowisko dla Polaka w kierownictwie banku. 5
lutego Pekin pokazał że stawia przede wszystkim na współpracę ze “starą” Europą
i stąd wiceprezesi z Wielkiej Brytanii i Niemiec.
Polskie
członkostwo w AIIB to jednocześnie wymóg zainwestowania w chiński projekt 831,8
miliona USD (20 udziału %, ok. 166 milionów US to kapitał wpłacony, a pozostała część to kapitał płatny na żądanie ).
Nie mamy
nikogo w kierownictwie banku, nieciekawie też wygląda sprawa naszego eksportu do
ChRL-u, może więc to najlepszy moment, aby dobrze zastanowić się czy nasz dalszy
udział w projekcie AIIB ma sens.
W
indeksie
wolności gospodarczej przygotowywanym właśnie przez The Heritage Foundation i The Wall Street Journal Chiny znajdują się na dalekiej 144 pozycji
(Polska na 39-tej). Tak, ChRL to nadal kraj o bardzo ograniczonej wolności
gospodarczej (to państwo, w którym ogólnie wolność nie ma
się najlepiej) i większość decyzji np. takich czy otworzyć chiński rynek dla owoców (np. jabłek ) i
kosmetyków z Polski to decyzje polityczne. Jak widać na razie w Pekinie nie ma
woli politycznej, aby współpraca polsko-chińsko wyszła poza puste zapewnienia o
strategicznym partnerstwie.
W trakcie grudniowej wizyty w ChRL-u prezydent
Andrzej Duda zapowiedział
nowe otwarcie gospodarcze Polski na tej kraj.
Czas aby przygotowując się do kolejnych wizyt (w tym roku
będą miały miejsce dwie ważne wizyty: min. Waszczykowskiego w Chinach i prezydenta
Xi Jinpinga w Polsce) dać jasny
sygnał Pekinowi że to oni muszą otworzyć się na nas. I najwyższy czas, aby wpływ na rozmowy ze
stroną chińską dotyczące inwestycji i umów gospodarczych przestali mieć wpływ absolwenci sowieckiego instytutu stosunków międzynarodowych MGiMO (np.
ten znany ze swojej twórczości na Twitterze gdzie
chwalił się min. tym że polskie stoisko na Expo w Mediolanie odwiedził Zygmunt
Bauman i gdzie przed wyborami zachęcał
do głosowania „na Bronka”, a Andrzeja Dudę przedstawiał zaś jako „faceta ze
złośliwym uśmiechem i spoconą twarzą”). To właśnie "stara" ekipa przygotowywała od strony gospodarczej wizytę prezydenta Dudy. I nic dziwnego, że mieliśmy w jej trakcie takie "kwiatki" jak choćby próba przedstawienia jako sukces faktu podpisania kontraktu na sprzedaż 4 mln l. mleka do Chin. Dość wątpliwy to triumf skoro firma, której umowa dotyczy przerabia dziennie 1,6 mln l.




