Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japonia. Pokaż wszystkie posty

Dawni wrogowie, wspólny przeciwnik. Jak Japonia i Filipiny budują mur wokół Chin



„Manila to Warszawa Azji!",  miał wykrzyknąć w marcu 1945 roku amerykański generał Douglas MacArthur, przemierzając ulice właśnie wyzwolonej z japońskiej okupacji stolicy Wspólnoty Filipińskiej, obróconej w morze gruzów. Ponad 80 lat później Tokio i Manila zacieśniają współpracę jak nigdy wcześniej, bo na horyzoncie pojawił się wspólny wróg. Są nim Chiny.

Wizyta, która zmienia układ sił w Azji

W dniach 26–29 maja 2026 roku prezydent Filipin Ferdinand „Bongbong" Marcos Jr. odbył pierwszą w swojej kadencji wizytę państwową w Japonii. Oficjalnie z okazji 70. rocznicy nawiązania stosunków dyplomatycznych. Nieoficjalnie: to moment, w którym dwa azjatyckie państwa formalnie ogłosiły, że stoją ramię w ramię przeciwko Pekinowi.

Japonia i Filipiny formalnie podniosły wzajemne relacje do statusu „kompleksowego partnerstwa strategicznego" (Comprehensive Strategic Partnership), co japońscy urzędnicy sami określili jako „o krok od formalnego sojuszu wojskowego". W japońskiej dyplomacji to drugi najwyższy szczebel, jaki w ogóle istnieje. Wyżej jest już tylko traktat sojuszniczy w stylu tego, który Tokio ma z Waszyngtonem.

Manila 1945 — zapomniana Warszawa

Wcześniejszy cytat z MacArthura nie był figurą retoryczną. Manila była drugą, po Warszawie, najbardziej zniszczoną stolicą aliancką podczas II wojny światowej. Prawie cztery lata brutalnej japońskiej okupacji, ponad 100 tysięcy zamordowanych cywilów w samej tylko rzezi w Manili w lutym 1945 roku. Wcześniej, w kwietniu 1942 roku, Japończycy zmusili 76 tysięcy alianckich jeńców (głównie Filipińczyków i Amerykanów) do morderczego marszu z półwyspu Bataan do obozu jenieckiego O'Donnell - 100 kilometrów w tropikalnym upale, bez wody i jedzenia, padających dobijano bagnetami. Zginęło 7–10 tysięcy ludzi. Historia zapamiętała to jako „marsz śmierci z Bataan".

Pomimo tej historii, dziś współpraca militarna Filipin z Japonią rozwija się jak nigdy wcześniej. Od kwietnia do maja 2026 roku około 1400 japońskich żołnierzy bojowych zostało rozmieszczonych na terytorium Filipin w ramach ćwiczeń Balikatan. Po raz pierwszy od 1945 roku japońscy żołnierze postawili nogę na filipińskiej ziemi z bronią w ręku i nie jako obserwatorzy, tylko jako pełnoprawni uczestnicy ćwiczeń z ostrą amunicją. W trakcie manewrów japońskie rakiety przeciwokrętowe Type 88 zatopiły ćwiczebny cel u wybrzeży Filipin. Chiny odpowiedziały na to ostrym oświadczeniem o „graniu z ogniem".

Chiny — prawdziwy powód

Pekin od lat prowadzi politykę, którą można nazwać jednym słowem: agresją.

Morze Południowochińskie. Chiny roszczą sobie prawo do około 90% tego akwenu, mimo że graniczy z nim sześć innych państw. W 2016 roku Międzynarodowy Trybunał Arbitrażowy w Hadze orzekł jednoznacznie: chińskie roszczenia nie mają żadnej podstawy prawnej. Wyrok zapadł na korzyść Filipin. Pekin go zignorował.

Od tego czasu Chiny:

  • stworzyły sztuczne wyspy na spornych rafach i zbudowały na nich bazy wojskowe,
  • regularnie taranują filipińskie statki straży przybrzeżnej armatkami wodnymi,
  • blokują filipińskim rybakom dostęp do ich własnych łowisk,
  • używają „flotylli rybackich" jako de facto sił paramilitarnych.

Tajwan. Pekin otwarcie deklaruje, że „zjednoczy" wyspę, w razie potrzeby siłą. Japonia traktuje to śmiertelnie poważnie. W listopadzie 2025 roku premier Sanae Takaichi publicznie stwierdziła, że chińska inwazja na Tajwan byłaby dla Japonii „sytuacją zagrażającą przetrwaniu", czyli powodem do militarnej interwencji. To pierwszy raz, gdy japoński szef rządu wprost powiedział, że Tokio użyłoby wojska w obronie Tajwanu. Sam Marcos w wywiadzie dla japońskich mediów na kilka dni przed wizytą w Tokio postawił sprawę jeszcze ostrzej: „W przypadku Japonii to bardziej kwestia wyboru, czy być zaangażowanym. My, Filipiny, nie mamy wyboru; Tajwan jest tak blisko, a niemal 200 tysięcy Filipińczyków pracuje na wyspie". W przypadku chińskiej inwazji Filipiny staną się natychmiast strefą przyfrontową, czy tego chcą, czy nie, leżą zaledwie 100 kilometrów od Tajwanu.

Co dokładnie ustalono w Tokio

Wizyta Marcosa w Japonii przyniosła konkretne ustalenia, które wzmacniają obronę obu krajów przed chińskim zagrożeniem.

Współpraca wojskowa nabiera tempa. Oba kraje uzgodniły pełne wdrożenie umowy o wzajemnym dostępie wojsk (RAA) z 2024 roku; Filipiny są jedynym krajem Azji Południowo-Wschodniej, z którym Japonia podpisała taki dokument. Do tego dochodzi styczniowa umowa ACSA, która reguluje wymianę zaopatrzenia między armiami obu państw. Marcos i Takaichi ogłosili również formalny start negocjacji w sprawie GSOMIA, porozumienia o wymianie tajnych informacji wojskowych. Dzięki niemu Japonia uzyska legalny dostęp do filipińskich danych wywiadowczych z Morza Południowochińskiego, a w przyszłości otwiera się droga do trójstronnego sojuszu wywiadowczego z USA.

3,4 miliarda dolarów inwestycji. Podczas spotkania w Imperial Hotel w Tokio 27 maja Marcos uzyskał od japońskich konglomeratów, m.in. Mitsubishi, Toyota, Panasonic, Marubeni, Fast Retailing (właściciel marki Uniqlo) i All Nippon Airways, konkretne zobowiązania finansowe. Pieniądze popłyną w produkcję półprzewodników, zaawansowaną elektronikę, przemysł stoczniowy, sztuczną inteligencję oraz gospodarkę morską. Osobno filipiński konglomerat Ayala Group podpisał umowy z Mitsubishi, bankiem MUFG i operatorem telekomunikacyjnym KDDI.

Fundusz energetyczny POWERR Asia — 10 miliardów dolarów. Japonia uruchomiła w kwietniu 2026 mechanizm, który ma pomóc azjatyckim krajom uniezależnić się od niestabilnych dostaw ropy. Podczas wizyty Marcosa Takaichi ogłosiła, że Japonia w ramach tego funduszu pomoże Filipinom zbudować narodowy system rezerw paliwowych oraz włączy je do regionalnego systemu wspólnego magazynowania ropy w ramach ASEAN — Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej, do którego należy 10 państw regionu. Konkretnej kwoty dla Filipin jeszcze nie podano; zostanie ona ustalona w dalszych rozmowach.

Sprzęt wojskowy. To najmocniejszy konkret całej wizyty. W kwietniu 2026 roku rząd Takaichi zniósł 80-letni zakaz eksportu broni ofensywnej, a Filipiny stają się pierwszym dużym klientem japońskiego przemysłu zbrojeniowego od czasów II wojny światowej. Marcos i Takaichi uzgodnili przekazanie Manili niszczycieli klasy Abukuma, japońskich okrętów uzbrojonych w rakiety przeciwokrętowe Harpoon, rakiety przeciwokrętom podwodnym ASROC oraz torpedy. Filipiński sekretarz obrony Gilberto Teodoro przyznał wprost: niszczyciele to darowizna. Manila zapłaci tylko za modernizację i dostosowanie ich do własnej floty. Pozostały sprzęt, samoloty patrolowe TC-90 i japońskie rakiety przeciwokrętowe Type 88 (tych samych, które kilka tygodni temu zatopiły ćwiczebny cel u wybrzeży Filipin), Filipiny już zakupią.

Dlaczego ta wizyta jest ważna

Wizyta Marcosa w Tokio nie jest zwykłym aktem dyplomatycznym. To sygnał, że układ sił w Azji Wschodniej przechodzi fundamentalną zmianę.

Po pierwsze, świat się zbroi i dzieli na bloki. To, co Japonia i Filipiny robią w Pacyfiku, to dokładnie ta sama logika, która stoi za rozszerzaniem NATO o Finlandię i Szwecję. Wolny świat ustawia się w jednym szeregu przeciwko autorytarnej agresji.

Po drugie, Chiny i Rosja to dwa końce tego samego sznurka. Pekin finansuje Moskwę, kupując rosyjską ropę. Im więcej państw w Azji organizuje się przeciwko Chinom, tym mniej swobody ma Pekin, a tym samym i Moskwa.

Po trzecie, historia powtarza się jak zacięta płyta. W latach 30. Zachód wierzył, że da się „dogadać" z Hitlerem. Dzisiaj sporo głosów w Europie nadal twierdzi, że z Pekinem da się robić interesy „jak gdyby nigdy nic". Japończycy i Filipińczycy, narody, które najlepiej znają chińskie metody, mówią jednoznacznie: nie da się.

Tokio i Manila, dwie stolice z burzliwą wspólną historią, stoją dziś razem przeciwko Pekinowi. Łączy je nie sentyment, lecz wspólna ocena zagrożenia. Wizyta Marcosa w Japonii w maju  formalnie przypieczętowała ten zwrot: status „kompleksowego partnerstwa strategicznego", japońska broń płynąca do Filipin, wspólne ćwiczenia bojowe, wymiana danych wywiadowczych, 3,4 miliarda dolarów inwestycji.

To zmiana układu sił w Azji Wschodniej.

Cicha wojna o chipy: Chiny odcinają surowce, Japonia może odciąć przyszłość

Tajwański "Liberty Times" opisuje narastający konflikt technologiczno-gospodarczy między Japonią a Chinami, którego stawką są fundamenty nowoczesnej cywilizacji technologicznej.

Wszystko zaczęło się od słów. Gdy japońska premier Sanae Takaichi publicznie wypowiedziała się na temat możliwego konfliktu zbrojnego w Cieśninie Tajwańskiej, Pekin uznał to za prowokację i odpowiedział tym, co ma najcenniejszego - kontrolą nad surowcami. Chiny wprowadziły zakaz eksportu metali ziem rzadkich do Japonii, wstrzymały dostawy potężnych magnesów wytwarzanych z tych pierwiastków i wszczęły dochodzenie antydumpingowe wymierzone w japońskie materiały dla przemysłu półprzewodników. To nie był przypadkowy ruch; to precyzyjnie wymierzony cios w serce japońskiej gospodarki.

Metale ziem rzadkich to jedna z najlepiej strzeżonych tajemnic współczesnego przemysłu. Są obecne w każdym smartfonie, każdym samochodzie elektrycznym, każdej turbinie wiatrowej i każdym nowoczesnym systemie uzbrojenia. Japonia, choć jest drugim po Chinach producentem magnesów z tych pierwiastków, surowce do ich wytwarzania sprowadza niemal wyłącznie z Chin. To klasyczna pułapka uzależnienia, którą Pekin postanowił teraz zacisnąć.

Tokio jednak nie zamierza kapitulować, bo dysponuje własną, równie potężną bronią. Japonia kontroluje około siedemdziesięciu dwóch procent światowego rynku fotorezystów, a w segmencie najbardziej zaawansowanych materiałów używanych do produkcji najnowocześniejszych chipów jej udział sięga ponad dziewięćdziesięciu procent. To złożone mieszaniny chemiczne zawierające polimery światłoczułe, rozpuszczalniki i fotoinicjatory, bez których dosłownie nie można wyprodukować żadnego nowoczesnego procesora. Brzmi tajemniczo, ale w praktyce oznacza jedno: bez japońskich fotorezystów chińskie fabryki chipów stają. Cztery japońskie koncerny: JSR, Tokyo Ohka Kogyo, Shin-Etsu Chemical i Fujifilm Electronics Materials, mają nad tym rynkiem kontrolę, która jest praktycznie absolutna. Chiny są w stanie samodzielnie wytworzyć zaledwie pięć procent potrzebnych im zaawansowanych fotorezystów, a według analityków dogonić Japonię w tej dziedzinie zajmie im wiele lat intensywnych inwestycji i badań.

Mamy więc sytuację, w której dwie największe gospodarki Azji wzajemnie trzymają się za gardło. Chiny mogą odciąć Japonię od surowców, Japonia może sparaliżować chińską produkcję chipów. Jednak w tej rozgrywce to Tokio wydaje się mieć lepsze karty — fotorezystor jest trudniejszy do zastąpienia niż metale ziem rzadkich, które można z czasem pozyskiwać z innych źródeł, choćby z Australii, Kanady czy Afryki. Japonia zbudowała przez dekady przewagę technologiczną, której nie da się skopiować w kilka lat, i Pekin doskonale o tym wie. Cicha wojna przemysłowa trwa.

Pakt wojskowy pomiędzy Japonią i Indiami

 Na kilka dni przed swoim odejściem ze stanowiska premiera Japonii Shinzo Abe doprowadził do zawarcia paktu wojskowego z Indami, który umożliwia Tokio i Delhi i wymianę dostaw i wsparcie logistyczne w obliczu narastających napięć z Chinami.

Podpisana 9 września br. Umowa Nabycia i Usług Wzajemnych (ACSA) umożliwi siłom zbrojnym obu państw dostęp do swoich baz w celu zaopatrzenia i świadczenia usług podczas dwustronnych szkoleń, operacji pokojowych, operacji humanitarnych i innych wspólnie uzgodnionych działań.

Premier Shinzo Abe i premier Narendra Modi przeprowadzili w czwartek (10 września) 30-minutową rozmowę telefoniczną, w której z zadowoleniem przyjęli podpisanie porozumienia i zapowiedzieli, że będzie to sprzyjać ściślejszej współpracy.

Umowa będzie obowiązywać przez 10 lat i będzie automatycznie przedłużana na okresy 10 lat, chyba że jedna ze stron zdecyduje się ją wypowiedzieć.

Indie mają podobne umowy z USA, Australią, Francją, Omanem i Singapurem.

Shinzo Abe, najdłużej urzędujący premier Japonii, wymienił działania podjęte przez Indie i Japonię w celu realizacji wizji wolnego i otwartego Indo-Pacyfiku oraz ustanowienie specjalnego strategicznego i globalnego partnerstwa między tymi dwoma krajami jako jednych z kluczowych osiągnięć w stosunkach dwustronnych.

 

Ze względu na ekspansjonistyczne i łamiące zasady zachowanie Chiny, większe znaczenie ma także odgrywać QUAD,  nieformalny sojuszu USA, Australii, Indii i Japonii.  Mówił o tym min. podczas seminarium zorganizowanego przez amerykański think-tank CSIS

minister obrony Japonii Taro Kono. Także indyjski szef sztabu generalnego generał Bipin Rawat zdecydowanie poparł QUAD jako „dobry mechanizm” zapewniający swobodę nawigacji.

Indie, jeszcze w tym roku, będą gospodarzem spotkania w ramach formatu QUAD.

Inicjatywa dot. prężnych łańcuchów dostaw (SCRI)

 W zeszłym tygodniu podczas wirtualnego spotkania australijskiego ministra handlu, turystyki i inwestycji Simona Birminghama, ministra handlu i przemysłu Indii Piyusha Goyala oraz japońskiego ministra gospodarki, handlu i przemysłu Kajiyamy Hiroshiego ustalono, że jeszcze w tym roku powstanie inicjatywa służąca budowie łańcuchów dostaw w regionie Indo-Pacyfiku, która zmniejszyłaby zależności od Chin. Projekt ma na celu stworzenie wolnego i przejrzystego środowiska handlowego i inwestycyjnego i nosi nazwę Inicjatywy dot. prężnych łańcuchów dostaw  (SCRI).

Japonia zapowiedziała, że będzie chciała w tę inicjatywę wciągnąć 10 państw należących do Stowarzyszenia Narodów Azji Płd.-Wsch.

W Hudson Institute o Tajwanie

16 listopada w konserwatywnym, amerykańskim think-tanku Hudson Institute odbył się panel dyskusyjny poświęcony sytuacji w regionie Indo-Pacyfiku w obliczu konfliktu amerykańsko -chińskiego. Jednym z prelegentów był Yoji Koda, były dowódca Japońskich Morskich Sił Samoobrony. Stwierdził on, że siły militarne Japonii i USA przewyższają siły militarne Chin i są zdolne do obrony Tajwanu.
Koda dodał, że choć w ostatnim raporcie Komisji ds. Strategii Obrony Narodowej USA dla Kongresu wskazano, że zaniedbania dot. amerykańskich zasobów wojskowych doprowadziły do osłabienia efektu odstraszania, a Chiny i Rosja rozszerzyły swoją potęgę militarną w wyniku czego w razie wojny w Cieśninie Tajwańskiej lub na Morzu Bałtyckim armia amerykańska może stanąć w obliczu "niedopuszczalnie" ciężkich strat, a nawet porażki, to jednak on sam nie jest tak pesymistycznie nastawiony. Choć siła militarna Chin rzeczywiście się poprawiła, siła militarna Stanów Zjednoczonych wciąż jest na wysokim poziomie, i ma wsparcie za strony Japonii i Australii i nowych sojuszników, takich jak Indie.
Japoński wojskowy dodał też, że w pierwszym łańcuchu wysp na zachodnim Pacyfiku, Tajwan odgrywa kluczową rolę i dlatego Japonia i USA za wszelką cenę będą chronić wyspę. Utrata Tajwanu oznaczałaby utratę pełnej kontroli nad regionem.

Prawica utrzymuje władzę w Japonii

W niedzielnych przedterminowych wyborach parlamentarnych w Japonii zwycięstwo odniosła prawicowa koalicja premiera Shinzō Abe. Wygrana pozwoli premierowi na realizację głoszonego od wielu lat postulatu – odejścia od pacyfistycznych zapisów w konstytucji Kraju Kwitnącej Wiśni, a także zwiększenia wpływów politycznych i gospodarczych Japonii w Azji.

Po niedzielnych wyborach rządząca prawicowa koalicja Partii Liberalno-Demokratycznej (PLD) i partii Komeito zachowa większość w Izbie Reprezentantów – izbie niższej parlamentu Japonii. Jeszcze nieoficjalne dane wskazywały wczoraj, że koalicja otrzyma 312 mandatów spośród 465.

Premier Abe zdecydował się na rozpisanie przyspieszonych wyborów, by potwierdzić poparcie społeczne dla swoich planów podwyższenia podatku konsumpcyjnego i twardego stanowiska rządu wobec Korei Północnej. Decyzja ta była także dobrze wykalkulowaną polityczną zagrywką, mającą na celu utrzymanie się prawicy przy władzy przez kolejne cztery lata. 

Największym rywalem dla Shinzō Abe i jego koalicji miała być nowo powstała konserwatywna Partia Nadziei kierowana przez gubernator Tokio Yuriko Koike. Polityk była w przeszłości członkiem PLD, na której czele stoi premier, ale różnice programowe spowodowały, że ich drogi się rozeszły. Gubernator Tokio sprzeciwiała się m.in. podwyższeniu podatku konsumpcyjnego z 8 do 10 proc. Według Abe wpływy z tej podwyżki mają być przeznaczone na wiele wydatków socjalnych, w tym na darmowe szkoły. PLD i Partia Nadziei nie zgadzają się również co do energii atomowej. Mimo katastrofy w elektrowni Fukushima w 2011 r. Abe chce utrzymania elektrowni jądrowych jako źródła energii dla Japonii. Z kolei Koike wzywa do całkowitego odejścia od energii atomowej do maksymalnie 2030 r. W niedzielnych wyborach Partia Nadziei, która chce odsunąć Shinzō Abe od rządów, zdobyła zaledwie 49 mandatów.

Jednym z powodów sukcesu premiera w wyborach było także twarde stanowisko rządu w Tokio wobec Korei Północnej. Już po ogłoszonych wstępnych wynikach Abe zadeklarował, że „zdecydowanie zmierzy się” z zagrożeniem ze strony Pjongjangu. Również w niedzielę Abe odbył rozmowę telefoniczną z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Według Yasutoshi Nishimury, wiceszefa gabinetu japońskiego premiera, obaj politycy zgodzili się, że będą współpracowali w celu wywierania presji na Koreę Północną. Na początku listopada br. dojdzie do spotkania Trumpa i Abe w trakcie wizyty amerykańskiego prezydenta w Tokio. 

Posiadanie większości w parlamencie pozwoli premierowi także na realizację postulatu, który głosi od lat – odejścia od pacyfizmu narzuconego Japonii w opracowanej w 1946 r. przez amerykańskich prawników konstytucji. Według art. 9 ustawy zasadniczej Japonia musiała „wyrzec się na zawsze wojny jako suwerennego prawa narodu, jak również użycia lub groźby siły jako środka rozwiązywania sporów międzynarodowych”. Konstytucja zezwalała na użycie japońskich sił jedynie w samoobronie. W tym celu utworzono w 1954 r.  tzw. japońskie siły samoobrony (Jieitai). Celem Shinzō Abe będzie zmiana art. 9, dzięki której Japonia będzie mogła posiadać armię mogącą brać udział w działaniach wojennych także poza terytorium własnego kraju. 

Zwycięstwo prawicowej koalicji w Japonii zostało z zadowoleniem przyjęte także na Tajwanie. W depeszy gratulacyjnej wysłanej japońskiemu premierowi prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen stwierdziła, że wygrana PLD „jeszcze bardziej umocni relacje Japonii i Tajwanu”.
Gazeta Polska Codziennie

Dylematy cesarskiego dworu

Służby prasowe Pałacu Cesarskiego w Tokio poinformowały, że japońska księżniczka Mako wyjdzie za mąż za „chłopaka z ludu”. Tym samym zrzeknie się przynależności do rodziny cesarskiej. Ponadto w Japonii szykuje się pierwsza od 200 lat abdykacja cesarza. W japońskich mediach powraca więc kwestia sukcesji tronu, do której prawo w Kraju Kwitnącej Wiśni posiadają wyłącznie mężczyźni.

25-letnia wnuczka japońskiego cesarza Akihito zaręczyła się ze swoim kolegą ze studiów na uniwersytecie chrześcijańskim w Tokio, 25-letnim Kei Komuro – prawnikiem, a w przeszłości uniwersyteckim ambasadorem turystyki w mieście Fujisawa w graniczącej z Tokio prefekturze Kanagawa. Japończyk był wtedy twarzą kampanii „Książę morza” i tym przydomkiem określają dziś Kei Komuro japońskie media. Jednak wybranek księżniczki nie jest księciem, dlatego Mako, wychodząc za Komuro, będzie musiała opuścić rodzinę cesarską. Przed nią w podobnej sytuacji były w 2005 r. księżniczka Sayako – jedyna córka cesarza Akihito, która wyszła za urzędnika banku, i księżniczka Noriko, córka nieżyjącego już księcia Takamado, która w 2014 r. poślubiła najstarszego syna głównego kapłana świątyni Izumo Taisha z prefektury Shimane.

W piątek, już po informacji o zaręczynach księżniczki, japoński rząd przyjął ustawę zezwalającą na abdykację panującego obecnie 83-letniego cesarza Akihito. Termin zmiany władcy przypadnie najprawdopodobniej w grudniu 2018 r. Władzę przejmie od 2019 r. najstarszy syn odchodzącego cesarza, książę Naruhito. Akihito już w ub.r. zasygnalizował chęć odejścia z urzędu. W specjalnym orędziu do narodu przyznał, że wypełnianie obowiązków przychodzi mu z coraz większym trudem. Władca Kraju Kwitnącej Wiśni miał w ostatnich latach ogromne kłopoty ze zdrowiem. Chorował na raka, ma także problemy natury kardiologicznej. Japońskie media przypominają, że spośród 125 cesarzy mniej więcej połowa abdykowała, ale ostatni raz taki wypadek miał miejsce blisko 200 lat temu.

Przed przyjęciem piątkowej ustawy abdykacyjnej pojawiły się głosy, że powinien znaleźć się w niej zapis zezwalający na pozostawanie w rodzinie cesarskiej księżniczkom, które poślubią osoby spoza książęcego kręgu. Premier Japonii Shinzō Abe, naciskany przez najbardziej konserwatywnych członków swojej partii Liberalno-Demokratycznej, nie zdecydował się jednak na reformę i odrzucił pomysł.

Przy okazji informacji o zaręczynach księżniczki Mako i ustawy o abdykacji w japońskich mediach odżył temat zasad dziedziczenia tronu. Prawa do sukcesji tronu pozbawione są kobiety, jednak większość Japończyków domaga się zmian w tym sektorze. Już w 2006 r. ówczesny premier Junichiro Koizumi rozważał zmiany w prawie pozwalające kobietom na przejęcie władzy. Wówczas, podobnie jak obecnie, niezadowoleni z propozycji byli najbardziej konserwatywni politycy w Japonii. Nawet gdyby zaakceptowali kobietę na tronie cesarza, jej potomkowie mogliby nie uzyskać sukcesji. Ówczesny minister handlu Takeo Hiranuma ostrzegał, że jeśli przyszła władczyni „podczas studiów za granicą zakocha się w cudzoziemcu o błękitnych oczach, ich dziecko może kiedyś zostać Tenno (przyp. cesarzem)! – Absolutnie nie możemy do tego dopuścić! – grzmiał polityk. Tradycjonaliści odetchnęli z ulgą jesienią 2006 r., gdy młodszemu synowi cesarza, księciu Akishino urodził się syn – Hisahito, więc temat reformy prawa sukcesji został zamrożony na wiele lat.
Gazeta Polska Codziennie

Grota Chrześcijan

“Krzyż wyrasta z ziemi, jakby zapuszcza korzenie w ludzkiej złości. Ale jest wzniesiony w górę, ku niebu, jakby palcem wskazywał na dobroć Bożą. Krzyż Chrystusowy jest zwycięstwem nad złem, porażką śmierci, przekazaniem życia, przywracaniem nadziei i zwiastowaniem światła”.
św. Jan Paweł II


 Na zdjęciu pomnik Chrystusa i krzyż przy wejściu do Groty Chrześcijan na wysepce Wakamatsu (należy ona do grupy wysp Goto na Morzu Wschodniochińskim u zachodnich wybrzeży wyspy Kiusiu. To tu min. dzieje się akcja filmu "Milczenie").
W Japonii w  latach 1587 – 1873 wyznawanie chrześcijaństwa było zakazane pod groźbą tortur i śmieci. To okres ogromnych prześladowań i niesamowitego męczeństwa.
W 1587 r. wśród ukrzyżowanych w Nagasaki znalazł się 13-letni Thomas Kosaki. Jego ostanie słowa skierowane w liście do matki brzmiały tak:
“Dzięki łasce Pana naszego piszę ten list do Ciebie, droga Matko. Zgodnie z wyrokiem wszyscy - także padres — będziemy ukrzyżowani w Nagasaki. Jest nas dwudziestu sześciu. Proszę, nie martw się o Ojca i o mnie, ponieważ będziemy czekać na Ciebie w raju. Gdybyś nie mogła znaleźć padre, który mógłby udzielić Tobie ostatniego namaszczenia, pamiętaj o żalu za grzechy i strzeż wiary. Pamiętaj również o niezliczonych błogosławieństwach płynących od Pana Jezusa Chrystusa. Skoro wszystko na tym świecie można szybko utracić, nawet jeśli zostaniesz żebraczką, dbaj o to, proszę, byś nie utraciła chwały nieba. Nieważne, co ludzie powiedzą, znoś to wszystko do końca z cierpliwością i miłością. Proszę, módl się za nami wszystkimi. Błagam Ciebie o najważniejszą rzecz: zanurzaj zawsze swoje serce w żalu za grzechy. Niech Bóg Cię strzeże".

W tym okresie małe wysepki, takie jak Wakamatsu, i znajdujące się na nich groty były schronieniem dla “kakure kirishita” - ukrywających się chrzescijan.

-->
W 1967 r. u wejścia do Groty Chrześcijan postawiono 3 metrowy pomnik Chrystusa i krzyż, a okoliczni chrześcijanie przybywają tu łodziami, by oddać cześć swoim przodkom, którzy mimo prześladowań zachowali wiarę.

Cierpliwość się wyczerpała

Sekretarz stanu USA Rex Tillerson odbył właśnie swoją pierwszą podróż do Azji. Nowy szef amerykańskiej dyplomacji odwiedził sojuszników Waszyngtonu – Japonię i Koreę Południową, ale również Chiny, którym wcześniej prezydent USA Donald Trump nie szczędził ostrych słów. Wizytę zdominowała sytuacja w Korei Północnej, bo, jak stwierdził Tillerson w Seulu, „polityka strategicznej cierpliwości” wobec Pjongjangu się skończyła.

Pierwszym etapem wizyty amerykańskiego sekretarza stanu było Tokio, gdzie Tillerson stwierdził, że dwie ostatnie dekady amerykańskiej polityki wobec Korei Północnej to niepowodzenie. Tylko w ub.r. reżim komunistyczny w Pjongjangu przeprowadził dwie próby jądrowe i 24 próby rakiet balistycznych. Kolejne dwie próby miały miejsce w lutym br. Z kolei w trakcie wizyty Rexa Tillersona w Azji, według północnokoreańskiej agencji prasowej KCNA, Korea Płn. (KRLD) przeprowadziła test nowego silnika rakietowego dużej mocy. Eksperci obawiają się, że wkrótce władze w Pjongjangu będą dysponowały bronią atomową i rakietami balistycznymi o zasięgu pozwalającym na dokonanie ataku na zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych.

Już na konferencji prasowej w Seulu sekretarz stanu USA powiedział, że „polityka strategicznej cierpliwości” wobec Korei Północnej się skończyła, i dodał, że wobec gróźb reżimu Kim Dzong Una „wszystkie opcje pozostają na stole, w tym działania militarne”. Dopytywany o takie działania Tillerson wyjaśnił: „oczywiście nie chcemy, żeby sprawy doprowadziły do konfliktu zbrojnego”.

Wizyta amerykańskiego polityka w Korei Południowej odbywała się w momencie szczególnego napięcia nie tylko na linii z Pjongjangiem, ale i z Pekinem. Na Półwyspie Koreańskim i u jego wybrzeży trwają właśnie wspólne manewry amerykańsko-południowokoreańskie. Zanim się rozpoczęły, Pekin domagał się ich przerwania, by ułatwić rozmowy z Koreą Płn. na temat jej denuklearyzacji. Władze Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL) także ostro sprzeciwiają się rozlokowaniu na terenie Korei Płd. amerykańskiego systemu obrony antybalistycznej THAAD. Początkowo system miał być zainstalowany pod koniec br., ale ze względu na ostatnie testy rakietowe Pjongjangu, Waszyngton i Seul już teraz rozpoczęły montaż systemu. Kluczowy element THAAD, tarcza, przybyła do Korei Płd. dzień przed wizytą Tillersona.

Po Seulu kolejnym etapem wizyty amerykańskiego sekretarza stanu był komunistyczny Pekin. Spodziewano się, że może to być niełatwa wizyta, zwłaszcza że na kilka godzin przed nią prezydent Donald Trump na Twitterze znów skrytykował ChRL, stwierdzając, że „Korea Północna zachowuje się źle”, ale „Chiny prawie nic nie robią, aby pomóc”.

Wizyta Tillersona w Pekinie okazała się jednak pełna uprzejmości, wyciszonego tonu i braku konkretów. – Będziemy współpracowali, aby upewnić się, czy nie możemy doprowadzić do zmiany stanowiska przez rząd w Pjongjangu – mówił Tillerson po spotkaniu z chińskim ministrem spraw zagranicznych Wangiem Yi. Wang zaś stwierdził, że Pekin ma nadzieję, iż wszystkie strony „będą mogły ocenić sytuację w opanowany i kompleksowy sposób oraz podjął mądrą decyzję". Chiński prezydent Xi Jinping, który także spotkał się z Tillersonem, chwalił jego "aktywne działania" w kwestii relacji USA-Chiny w okresie gdy Trump przejmował władzę. Dziennik Komunistycznej Partii Chin "Global Times" w poniedziałkowym wydaniu określił wizytę amerykańskiego sekretarza stanu jako służącą "wzmocnieniu wzajemnego zrozumienia". Mimo że strona chińska określiła spotkania z Tillersonem jako produktywne, to nie zawarto podczas nich żadnych porozumień. Obie strony jedynie powiedziały, że będę razem pracowały w kwestii przeciwdziałania rozwijaniu się programów jądrowego i balistycznego Korei Północnej.

Komentatorzy podkreślają, że w Pekinie obie strony starały się unikać napięć i raczej budować pozytywne fundamenty pod spotkanie Trumpa i Xi, do którego ma dojść w USA w przyszłym miesiącu. W wypowiedzi dla tajwańskiej gazety „Taipei Times” jeden z zachodnich dyplomatów w Pekinie stwierdził, że „bycie miłym” było w interesie Xi Jinpinga, ponieważ „Chiny nie potrzebują perturbacji i destabilizacji w relacjach zewnętrznych ze względu na mający się odbyć jesienią zjazd Komunistycznej Partii Chin (KPCh)”, na którym zapadną decyzje, ile władzy będzie miał w swoich rękach Xi Jinping, a może nawet – na jak długo. Prezydent Xi toczy właśnie bój o pełną kontrolę nad najważniejszymi organami w państwie i o przedłużenie swojej kadencji.
Gazeta Polska Codziennie

Japonia demonstruje siłę

Jak podaje Reuters na początku maja Japonia wyśle w region Morza Południowochińskiego swój największy okręt wojenny -śmigłowcowiec JDS Izumo DDH-183 (okręt ma większość cech lotniskowca,ale z uwagi na japońskie uwarunkowania prawne została w Japonii sklasyfikowana jako płasko-pokładowy niszczyciel). 
Przeznaczeniem wybudowanego w 2013 r. okrętu jest zabezpieczanie wód terytorialnych Japonii w warunkach narastającego sporu terytorialnego z Chinami.
Okręt zatrzyma się w portach w Singapurze, Indonezji, Filipinach i Sri Lance, a w lipcu weźmie udział we wspólnych manewrach z USA i Indiami na Oceanie Indyjskim.
Będzie to największa demonstracja siły Japońskich Morskich Sił Samoobrony od czasu zakończenia II wojny światowej na Pacyfiku.

Niezabliźniona rana

Gdy pod koniec 2015 r. Japonia i Korea Południowa zawarły porozumienie w sprawie rozwiązania historycznego sporu o niewolnice seksualne w czasie japońskiej okupacji Korei, wydawało się, że główna przeszkoda na drodze do normalizacji stosunków między oboma krajami została usunięta. Kilka dni temu problem jednak odżył, w wyniku czego Japonia odwołała z Korei Płd. swojego ambasadora
6 stycznia Japonia czasowo odwołała swojego ambasadora z Seulu i konsula generalnego z miasta Busan. Wstrzymano też toczące się od sierpnia rozmowy z Koreą Płd. w sprawie nowej umowy o wymianie walut (FX Swap Agreement). Kroki te to reakcja Japończyków na odsłonięcie przed wejściem do budynku Konsulatu Generalnego Cesarstwa Japonii w Busan pomnika ku czci niewolnic seksualnych z lat japońskiej okupacji. „Tego typu działania są niekorzystne dla stosunków dwustronnych i dla nas jest to nie do przyjęcia” – mówił Yoshihide Suga, szef gabinetu premiera Japonii Shinzo Abe podczas konferencji prasowej w Tokio.
Ianfu – kobiety do pocieszania
Japończycy nazywali je „ianfu”: "i” oznacza pocieszenie, „an” to spokój, „fu” to kobieta – czyli kobiety do pocieszania. W rzeczywistości były to niewolnice seksualne. Wśród nich znalazły się Koreanki, Chinki, Malajki, Filipinki oraz te, które urodziły się na Tajwanie, a także białe kobiety pochodzące z podbitych posiadłości kolonialnych lub pielęgniarki z personelu medycznego sił alianckich. Szacuje się, że liczba kobiet wykorzystywanych przez Japończyków wynosi 300–400 tys., a Koreanki stanowią tu najliczniejszą grupę – ponad 200 tys. Niewolnice seksualne traktowane były z wielkim okrucieństwem. Poza gwałtami na porządku dziennym było bicie, nacinanie ostrzami noży, przypalanie i duszenie.
Władze Kraju Kwitnącej Wiśni przez dziesięciolecia po zakończeniu II wojny światowej odmawiały przeprosin za wyrządzone kobietom krzywdy, a to wpływało negatywnie na relacje między Seulem i Tokio. Jeszcze w 2007 r. obecny premier Japonii Shinzo Abe pozwolił sobie na uwagę, że tak naprawdę nie ma dowodów na to, iż kobiety były zmuszane przez japońskiego okupanta do nierządu. Jednak to właśnie ten sam polityk w grudniu 2015 r. wyraził „szczere przeprosiny i żal” wobec tych wszystkich kobiet, które doświadczyły „nieuleczalnych, psychicznych i fizycznych cierpień”. W ramach osiągniętego wtedy przez Tokio i Seul porozumienia rząd Japonii postanowił przeznaczyć 1 miliard jenów (9,8 mld dolarów) na wsparcie byłych koreańskich niewolnic seksualnych.
Co wpłynęło na zmianę stanowiska premiera Abe i jego władz? Za osiągniętym konsensusem stał przede wszystkim Waszyngton, który chce budować silne sojusze w Azji ze względu na ekspansywną politykę Chin Ludowych. Pekin buduje na Morzu Południowochińskim sztuczne wyspy pod bazy wojskowe i chce w ten sposób wzmocnić swoją pozycję w sporach terytorialnych toczonych z Wietnamem, Filipinami, Malezją i Tajwanem. Napięte relacje Seulu i Tokio niepokoiły amerykańską administrację. Aby wzmocnić skupioną wokół USA azjatycką koalicję przeciw Pekinowi, Waszyngton postanowił więc odegrać bardziej aktywną rolę w naprawieniu relacji na linii Seul–Tokio. „Pracowaliśmy po cichu tak, aby nie dopuścić do żadnych nieporozumień między obu krajami” – przyznał jeden z urzędników amerykańskiego Departamentu Stanu.
Japonia celowo eskaluje konflikt
Dlaczego zatem ponownie doszło do konfliktu w kwestii pocieszycielek? Strona japońska uważa, że stawiane przed japońskimi placówkami z inicjatywy obywatelskiej pomniki ku czci seksualnych niewolnic (pierwszy taki monument postawiono w zeszłym roku przed ambasadą Japonii w Seulu) nie sprzyjają dobrym relacjom między oboma krajami. Tokio twierdzi, że liczyło, iż władze w Seulu rozwiążą problem i pomniki znikną. I wydaje się, że władze Korei Płd. wcale nie chciały eskalacji konfliktu wokół pomników. Gdy 28 grudnia monument pojawił się pod japońskim konsulatem w Busan, został po kilku godzinach usunięty przez władze miasta. Dopiero informacja, że 29 grudnia minister obrony Japonii Tomomi Inada odwiedziła świątynię szintoistyczną Yasukuni w Tokio, która upamiętnia poległych podczas II wojny światowej Japończyków, w tym kilkunastu przywódców Cesarstwa Japonii skazanych za zbrodnie wojenne, wywołała oburzenie Koreańczyków. 30 grudnia pomnik pojawił się ponownie.
Shinzo Abe chce zmusić Seul, by bardziej zdecydowanie reagował w takich sytuacjach i nie przez przypadek zrobił to teraz, gdy w Korei Płd. jest niepewna sytuacja polityczna i rośnie konflikt na linii Seul–Pekin. Gdy Abe zawierał porozumienie w grudniu 2015 r., to w Seulu u władzy była Park Geun-hye. To ona, widząc wcześniej negatywne stanowisko Japonii m.in. w kwestii pocieszycielek, zaczęła coraz przyjaźniej odnosić się do Pekinu. Była na przykład jedyną obok Putina głową państwa, która wzięła udział 3 września br. w Pekinie w obchodach zakończenia II wojny światowej – pokazie siły Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej i widowisku wymierzonym w Japonię.
Ale pod koniec 2016 r. Park znalazła się w tarapatach, bo wybuchła afera korupcyjna, w którą i ona jest zamieszana.
Chińskie zmartwienie Seulu
W połowie grudnia parlament Korei Płd. odsunął od władzy prezydent Park Geun-hye. Dopóki Trybunał Konstytucyjny nie zdecyduje o zgodności impeachmentu z prawem, obowiązki szefa państwa sprawuje urzędujący premier Hwang Kyo-ahn. Najwcześniej na wiosnę Koreę Płd. czekają wybory. Seul musi też teraz stawić czoło protestom Pekinu, którym wtóruje Moskwa, na decyzje o rozmieszczeniu w Korei Płd. elementów amerykańskiego systemu obrony antybalistycznej THAAD. W tej chwili ChRL wprowadza działania odwetowe wobec Seulu, m.in. wstrzymuje wymianę kulturalną (dla gwiazd południowokoreańskiego popu i twórców seriali z Korei Płd. Chiny to bardzo ważny rynek), odwołuje loty czarterowe pomiędzy oboma krajami, a południowokoreańskie firmy już skarżą się na rosnące wobec nich represje w Państwie Środka. W odpowiedzi na takie działanie władze w Seulu zapowiadają powołanie specjalnej grupy, która będzie reagować na chińskie działania odwetowe. W takim momencie dla Korei Płd. ważna jest nie tylko współpraca z Waszyngtonem, lecz także z Tokio.

Susu-harai, hanabi i noworoczny wschód słońca

W sylwestrową noc najważniejszym wydarzeniem dla mieszkańców Tajpej, Pekinu czy Hongkongu są pokazy fajerwerków. Nie może być inaczej, skoro pierwszy znany pokaz sztucznych ogni zorganizowano na dworze cesarskim w Chinach w XII w. Z kolei dla Japończyków Nowy Rok to bardziej rodzinne święto i czas zadumy.

Jeden z najbardziej spektakularnych pokazów sztucznych ogni organizowanych na świecie w noc sylwestrowo-noworoczną odbywa się w Tajpej. Fajerwerki wystrzeliwane są tu z jednego z najwyższych budynków na świecie Taipei 101 (tyle ma pięter). To wydarzenie oglądają nie tylko setki tysięcy Tajwańczyków zgromadzonych wokół drapacza chmur, lecz także miliony przed telewizorami.

Fajerwerkowy show witający rok 2016 trwał 238 sekund i kosztował ponad 1,4 mln dol. Pokaz na przyjęcie roku 2017 ma ten sam budżet, ale po raz pierwszy będą to nie tylko sztuczne ognie, lecz także festiwal świateł. Jak informują organizatorzy, całe przedstawienie będzie nosiło tytuł „Rozświetlmy Tajwan”, a kolorem w nim dominującym ma być złoty, czyli barwa uważana w kulturze chińskiej za przynoszącą szczęście, a przede wszystkim fortunę. W noc sylwestrową przed budynkiem Taipei 101 spodziewanych jest 1,5 mln osób.

Fajerwerki rozświetlą niebo w wielu miejscach Azji, m.in. w Hongkongu, Singapurze, Seulu czy Pekinie. Nic w tym dziwnego, gdyż to właśnie na tym kontynencie, a dokładnie w Chinach, odbył się w XII w. pierwszy pokaz sztucznych ogni. W racach używano wówczas zwykłego prochu. Ale fajerwerki były znane w Chinach już wcześniej. Około 206 r. p.n.e., w czasach dynastii Han, prażono bambusy, aby wywołać huk, który miał odstraszyć złe duchy. Zwyczaj odpalania fajerwerków i petard w celu odstraszenia nieprzychylnych mocy jest nadal żywy m.in. na Tajwanie i w Chinach w okresie chińskiego Nowego Roku. W 2017 r. rozpocznie się on 28 stycznia.

Hanabi to japońskie określenie fajerwerków, będące połączeniem słów „kwiat” i „ogień”. Jednak witanie nowego roku za pomocą głośnych „ognistych kwiatów” nie jest zwyczajem szczególnie popularnym w Kraju Kwitnącej Wiśni. Atmosfera sylwestrowa bardziej przypomina tu nasze święta Bożego Narodzenia. Jest to więc czas poświęcany rodzinie i pełen wyciszenia.

Przygotowania do obchodów Nowego Roku zaczynają się w Japonii od susu-harai, czyli porządków domowych. Dopiero do czystego domu można zaprosić bóstwa (tradycyjną religią w Japonii jest sinto) poprzez ustawienie przy drzwiach ozdób z sosny i bambusa (kadomastu) oraz przygotowanie darów, głównie michi (lepkiego ryżowego ciasta) i mandarynek, które w kulturach japońskiej i chińskiej symbolizują bogactwo.

W sylwestrową noc wszystkie japońskie świątynie buddyjskie dzwonią 108 razy. Japończycy wierzą, że 108 uderzeń w dzwon jest w stanie oczyścić ich z grzechów popełnionych poprzedniego roku. Jeszcze tej samej nocy i w kolejnych dniach Japończycy tłumnie odwiedzają lokalne świątynie i modlą się o pomyślność w nowym roku. Ceremoniał ten nosi nazwę hatsumode. W Japonii nadal wysyła się kartki noworoczne – nengajo – które dzięki staraniom poczty docierają do adresatów dokładnie 1 stycznia. Oczywiście muszą być wysłane odpowiednio wcześniej.

Japońska tradycja nakazuje, by w Nowy Rok obejrzeć wschód słońca. To wróży pomyślność na kolejne miesiące. Wierzy się, że modlitwa tego dnia przy wschodzącym słońcu ma szczególną moc. Oglądanie wschodu słońca w Nowy Rok to także zwyczaj praktykowany przez mieszkańców Korei Południowej. A najpopularniejszym sposobem takiego świętowania jest wybranie się w podróż do Jeongdongjin na wschodnim wybrzeżu Korei Południowej. To właśnie stąd rozciąga się najlepszy widok na wschód słońca w całym regionie.
Gazeta Polska Codziennie

Putin ostudził nadzieję Tokio na przełom

Pod koniec ub. tygodnia odbyła się dwudniowa wizyta w Japonii prezydenta Rosji Władimira Putina. Mimo że zawarto podczas niej liczne umowy gospodarcze, nie osiągnięto przełomu w kwestii sporu wokół Wysp Kurylskich. Według mediów japońskich, Putin, a także i Pekin, dały jasny sygnał, że na drodze naprawy relacji na linii Moskwa–Tokio stoi japoński sojusz z Waszyngtonem.
W czasie dwudniowych rozmów przywódców Japonii i Rosji poruszono wiele tematów, w tym sytuację w Syrii i na Ukrainie, oraz spór wokół Wysp Kurylskich.
Zapowiedziano m.in. powołanie rosyjsko-japońskiego funduszu inwestycyjnego z kapitałem 1 mld dol. W planach funduszu znalazło się 20 wspólnych projektów, takich jak poprawa infrastruktury portowej w azjatyckiej części Rosji, wspólne projekty badawcze dot. eksploatacji surowców energetycznych w obszarze przylegającym do Arktyki, otwarcie stałego połączenia kolejowego łączącego Rosję z Japonią, które przewiduje m.in. utworzenie infrastruktury umożliwiającej regularne kursy pociągów z Rosji kontynentalnej na Sachalin itp.
Spór o Kuryle
Jednak premier Shinzō Abe liczył przede wszystkim na przełom w sporze o Kuryle. To właśnie zatarg o cztery wyspy tego archipelagu: Kunaszyr, Szykotan, Iturup i Habomai, sprawił, że Rosja i Japonia nie podpisały jeszcze traktatu pokojowego po drugiej wojnie światowej.
Choć w trakcie wizyty Putina w Japonii, przywódcy obu państw zgodzili się na podjęcie wielopłaszczyznowej współpracy na obszarze spornych wysp, chodzi m.in. o ruch bezwizowy, wspólne inwestycje i wymianę kulturalną, a także utworzenie specjalnej strefy ekonomicznej, to plan Abe okazał się nierealny.
Japonia obawia się rosnącego znaczenia Chin w regionie, a także rosnących roszczeń Państwa Środka na Morzach Południowochińskim i Wschodniochińskim i dlatego dla przeciwwagi Shinzō Abe stara się budować i wzmacniać sojusze w regionie. Premier Japonii liczył na to, że uda się uzyskać ustępstwa ze strony rosyjskiej co do czterech z Wysp Kurylskich, oferując Rosji, dotkniętej sankcjami nałożonymi przez państwa zachodnie, korzyści gospodarcze. Tym samym nastąpiłaby poprawa relacji japońsko-rosyjskich, co z pewnością nie byłoby na rękę Pekinowi. Od września br. trwały konsultacje Mos­kwy z Tokio ws. intensyfikacji kontaktów międzypaństwowych na najwyższym szczeblu. Jednak pod koniec listopada br. Rosja zainstalowała systemy rakietowe Bastion i Bał na dwóch wyspach w archipelagu kurylskim: Iturup i Kunaszyr, co do których prawa rości sobie także Japonia. Był to już jasny sygnał, że do porozumienia daleko.
Na piątkowej konferencji prasowej w Tokio prezydent Rosji powiedział, że jego kraj może złagodzić zasady dotyczące wizyt obywateli Japonii na spornym archipelagu. Do tej pory bez wiz na wyspy mogli przyjeżdżać tylko Japończycy, których krewni spoczywają na miejscowych cmentarzach.
Nic dziwnego, że zrezygnowany Abe na tej samej konferencji mógł tylko powiedzieć: „Problem nie zostanie rozwiązany, jeśli każdy z nas będzie po prostu tkwił przy swoich argumentach”.
Kara za sojusz z USA
Japońskie media w większości donosiły o rozczarowaniu rezultatami rozmów Abe z Putinem. Gazeta „Asahi Shimbun” pisze, że Shinzō Abe łudził się, iż możliwe jest rozwiązanie kwestii Wysp Kurylskich i źle odczytał intencje Putina. Prezydent Rosji i jego administracja jasno dali do zrozumienia, że kontraktami gospodarczymi nic się tu nie ugra i że Rosji w poprawie relacji z Japonią przeszkadza bliski sojusz Tokio z Waszyngtonem. „Chociaż Abe może uwierzył, że Putin miał pewne zrozumienie dla sojuszu Japonii ze Stanami Zjednoczonymi, to twarda postawa Rosji zaprezentowana w listopadzie br. wyraźnie pokazuje, że założenie to było błędne” – pisze japoński dziennik.
Putin w wywiadzie dla stacji Nippon TV dał jasny sygnał, jakie relacje chciałby mieć z Japonią – takie jak „partnerstwo z Chinami”, zakładające „wysoki stopień zaufania politycznego między dwoma krajami oraz wspólne spojrzenie na najważniejsze problemy międzynarodowe”. W ostatnim okresie Rosja i Chiny nie tylko zacieśniają swoją współpracę, ale także próbują wciągnąć inne kraje w budowę projektu euroazjatyckiego. To chińsko-rosyjskie kondominium ma być przeciwwagą dla USA.
Również media w Chinach, pisząc o wizycie Putina w Japonii, stwierdziły, że naprawie relacji japońsko-rosyjskich nie służy bliski sojusz Tokio z Waszyngtonem. Według komunistycznego dziennika „Global Times”, sojusz Japonii z USA „obrócił wniwecz” wizytę Putina.
Seria skandali
W trakcie wizyty Putina nie obyło się bez skandali z obu stron. Spotkanie z premierem Shinzō Abe w znanym z gorących źródeł kurorcie Nagato na południu kraju rozpoczęło się z prawie trzygodzinnym opóźnieniem ze względu na spóźniony przylot Putina. Dodatkowo rosyjski prezydent odmówił przyjęcia prezentu od strony japońskiej – psa rasy akita. Wizycie Putina towarzyszyły też protesty japońskich prawicowych działaczy, wznoszących okrzyki i niosących transparenty z napisami „Putin wracaj do domu” czy „Oddaj nam nasze wyspy”. Strona japońska miała też odwołać początkowo planowaną audiencję Władimira Putina u cesarza Japonii Akihito.
Gazeta Polska Codziennie

Komuniści vs sojusznik USA Pekin i Tokio walczą o Kubę

W zeszłym tygodniu Kubę odwiedzili premierzy dwóch znaczących i rywalizujących ze sobą państw azjatyckich, Japonii i Chin. Tokio i Pekin toczą spory terytorialne na Morzu Wschodniochińskim, konkurują o kontrakty w Azji i Afryce, a teraz walczą o wpływy na Karaibach.

22 września do Hawany zawitał premier Japonii Shinzō Abe. Była to pierwsza wizyta przywódcy Kraju Kwitnącej Wiśni na komunistycznej Kubie. Wizyta szefa japońskiego rządu odbyła się rok po tym, jak USA, sojusznik Tokio, ponownie nawiązały relacje dyplomatyczne z Kubą. Zaraz po tym wydarzeniu, w maju 2015 r., Hawanę odwiedził też szef japońskiego MSZ-etu Fumio Kishida, a miesiąc później z rewizytą w Tokio pojawił się Miguel Díaz Canel, wiceprezydent Kuby. W trakcie zeszłotygodniowej wizyty premier Abe najpierw spotkał się z byłym przywódcą Kuby Fidelem Castro, a następnie z obecnie rządzącym Raulem Castro, by rozmawiać na temat wzmocnienia obustronnych relacji gospodarczych. Tokio zgodziło się anulować część długu Hawany – chodzi o kwotę 120 mld japońskich jenów, czyli 1,2 mld dol. Japonia udzieli Kubie również pożyczki w postaci sprzętu medycznego o wartości 13 mln dol. Na Kubie ma powstać także centrum nauczania dla miejscowych lekarzy z wykorzystaniem japońskiej technologii. Premier Abe zapowiedział również zwiększenie obecności japońskiego biznesu w tym karaibskim kraju. Obecnie na 700 firm zagranicznych działających na Kubie tylko 18 jest z Japonii. Japońskich przedsiębiorców szczególnie interesują projekty dotyczące rozbudowy infrastruktury i turystyki, w tym także turystyki medycznej.
Jeszcze w lipcu br. swoje biuro w Hawanie otworzył japoński konglomerat Mitsubishi. Zainteresowanie inwestorów przyciąga specjalna strefa ekonomiczna powstała dwa lata temu w Mariel, mieście oddalonym 40 km od Hawany i to nie tylko ze względu na korzyści podatkowe, lecz także strategiczne położenie pośrodku Karaibów pomiędzy USA i Kanałem Panamskim.
Władze Japonii nie ukrywają, że w zamian za współpracę i pomoc udzieloną Hawanie, Tokio oczekuje od Kuby m.in. podjęcia działań służących ograniczeniu prowokacji nuklearnych ze strony Korei Północnej, z którą reżim Castro utrzymuje dobre relacje. Ta współpraca na linii Hawana-Pjongjang oznacza m.in. łamanie międzynarodowego prawa. Tak było w 2013 r. gdy władze Panamy zatrzymały statek płynący z Kuby do Korei Płn. Na jego pokładzie poza cukrem znaleziono kontenery z pociskami rakietowymi i myśliwce MiG-21.
Dwa dni po podróży Shinzō Abe w Hawanie pojawił się chiński premier Li Keqiang. Była to także jego pierwsza wizyta tym kraju i też rozpoczęła się od spotkania z Fidelem Castro. Dwa lata temu Hawanę odwiedził chiński prezydent Xi Jinping.
Tuż przed wizytą Li chiński ambasador na Kubie Zhang Tuo w wywiadzie dla chińskiej rządowej agencji informacyjnej Xinhua określił relacje chińsko-kubańskie jako kluczowy element relacji Chin z Ameryką Łacińską. Według Zhanga „Chiny i Kuba uczyły się od siebie nawzajem, jak budować socjalizm, od lat wymieniają się doświadczeniami w rządzeniu, wspierają się wzajemnie w kwestiach dotyczących ich podstawowych interesów” i stworzyły bliskie relacje „jako dobrzy przyjaciele, dobrzy towarzysze i dobrzy bracia”.
Podczas wizyty chińskiego premiera w Hawanie podpisano ok. 30 porozumień dotyczących współpracy w takich dziedzinach, jak biotechnologia, ochrona środowiska, rolnictwo, turystyka i kultura.
Chiny są drugim (po Wenezueli) partnerem handlowym Kuby. Wymiana handlowa pomiędzy oboma krajami wyniosła ponad 1,6 mld dol. w 2015 r., co stanowiło 57-proc. wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim. Chiny wspierają Kubę przede wszystkim za pomocą pożyczek. W lutym br. Pekin uruchomił dwie linie kredytowe, które pozwalają na zakup przez Kubę chińskich maszyn rolniczych, a także wagonów kolejowych do przewozu pasażerów. Także port w drugim co do wielkości mieście Kuby, Santiago de Cuba, jest rozbudowywany dzięki chińskim funduszom.
Ale poza kwestiami gospodarczymi i północnokoreańskimi analitycy zwracają uwagę, że nieprzypadkowo wizyty premierów Chin i Japonii odbyły się niemal w tym samym czasie. Pekin i Tokio nie tylko toczą ze sobą spory na Morzu Wschodniochińskim, mają przeciwstawne interesy na Morzu Południowochińskim, wzmacniają sojusze nie tylko w regionie Azji, ale także rywalizują o kontrakty m.in. w Azji Południowo-Wschodniej i Afryce, a teraz również w rejonie Karaibów.
ChRL ma długotrwałe relacje dyplomatyczne z Kubą. Wszystkie podejmowane ostatnio przedsięwzięcia na Kubie wskazują, że Pekin zamierza rywalizować o wpływy na wyspie z USA. Teraz do gry w tym regionie wkracza także sojusznik Waszyngtonu, Japonia.

Gazeta Polska Codziennie

Trump chciał pokazać Xi prawdę o Tajwanie. Dyktator uciekł

Ostatnim punktem wizyty Xi Jinpinga w Stanach Zjednoczonych była wizyta w Archiwach Narodowych w Waszyngtonie. Z pozoru uprzejmość gospodarz...