Pod koniec listopada Tajwańczycy wybierają władze samorządowe. Według Batto w stolicy wynik wydawał się przesądzony. Burmistrz Chiang Wan-an z Kuomintangu (KMT, główna partia opozycyjna, ugodowa wobec Pekinu) ubiega się o reelekcję. Jest młody, przystojny, lubiany i przez cztery lata nie miał żadnej poważnej afery. Do tego jest (rzekomym) prawnukiem Czang Kaj-szeka. Tajpej głosuje raczej na KMT, a dwaj poprzedni burmistrzowie tej partii bez trudu zostali ponownie wybrani, zdobywając od 56 do 64 proc. głosów. Chiang miał prowadzić pogodną kampanię faworyta i nie wdawać się w spory.
Rządząca Demokratyczna Partia Postępowa (DPP, partia prezydenta Lai Ching-te) nie miała chętnych do tej walki. Batto pisze wprost, że kandydat miał być mięsem armatnim. Został nim Shen Pao-yang, za granicą znany jako Puma Shen. To poseł z listy krajowej, który nigdy wcześniej nie startował w wyborach okręgowych. Na Zachodzie ceniony badacz chińskiej wojny informacyjnej, założyciel Akademii Kuma (Czarnego Niedźwiedzia), która uczy zwykłych obywateli obrony cywilnej na wypadek chińskiej inwazji. Pekin uznał go za „zatwardziałego separatystę”. Na Tajwanie kojarzono go głównie z ulicznymi protestami przeciwko KMT i z nieudaną kampanią odwoływania jej posłów w 2025 r. Przeciwnikom łatwo było przedstawić go jako radykała. DPP liczyła na to, że zmobilizuje własnych wyborców i nadszarpnie wizerunek Chianga.
Wszystko zmieniła rozmowa w radiu 10 września. Prowadzący sprzyja KMT i nikt nie spodziewał się łagodnego wywiadu. Shen spokojnie ominął pułapki, a zapytany o największą trudność kampanii odpowiedział, że ludzie po prostu go nie znają. Potem na każde pytanie o sprawy miasta miał gotowy, szczegółowy plan. Pod koniec gospodarz był wyraźnie oczarowany. Nagranie w kilka dni przekroczyło milion wyświetleń na YouTube.
Od tej pory Shen przyciąga tłumy. Na targowiskach ludzie czekają po dwie, trzy godziny na zdjęcie i autograf. Bez kartki mówi o walce ze szczurami, koszach na śmieci sterowanych sztuczną inteligencją, szlakach turystycznych, komunikacji, obiadach w szkołach, ochronie drzew, aktywizacji seniorów i o tym, jak szybsza przebudowa starych dzielnic spina to wszystko w całość. Tajwańczycy nazwali to zjawisko „prądem oceanicznym”. To gra słów: ostatni znak jego imienia, yang (洋), oznacza ocean. Kandydaci DPP z całego kraju zapraszają go teraz na swoje wiece.
Chiang Wan-an ma tymczasem kłopot. Na sesjach rady miejskiej zwykle oddaje głos swoim urzędnikom, a radni, także z jego własnej partii, publicznie mu to wypominają. W sieci krążą nagrania, na których nie potrafi odpowiedzieć bez przygotowanej kartki. Wróciło też jego wystąpienie z 2022 r. u tego samego prowadzącego, w którym ciągle zerkał do notatek. Przylgnął do niego obraz ładnej, ale pustej wydmuszki, za którą pracują inni.
22 września ceniony sondażysta Tai Li-an opublikował badanie: Chiang 41 proc., Shen 40 proc. Remis.
Batto zwraca uwagę, że stawka jest większa niż ratusz. Chiang uchodzi za przyszłego kandydata KMT na prezydenta w 2028 lub 2032 r. Jeśli na dobre przylgnie do niego łatka wydmuszki, może to przekreślić jego szanse na prezydenturę.
Obóz KMT na razie szuka odpowiedzi po omacku: twierdzi, że tłumy są opłacone, a sondażysta stronniczy. Zdaniem autora ma dwa wyjścia. Albo Chiang pokaże w debacie, że zna się na sprawach miasta (Shen tylko na to czeka), albo sztab Chianga przejdzie do ataku i zacznie grzebać w przeszłości rywala.
Batto przewiduje też, że wkrótce do gry wejdą chińskie farmy trolli. Człowiek, który zawodowo bada chińską dezinformację, przekona się, ile jego wiedza jest warta w praktyce.
Autor studzi jednak emocje: to może być szczyt popularności Shena. Nowa twarz budzi nadzieje, a im więcej wyborcy się o nim dowiedzą, tym więcej znajdą rzeczy, które się komuś nie spodobają. Ale jeszcze miesiąc temu nikt nie traktował tej rywalizacji poważnie. Dziś patrzy na nią cały Tajwan.
