Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajwan-Chiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajwan-Chiny. Pokaż wszystkie posty

Uścisk dłoni prezydentów Tajwanu i Chin

 
W sobotę w Singapurze doszło do pierwszego od 66 lat spotkania przywódców Tajwanu i Chin.

Już na kilka godzin przed spotkaniem prezydenta Chin Xi Jinpinga z prezydentem Tajwanu Ma Ying-jeou w Singapurze na lokalnym lotnisku doszło do skandalu. Tajwańscy dziennikarze towarzyszący prezydentowi Ma zostali zatrzymani przez urzędników imigracyjnych, twierdzących, że ich akredytacje muszą być ponownie przydzielone. Cała procedura spowodowała, że przedstawiciele tajwańskich mediów przybyli z opóźnieniem na miejsce, gdzie miały się odbyć konferencje prasowe po szczycie, i wszystkie czołowe miejsca zajęły media z Chin i Singapuru. Na singapurskim lotnisku nie wpuszczono też trzech tajwańskich działaczy proniepodległościowych, argumentując to niejasnym celem ich wizyty.
Spotkanie przywódców rozpoczęło się od długiego uścisku dłoni, następnie obaj udali się na rozmowy. Te trwały krócej niż zapowiadano – zamiast godziny Xi Jinping i Ma Ying-jeou rozmawiali przez 50 min. Obaj przywódcy zwracali się do siebie per „panie Xi” i „panie Ma”, ponieważ zarówno rządząca na Tajwanie (Republika Chin) partia Kuomintang (KMT), jak i komunistyczne Chiny (Chińska Republika Ludowa) uznają się za jedyne właściwe Chiny, więc w teorii każdy z polityków jest prezydentem tego kraju.
Podczas spotkania tajwański przywódca zaproponował utworzenie gorącej linii, dzięki której władze obu krajów mogą się porozumiewać w najważniejszych sprawach dotyczących bezpieczeństwa. Wspomniał także, że Tajwańczycy są zaniepokojeni ponad 1,5 tys. rakiet balistycznych wycelowanych z terytorium Chin na Tajwan.
Prezydent Xi Jinping ograniczył się do sloganów, np. że Tajwan i Chiny są nierozerwalne i że „nie ma siły, która mogłaby je rozdzielić”. Xi ostrzegł także przed odejściem od tzw. polityki jednych Chin, a siły proniepodległościowe na wyspie nazwał „największym zagrożeniem dla pokoju”.
Przywódcy obu państw za podstawę rozmów uznali „politykę jednych Chin” i tzw. Konsensus 1992, zgodnie z którym obie strony zgadzają się, że istnieją tylko jedne Chiny, ale pozostają przy odmiennych interpretacjach tej jedności. To oznacza, że władze ChRL twierdzą, iż są jedyną emanacją tej jedności, podczas gdy rząd Kuomintangu w Tajpej utrzymuje, że to on reprezentuje jedne i niepodzielne Chiny. Z taką polityką i wizją dla Tajwanu nie zgadza się coraz większa liczba mieszkańców wyspy. Potwierdzają to także wyniki sondażu przeprowadzonego przez jeden z czołowych tajwańskich think tanków Taiwan Brain Trust, a opublikowanego pod koniec kwietnia br. Z danych tych wynika, że ponad 74 proc. ankietowanych opowiada się za nieuznawaniem Konsensusu 1992. Takie stanowisko prezentuje też główne opozycyjne ugrupowanie na Tajwanie Demokratyczna Partia Postępu (DPP). Jej przewodnicząca i zarazem kandydatka na stanowisko prezydenta w wyborach, które odbędą się w styczniu 2016 r., dr Tsai Ing-wen stwierdziła, że prezydent Ma, godząc się na rozmowy oparte wyłącznie na formule jednych Chin, ogranicza prawa Tajwańczyków do wyboru innych opcji, np. „dwóch Chin” czy wariantu „jedne Chiny, jeden Tajwan”. Jak dodała, taka polityka jest szkodliwa dla interesów Tajwanu.
W momencie gdy w Singapurze prezydent Ma Ying-jeou ściskał dłoń komunistycznego przywódcy Chin Ludowych, na ulicach Tajpej odbywał się protest przeciwko spotkaniu w Singapurze. Demonstrujący nieśli transparenty z hasłami „Jeden Tajwan, jedne Chiny” czy „Chiny, łapy precz od Tajwanu”. W wypowiedziach dla „Codziennej” uczestnicy demonstracji podkreślali, że prezydent Tajwanu nie ma mandatu do prowadzenia rozmów z chińskim przywódcą – za kilka miesięcy odchodzi z urzędu, jego poparcie jest bardzo niskie (w tegorocznych sondażach wahało się od 9 do 20 proc.). Na dodatek polityk musiał zrezygnować ze stanowiska przewodniczącego KMT, po tym jak jego partia przegrała lokalne wybory w listopadzie ub.r. Sondaże dotyczące mających się odbyć w styczniu wyborów prezydenckich dają dużą przewagę kandydatce partii opozycyjnej DPP nad kandydatem Kuomintangu. Wielu uczestników protestu w Tajpej twierdziło, że KMT zdecydował się na pospiesznie zorganizowane spotkanie z prezydentem Chin, aby ratować sondaże. W dalszej kampanii to właśnie zdjęcie prezydenta Ma ściskającego dłoń komunistycznego przywódcy ma pokazać Tajwańczykom, że tylko Kuomintang może zapewnić Tajwanowi pokój i bezpieczeństwo
Podczas gdy obaj prezydenci ściskali sobie dłonie, na Tajwanie doszło do kolejnego protestu przeciwko godzącemu w interes wyspy zbliżeniu Tajpej z Pekinem.
Gazeta Polska Codziennie

Na Tajwanie zawrzało na wieść o zbliżeniu z Chinami

7 listopada dojdzie do pierwszego od 1949 r. spotkania liderów Tajwanu i Chin Ludowych. Ujawniona we wtorek późnym wieczorem informacja o nagle przygotowanym szczycie wywołała sensację na Tajwanie. Już w środę rano przed parlamentem doszło do pierwszej demonstracji przeciwników polityki zbliżenia wyspy z ChRL-em

Do spotkania prezydenta Tajwanu Ma Ying-jeou z chińskim przywódcą Xi Jinpingiem dojdzie w Singapurze. Biuro Prezydenta Tajwanu odnosi się bardzo enigmatycznie do informacji na temat tego, po co tak naprawdę zorganizowany został szczyt i co dokładnie będzie na nim omawiane. – Celem wizyty prezydenta Ma jest zapewnienie pokoju w Cieśninie Tajwańskiej i utrzymanie tam status quo – poinformował rzecznik tajwańskiego prezydenta Charles Chen. Dodał także, że „przy tej okazji żadna umowa nie zostanie podpisana ani nie zostanie wydane żadne wspólne oświadczenie”.
Wiadomość o spotkaniu obu prezydentów wywołała ogromne poruszenie na Tajwanie, gdzie w połowie stycznia odbędą się wybory prezydenckie i parlamentarne. Wszystko wskazuje na to, że rządząca partia Kuomintang (KMT), której przedstawicielem jest Ma Ying-jeou, poniesie w nich klęskę. Wielu komentatorów uważa, że nagłe spotkanie z chińskim przywódcą tuż przed wyborami to próba ratowania kampanii Kuomintangu. Ma Ying-jeou liczy na to, że jego uścisk dłoni z Xi Jinpingiem może przekonać Tajwańczyków, iż tylko Kuomintang gwarantuje pokojowe relacje z Chinami.
Jednak zeszłoroczna rewolucja słoneczników (protest Tajwańczyków przeciwko uzależnianiu wyspy od Chin) i klęska KMT w zeszłorocznych wyborach samorządowych pokazały, że Tajwańczycy już nie bardzo wierzą w obietnice rządzącego wyspą prezydenta Ma.
Pojawiają się też głosy, że Ma Ying-jeou na spotkaniu z prezydentem ChRL u będzie nie tyle reprezentował Tajwan, ile swoją partię, a rozmowy będą głównie dotyczyły dalszej współpracy KPChL z KMT. Obie strony będą chciały stworzyć kanał współpracy z pominięciem rządu Tajwanu, który w przyszłym roku stworzy proniepodległościowa partia Demokratyczna Partia Postępu (DPP).
Stąd też już w środę rano zorganizowano protest przed tajwańskim parlamentem przeciwko niespodziewanemu spotkaniu 7 listopada w Singapurze. Takich demonstracji ma być w tym tygodniu więcej, a coraz więcej polityków domaga się rozpoczęcia przez parlament procedury impeachmentu tajwańskiego prezydenta.
Gazeta Polska Codziennie

Tajwańczycy mają dość „polityki miłości”

Wizyta w Chinach przewodniczącego rządzącego Tajwanem Kuomintangu miała pokazać szykującym się do wyborów prezydenckich i parlamentarnych Tajwańczykom, że jest tylko jedna partia, która może zagwarantować „bezpieczeństwo i zgodę”. Ta kolejna odsłona w ramach polityki miłości do Pekinu, prowadzona przez władzę na wyspie, już na nikim nie robi na Tajwanie wrażenia. Tajwańczycy izolowani i upokarzani przez ChRL na arenie międzynarodowej mają dość

4 maja br. nowo wybrany przewodniczący Kuomintangu (KMT) Eric Chu spotkał się w Pekinie z sekretarzem Komunistycznej Partii Chin Ludowych (KPChL), prezydentem Chin Xi Jinpingiem. Podczas spotkania prezydent Xi stwierdził, że „Chiny i Tajwan powinny rozwiązywać dzielące je polityczne różnice na drodze negocjacji”, ale zaznaczył, że Tajwan musi uznać, iż jest częścią Chin. Przewodniczący KMT powiedział, że rządzący wyspą uznają zasadę jednych Chin i tzw. konsensus 1992, ale miał też dodać, co podała agencja prasowa Associated Press (AP), że jego partia w pełni popiera zjednoczenie z Chinami. Ta uwaga cytowana przez AP wywołała burzę na Tajwanie, ale KMT, a także sam Eric Chu zaprzeczali, że podczas spotkania z chińskim przywódcą padły słowa o zjednoczeniu. Stwierdzili, że relacja AP zawierała „nieprawdziwe stwierdzenia”. Jednak słowa o zjednoczeniu od kilku dni zajmują pierwsze strony gazet na Tajwanie. Polityk wygłosił pogląd, który jest bliski członkom KMT, ale ci nie śmieli się do niego przyznać, wiedząc, że popełniliby w ten sposób polityczne seppuku na wyspie. Jednak Tajwańczycy coraz wyraźniej zdawali sobie z tego sprawę.
Igraszki z komunistami
Dzień przed spotkaniem z chińskim prezydentem szef KMT wziął udział w Szanghaju w forum, gdzie był gościem tajwańskich przedsiębiorców inwestujących w Chinach. Tu głos zabrała Susan Tung, przedstawiająca się jako Tajwanka kierująca firmą w Wielkiej Brytanii i Szanghaju. Dziennikarze na wyspie ustalili jednak, że firma, którą Susan Tung rzekomo kieruje w Wielkiej Brytanii, od kilku lat nie istnieje. Pojawiły się głosy, że kobieta pobiera pieniądze od KPChL, a jej zadaniem jest prowadzenie  inwigilacji i prozjednoczeniowej agitacji wśród tajwańskiej społeczności w Chinach. Tung radziła Erickowi Chu, aby nie przejmował się specjalnie głosami Tajwańczyków, ale zacieśniał współpracę Kuomintangu z KPChL. Ta współpraca i mieszane małżeństwa tajwańsko-chińskie mają, według bizneswoman, zagwarantować KMT zwycięstwo na wyspie, a tym samym ułatwić zjednoczenie.
Tung stwierdziła, że owe pary mieszane to już 350 tys. osób, jeśli więc każda będzie miała dwoje dzieci, to „będzie to ponad 1 mln osób, które będą wracać na Tajwan na każde wybory. Jak mając takie poparcie, Kuomintang może nie wygrać?” – zastanawiała się tajwańska przedsiębiorczyni i dodała: „Po co więc w ogóle rozmawiać z 23 mln Tajwańczyków?”.
To przemówienie jest w tej chwili najczęściej odtwarzanym nagraniem na Tajwanie. Niektórzy żartują, że partia opozycyjna DPP (Demokratyczna Partia Postępu) w zbliżającej się kampanii wyborczej nie musi już przygotowywać żadnych materiałów reklamowych, tylko cały czas odtwarzać to wideo. To, co powiedziała Tung, rozzłościło Tajwańczyków (i z pewnością zaszkodziło KMT), ale wielu z nich przyznaje, że powiedziała ona głośno to, do czego od lat dąży Kuomintang – do współpracy z KPChL, przy ignorowaniu głosu Tajwańczyków.
Wyspa na celowniku rakiet
Od 1949 r., kiedy chińscy nacjonaliści pokonani przez komunistów osiedlili się na Tajwanie, Chiny i Tajwan były w stanie ciągłej konfrontacji. Pekin nie uznaje suwerenności wyspy i traktuje ją jako zbuntowaną prowincję. Kiedy do władzy doszedł tam w 2008 r. z ramienia Kuomintangu prezydent Ma Ying-jeou, postulował on ocieplenie stosunków na linii Tajpej–Pekin. Administracja Ma ogłosiła, że za jego kadencji Tajwan nie ogłosi niepodległości, ale nie będzie też dążył do zjednoczenia z Chinami Ludowymi, a wyspa otworzy się na ChRL przede wszystkim w gospodarce. To miało zagwarantować Tajwanowi większe bezpieczeństwo, a także zachęcić Pekin, aby przestał marginalizować wyspę na arenie międzynarodowej. Na polityce miłości wobec komunistycznych władz w Pekinie, a w rzeczywistości na coraz większym uzależnianiu wyspy od ChRL, korzystały tylko grupy dużego biznesu powiązane z KMT, rozwijając swoje inwestycje w Chinach.
Polityka prezydenta Ma Yingjiu, tzw. dyplomatyczny rozejm (waijiao xiubing) z Chinami, nie zmniejszyła jednak zagrożenia ze strony ChRL. Rośnie liczba rakiet balistycznych wycelowanych w Tajwan – w tej chwili jest ich 1,6 tys. Wśród 200 ostatnio rozmieszczonych pocisków w prowincjach Fujian i Jiangxi na południowym wschodzie Chin większość stanowią najnowsze Dongfeng 16 (DF-16) o zasięgu 1000 km. Chińska armia rozmieszcza także w swoich jednostkach rakiety średniego zasięgu (do 2800 km) Dongfeng 21G (DF-21D) – kolejną wersję serii DF-21 – pierwszych na świecie konwencjonalnych rakiet balistycznych wyprodukowanych specjalnie do zwalczania okrętów (rakiety ziemia–woda), zwanych „zabójcami lotniskowców”.
Pekin na każdym kroku stara się upokorzyć Tajwan na arenie międzynarodowej. Tuż po trzęsieniu ziemi w Nepalu 25 kwietnia br. Tajwan, kraj często doświadczany przez wstrząsy i mający wyspecjalizowane ekipy ratownicze, zaoferował pomoc. Tajpej planowało wysłać ponad 20 ratowników i 2 tony sprzętu do odnajdywania osób uwięzionych w gruzach. Niestety, władze Nepalu pod naciskiem Pekinu odrzuciły tę pomoc. Presji komunistycznego reżimu uległy także władze Włoch, nie zgadzając się, aby Tajwan brał udział w rozpoczętych niedawno targach Expo 2015 w Mediolanie. Pekin nie chciał, aby wyspa miała swój pawilon. 
Młodych nie nabiorą 
Spotkanie na Tajwanie szefa tajwańskiego KMT z sekretarzem KPChL przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi (odbędą się w 2016 r.) miało dać jasny przekaz Tajwańczykom, że tylko Kuomintang, którego szef ściska dłoń chińskiego przywódcy, może zagwarantować pokojowe relacje z Chinami. Jednak zeszłoroczna Rewolucja Słoneczników (protest Tajwańczyków przeciwko uzależnianiu wyspy od Chin) i klęska KMT w listopadowych wyborach samorządowych pokazały, że Tajwańczycy nie wierzą w obietnice rządzących. Kuomintang z jej nowym przewodniczącym Erickiem Chu i starą, bo prowadzoną od lat polityką miłości wobec Pekinu zaczyna być na wyspie passé.
Potwierdzają to także wyniki sondaży przeprowadzonych przez Taiwan Brain Trust, a opublikowane pod koniec kwietnia br. Z danych tych wynika, że 71,8 proc. ankietowanych nie popiera polityki prezydenta Tajwanu Ma Ying-jeou, a 74,1 proc. opowiada się za programem głoszonym przez kandydatkę DPP na stanowisko prezydenta Tsai Ing-wen, tj. utrzymania status quo i nieuznawania Konsensusu 1992. Od lat przedstawiano opozycję jako awanturników, którzy po dojściu do władzy wywołają wojnę z Chinami. Ankieta TBT pokazuje jednak, że 51,2 proc. respondentów uważa, iż partia DPP będzie w stanie zagwarantować pokojowy rozwój relacji z Chinami.
Gazeta Polska

Pekin chce zamknąć usta tajwańskim dziennikarzom

Tajwańskie Stowarzyszenie Dziennikarzy jest bardzo zaniepokojone chińskim projektem tzw. ustawy o bezpieczeństwie narodowym. Jej drugie  czytanie odbyło się już w Stałym Komitecie Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych[1]. Dziennikarze na Tajwanie uważają, że nowa ustawa będzie zagrożeniem dla wolności słowa i  mediów na wyspie.

Artykuł 11 ustawy stwierdza, że “dbanie o suwerenność i integralność terytorialną Chin jest wspólnym obowiązkiem wszystkich chińskich obywateli w tym tych w  Hongkongu, Makao i na Tajwanu, i tu żadne odstępstwa nie będą tolerowane”.

Krótko mówiąc nowe chińskie prawo  nie uznaje, że Tajwan ma swój własny niezależny rząd i prawa.

Artykuł 81 ustawy stanowi, że naruszenie jej i innych przepisów prawa ChRL-u pociągnie za sobą konsekwencje prawne . Artykuły, komentarze i reportaże danego dziennikarza mogą być wykorzystane jako dowód przeciwko niemu w śledztwie.  Krótko mówiąc tajwańscy dziennikarze publikujący wiadomości  nieprzychylne komunistycznym władzom Chin po przybyciu do ChRL-u mogą być aresztowani na podstawie tego co publikują w swoim kraju. Jest to także ogromne zagrożenie dla tajwańskich dziennikarzy pracujących w Chinach.

Podobne obawy wyrażają dziennikarze w Hongkongu i Makao.

 



[1] Stały Komitet OZPL to organ, który pomiędzy sesjami parlamentu (czyli przez większą część roku) sprawuje najwyższą władzę ustawodawczą i kontrolną w ChRL-u

Co warto wiedzieć zanim lider KMT uściśnie dłoń sekretrza KPChL

Spotkanie przewodniczącego rządzącej Tajwanem partii Kuomintang (KMT), Erica Chu, z prezydentem Chin, a jednocześnie sekretarzem generalnym Komunistycznej Partii Chin (KPChL), Xi Jinpingiem, jest napewno historyczne bo…… należy do przeszłości. 
Odbywa się ono przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi w 2016 roku na Tajwanie i ma dać jasny przekaz Tajwańczykom, że to tylko Kuomintang, którego szef ściska dłoń chińskiego przywódcy, może zagwarantować pokojowe relacje z Chinami; to KMT jest za “zgodą i bezpieczeństwem”.
Jednak zeszłoroczna  Rewolucja Słoneczników (protest Tajwańczyków przeciwko uzależnianiu wyspy od Chin) i klęska KMT w listopadowych wyborach samorządowych pokazały, że Tajwańczycy już nie bardzo wierzą w obietnice ich prezydenta Ma Yingjeou.  Kuomintang z jej nowym przewodniczącym Erickiem Chu i prowadzoną od lat, czyli starą, polityką miłości wobec Pekinu zaczyna być na wyspie passé.
Potwierdzają to także wyniki sondażów przeprowadzonych przez Taiwan Brain Trust[1] (TBT), a opublikowane pod koniec kwietnia b.r.
Z danychTBT wynika, że 71,8 proc.  ankietowanych Tajwańczyków nie popiera polityki obecnego prezydenta Tajwanu Ma Yingjeou.
74,1 proc. opowiada się za polityką głoszoną przez kandydatkę DPP (partii opozycyjnej) Tsai Yingwen, tj. utrzymania status quo i nieuznawania tzw. Konsensusu 1992[2] .
51,2 proc. uważa, że partia DPP będzie w stanie zagwarantować pokojowy rozwój relacji z Chinami[3].
68 proc. ankietowanych  uważa, że Tajwan jest niepodległy i suwerenny.
52.2 proc. ( z czego 59,3 proc.  pracuje albo ma kogoś w rodzinie kto pracuje w Chinach) twierdzi, że partia DPP nie powinna uznać Konsensusu 1992.

Eric Chu bał się stanąć do wyborów prezydenckich w 2016 roku, bo wiedział, że poniesie klęskę. Zwycięstwo KMT możliwe byłoby gdyby partia odmłodziła  kadry,  rozliczyła się z majątku jaki posiada i zaakceptowała fakt rosnącego poczucia tajwańskiej tożsamości. Zamiast tego mamy jednak nadal granie starą kartą - straszenie awanturnikami z DPP i ściskanie dłoni z komunistycznymi aparatczykami.

Patrząc jak szef KMT wyściskuje się z sekretarzem KPChL nie miejmy złudzeń, że jest to “historyczne spotkanie” budujące pokój w Cieśninie Tajwańskiej. Jest to kolejna odsłona w tragedii, którą jeden z najwybitniejszych chińskich intelektualistów prof. Yuan Hongbing (niegdyś przyjaciel obecnych przywódców ChrRLu - prezydenta Xi i premiera Li Keqianga) nazwał sprzedawaniem Tajwanu.






[1] Taiwan Brain Trust  (新台灣國策智庫lub台灣國策) to jeden z czołowych think tanków na Tajwanie specjalizujący się w polityce zagranicznej, bezpieczeństwie i relacjach z Chinami.

[2] Konsesus z 1992 roku miał być zawarty na spotkaniu w Hongkongu pomiędzy przedstawicielami ChRLu i Republiki Chińskiej (Tajwan). Miano wtedy ustalić, że obie strony uznają, że istnieją „jedne Chiny”, ale każda ze stron interpretuje owe „jedne Chiny” inaczej. Na Tajwanie poza partią DPP także ówczesny prezydent Tajwanu Lee Tenghui (w 1992 był w Kuomintangu) zaprzeczają, że zawarto wtedy takie porozumienie. Kilka lat później Lee przedstawił swoją “teorię 2 państw” według której każda ze stron miałaby traktować drugą jako niezależne państwo. Pekin odrzuca takiego rozwiązanie, bo oznacza ono nic innego jak niepodległość Tajwanu.
[3] KMT i prorządowe media przedstawiają DPP jako awanturników, którzy doprowadzą do wojny z Chinami

Nieludzki reżim kontra mała wyspa o wielkim sercu

Gdy w 1999 roku Tajwan dotknęła ogromna tragedia -trzęsienie ziemi o sile 7, 6 w skali Richtera - cały świat pospieszył z pomocą. Przybywały ekipy ratowników z całego świata, a nie było to łatwe. Chiny Ludowe nie zezwalały na przeloty samolotów z ratownikami nad swoim terytorium ….tragedia, która pochłonęła życie prawie 2.5 tys.Tajwańczyków i zabrała dachy nad głowami ponad 100 tys. ludziom nie przeszkodziła komunistom w Chinach prowadzić swojej polityki izolowania Tajwanu na arenie międzynarodowej.
Tak jest od lat. Dziś tajwańska ekipa ratowników nie może przybyć do Nepalu, bo nie chcą tego Chiny. Tajwan to teren podatny na trzęsienia. W zeszłym tygodniu mieliśmy kilka wstrząsów (na szczęście nie tak silnych jak ten w Nepalu) w ciągu jednego dnia. Tutejsi ratownicy są wyspecjalizowaniu w niesieniu pomocy w obliczu takich tragedii jak ta sobotnia. Brali udział w wielu akcjach  po silnych trzęsieniach ziemi  np. w Haiti czy w Japonii. Są zawsze gotowi nieść pomoc nam tu na wyspie. Dziś nie mogą pomóc mieszkańcom Nepalu bo komunistyczny reżim w Pekinie jest gotowy na  wszystko, aby tylko marginalizować Tajwan nawet za cenę ludzkiego życia. To nadal jest nieludzki reżim.
A Tajwańczycy się nie poddają i robią swoje. Sprzęt ekipy ratowniczej czeka na lotnisku. Lokalne oddziały Czerwonego Krzyża i Caritasu zbierają pieniądze na pomoc ofiarom trzęsienia ziemi w Nepalu. To nadal jest mała wyspa o wielkim sercu!

Żal też obywateli Nepalu wymęczonych wojną domową wywołaną przez maoistów i potem ich rządami; dziś u steru są nadal lewacy, którzy boją się że Pekin się pogniewa i nie będzie ich (ich tzn. lewackiej władzy bo nie obywateli) wspierał finansowo …tak się boi, że właśnie zabronił Tybetańczykom (wielu Tybetańczyków ucieka przed krwawymi rządami Pekinu w Tybecie właśnie do Nepalu) obchodzić rocznicę antychińskiego powstania z 10 marca 1959 r. (zamordowano wtedy prawie 90 tys. Tybetańczyków a Dalajlama XIV uciekł do Indii, gdzie powstał emigracyjny rząd Tybetu).

USA przygotowuje się na wypadek chińskiego ataku na Tajwan?



Stany Zjednoczone testują scenariusze na wypadek ataku Tajwanu przez Chiny Ludowe.
W środę dwa F/A 18C, amerykańskie naddźwiękowe pokładowe samoloty myśliwsko-szturmowe wylądowały na wyspie.  Oficjana wersja jest taka, że było to lądowanie awaryjne w drodze do Singapuru – tu miały się odbyć, wspólne z armią Singapuru, ćwieczenia wojskowe. Biorąc pod uwage powstanie nowej trasylotniczej M 503  dla smolotów  z CHRL mimo protestów strony tajwańskiej a przede wszystkim to, że dokładnie w tym
samym momencie Chińska Armia Ludowo Wyzwoleńcza rozpeczeła ćwieczenia  w Cieśninie Bashi (Luzon) na zachodnim Pacyfiku (pomiędzy Tajwanem a Filipinami), to “awaria”  dwóch samolotów na raz jest tylko wymówką. 
Media na Tajwanie pisza, że  F/A 18C towarzyszyły samolotowi EA-6B Prowler w jego misji rozpoznawczej. EA-6B Prowler jest głównym samolotem walki elektronicznej amerykańskiej marynarki wojennej i piechoty morskiej, a jego główne zadania polegają na wsparciu samolotów szturmowych i wojsk lądowych poprzez przerwanie lub zakłócenie łączności i systemów elektronicznych przeciwnika, oraz zbieranie informacji wywiadowczych ze strefy działań.
Samoloty  F/A 18C pochodzące z amerykańskiej bazie na Okinawie wylądowały w środę w bazie wojskowej w Tainan (na południu Tajwanu), a w czwartek samolotem transportowym C-130 przybyła załoga mająca zając się naprawą awarii. Baza w Tainan to główny  filar systemu tajwańskiej obrony powietrznej na wypadek ataku z Chin.
Kanadyjski dziennikarz, a kiedyś analityk Kanadyjskich Tajnych Służb Wywiadowczych J. Michael Cole przypomina w artykule w The Diplomat, że w książce Toma Clancy pt. “Wektor zagrożenia” to właśnie F/A 18 z bazy w Japonii przybywają na pomoc Tajwanowi zaatakowanemu przez Chiny.

A co Chiny na amerykańskie F/A 18 na Tajwanie..oczywiście są oburzone i przypominają USA, aby przestrzegały zasady jednych Chin.

Papież z Chicago i Tajwan. Leon XIV to nie Franciszek

W maju ubiegłego roku, gdy kardynałowie wybrali na papieża Roberta Prevosta, Amerykanina z Chicago, w Tajpej sporo osób się niepokoiło. Bano...