Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny chrzescijanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny chrzescijanie. Pokaż wszystkie posty

Grozi mu deportacja do Chin. Ujgurski chrześcijanin: Wierzę, że Bóg nie zostawi mnie samego

Chrześcijanie ujgurscy z jednej strony są prześladowani przez chiński rząd, z drugiej dyskryminowani, narażani na niebezpieczeństwo ze strony innych Ujgurów, zwłaszcza muzułmańskich radykałów. Nie twierdzę, że każdy Ujgur muzułmanin to radykał. W większości Ujgurzy są tolerancyjni. Z Aronem Tarim, ujgurskim chrześcijaninem, rozmawia Hanna Shen.

Jak doszło do Pana aresztowania w Chinach?
Moje życie zmieniło się w 2005 r., kiedy przyjąłem chrzest. Byłem pełen radości, nadziei i chciałem innym opowiadać o Jezusie. W 2008 r. mój przyjaciel, dzięki któremu się nawróciłem, został porwany przez chińskie władze. Przestraszyłem się i zacząłem ukrywać swoją wiarę. Zająłem się robieniem interesów, ale Bóg zawsze był w moim życiu. Nie wiem, w jaki sposób władze dowiedziały się, że jestem chrześcijaninem. Przesłuchała mnie lokalna policja, a bezpieka ciągle wypytywała o moje relacje z obcokrajowcami i chrześcijanami, zwłaszcza o mojego przyjaciela, któremu udało się wyjechać za granicę. W 2015 r. chińska polityka paszportowa w Xinjiangu uległa uproszczeniu i mogłem wyjechać do Singapuru, ale wkrótce wróciłem do Chin. Tego samego roku udało mi się wyjechać na stałe do Turcji. Po czterech miesiącach dołączyła do mnie żona z dziećmi. Zamierzałem zająć się tu handlem, a następnie udać się do innego, bezpieczniejszego kraju. Niestety w 2017 r. moja żona została uprowadzona, kiedy pojechała do Chin w celach biznesowych i rodzinnych. Była przetrzymywana w chińskim obozie koncentracyjnym w Xinjiangu do maja 2019 r. Zabrano jej paszport i nie może do nas dołączyć. Ja i nasze dzieci zostaliśmy w Turcji.

Czyli opuścił Pan Chiny z obawy przed prześladowaniem religijnym?
Tak, chciałem wyjechać z Chin, by zamieszkać z rodziną w bezpiecznym kraju, gdzie bez narażania życia możemy wyznawać naszą wiarę.

Co teraz dzieje się z Pańską żoną?
Długi czas nie wiedziałem, co dzieje się z moją żoną. Poprzez internet pytałem wiele osób, ale bały się mówić. Wiem tylko, że została porwana do obozu koncentracyjnego. Udało się do niej dotrzeć jej krewnym, pozwolono im się z nią spotkać. Kiedy żona wyszła na wolność w maju 2019 r., początkowo bała się ze mną skontaktować, a ja o jej sytuacji dowiedziałem się od innych. Mój przyjaciel, chrześcijanin, informował mnie o tym. Jej obecny stan jest lepszy niż wcześniej, ale nie idealny. Nie mogę powiedzieć, że jest wolna. Teraz mogę z nią czasami porozmawiać przez WeChat. Moje dzieci nie widziały matki od ponad czterech lat.

Teraz na Zachodzie dużo się mówi o chińskich obozach koncentracyjnych w Xinjiangu. Wiemy, że więzieni są tam Ujgurzy wyznania muzułmańskiego. Ale trafiają tam też chrześcijanie. Jaka jest sytuacja chrześcijan w Xinjiangu?
Według chińskiego prawa propagowanie chrześcijaństwa wśród Ujgurów jest przestępstwem, wszyscy Ujgurzy są uważani za muzułmanów. Biblia również jest uważana za nielegalną publikację, a jej czytanie i noszenie uważane jest za przestępstwo. Dlatego kiedy się nawróciłem na wiarę chrześcijańską i chciałem się dzielić Dobrą Nowiną, także z siostrą, bratem i żoną, musieliśmy być bardzo ostrożni. Jednak nasza społeczność szybko się rozrastała, niektórzy z naszych przyjaciół zostali przyjęci i potajemnie ochrzczeni. Kiedy jednak mój przyjaciel wyjechał za granicę po tym, jak stał się celem KPCh, baliśmy się otwarcie się spotykać. Czasem się zbieraliśmy, ale nie mogliśmy otwarcie czytać Biblii ani rozmawiać o Jezusie. Nasze spotkania wyglądały jak spotkania przyjaciół i rozmawialiśmy, używając szyfru. Na przykład nazwaliśmy Jezusa naszym „starszym bratem”, Boga „naszym ojcem”, a Biblię nazwaliśmy „księgą opowieści”. Obawialiśmy się, że trafimy do obozów koncentracyjnych, tak jak członkowie podziemnych kościołów ujgurskich w Xinjiangu. Moja żona, gdy znalazła się w obozie, widziała tam niektórych z nich. Chrześcijanie ujgurscy z jednej strony są prześladowani przez chiński rząd, z drugiej dyskryminowani przez innych Ujgurów, zwłaszcza muzułmańskich radykałów. Nie twierdzę jednak, że każdy Ujgur muzułmanin to radykał, bo w większości Ujgurzy są tolerancyjni.
Patrząc na moje życie, można wywnioskować, jaka jest ogólna sytuacja chrześcijan ujgurskich. My, jako Ujgurzy, jesteśmy ofiarami represji wobec Ujgurów ze strony chińskiego rządu. Ponadto tak jak inni chrześcijanie w Chinach jesteśmy prześladowani z powodu naszej wiary. Myślę, że sytuacja chrześcijan ujgurskich należy do najgorszych na świecie. Jednak dziękujemy Bogu za wybranie nas. Wierzę, że On nas ochroni. Ale nie zapominajcie o modlitwie za nas, potrzebujemy pomocy naszych braci i sióstr na całym świecie.

Mieszka Pan teraz w Turcji, ale nie czuje się Pan tu bezpiecznie?
Stosunki między Chinami a Turcją są coraz cieplejsze. Strona chińska podpisała już umowę o ekstradycji z Turcją i obawiam się, że Turcja wkrótce ją ratyfikuje, ponieważ Chiny korzystają z dyplomacji szczepionkowej i dyplomacji gospodarczej, a władze Turcji uważają, że potrzebują wsparcia Chin, bo stoją obecnie przed nimi dwa główne wyzwania: pandemia i kryzys gospodarczy.
Pekin wywarł presję na Turcję w polityce wobec Ujgurów. W poprzednich latach Ujgurzy mogli swobodnie protestować przeciwko Chinom, ale teraz Ujgurzy mają ograniczony lub w ogóle zakaz swobodnego protestowania w Turcji. Ujgurzy protestujący ostatnio w Stambule i Ankarze zostali rozproszeni przez turecką policję, a część nawet podobno zatrzymano.
Moja sytuacja jest o tyle gorsza, że z jednej strony grozi mi deportacja do Chin, a z drugiej radykalni islamiści w ujgurskiej diasporze. Staram się zachować wiarę w tajemnicy, ale niektórzy otwarcie powiedzieli mi, że wiedzą, iż jestem chrześcijaninem. Grozili mi nawet, mówiąc: „Podejrzewam, że jesteś chrześcijaninem. Jeśli to się potwierdzi, moim obowiązkiem jest odebrać ci życie. Nie możemy pozwolić, aby odstępcy zatruli wiarę naszych krewnych”. Niedawno ktoś zadzwonił do mnie i powiedział: „Jeśli jesteś chrześcijaninem, Ujgurzy nic ci nie zrobią, bo nikt nie musi zanieczyszczać swoich rąk. Ale nie świętuj zbyt wcześnie, bo weźmie się za ciebie policja turecka. Cały świat wie, że Ujgurzy są prześladowani za bycie muzułmanami, więc byłoby w porządku, gdybyśmy odesłali apostatów takich jak ty do Chin i nikt by się tobą nie przejmował. Nikt nie musi cię zabijać, wracaj do Chin, jedz wieprzowinę i pij alkohol w obozach”.
Od tamtej pory niechętnie wychodzę z domu. Boję się. Myślę o moich dzieciach, modlę się godzinami każdego dnia i płaczę. Czuję, że żyję w ostatnich dniach mojego życia. Nie chcę, by moje dzieci widziały mnie płaczącego.

Święta Wielkanocne to czas chrześcijańskiej nadziei. Nawet najmniejsza oznaka wiary stawia chińskich i ujgurskich chrześcijan w ogromnym niebezpieczeństwie. Czy ma Pan jeszcze nadzieję?
Bez względu na to, gdzie mieszkamy na świecie, jako chrześcijanie stoimy przed różnymi wyzwaniami. Nie wiem, jakie wyzwania stoją przed ludźmi na Zachodzie, ale mój przyjaciel mówi, że chrześcijanie na Zachodzie mają inne problemy niż my. Wiem, że chińscy chrześcijanie też są w trudnej sytuacji, zdają sobie sprawę, że będą bardzo cierpieli z powodu wiary w Jezusa, a niektórzy nawet trafiają do więzienia. Często modlę się za prześladowanych, w tym chińskich chrześcijan, i modlę się, aby Bóg użył ich do zbawienia ludzi w Chinach i aby wielu Chińczyków rozpoznało Jezusa i przyjęło Go jako osobistego Zbawiciela.
Dużo rozmawiałem z moim partnerem biznesowym o chińskich chrześcijanach, odwiedzałem inne chińskie prowincje i chodziłem tam do kościołów i tam się modliłem. Chociaż chińscy chrześcijanie są prześladowani, to ich sytuacja jest lepsza niż chrześcijan ujgurskich. Prześladowania, jakich doświadczają chińscy chrześcijanie, są wielokrotnie bardziej dotkliwe niż prześladowania chrześcijan w innych krajach, a jeszcze bardziej bolesne są te, które spotykają ujgurskich chrześcijan. Kiedy jednak przyjęliśmy Jezusa jako naszego Pana i Zbawiciela, byliśmy świadomi nadchodzących prześladowań. Nasza wiara w Jezusa oznacza, że możemy podnieść nasz krzyż i podążać za Nim.
Skąd moja nadzieja? Powiedziałbym, że sam Bóg jest nadzieją! Przyjście Boga w ciele Jezusa na ziemię za nasze grzechy i poświęcenie swojego życia, aby zapłacić okup za nasze grzechy, jest początkiem nadziei, a wiara w Niego czyni nas udziałowcami tej nadziei.
Oczywiście, niepokoi mnie cierpienie na ziemi i moja obecna sytuacja. Nie mogę pominąć faktu, że moje życie jest teraz w bezpośrednim niebezpieczeństwie. Szczególnie boję się o moje dzieci. Wierzę jednak, że Bóg nie zostawi mnie samego. Niezależnie od tego, co się wydarzy, jestem tym, który zostanie zbawiony, i modlę się, aby spełniła się wola Boża, cokolwiek Bóg zechce dla mnie. Nawet jeśli jest to los, którego nie chcę, akceptuję go, chociaż się boję. Jeśli to naprawdę ostatnia stacja mojego losu, modlę się, aby zobaczyć Jego twarz w ostatnich minutach mojego życia.

Gazeta Polska Codziennie


Kościół w Chinach został zdradzony. Niebezpieczna Ostpolitik

O sytuacji w Hongkongu po wprowadzeniu przez Pekin nowego prawa o bezpieczeństwie narodowym, o tym, kto stoi za prochińską polityką Watykanu, oraz o św. Janie Pawle II mówi w rozmowie z Hanną Shen ks. kard. Joseph Zen Ze-kiun, emerytowany ordynariusz Hongkongu.

Księże Kardynale, co narzucone właśnie przez Pekin prawo o bezpieczeństwie narodowym znaczy dla Hongkongu?
Przeczytałem całą ustawę bardzo dokładnie i ostatecznie jedno zdanie wystarczy, by określić, czym ona jest: to jest bezprawie. Komuniści mogą zrobić z Hongkończykami, co im się żywnie podoba. Jesteśmy na łasce tej nowej ustawy. Nie ma tu żadnych ograniczeń dla działań komunistów. W wyjątkowych sytuacjach nie jest nawet wymagany nakaz aresztowania, a zatrzymany bez dostępu do prawnika może być przewieziony do Chin – albo może zaginąć. To szaleństwo. Śmiem powiedzieć, że wracamy do czasów rewolucji kulturalnej.

A co ta ustawa oznacza dla wolności religijnej w Hongkongu ?
Kwestii religijnej nie można nigdy oddzielić od ogólnej sytuacji. Gdy zabiera się wolność, to zabiera się ją każdemu, także Kościół katolicki nie będzie oszczędzony.
Proszę zobaczyć, tuż po tym, jak Chiny przejęły Hongkong, ja i biskup pomocniczy mogliśmy zostać wyświęceni bez problemów. Tymczasem teraz od ponad roku Hongkong nie ma biskupa diecezjalnego. Poprzedni zmarł ponad półtora roku temu. Dlaczego nie mamy biskupa? Ze względów politycznych. Watykan boi się nominować kandydata, choć jest odpowiednia osoba na ten urząd. To obecny biskup pomocniczy, który zachowuje się zgodnie z nauką Kościoła, więc w ostatnich latach występował i bronił prawdy i sprawiedliwości, wspierał też słabszych. Ale powiedziano, że Pekin nie byłby zadowolony, gdyby to on został biskupem diecezjalnym, więc zaproponowano inną osobę, określaną jako przyjaźnie nastawioną do Pekinu. Jednak wielu katolików w Hongkongu za nim nie przepada. 
Myślę, że to dość żenująca sytuacja dla Stolicy Apostolskiej. Wybranie odpowiedniej osoby na biskupa diecezjalnego okazało się czymś trudnym. I tak od prawie półtora roku nie mamy biskupa, tylko administratora apostolskiego. To dla nas zła sytuacja. 

Czy Ksiądz Kardynał nie obawia się, że sam zostanie aresztowany na podstawie przepisów nowego prawa?
Według nowej ustawy wiele osób może się spodziewać, że zostaną aresztowane. Niektórzy, by tego uniknąć, powinni wyjechać z Hongkongu, np. rodzice z małymi dziećmi czy młodzież, przed którą jest cała przyszłość. Zachęcałbym ich do opuszczenia Hongkongu, ponieważ tu naprawdę wiele osób jest zagrożonych aresztowaniami. 
Ale są osoby, które nie mogą wyjechać. Ja nie mogę wyjechać, bo biskup, nawet biskup pomocniczy, to zawsze przywódca w swoim Kościele. To następca apostołów. Musi przypominać wiernym doktrynę Kościoła i społeczną naukę Kościoła. Musi mówić prawdę, co jest dobrem, a co złem. Z powodu mojej krytyki komunizmu, z powodu tego, co mówiłem i mówię, jestem zapewne na liście Pekinu, ale kiedy przyjdą mnie aresztować, tego nie wiem. Jestem już stary. Mam 88 lat i miałem wspaniałe życie. Proszę, nie martwcie się o mnie.

Ksiądz Kardynał wspomniał już o Watykanie. To, co się dzieje w Kościele – umowa papieża z Pekinem, której treść jest tajna, czy milczenie Watykanu w sprawie Hongkongu – czy to nie niepokoi Księdza Kardynała?
Myślę, że generalnie jest państwu znana sytuacja w Kościele. Jest tu sporo zamieszania i wierzę, że Polacy także się tym martwią. Ja nie mam czasu niepokoić się sytuacją w Kościele, tzn. martwię się, ale jednocześnie jest zajęty tym, co dzieje się tu, w Hongkongu i w Kościele w Chinach. 
Z przykrością muszę stwierdzić, że osiągnęliśmy dno. W ostatnich latach, a zwłaszcza za posługi papieża Franciszka, ale i wcześniej, już za papieża Benedykta XVI, ci, którzy mieli władzę w Watykanie, nie podążali za Ojcem Świętym. Jestem pewien, że jeszcze za posługi Benedykta XVI ówczesny podsekretarz w Sekretariacie Stanu, wtedy biskup, Pietro Parolin, i kard. Ivan Dias stworzyli projekt bardzo złej umowy z Chinami. Według mojej wiedzy – a mam powody, żeby tak twierdzić – Benedykt XVI odmówił jej podpisania i wysłał bp. Parolina, dziś już kardynała, jako nuncjusza apostolskiego do Wenezueli. A potem papież Benedykt XVI przeszedł na emeryturę i nowy papież Franciszek niestety ściągnął kard. Parolina z Wenezueli z powrotem do Watykanu. 
Kard. Parolin to bardzo wyrafinowany dyplomata i polityk. On i kard. Dias [kard. Dias zmarł w czerwcu 2017 roku – przyp. red.] to zwolennicy ugodowej wobec komunistów Ostpolitik. Kard. Parolin początkowo dość ostrożnie przedstawiał swoje poglądy. Jednak gdy otrzymał godność kardynalską i został w roku 2013 sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej, to pokazał swoją prawdziwą twarz. I zrobił rzeczy okropne, m.in. sprawił, że właściwie przestała działać niezwykle ważna Papieska Komisja ds. Kościoła w Chinach, założona przez Benedykta XVI w celu prowadzenia badań nad sytuacją katolików w Chinach. Kard. Parolin stoi na jej czele i po prostu nie zwołuje jej spotkań. 
Nie rozumiem, do czego papież Franciszek tak potrzebuje kard. Parolina i we wszystkich sprawach dotyczących Chin polega tylko na nim. Pisałem wiele listów do Ojca Świętego, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Trzy razy w latach 2018–2019 udałem się do Rzymu, by złożyć listy bezpośrednio w ręce papieża Franciszka. I za każdym razem, gdy się z nim spotykałem, papież okazywał mi ogromną sympatię. I z tego, co mówił, zrozumiałem, że ma on inną wizję w kwestii Chin niż kard. Parolin. 
Trudno mi więc zrozumieć, jak mógł zaakceptować dwie rzeczy, które już się wydarzyły. Pierwsza to tajne porozumienie z Chinami w sprawie mianowania biskupów i rehabilitacja siedmiu biskupów wcześniej ekskomunikowanych przez wiele lat za to, że podważyli doktrynę i zasady Kościoła. Te osoby ponownie uznano, tzn. stały się one biskupami siedmiu diecezji. To niewiarygodne! Dodatkowo dwóch uznawanych przez Watykan biskupów zmuszono do ustąpienia z urzędu.
Wszyscy mówią o tajnym porozumieniu Watykanu z Pekinem z 2018 roku, ale coś jeszcze gorszego wydarzyło się w zeszłym roku. To ta druga sprawa. Watykan wydał dokument pt. „Wskazówki duszpasterskie”, wytyczne dla wiernych w Chinach, w którym zachęcano wszystkich katolików, aby wyszli z podziemia i dołączyli do kontrolowanego przez komunistów schizmatycznego Patriotycznego Stowarzyszenia Katolików Chińskich. Dla mnie to coś okropnego. Nie mogę tego zrozumieć, więc przygotowałem listę pytań do Ojca Świętego. Gdy byłem w Rzymie, Ojciec Święty zaprosił mnie na kolację. Poprosiłem o rozmowę z kard. Parolin w sprawie wspomnianego wcześniej dokumentu ze wskazówkami dla wiernych w Chinach. Ojciec Święty powiedział, że sam przyjrzy się tej sprawie – minął rok od tego czasu i nie ma żadnej odpowiedzi... To smutne. Muszę to powiedzieć: to jest zdrada Kościoła w Chinach. Zabito prawdziwy Kościół w Chinach. Zabito Kościół podziemny. A u władzy w oficjalnym Kościele w Chinach są oportuniści. Słuchają tylko komunistycznego rządu.
Tych siedmiu wcześniej ekskomunikowanych biskupów odnosi teraz triumf. Stanęli po stronie komunistycznego rządu i są teraz zwycięzcami. Mogą się śmiać prosto w twarz tym, którzy byli cały czas wierni Kościołowi, którym teraz mówi się, aby się poddali. 
Papież Franciszek mnie szanuje. Powiedział to nawet w jednym z wywiadów, ale ja nie mogę zrozumieć, dlaczego pozwala ludziom wokół siebie czynić zło.
Nie mogę tu wiele pomóc, ale liczę na państwa modlitwę. Ci źli ludzie mogą zniszczyć strukturę Kościoła, ale nie mogą zniszczyć wiary.

A gdyby dziś papieżem był Jan Paweł II, czy doszłoby do podpisania umowy z Pekinem i czy Watykan milczałby w sprawie Hongkongu?
O nie, nie. Papież Jan Paweł II rozumiał myślenie komunistów. Doznał cierpień od nazistów i pod rządami komunistów. Wiedział, gdzie leży prawda, i miał jasne poglądy. Papież Franciszek pochodzi z Ameryki Południowej. Tam panuje wizja komunistów jako obrońców biednych, jako wrogów rządów. Niektórzy z nich cierpieli i zginęli z rąk wojskowych reżimów. I Ojciec Święty pewnie się jakoś z tymi komunistami solidaryzuje. Komuniści w Polsce i Chinach to zdecydowanie prześladowcy. Oni niszczą Kościół.
W wywiadzie rzece z Benedyktem XVI dziennikarz zapytał papieża na temat jego rozmów z Janem Pawłem II dotyczących Ostpolitik. I Benedykt XVI powiedział, że Jan Pawle II uważał, iż nawet jeśli się nie wie, czy komunizm upadnie, i jeśli się nie wie, jak długo potrwa, nie można z nim iść na żaden kompromis. Trzeba stawiać opór do końca. I dodał, że Ostpolitik była porażką. To jest jasno napisane w książce. 
Mam nadzieję, że świat zrozumie tę prawdę: komunizm to zło. Bywają osoby w partii komunistycznej, które nie są aż tak złe, ale system jest diabelski.

Ksiądz Kardynał powiedział, że Jan Paweł II wierzył w potężny opór wobec komunizmu. Dziś mamy zaś bp. Marcela Sorondo, który twierdzi, że komunistyczne Chiny przodują w kwestii wdrażania katolickiej nauki społecznej. Mamy wspomnianego już kard. Parolina i jego prochińską politykę. Te osoby były kiedyś blisko Jana Pawła II. Bp Sorondo został kanclerzem Papieskiej Akademii Nauk za pontyfikatu Jana Pawła II. Byli więc blisko papieża antykomunisty, a sami dziś stoją po stronie komunistów. Co się stało?
Nie znam dobrze bp. Sorondo. Myślę, że jest dość bezmyślny. Kard. Parolin rozpoczął karierę w Sekretariacie Stanu za Jana Pawła II. Ale Jan Paweł II postąpił bardzo mądrze, bo na stanowisko Sekretarza Stanu wybrał kard. Agostina Casarolego. 
Za czasów Benedykta XVI bp Parolin pojechał do Chin na negocjacje. Towarzyszył mu kard. Dias, prefekt Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. Papież Benedykt XVI to wspaniały człowiek, świętość, ale nie był skory, by w pełni wykorzystać swoją władzę i autorytet, więc ci dwaj duchowni prowadzili swoje własne gierki. Nie słuchali papieża. Jednak w końcu papież w 2010 roku odmówił podpisania umowy z Chinami i odmienił w ten sposób całą sytuację. Mianował też Chińczyka, abp. Savia Hon Tai-Fai, na stanowisko sekretarza kongregacji, a nowym prefektem został kard. Fernando Filoni, który od lat pracował na rzecz Kościoła w Chinach. Papież postawił na osoby bezkompromisowe w relacjach z Chinami. 
Jednak z wiekiem Benedykt XVI był coraz słabszy i w końcu zrzekł się urzędu. I nastał papież Franciszek, który mianował kard. Parolina na sekretarza stanu – i teraz pełnia władzy jest w jego rękach. Prowadzi on politykę nie tyle kompromisu, ile kapitulacji. Tak, sprawił, że Kościół skapitulował wobec KPCh... Nie wiem, z jakiego powodu.

A czy myśli Ksiądz Kardynał, że mogą tu odgrywać jakąś rolę pieniądze? Czy słyszał Ksiądz Kardynał to, co powiedział Guo Wengui, chiński miliarder i sygnalista, który współpracuje z byłym doradcą prezydenta Trumpa Steve’em Bannonem? Według Guo Pekin płaci Watykanowi 2 mld dolarów rocznie...
Tak, słyszałem o tym. Guo Wengui ma dużą wiedzę na temat Chin. Miał kiedyś dobre relacje z wieloma oficjelami w Chinach. Także jego opis tego, jak działa KPCh, jest bardzo wiarygodny. W kwestii pieniędzy, a zwłaszcza sumy – nie mam wiedzy na ten temat, ale możecie być państwo pewni, że faktycznie taką politykę prowadzi rząd Chin. Stawiam pytanie: dlaczego Stolica Apostolska nie zaprzecza temu, co ujawnił Guo? Powinna zaprzeczyć. Zanim ukazała się ta informacja, nie myślałem, że Watykan mógłby tak postąpić. Jakie to niebezpieczne, bo przecież to i tak by wyciekło do wiadomości publicznej. W każdym razie zanim to się ukazało, uważałem, że tu chodzi o chwałę i sławę, że kard. Parolin chce doprowadzić do ustanowienia oficjalnych relacji między komunistycznymi Chinami a Watykanem, a to ma przynieść mu chwałę. Nie myślałem o pieniądzach. Nie mogę tego zrozumieć.
Według mnie kard. Parolin nie jest człowiekiem wiary. Dlaczego tak uważam? Otóż on nie ma szacunku dla ludzi wiary. Powiedział kiedyś: „Ustanowiliśmy hierarchię w tych wszystkich komunistycznych krajach i kiedy szukamy kandydatów na biskupów, to nie szukamy ludzi, którzy są jak gladiatorzy, nie chcemy osób, które systematycznie występują przeciw rządowi, nie chcemy osób, które będą występować na scenie politycznej”. Wtedy napisałem do niego z zapytaniem, kogo miał na myśli, podając taką charakterystykę. Czy na przykład kard. Stefana Wyszyńskiego? Kard. Józsefa Mindszentyego? To przecież są prawdziwi bohaterowie wiary. Kard. Parolin wydaje się gardzić nimi i uważać ich za awanturników...
A kard. Pietro Parolin, nie zaprzeczając temu, co powiedziałem, odpowiedział, że jeśli jego słowa kogoś obraziły, to może przeprosić. Mówiłem, że nie ma powodu, by mnie przepraszać, bo nie czuję się obrażony. Obrażeni zostali bohaterowie wiary, tacy jak kard. Wyszyński, a kard. Parolin pokazał, że dyplomacja jest dla niego ważniejsza niż wiara. Powiedziałem to jasno kard. Parolin i mówię to jasno całemu światu. Mam nadzieję, że świat mnie wysłucha. 
Jest mi oczywiście przykro, że jestem jednym z nielicznych głosów występujących w obronie Kościoła w Chinach. Pozbyto się nawet abp. Savia, wysyłając go na placówkę do Aten...

Czyli pozostaje modlitwa?
Tak, wierzę w siłę modlitwy, i ufam, że wy, Polacy, będziecie się za mnie modlić. Jesteście wspaniałym narodem i Matka Boska jest z wami. A więc módlcie się za Hongkong i za chrześcijan w Chinach.

Wywiad ukazał się w Gazecie Polskiej.

Zakazane Boże Narodzenie


Władze chińskiego miasta Langfang w prowincji Hebei wydały rozporządzenie stwierdzające, że "w celu utrzymania stabilności, funkcjonariusze organów ścigania muszą zakazać rozmieszczania na ulicach przedmiotów związanych z Bożym Narodzeniem, takich jak choinki i Święty Mikołaj. Jednocześnie zabronione jest prowadzenie świątecznych promocji w sklepach, a w okresie od 23 do 25 grudnia pracownicy organów ścigania nie mogą brać dni wolnych”.
Po ogłoszeniu rozporządzenia w internecie w ChRL pojawiło się wiele krytycznych, ale i wyśmiewających władze głosów.  “Już nawet Święty Mikołaj zagraża stabilności”, napisał jeden z internautów. „W innych krajach nie bojkotują chińskich świąt”, „przecież w Boże Narodzenie nie łamiemy prawa”, pisali inni.
Od zeszłorocznego XIX zjazdu Komunistycznej Partii Chin  Pekin szczególnie walczy z tzw. "zachodnimi świętami" a zwłaszcza ze świętami Bożego Narodzenia. W wielu szkołach podstawowych pojawiły się takie hasła jak "powiedz NIE zachodnim świętom ", czy “obchodźcie tylko chińskie święta". Wzywa się też uczniów by sprzeciwiali się obchodzeniu Bożego Narodzenia, a czcili urodziny Mao (26 grudnia).
O tym jak w zeszłym roku chińscy komuniści walczyli z Bożym Narodzeniem pisałam TUTAJ.
Mam nadzieję, że gdy w Chinach narastają prześladowania i toczy się kampania przeciwko Boże Narodzeniu w polskim miastach w Orszakach Trzech Króli nie pojawią się, jak w zeszłym roku, chińskie smoki /TUTAJ

Trump pomaga prześladowanym w Chinach

Sankcje nałożone na chińskiego urzędnika łamiącego prawa człowieka i pomoc w ucieczce prześladowanej chińskiej rodzinie to kroki, które tuż przed Bożym Narodzeniem podjęła administracja Donalda Trumpa. W tym samym czasie komunistyczne władze Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL) ogłosiły wyroki dla kolejnych dysydentów.

Tuż przed Bożym Narodzeniem prezydent USA Donald Trump wydał specjalny dekret nakładający sankcje na byłego komendanta policji w Pekinie Gao Yana za jego udział w śmierci chińskiej aktywistki na rzecz praw człowieka Cao Shunli. Kobieta zmarła w marcu 2014 r. z powodu niewydolności organów wewnętrznych w czasie, gdy była więziona w ośrodku detencyjnym w Pekinie, którym wtedy kierował Gao Yan. Mimo że chorowała m.in. na gruźlicę płuc i marskość wątroby, władze odmawiały jej prawa do jakiejkolwiek opieki lekarskiej przez sześć miesięcy od jej aresztowania. W końcu Cao zapadła w śpiączkę i wtedy dopiero została przewieziona do szpitala, gdzie zmarła.

Amerykańskie sankcje zostały zatwierdzone na mocy tzw. globalnej ustawy Magnitskiego, która przewiduje zakaz wjazdu do USA oraz blokowanie aktywów przedstawicieli władz dowolnego kraju, którzy dopuszczają się łamania praw człowieka bądź korupcji. Na liście objętych sankcjami znalazło się w sumie 13 osób, a Gao Yan był pierwszym chińskim urzędnikiem dotkniętym sankcjami w ramach ustawy Magnitskiego.

– Dziś Stany Zjednoczone podejmują zdecydowany krok w walce z łamaniem praw człowieka i korupcją na całym świecie, izolując tych złych graczy z amerykańskiego systemu finansowego. Ministerstwo Skarbu zamraża ich aktywa i publicznie potępia popełnione przez nich brutalne czyny, wysyłając w ten sposób wiadomość, że za swoje złe uczynki zapłacą wysoką cenę – powiedział sekretarz skarbu USA Steven Mnuchin, ogłaszając listę osób objętych sankcjami.

Przed świętami administracja Trumpa pokazała ponadto, że nie tylko gotowa jest karać urzędników łamiących prawa człowieka w ChRL‑u, ale także może nieść pomoc ofiarom tych prześladowań. 24 grudnia schronienie w USA przed chińskim aparatem bezpieczeństwa znalazła Li Aijie i jej dwuletni syn Li Mitian. Li jest żoną Zhang Haitao, chińskiego działacza, który krytykował komunistyczne władze Chin za prowadzoną przez nie politykę represji wobec mniejszości ujgurskiej w prowincji Xinjiang. Za to spotkał go areszt, a następnie wyrok 19 lat więzienia za „prowadzenie działalności wywrotowej”. Zhang skazany został w styczniu ub.r. i od tego czasu prześladowana była także jego rodzina. Żona była zastraszana, a także kilka razy pobita przez agentów bezpieki. Kobieta zdecydowała się uciec z Chin, by zapewnić bezpieczeństwo dziecku. Trafiła najpierw do Tajlandii. Następnie dzięki pomocy m.in. pastora Boba Fu i jego organizacji China Aid 24 grudnia Li i jej syn wylądowali na lotnisku w Midland w Teksasie. Pastor Fu, który sam uciekł z Chin w latach 90., powiedział, że zorganizowanie ucieczki Li Aijie i jej dziecka nie byłoby możliwe m.in. „bez aktywnego wsparcia administracji Donalda Trumpa”.

Nie była to pierwsza za rządów Trumpa zakończona sukcesem akcja ratowania prześladowanej rodziny w Chinach. W lutym br. z ChRL‑u też przez Tajlandię uciekła z dwójką dzieci Chen Guiqin. Jej mąż prawnik Xie Yang był aresztowany w Chinach m.in. za pomoc prześladowanym chrześcijanom. W wyniku tortur Xie przyznał się do winy. 26 grudnia br. sąd w Chinach uznał go za winnego prowadzenia działalności wywrotowej, ale ogłosił, że wziął pod uwagę przyznanie się do winy oskarżonego, w związku z tym nie będzie on nadal więziony.

Tego samo dnia na osiem lat więzienia skazano innego chińskiego dysydenta Wu Gana. Jego „wywrotowa działalność” miała polegać m.in. na tym, że pomagał prawnikom zajmującym się prawami człowieka, a także organizował protesty m.in. przed sądami. I tak np. w 2010 r. zorganizował protest, gdy po gwałcie i zabójstwie przez policjantów młodej dziewczyny w prowincji Fujian do więzienia wsadzono nie owych policjantów, ale internautów, którzy sprawę nagłośnili. Wu Gan prowokował też władze Chin, publikując zdjęcia i odezwy, w których naśmiewał się z działaczy partyjnych. Nieprzypadkowo wyroki w sprawie Xi Yanga i Wu Gana ogłoszono w Boże Narodzenie. Władze ChRL‑u od lat wybierają tę datę na organizowanie procesów lub ogłaszanie wyroków na dysydentów.
Gazeta Polska Codziennie

Komuniści się nie zmieniają! Walczą z Bożym Narodzeniem, i każą czcić krwawych tyranów

Obchodzenie Bożego Narodzenia to „duchowe opium” i „forma kulturowej inwazji Zachodu”. Tak komuniści w Chińskiej Republice Ludowej (ChRL) argumentują wydany w kilku miejscach w Państwie Środka zakaz jakiejkolwiek aktywności noszącej znamiona świętowania narodzin Chrystusa.

Liga Młodzieży Komunistycznej (LMK) działająca na Uniwersytecie Farmaceutycznym w mieście Shenyang w prowincji Liaoning ogłosiła, że na uczelni nie mogą być obchodzone święta Bożego Naro-dzenia. Organizacja twierdzi, że ma to zapobiec „kulturowej inwazji Zachodu” oraz służyć „wzmocnieniu w studentach tożsamości kulturowej”. W notce, którą LMK wystosowała 11 grudnia do studentów i pracowników uczelni, napisano, że w ciągu ostatnich lat wielu młodych ludzi, będąc pod wpływem zachodniej kultury, stało się ślepo wpatrzonymi w zachodnie święta zwłaszcza te o zabarwieniu religijnym.

Więcej na Niezależna.pl TUTAJ

Smutny początek Chińskiego Nowego Roku

W Chinach obchodzony jest właśnie Chiński Nowy Rok. To najważniejsze święto dla Chińczyków obchodzone w gronie rodzinnym. Można powiedzieć, że atmosferą przypomina nasze Boże Narodzenie. W tym roku komunistyczna władza w Państwie Środka postanowiła przywitać Nowy Rok w specyficzny sposób i pokazać jak walczy z chrześcijaństwem.
 
W wigilię Chińskiego Nowego Roku ok. 30 chińskich aparatczyków z pałkami w rękach wtargnęło do kościoła protestanckiego w mieście  Zhengzhou, w Henan (jedna z chińskich prowincji o największej liczbie chrześcijan) i doszczętnie go zdemolowała. Kilka dni wcześniej lokalne władze wydały nakaz całkowitego zburzenia świątyni.
Zdjęcia jakie znaleźć można w sieci (m.in. na stronie organizacji China Aid Association) a pokazujące rozmiar zniszczenie dokonanego przez komunistycznych aparatczyków w Zhenzhou, internautom kojarzą się z obrazami jakie znamy m.in. z relacji w Syrii.
Zniszczenie kościoła w prowincji Henan przypomniało tylko o trwającej w Chinach nowej fali walki z chrześcijaństwem. Rozpoczęła się ona z chwilą dojścia do władzy prezydenta Xi Jinpinga, który ogłosił kampanię „sinizacji religii”, mającej polegać na tym, że kościoły m.in. za pomocą symboli muszą się dostosować do „kultury i społeczeństwa chińskiego, będącego pod władzą komunistyczną”. W 2013 r. w dokumencie nr 9 (dokument ten miał być tajny, ale dzięki dziennikarce Gao Yu trafił do zachodnich mediów), czyli okólniku z instrukcjami dla członków partii komunistycznej, wśród „niebezpiecznych trendów” w Państwie Środka wymieniono rosnące w siłę chrześcijaństwo.
 
Burzenie świątyń, usuwanie z nich krzyży (nawet poprzez palenie ich – sceny rodem z okresu rewolucji kulturalnej) to nie jedyne oznaki wojny komunistycznego reżimu w ChRL z chrześcijaństwem.
 Pod koniec grudnia ub. r. wyrok 3 lat pozbawienia wolności za organizowanie spotkań grupy biblijnej otrzymała Ma Huichao. 23  br. Wang Qiaoling, żona więzionego przez władze Chin prawnika Li Hepinga poinformowała że jej mąż a także inni aresztowani od 2015 r. prawnicy w trakcie przesłuchań poddawani są elektrowstrząsom.
 Li Heping jest jednym z najbardziej znanych prawników zajmujacych się prawami człowieka w Państwie Srodka.  Był obrońcą w najbardziej spektakularnych sprawach w tym kraju. Reprezentował min. niewidomego adwokata Chen Guangchenga, po tym jak Chen został aresztowany za ujawnienie  przymusowych aborcji i sterylizacji prowadzonych w prowincji Shandong.
 Li Heping to także gorliwy chrześcijanin, który bronił wielu swoich współwyznawców prześladowanych w Chinach.  W więzieniu  przebywa od sierpnia 2015 r.
 Kilka dni temu, po 17 miesiącach aresztu do domu wrócił brat Li Hepinga, Li Chunfu, także prawnik. Ten 44-letni mężczyzna w wyniku tortur jakie doświadczył w więzieniu jest dziś, jak to określają jego bliscy, cieniem człowieka, a lekarze zdiagnozowali u niego schizofrenię.
 
To smutny początek Chińskiego Nowego Roku.
Niezależna.pl

Chiński plan Franciszka

W wywiadzie dla „The Wall Street Journal” emerytowany biskup Hongkongu Joseph kardynał Zen skrytykował ugodę jaką Watykan zamierza zawrzeć z Chinami. Stolica Apostolska rozważa uznanie mianowanych przez władze ChRL biskupów z tzw. Patriotycznego Stowarzyszenia Katolików Chińskich.
Według kard. Zena uznanie nieważnie wyświęconych biskupów może zniszczyć Kościół w Chinach. W wywiadzie duchowny stwierdził, że chociaż biskupi z Patriotycznego Stowarzyszenia Katolików Chińskich są z reguły wierni nauczaniu Kościoła, to jednak są "kukiełkami" kontrolowanymi przez komunistyczne władze.
"Franciszek nie ma prawdziwej wiedzy o komunizmie", powiedział hongkoński kardynał na łamach “The Wall Street Journal”.
Duchowny z Hongkongu nie pierwszy raz krytykuje zamiary Stolicy Apostolskiej wobec ChRL.  W wywiadzie dla "Corriere della Sera" w marcu ub.r. kardynał Zen stwierdził, że obecnie nad Watykanem ciąży cień Ostpolitik i naiwności wynikającej z niewiedzy czym jest komunizm w praktyce. “Włosi w Kurii Rzymskiej nie wiedzą czym tak naprawdę jest chińska dyktatura, ponieważ nigdy nie doświadczyli życia w komunistycznym reżimie”.
Hongkoński duchowny często też w swoich wypowiedziach powołuje się na słowa Benedykta XVI z „Listu do katolików w Chinach” (maj 2007 r.), w którym poprzednik Franciszka skrytykował dążenia organów ustanowionych przez komunistyczne władze do kontrolowania wspólnoty kościelnej.
Opinie kardynała Zena podziela wielu chińskich katolików z Kościoła podziemnego i istnieją obawy, że zawarcie porozumienia przez Watykan z władzami ChRL może doprowadzić do schizmy w chińskim Kościele .


O tym że ugoda z Pekinem może nie przynieść pozytywnych rezultatów dla Kościoła w Chinach pisze także w w artykule pt. "Polska, Chiny i Kościół Katolicki w komunizmie" (National Catholic Register, 04.11.2016) ks. Raymond J. de Souza
Autor stwierdza, że Kościół w Chinach działający w podziemiu jest słaby i rozproszony. Brak mu przywódcy i autorytetu na miarę prymasa Wyszyńskiego.
Brak na miejscu silnego przywódcy duchowego takiego jak Prymas Tysiąclecia, powoduje że wszystkie  negocjacje z Pekinem są prowadzone przez, nie do końca rozumiejącą sytuację, Stolicę Apostolską. Na dodatek Watykan prowadzi zaawansowane już negocjacje w momencie gdy w Chinach ma miejsce nowa fala walki z chrześcijaństwem. Rozpoczęła się ona z chwilą dojścia do władzy Xi Jinpinga, który ogłosił kampanię „sinizacji religii”, mającej polegać na tym, że kościoły m.in. za pomocą symboli muszą się dostosować do „kultury i społeczeństwa chińskiego, będącego pod władzą komunistyczną”. Usuwane są krzyże z kościołów, burzone świątynie i domy modlitw, a wierni aresztowani. Nie ustają represje wobec duchownych. 

-->
W ostanim czasie władze komunistyczne zachęcają Chińczyków, by donosili, na rodziców, których dzieci potajemnie uczęszczają na lekcje religii.

Według międzynarodowej organizacji "Pomoc Kościołowi w Potrzebie" (Aid to the Church in Need), ChRL należy do 10 najbardziej niebezpiecznych dla chrześcijan krajów świata.

Chińskie marzenie św. Matki Teresy

Do ostatniego dnia życia św. Matka Teresa nosiła w kieszeni sari statuetkę Matki Bożej z Sheshan. Przypominała jej ona o niezrealizowanym marzeniu – niesieniu pomocy biednym i chorym w Chinach. „Siostra ze slumsów” odbyła nawet dwie podróże do Państwa Środka i kontaktowała się z lokalnymi władzami. Niestety komunistyczne władze traktowały misję Matki Teresy jako zagrożenie.

Matka Teresa z Kalkuty przybyła do Chin po raz pierwszy w 1986 r. na zaproszenie Deng Pufanga, syna Deng Xiaopinga, przywódcy ChRL w latach 1978–1989. Młody Peng był niepełnosprawny (więziony w czasie rewolucji kulturalnej podczas jednego z przesłuchań został wyrzucony z 3. piętra, co spowodowało paraplegię). W latach 80. kierował Chińską Federacją Osób Niepełnosprawych i pragnął, aby w ramach tej organizacji w Państwie Środka doszło do współpracy z Misjonarkami Miłości, zgromadzeniem zakonnym założonym przez Matkę Teresę. W Pekinie Matka Teresa spotkała się m.in. z Liu Bainianem, kierującym wtedy Patriotycznym Stowarzyszeniem Katolików Chińskich, organizacji założonej przez władze ChRL, która odrzuca zwierzchnictwo Watykanu i ustanawia własnych biskupów. I to właśnie „związki Matki Teresy z Watykanem” nie podobały się komunistycznym oficjelom w Pekinie i ostatecznie Deng Pufang poinformował Misjonarkę Miłości, że nie nadszedł jeszcze czas na działalność jej zgromadzenia w Chinach.

Po raz drugi Matkę Teresę zaproszono do Chin w 1993 r. – Jadę do Chin. Ojciec Święty chce, abym tam się udała – ogłosiła Matka Teresa. Mówiło się wtedy, że misjonarka będzie w Pekinie rozmawiała także na temat możliwości wizyty Jana Pawła II w Państwie Środka.

Przyszła święta przyjechała najpierw do Szanghaju, do zbudowanej tam w 1863 r. bazyliki Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych z Sheshan. Ks. John A. Worthley, który towarzyszył misjonarce w jej chińskich podróżach, opowiedział agencji Asia News, że komunistyczni aparatczycy długo nie chcieli się zgodzić, by Matka Teresa udała się najpierw do szanghajskiej świątyni, a nie do Pekinu. W bazylice w Szanghaju misjonarka miłości uczestniczyła we mszy i spotkała się z 250 seminarzystami. Według relacji ks. Worthleya wielu z nich to dziś biskupi. Jeden z ówczesnych seminarzystów ks. John Baptist Zhang Shijiang założył fundację Jinde, która niesie pomoc najbiedniejszym w Chinach (organizacja działa od 1997 r., ale władze zgodziły się na jej status jako fundacji dopiero w 2006 r., co zwalnia instytucję od podatku). Św. Matka Teresa jest patronką działalności Jinde, a niedługo jeden z domów opieki nad osobami starszymi, które prowadzi fundacja, będzie nosił imię Domu Miłości Matki Teresy.

Podczas drugiej podróży misjonarki do Chin władze w Pekinie nie wydały zgody, by misjonarki miłości mogły działać w Państwie Środka. Ale to wtedy Matka Teresa dostała małą statuetkę Matki Bożej z Sheshan, którą nosiła w kieszeni swojego sari aż do śmierci.

Kolejne odwiedziny w Chinach miały mieć miejsce rok później. Poprzez Hongkong misjonarka miała się udać na chińską wyspę Hajnan na Morzu Południowochińskim. Tu chciała otworzyć ośrodek dla niepełnosprawnych. Jednak na kilka godzin przed wylotem z Hongkongu przyszła wiadomość, że Matka Teresa jest jednak persona non grata w ChRL-u.

Ci, którzy byli obecni przy Matce Teresie, gdy ta przygotowywała się do swoich podróży do Chin, obiecali jej, że nie ustaną w wysiłkach, by móc służyć potrzebującym w Chinach. Następczyni Matki Teresy, przełożona zgromadzenia w latach 1997–2009 s. M. Nirmala Joshi, w 2005 r. otrzymała zaproszenie do Qingdao. Lokalne władze tego miasta we wschodnich Chinach zgodziły się na działalność domu misjonarek miłości. Wyznaczyły nawet jego lokalizację. Ale znów pod koniec wizyty okazało się, że „czas jeszcze nie nadszedł”.

Ten czas dla misjonarek miłości w ChRL-u nadal nie nadszedł, nie mogą one prowadzić swojej misji w Państwie Środka. Jednak dobre ziarno zostało zasiane i dziś świeccy wierni w Państwie Środka tworzą organizacje, które są zainspirowane działalnością Matki Teresy, pomagają biednym i chorym w Chinach.
Gazeta Polska Codziennie

Chińscy chrześcijanie proszą o azyl w Czechach

To, że chrześcijanie są prześladowani nie tylko na Bliskim Wschodzie, pokazuje przypadek 60 chińskich wyznawców Chrystusa, którzy właśnie wystąpili o azyl polityczny w Czechach. Tamtejsze media sugerują, że czeskie władze mogą odrzucić wnioski o azyl dla Chińczyków, obawiając się pogorszenia relacji z komunistycznym Pekinem.

Jak podał dziennik „Hospodářské Noviny”, Chińczycy, którzy twierdzą, że są wyznawcami religii chrześcijańskiej, przybyli do Czech w okresie od lutego do maja br. Chińskie media i ambasada Chińskiej Republiki Ludowej w Pradze próbują ich zdyskredytować i przedstawiają proszących o azyl jako „nieprawdziwie wierzących”.

Chińczycy zostali umieszczeni w dwóch czeskich ośrodkach dla cudzoziemców. Są pod szczególną ochroną, gdyż istnieją obawy, że władze ChRL-u mogą zacząć represjonować ich rodziny, które zostały w Chinach. Ministerstwo spraw wewnętrznych Czech ma czas od 90 dni do 6 miesięcy na podjęcie decyzji, czy Chińczycy otrzymają azyl.

Czeskie media sugerują, że prezydent Miloš Zeman może nie chcieć przyznania azylu chińskim uchodźcom, aby nie zepsuć dobrych relacji z komunistycznymi władzami Chin. Zemanowi, który już dwukrotnie odwiedził Państwo Środka i w marcu br. gościł w Czechach prezydenta Xi Jinpinga, zależy na zwiększeniu chińskich inwestycji w jego państwie. Przyznanie azylu chińskim chrześcijanom będzie jednoznaczne z uznaniem, że w Chinach łamane są prawa człowieka.

W tej chwili w Chinach ma miejsce nowa fala walki z chrześcijaństwem. Rozpoczęła się ona z chwilą dojścia do władzy Xi Jinpinga, który ogłosił kampanię „sinizacji religii”, mającej polegać na tym, że kościoły m.in. za pomocą symboli muszą się dostosować do „kultury i społeczeństwa chińskiego, będącego pod władzą komunistyczną”. W 2013 r. w dokumencie nr 9 (dokument ten miał być tajny, ale dzięki dziennikarce Gao Yu trafił do zachodnich mediów), czyli okólniku z instrukcjami dla członków partii komunistycznej, wśród „niebezpiecznych trendów” w Państwie Środka wymieniono rosnące w siłę chrześcijaństwo. Obecnie liczba chrześcijan w Państwie Środka wynosi ponad 100 mln i szacuje się, że w 2030 r. będzie ich 247 mln, a więc znacznie więcej niż w Brazylii, USA czy Meksyku. Chiny staną się krajem o największej liczbie chrześcijan na świecie. Partię niepokoi nie tylko to, że chrześcijan przybywa, ale że jest ich już więcej niż komunistów. Podczas gdy partia stara się przekonać obywateli, że to ona jest gwarantem dobrobytu i stabilizacji, Chińczycy coraz częściej widzą chrześcijaństwo jako czynnik, który może odbudować zniszczoną tkankę narodu chińskiego. W rozmowie z brytyjskim dziennikiem „The Daily Telegraph” jeden z chińskich misjonarzy podkreśla, że wiara daje ludziom to, czego nie jest w stanie dać im rząd. Może ona być odpowiedzią na moralny kryzys trapiący ChRL od czasów rewolucji kulturalnej.

Uważa się też, że gdy w partii komunistycznej toczy się walka frakcyjna, prezydent Xi Jingping stara się wyeliminować możliwe źródła zewnętrznej opozycji, a na tej liście wrogiem numer jeden są chrześcijanie. Chiński dysydent i prawicowy publicysta Cao Changqing twierdzi, że Pekin dobrze przestudiował to, co wydarzyło się w Polsce, gdzie Kościół katolicki był przystanią dla opozycji i odegrał ogromną rolę w procesie obalania dyktatury. Do powtórzenia takiego scenariusza w Państwie Środka komuniści nie chcą dopuścić.
Gazeta Polska Codziennie

Chińska inwigilacja w Polsce – jak długo jeszcze?

Fakt że chińscy wierni są inwigilowani w Polsce przez agentów pracujących dla komunistycznych władz w Pekinie jest skandalem. Nie jest to pierwszy taki przypadek, a to oznacza, że albo władze i służby RP sobie z chińską agenturą nie radzą albo na jej działania przyzwalają.
Więcej na Niezależna.pl TUTAJ

Represje za udział w ŚDM. Wysłali do Polski agentów, aby śledzili pielgrzymów

W trwających w Krakowie Światowych Dniach Młodzieży bierze udział młodzież z niemal wszystkich krajów globu. Do Polski dotarli również chrześcijanie z Chin, choć komunistyczne władze zrobiły wszystko, by powstrzymać obywateli od udziału w katolickim święcie młodzieży. Pekin wysłał nawet do Krakowa swoich agentów, którzy mają bacznie obserwować chińskich pielgrzymów.
Więcej na NIezależna.pl TUTAJ

Watykan szuka kompromisu z Chinami. Wierni prześladowanego Kościoła katolickiego odbierają to jako zdradę

W połowie zeszłego roku po raz pierwszy od trzech lat w Chinach biskup katolicki został konsekrowany za zgodą Watykanu. Odebrano to jako wyraz ocieplenia relacji Stolicy Apostolskiej z Pekinem i pierwszy krok w kierunku normalizacji stosunków między oboma państwami. Jednak potencjalny kompromis Watykanu z władzami Chin wierni Stolicy Apostolskiej chińscy katolicy odbierają jako zdradę. 
Więcej na Wirtualnej Polsce TUTAJ

Publiczne biczowanie za wiarę chrześcijańską

Usuwanie krzyży, aresztowania – w taki sposób komunistyczna władza od lat walczy z chrześcijanami w Państwie Środka. W zeszłym tygodniu w publicznej telewizji wyemitowano kolejne „przyznanie się do winy” chrześcijanina. Tym razem chińskiego prawnika, obrońcy chrześcijan Zhang Kaía. To dowód na to, że Pekin coraz częściej stosuje metody rodem z okresu rewolucji kulturalnej Mao Zedonga.
Zhang Kai jest jednym z najbardziej znanych prawników chińskich. Wykształcony w USA, prowadził w Pekinie kancelarię prawniczą i nieraz podejmował się spraw, które budziły duże emocje w Państwie Środka. Reprezentował m.in. rodziców, których dzieci zachorowały w wyniku spożycia mleka zatrutego melaminą. W 2008 r. melaminę wykryto w mleku produkowanym przez firmę Sanlu. Środka tego używa się m.in. do wyrobu farb i lakierów, a dodawano go w Chinach do mleka, by zafałszować wyniki badań jego jakości. Po spożyciu skażonego mleka zmarło sześcioro dzieci, a ponad 300 tys. uległo zatruciu. Ale Zhang Kai to także zagorzały chrześcijanin. Gdy ostrzegano go, by nie podejmował się obrony chrześcijan, bo to oznacza kłopoty z władzą, Zhang odpowiedział „ale moim sojusznikiem jest Bóg”.
Gdy prezydent Chin Xi Jinping rozpoczął walkę z chrześcijaństwem w ramach ogłoszonej kampanii „sinizacji religii” (oznacza to, że kościoły, 
m.in. poprzez symbolikę, muszą się dostosować do „kultury i społeczeństwa chińskiego, będącego pod władzą komunistyczną”), Zhang był jednym z pierwszych, którzy pospieszyli na pomoc prześladowanym parafiom. Założył grupę „Prawnicy za ochroną krzyża”, skupiającą mecenasów z całego kraju gotowych nieść pomoc prawną kościołom, z których usuwane są krzyże i których wierni broniący krucyfiksów trafiają do aresztów.
25 sierpnia ub.r., gdy Zhang Kai odwiedzał jeden z kościołów w mieście Wenzhou, zwanym Jerozolimą Wschodu z powodu dużej populacji chrześcijan, w nocy zabrali go agenci bezpieczeństwa. Było to zwykłe porwanie – prawnik nie był oficjalnie aresztowany i nie przedstawiono mu żadnych zarzutów. Rodzina i znajomi nie wiedzieli, gdzie jest przetrzymywany. Dopiero 25 lutego br. w materiale nadanym przez stację telewizji publicznej w Wenzhou Chińczycy mogli zobaczyć bladego Zhanga, który przyznaje się, że jest winny „naruszenia porządku społecznego” i „działania na szkodę bezpieczeństwa państwa”. Zhang zwrócił się także do innych prawników, aby „nie byli w zmowie z cudzoziemcami, nie brali pieniędzy od zagranicznych organizacji i nie angażowali się w działalność, która nie jest zgodna z prawem i jest szkodliwa dla bezpieczeństwa i interesów państwa”. W przygotowanym przez chińskich dziennikarzy materiale Zhang został nazwany „mózgiem wielu nielegalnych religijnych zgromadzeń”.
Telewizyjne „przyznanie” się Zhang Kaia do winy nie jest pierwszym, jakie ukazuje się w telewizji w Chinach. Takie praktyki stały się dość częste za rządów prezydenta Xi Jinpinga, a chińscy internauci określają je jako metody przypominające publiczne przyznania się do winy z okresu rewolucji kulturalnej (od 1966 r. do nawet 1976 r.) czy propagandowe nagrania Państwa Islamskiego, którego ofiary tuż przed straceniem zrzekają się wiary chrześcijańskiej.
W 2014 r. w chińskiej telewizji ukazało się wyznanie winy ponad 70-letniej dziennikarki Gao Yu, która wcześniej ujawniła mediom zachodnim tzw. dokument nr 9, czyli tajny okólnik z instrukcjami dla członków partii komunistycznej, w którym wśród „niebezpiecznych trendów” w Państwie Środka wymieniono rosnące w siłę chrześcijaństwo. Obecnie liczba chrześcijan w Państwie Środka wynosi ponad 100 mln i szacuje się, że w 2030 r. będzie ich 247 mln, a więc znacznie więcej niż w Brazylii, USA czy Meksyku.
„Takie telewizyjne wyznania winy, do których zmuszane są osoby w Chinach, to łamanie godności ludzkiej, a także naruszenie prawa dotyczącego tego, że przyznanie się do winy nie może być wymuszane” – stwierdził w wypowiedzi dla brytyjskiego dziennika „Guardian”, Zhang Lei, chiński prawnik, obrońca kilku innych prawników aresztowanych w Chinach od lipca ub.r.
Materiał z Zhang Kaiem nadany w chińskiej telewizji wywołał falę krytyki. Mervyn Thomas z Christian Solidarity Worldwide, brytyjskiej organizacji podejmującej działania w obronie wolności religijnej, nazwał to rzekome „przyznanie się” do winy prawnika Zhang Kaia „kolejną odsłoną w procesie represji wobec tych, którzy pragną, aby prawa człowieka i praworządność były przestrzegane w Chinach”.
W tym samym czasie, gdy ukazało się nagranie z Kaiem, na 14 lat więzienia skazano pastora Bao Guohua. Jego żona otrzymała wyrok 12 lat. Oficjalne zarzucono im korupcję, malwersacje finansowe i zakłócanie porządku. W rzeczywistości pastor i jego żona występowali, tak jak Zhang Kai, przeciwko usuwaniu krzyży z budynków kościołów w Chinach.
Gazeta Polska Codziennie

Papież z Chicago i Tajwan. Leon XIV to nie Franciszek

W maju ubiegłego roku, gdy kardynałowie wybrali na papieża Roberta Prevosta, Amerykanina z Chicago, w Tajpej sporo osób się niepokoiło. Bano...