Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ma Ying-jiu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ma Ying-jiu. Pokaż wszystkie posty

Spór japońsko-tajwański z Pekinem w tle

25 kwietnia Japonia zatrzymała tajwańską łódź rybacką, która przebywała na wodach w okolicy Okinotori na Oceanie Spokojnym.
Tajwan traktuje Okinotori jako atol (wyspę koralową), a według Japonii to wyspa, która należy do Kraju Kwitnącej Wiśni (tak jaki i wyłączna strefa ekonomiczna o szerokości 200 mil morskich wokół niej). Tajwan jak i Chiny twierdzą, że skoro Okinotori jest skałą, to nie można na niej oprzeć wyłącznej strefy ekonomicznej i rybacy mogą pojawiać się tu do woli.

Po zatrzymaniu tajwańskiej załogi łodzi rybackiej, Tokio mówi, że zostanie ona uwolniona jeśli Tajwan wpłaci kaucję w wysokości  ok. 54 tys. USD.
Rząd Tajwanu odmawia i wysłał  w sporny teren łodzie patrolowe.
W przeszłości dochodziło do podobnych konfliktów na linii Tokio-Tajpej. Ale od momentu gdy w 2013 r. tajwańska administracja prezydenta Ma Ying-jeou podpisała z Japonią umowę zezwalającą tajwańskim rybakom na połowy w rejonie wysp Senkaku (grupa niewielkich wysepek na Morzu Wschodniochińskim ok. 170 km od Tajwanu i 400 km od japońskiej Okinawy), było dość spokojnie.

Dlaczego więc teraz znów jest bojowo?

20 maja rządy na Tajwanie obejmie Tsai Ing-wen i partia proniepodległościowa DPP. Odchodząca władza (Ma Ying-jeou i Kuomintang) prowadzili politykę zbliżenia z Chinami. Tsai i jej ekipa będzie bardziej stawiała na sojusz z USA i Japonią (zarówno Waszyngton jak i Tokio w obliczu narastającego konfliktu z Pekinem już ślą sygnały, że na większą współpracę są otwarte).
Do takiego zbliżenia nie chce dopuścić Pekin i Kuomintang. Wysłanie  tajwańskiej łodzi rybackiej  z Tajwanu w rejon Okinotori  to była prowokacja, bardzo na rękę Ma Ying-jeou i władzom ChRL-u.

Do tego dołączają się media - zwłaszcza te prochińskie - i podgrzewają antyjapońską atmosferę ( pojawiają się  np. sugestie by nie kupować japońskich towarów) na wyspie.

Kandydatka z amerykańskim przyzwoleniem

Dan Quayle, były wiceprezydent USA w czasie swojej wizyty na Tajwanie spotkał się z kandydatką opozycyjnej partii DPP na stanowisko prezydenta, dr Tsai Ing-wen. W pewnym momencie spotkania dr Tsai stwierdziła:  “Jestem pewna że będziemy rządzić w przyszłym roku.”




Kandydatka DPP odbyła na początku czerwca b.r. bardzo udaną wizytę w Stanach. Spotkała się tu min. z członkami Komisji Sił Zbrojnych, w tym z senatorem Johnem McCainem, członkami Komisji Spraw Zagranicznych i zastępcą sekretarza stanu Tonym Blinkenem. Jako pierwszy w historii tajwański kandydat na prezydenta dr Tsai złożyła także wizytę w Departamencie Stanu.

Tsai Ing-wen startowała już w wyborach prezydenckich w 2012 r. Wtedy to jednak USA obawiały się, że wybory prezydenckie wygra wywodzącą się z pro-niepodległościowej partii kandydatka, co mogłoby zaostrzyć relacje w Cieśninie Tajwańskiej. Waszyngton wolał, aby przywódcą wyspy został głoszący politykę zbliżenia z Chinami kandydat KMT Ma Ying-jiu. Dziś Stany jako “centrum grawitacji” świata traktują obszar południowo-wschodniej Azji i obawiają się chińskiej dominacji, a więc wcale nie chcą już widzieć Tajwanu wpadającego w ramiona Pekinu i wydaje się że nie mają nic przeciwko temu, aby władzę na wyspie przejęła DPP i Tsai Ing-wen.

Rewolucja słoneczników a szok w Chinach

Gdy 18 marca studenci na Tajwanie rozpoczeli okupację parlamentu w proteście przeciwko umowie handlowej dotyczącej sektora usług (CSSTA), Pekin najpierw zadbał o to, aby obywatele Chin Ludowych mieli ograniczony dostęp do informacji o proteście. Do boju przystapiła więc policja internetowa usuwająca wszelkie infomacje o Rewolucji Słoneczników rozprowadzane przez chińskich internautów; zaangażowana została także tzw. partia 5 mao五毛黨 (mao to potoczna nazwa 10 groszy chińskich); komuniści  płacą 50 groszy (5 mao) chińskim internautom za umieszczanie komentarzy na tajwańskich stronach internetowych, które np. zbiją dyskutujących z tropu wprowadzając jakiś temat zastępczy. W przypadku protestu studentów Chińczycy mieli atakować Rewolucję Słoneczników i wychwalać korzyści umowy handlowej[1].


Sama Komunistyczna Partia Chin Ludowych początkowo interpretowała protest studentów jako “ruch, za którym stoi opozycyjna partia DPP” oraz “zamieszanie jakie znowu wprowadzają siły pro-niepodległościowe na Tajwanie”. [2] KPChL wierzyła, że demonstracja potrwa 2-3 dni, a studenci nie uzyskawszy większego poparcia wycofają się. Niestety podobne stanowisko na początku protestu przyjął także rząd Tajwanu.

Jednak demonstracja 30 marca, w której wzieło udział pół miliona Tajwańczyków musiała zszokować Pekin. Potem przyszło zdziwienie dlaczego Tajwańczycy nie potrafią okazać wdzięczności za umowe CSSTA  gwarantującą min. dostęp firm tajwańskich do sektora usług w Chinach i to na warunkach jakie nie oferowano do tej pory żadnemu innemu państwu. Xi Jinping w marcu odwiedził Europę i wystarczyło, że przywiózł ze sobą kilka atrakcyjnych kontraktów dla Francji i Niemiec i już czołowi politycy UE zaczeli mówić, że popierają rozpoczęcie negocjacji dotyczących układu o wolnym handlu między Chinami a Unią Europejską (FTA). A tu Tajwańczycy zamiast dziękować,  protestują.
Po demonstracji 30 marca Pekin wstrzymał wyjazdy delagacji na Tajwan. Nie doszła na przykład do skutku wizyta oficjeli z prowincji Henan. Pod koniec kwietnia nie przybędzie też delagacja z prowincji Zhejiang.
Rządzący Chinami zaczeli dokładnie studiować, o co tak  naprawdę chodzi w tej Rewolucji Słoneczników. Powoli dotarło do świadomości komunistycznych oficjeli, że protest ma niewiele wspólnego z tajwańskimi partiami opozycyjnymi i że bunt Tajwńczyków dotyczy przede wszystkim sposobu w jaki porozumienie zostało zawarte - na tajnych spotkaniach reprezentantów Kuomintangu z przedstawicielami KPChL. Pekin zrozumiał, że jest to protest nie tylko niewielkiej grupy studentów, ale dużej części społeczeństwa.

10 kwietnia gdy studenci postanowili opuścić budynek okupowanego parlamentu, Vincent Siew stający na czele tajwańskiej delegacji przybyłej na Azjatyckie Boao Forum  spotkał się z chińskim premierem Li Keqiang’iem. Mimo że obie strony celowo nie poruszały  tematu umowy, to Li nie omieszkał przypomnieć, że“Chiny są cały czas otwarte na Tajwan” i że mają nadzieję “iż Tajwan wykorzysta tę szansę”
Obecny na Forum szef chińskiego Biura Rady Państwowej ds. Tajwanu Zhang Zhijun (czyli osoba bezpośrednio odpowiedzialna za stosunki z wyspą) mówił już w zupełnie innym tonie. Nie było więc ani słowa o “złowrogich siłach proniepodległościowych na Tajwanie”. Zhang oświadczył za to, że jest w stanie przybyć na Tajwan, aby “spotkać się twarzą w twarz z przedstawicielami średniego i małego biznesu i ze studentami”. Zhang przyznał, że w ostatnim czasie Chiny pracując nad rozwojem stosunków z Tajwanem zbyt skupiły się na “dużych konsorcjach” nie zwracając uwagi na potrzeby większości “tajwańskich rodaków”. Chiński polityk nie odrzucił możliwości renegocjacji umowy. Mimo to, rząd tawjański powtarza że jest to (renegocjacja) raczej niemożliwe ze strony chińskiej.

Sugestia Zhanga, że jest gotowy na bezpośrednie rozmowy z Tajwańczykami pokazuje, że Pekin traci cierpliwość wobec pro-chińskiego prezydenta Tajwanu  Ma Ying-jeou i jest nawet gotowy go pominąć w negocjacjach z Tajwańczykami. Od podpisania umowy mineło już prawie rok (porozumienie podpisano w czerwcu 2013 roku) i władze ChRLu dają do zrozumienia, że był to wystarczający czas, aby Ma wykorzystał wszelką dostępną mu siłę propagandy do przekonania Tajwańczyków do umowy. Także partia Ma, Kuomintang musiała rozczarować Pekin, bo jej czołowi przedstawiciele wcale nie rzucili się, by w krytycznym momencie (momencie protestu) specjalnie bronić porozumienia, a burmistrz miasta Nowe Tajpej i potencjalny kandydat Kuomintangu w wyborach prezydenckich w 2016 roku, Eric Chu posunął się nawet do stwierdzenia, że Rewolucja Słoneczników to w sumie “osiągnięcie, bo podniosła świadomość społeczną w kwestii do tej pory mało zrozumianej” (tj. umowy).






[1] Tajwańczycy nauczyli się już rozpoznawać członków “partii 5 mao” i po protsu odpsują im: “chcesz dyskutować czy jesteś tylko komunistycznę szczekaczką”, lub “zadanie wykonane wracaj do domu odebrać zapłatę”
[2] Komuniści zostali tu zresztą wsparci przez niektórych polityków rządzącej Tajwanem partii Kuomintang, którzy występując w chińskiej telewizji państwowej powtarzali jak mantrę, że za wszysko odpowiedzialna jest opozycja.

Kara śmierci na Tajwanie

Pomimo międzynarodowych nacisków, m.in. z Unii Europejskiej, ONZ i Amnesty International, na Tajwanie w piątek dokonano sześciu egzekucji w wyniku orzeczonej kary śmierci.
Wśród skazanych znalazł się m.in. Chen Jui-chin, ktory zamordował trójkę swoich synów, dwie żony i inną kobietę tylko po to, aby dostać odszkodowanie za ich śmierć. Inny skazany Chen Tung-jung ukrywał się przez 25 lat, po tym jak podpalił hotel w mieście Tajnan, zabijając w ten sposób 26 osób.
W 2006 r. Tajwan wprowadził moratorium na karę śmierci, wycofał się jednak z tej decyzji w 2010 r. Gdy wtedy wykonano wyroki na czterech skazanych, Unia Europejska groziła, że odłoży decyzję o ruchu bezwizowym pomiędzy wyspą a UE do czasu, aż Republika Chińska (oficjalna nazwa Tajwanu) zrezygnuje z kary. Rząd Tajwanu stanął na stanowisku, że sprawy wiz i kary śmierci nie powinny być łączone, i ostatecznie wizy zniesiono w styczniu 2011 r.
Zarówno UE, ONZ, jak i organizacje takie jak Amnesty International starają się stosować swoisty szantaż wobec Tajwanu, sugerując, że ten nigdy nie będzie pełnoprawnym członkiem społeczności międzynarodowej, ponieważ akceptując karę śmierci, dopuszcza się łamania praw człowieka. Zupełnie inaczej widzą to sami obywatele Tajwanu. Według sondażu przeprowadzonego przez Uniwersytet Cheng Chung w styczniu tego roku 90 proc. społeczeństwa jest przeciwko zniesieniu kary śmierci.
W tej chwili na wykonanie kary ostatecznej na wyspie oczekuje 50 osób. Kara śmierci na Tajwanie jest stosowana w rzadkich wypadkach i głównie dotyczy skazanych za wielokrotne morderstwa.
GPCodziennie

Ukarani za spotkanie z Papieżem

Tajwańska delegacja nie została dopuszczona do udziału w odbywającej się w stolicy Indonezji Dżakarcie konferencji pt. „Obrona i dyplomacja w regionie Azji i Pacyfiku”. Komunistyczne chińskie władze zablokowały udział Tajwańczyków wzw. z obecnością prezydenta Tajwanu na mszy inauguracyjnej papieża Franciszka w Watykanie.
 Spotkanie rozpoczęło się w czwartek i biorą w nim udział przedstawiciele 45 państw w tym Ashton Carter, zastępca sekretarza obrony USA. Według „Finacial Times” ambasada chińska w ostatnim momencie zwróciła się do Ministerstwa Obrony Indonezji, aby wykreślono Tajwańczyków z listy gości.
 - Jest to spotkanie organizowane przez rząd Indonezji i musimy się liczyć ze zdaniami innych rządów - tłumaczył gen. Syaiful Anwar kierujący komitetem organizacyjnym konferencji.
 Według informacji zdobytych przez media tajwańskie chińskie żądanie niedopuszczenia delegacji z Tajwanu do udziału w międzynarodowym konferencji było odpowiedzią na udział tajwańskiego prezydenta Ma Yingjiu w mszy inauguracyjnej papieża Franciszka w Watykanie. Tej samej, na której zabrakło m.in. premiera Polski Donalda Tuska.
Tajwan, którego oficjalna nazwa brzmi Republika Chińska, otrzymuje oficjalne stosunki ze Stolicę Apostolską. Chiny Ludowe żądają, aby Watykan zerwał stosunki z Tajwanem, który Pekin traktuje jako zbuntowaną prowincję ChRl. Pekin nie wysłał delegacji na uroczystości inauguracyjne pontyfikatu Franciszka, a jedynie depeszę gratulacyjną w której wyrażono nadzieję że nowy papież wykaże się „elastycznością i szczerością w tworzeniu warunków dla poprawy chińsko-watykańskich stosunków”. Ta poprawa według komunistycznych Chin możliwa będzie, gdy Watykan zerwie dyplomatyczne stosunki z Tajwanem i powstrzyma się od ingerowania w wewnętrzne sprawy Chin, szczególnie te dotyczące religii.

Niezalezna.pl

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...