Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny-Japonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny-Japonia. Pokaż wszystkie posty

Japonia zmienia zasady gry wokół Tajwanu i podważa chińską strategię

Wypowiedź premier Japonii Sanae Takaichi dotycząca możliwego konfliktu wokół Tajwanu stanowi jeden z najważniejszych sygnałów strategicznych w ostatnim czasie w regionie Azji Wschodniej. Sugerując, że chińska blokada Tajwanu mogłaby zostać uznana za zagrożenie dla przetrwania Japonii, Tokio w praktyce przesuwa granicę potencjalnej reakcji – z późnej fazy konfliktu na jego bardzo wczesny etap.

Jak zauważa japoński emerytowany generał Kiyoshi Ogawa, który 25 kwietnia wygłosił wykład na zaproszenie stowarzyszenia „Przyjaciele prezydenta Lee Teng-hui'a w Japonii”, taka deklaracja uderza bezpośrednio w podstawowe założenia chińskiego planowania wojskowego. Dotychczas Pekin zakładał, że ewentualna operacja przeciwko Tajwanowi będzie szybka i zakończy się, zanim inne państwa – w tym Japonia czy Stany Zjednoczone – zdążą skutecznie zareagować. Kluczowe było więc opóźnienie lub uniemożliwienie zewnętrznej interwencji. Jeśli jednak Japonia sygnalizuje gotowość do działania już na etapie presji czy blokady, cały ten scenariusz przestaje być aktualny.

Zmienia to logikę potencjalnego konfliktu. Zamiast krótkiej, ograniczonej operacji regionalnej, pojawia się ryzyko natychmiastowej eskalacji międzynarodowej. To z kolei znacząco podnosi koszty i ryzyko dla Chin, które musiałyby uwzględnić nie tylko działania przeciwko Tajwanowi, ale także możliwość szybkiego włączenia się innych państw do konfliktu.

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera strategia samego Tajwanu, oparta na wydłużaniu konfliktu i obronie w głąb. Jej celem jest zyskanie czasu, który umożliwi interwencję sojuszników, takich jak Stany Zjednoczone czy Japonia. Deklaracja Tokio, że może zareagować już na wczesnym etapie konfliktu, znacząco zwiększa wiarygodność tej strategii. Oznacza to, że Tajwan nie musi polegać wyłącznie na długotrwałym oporze, ponieważ rośnie prawdopodobieństwo szybszej reakcji zewnętrznej, co dodatkowo wzmacnia efekt odstraszania wobec Chin.

Silna reakcja Chin na słowa Takaichi pokazuje, że Pekin traktuje tę zmianę poważnie. Nie chodzi więc tylko o retorykę polityczną, lecz o realne przesunięcie w kalkulacjach strategicznych. W praktyce oznacza to, że nawet bez wystrzału zmienia się równowaga sił w regionie – a potencjalny konflikt wokół Tajwanu staje się bardziej złożony, dla Pekinu mniej przewidywalny i znacznie trudniejszy do przeprowadzenia według dotychczasowych planów.

Kończą ze wsparciem dla komunistycznego reżimu w Chinach….nie, nie władze RP


Kilka dni temu Donald Trump ogłosił wystąpienie USA z UPU (Światowego Związku Pocztowego), organizacji w ramach ONZ, która reguluje ceny przesyłek pocztowych i gwarantuje preferencyjne stawki na wysyłki z Chin.
Ta decyzja Białego Domu oznacza, że ceny przesyłek (min.  towarów kupowanych na Alibaba) z Chin do USA wzrosną.
Według Paula Misenera, wicedyrektora Amazon ds. globalnej strategii innowacji i komunikacji, koszt wysyłki ważącej 1 funta (0,45kg) z Południowej Karoliny do Nowego Jorku wynosi prawie 6 USD. Ta sama przesyłka z Pekinu do NJ kosztuje 3,66 USD. 1 funtowa paczka w odwrotną stronę (z NJ do Pekinu) wysłana przez US Postal International Mail kosztuje 50 USD.
I tylko przypomnę, że Poczta Polska chwali się, że  współpraca z Chinami i zalew tanimi przesyłkami stamtąd, to dla niej ogromna szansa.  Na szczęście dla Amerykanów Trump potrafi lepiej liczyć niż nasi eksperci i postanowił skończyć z pomaganiem chińskiej poczcie i komunistycznemu reżimowi.
Jak napisano w artykule na łamach Taiwan Daily “ciągu ostatnich kilku dekad Stany Zjednoczone prowadziły prochińską politykę Kissingera. Dopuszczono Chiny do systemu wolnego handlu i otwarto dla nich amerykański  rynek by napędzać chińską gospodarkę. Stany Zjednoczone mają co roku  ogromny deficyt w handlu Chinami, co jest jedną z głównych przyczyn szybkiego wzrostu gospodarczego ChRL. Polityka USA zakładała, że wraz chińskim rozwojem gospodarczym Chiny przeprowadzą " demokratyzację" i staną się wolnym i demokratycznym krajem. Oczekiwanie to jednak całkowicie nie spełniło się: w ostatnich latach reżim komunistyczny w Chinach stał się jeszcze bardziej autorytarny.”
Ale nie tylko Trump kończy ze wspieraniem komunistycznego reżimu. W czasie wizyty w Pekinie premier Japonii Shinzo Abe poinformował prezydenta Chin Xi Jinpinga, że Tokio kończy z pomocą dla Chin w ramach ODA (Oficjalna Pomoc Rozwojowa).
I znów tylko przypomnę, że Polska za rządów PiS zobowiązała się wpłacać coraz więcej środków na pomoc rozwojową m.in. dla Chin. Do 2030 roku pomoc ta ma wzrosnąć trzykrotnie.( Polska dołączyła do DAC w 2013 r., a w latach 2013–2014 największymi odbiorcami jej pomocy było pięć państw: Angola, Białoruś, Ukraina, Chiny i Etiopia.)

To między innymi dzięki japońskiemu wsparciu dla Chin w ramach ODA powstało międzynarodowe lotnisko w Pekinie. Łącznie Japończycy przekazali Pekinowi pomoc wartości 3,65 biliona jenów (ok. 32,6 mld USD), ale przeciętny Chińczyk nie wie, że to dzi
ęki takiej pomoc mogły powstać chińskie lotniska, porty i drogi….Przeciętny Chińczyk za to nieraz słyszał antyjapońską retorykę a komunistyczny reżim nieraz atakował japoński biznes w ChRL.

USA i Japonia kończą ze wsparciem komunistycznego reżimu, bo są to praktyki, które nie służą obywatelom tych krajów.
Polska ma rosnący deficyt z Chinami, panoszącą się agenturę ChRL, utrudniony dostęp do rynku chińskiego ale nadal będziemy pomagać chińskim komunistom.
 

Japonia demonstruje siłę

Jak podaje Reuters na początku maja Japonia wyśle w region Morza Południowochińskiego swój największy okręt wojenny -śmigłowcowiec JDS Izumo DDH-183 (okręt ma większość cech lotniskowca,ale z uwagi na japońskie uwarunkowania prawne została w Japonii sklasyfikowana jako płasko-pokładowy niszczyciel). 
Przeznaczeniem wybudowanego w 2013 r. okrętu jest zabezpieczanie wód terytorialnych Japonii w warunkach narastającego sporu terytorialnego z Chinami.
Okręt zatrzyma się w portach w Singapurze, Indonezji, Filipinach i Sri Lance, a w lipcu weźmie udział we wspólnych manewrach z USA i Indiami na Oceanie Indyjskim.
Będzie to największa demonstracja siły Japońskich Morskich Sił Samoobrony od czasu zakończenia II wojny światowej na Pacyfiku.

Komuniści vs sojusznik USA Pekin i Tokio walczą o Kubę

W zeszłym tygodniu Kubę odwiedzili premierzy dwóch znaczących i rywalizujących ze sobą państw azjatyckich, Japonii i Chin. Tokio i Pekin toczą spory terytorialne na Morzu Wschodniochińskim, konkurują o kontrakty w Azji i Afryce, a teraz walczą o wpływy na Karaibach.

22 września do Hawany zawitał premier Japonii Shinzō Abe. Była to pierwsza wizyta przywódcy Kraju Kwitnącej Wiśni na komunistycznej Kubie. Wizyta szefa japońskiego rządu odbyła się rok po tym, jak USA, sojusznik Tokio, ponownie nawiązały relacje dyplomatyczne z Kubą. Zaraz po tym wydarzeniu, w maju 2015 r., Hawanę odwiedził też szef japońskiego MSZ-etu Fumio Kishida, a miesiąc później z rewizytą w Tokio pojawił się Miguel Díaz Canel, wiceprezydent Kuby. W trakcie zeszłotygodniowej wizyty premier Abe najpierw spotkał się z byłym przywódcą Kuby Fidelem Castro, a następnie z obecnie rządzącym Raulem Castro, by rozmawiać na temat wzmocnienia obustronnych relacji gospodarczych. Tokio zgodziło się anulować część długu Hawany – chodzi o kwotę 120 mld japońskich jenów, czyli 1,2 mld dol. Japonia udzieli Kubie również pożyczki w postaci sprzętu medycznego o wartości 13 mln dol. Na Kubie ma powstać także centrum nauczania dla miejscowych lekarzy z wykorzystaniem japońskiej technologii. Premier Abe zapowiedział również zwiększenie obecności japońskiego biznesu w tym karaibskim kraju. Obecnie na 700 firm zagranicznych działających na Kubie tylko 18 jest z Japonii. Japońskich przedsiębiorców szczególnie interesują projekty dotyczące rozbudowy infrastruktury i turystyki, w tym także turystyki medycznej.
Jeszcze w lipcu br. swoje biuro w Hawanie otworzył japoński konglomerat Mitsubishi. Zainteresowanie inwestorów przyciąga specjalna strefa ekonomiczna powstała dwa lata temu w Mariel, mieście oddalonym 40 km od Hawany i to nie tylko ze względu na korzyści podatkowe, lecz także strategiczne położenie pośrodku Karaibów pomiędzy USA i Kanałem Panamskim.
Władze Japonii nie ukrywają, że w zamian za współpracę i pomoc udzieloną Hawanie, Tokio oczekuje od Kuby m.in. podjęcia działań służących ograniczeniu prowokacji nuklearnych ze strony Korei Północnej, z którą reżim Castro utrzymuje dobre relacje. Ta współpraca na linii Hawana-Pjongjang oznacza m.in. łamanie międzynarodowego prawa. Tak było w 2013 r. gdy władze Panamy zatrzymały statek płynący z Kuby do Korei Płn. Na jego pokładzie poza cukrem znaleziono kontenery z pociskami rakietowymi i myśliwce MiG-21.
Dwa dni po podróży Shinzō Abe w Hawanie pojawił się chiński premier Li Keqiang. Była to także jego pierwsza wizyta tym kraju i też rozpoczęła się od spotkania z Fidelem Castro. Dwa lata temu Hawanę odwiedził chiński prezydent Xi Jinping.
Tuż przed wizytą Li chiński ambasador na Kubie Zhang Tuo w wywiadzie dla chińskiej rządowej agencji informacyjnej Xinhua określił relacje chińsko-kubańskie jako kluczowy element relacji Chin z Ameryką Łacińską. Według Zhanga „Chiny i Kuba uczyły się od siebie nawzajem, jak budować socjalizm, od lat wymieniają się doświadczeniami w rządzeniu, wspierają się wzajemnie w kwestiach dotyczących ich podstawowych interesów” i stworzyły bliskie relacje „jako dobrzy przyjaciele, dobrzy towarzysze i dobrzy bracia”.
Podczas wizyty chińskiego premiera w Hawanie podpisano ok. 30 porozumień dotyczących współpracy w takich dziedzinach, jak biotechnologia, ochrona środowiska, rolnictwo, turystyka i kultura.
Chiny są drugim (po Wenezueli) partnerem handlowym Kuby. Wymiana handlowa pomiędzy oboma krajami wyniosła ponad 1,6 mld dol. w 2015 r., co stanowiło 57-proc. wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim. Chiny wspierają Kubę przede wszystkim za pomocą pożyczek. W lutym br. Pekin uruchomił dwie linie kredytowe, które pozwalają na zakup przez Kubę chińskich maszyn rolniczych, a także wagonów kolejowych do przewozu pasażerów. Także port w drugim co do wielkości mieście Kuby, Santiago de Cuba, jest rozbudowywany dzięki chińskim funduszom.
Ale poza kwestiami gospodarczymi i północnokoreańskimi analitycy zwracają uwagę, że nieprzypadkowo wizyty premierów Chin i Japonii odbyły się niemal w tym samym czasie. Pekin i Tokio nie tylko toczą ze sobą spory na Morzu Wschodniochińskim, mają przeciwstawne interesy na Morzu Południowochińskim, wzmacniają sojusze nie tylko w regionie Azji, ale także rywalizują o kontrakty m.in. w Azji Południowo-Wschodniej i Afryce, a teraz również w rejonie Karaibów.
ChRL ma długotrwałe relacje dyplomatyczne z Kubą. Wszystkie podejmowane ostatnio przedsięwzięcia na Kubie wskazują, że Pekin zamierza rywalizować o wpływy na wyspie z USA. Teraz do gry w tym regionie wkracza także sojusznik Waszyngtonu, Japonia.

Gazeta Polska Codziennie

Manewry podzieliły militarnych potentatów

Po zakończonych w poniedziałek wspólnych ćwiczeniach okrętowych Chin i Rosji na Morzu Południowochińskim napięcie w regionie nie opada. Japonia zapowiedziała właśnie prowadzenie z USA wspólnych patroli na spornych wodach. Z kolei Waszyngton nawiązał porozumienie z Indiami w sprawie manewrów nieopodal chińskiej granicy.

Region Morza Południowochińskiego, na którym odbyły się manewry, często nazywany jest beczką prochu. Prawa do strategicznych terenów rości sobie wiele okolicznych państw, m.in. Chiny, Wietnam, Filipiny, a także Malezja i Tajwan. Na straży swoich interesów w tym rejonie stoją także Stany Zjednoczone, Japonia, Korea Południowa, Indie, Australia i Rosja. Państwa w regionie Morza Południowochińskiego, m.in. Filipiny i Wietnam, czują się jednak zaniepokojone ekspansją Pekinu w ich pobliżu związaną np. z budową sztucznych wysp na morzu pod bazy wojskowe. Również sam fakt, że w trakcie manewrów chińsko-rosyjskich była prowadzona misja zajęcia terenów, tylko powiększył wspomniane obawy.
Na ćwiczenia chińskich i rosyjskich okrętów odpowiedziała już Japonia. Podczas przemówienia w amerykańskim think tanku „Center for Strategic and International Studies” japońska minister obrony Tomomi Inada zapowiedziała, że Kraj Kwitnącej Wiśni będzie prowadził patrole wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi na Morzu Południowochińskim. Inada dodała także, że Tokio będzie kontynuowało program pomocy krajom w obszarze akwenu, ze wzmocnieniem ich potencjału morskiego włącznie. Kilka dni temu władze w Tokio potwierdziły gotowość zaopatrzenia Wietnamu w nowe okręty patrolowe. Planowane jest również dostarczenie Filipinom dwóch okrętów patrolowych i pięciu samolotów rozpoznawczych.
Nieobojętne na rozwijające się partnerstwo Moskwy i Pekinu są także Stany Zjednoczone, które wzmacniają sojusze w Azji. Jeszcze przed zakończeniem manewrów chińsko-rosyjskich w Indiach w stanie Uttarakhand, graniczącym z Chinami, rozpoczęły się wspólne ćwiczenia armii USA i Indii o kryptonimie „Yudh Abhyas”. Ich lokalizacja nie jest przypadkowa. To właśnie w Uttarakhand chińskie siły zbrojne sukcesywnie naruszają granicę indyjską. Ostatni taki incydent miał miejsce 19 lipca br. Wówczas ok. 300 chińskich żołnierzy wkroczyło do Indii i przebywało tam ponad pół godziny. Zdaniem lokalnych władz w ostatnich latach doszło do blisko 40 podobnych incydentów.
Ćwiczenia amerykańsko-indyjskie w regionie graniczącym z Chinami odbywają się trzy miesiące po wspólnych manewrach morskich USA, Indii i Japonii w Zatoce Bengalskiej. Media w Indiach przedstawiają oba ćwiczenia jako wyraźny sygnał dla Chin, że Indie nie pozwolą, aby jakikolwiek kraj kontrolował Morze Południowochińskie oraz że władze w New Delhi nie lękają się zagrożenia ze strony państw wspierających terroryzm. Ostatnia kwestia dotyczy działań Pekinu, który według indyjskich władz ma wspierać oddziały partyzanckie współpracujące z Pakistanem i terrorystów działających w Indiach.
Warto przypomnieć, że trzy tygodnie temu przedstawiciele USA i Indii podpisali tzw. Logistics Exchange Memorandum of Agreement (LEMOA), czyli porozumienie o współpracy. Umożliwia ono wzajemne korzystanie z baz wojskowych przez siły zbrojne obu krajów. W oświadczeniu, jakie ukazało się po podpisaniu umowy, zaznaczono, że dokument jest strategicznym krokiem ku budowaniu wzajemnych więzi obronnych w celu przeciwdziałania morskiej aktywności wojskowej Chin w regionie.

Gazeta Polska Codziennie

Japonia będzie bronić sojuszników

Wyższa izba parlamentu Japonii przyjęła ustawę rozszerzającą rolę armii, zezwalając po raz pierwszy od zakończenia II wojny na użycie wojska poza granicami kraju w obronie sojuszników. To największa zmiana w japońskiej polityce obronnej w ostatnich latach oraz modyfikacja charakteru sojuszu z USA. To również zwycięstwo konserwatywnego premiera Shinzo Abe, który od momentu dojścia do władzy w 2012 r. zapowiadał odwrót od pacyfizmu.

Pacyfizm narzuciła Japonii opracowana w 1946 r. przez amerykańskich prawników konstytucja. Według art. 9 ustawy zasadniczej Kraj Kwitnącej Wiśni musiał „wyrzec się na zawsze wojny jako suwerennego prawa narodu, jak również użycia lub groźby siły jako środka rozwiązywania sporów międzynarodowych”. Konstytucja zezwalała na użycie japońskich sił jedynie w samoobronie. W tym celu stworzono w 1954 r. Japońskie Siły Samoobrony (Jieitai).
Przyjęta w sobotę ustawa zezwala na podjęcie działań w ramach tzw. zbiorowej samoobrony, czyli wysłanie japońskich sił poza granice kraju, aby pomóc sojusznikom, głównie USA, nawet jeśli Japonia nie zostanie bezpośrednio zaatakowana. Nowe przepisy to także zmiana w charakterze sojuszu z Waszyngtonem. Do tej pory w zamian za zapewnienie Stanom Zjednoczonym możliwości korzystania z baz wojskowych na terenie Japonii, Waszyngton zobowiązał się do pomocy Tokio w razie ataku. Nowa ustawa wprowadza zasadę wzajemności. Teraz to także Japonia będzie mogła przyjść z pomocą amerykańskim siłom zbrojnym zagrożonym przez kraj trzeci, wysłać swoje okręty na Bliski Wschód, a nawet zestrzelić pocisk odpalony w kierunku USA, mimo że nie będzie on zagrażał jej samej.
Ustawa przeszła głosami rządzącej Partii Liberalno-Demokratycznej (PLD) i jej koalicyjnego partnera partii Komeito. Za ustawą padło 148 głosów, 90 deputowanych, głównie lewicowych, było przeciw.
W komentarzach podkreśla się, że wynik sobotniego głosowania to zwycięstwo premiera Shinzo Abe, który od trzech lat realizuje obietnice wyborcze – odejścia od pacyfizmu, pogłębiania dotychczasowych sojuszów, budowania silnej pozycji Japonii w sferze militarnej, a przede wszystkim stawienia czoła ekspansywnym Chinom. Między Pekinem a władzami w Tokio narasta konflikt terytorialny o wyspy Senkaku na Morzu Wschodniochińskim. Tokio zaniepokojone jest też zachowaniem Chin na Morzu Południowochińskim i rosnącym napięciem w tym regionie.
Zdecydowanie źle nowa ustawa została przyjęta w Pekinie i Phenianie, które określają ją jako zagrożenie dla pokoju.
Gazeta Polska Codziennie

Japończycy boją się Chin

Na kilka dni przed rozpoczęciem japońsko-chińskich rozmów nt. bezpieczeństwa ministerstwo obrony Kraju Kwitnącej Wiśni opublikowało wyniki badań opinii publicznej, które wskazują, że Japończycy jako największe zagrożenie dla bezpieczeństwa ich państwa wskazują Chiny. Ten sam sondaż prezentuje też rekordowe poparcie obywateli Japonii dla Japońskich Sił Samoobrony (Jieitai), będących de facto jednymi z najsilniejszych sił zbrojnych na świecie.

W sondażu przeprowadzonym w styczniu br. na zlecenie rządu Japonii 60 proc. ankietowanych Japończyków stwierdziło, że jest najbardziej zaniepokojonych poczynaniami Chin – ekspansją terytorialną tego państwa w Azji i jego rosnącym budżetem wojskowym. Dla porównania w 2012 r. 63 proc. Japończyków uznało Koreę Płn. za kraj stwarzający główne zagrożenie dla ich państwa. Dziś na komunistyczny reżim Kim Dzung Una jako zagrożenie wskazuje 53 proc. ankietowanych.
Fakt, że to Pekin widziany jest teraz jako główne niebezpieczeństwo, japoński minister obrony Gen Nakatani tłumaczy tym, że „mamy do czynienia z brakiem przejrzystości w chińskiej polityce wojskowej i bezpieczeństwa, m.in. w kwestii budżetu wojskowego”.
Chiny ogłosiły właśnie, że w 2015 r. wydadzą na armię 145 mld dol., czyli o 10 proc. więcej niż w roku poprzednim. Jednak wielu ekspertów uważa, że dane te są zaniżone i faktycznie budżet wojskowy ChRL będzie o kilkanaście miliardów większy. Także działania Pekinu na Morzu Wschodniochińskim niepokoją nie tylko Tokio. Pod koniec 2013 r. Pekin ogłosił utworzenie Strefy Identyfikacji Obrony Powietrznej Morza Wschodniochińskiego w rejonie spornych wysp Senkaku. Japonia, a także USA i Korea Południowa potępiły to jako prowokacyjny akt, a w rejonie archipelagu niejednokrotnie dochodziło do incydentów z udziałem samolotów i okrętów stron chińskiej i japońskiej.
Przedstawione przez ministerstwo obrony wyniki badań opinii publicznej mówią także, że pacyfiści nie mają na co liczyć w Kraju Kwitnącej Wiśni, bo społeczeństwo Japonii wyraża rekordowe poparcie dla Japońskich Sił Samoobrony (JSS, Jieitai). 92 proc. ankietowanych wyraziło swoją pozytywną opinię na temat Jieitai i jest to najwyższe poparcie dla sił zbrojnych tego kraju od momentu, gdy rząd rozpoczął badania opinii publicznej na ten temat w 1969 r.
Wzrasta także poparcie Japończyków dla idei wzmocnienia JSS. Opowiedziało się za tym prawie 30 proc. respondentów – dwukrotnie więcej niż w badaniu w 2009 r., a 59 proc. stwierdziło, że ich obecny stan jest odpowiedni.
Formalnie Japonia nie ma armii, ponieważ zabrania tego pacyfistyczna konstytucja uchwalona po krwawych doświadczeniach II wojny światowej i opracowana przez amerykańskich prawników. Według art. 9 ustawy zasadniczej Kraj Kwitnącej Wiśni musiał „wyrzec się na zawsze wojny jako suwerennego prawa narodu, jak również użycia lub groźby siły jako środka rozwiązywania sporów międzynarodowych”. Konstytucja zezwala na użycie japońskich sił jedynie w samoobronie. W tym celu stworzono w 1954 r. Japońskie Siły Samoobrony (Jieitai). Koniec z pacyfistycznymi zapisami w konstytucji zapowiada konserwatywny premier Japonii Shinzo Abe. Już dziś Japońskie Siły Samoobrony to licząca ok. 240 tys. żołnierzy jedna z najlepiej wyposażonych armii świata. A rząd Abe, w odróżnieniu od państw EU, na wydatkach zbrojeniowych nie oszczędza. Zatwierdzone właśnie wydatki na armię na okres od kwietnia 2015 r. do marca 2016 r. będą największe w historii budżetu obronnego Japonii i wyniosą 
42 mld dol. Japońskie władze nie kryją, że zwiększony budżet to odpowiedź na rosnący od prawie 20 lat budżet wojskowy Chińskiej Republiki Ludowej.
19 marca br. odbędzie się w Tokio szczyt chińsko-japoński dotyczący bezpieczeństwa. Będzie to pierwsze od czterech lat spotkanie na temat tej kwestii pomiędzy przedstawicielami obu państw. W listopadzie ub.r. w Pekinie przy okazji corocznego szczytu Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku (APEC) doszło do spotkania premiera Shinzo Abe z prezydentem Chin Xi Jinpingiem, które media określiły jako „krótkie i chłodne”.

Tokio wycofuje inwestycje z Chin

Konflikt wokół wysp Senkaku, gdzie znajdują się bogate łowiska i złoża surowców energetycznych, doprowadził do znacznego pogorszenia stosunków między Tokio a Pekinem. Wśród japońskich polityków i przedsiębiorców coraz częściej pojawiają się głosy, że Japonia powinna wycofać swoje inwestycje z Państwa Środka.
Niektóre japońskie koncerny, m.in. Toyota, już podjęły decyzję o przeniesieniu części produkcji z Chin do innych krajów. Firma zamierza do 2016 r. uruchomić fabrykę silników w Indonezji. Japończycy już dziś są jednym z głównych inwestorów w otwierającej się na obcy kapitał Birmie. W maju br. szef prawicowego japońskiego rządu Shinzo Abe ogłosił, że anuluje dług wielkości 1,8 mld dol., jaki rządząca Birmą junta wojskowa zaciągnęła w latach 60. i 70. XX w., zanim kraj został obłożony międzynarodowymi sankcjami.
Coraz intensywniejsze działania na rzecz wycofania się z ChRL u podejmują także mniejsze japońskie spółki. Według japońskiego dziennika „Sankei Shimbun” w Kraju Kwitnącej Wiśni pojawiły się firmy konsultingowe specjalizujące się w doradzaniu małym i średnim przedsiębiorstwom, jak zlikwidować inwestycje w ChRL u. A nie jest to takie łatwe – władze chińskie czynią bowiem wszystko, by zatrzymać zagraniczny kapitał w kraju.
Wychodząc naprzeciw potrzebom japońskich inwestorów, Mitsuru Kondo, ekspert od chińskiego systemu podatkowego, pod koniec lipca zorganizował w Kobe seminarium pt. „Ocena inwestycji w Chinach – zostać czy się wycofać”. W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele ponad 70 japońskich firm inwestujących w Chinach. Podobne seminaria odbyły się także w Tokio i Osace, a za każdym razem brało w nich udział ponad 100 inwestorów. Organizatorzy są zaskoczeni takim zainteresowaniem. – Wśród seminariów dotyczących inwestycji w Chinach, te mówiące o wycofaniu się z tamtejszego rynku są najpopularniejsze – twierdzi Kondo.
Z badań przeprowadzonych przez japoński bank JBIC wynika, że aż 75 proc. japońskich firm obecnych na chińskim rynku chce przenieść przynajmniej część inwestycji do innych krajów, m.in. do Indii, Birmy, Kambodży lub Wietnamu. Władze w Tokio tymczasem przystąpiły do rywalizacji z Pekinem o Czarny Ląd. W czerwcu ogłosiły, że w ciągu następnych pięciu lat udzielą państwom afrykańskim pożyczek w wysokości 32 mld dol. Chiny czynią tak od lat, aby zapewnić sobie dostęp do tamtejszych surowców naturalnych. Szacuje się, że pomoc oferowana krajom afrykańskim przez Pekin w ciągu trzech najbliższych lat wyniesie 20 mld dol.
GPCodziennie

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...