Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ataki cybernetyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ataki cybernetyczne. Pokaż wszystkie posty

Po włamaniu: Pekin odcina się od....... siebie

Jakiś czas temu pisałam o włamaniu hakerów do chińskiego Centrum
Superkomputerowego w Tianjinie. Sprawa ma ciąg dalszy, bo chińskie władze błyskawicznie zaostrzyły zasady bezpieczeństwa w administracji rządowej. Kancelaria  Rady Państwa rozesłała do agencji rządowych nowe dyrektywy: pracownicy muszą zostawiać telefony w specjalnych szafkach blokujących sygnał jeszcze przed wejściem do biura, a codzienną komunikację wewnętrzną mają prowadzić przez telefony stacjonarne. Drukarki i inne urządzenia peryferyjne zostały odcięte od sieci.

W jednostkach zajmujących się obronnością i polityką zagraniczną poszli jeszcze dalej - zainstalowano systemy wykrywające obecność sygnału komórkowego, a najbardziej wrażliwe maszyny pracują teraz w trybie całkowitej izolacji: bez dostępu do internetu, a niekiedy nawet do sieci wewnętrznej.

Co znamienne - jak donosi Epoch Times - zakazy obejmują nie tylko zagraniczne smartfony, ale też chińskie, co sugeruje, że władze nie ufają już w pełni nawet własnym producentom sprzętu.

Kolejny problem Chin: gigantyczny wyciek danych z superkomputera

Włamanie do jednego z najważniejszych chińskich superkomputerów i
kradzież około 10 petabajtów danych to nie tylko spektakularny incydent cybernetyczny. To kolejny dowód na to, że za wizerunkiem Chin jako technologicznego supermocarstwa kryją się poważne i powtarzalne słabości.

Według dostępnych informacji hakerzy uzyskali dostęp do systemów Narodowego Centrum Superkomputerowego (NSCC) w Tianjin – infrastruktury obsługującej tysiące instytucji, w tym sektor naukowy i wojskowy. Przez wiele miesięcy mogli swobodnie kopiować dane, nie wzbudzając alarmu. Wśród przejętych materiałów znajdują się m.in. projekty uzbrojenia, badania lotnicze, symulacje fuzji jądrowej oraz zaawansowane dane technologiczne.

Jeszcze bardziej niepokojący jest sposób przeprowadzenia ataku. Nie był to wyrafinowany cyberatak na najwyższym poziomie, lecz wykorzystanie podstawowych luk w systemie – m.in. dostępu przez źle zabezpieczone połączenie VPN, które umożliwiło nieautoryzowany dostęp do sieci. Dane były wyprowadzane stopniowo przez około pół roku, co pozwoliło uniknąć wykrycia. Eksperci podkreślają, że problemem nie był geniusz atakujących, lecz słabość zabezpieczeń.

Dodatkowo część danych została już ujawniona w internecie, a całość jest oferowana na sprzedaż. Oznacza to, że potencjalnie mogą one trafić do innych państw, w tym rywali geopolitycznych Chin. W praktyce może to oznaczać poważne straty wywiadowcze i technologiczne.

To zdarzenie wpisuje się w szerszy trend. W ostatnich latach dochodziło już do dużych wycieków danych w Chinach, w tym informacji dotyczących setek milionów obywateli. Powtarzalność takich incydentów sugeruje, że problem ma charakter systemowy, a nie przypadkowy.

Szczególnie widoczna jest sprzeczność między ambicjami a rzeczywistością. Chiny aspirują do roli globalnego lidera w dziedzinie sztucznej inteligencji, technologii i cyberbezpieczeństwa, a jednocześnie same przyznają w oficjalnych dokumentach z 2025 roku, że konieczne jest wzmocnienie zabezpieczeń sieci, danych i sektora AI oraz rozwój skoordynowanych mechanizmów ochrony. Przypadek z Tianjin pokazuje jednak wyraźnie, że mimo tych deklaracji fundamenty systemu wciąż pozostają kruche. Wyciek z Tianjin to nie tylko problem wizerunkowy.

Centralizacja infrastruktury, będąca jednym z filarów chińskiego modelu zarządzania, w tym przypadku zadziałała przeciwko niemu. Jedno skuteczne włamanie umożliwiło dostęp do ogromnej ilości danych z wielu sektorów jednocześnie – od nauki po obronność.

Jeśli autentyczność wykradzionych informacji zostanie potwierdzona, konsekwencje mogą być dalekosiężne. Obce państwa mogą uzyskać wgląd w rzeczywisty poziom chińskich technologii, a także zidentyfikować ich słabe punkty. To z kolei może wpłynąć na globalną równowagę technologiczną i militarną.

Kolejny raz okazuje się, że za chińską narracją o sile kryje się rzeczywistość znacznie bardziej podatna na błędy niż mogłoby się wydawać.

Gdzie Tajwan, a gdzie Polska

Prokuratura okręgowa w Tajpej i Agencja Antykorupcyjna poinformowała kilka dni temu że urzędnicy Tajwańskiego Urzędu Imigracyjnego (NIA) zakupili od komunistycznych Chin sprzęt biometryczny do wykorzystania e-bramach na trzech głównych lotniskach na Tajwanie. Sprzęt był w użyciu na wyspie od 2012 r.
Zapowiada się śledztwo w tej sprawie albowiem przetarg na sprzęt miał być ustawiony, a dokumentacja dotycząca sprzętu sfałszowana (stwierdzała min. sprzęt został wyprodukowany na Tajwanie). Według śledczych i ekspertów ds. bezpieczeństwa e-bramki na 3 głównych lotniskach na Tajwanie mogą być podatne na ataki hakerów z Chin, których celem będzie min. uzyskanie niejawnych informacji.
Tajwan podejmuje coraz więcej kroków mających bronić ten kraj przed cyber-zagrożeniem ze strony Chin.
Dokładnie to samo robią USA. Jedno z biur Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, Immigration and Customs Enforcement bureau (ICE) w Los Angeles ostrzegało już kilka miesięcy temu, że drony firmy DJI Science and Technology używane min. przez amerykańską armię i policję mogą dostarczać komunistycznemu rządowi Chin ważne dane dotyczące min. infrastruktury w USA. W biuletynie ICE stwierdza się, że dane te mogą być wykorzystane przez chińskie władze, ale i na przykład organizacje terrorystyczne, do przeprowadzenia ataków, w tym także cyberataków na kluczową infrastukturę w kraju.
Z dronów firmy DJI zrezygnowała już armia USA.

Polska policja, która zakupiła drony DJI została zapytana przez dziennikarza "Faktów" dlaczego zdecydowano się na sprzęt tej firmy skoro pojawiają się wobec niej oskarżenia o prowadzenie działalności szpiegowskiej. Policja natychmiast wydała komunikat stwierdzający że dziennikarz prowadza w błąd opinię publiczną sugerując, że drony, które planuje zakupić polska policja, będą szpiegować obywateli. Policja martwi się też, że sugerowanie szpiegowskiej działalności DJI to obrażanie komunistycznego państwa.

Gdzie Tajwan, a gdzie  Polska, chciałoby się powiedzieć. Na wyspie w przypadku informacji o cyber-zagrożeniu przeprowadza się śledztwo. W Polsce  służby nie widzą zagrożenia, a boją się by nie urazić komunistycznych kacyków…..

Cyberataki na USA. Chiny: To nie my

Technologie Chiński rząd prowadzi skoordynowane ataki w cyberprzestrzeni na serwery instytucji rządowych oraz prywatnych firm w Stanach Zjednoczonych i innych krajach zachodnich – wynika z raportu firmy Mandiant działającej na rynku zabezpieczeń komputerowych.
Eksperci Mandiant prześledzili ponad 140 ataków na amerykańskie instytucje i firmy o znaczeniu strategicznym z 20 branż, m.in. koncerny zbrojeniowe i przedsiębiorstwa energetyczne. Według Mandianta za hakerskimi atakami stoi tajna komórka chińskich sił zbrojnych o numerze 61389, która ma siedzibę w Szanghaju. Do przeprowadzenia ataków cybernetycznych wykorzystuje tysiące hakerów i programistów biegłych w języku angielskim, programowaniu i zarządzaniu sieciami komputerowymi. Przy okazji Mandiant opublikował też szczegółowe informacje na temat programów i sfabrykowanych stron internetowych używanych do infiltracji amerykańskich firm.
Ministerstwo obrony Chin odrzuciło zarzuty ekspertów Mandiant. Według rzecznika resortu Honga Leia „źródła ataków na amerykańskie instytucje znajdują się w większości wypadków w samych Stanach Zjednoczonych”. – Chiny zdecydowanie sprzeciwiają się jakimkolwiek formom ataków hakerskich. A bezpodstawne oskarżanie nas, nieoparte na żadnych fachowych analizach, to tylko wyraz nieodpowiedzialności i braku profesjonalizmu – twierdził oburzony rzecznik chińskiego MSZ-etu. Według niego Amerykanie popełniają błąd, ponieważ o cyberatakach pochodzących z Chin wnioskują, opierając się na adresach IP. – Każdy wie, że wykorzystywanie przywłaszczonych adresów IP do prowadzenia ataków hakerskich zdarza się niemal codziennie – podkreślił Lei.
W odpowiedzi na coraz liczniejsze ataki w cyberprzestrzeni, głównie ze strony Chin, Waszyngton zintensyfikował prace nad strategią obronną. Według amerykańskiego dziennika „The New York Times”, powołującego się na anonimowe źródła w Białym Domu, w ciągu najbliższych tygodni prezydentowi USA Barackowi Obamie zostanie przedłożony końcowy wariant „doktryny wojny cybernetycznej”. Nowe zasady prowadzenia wojny w sieci mają uzupełnić ogólną doktrynę wojskową Stanów Zjednoczonych. Dokument nada prezydentowi specjalne prawo do wydawania rozporządzeń dotyczących przeprowadzenia prewencyjnego ataku wirtualnego na wszelkie obiekty w przestrzeni internetowej, których działania USA uznają za niebezpieczne. Prace nad doktryną wojen cybernetycznych mają najwyższy stopień tajności. Wiadomo jednak, że w jej opracowaniu czołową rolę odegrał główny doradca Baracka Obamy ds. walki z terroryzmem, nowy dyrektor CIA John O. Brennan.
GPCodziennie

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...