Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty

Tajwan walczy z chińską dezinformacją w mediach

Narodowa Komisja ds. Komunikacji (NCC), instytucja zajmującą się kontrolą i organizacją pracy stacji radiowych i telewizyjnych na terytorium Tajwanu podjęła wczoraj bardzo ważną decyzję, która powstrzyma szerzenie dezinformacji i komunistycznej propagandy w mediach na Tajwanie.
7 członków NCC jednomyślnie postanowiło o nieprzedłużeniu licencji na nadawanie dla prochińskiego kanału CTi News 中天新聞台.
CTi News jest częścią grupy Want Want China Times (旺旺中時集團) nazywanej często na Tajwanie “czerwonym konsorcjum” ze względu na jej uzależnienie od komunistycznych Chin. Szef Want Want, tajwański biznesmen Tsai Eng-meng od lat prowadzi interesy w Chinach. Od 2008 r. Tsai na polecenie KPCh zaczął inwestować w media na wyspie, by te mogły prezentować punkt widzenia KPCh i stać się ważnym narzędziem w wojnie dezinformacyjnej prowadzonej przez chińskich komunistów.
Prezentująca prochińskie stanowisko grupa medialna Want Want wielokrotnie łamała zasady prowadzenia działalności medialnej i została ukarana w ciągu ostatnich sześciu lat aż 21 razy min. za rozpowszechnianie dezinformacji i stronnicze relacje.

Dodam tylko, że to właśnie w CTi News w programie dziennikarki Sissy Chen w 2018 r. podała, że w czasie II Wojny Światowej Polska wydała rozkaz, że za pomoc Żydom groziła kara śmierci".

Ps. A poniżej zdjęcie z 2014 r. z Rewolucji Słoneczników, kiedy tajwańscy studenci protestowali przeciwko chińskim wpływom na wyspie. Na fotografii dziennikarka CTI prowadzi relację z protestu, a za nią student z kartką, na której widać napis: Szybko przerzućcie na inny kanał….




 

Wojna informacyjna na Tajwanie trwa….skąd my to znamy?


-->
10 maja w Chinach odbył się 4 Szczyt Ludzi Mediów z Chin i Tajwanu. Spotkanie zorganizowała tajwańska grupa medialna Want Want, której szef Tsai Eng-meng prowadzi od lat biznes w ChRL oraz dostaje ogromne wsparcie finansowe od KPCh do prowadzenia tej działalności. Ze strony chińskiej organizatorem była grupa medialna Beijing Daily pod kontrolą Komunistycznej Partii Chin. / o Tsai'u pisałam min. TUTAJ
W spotkaniu w Pekinie wzięło udział 200 przedstawicieli mediów i rynku wydawniczego na Tajwanie. Te media i organizacje są uważane za prochińskich. I tak bzli np. reprezentanci gazet China Times (中國時報), United Daily News (聯合報), Economic Daily News (經濟日報), stacje CTV, TVBS, CTiTV a także Chińskie Stowarzyszenie Dziennikarzy z Tajwanu i Stowarzyszenie Prasowe Miasta Tajpej.
Na spotkaniu przemawiał min. Wang Yang, przewodniczący  Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej Chin (taki tamtejszy front jedności narodowej). Ów komunistyczny aparatczyk powiedział przedstawicielom tajwańskich mediów, że ChRL planuje na 100 lat do przodu, a władze Tajwanu nie są w stanie zagwarantować co stanie się za 2 lata i dlatego “ oczywiście możemy powiedzieć, że czas i warunki są po naszej stronie, po stronie Chin kontynentalnych”.
Wang stwierdził także, że tajwańscy proniepodległościowcy stawiają na USA, a przecież Amerykanie nie są w stanie zagwarantować wyspie bezpieczeństwa. “Amerykanie używają Tajwanu jako pionka. Czy pójdą na wojnę z Chinami za Tajwan? Domyślam się, że nie. A jeśli naprawdę pójdą na wojnę, to czy Ameryka wygra? Domyślam się, że nie,” edukował przedstawicieli mediów z Tajwanu chiński komunista.
Dalej było, że Ameryka już w przeszłości nie pokonała komunistów gdy poparła chińskich nacjonalistów (Kuomintang) i “nie wygrali wojny koreańskiej”.
Przemówienie Wanga miało miejsce w momencie gdy za rządów Trumpa zwiększa się współpraca gospodarcza, polityczna i wojskowa pomiędzy Tajpej a Waszyngtonem i gdy pojawiają się informacje, że możliwa jest obecność wojskowa USA na wyspie.
Widać, że chińscy komuniści grają już w otwarte karty – kampania dezinformacji, w której bierze udział część tajwańskich mediów będzie ostra przed wyborami na Tajwanie – wyborami, o których Steve Bannon powiedział, że są równie ważne jak te w USA w 2020  r.

A słuchając narracji jaką chińscy komuniści sprzedają tajwańskim prochińskim mediom czy nie macie wrażenie, że przecież to znamy? Mamy osobników, którzy też kolaborują z mediami komunistów, ruskich komunistów, a potem straszą nas jak to Amerykanie nas sprzedadzą. Towarzysze z Chin i Rosji prowadzą wojnę informacyjną takimi samymi metodami i w tym samym celu.

O Boxun i tym co trapi komunistycznych władców Chin

Boxun to portal założony przez chińskich imigrantów w USA. Skrajnie lewicowy, niemiecki Konkret oskarża portal o to, że jest sponsorowany przez amerykańską administrację, albo że jest narzędziem w walce pomiędzy frakcjami w KPChL (ma popierać frakcję Jiang Zemina będącą w konflikcie z prezydentem Xi Jinpingiem). No skoro niemieccy lewacy ganią Boxun, to warto czytać.
W rzeczywistości Boxun jest jednym z tych portal, który  jako pierwszy zaczął dokumentować prześladowania chrześcijan w Chinach w ostatnich latach. Ukazują się tam też dość ciekawe artykuły na temat tego co dzieje się na szczytach władzy w Pekinie.

Jeden z najnowszych artykułów jaki ukazał się na Boxun opisuje co martwi prezydenta Xi Jinpinga, który właśnie wrócił z wakacji i szykuje się do szczytu G20. Otóż numer jeden na liście zmartwień komunistycznego aparatczyka to próba puczu w Turcji. Prezydent et consortes obawiają się podobnych prób w Chinach - Xi Jinping doświadczył już dwóch nieudanych zamachów. Pekin niepokoi także tragedia sprzed roku, wybuch w mieście  Tianjin, a dokładniej to, że jej prawdziwe przyczyny i sprawcy są nadal nieznani. No i wreszcie niepokój budzi wzrastająca liczba skarg i protestów wobec działań rządzących, a to utrudnia “utrzymanie bezpieczeństwa”.

No ale teraz najważniejsze jest by sukcesem okazał się szczyt G20, który odbędzie się w dniach 4-5 września w Hangzhou na wschodzie Chin.

Lewacki guru wystraszył się Chin

Znany ze swoich lewicowych sympatii profesor Noam Chomsky ku zdumieniu wielu osób zaangażował się w antychińskie protesty. Potem na łamach propekińskiej gazety tłumaczył się, że nie wiedział, w czym uczestniczy.
Od kilku miesięcy na Tajwanie dochodzi do protestów wobec coraz większych wpływów komunistycznych Chin na media na wyspie. Poza ulicznymi manifestacjami studenci na wyspie zorganizowali akcję polegającą na publikowaniu w internecie (m.in. na Facebooku) zdjęć popierających protest z plakatem o treści w języku chińskim: „Sprzeciw wobec monopolu mediów”, „Nie dla czarnej ręki z Chin”, „Obrona wolnych mediów”, „Bronię Tajwanu w… (tu popierający wpisuje swoje miejsce zamieszkania)”.
Akcję poparł lewicowy guru prof. Noam Chomsky. Zdjęcie amerykańskiego naukowca z plakatem wzywającym do obrony niezależności mediów na Tajwanie wzbudziło sensację na wyspie.
Prochińskie media zaczęły natychmiast sugerować, że Chomsky krytykuje komunistyczne Chiny. Naukowiec najwyraźniej się przejął, ponieważ w liście do wydawanej na Tajwanie propekińskiej gazety „China Times” tłumaczył, że według informacji, jaką otrzymał, akcja dotyczyła tylko obrony wolności mediów i nie miał pojęcia, iż ma to jakiś związek z ChRL. Prochińskie media natychmiast doniosły, że amerykański naukowiec został zmanipulowany.
Na wyjaśnienia Chomskiego zareagowała tajwańska studentka Lin Ting-an, która poprosiła naukowca o udział w akcji. Lin opublikowała mejla, którego wysłała do Chomskiego. W wiadomości dokładnie przedstawiła tło protestu i słowo w słowo przetłumaczyła na angielski napis, jaki znajduje się na plakacie. „Cieszę się, czytając o tym, co robisz. To ważna walka” – odpowiedział Chomsky i zgodził się na udział w akcji. Studentka twierdzi zatem, że stwierdzenia o manipulacji są nieprawdziwe.
Noam Chomsky próbował wybrnąć z sytuacji, tłumacząc się, że nie czuje się przez nikogo zmanipulowany i że nie pamięta dokładnie treści mejla. Naukowiec zapewnia, że w żadnym wypadku nie protestował przeciw Chinom.
Wielu z komentatorów na Tajwanie twierdzi, że lewicowy guru po prostu wystraszył się możliwej reakcji ze strony komunistycznego rządu w Pekinie. Zagraniczni naukowcy i dziennikarze wypowiadający krytyczne opinie wobec chińskich komunistów mogą nie otrzymać wiz i stypendiów do ChRL, a także nie mają prawa publikacji w Państwie Środka. Chomsky próbował przedstawić swój udział w akcji tylko jako głos ogólnego wsparcia dla wolności mediów, który nie ma nic wspólnego z komunistyczną ekspansją na tajwańskie media.
Nie jest to jednak pierwszy raz, kiedy amerykański naukowiec, koryfeusz lewicy, broni wolności wszędzie, ale nie tam, gdzie panuje komunistyczna dyktatura. W okresie rządów Pol Pota w Kambodży Chomsky twierdził, że podawane między innymi przez księży informacje o bestialskich zbrodniach dokonywanych przez Czerwonych Khmerów są „albo wyolbrzymione, albo po prostu zmyślone” i „stanowią jedynie element propagandy skierowanej przeciwko rządowi Czerwonych Khmerów”.
Tajwańskie gazety i stacje telewizyjne coraz częściej kontrolowane są przez Chiny (przez „czarną rękę z Chin”), jako że kupowane są przez prochińskich biznesmanów takich jak Tsai Eng-meng. Tsai prowadzi biznes w Państwie Środka – jego firma Want Want Group to czołowy producent napojów i żywności w ChRL. W 2008 r. Tsai stał się właścicielem drugiej co do poczytności gazety tajwańskiej „China Times”, która od tego czasu publikuje wyłącznie pozytywne artykuły na temat Chin, a także utrzymuje się z reklam od chińskich firm. Ze stacji telewizyjnych i redakcji na wyspie często zwalniani są publicyści piszący krytycznie o komunistycznych Chinach.

Noworoczne protesty z Pekinem w tle


Nowy rok rozpoczął się pod znakiem protestów w Hongkongu i na Tajwanie. Mimo że wiece odbywały się w dwóch różnych miejscach i miały odmienne hasła, to jednak łatwo znaleźć wspólny mianownik: obawy przed coraz większymi wpływami i kontrolą ze strony komunistycznych Chin.
1 stycznia ulicami Hongkongu przeszedł marsz, którego uczestnicy wyrażali niezadowolenie z rządów szefa administracji regionu Leung Chun-yinga. Będącemu u władzy od lipca zeszłego roku Leungowi zarzuca się, że jest marionetką w rękach Pekinu.
Mieszkańcy Hongkongu mają dość, twierdzą, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy pogorszył się ich standard życia. Ceny nieruchomości rosną w niesamowitym tempie, a masowy napływ Chińczyków powoduje chaos. Nic więc dziwnego, że coraz częściej można także usłyszeć głosy, iż „obce diabły” – jak określają Hongkończycy Brytyjczyków – zarządzały bardziej efektywnie.
Wilkołak nigdy syty
Leung obiecał obywatelom Hongkongu, że powstrzyma nielegalne budownictwo, na co pozwalają sobie VIP-y, często powiązane z komunistycznymi oficjałami w Pekinie. Leung Chun-ying krytykował swego czasu kontrkandydata na stanowisko lidera regionu Henry’ego Tanga właśnie za owe nielegalne budowle. Tymczasem ze zdumieniem odkryto, że Leung po dojściu do władzy sam przyjął podobne praktyki i zaczął bez stosownych zezwoleń rozbudowywać swoje rezydencje. Dla przeciętnego młodego Hongkończyka, który ma coraz większe kłopoty ze znalezieniem pracy i z trudem może sobie pozwolić na niewielkie mieszkanie, jest to niewybaczalne wykroczenie.

Mieszkańcy Hongkongu nie mogą też zapomnieć Leungowi, nazywanemu wilkołakiem ze względu na ambicje i przebiegłość w interesach, że na polecenie Pekinu próbował wprowadzić obowiązkowe tzw. lekcje patriotyzmu. Celem owej edukacji miało być nie uczczenie miłości do ojczyzny, ale gloryfikowanie partii komunistycznej. W Pekinie przygotowano nawet specjalny podręcznik patriotyzmu dla uczniów w Hongkongu. Ogromne protesty i demonstracje w lecie zeszłego roku pod hasłami „Komunistyczne Chiny, ręce precz od naszych dzieci” czy „NIE dla prania mózgów” zmusiły Pekin i Leunga „do odroczenia planu”. W mediach pojawiają się także informacje, że Leung nie tylko cieszy się zaufaniem władz ChRL, lecz także jest członkiem Chińskiej Partii Komunistycznej. Na noworocznym wiecu, poza transparentami ze zdjęciami Leunga z długim nosem à la Pinokio i napisami „Leung, podaj się do dymisji”, pojawiły się żądania powszechnych wyborów. Wybory lidera Hongkongu są głosowaniem tylko z nazwy; administrator regionu nie jest bowiem wybierany przez większość mieszkańców, lecz zostaje wskazany przez ok. 1200 osób związanych z takimi sferami jak biznes, przemysł, związki zawodowe, organizacje pozarządowe czy organizacje religijne. W rzeczywistości najsilniejsi w tej grupie są magnaci biznesowi. Wskazany lider ma chronić ich interesy, ale przede wszystkim musi być zaakceptowany przez Pekin. Taka forma wyborów zupełnie nie odpowiada mieszkańcom Hongkongu; domagają się oni wyborów powszechnych. W komentarzu dot. noworocznego protestu w wychodzącej w Hongkongu gazecie „South China Morning Post” pisano m.in.: „Marsz miał jasny przekaz: bardzo wielu obywateli jest po prostu niezadowolonych z działań władz (…) I tak długo, jak nie będziemy mogli sami wybierać, kto nami rządzi, protesty takie jak ten 1 stycznia będą jedynym sposobem, w jaki owo niezadowolenie możemy wyrazić”. Hongkoński przywódca próbował ratować swój image, organizując także 1 stycznia manifestację popierającą jego rządy. Wzięło w niej udział ok. 8 tys. osób, które za wiecowanie otrzymały po 250 dolarów HK (ok. 100 zł) na głowę. Antychiński i skierowany przeciwko Leungowi protest zgromadził, według organizatorów, 130 tys. ludzi (policja twierdzi, że było ok. 30 tys. manifestujących).
Zaciskanie pętli wokół wolnych mediów
W nocy z 31 grudnia na 1 stycznia studenci na Tajwanie zorganizowali siedzący protest na placu Wolności w Tajpej (gdzie znajduje się m.in. Narodowa Hala Pamięci Czang Kaj-szeka). Do zgromadzonej w centrum miasta młodzieży dołączyli Tajwańczycy studiujący w USA i w Europie, przesyłając krótkie filmiki z wyrazami poparcia. Młodzież krytykowała coraz większe wpływy Pekinu na media na wyspie, a także naciski na tajwańskich dziennikarzy krytykujących komunistyczne władze Chin. Domagano się też regulacji prawnych, które powstrzymałyby chińską inwazję na tajwańskie media. Coraz częściej gazety i stacje telewizyjne na Tajwanie kupowane są bowiem przez prochińskich biznesmanów. I tak w lipcu tego roku zgodzono się, aby głównego operatora telewizji kablowej na wyspie, CNS, kupił tajwański przedsiębiorca Tsai Eng-meng. Tsai prowadzi biznes w Państwie Środka – jego firma Want Want Group to czołowy producent napojów i żywności w ChRL. W 2008 r. Tsai stał się właścicielem drugiej co do poczytności gazety tajwańskiej „China Times”, która od tego czasu publikuje wyłącznie pozytywne artykuły na temat Chin i korzyści, jakie Tajwan może odnieść ze ścisłej współpracy z komunistycznym reżimem. Gazeta przyjmuje także reklamy od chińskich firm.
Tsai wyraził również zainteresowanie zakupem grupy medialnej Next Media, będącej właścicielem dwóch czołowych periodyków tajwańskiego wydania „Apple Daily” i tygodnika „Next Media”. Wielu ekspertów ds. środków przekazu na wyspie twierdzi, że taka transakcja oznaczałaby monopolizację mediów.

Dziennikarka trzaska drzwiami
Niełatwo mają także tajwańscy dziennikarze broniący niezależności i pozwalający sobie na krytykę chińskiej partii komunistycznej i władz w Pekinie. W maju tego roku Cheng Hung-yi został zwolniony ze stanowiska prowadzącego bardzo popularny program publicystyczny, w którym politycy i dziennikarze komentowali najważniejsze wydarzenia na wyspie i na świecie. Szefostwo stacji SET TV nadającej program najpierw nakazało Chengowi stonować krytykę wobec Chin, jako że stacja „ma kontakty biznesowe z ChRL”. W połowie grudnia z prowadzenia programu, który zastąpił audycję Chenga, zrezygnowała jego główna prowadzącą Grace Liao. Na dziennikarce wywierano presję, aby nie zapraszała gości, którzy mogą głosić tezy nieprzychylne Pekinowi. „Spotkamy się innego dnia, w innym miejscu, a na razie walczmy o ten kraj zwany Tajwanem” – pożegnała się na Facebooku z widzami programu Grace Liao.
Protestujących w Nowy Rok tajwańskich studentów poparli politycy opozycyjnych, proniepodległościowych partii: Demokratycznej Partii Postępu (DPP) i Związku Solidarności Tajwanu (TSU). Politycy podkreślali, że na wyspie następuje stopniowa sinizacja prasy i telewizji, a media głównego nurtu powtarzają wszystko za chińskimi tubami komunistycznej propagandy: agencją Xinhua czy gazetą „People’s Daily”.
Do młodych demonstrantów zwrócił się także w komentarzu na Facebooku Wang Dan, chiński dysydent, jeden z przywódców protestów na placu Niebiańskiego Spokoju w Peknie w czerwcu 1989 r. „Trzeba, aby na Tajwanie nagłaśniano fakty i uświadamiano społeczeństwu inwigilację, jaką stosuje ten potwór [chińscy komuniści – red.]. Ta odpowiedzialność spadła dziś na barki młodych studentów (…). Chylę czoło przed wami, ponieważ stoicie dziś na pierwszej linii obrony wolności”. Wang porównał także sytuację na Tajwanie do tej w Hongkongu w 1997 r., kiedy to wiele czołowych mediów zostało zakupionych przez prochińskie korporacje. „To samo teraz dzieje się na Tajwanie” – uważa Wang.

Gazeta Polska
zdj. Liao Jia-rui

Chiny przejmują kontrolę nad tajwańskimi mediami


 Tajwańskie media uważano do tej pory za  najbardziej niezależne w  Azji. Coraz częściej jednak dziennikarze i  obserwatorzy wolności mediów z  Tajwanu podnoszą alarm, obawiając się zagrożenia ze  strony Chin Ludowych. Chiński rząd zasponsorował 500 artykułów, które ukazały się w  pięciu głównych dziennikach na  wyspie przed wyborami prezydenckimi.

Ostatnio jeden z  najbardziej popularnych dziennikarzy na  wyspie Cheng Hung-yi, odnosząc się do  tajwańskich mediów, stwierdził, że  następuje stopniowa sinizacja prasy i  telewizji na  wyspie. „Coraz częściej nasze media powtarzają wszystko za  chińskimi tubami komunistycznej propagandy: agencją Xinhua czy gazetą »People’s Daily«. (…) Było to  szczególnie widoczne w  sposobie, w  jak i relacjonowano XVIII zjazd Komunistycznej Partii Chin Ludowych. W  mediach głównego nurtu na Tajwanie zabrakło jakiejkolwiek krytyki i  refleksji na  temat wydarzeń w  Chinach” – powiedział Cheng.
 W maju tego roku Cheng  Hung-yi został zwolniony  ze stanowiska prowadzącego bardzo popularny program publicystycznych na Tajwanie, w którym politycy i dziennikarze komentowali najważniejsze wydarzenia na wyspie i na świecie. Szefostwo stacji SET TV nadającej program najpierw nakazało prowdzącemu program  Chengowi stonować krytykę wobe Chin jako że stacja “ma kontakty biznesowe z ChRL”, a następnie zabroniono w programie  mówić cokolwiek o Tybecie, ruch Falun Gong czy odnosić się do masakary na Placu Niebiańskiego Spokoju w czerwcu 1989 roku. Ponieważ Cheng nie zastosował się do wytycznych stacji został zwolniony a program zawieszono.
Alarmuje także Fundacja na Rzecz Doskonalenia Mediów. Dochodzenie prowadzone przez pracowników fundacji wykazło że chiński rząd komunistyczny zapłacił za 500 artykułów, które ukazały się w 5 głównych gazetach na wyspie tuż przed wyborami prezydenckimi. Wybory wygrał Ma Yingjiu, pro-chiński kandydat partii Kuomintang.
Coraz częściej czołowe media tajwańskie trafiają w ręcę bizensmanów prowadzących interesy w Chinach Ludowych. I tak w lipcu tego roku zgodzono się na sprzedaż CNS, głównego operatora telewizji kablowej na wyspie, tajwańskiemu przedsiębiorcy Tsai Eng-meng. Tsai prowadzi biznes w Państwie Srodka – jego firma Want Want Group to czołowy producent napojów i żywności w ChRL. W 2008 roku Tsai stał się właścicielem drugiej co do poczytności gazety tajwańskiej China Times. Od tego czasu gazeta publikuje wyłącznie pozytywne artykuły na temat Chin i korzyści jakie Tajwan może odnieść ze ścisłej współpracy z komunistycznym reżimem. Gazeta przyjmuje także reklamy od chińskich firm. We wrześsniu tego roku doszło do protestu 10 tys. dziennikarzy I studentów przed biurem gazety China Times w Tajpej. Była to największa demonstracja środowiska dziennikarskiego w historii Tajwanu. Domagano się między innymi regulacji prawnych, które powstrzymaję chińską inwazję na tajwańskie media.

W cieniu wizyty Obamy w ChRL-u

W cieniu wizyty prezydenta Obamy w Chinach słychać protesty Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (IFJ) przeciwko restrykcjom jakie władze w Pekinie nałożyły na lokalne media.
Centralne Biuro Propagandy w ChRL nakazało wszystkim mediom w kraju, które opisują wizytę amerykańskiego prezydenta korzystać tylko i wyłącznie z informacji podawanych przez rządową agencję Xinhua. Jakiekolwiek własne relacje, komentarze przez stacje i gazety lokalne są zakazane.
Spotkanie prezydenta Obamy z chińskimi studentami w Muzeum Nauki i Technologii w Szanghaju, w czasie której studenci zadawali amerykańskiemu przywódcy pytania było transmitowane tylko przez lokalnego nadawcę w Szanghaju. Nadająca w całym kraju stacja CCTV otrzymała zakaz transmisji. Stacja Asia TV z Hong Kongu, której programy mogą być odbierane w części Chin transmitowała całe spotkanie Obamy ze studentami. Była jednak w czasie transmisji zagłuszana przez chińską stację z prowincji Guangdong.
Na chińskich forach internetowych ukazały się niektóre z wypowiedzi Obamy, zwłaszcza te dotyczące swobodnego przepływu informacji – szybko jednak zostały usunięte z Internetu.
Przed wizytą Obamy aresztowano dysydentów, a także tych ze strony których władze komunistyczne obawiały się publicznych wystąpień. I tak na przykład 13 listopada zatrzymano Zhao Lianhai. Dzieci Zhao zginęły pod gruzami budynku szkolnego w trakcie zeszłorocznego trzęsienia ziemi w prowincji Syczuan. Zhao stoi na czele grupy rodziców, którzy domagają się śledztwa w sprawie zaniedbań i błędów przy budowie szkoły. Lokalni dziennikarze skarżyli się IFJ, że pisanie na ten temat w Chinach też jest zakazane.
Niezalezna.pl

Inicjatywa byłej wiceprezydent Tajwanu

Była wiceprezydent Tajwanu zamierza wesprzeć inicjatywę powstania nowej gazety promującej niepodległość wyspy. Na zorganizowanej w niedzielę imprezie mającej na celu zebranie funduszy była wiceprezydent Annette Lu ogłosiła, że pierwsze wydanie gazety ukaże się w lipcu tego roku. Gazeta będzie prawdopodobnie nosiła tytuł „Formosan Post” i będzie ukazywać się codziennie.
Do tej pory Annette Lu zebrała 13 mln dolarów tajwańskich (400 tys.USD). ale przyznała, że potrzeba ok. 600 mln (18 mln USD).
Ostateczną decyzję stworzenia gazety Lu podjęła po ostatniej wizycie w USA. Była wiceprezydent Tajwanu była zaproszona na inaugurację Obamy.
„Wielu polityków amerykańskich uważa, że Tajwan całkowicie podporządkował się Chinom i że to odpowiada mieszkańcom wyspy. Według Waszyngtonu Tajwan zachowuje się, jak posłuszne dziecko maszerujące w kierunku Chin(..) Dlatego też głos tych, którzy nie zgadzają się z polityką obecnego rządu Tajwanu musi być bardziej donośny”, powiedziała była wiceprezydent.
Konkurencja na rynku prasy na wyspie jest bardzo duża i tylko w ostatnim roku zamknięto kilka tytułów, dlatego też wielu ekspertów uważa, że projekt wiceprezydent Lu ma małe szanse powodzenia.
Annette Lu była wiceprezydentem Tajwanu przez dwie kadencje w latach 2000 – 2008. Lu ostro krytykuje rządy nowego prezydenta Tajwanu Ma Yingjiu. Zarzuca mu min. iż prowadzona przez rząd Ma polityka zbliżenia z Chinami w ostateczności doprowadzi do przyłączenia wyspy do ChRL-u.
Niezalezna.pl

Było miło...

W sobotę byliśmy na przyjęciu świątecznym zorganizowanym przez Klub Zagranicznych Korespondentów w Tajpej. Jest to coroczne spotkanie nie tylko zagranicznych dziennikarzy przebywających na wyspie. Na przyjęcie przybywają także lokalni dzennikarze, politycy, przedstawiciele rządu (GIO i Biura Prezydenta) , świata polityki i nauki.
Rozmowy przy stolikach oczywiście często dotyczyły tego, co właśnie dzieje się na wyspie. Przy naszym stoliku siedzieli między innymi dziennikarze pracujący w TVBS i China Times, a więc mediów prorządowych. Ku mojemu zdziwieniu to właśnie od nich usłyszałam najwięcej słów rozczarowania wobec obecnego rządu, a zwłaszcza prezydenta Ma. Coraz więcej osób uważa, że obecna prezydentura może nawet zakończyć się impeachmentem.
Przy naszym stoliku siedział także ks. prof. Arnold Sprenger, który kiedyś kierował katedrą języków obcych na katolickim Uniwersytecie Fujen w Tajpej, a teraz pracuje w Pekinie. Ks. prof. opowiadał troszkę o sytuacji katolików w Chinach, min. o mszach, które może odprawiać oficjalnie tylko w placówkach dyplomatycznych, a także o coraz bardziej wzmożonych kontaktach pomiędzy kościołem podziemnym a Katolickim Stowarzyszeniem Patriotycznym (tzw. koncesjonowani” katolicy).
Spotkałam w końcu Dona Shapiro (rozmawialiśmy kilka razy przez telefon), redaktora naczelnego „Topics”, publikacji AIT (amerykańska quasi-ambasada). „Topics” zawiera bardzo dokładne analizy tego, co dzieje się na Tajwanie zarówno pod względem polityczynym i gospodarczym. Słowem dla każdego zainteresowanego Tajwanem, dla dziennikarzy zagranicznych, dyplomatów, to bardzo przydatna lektura.
Byłam mile zaskoczona, iż Tajwańczycy pamiętaja jeszcze program o Katyniu jaki ukazał się w FTV. Kilka osób podeszło do mnie; mówili, że pamiętają mnie z programu i dziękowali za poparcie dla Tajwanu...to bardzo wzruszające.
Poza goścmi było też dobre jedzenie, band grający także kolędy; piszę „także” bo w świecie politycznej poprawności coraz częściej zdarza się, że obchodzi się święta...nie wspominając Świąt Bożego Narodzenia.
Była choinka i Św. Mikołaj rozdający prezenty dla dzieci i losowanie nagród wśród których znalazła sie także wódka Belvedere:-) a główną nagrodą były bilety dla dwóch osób do Singapuru. Św. Mikołaj miał szczęśliwą rękę -szczęśliwą dla mnie; w najbliższym czasie czeka mnie podróż do Singapuru!
Ps. Wieczorem po przyjęciu zawieźliśmy śpiwory studentom, którzy powrócili na plac Wolności i był to dobry pomysł (mojego męża!), bo w nocy temperatura spadła o 10 stopni.
Prawica.net Niezalezna.pl

Trump chciał pokazać Xi prawdę o Tajwanie. Dyktator uciekł

Ostatnim punktem wizyty Xi Jinpinga w Stanach Zjednoczonych była wizyta w Archiwach Narodowych w Waszyngtonie. Z pozoru uprzejmość gospodarz...