Ostatnim punktem wizyty Xi Jinpinga w Stanach Zjednoczonych była wizyta w Archiwach Narodowych w Waszyngtonie. Z pozoru uprzejmość gospodarza: Donald Trump oprowadza gościa po miejscu, w którym przechowywane są najważniejsze dokumenty w dziejach Ameryki. W istocie, jak ujawnił tajwański dziennik „Liberty Times”, była to jedna z najbardziej wymownych lekcji historii, jakich Waszyngton udzielił Pekinowi w ostatnich latach.
Program, którego Pekin nie przełknął
Według źródeł gazety w waszyngtońskim środowisku medialnym Amerykanie przygotowali dla chińskiego przywódcy starannie dobrany zestaw dokumentów. Na początek: Deklaracja Niepodległości, Konstytucja i Karta Praw - fundamenty państwa, w którym władza pochodzi od obywateli, a nie od partii. Potem dwa traktaty, które chińska propaganda od dziesięcioleci przedstawia jako symbol „stulecia upokorzeń”: traktat z Wangxia z 1844 roku, pierwszy układ amerykańsko‑chiński, zawarty po I wojnie opiumowej, oraz traktat z Tianjinu z 1858 roku, podpisany po II wojnie opiumowej.
Na koniec miał być najważniejszy dokument: traktat pokojowy z San Francisco z 1951 roku. Podpisało go 48 państw, w tym Japonia, ale nie Chiny, ani komunistyczne, ani republikańskie, bo żadnego z nich nie zaproszono. W artykule 2 Japonia zrzeka się wszelkich praw do Tajwanu i Peskadorów. Traktat nie mówi jednak, komu te terytoria przypadają. Nie ma w nim ani słowa o tym, że Tajwan należy do Chin. Właśnie dlatego stanowi podstawę tak zwanej teorii nieokreślonego statusu Tajwanu, którą Pekin odrzuca, bo podważa ona samo sedno jego roszczeń.
Już podczas uzgadniania programu chińska delegacja miała okazywać silne niezadowolenie. Na miejscu Xi obejrzał z Trumpem Deklarację Niepodległości i wysłuchał objaśnień. Obok Konstytucji i Karty Praw właściwie tylko przeszedł. Resztę programu odwołano w ostatniej chwili. Obaj przywódcy spędzili w archiwum około dziesięciu minut, znacznie krócej niż zaplanowano.
Kellie Meyer, korespondentka amerykańskiej stacji NewsNation w Białym Domu, napisała na platformie X, że kilka przygotowanych dokumentów, w tym traktat z Tianjinu i traktat z San Francisco, zdjęto tuż przed przyjazdem chińskiego gościa. Sama zwróciła uwagę, jakie znaczenie ma ten drugi dla sprawy Tajwanu.
Czego Xi nie zobaczył
Równie wymowne jest to, czego zabrakło w programie. Strona chińska chciała, by pokazano jej trzy komunikaty chińsko‑amerykańskie: szanghajski z 1972 roku, komunikat o nawiązaniu stosunków dyplomatycznych z 1979 roku i komunikat z 17 sierpnia 1982 roku. Pekin powołuje się na nie jako na rzekome amerykańskie uznanie zasady „jednych Chin”. Według „Liberty Times” Amerykanie w ogóle tego nie brali pod uwagę.
Warto przypomnieć, że nawet w tych komunikatach Stany Zjednoczone nigdy nie uznały, że Tajwan jest częścią Chińskiej Republiki Ludowej. Waszyngton jedynie „przyjął do wiadomości” stanowisko Pekinu. Chińska propaganda od dekad zaciera tę różnicę, licząc na to, że świat jej nie zauważy. Tym razem gospodarz chciał pokazać gościowi dokumenty, które mówią coś zupełnie innego.
Pożegnanie po amerykańsku
Niedługo po tym, jak Xi odleciał do Chin, Trump opublikował w serwisie Truth Social i na koncie Białego Domu na X wpis, że Ameryka nigdy nie stanie się krajem komunistycznym. W nagraniu zapowiedział, że pokona komunistów. Trudno o bardziej jednoznaczne podsumowanie wizyty.
W Pekinie symbole ważą wiele
Komunistyczna Partia Chin przywiązuje dużą wagę do symboli. Każdy uścisk dłoni, każde zdjęcie i każde sformułowanie w komunikacie są w Pekinie starannie ważone. Właśnie dlate
go ta dziesięciominutowa wizyta mówi więcej niż długie oświadczenia. Samym doborem dokumentów Amerykanie przypomnieli Xi, że wolność i praworządność nie są przedmiotem targu, że historia Chin nie sprowadza się do partyjnej wersji wydarzeń, a status Tajwanu nigdy nie został rozstrzygnięty na korzyść Pekinu.
Xi przyjechał do Waszyngtonu po zdjęcia, które miały potwierdzić jego obraz świata. Wyszedł po dziesięciu minutach, zanim zobaczył dokumenty, które temu obrazowi przeczą.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz