Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny-Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny-Polska. Pokaż wszystkie posty

Polska jako jedyna....

 Decyzja Polski by sprzeciwić się nagłemu przyspieszeniu prac nad umową inwestycyjną UE-Chiny jest dobra i ważna z kilku powodów.
1. Polska broni sojuszu z USA i relacje z Chinami powinny być kształtowane z uwzględnieniem tego sojuszu. Pekinowi zależy by ten sojusz rozbić. (na to liczy też Moskwa)
2. Zawierając umowę jak najszybciej Chiny chcą pokazać, że USA są osamotnione, a Unia może być sojusznikiem komunistycznego reżimu.
3. Chinom zależy, aby umowa była zawarta TERAZ dlatego by pokazać, że kwestie takie jak odpowiedzialność Chin za pandemię, śmierć i chorobę ludzi na całym świecie, zniszczenie gospodarek większości państw, łamanie umów międzynarodowych (vide Hongkong) i prowadzenie we własnym kraju obozów koncentracyjnych nie są istotniejsze od relacji gospodarczych z komunistycznym reżimem.
4. Na szybkie zawarcie umowy nalega Berlin, który często "martwi się" o praworządność i prawa człowieka w Polsce, a sam chce szybkiego zawarcia porozumienia, które pozwoli niemieckim firmom czerpać korzyści z pracy min. Ujgurów osadzonych w obozach koncentracyjnych w Chinach.
Rząd RP sprzeciwiając się przyspieszeniu prac nad porozumieniem inwestycyjnym UE-Chiny nie tylko postawił się Pekinowi i Berlinowi, ale przypomniał, że najważniejszy dla Europy jest sojusz z USA, i że nie należy tańczyć jak nam zagra reżim odpowiedzialny za pandemię.
Jest jeszcze jedna kwestia warta podkreślenia: Polska pokazała swój sprzeciw po tym jak w mediach w RP prowadzona była mocna kampania dezinformacyjna próbująca przedstawić Chiny jako mocarstwo które szybko pokona USA i państwo do którego należał rok 2020 i przyszłość....kampania zupełnie pomijająca chińską odpowiedzialność za pandemię. Ta kampania jak widać też nie zadziałała.....

Reparacje nie kontrakty

 4 grudnia br. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) poinformowała, że oferta chińskiej firmy Stecol Corporation została wybrana jako najkorzystniejsza w przetargu na zaprojektowanie i budowę ostatniego fragmentu autostrady prowadzącej od Mińska Mazowieckiego do Siedlec. Mimo fatalnych doświadczeń sprzed lat z firmą Covec, odpowiedzialną za zawalenie budowy autostrady A2 między Łodzią a Warszawą, znów dopuszczamy Chińczyków do budowy polskich dróg. I znów jest to firma całkowicie kontrolowana przez tamtejszą władzę, a więc przez Komunistyczną Partię Chin (KPCh).

W tej chwili już druga inwestycja od czasu Euro 2012 realizowana dla GDDKiA wpada w ręce chińskiej firmy. W sierpniu ub. roku Stecol Corporation podpisała wart 724 mln zł kontrakt na budowę drogi ekspresowej S14 stanowiącej zachodnią obwodnicę Łodzi.

Zgoda na to, by kontrakty drogowe w naszym kraju otrzymywały podmioty kontrolowane przez KPCh, pada teraz w szczególnym momencie. Polska, tak jak inne kraje, boryka się z pandemią, za którą odpowiedzialne są Chiny, a dokładniej rządząca nimi KPCh. Dziś pozwalając Chińczykom robić interesy na naszych drogach, zamiast wspierać polskie firmy, wspieramy państwo, które jest odpowiedzialne za pandemię. Jest odpowiedzialne za to, że umierają i chorują Polacy, że padają polskie firmy.

Władze ChRL przez dwa miesiące (od połowy listopada 2019 roku do połowy stycznia) nie podjęły działań, które zapobiegłyby pandemii. Co więcej, tych, którzy chcieli ostrzec świat, że dzieje się coś niepokojącego, prześladowali. Taki los spotkał lekarza z Wuhan Li Wenlianga, który wraz z innymi siedmioma lekarzami jeszcze w grudniu ostrzegał przed epidemią groźnego wirusa wywołującego zapalenie płuc. Za to był dwukrotnie zatrzymywany i kazano mu podpisać dokument, w którym „przyznaje się” on, że rozsiewał plotki i przyczyniał się do zakłócania porządku społecznego. Li potem wrócił do pracy w szpitalu i zarażony przez pacjenta koronawirusem zmarł. Gdyby świat mógł usłyszeć doktora Li, nie byłoby pandemii.

Jest też badanie naukowców z brytyjskiego Uniwersytetu w Southampton, które mówi, że gdyby Chiny podjęły działania służące ograniczeniu wirusa na przełomie grudnia i stycznia, to byłoby o 95 proc. mniej zachorowań. Krótko mówiąc, nie byłoby pandemii.

Komunistyczna Partia Chin, kłamiąc w sprawie wybuchu pandemii, uciszając ekspertów medycznych i naciskając na inne kraje, aby te nie ograniczały podróży do i z Chin na początku roku, co powstrzymałoby rozprzestrzenianie się wirusa, zniszczyła życie i zdrowie wielu Polaków, zniszczyła też naszą gospodarkę. Dziś zamiast przyznawać kontrakty firmom kontrolowanym przez KPCh powinniśmy żądać od Chin odszkodowań. KPCh wypuściła w świat wirusa, który paraliżuje nasze życie. Czas na żądanie reparacji, a nie dogadzanie sprawcom biologicznego Czarnobyla. Oni muszą za wyrządzoną krzywdę zapłacić.

Artykuł ukazał się w Epoch Times TUTAJ

Chiński szpieg w Szwecji i….w Polsce

Na portalu Safeguard Defenders ukazał się bardzo ciekawy artykuł o sprawie, o której pisałam w Gazecie Polskiej Codziennie oraz Nowym Państwie, i o której mówiła też telewizja Idź Pod Prąd. Chodzi o zatrzymanego w 2017 r. w Szwecji Tybetańczyka, Darjee Gyantsana, który współpracował z chińskim wywiadem i zbierał informacje nie tylko nt. społeczności tybetańskiej w Szwecji, ale też nt. swoich rodaków w Norwegii, Danii oraz Polsce.

W 2018 r. Darjee został skazany na 22 miesiące więzienia za szpiegowanie Tybetańczyków w Szwecji na rzecz Chin.
Informacje ujawnione podczas sprawy sądowej Darjee mówią nam dużo o działalności chińskiej bezpieki za granicą.
Po pierwsze, chińskie Ministerstwo Bezpieczeństwa rekrutuje agentów także wśród obywateli, którzy wcześniej uciekli z ChRL i są uważani za dysydentów. Darjee Gyantsan uciekł z Tybetu w 1997 r., po tym jak wziął udział w proteście wzywającym władze komunistycznych Chin do uznania autonomii Tybetu.
Po drugie, sprawa Gyanstsana pokazuje, że ambasada komunistycznych Chin w Warszawie jest ważnym ośrodkiem szpiegowskim ChRL w Europie. Oficerem prowadzącym Darjee był sekretarz w ambasadzie Chin w Warszawie, Lei Dei. Nie jest to pierwszy przypadek, w którym wiemy, że Lei był prowadzącym. Tak było także w sprawie Babura Maihesuti, Ujgura, który już w 2010 r. został skazany w Szwecji za szpiegowanie na rzecz komunistycznych Chin.
Chiński wywiad interesuje działalność prowadzona przez Tybetańczyków, Ujgurów, czy np. Chińczyków będących członkami Falun Gong poza Chinami a będąca w opozycji do działań KPCh. W artykule Safeguard Defenders przedstawiono rozmowę telefoniczną między Lei Da (którego Dorjee nazywa Wangiem) a Dorjee z dn. 19 marca 2016 r., zaledwie dziewięć dni przed przybyciem chińskiego prezydenta Xi Jinpinga do Czech z wizytą państwową. W trakcie rozmowy Lei polecił Tybetańczykowi by ustalił czy w najbliższym czasie ktoś ze społeczności tybetańskiej w Szwecji i Polsce udaje się do Czech. Chiński agent nie tylko nalegał na zdobycie listy nazwisk, ale i zdjęć tych osób.

Artykuł w Safeguard Defenders mówi, że dzięki pomocy polskiego rządu szwedzkie służby specjalne (SAPO) były w stanie śledzić ruchy Dorjee, w tym spotkania z Lei Da w ambasadzie, w Polsce, a także miały dostęp do wiele ich rozmów telefonicznych.
Oznacza to, że władze RP mają wystarczająco dużo informacji o działalności szpiegowskiej prowadzonej przez komunistyczne Chiny w naszym kraju, by rozumieć jakim zagrożeniem jest ChRL dla naszego bezpieczeństwa. Dziwi więc, że ta sama władza nie podejmuje ważnych kroków by tę działalność ograniczyć. Z ostatnich relacji prasowych wiemy na przykład, że w polskim rządzie są politycy min. Zbigniew Ziobro, którzy nie chcą wykluczenia Huawei z budowy sieci 5G w Polsce. Huawei jest jednym z ważniejszych narzędzi szpiegowskich dla komunistycznych Chin.

Ciekawe są też losy chińskiego szpiega już po odbyciu wyroku. W październiku br. sąd w Szwecji uznał, że będący zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego Darjee powinien być wydalony i nigdy nie mieć prawa wstępu do Szwecji. Jednak ze względu na jego status uchodźcy na mocy szwedzkiego prawa istnieją przeszkody prawne w odesłaniu go z powrotem do Chin. Dorjee pozostaje więc w szwedzkim areszcie.



Kamiński o Chinach w USA – dlaczego mam problem


Występując w amerykańskim think tanku Wilson Center minister spraw wewnętrznych i administracji oraz koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński powiedział kilka ważnych rzeczy o Chinach. Naprawdę rzadko ze strony polityka z Europy słychać tak jasne stanowisko w kwestii chińskiego zagrożenia.
Bardzo polecam całe wystąpienie ministra Kamińskiego (TUTAJ ) albo cytaty z jego wypowiedzi nt. Chin (TUTAJ).
Ma rację Mariusz Kamiński, gdy mówi, że to ta sama partia, która jest odpowiedzialna za masakrę na placu Tiananmen nadal rządzi Chinami i dziś znów może dopuścić się podobnej zbrodni w Hongkongu. Rzadko polski polityk mówiąc o chińskim zagrożeniu odwołuje się do tego co teraz dzieje się w byłej brytyjskiej kolonii.
Ma rację minister Kamiński, gdy mówi, że bezmyślnością jest zgoda na to by 5G budowały chińskie firmy.
Dlaczego wiec mam problem z wystąpieniem ministra?
Otóż dlatego, że gdy Mariusz Kamiński mówi o Polsce i zagrożeniu chińskim to mówi o tym jak chciałby, aby ta sytuacja wygladała, a nie jak rzeczywiście sprawy się mają.
Polska nie jest krajem, o którym można powiedzieć, że “widzi” i “mówi” się tu o zagrożeniu ze strony Chin”.
Gdyby tak było to partyjni koledzy Mariusza Kamińskiego nie promowaliby chińskich inwestycji w Polsce, często przedstawiając je właśnie jako  “konkurencyjny kapitał, bo nie ma bezpośredniego, szybkiego stawiania warunków politycznych” (np. Marek Suski pisałam o tym TUTAJ)
Nie byłoby też w polskich mediach publicznych i tych związanych z PiS-em opowieści o tym, że Chiny nie są zagrożeniem dla naszego kraju i nie ukazywałyby się materiały sponsorowane przez Huawei (TUTAJ).
Nie byłoby obrony Huawei przez pisowskiego polityka, senatora Czeleja (TUTAJ).
Co z pewnością byłoby to jasna deklaracja ze strony rządu, że Huawei nie będzie budował 5G w Polsce. Tego nie ma, a są wypowiedzi przedstawicieli rządu, że nie będzie “dyskryminowania jakiegokolwiek podmiotu ze względu na kraj jego pochodzenia" .
Co, na przykład, byłoby to zajęcie kwestią działalności Instytutów Konfucjusza w Polsce i działalności chińskiej agentury na polskich uczelniach.

Wystąpienie ministra Kamińskiego w Wilson Center pokazuje, że ten polski polityk bardzo dobrze rozumie zagrożenia jakie komunistyczne Chiny stanowią dla Polski. Dziś jego zadaniem jest, aby jego koledzy partyjni i rządowi też to zrozumieli i przestali działać jak piąta kolumna. Inaczej będzie to tylko dobre wystąpienie dla naszych amerykańskich sojuszników ……tylko show.

Casus Suskiego


Paweł Kukiz w mediach opowiada anegdotkę o tym jak Marek Suski będąc jeszcze wiceszefem Komisji do Spraw Służb Specjalnych (KSS) przyszedł na posiedzenie Komisji z telefonem Huawei.  Zapytany skąd go ma, Suski miał według Kukiza powiedzieć, że dostał go od chińskiej delegacji. 
Anegdotka o Suskim wskazuje  na możliwe kłamstwo - poseł PiS twierdzi, że z telefonu nie korzystał (TUTAJ). Sam casus Suskiego pokazuje jak bardzo nieświadomy zagrożenia chińskiego jest polski establishment polityczny, a służbami zajmują się ludzie nie mający zielonego pojęcia o technikach operacyjnych służb ChRL i stąd sami mogą stać się obiektami tych działań. 
W pewnym momencie Marek Suski uwierzył  (a pewnie strona chińska bardzo mu w tym pomogła), że może być ekspertem od relacji polsko-chińskich i zaczął dość często odwiedzać Państwo Środka i spotykać się z chińskimi delegacjami. 
Czasem było śmiesznie: 

Ale przeważnie strasznie.

Owa delegacja, która miała podarować posłowi Suskiemu telefon Huawei, to chiński współorganizatorów festiwalu Polskie Kręgi Sztuki firma Beida Jade Bird Group. To inwestycje tego konsorcjum polityk PiS chciał w 2016 r. ściągnąć do Polski.
O Huawei wiele wiadomo, ale przypomnę co mówił Guo Wengui, chiński miliarder ubiegający się o azyl w USA i współpracujący w tej chwili min. z byłym doradcą prezydenta Donalda Trumpa, Stevem Bannonem w celu ujawniania korupcyjnych działań komunistycznych Chin. Guo stwierdza, że Huawei jest jedną z 10 firm “w stu procentach kontrolowaną przez chińską armię. Według Guo “ludzie na Zachodzie nie mają racji mówiąc, że to są  przedsiębiorstwa biznesowe czy firmy tylko wywodzące się z Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (ChALW). Szefowie wszystkich tych firm mają trzy tożsamości: po pierwsze w wojsku, każdy ma swoje własne numery identyfikacyjne w ChALW, po drugie, osoby te są na liście tych wspieranych i chronionych przez chińskie władze finansowe, po trzecie, mają przywileje dyplomatyczne nadane im przez chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych”.
Tak więc Huawei to ChALW, a Beida Jade Bird Group (BJ)  to konsorcjum powiązane ze służbami  i propagandą  w ChRL. Jedna ze spółek firmy dostarczała systemy bezpieczeństwa sieciowego dla sektora publicznego, To  w ChRL oznacza jedno bliskie relacje ze służbami i aparatem cenzury. Beida Jade Bird Grup miała także większościowe udziały w "China Youth Daily", gazety, której linię redakcyjną wyznacza Departament Propagandy Komunistycznej Partii Chin. Beida Jade Bird Group była również zamieszana w skandale korupcyjne i Panama Papers.

Naprawdę wierzę, że Marek Suski  wziął  teleon Huawei od Beida Jade Bird Grup nie mając zielonego pojęcia z jakimi instytucjami komunistycznego reżimu są one powiązane. Tak samo jak niespecjalnie wiedział w czym bierze udział w maju 2018 r. w Shenzhen, Chiny.  Impreza nazywała się Dialog Komunistycznej Partii Chin ze światem”, i była organizowana przez Komunistyczną Partię Chin.


Wzięli w niej udział szefowie partii komunistycznych z wielu państw zachodnich  min. z Finlandii, USA i Australii. Jednym z głównych gości „Dialogu Komunistycznej Partii Chin ze światem" był Siergiej Żelezniak, zastępca sekretarza Rady Generalnej partii Jedna Rosja, z której wywodzi się prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin. Żelezniak mówił min. że przedstawiona przez Chiny inicjatywa Nowego Jedwabnego Szlaku jest dla Rosji “bardzo łatwa do zaakceptowania”.
W trakcie “Dialogu Komunistycznej Partii Chin ze światem” odbyło się także specjalne sympozjum z okazji 200 rocznicy urodzin Marksa pt. “Marks w XXI w. i przyszłość światowego socjalizmu”.
Gdy już Marek Suski i cała Polska dowiedziała się w czym polityk PiS brał udział, to ten tłumaczył się w rozmowie wpolityce.pl , że "to nie było żadne wyrażenie sympatii do tej partii. Po prostu chcemy wzmocnić stosunki handlowe z Pekinem."


I jeszcze raz: firmy powiązane z ChALW i  chińskimi służbami  i brylowanie na zjeździe komunistycznej międzynarodówki w Chinach w celu wzmacniania stosunków handlowych ..naprawdę wierzę, że Suski nic nie kumał. Napewno kumali chińscy komuniści i dlatego min. obdarowali go prezentem rodem z Huawei. 
Ale to wszystko to nie śmieszna anegdotka.

Chiny chcą wpływać na wybory w Polsce! Oczekują, że PiS się im podporządkuje

Na hongkońskim portalu informacyjnym HK01 (portal o silnych wpływach Komunistycznej Partii Chin, znany z tworzenia fake newsów i często prezentujący narrację Pekinu) ukazał się artykuł, w którym pojawia się sugestia, że Pekin może wpłynąć na najbliższe wybory w Polsce. Ten chiński szantaż ma miejsce w momencie, gdy zacieśnia się współpraca Pekinu z Moskwą.
Publikacja dotyczy polsko-amerykańskiej deklaracji w sprawie bezpieczeństwa technologii 5G, która zawarta została w czasie wizyty wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych Mike’a Pence’a w Polsce.
W artykule najpierw przedstawiono stanowisko chińskiego MSZ:
„Prezydent i premier Polski w przeszłości mówili, że chińskie firmy będą w Polsce traktowane sprawiedliwie, że Polska nie podejmie żadnych działań dyskryminacyjnych wobec konkretnych krajów i firm”, czytamy. MSZ podkreśla, że ChRL ufa, że władze RP wywiążą się z tego, co obiecały.
„W lipcu Wang Yi w rozmowach z Morawieckim powiedział, że Chiny chcą importować więcej polskich produktów dobrej jakości. Jest to oczywiście wyższy priorytet dla Polski, która chce otworzyć rynek, wykorzystując Nowy Jedwabny Szlak. Trzeba brać pod uwagę, że w łącznej wymianie handlowej między ChRL a Polską, wynoszącej w 2018 r. około 33 mld USD, polski eksport wyniósł zaledwie 2,5 mld USD. Jeśli polskie władze mogą dokonać przełomu w kwestii wejścia polskich produktów na rynek chiński, to pomoże to również polskim władzom utrzymać dominującą przewagę w wyborach powszechnych w listopadzie 2019 r.”


Przypomniano też słowa szefa chińskiego MSZ Wang Yi w czasie jego wizyty w Polsce 9 lipca br.: „Mam nadzieję, że Polska ceni zaufanie, jakim Chiny ją obdarzyły”. Z dalszej części publikacji wynika, że to stwierdzenie szefa chińskiego MSZ było ostrzeżeniem dla władz RP, które jest nadal aktualne.
W artykule pada sugestia, że jeśli firma Huawei nie będzie uczestniczyć w budowie sieci 5G w Polsce, Pekin ma narzędzia gospodarcze mogące wpłynąć na wynik wyborów w RP. „Można sobie wyobrazić, że rząd Morawieckiego, przed którym niedługo wybory w listopadzie 2019 r. (przyp.: tu towarzysze coś nie do końca sprawdzili), może nie chcieć, aby zmiana stanowiska w sprawie Huawei wpłynęła na ich wybór”.
Jest to w ostatnim czasie już drugi artykuł przedstawiający Polskę w nieprzychylnym świetle w mediach powiązanych z KPCh. W lipcu w chińskim miesięczniku zajmującym się sprawami wojskowymi „Tank Armoured Vehicle” (Tanke Zhuangjia Cheliang) ukazał się artykuł pt. „Jak Chiny mają potraktować ‚arogancką’ Polskę?”. W publikacji pojawiła się teza podobna do tej w artykule w hongkońskim medium – Chiny są takie życzliwe dla Polski (obdarowały nas zaufaniem), stworzyły szanse na współpracę z nami, a my jesteśmy „dwulicowi”, bo chcemy zacieśniać relację z USA i NATO i bierzemy udział w rozprzestrzenianiu teorii o zagrożeniu chińskim.
Niestety, władze polskie, ignorując chińskie zagrożenie, nie adresując jasno problemów w relacjach z Chinami (np. rosnący deficyt i wzmożone działania agentury chińskiej w Polsce), a także często twierdząc, że nasze relacje z Chinami dotyczą tylko gospodarki (dla Pekinu nie ma tylko gospodarczych relacji), doprowadziły do tego, że Pekin może rzeczywiście wpływać na wybory w Polsce.
Ten chiński szantaż ma miejsce w momencie, gdy zacieśnia się współpraca Pekinu z Moskwą. Widać to szczególnie w kwestiach militarnych. Rośnie liczba wspólnych chińsko-rosyjskich manewrów (jedne z nich odbyły się tuż po wizycie Donalda Trumpa w Polsce w 2017 r. na Bałtyku, a więc u granic RP). O tym, że ta współpraca się pogłębia, świadczy fakt, że wspólny patrol chińskich bombowców H-6K i rosyjskich Tu-95MS nad Morzem Japońskim i Morzem Wschodniochińskim (23 lipca br.) obie strony przedstawiły już nie jako wspólne ćwiczenia wojskowe, ale jako wspólną operację militarną.
Co więcej, rośnie wymiana handlowa pomiędzy Rosją i Chinami, a także kooperacja w kwestiach technologii (ICT). I tak w czasie wizyty w czerwcu br. prezydenta Xi Jinpinga na forum ekonomicznym w Petersburgu ogłoszono, że w Rosji 5G będzie budowane z udziałem Huawei. Właśnie w Moskwie przeprowadzono testy sieci 5G z Huawei. Wiadomo także, że Huawei będzie instalować na swoich urządzeniach rosyjski system operacyjny o nazwie Aurora OS. W programie pilotażowym ma on trafić na 360 tys. urządzeń chińskiego producenta. Właścicielem Aurory jest rosyjski państwowy operator telekomunikacyjny, Rostelecom (firma prawdopodobnie odpowiedzialna za hakerskie ataki w 2017 r. na wiele instytucji finansowych min. MasterCard i Visa).
źródło: Idź Pod Prąd (TUTAJ)

To już nie jest nawet śmieszne


Na początku czerwca br. podczas wizyty prezydenta komunistycznych Chin Xi Jinpinga w Rosji, Putin nie mógł nie podziękować Xi za podarunek: dwie pandy dla zoo w Moskwie.
Rosyjski prezydent uznał podarunek za "znak pogłębiającego się zaufania i szacunku" między oboma mocarstwami.
Kilka dni temu podobnym darem pochwalił się Zamość. Pisowski prezydent miasta Andrzej Wnuk poinformował, że podczas spotkania z władzami miasta Ya’an podpisał list intencyjny dotyczący "współpracy, której owocem mają być pandy”.
Dowiedzieliśmy się także, że w sprawę sprowadzenia pand do Polski zaangażowała się Beata Mazurek, dziś już eurodeputowana (gdy się zajmowała pandami, to była jeszcze w Sejmie).
Oczywiście podarunek jest w ramach tzw. panda- dyplomacji, jednego z narzędzi chińskiej “soft power” (o chińskiej soft power pisałam TUTAJ), a polegające na wynajmowaniu pand za granicą na okres od dziesięciu do piętnastu lat w zamian za duże sumy pieniędzy (na przykład Francja za wynajmowanie pand płaci 750 000 euro rocznie).
Jak słusznie zauważył dziennikarz Jamil Anderlini w “Financial Times” wypożyczenie pand implikuje, że kraj, który je przyjmuje, akceptuje hołubione przez Chiny polityczne pozycje - że tylko autorytarna partia komunistyczna ma prawo rządzić tym krajem, a Tybet i oddzielnie demokratycznie rządzone Tajwan są integralnymi częściami Chin”.
I dokładnie to implikują pandy w Polsce i nie wierzę, że Beata Mazurek o tym nie wie.

To już nawet nie jest śmieszne, że politycy partii rządzącej mogą uważać, że owocem współpracy z innym państwem może być wypożyczenie za niemałe pieniądze zwierząt. Nie jest zabawne, że gdy w Polsce panoszy się chińska agentura, a nasz deficyt w handlu z Chinami stale rośnie, to posłanka (reprezentantka RP) angażuje w temat pand. I tak, nie jest już śmieszne, że w momencie gdy na naszych oczach  w Hongkongu rozgrywa się dramat walczących o swoje wolności obywateli tego miasta – to oni na własnej skórze przekonali się jak wygląda współpraca z komunistycznymi Chinami, nasi rządzący albo zajmują się pandami albo świętowaniem 70 rocznicy ustanowienia relacji przez komunistyczne Chiny i będącą wtedy w komunistycznej niewoli Polską.
Czekam tylko jak pandy przybędą do Zamościa, a politycy PiS, jak Putin, odtrąbią, że to wyraz “pogłębiającego się zaufania i szacunku między” RP i ChRL. To już nawet nie jest śmieszne. To jest straszne.


Trump chciał pokazać Xi prawdę o Tajwanie. Dyktator uciekł

Ostatnim punktem wizyty Xi Jinpinga w Stanach Zjednoczonych była wizyta w Archiwach Narodowych w Waszyngtonie. Z pozoru uprzejmość gospodarz...