Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajwan-Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajwan-Polska. Pokaż wszystkie posty

Wystąpienie Prezydent Tajwanu z okazji święta wyspy….było też o Polsce

Wystąpienie prezydent Tajwanu, Tsai Ing-wen, z okazji Narodowego Święta wyspy podzielone było na pięć części.

Pierwsza odnosiła się do budowania wytrwałości poprzez jedność i międzynarodową współpracę w kwestii pandemii. Tsai Ing-wen przekazała kondolencję tym, którzy stracili bliskich w czasie pandemii i podziękowała Tajwańczykom za to, że wykazali się odpowiedzialnością i współpracą w walce z wirusem. Prezydent Tajwanu podziękowała także państwom, które pomogły wyspie min. podarowując szczepionki. Tu wymieniona została także Polska.

“Tajwańczycy mają piękną tradycję, by nigdy nie zapominać o tych, którzy im pomogli. Maski, które rozesłaliśmy na cały świat w zeszłym roku, pokazały, że Tajwan może pomóc. A szczepionki, które przysłano nam w tym roku, są szczepionkami przyjaźni. To łańcuch prawości i mogę zapewnić społeczność międzynarodową, że Tajwan będzie nadal wnosił swój wkład w świecie i poszerzał ten łańcuch prawości”, powiedziała Tsai.

Prezydent starała się też pokazać jak ważny Tajwan jest dla innych min. w łańcuchu dostaw, co pokazał niedawny niedobór półprzewodnikowych. Wspomniała także o rozwijających się relacjach Tajwanu z Japonią, USA, Unią Europejską i Australią.

“Wierzymy, że jesteśmy w stanie współpracować z podobnie myślącymi partnerami, aby przyczynić się do rozwoju społeczności międzynarodowej. Dzisiejszy Tajwan nie jest już postrzegany jako "sierota Azji", ale jako “wyspa wytrwałości”, która może odważnie stawiać czoła wyzwaniom”, dodała Tsai.

Druga część wystąpienia dotyczyła “bezprecedensowych wyzwań w złożonym krajobrazie regionalnym”.

Tsai Ing-wen wspomniała o rosnących naciskach ze strony Chin i coraz bardziej napiętej sytuacji w regionie Indo-Pacyfiku. Mówiła o Hongkongu, w którym Pekin całkowicie przejął kontrolę, oraz o rutynowym już naruszaniu przez Chiny strefy identyfikacji obrony powietrznej Tajwanu.

Ale jednocześnie było o gotowości demokratycznych krajów, by odpowiadać na tę sytuację.

“G7, NATO, UE i QUAD podkreśliły znaczenie pokoju i bezpieczeństwa w Cieśninie Tajwańskiej, jednocześnie wyrażając zaniepokojenie, wobec faktu, że Chiny mogą jednostronnie podważyć istniejący pokój i stabilność w regionie Indo-Pacyfiku” powiedział Prezydent Tajwanu.

Tsai dodała, że Tajwan chce pokoju, chce dialogu i utrzymania status quo. Jednocześnie zapewniła, że Tajwańczycy nie ugną się pod presją. “Będziemy nadal wzmacniać naszą obronę narodową i demonstrować naszą determinację by się bronić, by nikt nie mógł zmusić Tajwanu do obrania drogi, którą chcą wyznaczać Chiny. A to dlatego, że ta droga, którą wyznaczają Chiny, nie oferuje ani wolnego, ani demokratycznego sposobu życia dla Tajwanu, ani suwerenności dla naszych 23 milionów obywateli.”

W trzeciej części swojego wystąpienia Tsai mówiła o potrzebie budowania konsensusu wokół czterech zobowiązań.

Tsai zaznaczyła, że sukces Tajwanu budowali i budują ludzie o różnym pochodzeniu, są ci którzy, mają przodków z Chin, z Filipin, z Japonii, są aborygeni, są wreszcie cudzoziemcy. Tajwan ma też różne partie polityczne, które ze sobą ostro rywalizują. Prezydent wezwała jednak by wspólnie wyrazić “trwałe zobowiązanie do wolnego i demokratycznego systemu konstytucyjnego, zobowiązanie, że Republika Chińska i Chińska Republika Ludowa nie powinny być sobie wzajemnie podporządkowane, zobowiązanie do przeciwstawienia się aneksji lub ingerencji w naszą suwerenność, oraz zobowiązanie, że przyszłość Republiki Chińskiej (Tajwanu) musi być rozstrzygnięta zgodnie z wolą narodu tajwańskiego”.

Czwarta część wystąpienia mówiła o konieczności współpracy społeczeństwa w celu rozwiązania różnic.

Dziś znów Tajwan jest jednym z czterech tygrysów azjatyckich. Wyspa odgrywa ważną rolę w gospodarce światowej, dokonuje przełomów dyplomatycznych, a wewnątrz kraju zbudowano powszechny system opieki społecznej, a obecnie prowadzona jest reforma systemu obrony narodowej. Są jednak sprawy, które od lat stwarzały i stwarzają podziały i nadal nad ich rozwiązaniem trzeba pracować.

“Musimy odpowiedzieć na potrzeby rozwojowe kraju, wprowadzając niezbędne zmiany w biurokracji, instytucjach lokalnych, użytkowaniu gruntów, rozwoju regionalnym i innych ważnych kwestiach związanych z zarządzaniem, tak abyśmy mogli zoptymalizować skuteczność rządu i jak najwierniej odzwierciedlać wolę ludzi,” mówiła Tsai.

Nadal przed Tajwanem jest reforma konstytucyjna, proces rozliczeń z przeszłością i ważne decyzje dotyczące polityki energetycznej.

Na koniec, Prezydent Tajwanu mówiła o interakcji wyspy ze światem z poczuciem dumy i pewności siebie. Tu szczególnie Tsai wspomniała, nazwała ich "bohaterami narodowymi”, tajwańskich sportowców i żołnierzy.

“Wszyscy nasi sportowcy i żołnierze są bohaterami narodowymi. Mam szczerą nadzieję, że moi współobywatele wierzą w wielkość Tajwanu, wierzą w znaczenie Tajwanu i wierzą, że nasza społeczność licząca 23 miliony ludzi może dumnie stać na arenie międzynarodowej.”

 

Występ w tajwańskiej telewizji


-->
We wtorek 3 lipca wystąpiłam w jednym z najpopularniejszych programów publicystycznych na Tajwanie prowadzonym przez znanych dziennikarzy Dennisa Penga i jego żonę Amandę Lee w stacjiFormosa TV. W programie tym występują nie tylko tajwańscy politycy w tym prezydenci (byli i obecna) oraz komentatorzy, ale i goście z zagranicy min. amerykańscy politycy i chińscy dysydenci. Program oglądany jest na Tajwanie, a także bardzo popularny wśród tajwańskiej społeczności mieszkającej zagranicą. Oglądają go również mimo blokady widzowie w Chinach.
W programie 3 lipca wystąpił też min.  Cao Changqing chiński dysydent od lat mieszkający w USA. Cao, określający się jako prawicowiec analizuje dla mediów na Tajwanie ale i chińskojęzycznych mediów w Ameryce Płn. wydarzenia w Chinach, na Tajwanie i USA. Od czasu do czasu opisuje też to  co dzieje się w Europie min. w Polsce.  Cao stwierdził, że akurat teraz bardzo ważny jest udział tajwańskim programie publicystycznym polskiego dziennikarza w związku z tym, że polski rząd zmienił nazwę naszego przedstawicielstwa na Tajwanie z  Warszawskiego Biura Handlowego na Polskie Biuro w Tajpej. Chiński komentator dodał, że stara nazwa placówki wprowadzała tylko zamieszanie i wręcz sugerowała, że tak naprawdę nie wiadomo czego jest to przedstawicielstwo i że ma ono się zajmować handlem.  Cao stwierdził, że zmiana nazwy z uwzględnieniem nazwy państwa polskiego to słuszna korekta normalizująca pozycję Polski jako kraju na Tajwanie. Do tej sprawy odniosłam się w wywiadzie także ja.  Stwierdziłam, że decyzja naszych władz jest słuszna. Od lat z resztą postulowałam konieczność takiej zmiany albowiem widziałam jak Tajwańczycy zainteresowani naszym krajem szukali o nim informacji i wtedy naturalnie chcieli zwrócić się do Polskiej placówki. Fakt, że używano w nazwie określenia Warszawa, a nie Polska powodował, że często tego kontaktu nie odnajdywali, a wręcz mieli wrażenie, że nasze państwo nie ma przedstawiciela w bogatym, inwestującym wiele na świecie i otwartym na zagraniczne produkty kraju jakim jest Tajwan. Używanie nazwy miasta, a nie państwa godziło także w rangę naszego kraju. Jak zauważyłam w programie ta mylna nazwa stosowana przez lata doprowadziła więc do wielu nieporozumień, niedogodności, a być może do tego, że oba kraje Polska i Tajwan straciły kilka szans współpracy. Według  mnie obecne władze RP decydując się na zmianę nazwy naszego przedstawicielstwa pokazały, że kierują się interesem naszego państwa.
Zapytano mnie takie czy po zmianie nazwy placówki ze strony Polski na podobny krok powinien zdecydować się Tajwan, którego placówka w Polsce nazywa się Biuro Gospodarcze i Kulturalne Tajpej, czyli też używana jest nazwa miasta, a nie kraju. Według mnie taka zmiana ze strony tajwańskiej powinna nastąpić jak najszybciej i w Polsce powinno być Biuro Gospodarcze i Kulturalne Tajwanu.
W programie poruszono także kwestie zmiany przez Polskie Linie Lotnicze LOT na stronie internetowej firmy nazewnictwa Tajwanu z "Tajwan" na "Tajwan, Chiny". Jest to spełnienie żądania jakie Pekin wysunął wobec wielu linii lotniczych. Komunistyczne władze w Pekinie chcą w ten sposób zademonstrować światu, że Tajwan jest częścią ich państwa. Do tego żądania wobec linii lotniczych na świecie ze strony ChRL odniósł się prezydent Donald Trump nazywając je “orwellowskim nonsensem” i stwierdzając, że żaden obcy reżim nie na prawa wpływać na decyzje firm i obywateli USA. Występując w Formosa TV stwierdziłam, że decyzja LOT to nie tylko poddanie się presji Chin przez polską firmę, ale i przez polski rząd. Władzom RP w tym wypadku zabrakło odwagi jaką wykazał się Trump, by pokazać, że suwerenne państwo nie może poddawać się dyktatowi komunistycznego reżimu.
Skrytykowałam także fakt, że LOT pytany o tę decyzję zarówno przez przedstawicielstwo Tajwanu w Polsce i jak i dziennikarzy milczy. Nie wystawia to dobrej opinii w kwestii transparentności i komunikatywności tej polskiej firmie.
W Formosa TV rozmawialiśmy także o tym jak Polacy widzą kwestie referendów. Tajwańczycy w przyszłym roku chcą przeprowadzić referendum w sprawie niepodległości wyspy (niepodległość oznaczałaby uznanie Tajwanu jako państwa. Republika Chińskiej, oficjalna nazwa wyspy choć coraz mniej używana, przestałaby istnieć ). Stwierdziłam w programie, że Polska to kraj wolny i demokratyczny i że Polacy traktują referendum jako jedno z narzędzi, które pozwala nam na bycie gospodarzami we własnym kraju. Stad też o ważnych decyzjach w naszym państwie możemy decydować właśnie za pomocą tego narzędzia. Tak było gdy przystępowaliśmy do  Unii Europejskiej i tak będzie w tym roku gdy Polacy bedą mieli możliwość wypowiedzenia się w referendum konstytucyjnym. “Takie prawo  o decydowaniu  o swojej przyszłości w referendum  mają także Tajwańczycy”, dodałam.
Po programie prowadzący go Dennis Peng we wpisie na Twitterze stwierdził że było dla niego przyjemnością możliwośń rozmowy ze mną i że podziela mój pogląd iż Tajwan ma prawo decydować o swojej przyszłości poprzez referendum.

Tajwan-Polska: łączy nas więcej, niż myślicie

1 marca Polacy będą chylić czoła przed Żołnierzami Niezłomnymi. Dzień wcześniej Tajwańczycy upamiętnią ofiary terroru we własnym kraju. Wydawałoby się, że wiele nas dzieli – kultura, język, odległość. A jednak są takie doświadczenia w historii Tajwanu i Polski, które mogą nas bardzo zbliżyć.

Data 28 lutego ma szczególne znaczenie dla Tajwańczyków – wydarzenia tego dnia w 1947 r., nazywane Wydarzeniem 228 albo Masakrą 228, doprowadziły do rzezi tysięcy Tajwańczyków dokonanej przez wojska Czang Kaj-szeka. Rozpoczął się wtedy okres tzw. białego terroru, który zakończył się, gdy w 1987 r. zniesiono stan wojenny.

Ośmiu żołnierzy z karabinami

Przez wiele lat rząd Kuomintangu na Tajwanie zakazywał jakichkolwiek wzmianek na temat tej tragedii, co m.in. przyczyniło się do zaostrzenia konfliktu między tymi, którzy określają się jako Tajwańczycy (tzw. bentu ren; ich przodkowie przybyli z Chin w XVII i XVIII w.), a Chińczykami (tzw. waisheng ren przybyli na Tajwan wraz z Czang Kaj-szekiem).

Moja tajwańska rodzina jest jedną z ofiar tej tragedii. Ojciec mojego męża Shen Rui-qing był wydawcą gazety „Xingtai Ribao”. Za artykuły krytykujące rządy Czang Kaj-szeka dostał wyrok śmierci. Kary nie wykonano i został zwolniony z więzienia, ale wydawnictwo i gazetę władze zarekwirowały. Żona Shen Rui-qinga, mama mojego męża Tsai Xing-ren, tak wspominana tamte dni:

„To wydarzyło się 10 marca 1947 r. Dwa dni wcześniej urodziłam moje pierwsze dziecko. Zaraz po kolacji do jadalni wkroczyło ośmiu żołnierzy z karabinami. Nie pozwolili mojemu mężowi nawet porządnie się ubrać i go zabrali. Skrupulatnie sfabrykowano dowody, oskarżono Ruiqinga o branie udziału w spisku przeciwko władzy i skazano na karę śmierci. Gdy ogłaszano wyrok, Ruiqing zamknął oczy i powiedział, że jest gotowy stanąć przed plutonem egzekucyjnym. Odwołaliśmy się od wyroku i udało się go zamienić na dożywocie. Gazetę zamknięto; władze skonfiskowały nieruchomości będące częścią wydawnictwa. Zabrano nawet nasz dom. To był naprawdę okropny czas. Wszystkie sprawy domowe i wychowanie dziecka spadły na moje barki. Jednak bez względu na to, jak trudne były warunki, musiałam walczyć o to, abyśmy to jakoś przetrwali. Męża wypuszczono po dwóch latach, ale fakt, że mogła go spotkać kara śmierci, oraz samo uwięzienie odbiły się na jego zdrowiu fizycznym i psychicznym. Trudno mu potem było znaleźć jakąś stałą pracę”.

Wypracowanie o rotmistrzu

Mieszkając od lat na Tajwanie, zrozumiałam, że to właśnie ta gehenna okresu białego terroru powoduje, że Tajwańczycy, mimo że wywodzą się z zupełnie odrębnej kultury, bardzo dobrze rozumieją to, czego Polacy doświadczyli w XX w.

Gdy na Tajwanie brałam udział w promocji filmu „Katyń” Andrzeja Wajdy, widziałam, że Tajwańczycy pojmują ogrom sowieckiej zbrodni (i nikt nie miał wątpliwości, że to było ludobójstwo), bo natychmiast odnosili to do swoich doświadczeń z okresu Masakry 228 i białego terroru.

Kilka lat po premierze „Katynia” po raz kolejny przekonałam się, że gdy my Polacy opowiadamy o swojej historii, o naszych bohaterach, to nawet na tak odmiennym kulturowo Tajwanie jesteśmy słuchani, rozumiani i podziwiani.

„Podejdź tu, koniecznie przeczytaj o tym człowieku – to niezwykły bohater, nigdy nie słyszałam, żeby ktoś wykazał się taką odwagą. Musisz o tym napisać w szkolnym wypracowaniu” – te słowa wypowiedziała do swojej 11-letniej córki pani Huang, patrząc na wystawę poświęconą rtm. Witoldowi Pileckiemu na Międzynarodowych Targach Książki w Tajpeju w lutym 2011 r. Jako jeden z organizatorów polskiego stoiska i powstałej przy wsparciu IPN‑u wystawy poświęconej Witoldowi Pileckiemu (na stoisku prezentowaliśmy także za zgodą autora książkę „Ochotnik” Marco Patricellego), przez kilka dni na targach słyszałam wiele takich wypowiedzi. Reakcje te były także zaprzeczeniem słów polskiego dyplomaty, który „wpadł” na stoisko i widząc materiały o rtm. Pileckim, rzucił tylko: „A kto by tu chciał o nim czytać?”. Mylił się. Życie i czyny Pileckiego zafascynowały Tajwańczyków. Tajwańskie wydawnictwo Acropolis zdecydowało się opublikować po chińsku „Raport” Witolda Pileckiego. Pozycja miała już kilka wznowień. Gdy dwa lata temu prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen została zapytana przez jedną z czołowych gazet na wyspie, „China Times”, jakie książki wywarły na nią największy wpływ, Tsai wymieniła jako ostatnio przeczytaną lekturę właśnie Raport Witolda Pileckiego. Prezydent przyznała, że poznając życiorys Pileckiego i widząc, jak komunistom nie udało się skazać polskiego herosa na zapomnienie, jeszcze lepiej zrozumiała, iż „przywracanie pamięci to ważna część procesu rozliczeń z przeszłością”. A ważnym punktem programu, który realizuje Tsai Ing-wen, jest właśnie kwestia rozliczeń z przeszłością, czyli z okresem Masakry 228 i białego terroru.

Musimy o nich mówić światu

Pamięć o własnym doświadczeniu powoduje, że Tajwańczycy są poruszeni historią Katynia, a także Żołnierzy Niezłomnych. Gdy media na wyspie opublikowały informacje o pogrzebie płk. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, jeden z internautów, Tajwańczyk, napisał, że nie traci nadziei, iż kiedyś takiego pogrzebu, o charakterze państwowym, doczeka się Witold Pilecki. Trudno w takich momentach nie mieć łez w oczach. Ale i pojawia się imperatyw: musimy zacząć pokazywać światu naszą chlubną historię i prawdziwych bohaterów, jeśli chcemy być lepiej zrozumiani.
Gazeta Polska Codziennie

Wałęsa radzi Tajwanowi, jak rozliczać się z przeszłością

Na spotkaniu w Gdańsku z burmistrzem Tajpeju Ke Wen-je Lech Wałęsa obiecał, że wstawi się za Tajwanem na arenie międzynarodowej, i opowiadał tajwańskiej delegacji, jak dbać o sprawiedliwość okresu przejściowego. Tajwańscy internauci pytają burmistrza Tajpeju, czy osoba tak kontrowersyjna jak Wałęsa jest odpowiednia do dyskusji na takie tematy.

Na początku lutego br. burmistrz Tajpeju Ke Wen-je złożył wizytę w Europie. Odwiedził także Polskę, m.in. Warszawę, z którą Tajpej podpisało porozumienie o współpracy 23 lata temu. Wizyta Ke Wen-je w stolicy Polski jest pierwszą od tego czasu wizytą delegacji miasta Tajpej. W trakcie odwiedzin burmistrz Tajpeju chwalił rozwój naszego państwa w ostatnich latach i stwierdził, że jest to obecnie kraj, w którym warto inwestować. Na pytanie tajwańskich mediów o spotkanie z prezydent Warszawy Hanną Gronkiewicz-Waltz, Ke Wen-je powiedział, że bycie u władzy w mieście od 12 lat robi wrażenie. – Ona [Gronkiewicz-Waltz] musi mieć jakiś przepis na sukces, ale nie pojąłem jeszcze, co to jest – stwierdził Ke.

Burmistrz Tajpeju udał się także do Gdańska na spotkanie z Lechem Wałęsą. Zapytany przez dziennikarzy z Tajwanu, o czym rozmawiał z byłym polskim prezydentem, Ke Wen-je odpowiedział, że poruszył z nim dwa tematy: relacje Tajwanu z Chinami i kwestie sprawiedliwości okresu przejściowego (transitional justice), czyli m.in. rozliczeń z przeszłością. Pytany, co dokładnie usłyszał od Wałęsy, burmistrz wymijająco odpowiedział, że musi wrócić do Tajpeju i „przemyśleć sobie to, co usłyszał”. Dodał, że Wałęsa obiecał wesprzeć Tajwan na arenie międzynarodowej, jeśli będzie trzeba.

Mimo że Wałęsa nadal w wielu kręgach w Azji uważany jest za bohatera, który obalił w Polsce komunizm, to pojawiające się coraz częściej informacje w mediach o współpracy byłego prezydenta z SB spowodowały, że tajwańscy internauci na facebookowym profilu burmistrza pytali, po co odwiedził Wałęsę, skoro jest on osobą kontrowersyjną ze względu na swoją przeszłość. 

„Nasz burmistrz, gdy wróci, zastosuje taki sam model sprawiedliwości dotyczący okresu przejściowego jak Wałęsa, czyli nic w tej kwestii nie zrobi” – pisze internauta Steve Chang. Chen Xinhu, jeden z komentujących w internecie wizytę Ke u Wałęsy, dodaje, że „to taka gra”. 

Kwestia rozliczeń z przeszłością jest ważnym tematem na Tajwanie i dotyczy tzw. białego terroru, czyli okresu od końca lat 40. do 1987 r., kiedy to zniesiono na wyspie stan wojenny. Był to czas dyktatury Kuomintangu i Czang Kaj-szeka (a potem jego syna Chiang Ching-kuo), którzy pokonani przez komunistów w Chinach (na kontynencie) uciekli na Tajwan. Ofiarami białego terroru stali się nie tylko urodzeni na wyspie Tajwańczycy, głównie inteligencja, lecz także wielu przybyłych z Czang Kaj-szekiem Chińczyków rozczarowanych rządami ekipy Kuomintangu.

Obecny burmistrz Tajpeju Ke Wen-je w czasie wyborów lokalnych w Tajpeju w 2014 r. także zapowiadał działania służące przywracaniu sprawiedliwości i rozliczaniu z przeszłością, ale wielu Tajwańczyków przyznaje, że nic w tej kwestii nie zrobił. Także jego działania na arenie międzynarodowej wzbudzają kontrowersje na wyspie. W momencie gdy komunistyczne władze Chin odmawiają rozmów z proniepodległościowymi władzami Tajwanu i gdy nadal w wyspę wycelowanych jest z Chin prawie 1600 rakiet balistycznych, Ke Wen-je w Szanghaju mówił, że ChRL i Tajwan to jedna rodzina. Burmistrz Ke przyznaje też, że jest wielbicielem Mao Zedonga.
Gazeta Polska Codziennie

Dlaczego PiS woli komunistów od wolnych Tajwańczyków

Na marginesie wizyty burmistrza Tajpej w Polsce i jego spotkania z Wałęsą (opisuje to dziś Gazecie Polskiej Codziennie) taka dodatkowa refleksja:
Burmistrz Tajpej Ke Wen-je może nie jest idealnym politykiem. Ale będąc w Polsce mówił do Tajwańczyków, że nasz kraj to teraz dobre miejsce do inwestowania. Puściło to wiele mediów na wyspie.
Nie rozumiem jak to możliwe, że w czasie pobytu Ke Wen-je w Polsce nie spotkali się z nim politycy z frakcji rządzącej. Nie warto utwierdzać Tajwańczyków w przekonaniu, że rzeczywiście warto inwestwać w Polsce? A może warto tylko zabiegać o chińskich komunistów?
Burmistrz Tajpej spotkał się Gronkiewicz-Walz, a potem pojechał do Gdańsk, do Lecha Wałęsy i wydaje się że nad całą wizytą unosił się duch PO. I nic dziwnego. Od lat Platforma i jej politycy, albo jej byli politycy, mają dobre relacje z władzami Tajwanu i tajwańskim przedstawicielstwem w Polsce (bez względu na to kto jest u władzy na wyspie). Od lat polsko-tajwańskim zespołem parlamentarnym kieruje Niesiołowski.
Ekipa PiS nie robi nic by do Tajwańczyków dotarła inna narracja o Polsce niż ta z ust PO. Nawet gdy do Warszawy przyjeżdża polityk, którego głos tajwańscy inwestorzy z pewnością usłyszą, to nie ma specjalnie komu z nim rozmawiać. A może rządzący nie wiedzieli?…no nie wierzę że od polskiego przedstawicielstwa nikt w MSZ nie usłyszał, że przyjeżdża deledacja z Tajpej…a może bali się chińskich komunistów?
Nie byłoby dzisiejszej siły gospodarczej Chin gdyby najpierw nie pojawili się tam z inwestycjami tajwańscy biznesmani. Za nimi poszli inni. Dziś tajwańscy inwestorzy widząc jak niestabilna jest sytaucja w komunistycznych Chinach, szukaja innych miejsc do inwestowania. Idą do Indii, Wietnamu, Birmy, Laosu, Indonezji – polityka prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen to pogłębianie powiązań gospodarczych wyspy z ASEAN i krajami południowej Azji.
Tajwan jest, tak jak Polska, sojusznikiem Stanów Zjednoczonych i za rządów Trumpa dochodzi do zacieśnienia relacji w wyspą.
Obecne władze w Polsce mówią, że chce rozruszać inwestycje w Polsce. Niestety wydaje się że mają tu na myśli ściągnięcie chińskiego kapitału kontrolowanego przez Komunistyczną Partię Chin….o kapitał z wolnego świata niespecjalnie zawalczyć potrafią.

Pamięć i przyszłość. Przykład płk. Pileckiego

Prezydent Tajwanu Tsai Ingwen w jednym z wywiadów w zeszłym roku powiedziała, że lektura „Raportu” Witolda Pileckiego i fakt, że komunistom nie udało się skazać polskiego bohatera na zapomnienie, jeszcze lepiej uświadomił jej, że „przywracanie pamięci to ważna część procesu rozliczeń z przeszłością”.

Ostatnie dwa dni 28 lutego i 1 marca to właśnie takie daty, kiedy Tajwańczycy i Polacy przywracają tę pamięć. Wczoraj na wyspie upamiętniono ofiary tzw. „Masakry 228”.  28 lutego 1947 r. doszło do rzezi tysięcy Tajwańczyków dokonanej przez wojska Czang Kaj-szeka. Rozpoczął się okres tzw. białego terroru, który zakończył się, gdy w 1987 r. zniesiono stan wojenny. Przez wiele lat rząd Kuomintangu na Tajwanie zakazywał jakichkolwiek wzmianek na temat tej tragedii; to m.in. przyczyniło się do zaostrzenia konfliktu między tymi, którzy określają się jako Tajwańczycy (tzw. bentu ren; ich przodkowie przybyli z Chin w XVII i XVIII wieku) a Chińczykami (tzw. waisheng ren przybyli na Tajwan wraz z Czang Kaj-szekiem).

1 marca to w Polsce Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Pamiętamy o bohaterach, którzy po II wojnie światowej nie złożyli broni i w czasach komunizmu walczyli o wolną Polskę.

28 lutego dane mi było wziąć udział w uroczystościach poświęconych 70 rocznicy Masakry 228. Moja tajwańska rodzina jest jedną z ofiar tej tragedii. Ojciec mojego męża był wydawcą gazety „Xingtai Ribao”. Za artykuły krytykujące rządy Czang Kaj-szeka otrzymał wyrok śmierci. Kary nie wykonano i Shen Rui-qing został po roku zwolniony z więzienia, ale wydawnictwo i gazetę władze zarekwirowały.

We wczorajszych  uroczystościach wzięła udział prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen i burmistrz Tajpej Ko Wen-je i mimo deszczu i zimna wielu Tajwańczyków. Pamiętają!

Przemawiając przed  pomnikiem Masakra 228  prezydent Tsai powiedziała, że pojawiają się głosy, iż jej rząd zamiast rozliczeniami z przeszłością powinien  zająć się np. zapewnieniem  gospodarczego wzrostu czy redukcją niesprawiedliwości społecznej. Tsai zapewniła że proces rozliczeń z przeszłością, przywracanie pamięci o bohaterach, mówienie o popełnionych zbrodniach jest równie ważne, bo jest to dochodzeniem do prawdy, a tylko jej poznanie zapewni pojednanie.

Burmistrz Tajpej Ko Wen-je, którego rodzina także była wśród ofiar Białego Terroru powiedział, że  28 lutego dla młodego pokolenia powinna być datą, która nie tylko przypomina  o ranach, konfrontacji, ale to okazja do zjednoczenia, do stawienia razem czoła przyszłości. A ta dziś zależy od Tajwańczyków. bo dziś  w odróżnieniu od przeszłości, jak zauważył Ke mieszkańcy wyspy „mogą sami decydować o swoim losie”. Dziś Tajwańczycy „mają być gospodarzami w swoim kraju”.

Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” to  święto w którym mamy pamiętać o ofierze i cierpieniach Niezłomnych. Ale to także okazja do refleksji  jak stawić czoła przyszłości i realizować testament Niezłomnych.

Józef Bandzo „Jastrząb”, żołnierz 3. i 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, podkomendny mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, w jednym ze swoich ostatnich wywiadów przed śmiercią mówił do młodych:

„Pamiętajcie młodzi: jaką sobie wybierzecie przyszłość, w takiej będziecie żyli”.

Józef Bandzo zostawił nam swój Testamen. Mamy „być solidni, kochać Polskę i o nią walczyć!” I bądźmy, jak Tajwańczycy chcą być, gospodarzami.
Niezależna.pl
 

Proszę o „tajwańską dobrą zmianę”

W artykule pt. „Polska i Tajwan: jak daleko, jak blisko” który ukazał się w poniedziałkowej „Gazecie Polskiej Codziennie” wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki wspomina o sprawie na pozór może błahej – nazwie polskiej placówki na odległym Tajwanie. „Jest zatem „przedstawicielstwo handlowe”. Podobne ma 16 krajów Unii. Tyle że polskie nazywa się „przedstawicielstwem Warszawy”. Reszta państw UE nie trzęsie portkami przed Pekinem i używa nazw państw, a nie stolic. Cóż, nadgorliwość gorsza jest od faszyzmu”, pisze europoseł.
 
Od lat zadawałam pytanie i Warszawskiemu Biurowi Handlowemu (nazwa naszego przedstawicielstwa na Tajwanie) i MSZ dlaczego nie możemy pójść śladem innych państw europejskich i w nazwie naszej placówki umieścić słowo “polskie”. Od lat słyszałam te same wymówki, że tak lepiej z uwagi na złożone relacje Tajwanu z Chinami. Tak nie drażnimy Pekinu a poza tym tajwańskie przedstawicielstwo w Polsce też nie ma słowa Tajwan w nazwie i jest Biurem Gospodarczo i Kulturalnym Tajpej.

Więcej na Niezależna.pl TUTAJ

Przełom po zmianie rządów w Warszawie i Tajpej

Po latach nieprzynoszących postępu negocjacji, 21 października Polska i Tajwan podpisały umowę ws. unikania podwójnego opodatkowania i zapobiegania uchylaniu się od opodatkowania. Umowa to szansa na zwiększenie tajwańskich inwestycji w Polsce. Kilka dni wcześniej na Uniwersytecie Jagiellońskim otwarto Centrum Studiów Tajwańskich.

W ubiegły piątek w Tajpej odbyły się polsko-tajwańskie konsultacje gospodarcze. Na czele delegacji z Polski stał wiceminister rozwoju Tadeusz Kościński. Stronę tajwańską reprezentował wiceminister gospodarki Wei-Fuu Yang.

Rozmowy dotyczyły dostępu do tajwańskiego rynku niektórych polskich produktów spożywczych, m.in. drobiu, promocji polskich towarów na Tajwanie oraz dwustronnej współpracy inwestycyjnej. W misji wzięli też udział przedstawiciele kierownictwa Głównego Inspektoratu Weterynaryjnego (GIW), Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), Krajowej Izby Gospodarczej (KIG) oraz jednostek Ministerstwa Spraw Zagranicznych (MSZ), Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) i Polskiego Centrum Akredytacji (PCA).

W trakcie wizyty polskiej delegacji podpisano umowę ws. unikania podwójnego opodatkowania i zapobiegania uchylaniu się od opodatkowania. Po dostosowaniu odpowiednich procedur prawnych przez oba państwa umowa powinna wejść w życie 1 stycznia 2017 r.

Negocjacje ws. tego porozumienia trwały prawie 20 lat i dopiero teraz, gdy w obu państwach doszło do zmiany rządów (w tym roku na wyspie władzę objęła proniepodległościowa Demokratyczna Partia Postępu), nastąpił przełom. Dużo wcześniej podobne umowy z Tajwanem podpisały m.in. Węgry (w 2010 r.) i Słowacja (2011 r.). To właśnie dzięki podpisaniu sześć lat temu umowy dot. unikania podwójnego opodatkowania Budapeszt zdołał ściągnąć do siebie więcej tajwańskich inwestycji niż dużo większa Polska.

Jak dotąd większość inwestycji tajwańskich w Europie trafiała do Wielkiej Brytanii, ale po Brexicie Tajwan jest dużo bardziej zainteresowany inwestycjami w Europie Środkowej.

Komentując fakt podpisania w piątek polsko-tajwańskiej umowy, prasa na wyspie pisze, że czyni ona Polskę bardziej atrakcyjną dla tajwańskich inwestorów. Według informacji tajwańskiego MSZ-zetu w tej chwili w Polsce działa 29 tajwańskich firm, które zainwestowały w Polsce ponad 200 mln dol. Jest to zdecydowanie mało jak na możliwości Tajwanu, ale i Polski, która ze swoją dobrze wykształconą kadrą, w tym programistami o światowej renomie, powinna skuteczniej przyciągać tajwańskie inwestycje. Większa obecność w Polsce kraju tajwańskich firm, cechujących się wysoką innowacyjnością, może nie tylko stworzyć miejsca pracy, lecz także przyczynić się do unowocześnienia polskiej gospodarki.

Współpraca z Tajwanem rozwija się także na niwie naukowej. 17 października br. na Uniwersytecie Jagiellońskim odbyło się otwarcie Centrum Studiów Tajwańskich. W uroczystości brał udział Ming-Jeng Chen, dyrektor Biura Gospodarczego i Kulturalnego Tajpej w Polsce.

Niestety przed tak ważnymi dla Polski i Tajwanu wydarzeniami w jednym z czołowych biznesowych czasopism na wyspie – „Wealth Magazine” – ukazał się artykuł szkalujący Polskę i przedstawiający ją jako „rynek, na którym inwestorom trudno odnieść korzyści; inwestorzy muszą się trzymać od niego z daleka, aby uniknąć długoterminowych szkód”. Autor, który bał się podać swoje prawdziwe nazwisko sugerował, że za Brexit odpowiedzialni są Polacy, którzy co roku dostają miliardy pomocy od państw UE. Nawet we fragmentach odnoszących się do historii Polski tekst jest paszkwilem, stwierdzającym, że „w czasie II wojny światowej przerażający obóz z bramą z napisem Arbeit Macht Frei znajdował się właśnie w tym kraju, niedaleko drugiego co do wielkości miasta Krakowa”. W rozmowie z „Codzienną” jedna z dziennikarek „Wealth Magazine” przyznała, że autor tekstu przebywa za granicą. Fakt pojawienia się jego publikacji przed podpisaniem ważnej dla Polski i Tajwanu umowy gospodarczej może świadczyć o tym, że komuś szczególnie zależy, by zniechęcić inwestorów z Azji do Polski.
Gazeta Polska Codziennie

Wywiad dla Pressmania.pl

Kilka dni temu, nowo wybrana prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen (jej zaprzesiężenie odbędzie się 20 maja), zapytana, przez jedną z czołowych gazet na Tajwanie, China Times, jakie książki wywarły na niej największe wrażenie, wymieniła Raport Witolda Pileckiego. – dla portalu Pressmania.pl mówi dziennikarka Hanna Shen, od lat mieszkająca na Tajwanie. A więc na pytanie, kto czyta Raport, mogę spokojnie odpowiedzieć, że tajwańska elita polityczna. Historia Rotmistrza porusza wielu zwykłych Tajwańczyków. Gdy media na wyspie opublikowały informacje o pogrzebie płk. Zygmunta Szendzielarza Łupaszki, jeden z internautów, Tajwańczyk, napisał, że nie traci nadziei, że kiedyś takiego pogrzebu, o charakterze państwowym, doczeka się Witold Pilecki. Muszę przyznać, że te słowa przeczytałam ze łzami w oczach…wyjaśnia w rozmowie Małgorzacie Kupiszewskiej
Więcej na Pressmania.pl TUTAJ

W Radiu Wnet o Pileckim na Tajwanie

Żołnierze niezłomni pokonali KOD. Demonstracja KOD-u została zupełnie niezauważona na Tajwanie. Natomiast w ostatnim tygodniu ukazało się kilka artykułów i informacji poświęconych  Żołnierzom Niezłomnym w tajwańskich mediach. Pierwsza była związana z pogrzebem Łupaszki. Przedstawiono jego postać, to że był ofiarą komunistycznego systemu, że został skazany na śmierć, że jego pogrzeb w Polsce miał charakter państwowy i odbył się z udziałem Prezydenta Rzeczypospolitej Andrzeja Dudy - w Poranku WNET z Tajwanu donosiła Hanna Shen

Więcej TUTAJ 

Prezydent Tajwanu podziwia rotmistrza Pileckiego

W najnowszym wywiadzie dla tajwańskiej prasy, prezydent elekt kraju Tsai Ing-wen wymieniła „Raport” Witolda Pileckiego wśród tych książek, które wywarły na niej ogromne wrażenie. Kwestia przywracania pamięci o tym bohaterze w Polsce stała się inspiracją dla polityk z Tajwanu, która jako jedno z głównych zadań dla swojego rządu wymienia kwestię rozliczeń z przeszłością.

Więcej na Niezależna.pl TUTAJ

Tajwańczycy podziwiają Żołnierzy Niezłomnych

Fot Krzysztof Sitkowski/Gazeta Polska
Nie tylko Polska żegnała ppłk. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”. O ostatniej drodze polskiego bohatera powojennego podziemia niepodległościowego pisały także tajwańskie media. Nie pierwszy to raz los Żołnierza Niezłomnego zainteresował Tajwańczyków. Ogromnym szacunkiem na wyspie cieszy się Witold Pilecki.

O losach ppłk. Szendzielarza i jego ostatniej drodze pisała w poniedziałek m.in. jedna z największych gazet na Tajwanie „United Daily News” („UDN”, „Lianhebao”). W publikacji podkreślono, że „Łupaszka” walczył dla Polski z Niemcami i Sowietami, a po wojnie stał się ofiarą komunistycznej władzy i został skazany na śmierć. „UDN” szczególną uwagę zwróciła na fakt, że pogrzeb ppłk. Szendzielarza miał charakter państwowy i że w uroczystościach wziął udział prezydent Andrzej Duda.
„Rządząca obecnie Polską konserwatywna partia PiS nie szczędzi wysiłków, aby oddać cześć bojownikom o niepodległość w czasie wojny i w okresie komunistycznej władzy, więzionych przez reżim komunistyczny w latach 40. i 50., a po egzekucjach pogrzebanych w nieoznaczonych masowych grobach. Do tej pory odkryto miejsca pochówku tylko niewielu z nich” – pisała tajwańska gazeta. „UDN” przypomina, że prześladowania i cierpienia Polaków za komunistycznych rządów długo były tematem tabu, a dziś mówienie i upamiętnianie bohaterów podziemia antykomunistycznego to, jak określił prezydent Andrzej Duda, „przywracanie Polsce godności”.
W jednym z komentarzy na Facebooku, jaki ukazał się odnośnie do artykułu „UDN”, tajwański internauta napisał: „Mam nadzieję, że kiedyś odnalezione będą szczątki Witolda Pileckiego i też będzie on miał pogrzeb o charakterze państwowym”.
To, że Tajwańczykom nieobce są losy „ochotnika do Auschwitz”, nie jest niczym zaskakującym. W lutym 2011 r. na Międzynarodowych Targach Książki w Tajpej, największych targach książki w Azji, na polskim stoisku przy wsparciu IPN-u zorganizowana została wystawa poświęcona Witoldowi Pileckiemu. Jednym z efektów tej prezentacji była publikacja raportu Pileckiego. Było to pierwsze chińskie wydanie tego dokumentu, które trafiło do rąk czytelników na Tajwanie i w Hongkongu. Zainteresowane wydaniem raportu było jedno z wydawnictw w Chinach Ludowych. Niestety, bardzo szybko otrzymało ono informację od pekińskiej cenzury, że publikacja o bohaterze antykomunistycznym nie jest wskazana.
Patience Chuang, właścicielka wydawnictwa Acropolis, które wydało Raport na Tajwanie, tak mówiła o naszym Żołnierzu Niezłomnym:. „My, Tajwańczycy, czytaliśmy i oglądaliśmy wiele historii dotyczących Auschwitz, ale nigdy nie padło tam nazwisko Witolda Pileckiego – człowieka, który dobrowolnie dostał się do Auschwitz i opisał, co tam zobaczył na własne oczy. Raport Pileckiego to niesamowity dokument. Dla mnie nie jest to opis ofiary, ale świadka. Czytając go, zrozumiałam, że historia Auschwitz, historia II wojny światowej, ale i historia Polski nie jest pełna bez postaci Pileckiego”.
„Codzienna” przesłała raport Witolda Pileckiego tajwańskiej prezydent elekt Tsai Ing-wen po jej skandalicznej wypowiedzi w marcu br. dla gazety „China 
Times”. Mówiąc o potrzebie rozliczeń z przeszłością na wyspie, polityk odniosła się do polskiego doświadczenia. Tsai Ing-wen miała powiedzieć: „Polska przeszła drogę od komunistycznego państwa ku demokracji i w tym procesie transformacji istnieje konieczność wyjaśnienia prawdy, np. dotyczącej historii masakry na Żydach, temu wszystkiemu polskie społeczeństwo musi stawić czoła”. Słowa te padły kilka dni po spotkaniu tajwańskiej polityk z Aleksandrem Kwaśniewskim.
Gazeta Polska Codziennie

Jak dyplomacja RP poległa na jednym artykule

Po ubiegłotygodniowej interwencji „Codziennej” tajwańscy politycy i dziennikarze nadal przerzucają się odpowiedzialnością za wywiad prezydent elekt Tsai Ing-wen, godzący w dobre imię Polski.
Więcej na Niezależna.pl TUTAJ

Skandaliczna wypowiedź prezydent-elekt o Polakach. Po spotkaniu z Kwaśniewskim

W wywiadzie dla jednej z największych gazet na Tajwanie tamtejsza prezydent elekt Tsai Ing-wen zasugerowała, że Polacy „powinni wyjaśnić, co stało się w czasie Holokaustu, i stawić temu czoło”. Wypowiedź ta padła kilka dni po jej spotkaniu z Aleksandrem Kwaśniewskim. Po interwencji „Codziennej” polska dyplomacja na wyspie zainterweniowała w sprawie wypaczającej dobre imię Polski wypowiedzi tajwańskiej polityk.
Więcej na Niezależna.pl  TUTAJ

Azjaci też kochają Polaków

Mało kto wie, że to Polska, jej doświadczenia, wielcy synowie i córki – nasi bohaterowie – byli i nadal są inspiracją zarówno dla bardziej znanych, jak i przeciętnych obywateli Tajwanu i Chin. Mieszkając już ponad 13 lat na Tajwanie i podróżując po Azji, nieraz słuchałam historii, które wzruszały, a jednocześnie utwierdzały w sercu poczucie dumy z polskości.
Bohater naszych czasów
„Podejdź tu, koniecznie przeczytaj o tym człowieku – to niezwykły bohater, nigdy nie słyszałam, żeby ktoś wykazał się taką odwagą. Musisz o tym napisać w szkolnym wypracowaniu” – te słowa wypowiedziała do swojej 11-letniej córki pani Huang, patrząc na wystawę poświęconą rotm. Witoldowi Pileckiemu na Międzynarodowych Targach Książki w Tajpej w lutym 2011 r. Będąc wtedy jednym z organizatorów polskiego stoiska, a przy wsparciu IPN wystawy poświęconej Witoldowi Pileckiemu (na stoisku prezentowaliśmy także za zgodą autora książkę „Ochotnik” Marco Patricellego), przez kilka dni na targach słyszałam wiele takich wypowiedzi. Reakcje te były także zaprzeczeniem słów polskiego dyplomaty, który „wpadł” na stoisko i widząc materiały o rotm. Pileckim, rzucił tylko: „a kto tu by chciał o nim czytać?” Mylił się. Życie i czyny (dziś już pułkownika) Pileckiego zafascynowały Tajwańczyków; przed zdjęciami i folderami opisującymi dokonania naszego bohatera cały czas na trwających pięć dni targach stał tłum przede wszystkim młodych ludzi. Pytano, gdzie można znaleźć więcej informacji po chińsku na temat rotm. Pileckiego lub czy jest jakiś film jemu poświęcony.
Zadaniu przybliżenia postaci tego bohatera swoim rodakom postanowiła sprostać Patience Zhuang, właścicielka wydawnictwa Acropolis. Na początku przyszłego roku to właśnie dzięki niej wydany zostanie po chińsku Raport Witolda Pileckiego. „My Tajwańczycy czytaliśmy i oglądaliśmy wiele historii dotyczących Auschwitz, ale nigdy nie padło tam nazwisko Witolda Pileckiego – człowieka, który dobrowolnie dostał się do Auschwitz i opisał, co tam zobaczył na własne oczy. Raport Pileckiego to niesamowity dokument; dla mnie nie jest to opis ofiary, ale świadka, i czytając go, zrozumiałam, że historia Auschwitz, historia II wojny światowej, ale i historia Polski nie jest pełna bez postaci Pileckiego. Na Tajwanie wiemy o Auschwitz, znamy historię II wojny, ale nie wiedzieliśmy o Pileckim i dlatego zdecydowaliśmy się opublikować Raport po chińsku. Cały czas odkrywamy prawdę o tym, co wydarzyło się w XX wieku także dzięki Pileckiemu i dlatego patrzę na niego jak na bohatera naszych czasów” – powiedziała Patience Zhuang w wypowiedzi dla „Nowego Państwa”.
Czerpią z „Solidarności”
Po wystawie poświęconej rotm. Witoldowi Pileckiemu zainteresowane wydaniem książki „Ochotnik” było jedno z wydawnictw w Chinach Ludowych; niestety, bardzo szybko otrzymało ono informację od cenzury, że publikacja taka nie jest wskazana. Pilecki jest nadal niebezpieczny dla komunistycznego reżimu. Nie tylko on. Także polska „Solidarność” stanowiła i nadal stanowi zagrożenie dla Komunistycznej Partii Chin Ludowych. Jednak dla wielu Chińczyków miliony Polaków zrzeszone w „Solidarności” stały się symbolem ludzi, którzy przeciwstawili się potędze komunistycznej dyktatury.
Solidarność zainspirowała m.in. chińskiego opozycjonistę Li Wangyanga. W 1983 r. Li postanowił utworzyć związek zawodowy właśnie na wzór polskiej „Solidarności”. Tak powstało Stowarzyszenie Robotników w Shaoyang (prowincja Hunan), za co Li został aresztowany. Nie poddał się i na wieść o protestach studentów na Placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie w 1989 r. jeszcze raz odwołał się do polskiej „Solidarności” i założył Niezależną Ligę Robotników w Shaoyang. Li wezwał robotników, aby wzorem polskiego ruchu stanęli po stronie wartości demokratycznych i poparli protestujących w Pekinie studentów. Odpowiedź komunistów była ostra. Li Wangyang został skazany na 13 lat za „działalność antyrewolucyjną i antypaństwową”. Brutalne tortury w więzieniu doprowadziły do tego, że niemal stracił wzrok i słuch, ale wypuszczony z więzienia w 2000 r. chiński opozycjonista nie zamierzał zakończyć swojej walki. Wystąpił do rządu chińskiego z żądaniem o odszkodowanie za prześladowania, w wyniku których po opuszczeniu więzienia nie był zdolny do pracy. I znów komuniści pokazali swoją prawdziwą naturę: Li został ponownie aresztowany i skazany na 10 lat za „obrazę organów państwowych”. Rok temu Li w trakcie pobytu w szpitalu „powiesił się, stojąc”. Dla rodziny jest jasne, że było to morderstwo dokonane przez służby bezpieczeństwa. Dla komunistów pełen ducha polskiej „Solidarności” chiński opozycjonista był niewygodny, bo mimo słabego zdrowia nadal nawoływał Chińczyków, aby walczyli o to, o co kiedyś Polacy: „wolne wybory i godne, sprawiedliwe życie dla każdego człowieka”.
Marzenie o Solidarności dla Li Wangyanga skończyło się tragicznie, ale o tym, że Chiny powinny czerpać z doświadczenia polskiej „Solidarności”, mówi wielu chińskich dysydentów, m.in. Cao Chang-qing, który oburzony radą Adama Michnika dla chińskiej opozycji, aby ta dogadała się z komunistami, napisał artykuł pt. „Zła recepta Michnika”. Przypomniał w nim, że o sukcesie „Solidarności” stanowi to, że „od początku odważnie oparła się tyranii” i tę drogę powinna kontynuować chińska opozycja, zamiast słuchać nawoływań do kompromisu redaktora „Gazety Wyborczej”.
Uczą się na naszej historii
O tym, że polskie doświadczenie i polska historia są ważne dla Tajwańczyków, mówi często w swoich artykułach i wykładach tajwański poeta Li Minyong, który od lat tłumaczy wiersze Herberta, Miłosza i Zagajewskiego na chiński. „1895 rok przyniósł Tajwanowi okupację japońska, a w 1945 skonfundowani, czym naprawdę jest ojczyzna, witaliśmy chiński Kuomintang. A teraz? Komunistyczne Chiny stają się kolejną atrapą ojczyzny. Tajwan chce decydować o swoim własnym losie, ale tak jak w przeszłości Niemcy i Sowieci pragnęli pozbawić Polskę prawa do samostanowienia, tak i dla nas samostanowienie nie jest łatwe. Musimy przyglądać się polskiej historii, ale także przyjrzeć się, jak o niej pamiętacie, i jak z nią mierzycie. Musimy się od was i na waszym przykładzie uczyć, jakiego poczucia państwowości, odpowiedzialności i odwagi potrzebujemy” – powiedział tajwański poeta w wypowiedzi dla „Nowego Państwa”.
Wielcy Polacy zmienili ich życie
Czasem to polskie doświadczenie, wielcy Polacy zmieniają życie. Tak było w przypadku prof. Lee Yuan-tseh, jedynego jak do tej pory tajwańskiego laureata Nagrody Nobla (w dziedzinie chemii w 1986 r.) i członka Papieskiej Akademii Nauk. W dzieciństwie Lee Yuan-tseh uwielbiał sport, ale także rozmyślał o tym, aby zostać muzykiem. I dopiero biografia Marii Skłodowskiej-Curie, która wpadła mu w ręce w bibliotece, zmieniła te plany. We wstępie do wydanej na Tajwanie przez wydawnictwo Commercial Press książce Marii Skłodowskiej-Curie pt. „Autobiografia i wspomnienie o Piotrze Curie” prof. Lee Yuan-tseh napisał, że polska naukowiec miała prawdopodobnie największy wpływ na jego życie. Jej osobowość, poświęcenie nauce, bezinteresowność i idealizm spowodowały, że młody Lee nie widział już dla siebie innej drogi niż ta, jaką obrała Maria Skłodowska-Curie. „To dzięki niej zrozumiałem, jaką rolę w naszym życiu odgrywa nauka i że jest w niej miejsce dla mnie” – stwierdził w wypowiedzi dla „Nowego Państwa” prof. Lee. „Maria Skłodowska-Curie naprawdę rozpaliła we mnie pasję, miłość do nauki” – dodał.
Trudno wyobrazić sobie, jak wyglądałoby życie prof. Anny Fujity bez Chopina. Ta utalentowana japońska pianistka, po zawarciu małżeństwa ze znanym tajwańskim skrzypkiem Deng Changguo (1923–1992), trafiła z Osaki na Tajwan. Nie wiedziała, jak się tu odnajdzie, ale, jak twierdzi, po raz kolejny jej życiem pokierował Fryderyk Chopin. Poza koncertami i pracą na lokalnej uczelni muzycznej prof. Fujita założyła na Tajwanie w 1985 r. Fundację Fryderyka Chopina, która od lat nie tylko propaguje muzykę naszego wielkiego kompozytora, pomaga w kształceniu dziesiątek młodych pianistów, ale jest z pewnością jednym z najważniejszych ośrodków promujących polską kulturę na Tajwanie. Profesor Fujita przez lata organizowała na Tajwanie festiwale pianistyczne im. F. Chopina dla młodych ludzi. „»Panowie, czapki z głowy. Oto geniusz« – powiedział kiedyś o Chopinie Robert Schumman i tego samego uczę tych młodych ludzi – oddać należną wielkość temu wspaniałemu kompozytorowi i wirtuozowi fortepianu” – mówi „Nowemu Państwu” dziś już 80-letnia prof. Fujita. Wielu z uczniów pani profesor brało udział w Konkursie Chopinowskim w Warszawie. Dla swoich wychowanków drobna prof. Fujita to surowy pedagog, lecz także wierny przyjaciel, zawsze służący radą, ale dla wielu miłośników muzyki klasycznej to „Księżniczka Chopina” – jak nazywają ją Tajwańczycy, dziękując za promowanie muzyki wirtuoza na wyspie.
Dziękują Janowi Pawłowi II
Mówiąc o polskiej „Solidarności”, często na Tajwanie i w Chinach nie może zabraknąć wspomnienia o Janie Pawle II. Chiński opozycjonista Cao Changqing zauważa w wypowiedzi dla „Nowego Państwa”, że to dzięki naszemu papieżowi Polacy odnaleźli w sobie siłę moralną, która pchnęła ich w stronę odpowiedzialności, do skończenia z komunistycznym reżimem i do stania się wolnymi obywatelami. Ta siła do stawiania czoła królestwu szatana, do walki z symbolem ateizmu – „relatywizmem moralnym” – jest potrzebna Chińczykom, jest to bardzo ważne dla ich odrodzenia religijnego. Obecnie w Chinach jest prawie 80 mln chrześcijan, to więcej niż członków partii komunistycznej. „Polska »Solidarność« stała się dla Chińczyków wzorem; coraz więcej chińskich dysydentów nawraca się na chrześcijanizm; oni i Kościół podziemny zaczynają tworzyć zintegrowaną siłę; to w imperium ciemności, jakim nadal są Chiny, przynosi pewną nadzieję. I kiedy o tym myślę, to chciałbym Janowi Pawłowi II i Polakom powiedzieć: Dziękuję”.
O Janie Pawle II mówi też często żona byłego prezydenta Tajwanu Chen Shui-biana (Chen za obecnych rządów głoszącego politykę zbliżenia z komunistycznymi Chinami Kuomintangu trafił do więzienia skazany za korupcję. Dla wielu Tajwańczyków uwięzienie Chena to zemsta Pekinu za jego walkę o niepodległość Tajwanu i wspieranie, także finansowe, chińskiej opozycji), Wu Shu-jen, że „gdyby każdy z nas miał w sobie taką wolę przebaczania i tyle szlachetności co Jan Paweł II, na świecie nie byłoby przemocy, wojen, nie doszłoby do wielu tragedii”. Wśród podróży, jakie odbyła w imieniu swojego męża niepełnosprawna Wu Shu-jen, spotkanie z Ojcem Świętym w Watykanie w lipcu 2003 r. na trwałe pozostało w jej pamięci. Wizyta, której celem był udział w obchodach 25. rocznicy pontyfikatu Jana Pawła II, miała charakter bardzo oficjalny, ale to, co żona prezydenta zapamiętała najbardziej, to uścisk dłoni papieża. Ponieważ w momencie spotkania Wu Shu-jen była na wózku inwalidzkim, dokładniej niż inni mogła zauważyć, w jak serdeczny sposób Jan Paweł II wita się z gośćmi. „Był przepełniony życzliwością, a Jego uścisk pełen ciepła; w rozmowie bardzo bezpośredni i przyjacielski miał dla rozmówcy ogromny szacunek i zrozumienie”.
Ale nie tylko prezydent i jego żona będą pamiętać Jana Pawła II i jego nauczanie. Tłumacząca na chiński włoską literaturę Tajwanka Michela Chang w czasie świąt Bożego Narodzenia w 1997 r. była na placu Świętego Piotra. „Obok mnie stała grupa Niemców; za chwilę plac wypełnił się wiernymi i turystami; grupa hiszpańskich zakonnic uderzała w dzwoneczki, wołając: »Janie Pawle II, kochamy Cię«. Nagle doszły do mnie okrzyki podekscytowanego tłumu. Ojciec Święty powoli podszedł do balkonu; widok papieża machającego do tłumu na znak powitania zelektryzował nas wszystkich. Ojciec Święty zaczął błogosławić zebranych w wielu językach; po każdym z pozdrowień mówiący danym językiem odpowiadali okrzykami. Kiedy usłyszałam życzenia wypowiedziane po chińsku, zaczęłam bić brawo tak mocno, jak to możliwe. Odczułam wtedy uwielbienie, jakim tłum darzył papieża; nawet kilka prostych słów wypowiedzianych przez Niego przykuwało uwagę wszystkich”. Od tego spotkania Michela zaczęła swoją drogę do poznania Jana Pawła II. Czyta jego książki i przesłania, a aby lepiej zrozumieć jego życie, uczy się polskiego. Pragnie odwiedzić Polskę, a następnie w swojej książce przybliżyć Ojca Świętego tym na Tajwanie, dla których jest on ciągle nieznany. „Sama jestem osobą, która łatwo się poddaje. Tymczasem Ojciec Święty uświadomił mi, że w obliczu trudności i cierpienia człowiek może stać się silniejszy i stawić im czoło; powinien pozostać wierny wartościom, a nie płynąć z prądem”.
Nowe Panstwo

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...