Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łańcuchy dostaw. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łańcuchy dostaw. Pokaż wszystkie posty

USA odcinają Chiny od rynku technologicznego. Nowe zasady FCC uderzają w fundament globalnego łańcucha dostaw

Decyzja Federalnej Komisji Łączności (FCC) może okazać się jednym z najważniejszych kroków w trwającej wojnie technologicznej między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Amerykański regulator jednogłośnie przyjął przepisy, które w praktyce eliminują chińskie laboratoria z procesu testowania elektroniki przeznaczonej na rynek USA. Choć brzmi to jak techniczna zmiana regulacyjna, jej konsekwencje są znacznie szersze - uderzają w sam rdzeń globalnych łańcuchów dostaw.

Nowe regulacje zakazują wykorzystywania laboratoriów z krajów, które nie mają z USA umów o wzajemnym uznawaniu standardów. W praktyce oznacza to wykluczenie Chin z kluczowego etapu dopuszczania produktów do sprzedaży. To szczególnie istotne, ponieważ, jak wskazuje FCC, około 75 procent urządzeń trafiających na rynek amerykański było dotąd testowanych właśnie w Chinach. Od smartfonów po routery, chińskie zaplecze certyfikacyjne stanowiło niewidzialny, ale kluczowy element globalnej infrastruktury technologicznej.

Decyzja wpisuje się w szerszą strategię Waszyngtonu, polegającą na systematycznym ograniczaniu roli Chin w krytycznych sektorach technologicznych. FCC już wcześniej blokowała urządzenia i infrastrukturę powiązaną z chińskimi podmiotami, a teraz idzie krok dalej - uderza nie tylko w produkty, ale w cały system ich dopuszczania do rynku. Równolegle przyjęto także przepisy ograniczające działalność chińskich gigantów telekomunikacyjnych, takich jak China Mobile, China Telecom czy China Unicom, w tym zakaz prowadzenia przez nie centrów danych w USA.

Oficjalnym uzasadnieniem jest bezpieczeństwo narodowe. Amerykańska administracja argumentuje, że proces testowania i certyfikacji może być potencjalnym wektorem infiltracji, umożliwiającym manipulację sprzętem lub dostęp do wrażliwych danych. W praktyce jednak chodzi o coś więcej niż tylko bezpieczeństwo. To próba odzyskania kontroli nad standardami technologicznymi i ograniczenia zależności od Chin w kluczowych obszarach.

Skutki tej decyzji będą globalne. Produkcja może pozostać w Azji, ale testowanie i certyfikacja będą musiały zostać przeniesione do „zaufanych” państw. Największymi beneficjentami mogą być tu partnerzy USA, w tym Tajwan, Japonia czy Korea Południowa, które zyskają nowe znaczenie jako ogniwa alternatywnego łańcucha technologicznego.

Dla Chin to kolejny sygnał, że dostęp do zachodnich rynków będzie coraz bardziej ograniczany; nie tylko poprzez sankcje czy cła, ale także przez mniej widoczne mechanizmy regulacyjne. Dla świata oznacza to przyspieszenie procesu „decouplingu”, czyli rozdzielania się dwóch systemów technologicznych: amerykańskiego i chińskiego.

Nowe przepisy FCC pokazują jasno: rywalizacja technologiczna nie toczy się już tylko o produkty, ale o zasady gry. A kto kontroluje standardy i certyfikację, ten kontroluje cały rynek.

Cicha wojna o chipy: Chiny odcinają surowce, Japonia może odciąć przyszłość

Tajwański "Liberty Times" opisuje narastający konflikt technologiczno-gospodarczy między Japonią a Chinami, którego stawką są fundamenty nowoczesnej cywilizacji technologicznej.

Wszystko zaczęło się od słów. Gdy japońska premier Sanae Takaichi publicznie wypowiedziała się na temat możliwego konfliktu zbrojnego w Cieśninie Tajwańskiej, Pekin uznał to za prowokację i odpowiedział tym, co ma najcenniejszego - kontrolą nad surowcami. Chiny wprowadziły zakaz eksportu metali ziem rzadkich do Japonii, wstrzymały dostawy potężnych magnesów wytwarzanych z tych pierwiastków i wszczęły dochodzenie antydumpingowe wymierzone w japońskie materiały dla przemysłu półprzewodników. To nie był przypadkowy ruch; to precyzyjnie wymierzony cios w serce japońskiej gospodarki.

Metale ziem rzadkich to jedna z najlepiej strzeżonych tajemnic współczesnego przemysłu. Są obecne w każdym smartfonie, każdym samochodzie elektrycznym, każdej turbinie wiatrowej i każdym nowoczesnym systemie uzbrojenia. Japonia, choć jest drugim po Chinach producentem magnesów z tych pierwiastków, surowce do ich wytwarzania sprowadza niemal wyłącznie z Chin. To klasyczna pułapka uzależnienia, którą Pekin postanowił teraz zacisnąć.

Tokio jednak nie zamierza kapitulować, bo dysponuje własną, równie potężną bronią. Japonia kontroluje około siedemdziesięciu dwóch procent światowego rynku fotorezystów, a w segmencie najbardziej zaawansowanych materiałów używanych do produkcji najnowocześniejszych chipów jej udział sięga ponad dziewięćdziesięciu procent. To złożone mieszaniny chemiczne zawierające polimery światłoczułe, rozpuszczalniki i fotoinicjatory, bez których dosłownie nie można wyprodukować żadnego nowoczesnego procesora. Brzmi tajemniczo, ale w praktyce oznacza jedno: bez japońskich fotorezystów chińskie fabryki chipów stają. Cztery japońskie koncerny: JSR, Tokyo Ohka Kogyo, Shin-Etsu Chemical i Fujifilm Electronics Materials, mają nad tym rynkiem kontrolę, która jest praktycznie absolutna. Chiny są w stanie samodzielnie wytworzyć zaledwie pięć procent potrzebnych im zaawansowanych fotorezystów, a według analityków dogonić Japonię w tej dziedzinie zajmie im wiele lat intensywnych inwestycji i badań.

Mamy więc sytuację, w której dwie największe gospodarki Azji wzajemnie trzymają się za gardło. Chiny mogą odciąć Japonię od surowców, Japonia może sparaliżować chińską produkcję chipów. Jednak w tej rozgrywce to Tokio wydaje się mieć lepsze karty — fotorezystor jest trudniejszy do zastąpienia niż metale ziem rzadkich, które można z czasem pozyskiwać z innych źródeł, choćby z Australii, Kanady czy Afryki. Japonia zbudowała przez dekady przewagę technologiczną, której nie da się skopiować w kilka lat, i Pekin doskonale o tym wie. Cicha wojna przemysłowa trwa.

Inicjatywa dot. prężnych łańcuchów dostaw (SCRI)

 W zeszłym tygodniu podczas wirtualnego spotkania australijskiego ministra handlu, turystyki i inwestycji Simona Birminghama, ministra handlu i przemysłu Indii Piyusha Goyala oraz japońskiego ministra gospodarki, handlu i przemysłu Kajiyamy Hiroshiego ustalono, że jeszcze w tym roku powstanie inicjatywa służąca budowie łańcuchów dostaw w regionie Indo-Pacyfiku, która zmniejszyłaby zależności od Chin. Projekt ma na celu stworzenie wolnego i przejrzystego środowiska handlowego i inwestycyjnego i nosi nazwę Inicjatywy dot. prężnych łańcuchów dostaw  (SCRI).

Japonia zapowiedziała, że będzie chciała w tę inicjatywę wciągnąć 10 państw należących do Stowarzyszenia Narodów Azji Płd.-Wsch.

Obrażone uczucia. Jak chińska maszyna wzięła się za polskiego siatkarza

W niedzielę 2 sierpnia hala w Ningbo skandowała „MVP", kiedy Tomasz Fornal odbierał nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów Ligi Naro...