Huang Yi-hao (黃逸豪) mówi, że kpił z Xi Jinpinga na scenie przez 2,5 minuty. Za te dwie i pół minuty ktoś najpierw obrzucił fekaliami klub, w którym występuje, a potem potrącił go samochodem pod domem.
Numer o Xi
Huang występuje w xiangsheng, tradycyjnej chińskiej komedii słownej, najczęściej w formie szybkiego dialogu między dwojgiem artystów. Organizuje cykl „相聲失控”, co można przetłumaczyć jako „Xiangsheng bez kontroli”. W grudniu ubiegłego roku w klubie Comedy Club (卡米地) w Tajpej wyrecytował jednym tchem prześmiewczy „hymn pochwalny” na cześć Xi. W tym krótkim numerze zmieścił się cały wykaz przewinień przywódcy ChRL.
Zaczął od wyglądu i porównania do Kubusia Puchatka, za co w Chinach cenzura usuwa wpisy z internetu. Potem wziął na warsztat oficjalne legendy o przywódcy: że jako młody chłopak niósł sto kilogramów pszenicy przez pięć kilometrów i ani razu nie zmienił ramienia, albo że z wykształceniem podstawowym zrobił doktorat z prawa. Dalej poszły czystki prowadzone pod hasłem walki z korupcją i zmiana konstytucji, dzięki której Xi może rządzić bez ograniczenia kadencji. Wspomniał o Hongkongu, trzech latach polityki „zero covid” oraz protestach, podczas których ludzie wychodzili na ulice z białymi kartkami. Wyśmiał nieukończone wielkie projekty, choćby Xiong'an, nowe miasto budowane na południe od Pekinu, które stoi puste, a także Nowy Jedwabny Szlak, w którym biedne kraje wpadają w długi u Chin, agresywną dyplomację „wilczych wojowników” i cenzurę. Na koniec nazwał Xi „pierwszym głupkiem” Chin, w oryginale znacznie dosadniej, a sala zaczęła skandować jego nazwisko.
Nagranie obiegło internet także poza Tajwanem. Organizatorzy chwalili się później w zapowiedziach, że „pewien kraj” zablokował numer w całości.
Najpierw fekalia
29 maja, kiedy w klubie trwała próba przed wieczornym występem, wszedł tam mężczyzna w maseczce i czerwonej czapce. Wyjął z torby worki z białą farbą zmieszaną z kałem i rzucił nimi w podłogę i szklane drzwi. Zatrzymany sprawca, Kuo, tłumaczył policji, że złościło go, że klub ciągle mówi o stosunkach z Chinami, a na dodatek trudno tam dostać bilety.
Prokuratura w Tajpej ustaliła co innego. 29 września oskarżyła Kuo i niejakiego Liu, który pracuje w branży pogrzebowej. To Liu miał wynająć Kuo i następnego dnia nad ranem zapłacić mu 50 tysięcy dolarów tajwańskich, a sam działać na polecenie nieustalonego obywatela Chin. Obaj odpowiadają za groźby karalne i zniszczenie mienia. Prokuratorzy chcą dla nich 22 i 20 miesięcy więzienia, a w uzasadnieniu napisali, że atak pozwolił Pekinowi ograniczać wolność słowa na Tajwanie. Liang Wen-chieh, wiceprzewodniczący tajwańskiej Rady do spraw Chin Kontynentalnych, uważa, że to o wiele za łagodnie jak na atak zamówiony z Chin. Obecne prawo nie dawało jednak podstaw do cięższych zarzutów, dlatego Liang apeluje o zmianę ustawy o bezpieczeństwie narodowym i ustawy przeciw infiltracji.
Nadajnik pod skuterem
Na 20 września Huang zapowiedział kolejny występ w Comedy Club, znowu z numerem o Xi. Chińczyk o pseudonimie „K”, któremu nie podobało się, że komik publicznie krytykuje KPCh, postanowił temu zapobiec. Zgłosił się do Cheng Po-hsuana, który wcześniej prowadził agencję detektywistyczną, i obiecał mu 450 tysięcy dolarów tajwańskich, czyli około 14 tysięcy dolarów amerykańskich. W zamian Cheng miał zebrać dane komika i tak go urządzić, żeby przed 20 września wylądował w szpitalu i nie mógł wyjść na scenę.
Od 25 lipca do końca sierpnia Cheng śledził Huanga. Przyczepił mu do skutera nadajnik GPS, spisywał jego rozkład dnia, ustalił adres i numer rejestracyjny. Gdy przekazał to wszystko „K”, dostał 250 tysięcy zaliczki.
Pomysł upozorowanego wypadku Cheng wymyślił razem z Yu Wei-chiehem. Yu oddał robotę za 100 tysięcy Huang Chia-chingowi, a ten wziął do pomocy Fan Chung-hao i Liao Pen-chenga. Każdy musiał się podzielić swoją działką z następnym.
8 września kupili samochód za 90 tysięcy. Przez następne dwa dni obserwowali okolice domu komika w dzielnicy Yonghe. Auto się zepsuło, więc wzięli inne. 11 września od rana czekali w pobliżu. Huang Chia-ching siedział za kierownicą, Fan pilnował wylotu uliczki, a Liao nagrywał wszystko z samochodu, bo zleceniodawca chciał dowodów. Kilka minut przed piątą po południu Fan zobaczył, że komik wraca skuterem, i zawiadomił kierowcę. Kiedy Huang parkował, czarny samochód przyspieszył i w niego uderzył.
Za mało połamany
Plan zakładał, że kierowca będzie go taranował, aż połamie mu ręce i nogi. Kiedy jednak Huang krzyknął z bólu, kierowca na tym poprzestał. Dzięki temu komik skończył ze stłuczoną prawą stroną miednicy, a nie w gipsie. Sprawcy musieli teraz udowodnić „K”, że wykonali zlecenie, bo inaczej nie dostaliby reszty pieniędzy. Udając, że pomagają załatwić odszkodowanie po wypadku, zdobyli zaświadczenie lekarskie z imieniem i nazwiskiem komika, datą urodzenia oraz numerem dowodu. Sfotografowali je i przez pośredników przesłali „K”. Ten uznał, że obrażenia są za lekkie, i nie zapłacił pozostałych 200 tysięcy.
Mówiąc wprost: „K” płacił za to, jak bardzo człowiek zostanie okaleczony. Za połamane ręce i nogi dałby całą sumę, za stłuczenie nie chciał zapłacić w całości.
Cała piątka odpowie za usiłowanie spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i nielegalne zbieranie danych osobowych, a Cheng także za potajemne śledzenie cudzego życia prywatnego za pomocą urządzeń elektronicznych. Prokuratura nazywa sprawę transnarodowymi represjami, które mają zastraszyć krytyków reżimu, i domaga się surowych kar, najwyższa to pięć i pół roku więzienia. Śledczy przyznają, że obecne przepisy są na takie sprawy za słabe.
Pekin umywa ręce
Po ataku na klub chińskie Biuro do spraw Tajwanu oświadczyło, że nie zna szczegółów, zarzuty o transnarodowe represje nazwało bezpodstawnymi, a sam atak „wyrazem opinii publicznej”, jakby zrobili to zwykli ludzie oburzeni żartami z Xi. Tyle że sprawca dostał za to 50 tysięcy dolarów tajwańskich, a oburzeni obywatele raczej nie biorą pieniędzy za to, że są oburzeni. Zresztą, nawet gdyby ktoś naprawdę poczuł się urażony, nie daje mu to żadnego prawa, żeby obrzucać ludzi kałem ani wjeżdżać w nich samochodem.
Tajwański rząd przekazał sprawę międzyresortowemu zespołowi ds. transnarodowych represji i zapowiedział zmiany w prawie, które mają odstraszyć Tajwańczyków gotowych pracować dla KPCh. Atak potępił burmistrz Tajpej Chiang Wan-an z opozycyjnego Kuomintangu, który zadzwonił też do Huanga. Shen Po-yang, kandydat rządzącej Demokratycznej Partii Postępowej (DPP) w tegorocznych wyborach na burmistrza Tajpej, mówi, że transnarodowe represje trzeba traktować poważnie bez względu na to, kogo dotyczą, i zarzuca wielu politykom, że zajmują w tej sprawie mętne stanowisko. Shen zna to z własnego doświadczenia. Chiny grożą mu od dawna, a ostatnio ktoś zaczął śledzić jego córkę.
Huang podziękował śledczym i zaapelował do Kuomintangu, żeby poparł przepisy chroniące ludzi przed przemocą na tle politycznym.
Dalej będzie żartował
Po ogłoszeniu aktu oskarżenia Huang napisał w sieci: „老子解鎖了啦”, czyli mniej więcej „no to odblokowałem nowy poziom”. To nawiązanie do gier komputerowych: komik traktuje zamach zlecony z Chin jak trofeum, które zdobył za swoje żarty. Zapowiada, że nie przestanie występować, bo nie pozwoli, żeby druga strona uznała, że przemoc się opłaca. Dziennikarzom wyrecytował zresztą swój numer o Xi jeszcze raz.
Tak wygląda wojna, którą Pekin prowadzi z Tajwanem już dziś, bez jednego wystrzału. Nie potrzeba do niej czołgów ani nawet własnych agentów. Wystarczy zleceniodawca z Chin ukryty za pseudonimem, kilka przelewów i miejscowi, którzy za pieniądze przyczepią nadajnik, kupią auto i nagrają, jak potrąca człowieka. Cel jest prosty: każdy na Tajwanie, kto śmieje się z Xi albo krytykuje Komunistyczną Partię Chin, ma wiedzieć, że może za to zapłacić zdrowiem. Za kratki pójdą ci, których wynajęto. Ten, kto zamawiał, wciąż jest nieuchwytny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz